Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Kociątko wyruszyło na fioletową stronę mocy ;))

Autor: Zelma
14 listopada 2014, 11:05

Wczoraj ostatni raz w biurze na dłuższy czas. Ostatnich kilka lat intensywnie przepracowałam. Może nawet zbyt intensywnie. Nie mogę powiedzieć, że jakoś mocno żałuję tego czasu, ale po prostu przyszedł taki moment, że chcę trochę wyhamować i zastanowić się - co dalej. Nadmiar pracy nie jest dobry, ale ale praca daje jakieś ramy, może nawet coś w rodzaju poczucia bezpieczeństwa. Pewnie dlatego tak trudno podjąć decyzję, że stop - zmieniam coś, robię przerwę. Człowiek żyje w biegu, a potem nagle pac - dużo wolnego czasu. Nie żebym narzekała, broń Boże ;) Cieszę się, że wreszcie się na taki krok odważyłam, że mogę sobie na to pozwolić...no i jak na razie nie wygląda na to, żebym miała bezczynnie siedzieć na kanapie. Tych kilka 'ciążowych' dni przyniosło mi jednak pewną taką ciekawą myśl. Kiedy zastanawiałam się nad przerwą w pracy automatycznie (czasem wręcz namolnie) pojawiała się myśl - co będę robić? No... w ciąży będę ;) Jakby to miało faktycznie mój czas wypełnić i stać się jedyną odpowiedzią... i... przyszedł ten moment, kiedy pojawiły się dwie kreski. Pierwsza myśl - no to już wiem, co będę robić. Minęły ze 2-3 dni, emocje opadły, objawów żadnych nie było... w sumie... nic się tak realnie nie zmieniło... i pomyślałam sobie wtedy: " No dobra, ciąża jest... to co teraz będę robić?" Bo ciąża, przynajmniej na początku wcale nie zamierzała mnie angażować 24h na dobę ;) A nawet jak już zacznie bardziej 'zjadać' mój czas to ja przecież nie zniknę ;) A więc mocna 'nauczka' na teraz - skupić sie na swoich sprawach, tak żeby ciąża/starania były jednym z WIELU elementów mozaiki. W ogóle skupianie się tylko na jednej rzeczy, co by to nie było, do dobrego nie prowadzi.

A tymczasem jeszcze dobra myśl na dziś... i ciekawy cytat: (Kati, dzięki za linka ;))

dobra myśl
Martwienie się to dźwiganie jutrzejszych ciężarów z dzisiejszą siłą - dźwiganie dwóch dni jednocześnie. To wchodzenie w jutro przed czasem. Martwienie się nie zabiera jutrzejszych trosk, ale pozbawia dzisiejszej siły.
/źródło: facebook, profil "Żyj świadomie"/

cytacik - w klimatach mojego przekornego optymizmu
Autor książki opisuje piękne krajobrazy islandzkie: "Docieramy do punktu, za którym już tylko przepaść taka, że nawet samobójca by się zniechęcił." / Islandzkie zabawki - Mirosław Gabryś/


Wiadomość wyedytowana przez autora 14 listopada 2014, 11:18

1 komentarz (pokaż)
21 listopada 2014, 09:44

Urlop na całego. Ja na urlopie, jajniki na urlopie... 11dc endometrium 3,5mm, pęchęrzyki liczne acz małe, brak dominującego. Znaczy się albo cykle bez ovu albo mój organizm działa dokładnie tak jak ja - nie spieszyć się, powoli, na luzie... a potem naa ostatnią chwilę, na łeeb na szyyyję gnając, zziajana, zdyszana, i buch gdzieś tam w okolicach terminu przeciskam słonia przez igielne ucho... No nic, zobaczymy co się na kolejnym monitoringu pokaże. Dziś mój optymizm walczy trochę z badaniem usg. Łatwiej być optymistą jakby usg pokazało 'endometrium w dechę, pęchęrzyków od groma i w ogóle'. A tymczasem troszku mi jednak markotno ;( Musze się zagnać do pracy to czym innym myśli zajmę. Ooo drżyj moje mieszkanie jeszcze nieposprzątane, ale już wkrótce szuru-buru będzie ;)

