Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Kociątko wyruszyło na fioletową stronę mocy ;))

Autor: Zelma
21 grudnia 2014, 22:13

b1039dc3e9899471med.jpg

Choinkowo, grejfrutowo ;) Good news, moja wątroba jednak ocaleje - katar poszedł w diabły. Dla pewności jeszcze dziś poprawiłam lampką czerwonego winka, ale to już profilaktyka.

Święta tuż tuż. Byłby to całkiem miły czas, gdyby nie konieczność spotkania z teściową... I żeby było zabawniej - to nie to, że ona mnie nie lubi czy nie akceptuje. Wprost przeciwnie - ona twierdzi, że mnie lubi i nie mam podstaw by sądzić, że jest inaczej... Natomiast ja ją? No cóż, ma tak zupełnie inny od mojego sposób postrzegania świata, ludzi, tego co ważne, że trudno mi wykrzesać do niej prawdziwą sympatię. Owszem, potrafię się z nią dogadać tzn. nie ma darcia kotów, kłótni itp. ale nie zmienia to faktu, że charakter ma ciężki - jest zawistna i mściwa, skupiona na sobie, na ludzi patrzy z góry... Mogłabym tak jeszcze wymieniać, ale nie chcę się nakręcać. Może w Wigilię przemówi ludzkim głosem? ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 grudnia 2014, 22:19

5 komentarzy (pokaż)
22 grudnia 2014, 09:54

93d2f41310f4f375.jpg

Dziewczyny! Wieszajcie w domu jemiołę! ;) Bo co się robi pod jemiołą? Wiadomo ;)

I jeszcze w temacie pomarańczy i innych cytrusów choinkowych. Ja jestem leń ;)) Dlatego mój przepis jest prosty: Pokroić na jak najcieńsze plastry (krajarka na prąd się tu przydaje), nawlec na nitkę, zawiązać i łup - od razu na choinkę bez dodatkowego suszenia. Powisi na choince to też wyschnie. Co do nawlekania - tu też warto sobie oszczędzić roboty z nawlekaniem nitki kilka razy - przygotować plasterki, przewlec nitkę za jednym zamachem przez wszystkie, a potem przesuwać nitkę odcinając kawałek potrzebny do danego plasterka.

Przed chwilą dorzuciłam jeszcze kilka plasterków pomarańczy i w zestawie cytryna-grejfrut-pomarańcza wygląda tak:

45a309bebc315f85med.jpg

Jeden minus - nie pachnie to to ;( Spodziewałam, się, że zapach cytrusów będzie się mieszał z zapachem igliwia, te sprawy, ale nie. Ale może po prostu jeszcze resztki kataru mi blokują zapachy.

Miłego dnia dziewczyny!


Wiadomość wyedytowana przez autora 22 grudnia 2014, 09:59

4 komentarze (pokaż)
25 grudnia 2014, 14:50

Moja Mama życzyła mi wczoraj Kociątka ;) Tak prawie na ucho, między nami. Takim ciepłym głosem, pełnym życzliwości.

Nie relacjonuję Mamie na bieżąco co i jak ze staraniami, ale ona wie, że przez te kleszcze paskudy to nie tak hyc, więc nie dopytuje, nie pyta o wnuki i takie tam. Tylko w taki delikatny sposób potrafi wesprzeć. Kociątko. Spodobało mi się to określenie. Tak jak nie lubię nazywania zwierzaków domowych per 'syneczku' czy 'córcia' (teściowa tak swoje koty tytułuje), tak na odwrót mi się podoba. Kociątko... Kociątko moje... Chyba czas na zmianę tytułu pamiętnika ;)

A tymczasem za oknem tak, że lepiej nie mówić. Żadne tam Last Christmas. It's raining man, alleluja co najwyżej, ale najbardziej to lany poniedziałek wielkanocny. Na Wielkanoc pewnie znowu będziemy lepić bałwana...

Wczoraj wieczorem dostałam jeszcze info, że znajomym mojej przyjaciółki się udało - i zrobili rodzinie taką świąteczną niespodziankę pod choinkę (zdjęcia USG). Trochę w pierwszej chwili mnie to zabolało, pomyślałam - też przez chwilę myślałam, że to my taki prezent zrobimy i jednak to im się udało, a nam nie... Im oczywiście życzę absolutnie jak najlepiej. Też lekko nie mieli, lekarzy ich straszyli, że tak szybko to nie pójdzie, kilka miesięcy walczyli, ale jednak - udało się ;) Też bym już chciała... Czasem myślę sobie, że trzeba było się wcześniej 'za to' zabrać. Ale z drugiej strony... mam wrażenie, że weszliśmy z mężem na jakiś wyższy level porozumienia. Nie, że potrafimy gadać absolutnie o wszystkim i w ogóle, ale jesteśmy jakoś tak bliżej siebie, naprawdę gramy w jednej drużynie. I do tej drużyny naprawdę by nam teraz pasował jeszcze jeden zawodnik. Albo zawodniczka.

1 komentarz (pokaż)
26 grudnia 2014, 22:31

Wszystkiego czego chcesz, o czym tylko marzysz
Dzisiaj życzę Ci
Wszystkiego, co już jest, o czym jeszcze nie wiesz
Byś zawsze sobą był.


Edyta Bartosiewicz, Urodziny

0 komentarzy (pokaż)
27 grudnia 2014, 22:51

Zabawa z serii "Ułóż w kolejności od najmniej do najbardziej nieprzyjemnego":

* rozwód
* rozwód teściów
* toksyczny rozwód teściów
* toksyczny rozwód teściów walczących o pieniądze i względy wspólnego syna
* toksyczny rozwód teściów walczących o pieniądze i względy wspólnego syna, przy czym teściowa jest egoistką i histeryczką wierzącą szczerze, że to ona jest biedna i pokrzywdzona, a sama nie ma sobie nic do zarzucenia
* toksyczny rozwód teściów walczących o względy syna, przy czym teściowa jest (...) ; a teść okazuje się nie być taki święty i uczciwy jak starał się to wszystkim pokazać
* toksyczny rozwód teściów walczących o względy syna, przy czym teściowa (...); a teść (...), przy czym teść nie chce kontaktować się z teściową bezpośrednio, a nam przypada w udziale wysłuchiwanie wszystkich żali i złorzeczeń teściowej, od których uszy momentami więdną.