0 komentarzy (pokaż)
23 listopada 2014, 17:12

- Drogie ovu, powiedz przecie, jaką poradę dzisiejszy dzień niesie?
- "Porada dnia. Starając się o dziecko nie zapominajcie o sobie! Oto kilka walentynkowych rad:"
- WALENTYNKOWYCH? WTF? ;)

2 komentarze (pokaż)
27 listopada 2014, 08:50

Brzydal, dzięki za wsparcie ;) Prawdę mówiąc- moja pierwsza myśl jak beta zaczęła spadać była taka, że może gin się nie przejęła/ nie dopilnowała i może trzeba iść gdzie indziej. Ale później już bardziej na spokojnie przemyślałam to sobie i nie mam do mojej gin jakichś pretensji. Mam w planach konsultację z inną gin, tak żeby nie wyrzucać sobie później, że coś zaniedbałam. Ale zrobię to na spokojnie, bez 'wieszania psów' na mojej aktualnej gin.

W międzyczasie poczytałam sobie trochę o pozytywnych wynikach bety (nie zawsze 5+ wskazuje jednoznacznie na ciążę), a także o tzw. ciąży biochemicznej.

http://parenting.pl/portal/ciaza-biochemiczna

"Ciąża biochemiczna – takim stwierdzeniem posługują się lekarze w sytuacji, gdy domowy test ciążowy lub badanie bHCG wypada pozytywnie, jednak poronienie następuje w bardzo wczesnym etapie, przez co niemożliwe jest wykrycie ciąży poprzez badanie USG, czy ginekologiczne. Utrata ciąży wynika ze złego zagnieżdżenia się zarodka lub z jego wad genetycznych. Można to nazwać naturalną selekcją. Organizm sam wydala nieprawidłowe zarodki. Kobiety często mają ciąże biochemiczne i nawet nie zdają sobie z tego sprawy. Badania statystyczne pokazują, że około 50-60% ciąż kończy się wczesnym poronieniem. Kobiety traktują wówczas krwawienie z pochwy jako spóźniony okres, a nie wydalenie obumarłego jaja płodowego.

Na czym polega ciąża biochemiczna? Zapłodniony zarodek nie zagnieżdża się w jamie macicy ani poza nią, tylko razem z krwią zostaje wydalony z organizmu. Czy w takim razie ciąża biochemiczna jest w ogóle ciążą? W końcu o ciąży można mówić dopiero wtedy, gdy dochodzi do implantacji zarodka w macicy, po której w organizmie kobiety zaczyna być wytwarzany hormon beta-hCG. Okazuje się jednak, że przy ciąży biochemicznej zarodek nie zagnieżdża się w macicy. Dlaczego więc test ciążowy wykrywający beta-hCG daje wynik pozytywny? Wynika z tego, że wynik dodatni testu wcale nie musi oznaczać od razu ciąży. Lekarze najczęściej nie tłumaczą i nie szukają przyczyn ciąży biochemicznej."

Ten opis dosyć mocno jest zbieżny z tym, jak ja to w tej chwili widzę. Może jest to mój mechanizm obronny (zablokowanie negatywnych uczuć, żeby nie bolało), ale mogę szczerze powiedzieć, że nie mam poczucia wielkiej straty, nie zastanawiam się czy to była czy nie była ciąża, i czy coś można było zrobić czy nie. Uważam, że szczęściu należy pomagać (dlatego oprócz kwasu foliowego wcinam jakieś witaminki, wiesiołka i coś tam jeszcze, umówiłam się na monitoring, zrobiłam dodatkowe badania), ale nie chcę robić czegoś wbrew mojemu organizmowi. Nie chodzi tu przy tym o kwestie wiary (określiłabym siebie jako mocno wątpiąca), bardziej kwestie biologii. Mam takie poczucie, że biologii można pomagać, ale nie można jej przeskoczyć. Chciałabym jak najdłużej zachować wiarę i zaufanie do własnego organizmu, takie poczucie, że współpracujemy ze sobą, robię co się da, żeby szczęściu dopomóc, ale że moja psychika za tym wszystkim nie zostaje w tyle. Bardzo trafia do mnie argument, że ponad połowa ciąż kończy się na bardzo wczesnym etapie, często tak wczesnym, że nie zauważanym. "Utrata ciąży wynika ze złego zagnieżdżenia się zarodka lub z jego wad genetycznych. Można to nazwać naturalną selekcją." Może to brutalny opis, naturalna selekcja, ale z drugiej strony - jeśli tak to de facto działa, to widocznie tak to matka natura obmyśliła, a myślę, że koniec końców taka zupełnie głupia nie była.

//Kurde... czytam ten mój powyższy akapit... i niby oddaje to co myślę, ale zupełnie nie taki wydźwięk. Na razie zapisuję jak jest bo muszę wyjść z domu. Najwyżej będę wieczorem jeszcze 'domyśliwać' jak to lepiej w słowa ująć.

0 komentarzy (pokaż)
29 listopada 2014, 01:01

Dwie myśli co się kotłują:
1. Jak zaufam lekarzowi, a okaże się, że trzeba było nie ufać/doczytywać samemu to sobie będę w brodę pluć, że czas niepotrzebnie marnotrawiłam.
2. Jeśli przeczytam jeszcze jeden wątek na forum o tym jakie jeszcze trzeba *koniecznie* badania zrobić i dlaczego takie czy śmakie wyniki na pewno są złe to chyba mi łeb pęknie z przegrzania zwojów.

Na razie ćwiczę cierpliwość, pokorę i pozytywne myślenie. Dziś widziałam się znowu z pozytywną mamą 4-miesięcznego szkraba. Trzymałam malucha na rękach... dłuższą chwilę w ramach 'to ciocia cię teraz ponosi, a mama sobie odpocznie' ;) No.. jeśli mamy codziennie takie słodkie ciężary dźwigają to wcale się nie dziwię, że szybko pozbywają się ciążowej wagi. I coś mi się wydaje, że w ramach przygotowań kupię sobie piłkę - mój kręgosłup na pewno mi kiedyś za to podziękuje. Ehhh maluszku, gdziekolwiek jesteś - przybywaj, czekamy na Ciebie ;)

0 komentarzy (pokaż)
2 grudnia 2014, 16:16

22dc

A więc jednak - powoli, bez pośpiechu, a co tam się spieszyć... aż wreszcie 22dc i... "endometrium 12mm, w lewym jajniku znajduje się pęcherzyk Graafa wielkości 23-25 mm, ma nieco nieregularny kształt - w trakcie owulacji? "

Mój mąż miał świętą rację - ja to nie mogę mieć nic tak normalnie i standardowo, muszę coś wymyślać po swojemu ;) Za kilka dni mam się ponownie zgłosić na usg, żeby sprawdzić czy był pękł pęcherzykuś. Ale mi się lżej na duszy zrobiło, że coś tam się jednak dzieje. Normalnie dziś kilka centymetrów nad chodnikiem frunęłam ;) A gdyby tak jeszcze...

3 komentarze (pokaż)
3 grudnia 2014, 09:27

Drogie ovu, Aj law ju! Porada na dziś:

"Wystawcie ciało na słońce! Jest to naturalna witamina D, która korzystnie wpływa na procesy biologiczne w spermie i komórkach jajowych oraz może mieć pozytywny wpływ na regulacje gospodarki hormonalnej organizmu. Dodatkowo bogatym źródłem witaminy D jest łosoś, węgorz, śledź, tuńczyk, makrela oraz ser i żółtko jaj."

Wystawcie ciało na słońce! W grudniu???!!! Chyba jednak czeka mnie wizyta w rybnym ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 3 grudnia 2014, 09:27

0 komentarzy (pokaż)
3 grudnia 2014, 10:37

I jeszcze z cyklu: moje anomalie smakowe.

7 listopada były kapary z octu popijane kefirkiem z miodem. Wczoraj - śledzik z cebulką a do tego makowiec. Mąż już przyzwyczajony, nie kazał robić testu ciążowego tylko poszedł za moim przykładem i wsunął najpierw śledzie, a potem makowiec ;)

3 komentarze (pokaż)
4 grudnia 2014, 16:31

24dc
1 dpo?
cs - nie liczę

No cóż, pewnych rzeczy człowiek nie przeskoczy - ten cykl na straty. Jeszcze nie wiem czy ovu była czy nie była, ale kwestie logistyczne nas pokonały, nie damy rady w najbliższych dniach nad dzidzią pomajstrować, a ostatnie dni też mało owocne były. No trudno, się nie da to się nie da.