Taka równowaga w przyrodzie - udało nam się spędzić w miarę przyjemnie i rodzinnie święta. Wczoraj na moje urodziny mąż 'załatwił' skądś nawet padający śnieg. Można by rzec - nieba mi przychylił ;) A dziś już znowu 'szara' rzeczywistość, kolejny akt przedstawienia "Rozwód teściów". Na przekór wszystkiemu, staram się zawsze nawet w najgorszej sytuacji szukać pozytywów. Tutaj widzę jak wielką lekcją dla mnie i męża jest to, jak bardzo trzeba być w małżeństwie czy związku uważnym na siebie. Jak bardzo trzeba pamiętać, że najważniejsza jest w związku ta druga osoba, a nie pościg za pieniędzmi, statusem, ambicjami i cholera wie, czym jeszcze. Jak ważne jest by być dla siebie dobrym, by się nawzajem doceniać i dawać tej drugiej osobie odczuć, że jest dla nas ważna, że jest nam potrzebna - właśnie taka, jaka jest. Że uroda, wykształcenie i zawartość portfela nie zastępują ciepła, akceptacji i wsparcia dla drugiej osoby. Moja teściowa zupełnie tego nie pojmuje.

Obyśmy nigdy ich błędów nie popełnili...

4 komentarze (pokaż)
28 grudnia 2014, 12:38

Hmm... po staremu to ovu powinna być u mnie dopiero za kilka dni. Ale tak mi przyszło właśnie do łepetyny, że skoro zaczęłam brać niepokalanka czy jak mu tam na wyregulowanie cyklu to może ovu się szybciej pojawi. Trze dziś po powrocie do domu jakiś ovu test zrobić, żeby mnie szybsza ovu w konia nie zrobiła...

0 komentarzy (pokaż)
28 grudnia 2014, 21:41

Hmm hmmm hmm hmm coś mnie dzisiaj na przemyślenia wzięło ;) I wymyśliłam sobie tak:
- Nie lubię postanowień "od 1 stycznia".
- Lubię działanie wg hasła 'Just do it" - dla mnie chodzi o to, żeby za dużo się nie zastanawiać, nie dorabiać ideologii, nie analizować za, przeciw, może, a może jednak nie, a gdyby itp. itd. Tylko jeśli coś można od razu - to od razu robić, zanim włączy się tak zwany komplikator babski.
- Nie lubię postanowień z długim horyzontem czasowym. Rok to za długo, już ja siebie znam - będę czekać pół roku, zbierać się następny kwartał, a potem dopiero z animuszem ruszę do działania, skazanego na niepowodzenie bo czasu za mało
- nie chcę by punkt 'zajść w ciążę' zdominował moje życie.

I w związku z powyższym wymyśliłam sobie, żeby wyznaczać cele miesięczne, od zaraz czyli od 28. do 28. następnego miesiąca.
Maksymalnie 5 punktów i... wszystkie muszą być INNE niż związane bezpośrednio z ciążą. Chodzi o to, żeby oszukać mózgownicę i zająć ją czymś innym. A żeby mieć dodatkową motywację - wrzucam moje punkty na ovu, żeby trudniej było wycofać się z postanowień. Jak ktoś ma chęć - zapraszam do przyłączenia się! ;))

3 komentarze (pokaż)
28 grudnia 2014, 21:54
PoradaKomentuj | Lubię (3)

No to jedziemy:

Najpóźniej 28 stycznia 2015 będę mogła powiedzieć:
1. Wspinaczka - przeszłam przeszkolenie z asekuracji drugiej osoby
2. Supermemo - zrobiłam w całości 3 kursy: (1). Ortografia (2). Niemiecki Kein Problem 1 (3). Hiszpański - słownictwo 1
3. Uporządkowałam wielką szafę i tapczan, w tym pozbyłam się rzeczy, które nie były mi już potrzebne
4. Cukier - przeczytałam książkę "I quit sugar" + rozpoczęłam eliminację cukru z diety
5. Rower - umyłam, nauczyłam się uzupełniać powietrze w kołach, sprawdziłam czy łańcuch wymagał wymiany, skompletowałam oświetlenie, oddałam do przeglądu lub nauczyłam się sama jak sprawdzić czy hamulce są sprawne.

Update 04.01.2015
Punkt 1. Zrealizowane! Spodziewałam się, że z tym będzie znacznie większy problem - bo do szkolenia trzeba drugiej osoby. A tu tymczasem ten drugi ktoś się znalazł banalnie prosto ;) Szkolenie zatem za mną. Teraz trza by ćwiczyć tę umiejętność, ale mężulo miauczy, że mam ze ścianką uważać, a najlepiej nie chodzić wtedy, gdy potencjalnie mogę być w ciąży. Może i ma rację. Szkolenie było przed ovu, a teraz pauza.

Punkt 2. Kursy Supermemo. Tu sobie cel zbyt ambitny postawiłam - kursu 3 nie wyrobię w założonym czasie, za dużo materiału. Albo wyrobię, ale mi zbrzydnie, a nie o to chodzi. Dlatego modyfikuję zadanie - kurs 1 i 2 w całości, kurs 3 minimum 50%. W tym tempie mniej więcej przez ten tydzień jechałam.

Punkt 3. Zrobiłam coś, acz niezbyt wiele. Na jutro zaplanowane pierwsze starcie, Muszę wyznaczyć sobie mniejsze etapy tego zadania bo na raz będzie ciężko.

Punkt 4. Pierwszy tydzień ograniczania cukru za mną. Szczegóły będą w osobnej notce.

Punkt 5. Zero, null, nada. Nie ruszony.

Update 12.01.2015

Punkt 1. Wspinaczka - Na razie nic więcej, zakaz od męża trwa ;)
Punkt 2. Kursy Supermemo. Kurs 1 58% - wyrobię się spokojnie Kurs 2 14,5% - z tym muszę się ruszyć Kurs 3 - 6,1% (cel 50%) tu ciężko będzie, trochę nudny ten kurs. Pilnować, żeby choć na chwilę, ale codziennie usiąść. I priorytetami jechać - najpierw kursy zaplanowane, a potem dopiero inne.
Punkt 3. Wielka szafa. Wielkie nic. Czy też prawie nic. Cały tydzień nie zrobiłam nic w tym kierunku... dopiero w niedzielę miałam zryw i coś-tam rozgrzebałam. Tego właśnie u siebie nie lubię najbardziej. Jak zadanie jest duże to zamiast je podzielić na etapy to najpierw ignoruję, a potem wyczyniam. Może to też kwestia dodefiniowania podzadań i wizualizacji celu. Top zadanie na ten tydzień! OCzekiwany efekt - pokój nadający się do pokazania gościom (przy czym bez otwierania szaf, szafeczek itp ;)
Punkt 4. Drugi tydzień ograniczania cukru za mną. Wcale nie było tak ciężko. Szczegóły będą w osobnej notce.
Punkt 5. Nadal - Zero, null, nada. Nie ruszony. Mogłabym napisać, że pogoda nie zachęca, ale to nie ma nic do rzeczy. Dzisiaj wypucuję rowerunia. Czy... idąc po Feśkowemu, wczoraj zrobiłam pranie. Rower wypiorę dzisiaj ;)))
===
Wnioseczkunie:
- więcej konkretów pomaga w realizacji -> co dokładnie chcę osiągnąć i co dokładnie zrobię
- zaczynać od rzeczy, na które ma się najmniejszą ochotę - potem będzie z górki
- przesuwam updaty na poniedziałkowe poranki. To jakoś bardziej motywuje, żeby zaraz po updacie ruszyć do dzieła.

Update 19.01.2015

Punkt 1. Wspinaczka. Ciąży brak, więc ćwiczę czego nauczyłam się na kursie.
Punkt 2. Kursy Supermemo. Kurs 1 - skończony! ;)) Kurs 2 19,1% Kurs 3 - 7,4 % (cel 50%). Walczę dalej...
Punkt 3. Wielkie porządki. Był zryw, coś widać, że się ruszyło, ale nadal nie tak, jakbym chciała. Podział na etapy... tak sobie, żeby nie powiedzieć - a guzik tam podział.
Punkt 4. Trzeci tydzień bez cukru za mną. Jadę dalej, szczegóły tradycyjnie osobno.
Punkt 5. Rower - wypucowany! W tym tygodniu odstawiam dziada do serwisu.
===
Wnioseczkunie: jak w zeszłym tygodniu. Dlatego teraz, choć mam wielką ochotę pobuszować w tematach cukrowych... zabieram się za odgratowywanie pokoju.
Poza tym - bardzo jestem zadowolona z tego jak przebiega ten eksperyment tzn. że wyznaczenie zadań jakoś mobilizuje mnie do ich realizacji.

Podsumowanie 29.01.2015

wykonane
rozpoczęte, ale nie wykonane w całości
niewykonane i nierozpoczęte nawet

1. Wspinaczka - przeszłam przeszkolenie z asekuracji drugiej osoby
2. Supermemo - zrobiłam w całości 3 kursy: (1). Ortografia
(2). Niemiecki Kein Problem 1 (3). Hiszpański - słownictwo 1
3. Uporządkowałam wielką szafę i tapczan, w tym pozbyłam się rzeczy, które nie były mi już potrzebne

4. Cukier - przeczytałam książkę "I quit sugar" + rozpoczęłam eliminację cukru z diety
5. Rower - umyłam,
nauczyłam się uzupełniać powietrze w kołach, sprawdziłam czy łańcuch wymagał wymiany, skompletowałam oświetlenie, oddałam do przeglądu lub nauczyłam się sama jak sprawdzić czy hamulce są sprawne.

Wnioski
* jest zielono z pomarańczowymi akcentami... ale w większości zielono. Bardzo jestem zadowolona... zrobiłam więcej niż się spodziewałam.
* wpis na ovu był... motywujący - wyznaczał momenty kontroli, a kontrole motywowały do działania.
* pomarańczowe plamy... niektóre z nich to zadania źle zaplanowane np. słówka z hiszpańskiego okazały się nudne - w takiej formie uczenia jak zaplanowałam inne źle zdefiniowane, zbyt mało precyzyjnie - przez to rozmyło mi się zadanie z porządkowaniem szafy (coś tam zrobiłam, ale burdello jest chyba większe niż na początku...)
* co dalej - nie będę już raportować na owu, przynajmniej nie tak szczegółowo; zamierzam też zmienić formę wyznaczania zadań tzn. nie 5 na miesiąc tylko 1 na miesiąc, ale wyznaczane co tydzień, tak, żeby się nakładały, plus zadania tygodniowe.
* generalnie - baardzo fajne doświadczenie ;)

I na koniec inspirujący cytat na przyszłość:
"The distance between your dreams and reality is called action..."


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 stycznia 2015, 08:11

1 komentarz (pokaż)
30 grudnia 2014, 11:05

Okazja czyni złodzieja. A jedyne słodkości jakich nie zjem to te, których nie kupię i nie przyniosę do domu. Taki ze mnie łasuch. A że z nadwagą nigdy nie miałam problemu to i motywacja mniejsza, żeby słodkości sobie odmawiać. Ale... im więcej się interesuje zdrowszym jedzeniem tym bardziej mi wychodzi, że słodkie nie jest dobre i jeśli do tej pory się nie zemściło to jak to mówią - wszystko przede mną. A być może mści się od dawna tylko w inny sposób tzn. nie poprzez kilogramy, a poprzez problemy z cerą (te mam 'od zawsze')

Od kilku miesięcy bardzo delikatnie odsuwam od siebie słodkości - metodą małych zmian. Patrząc wstecz - sporo się już udało i to bez większych wyrzeczeń. Teraz chcę zrobić kolejny krok i ograniczyć cukier tam, gdzie trafia on do organizmu w mniej oczywisty sposób.