Trochę wcześnie na podsumowania 2014, ale to była(?) raczej ostatnia ovu w tym roku, więc dzidzia pod choinkę raczej odpada, jak już to bardziej na zająca wielkanocnego. Witając 2014 rok miałam jedno życzenie na nadchodzący rok - zostać mamą. Pierwsze ponad pół roku poszło 'w diabły' - leczenie boreliozy. Kolejne pół roku, raptem 4 hmm 5? cykli. Dużo... i mało w sumie, biorąc pod uwagę, że nie wszystkie były obiektywnie efektywne. Poza tym fałszywy (lub nie?) alarm w zeszłym miesiącu.

Intensywność przygotowań i starań umiarkowana. To znaczy 'coś' robię, nawet 'coraz więcej' ale nie 'wszystko co w mojej mocy'. Staram się zachować równowagę, tak żeby moja psychika nadążała, żeby nie wpaść w rutynę, żeby życia staraniom nie podporządkować. I tak:
- robię monitoring cyklu na ovu, ale nie robię pomiaru temperatur. Nie jestem do tego stworzona, próbowałam za 2-3 razy i.. nie. Na szczęście cykle jak do tej pory mocno regularne, więc mniej-więcej wiem czego i kiedy się spodziewać.
- robię testy ovu, ale nie dzień po dniu tylko tak trochę orientacyjnie-wyrywkowo. W tym cyklu pierwszy raz monitoring usg, żeby lepiej poznać swój organizm.
- robię kontrolnie badania krwi, gin wysłała mnie również na badania hormonów (są ok).
- Folik i jeszcze kilka 'dopalaczy' - łykam
- alkohol - nigdy nie byłam szczególną fanką, więc de facto za dużo się nie zmieniło -ilości bliskie zeru, jeśli już to na samym początku @ (tak na pocieszenie ;)
- porobiłam szczepienia, testy typu różyczka, odwiedziłam dentystę,
- w okolicach ovu bardziej intensywnie 'poluję na węgorza', ale nie ma mowy o seksie na zawołanie 'pod kalendarzyk',
- po ostatnich perypetiach nadal trzymam się postanowienia, że testom ciążowym mówię: NIE!

Co jeszcze istotnego z tych kilku miesięcy starań?

- Mąż. Szczególnie ostatnio czuję, że to nasza wspólna sprawa, że do niczego go nie zmuszam. Oczywiście na widok 2 kresek na teście całe życie mu przeleciało przed oczyma, ale potem przez kolejnych kilka dni mojego niby-bycia w ciąży odnalazł się idealnie. I tak mu w sumie zostało. To dla mnie bardzo ważne, bo skłamałabym mówiąc, że nie miałam w tym zakresie absolutnie żadnych obaw.

- OvuF. Bardzo się cieszę, że trafiłam na ovu. Dla mnie to nie tylko ogromna kopalnia wiedzy, ale też miejsce, gdzie czuję się tak... normalnie. Czytam sobie różne pamiętniki, czasem myślę - 'ehhh jak ja Ci zazdroszczę', a czasem ' dziewczyno! a Tobie się wydawało, że masz problemy, zobacz jak inni muszą walczyć'. Jedyna wada tego miejsca - wciąąąga jak cholera. Ale w sumie, kiedyś wchodziłam na pudelka, a teraz na ovu. To chyba jednak jakiś postęp ;) I tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejsze dywagacje. Ahoj!

2 komentarze (pokaż)
8 grudnia 2014, 08:44

Kochana, bynajmniej mleczko

Mam skrzywienie lingwistyczne. Lubię słowa, słowniki, języki obce, opowiastki prof. Bralczyka o tym skąd się takie czy inne słowo czy powiedzenie wzięło. Wczoraj słuchałam jego rozmowy z Jagielskim - dla mnie perełka, i jeszcze ta puenta na koniec - o źdźble i niewiaście ;)) Dla zainteresowanych link: https://www.youtube.com/watch?v=Uw_yewWAvss

A ja tymczasem swoje 3 małe obserwacje lingwistyczne z Ovu:

1. kochana - chyba najczęstszy zwrot używany między Ovu-dziewczynami. Początkowo wydawało mi się to trochę przesadne czy nienaturalne... ale dość szybko i gładko się przyzwyczaiłam. Co więcej - zaczęłam używać i jakoś tam naturalnie mi to przychodzi. Może to kwestia panującej tu atmosfery, wyraz tego, że jedna drugiej naprawdę dobrze życzy.