NA CZYM STOJĘ CZYLI AKTUALNY STATUS:
*** najszybciej pozbyłam się batoników (marsy snickersy itp.) i wafelków w czekoladzie. Ostatnie na placu boju zostało bounty, ale i ten kusiciel odszedł w niebyt dość dawno. Czy tęsknię? Nie. Czy mnie kusi jak widzę? Nie
*** wyeliminowałam też jogurty/kefiry owocowe i przyzwyczaiłam się do naturalnych. Po jakimś czasie spróbowałam jogurtu owocowego i wydawał mi się mega słodki, wręcz nie dało się tego zjeść.
*** nie piję soków kartonikowych, ani innych kubusiów, ani innych słodkich/kolorowych/gazowanych.
*** wyeliminowałam niemal całkowicie drożdżówki i inne drożdżówko-podobne ciastka kupowane w biegu, czasem zamiast śniadania. Czy tęsknię? Za drożdżówkami w biegu nie - wolę nie zjeść nic niż takie słodkie śniadanie. Czy nęci mnie nieraz zapach świeżych wypieków z piekarni - owszem ;)
*** przestałam pić kawę bo smakowała mi tylko mocno posłodzona. Czy tęsknie? Nie. Nigdy nie lubiłam kawy, traktuję ją 'użytkowo'.
*** przestałam prawie całkowicie kupować do domu ciastka i inne słodkie przegryzki. Teraz kupuję głównie wtedy gdy mają się pojawić goście. Plus od czasu do czasu kupuję coś dla nas, ale dużo rzadziej i mniej.
*** wygospodarowałam w jednej szafce półkę na słodycze. Półka jest dość wysoko i bardzo niewygodnie się tam sięga. Jak już coś tam wrzucę, to często nawet jak przychodzi mi chęć na coś słodkiego to mam kilka dodatkowych minut na przemyślenie tego, czy jestem pewna, że faktycznie chcę coś słodkiego czy tylko mi się wydaje. Często, wyobraźcie sobie, tylko mi się wydaje. Zwłaszcza, gdy trzeba przynieść do kuchni krzesło ;)
*** słodycze, które dostaję w prezencie lądują z definicji na wysokiej półce. Do wykorzystania jak przyjdą goście ;)
*** w kuchni zawsze są jakieś owoce lub orzeszki/pestki, żeby jak już coś podjadać to to, a nie słodkie.

NEXT STEPS czyli co dalej
* Rozpoczęłam odstawianie cukru wg metody opisanej w 'I quit sugar' - książce Sarah Wilson. Trwa to ok. 8 tygodni, ale jest zgodne z moją filozofią - wprowadzania zmian małymi kroczkami i bez 'dramatów i wyrzeczeń'.

No... no i taka wczoraj byłam z siebie dumna, że taką mam dobrą pozycję wyjściową do tego 8-tygodniowego programu. Bo tam mowa o tym, żeby w pierwszym tygodniu zrobić przegląd sytuacji i wprowadzać delikatne zmiany - np. jeśli herbatę słodzisz 2 łyżeczkami to spróbować słodzić 1. Albo żeby na tosta zamiast dżemu spróbować plasterek awokado położyć. Generalnie, żeby zwrócić uwagę na to co się je i zacząć od usuwania tych elementów, których najmniej nam żal. No... więc taka była zadowolona, że przecież tyyle już zrobiłam. Że herbaty i tak nie piję, a awokado uwielbiam. Że aż czujność straciłam. Że kawałek makowca sobie zjadłam i trochę ciastek to spoko, nie zamierzam się biczować, a mieliśmy wczoraj gości, więc to spoko luz. Ale, że już na pół-śpiąco wypiłam z butelki resztę coca-coli? Tego świństwa, którego nie lubię i nie piłam pewnie kilka lat? Noż by to diabły pokarały. Okazja czyni złodzieja. A czasem i mózg odbiera.

A tymczasem lecę realizować jeden z pozostałych punktów na liście!

3 komentarze (pokaż)
31 grudnia 2014, 14:27

Dziewczyny, udanego wieczoru i wszystkiego najzielońszego w 2015! My właśnie w drodze na odludzie - cisza, spokój, las, może nawet trochę śniegu. Może nawet zasięgu nie będzie ;) Dziękuję za każde miłe słowo i moc wsparcia, które tu na ovu od Was dostaję. W 2015 walczymy dalej!

8 komentarzy (pokaż)
2 stycznia 2015, 21:20

Czego wciąż mi brak?
Przecież wszystko mam
Obcy ludzie mówią,
Że tak zazdroszczą mi

Czego wciąż mi brak?
Co tak cenne jest?
Że ta nienazwana myśl
Rysą jest na szkle

Czego wciąż mi brak?
Czego miewam mniej?
Na ulicy mówią mi
Wszystko jest O.K.


Urszula, Rysa na szkle

1 komentarz (pokaż)
2 stycznia 2015, 21:35

UWAGA! Dzisiaj trochę smęcę. Powrót optymistki przewidywany na jutro.

Optymizm to jednak czasem ciężka harówka. To znaczy... ogólnie rzecz biorąc jest okej, nawet bardzo okej... a nawet bardzo bardzo okej. Ale czasem jakaś taka smuga przechodzi przez słoneczne okno i myślę, czemu nie jesteś bardziej zdecydowana, czemu bardziej otwarcie nie mówisz co myślisz i czego chcesz. Test wskazuje na ovu, ból jajnika i śluz też. I najchętniej bym tego mojego męża zagoniła natychmiast do roboty. I nie wypuściła ze 24h z wyrka. A z drugiej strony - nie chcę tak 'użytkowo' pod zegarek... Eeehh kobieto, Ty to masz czasem za dużo skrupułów, myślisz i kombinujesz a co ktoś coś, jak będzie lepiej... a tu szast prast by trzeba i już. Bardzo to nieekonomicznie wymyśliła Matka Natura, że trzeba czatować na tych kilka dni czy wręcz kilkanaście dni*** raz na ileś-tam. I że to u kobiet trzeba czatować, a facet jest płodny praktycznie na okrągło. I to u kobiet są cykle, kwasy foliowe, niepokalanki mnisie, termometry, krwawienia i w ogóle machina cała.

Nie no, nie o to chodzi... nie wiem o co mi chodzi. Wcale się nie skarżę, tylko tak sobie marudzę. Czekam aż ten mój małżonek wróci wreszcie. Niby w miarę mamy obstawione bo pozytywny test ovu był dziś rano, a wczoraj wieczorem było <3 i dziś szansa na powtórkę... to jakoś tak mam takie poczucie, że to kwestia godzin, żeby wcelować. Że my tu sobie tere fere, książeczka, wycieczka, kolacyjka, miło czas spędzamy, a jajo hyc hyc hyc i spier papier w siną dal. Grrrrr....

EDIT
*** taa... mój optymizm mnie nie opuszcza. Kilkanaście godzin, nie dni oczywiście ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 2 stycznia 2015, 22:57

3 komentarze (pokaż)
3 stycznia 2015, 15:51

No dobra, optymistka wróciła na posterunek ;) Niesamowite to jak odrobinę <3 może błyskawicznie ukrócić wszelkie marudzenie ;) No dobra - nie taka odrobina, ale nie ma co wnikać w szczegóły.

Acz trochę się boję, że dostanę pod koniec cyklu po łapach. Ooojjj dostanę... Bo tak sobie głupio-chytrze kombinuję: w poprzednich cyklach różnie było z obstawianiem dni zielonych, ale ten cykl aktualny obstawiamy 'uczciwie'. Więc powinno coś z tego być, prawda? Ano właśnie niekoniecznie prawda, ale kto naiwnemu zabroni się łudzić?

3 komentarze (pokaż)
4 stycznia 2015, 23:46

Kobyłka się rzekła, postanowienia u płota - czy jakoś tak ;) Pod datą 28.12.2014 zrobiłam aktualizację statusu realizacji moich nie-noworocznych postanowień. Wygodniej mi pod jedną datą, ale będę dawać znać tak jak teraz, że coś tam się zmienia.

Ale do ważniejszej kwestii! - Dziewczynki, dziękuję Wam baaardzo za wsparcie! Na to właśnie liczyłam, że ktoś przeczyta, pokibicuje - i wtedy nie ma, że boli - trzeba się trzymać tego co tam diabli nadali i do czego się człowiek zadeklarował. A jak jeszcze ktoś pisze, że moje wpisy będą przypominały o realizacji własnej listy... ho ho ho... to już odpowiedzialne zadanie.

RofTW - trzymam kciuki za realizację Twoich punktów, jak tam idzie?
toreadorek - cieszę się, że zainspirowałam - powodzenia!
Feśka - wariacie ;)) działaj, działaj! Dzięki za kciuki - i wzajemnie!
A wszystkim innym Wam, które coś-tam sobie planujecie i próbujecie realizować - powodzenia i wytrwałości!!! Ja tam mogę innych motywować... znacznie to łatwiejsze niż motywowanie samej siebie ;))

I jeszcze jeden plus - komentarze odnośnie cukru. Wasze uwagi bardzo mnie motywują, żeby faktyczne wziąć skurczycukier za rogi i nie dać mu sobą pomiatać. Za mną tydzień 1 wg planu z książki. Jutro przechodzę do Tygodnia 2. Wrażenia w osobnej notce zamieszczę, dzisiaj pewnie już nie bo trochę mi się oczęta zaczynają przymykać.

1 komentarz (pokaż)
5 stycznia 2015, 00:47
PoradaKomentuj | Lubię (0)

RZUCAM CUKIER z Sarah Wilson - TYDZIEŃ 1

Zacznę od książki - jest naprawdę ładnie wydana. Nie jestem jakąś przesadną fanką książek albumowych, ale ta mi się podoba. Przyjemnie się ją przegląda. Niektóre strony zawierają treść, a inne po prostu coś miłego dla oczu. To zachęca do czytania.

Pierwszy tydzień polega na uważnym obserwowaniu oraz ograniczaniu cukru lub rezygnowaniu z niego, ale tak, żeby nie wprowadzać zmian drastycznie. U mnie wyszło to tak:
- w Sylwestra nie ruszyłam ciasta i innych słodkości - po prostu trzymałam się od nich z daleka i nie było mi szkoda. W Nowy Rok spojrzałam tęsknie na talerzyk męża z ciastem, ale jakoś się powstrzymałam, skubnęłam odrobinkę od niego, ale nie miałam jakiegoś mega poczucia krzywdy, że nie biorę własnego kawałka. Później raz jeszcze się powstrzymałam i raz skapitulowałam (przy placku drożdżowym prosto z pieca).
- próbowałam pić herbatę bez cukru, ale aż tak herbaty to nie lubię, więc raczej nie będę pić wcale
- piłam domowe soki, grzańca z owocami i naleweczki. Na pewno było w tym sporo cukru. Zaobserwowałam ten fakt... i chlup! Wyrzutów sumienia nie mam - 1. Sylwester jest raz w roku 2. było przed ovu, a kto wie kiedy teraz następnym razem hy hy
- śniadania udało mi się mieć przynajmniej na pierwszy rzut oka bezcukrowe - wędlinki, pasztet, biały serek. Biały serek z odrobiną marmolady i miodu. I dziś słodkie pierogi ze śmietanką. Ale poza tym...
- aaha - jeszcze chlebuś był. Chlebuś może słodki nie był, ale pieczywo też chcę trochę ograniczyć.