2. mleczko - nie: mleko. W pamiętnikach już mam często widzę wpisy o tym ile która ma pokarmu, ile dzidziuś zjadł. I wtedy zawsze pada zdrobnienie - mleczko dla malucha. Mleczko... na razie tylko jako 'ptasie mleczko' wydaje mi się to naturalne. Mleczko w odniesieniu do mleka kobiety... jakoś tak dziwnie. I ciekawi mnie bardzo - czy jak już zostanę mamą to też zacznę mówić 'mleczko'? Intrygujące.

3. bynajmniej - kiedyś usłyszałam, że słowo bynajmniej jest jednym z tych, które najczęściej używane są niepoprawnie (tzn. niezgodnie ze znaczeniem). Nigdy wcześniej nie rzuciło mi się to aż tak bardzo w oczy. A na ovu w kilku przypadkach zobaczyłam dość ciekawe zastosowania. A zatem - tak dla pewności prawidłowe zastosowanie - z przykładami odpowiednimi dla Ovu ;)

*** partykuła wzmacniająca przeczenie w wypowiedzi - synonimy: wcale, zupełnie, ani trochę
Czyli - tego bynajmniej mogłoby w ogóle nie być - znaczenie byłoby podobne.
Po dodaniu 'bynajmniej' zdanie ma większą moc.

Ten cykl na straty, ale nie zamierzam się poddawać.
Ten cykl na straty, ale bynajmniej nie zamierzam się poddawać.


*** wykrzyknienie będące przeczącą odpowiedzią na pytanie - synonimy: wcale, zupełnie nie, ani trochę
Czy cieszysz się, gdy na teście pojawia się tylko jedna kreska? - Bynajmniej (=wcale, zupełnie nie, ani trochę).


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 grudnia 2014, 09:16

0 komentarzy (pokaż)
8 grudnia 2014, 09:47

No i tak to właśnie jest jak się zacznę bawić słowami:
- Czy zamierzałaś robić długi post o tajnikach słowa bynajmniej?
- Bynajmniej! Post miał być krótki, a tymczasem opisałam jeszcze różnice między bynajmniej i przynajmniej. To co, kasować?
- Bynajmniej! Jak już napisałaś to zostaw.
I tak to po wewnętrznej konsultacji ;) dorzucam ciąg dalszy o bynajmniej.

***
Bynajmniej często mylone jest z przynajmniej - kilka przykładów z ovu poniżej:
* Na pewno nie będę się nad sobą użalać, bynajmniej spróbuję.
* Cieszę się, że zrobiłam badania bo bynajmniej teraz jestem spokojniejsza.
* Dziś zaszalałam i zamówiłam w necie sukienkę na wesele. Może trochę za szybko, ale pewnie do tego czasu i tak nie będę w ciąży. A tak bynajmniej poprawię sobie humor.

W każdym z powyższych zdań w miejscu >bynajmniej< powinno być: przynajmniej.

Pierwsze zdanie można zmodyfikować na bardziej zdecydowane:
Bynajmniej (=na pewno) nie będę się nad sobą użalać.
Takie zdanie i ton pasowałoby do odpowiedzi osobie, której nie mamy wcale a wcale ochoty zwierzać się z naszych starań o dzidziusia. W zależności od sytuacji - teściowa, 'kooochana' ciocia, wredna koleżanka z pracy. Ktoś przed kim budujemy mur pozorów i pokazujemy jaaaka to jestem dzielna i jak to się nie przejmuję - wiadomo o co chodzi.

W rozmowie z przyjaciółką to już mogłoby wyglądać tak:
Bynajmniej nie będę się nad sobą użalać!
<Chwila zastanowienia, ok - jesteśmy wśród swoich, nie trzeba udawać>
No... a przynajmniej spróbuję (się nad sobą nie użalać).

Jak nie mylić bynajmniej z przynajmniej?

Przynajmniej - to taki optymizm wisielczy: jest źle, ale przynajmniej coś dobrego zauważyłam.
Nie ma ciąży, ale przynajmniej @ była łagodna.
Przynajmniej lubi kontrast, lubi też słówko 'ale'. Cośtam źle, ale przynajmniej cośtam nie tak źle.
Lub, jeśli komuś źle życzymy, zazdrościmy: Cośtam dobrze jej poszło, ale przynajmniej ma krzywe nogi ;))

Bynajmniej - to taki optymizm aktywny, bojowy wręcz: ktoś mówi, że jest źle, a Ty zdecydowanie zaprzeczasz, że otóż wcale, a wcale nie jest źle.
Bynajmniej nie zamierzam się poddać. (wcale, a wcale, nigdy w życiu, na przekór wręcz).

Oczywiście moje przykłady opierają się na założeniu optymizmu, ale dla pesymistów też to zadziała:
- Jesteś w świetnym humorze? Bynajmniej! Bynajmniej nie jestem w świetnym humorze!

I jeszcze jedna ważna różnica:
bynajmniej potrzebuje 'do życia' słówka NIE. Albo je zastępuje, albo idzie z nim w parze:
- Zrezygnujesz? Bynajmniej (= nie, nie zrezygnuję).
- Bynajmniej NIE zamierzam się poddać.

Przynajmniej - może być i tak i tak tzn. 'nie' może się pojawić, ale nie musi:
Dzień jest paskudny, ale przynajmniej nie pada deszcz.
Dzień jest paskudny, ale przynajmniej świeci słońce.

================
Uwaga końcowa: proszę mnie nie traktować jak sowę przemądrzałą ;)) Jeśli ktoś trafi na jakieś błędy w rozumowaniu - bardzo chętnie poczytam. Językoznawca ze mnie amator, ale straszną mi frajdę takie dywagacje językowe sprawiają ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 grudnia 2014, 09:51

1 komentarz (pokaż)
9 grudnia 2014, 17:17

29dc
monitoring usg - pani doktor potwierdziła, że owulacja była, najprawdopodobniej ten nieregularny kształt pęcherzyka tydzień temu oznaczał, że owulacja (pękanie pęcherzyka) właśnie się była działa. Dziś wypatrzyła ciałko żółte. Jakim cudem oni na tych monitorkach cokolwiek widzą i są w stanie odróżnić jeden owalny placek od innego - pojęcia nie mam. Dla mnie to czary mary hokus pokus ;))

No i teraz tak - ovu była - superos!. Aaale - skoro owulacja późna, a cykl normalnej długości to ta faza lutealna troszku krótka wypada. Chociaż z drugiej strony - ten cykl mi normalny chyba nie wyjdzie bo już jest 29dc, a małpowo to się wybitnie nie czuję. Wolałabym jednak, żeby przyszła raczej szybciej niż później. Jestem tradycjonalistką - w zaprzęgu Mikołaja maja być renifery. Re-ni-fe-ry. Nie małpy!

0 komentarzy (pokaż)
9 grudnia 2014, 19:12

Dlaczego ovu nie wyznacza na wykresie owulacji skoro została potwierdzona przez monitoring USG? Bardziej chyba potwierdzić się nie da? (Temp nie mierzę)

UPDATE
Otóż... jednak da się 'bardziej' potwierdzić. Jak zaznaczyłam pozytywny test owulacyjny to mi wyznaczył owulację, jak odznaczyłam - to odznaczył owulację. Natomiast wynik monitoringu ewidentnie i bezczelnie ignoruje. Ehh ovu, aj law ju soł macz!


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 grudnia 2014, 19:16

2 komentarze (pokaż)
14 grudnia 2014, 22:17

Pracowity weekend - już trzeci rok brałam udział w akcji Szlachetna Paczka. Warto.

Ludzie często nie doceniają tego co mają, narzekają, ganiają to za tym, to za tamtym. Mam dach nad głową, mam co do garnka włożyć i na grzbiet co wciągnąć. Otacza mnie dużo dobrych osób... Dużo mam - i obym to potrafiła zawsze docenić.