A więc trochę grzeszków na sumieniu może mam, ale za to baaardzo uważnie je sobie obserwowałam. Może to zabrzmi jak wymówka, ale ten tydzień był wyjątkowy tzn. byliśmy kilka dni poza domem, w miejscu, gdzie dużo pysznych rzeczy mieli, i do picia i do jedzenia. Więc z góry się nastawiłam na to, że będzie inaczej niż standardowo w domu. W domu na co dzień nie ma nalewek, ciasta, słodkich pierogów. Chleb raczej tylko w weekendy. Będzie dobrze, od jutra kicam do tygodnia nr 2.

Wskazówki i wyjaśnienia, na które zwróciłam uwagę /cytaty z książki/
* Czy masz oponkę w okolicy brzucha, choć pozostałe części Twojego ciała są szczupłe? (jedno z pytań z testu Czy Ty też powinieneś skreślić cukier"
* Kiedy mówię o rzucaniu cukru, mam na myśli fruktozę. (...) to fruktoza jest naszym wrogiem, nie cukier jako taki.
* Podejdź do sprawy na zasadzie "Co mi tam, zobaczymy", a będzie ci łatwiej.
* Bądź łagodny i delikatny. Realizując program odwykowy, rób to łagodnie i nie karz się. (...) Nie zaczynasz odwyku pod przymusem, ale dlatego, że ten program może poprawić twoje samopoczucie.
* Po obiedzie ser zamiast deseru
* Zamiast tostu z dżemem tost z kilkoma plasterkami avokado.
* A cóż ta fruktoza robi? Wg autorki:
- hamuje funkcjonowanie układu odpornościowego, przez co trudniej nam zwalczyć infekcję
- zaburza równowagę mineralną w naszym ciele, wywołując niedobory i zakłócając wchłanianie minerałów
- wtrąca się w kwestie płodności

Niespodziewanki i orzechy do zgryzienia
Na liście 'Gdzie czai się fruktoza?' widzę banany oraz miód. I owoce... Banany, miód owoce... Ciekawe. Niechętnie, ale jak trzeba to odstawię. Pociesza mnie, że po 8 tygodniach niektóre owoce i zamienniki cukru można ponownie włączyć do menu (ciekawe które).

Ksylitol
W książce na razie chyba nic o ksylitolu do tej pory nie było. Ksylitol mam w domu, ale używam z pewną rezerwą. Niby jest całkowitym przeciwieństwem cukru i wręcz korzystnie może wpływać na człowieka 'skubnięcie' łyżeczki tu i ówdzie.Ale mimo wszystko uzyskiwany jest po przetworzeniu, a więc sztucznie.

next week
Od jutra... tydzień pod hasłem: "To nie od tłuszczu robimy się tłuści, tylko od cukru." Zapowiada się interesująco ;)

2 komentarze (pokaż)
5 stycznia 2015, 08:30
PoradaKomentuj | Lubię (0)

RZUCAM CUKIER - tzw. materiały dodatkowe

Na książkę "Rzucam cukier" natknęłam się TUTAJ
Autorka bloga relacjonuje swoje wrażenia z 8-tygodniowego programu Sarah - TUTAJ

W mniej więcej tym samym czasie moja znajoma podrzuciła mi link do strony szalonego Australijczyka, który nie używał cukru przez kilka lat, a potem w ramach eksperymentu przez 60 dni wcinał tzw. zdrową żywność, jak się okazuje - naszpikowaną cukrem. Efekty piorunujące... Wiosną będzie film. TUTAJ link do strony filmu + trailer

No i na koniec - skoro tak australijsko się zrobiło (Sarah też jest z Australii) - to koniecznie trzeba zobaczyć tę facjatę. Obiecuję, że nie pożałujecie ;)) Dobrego dnia!

P.s. Wiedziałam, że coś wczoraj przegapiłam robiąc notkę. Pieczywko chcę ograniczyć nie z własnej pomysłowości... Zalecenie nr 1 na tydzień nr 1 - ogranicz rafinowane węglowodany (ciastka, chleb oraz inne wypieki z białej mąki).
P.s.2 Ja nie mam z tym problemu (a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo), ale wklejam jeszcze jedną uwagę bo temat się w blogach wielu dziewczyn pojawia - oporność insulinowa Naukowcy wykazują, że to cukier jest główną przyczyną otłuszczenia wątroby, co prowadzi do oporności insulinowej.

Osobiście... nie wiem czy cukier jest źródłem wszelkiego zła i daleka jestem od robienia antycukrowej krucjaty. Bardziej opieram się na przekonaniu, że nie sądzę aby odstawienie cukru mi zaszkodziło. A może pomoże - więc nie mam nic do stracenia próbując ;) No... w 'najgorszym' wypadku będę zdrowsza ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 stycznia 2015, 08:36

5 komentarzy (pokaż)
6 stycznia 2015, 01:09

Niby musi być w przyrodzie równowaga... a jednak jakaś kiepska ta równowaga.

Najpierw good news - dowiedziałam się, że moja dobra znajoma zmajstrowała z mężem prezencik pod choinkę ;)
A potem przeczytałam na ovu, że jedna z dziewczyn, której mocno kibicowałam straciła swoje maleństwo około 10. tygodnia.

Smutne to i ciężko tu mówić o sytuacjach lepiej-gorzej. O mojej niby-ciąży myślę czasem z taką nutką co-by-było-gdyby, ale bez jakiegoś bólu czy żalu. Wszystko skończyło się, zanim się na dobre zaczęło, zanim się de facto definitywnie potwierdziło. Ale mówimy tu raptem o kilku dniach, nie zdążyłam się do tej myśli aż tak bardzo przyzwyczaić.

Co się czuje, gdy tracisz malucha, który nabrał realnych wymiarów. Nie wiem i nie chcę sobie wyobrażać.