0 komentarzy (pokaż)
14 grudnia 2014, 22:30
PoradaKomentuj | Lubię (1)

http://audycje.tokfm.pl/odcinek/21274

O suplementach diety mówi prof. Małgorzata Kozłowska-Wojciechowska

Bardzo ciekawa audycja, m.in. o kwasie foliowym (brać), witaminie D (brać), innych suplementach (to zależy).

0 komentarzy (pokaż)
16 grudnia 2014, 11:47

1dc

poprzedni cykl - 35 dni (kilka dni dłuższy niż zwykle), ale może dzięki temu właśnie nawet przy późnej owulacji (22dc) faza lutealna miała 13 dni (a nie 9-10 jak poprzednio). Ciekawe czy to działanie regulujące niepokalanka mnisiego czy po prostu tak się ułożyło. Tak czy siak - następna owu wypada na sam początek przyszłego roku. Biorąc pod uwagę, że mamy wyjazd sylwestrowy, a potem kilka dni wolnego, rok 2015 zapowiada się bardzo miło ;)

2 komentarze (pokaż)
18 grudnia 2014, 05:42

Cieszmy się z małych rzeczy,
bo wzór na szczęście w nich zapisany jest.

(Fragment piosenki "Małe rzecz" Sylwii Grzeszczak)

Obudziłam się parę minut po 4, tak sama z siebie; czasem tak mam jak wcześnie zasnę. A teraz siedzę sobie na kanapie, otulona w kocyk, wokół półmrok i cisza, w pokoju obok śpi mąż. Dobrze mi.

Wczoraj wieczorem wyszliśmy na spacer i przytargaliśmy (dobra - mąż przytargał!) choineczkę. Zawiesiliśmy na niej cienkie plastry cytryny i czerwonego grapefruita. W założeniu zapach cytrusów miał się mieszać z zapachem igliwia. Jak na razie to z tym pachnięciem kiepsko - cytrusy trzymają sztamę z choinką i zapachu ni chu chu. Ale za to ładnie to wygląda. Czy może inaczej - nie jest to z pewnością klasik choinka, ale cieszy moje oko.

1 komentarz (pokaż)
18 grudnia 2014, 06:10

Rozmawiam kilka dni temu z dawno niesłyszaną koleżanką. Dawno niesłyszaną bo zwykle wcześniej czy później w czasie rozmowy przechodzi do pytania: "A jak tam Wasze plany, planujecie już dziecko?" I nawet jeśli mam 100% pewności, że nie ma złych intencji to jakoś ni cholery nie mam ochoty z nią tego w szczegółach omawiać. Nie w szczegółach zresztą też. Tym razem postanowiłam 'odeprzeć atak':

- Wiesz co, nie chcę tego tematu poruszać.
(Spróbowałam delikatnie, bo to bliska koleżanka, którą lubię a nie złośliwa zołza w pracy czy inna ciotka-klotka)

- Bo jeśli macie problemy to... I jakbyście się starali to warto kilka miesięcy wcześniej... I jeszcze mam znajomych, którzy...

No do jasnej anielki! I hit numeru jeszcze:

- Bo bardzo ważna jest psychika... trzeba się na to nie nastawiać, nie myśleć o staraniach cały czas.

O asertywności, gdzie żeś wtedy była? To ja dzień w dzień pracuję nad moim pozytywnym nastawieniem i nad tym, żeby równocześnie nie zaniedbując badań czy sygnałów z organizmu nie zamienić się w laboratoryjną myszkę. Nad tym, żeby życia nie podporządkowywać ciąży i ogólnie rzecz biorąc - nad tym, żeby psychika właśnie mnie nie zblokowała... I nawet mi się to udaje. Pod koniec wakacji zaczęłam dostrzegać objawy tej tak zwanej 'gorączki ciążowej' - przyjdzie małpa, nie przyjdzie, zmieniać pracę - nie zmieniać bo..., jednak przyszła, szlag by to trafił, ooo... gratuluję, że zostaniesz mamusią taaak się cieszę twoim szczęściem. To właśnie, krok po kroku, udało mi się 'ogarnąć'. Uwierzyć, że jestem w trakcie procesu i cierpliwości trzeba. I seksu oczywiście, bo jak to mówią - 'żeby wygrać, trzeba grać!'