2 komentarze (pokaż)
6 stycznia 2015, 18:36
PoradaKomentuj | Lubię (1)

RZUCAM CUKIER kolejne wieści z frontu ;)

Kurcze... wciągnął mnie temat i bardzo skutecznie odwraca moją uwagę od odliczania dpo ;) Dzięki za wszystkie komentarze i uwagi. Będę tu na ovu wrzucać moje cukrowe znaleziska i obserwacje. Dla mnie wygodnie bo w jednym miejscu, a jeśli komuś jeszcze się przyda to tym lepiej. Ino ekspert ze mnie żaden, po prostu ciekawski szperacz ;) No to jedziemy!

Po pierwsze - dodaję kolejny materiał dodatkowy. Bardzo ciekawy tekst odnośnie syropu glukozowo-fruktozowego TUTAJ

Istotny fragment dla mnie: "Krytycy szerokiego stosowania tej substancji w przemyśle spożywczym twierdzą, że jest ona wysoko przetworzona , bardziej szkodliwa dla ludzi niż zwykła sacharoza (cukier), przyczyniając się do zwiększenia masy ciała między innymi poprzez wpływ na normalne funkcje apetytu."

Moim zdaniem nie ma sensu roztrząsać co jest gorsze - dżuma czy cholera. Różnica dla mnie jest taka, że cukier to mniej więcej wiadomo kto zacz i raczej nikt nie mówi, że jest zdrowy. Zjesz to zjesz, ale raczej ze świadomością, że wcinasz bo słodki, a nie bo zdrowy. Syrop glukozowo-fruktozowy jest dla mnie o tyle podstępny, że na pierwszy rzut oka nie wygląda groźnie. Fruktozowy ->> owocowy ->> a wszak owoce to samo zdrowie. Tylko, że to nie jest owoc pyszny i zerwany z drzewa tylko coś-tam-sztucznie-wykombinowanego:
" Syrop glukozowo-fruktozowy jest produkowany ze skrobi kukurydzianej, rzadziej pszenicznej. Pod wpływem enzymów i kwasów skrobia ta przetwarzana jest do formy jasnożółtej cieczy, która, w zależności od rodzaju, składa się z 42 % albo 55 % fruktozy i 58 % lub 45 % glukozy. Sacharoza natomiast zawiera 50 % fruktozy i 50% cząsteczek glukozy. Substancje te są więc bardzo podobne pod względem poziomu słodkości."
No dobrze to to nie brzmi ;) Enzymy, kwasy i buch piękna jasnożółta ciecz. I jakoś miód to nie jest to co pierwsze mi przychodzi na myśl...

Porównania cukru i syropu glu-fru są dla mnie trochę jak zwykłe papierosy i e-papierosy. Te pierwsze - wiadomo, że szkodliwe. Niektórzy i tak palą, ale raczej nikt nie powie, że nie wiedział. Te drugie - może mniej szkodliwe niż zwykłe fajki. A może więcej? Któż to wie - za mało czasu upłynęło od wprowadzenia, żeby zbadać długoterminowe efekty. Niektórzy przerzucają się na e-fajki jako na mniej szkodliwy zamiennik. Ale nie kwestia w tym czy mniej czy bardziej tylko że w ogóle - i dlatego od obu trzymam się z daleka.

" Od kliku lat badacze spierają się na temat szkodliwości syropu glukozowo-fruktozowego. Jedni mówią, że szkodzi bardziej niż cukier, inni widzą takie same niekorzystne działanie na organizm."

No właśnie - nie spierają się o to, czy któryś jest zdrowy, tylko o to, który jest mniej szkodliwy. Czyli szkodliwe są oba bezspornie, a walczą tylko o palmę pierwszeństwa. No za taki wyścig to ja dziękuję ;)

zamienniki, motywacja, przekonanie
Moje założenie jest takie, że nie staram się znaleźć prostego zamiennika dla cukru tylko doprowadzić do stanu, gdzie przez większość czasu będę się obywać bez słodkiego. Ale nie dlatego, że będę taka mega konsekwentna i będę przestrzegać zakazu jedzenia produktów xyz. Tylko dlatego, że po prostu nie będę czuła takiej potrzeby. Coś tam w łepetynie trzeba 'przeprogramować' i... widzę, że to się pomalutku dzieje. Wczoraj na ten przykład, jak to ja, poczłapałam wieczorem do lodówki z myślą (a równocześnie bezmyślnie) -"Co by tu wszamać?". Jeszcze niedawno mój (ślepy) wybór w takich sytuacjach padał często na serek homo waniliowy. Słodki dziad, ale mąż lubi. Miałam świadomość, że jest słodki. Ale i tak - ciach i wspaniale się nadawał na wieczorną przekąseczkę. Wczoraj nawet na pół-śpiąco moja łapka ominęła serek (homo) i skierowała się wprost do sera i wędlinki. Coś tam się przestawia - wraz ze wzrostem świadomości. A świadomość u mnie rośnie np. po zobaczeniu takiej fotki: TUTAJ Gazowanych napojów już wtedy generalnie nie piłam, ale ta fotka wyleczyła mnie również z picia sporadycznego. No i wzięłam pod lupę soki kartonikowe, które z kolei piłam bardzo chętnie... i jakoś też tak ochota mi na nie przeszła.

Dobra - ten kawałek wysyłam, a za moment jeszcze jeden na podstawie Waszych komentarzy.


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 stycznia 2015, 18:36

1 komentarz (pokaż)
6 stycznia 2015, 22:01
PoradaKomentuj | Lubię (0)

RZUCAM CUKIER - inspirowane Waszymi komentarzami ;)

Ledy
- mam nadzieję, że drożdżowiec smakował ;) Sama jadłam takiego prosto z pieca kilka dni temu - grzechu warty ;) Zgadzam się z Tobą zdecydowanie, że jakaś słodka zachcianka od czasu do czasu nie zaszkodzi - w końcu trza dbać nie tylko o zdrowie fizyczne, ale i psychiczne ;) Ten 8-tygodniowy program zakłada, że rygorystyczne podejście jest tymczasowe, bodajże w czasie tygodni 3-4-5 odstawia się praktycznie wszystko z fruktozą, także owoce i miód. Po skończeniu programu można do niektórych owoców wrócić, tylko z umiarem. To do mnie przemawia i myślę, że czasowe wyrzeczenie da się przejść. A później zobaczymy co będzie.