I na to wszystko wjeżdża mi ciocia-dobra rada: "bo jeśli macie problemy" i "trzeba nie myśleć". Co ona kurde wie o życiu jak w ciążę zaszła zaraz (miesiac?) po ślubie a ovu nigdy na oczy nie widziała. Noż nawet moja babcia, która czasem potrafi walnąć prosto z mostu tak, że w pięty idzie, i która regularnie dopytywała o moje zamążpójscie, jakoś do tematu prawnuków się nie wyrywa. A dziewczyna w moim wieku tej odrobiny wyczucia znaleźć nie może. Nie zrozumie syty głodnego.


Wiadomość wyedytowana przez autora 18 grudnia 2014, 06:11

2 komentarze (pokaż)
19 grudnia 2014, 09:07

No to mam za swoje, aaapsik! Rowerka mi się zaaapsiiik... zachciało. W terenie. W grudniu. Bez czapki. Pod wiatr. AAApsik! Aaalee... fajnie na tym rowerku było ;)) Więc przynajmniej wiem za co teraz cierpię. Apsik!

Zainspirowana paznokciowym bordem rebe odkopałam moje 2 lakiery... i po jakichś 10 latach przerwy pomalowałam własnoręcznie pazury. Lewa malowana prawą to jeszcze jakoś wyszła. Z akcentem na jakoś, a nie na wyszła. Prawa malowana lewą - to już lekka masakra. W przedszkolu dzieci mają często takie malowanki z samych konturów pod hasłem przewodnim 'pomaluj nie wyjeżdżając za kontur'. No... to mniej więcej tak to wyglądało...

Dzisiaj rano ogarniałam kuchnię... i już - tu brzeg złupany, tu odprysk, tu rysa. Dramat - musiałabym chyba nic w domu nie robić, żeby mi się te samodzielne malunki na paznokciach utrzymały... Pytanie do bardziej zorientowanych koleżanek: ile czasu wytrzymują paznokcie malowane i później utwardzane (czy jak to tam się nazywa)? Bo chciałaby dusza do raju, ale mnie ceny odstraszają ;)

4 komentarze (pokaż)
20 grudnia 2014, 23:48

Przysięgam! Jeśli doczekam się dziecka to będę stawać na głowie, żeby oprócz tableta i xboxa miało jakieś zainteresowania. Nie jestem przeciwników xboxów (tak to się w ogóle nazywa?) ani tabletów, sama jako dziecko 'rąbałam' w Pegasusa aż miło. ALE wychodziłam z domu. Z okolicznymi dzieciakami biegaliśmy po wszystkich drzewach, płotach i innych wertepach. Komiksy i książki czytałam, puzzle układałam. Mama robiła nam namiot z koców i z krzeseł...

Co mnie na wspominki napadło? Ano dopinam prezenty świąteczne. W zasadzie większość już mam... a teraz łamię sobie głowę nad prezentem dla 6-cio latka. Podpytuję jego mamę, co go aktualnie interesuje... No i okazuje się, że xbox. No i tablet. I.. długo, długo nic. W zeszłym roku to jeszcze klocki lego były super, w tym roku to już raczej passe... Na dwór oczywiście dzieciak niemal nie wychodzi, sportowo nie... Wszystkie dzieciaki teraz takie są?

Z frontu paznokciowego - dzięki Dziewczyny za wszystkie wskazówki! Hybrydy sobie w takim razie daruję, a zamiast tego dokupię jakąś odżywkę.

Z frontu katarowego... leczę czosnkiem z mlekiem i miodem, herbatą z rumem i nalewką. Lepiej, żeby katar szybko poszedł precz bo moja wątroba może tej kuracji nie wytrzymać na dłuższą metę ;))

1 komentarz (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj

Dziękujemy za wypełnienie formularza zapisu!


Zostaniesz teraz automatycznie zalogowana do OvuFriend, ale Twoje konto nie zostało jeszcze aktywowane.


Przed następnym logowaniem musisz aktywować swoje konto. Aby to zrobić przejdź do swojej poczty email , kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.


Jeśli nie otrzymasz od nas wiadomości email, zajrzyj do folderu Spam.

OK