"Wiem co jem" też czasem oglądam. Co prawda te scenki i przebieranki mnie trochę drażnią, ale jednak dużo przydatnych informacji tam jest. Przed świętami natknęłam się książkę wydaną właśnie przez p. Kasię i prof Zdrówko (dr M. Kozłowska Wojciechowska) - LINK

rebe - tak, w tej chwili trwa tydzień 2. Jak mnie nachodzi chęć na coś do jedzonka to sprawdzam co to jest i czy nie byłoby sensowniej zamienić na coś innego. Na razie zamiast jabłek chrupię marchewkę, zawahałam się nad suszoną żurawiną (ale wciągnęłam ;) no i zamiast serka waniliowego zjadłam ser taki trochę jak te białe twarde co w Hiszpanii są. A... i u znajomej nie skusiłam się na ciastka, mimo że stały mi pod nosem (trochę było ciężko)

Ksylitol mam w domu, ale mam do niego mieszane uczucia. Generalnie jeśli już mam czegoś użyć do słodzenia to idę w kolejności miód - ksylitol - ostatecznie cukier. Ale takich sytuacji używania cukru 'wprost' mam mało bo nie piję ani kawy, ani herbaty, ciasta piekę rzadko, muffinek nie słodzę.

Ksylitol zapisał mi jako część kuracji mój lekarz od kleszczy i tak na ten specyfik trafiłam. Potem poczytałam i generalnie trafiłam na same pozytywy - że dobry dla zębów (nie powoduje próchnicy) i do walki z pasożytami i bakteriami i jeszcze kilka spraw. WIĘCEJ NA PRZYKŁAD TUTAJ

Wątpliwości mam głównie dlatego, że to jednak produkt w jakiś sposób przetworzony (w naturze w takiej postaci nie występuje). W necie często pojawia się często opis, że jest on całkowicie bezpieczny - i to też trochę wzbudza moją podejrzliwość. Na razie używam rzadko, ale nie wykluczam zmiany podejścia. A Ty często stosujesz?

sosenka solą się na razie nie przejmuję, ale też nie zgłębiałam tematu. Zresztą też sobie życia bez soli nie wyobrażam ;)) Dobra - zerkam co w tej książce 'Wiem co jem' znajdę (jest bardzo wygodna bo omawiają kolejno różne produkty spożywcze).

Sól:
- wg Światowej Organizacji Zdrowia można jeść dziennie nie więcej niż 6 g soli kuchennej (łyżeczka od herbaty)
- Aby organizm pracował prawidłowo wystarczy 1g
- gdy miesiącami spożywamy jej dwa-trzy razy za dużo, nasz ciało zaczyna zatrzymywać wodę, nogi stają się ciężkie, powiększa się brzuch, u kobiet nasila się napięcie przedmiesiączkowe , następuje osłabianie kości, nadciśnienie.

- A jak solimy w Polsce? Na potęgę!
- Biały proszek z domowych solniczek to pestka. Najwięcej ukrywa się go (a dokładnie: szkodliwego sodu lub ulepszacza smaku - glutaminianu sodu) w gotowych produktach: zupach w proszku, daniach fast food, wędlinach i pieczywie.
- dużo soli mogą też mieć: mieszanki przyprawowe typu Jarzynka, zupki z kubka, dania błyskawiczne, kostki rosołowe.

- najzdrowsza ze wszystkich soli jest sól morska ponieważ zawiera najmniej szkodzącego sodu (35%); sól kuchenna - 40%. Im mniej sodu w soli, tym lepiej. Sól morska zawiera dodatkowo mikroelementy:
* wzmacniający mięśnie i kojący nerwy magnez
* stymulujący pracę mięśni potas
* krwiotwórcze i poprawiające koloryt skóry żelazo
* wzmacniający kości i zęby wapń
* niezbędny do pracy wielu gruczołów mangan
* odbudowujący włosy i paznokcie cynk >> rebe, coś dla Ciebie ;)

Prawdy i mity o soli
Prawda, że zmniejszenie ilości soli w diecie daje efekty natychmiast. W ciągu dwóch tygodni spada ciśnienie krwi, a także waga - o 1-2 kg ( Sosenka - możesz to uznać za początek motywowania ;))
Nieprawda, że trudno odzwyczaić się od soli. Człowiek potrzebuje jedynie 48-72 godzin, by wyzbyć się przyzwyczajenia do słonego smaku, a przynajmniej dostrzec słoność potraw, podczas gdy oduczenie się słodzenia zajmuje aż trzy miesiące.
===================
Czyli... jak się pozbędę cukru to sól to już będzie pikuś ;)) No dobra - dość na dzisiaj (i ten tydzień) tych rozmyślań cukrowych i solnych ;)

1 komentarz (pokaż)
7 stycznia 2015, 07:44

Nie ma to jak zacząć nowy dzień z hukiem! Konkretnie to zbiłam talerz przy ładowaniu zmywarki... Biorąc pod uwagę, że wczoraj przy gotowaniu dwa razy oparzyłam się w łapy... może po prostu wycofać się dziś pod kołdrę i tam przeczekać to potencjalne pasmo dalszych sukcesów? ;)

2 komentarze (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj

Dziękujemy za wypełnienie formularza zapisu!


Zostaniesz teraz automatycznie zalogowana do OvuFriend, ale Twoje konto nie zostało jeszcze aktywowane.


Przed następnym logowaniem musisz aktywować swoje konto. Aby to zrobić przejdź do swojej poczty email , kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.


Jeśli nie otrzymasz od nas wiadomości email, zajrzyj do folderu Spam.

OK