Dzień Taty - promocja!

Życzymy Wam z całego serca, aby już wkrótce Wasza druga połowa mogą obchodzić Dzień Taty!

Z tej okazji przygotowaliśmy dla Was prezent.

Wykup abonament Premium od teraz do końca miesiąca, a otrzymasz od nas prezent!

Przy zakupie abonamentu Premium na:

1 miesiąc – otrzymasz 15 dni w prezencie

3 miesiące – otrzymasz 1 miesiąc w prezencie

12 miesiący – otrzymasz 2 miesiące w prezencie

Jeżeli wykupisz abonament Premium w OvuFriend i zajdziesz w ciążę, będziesz mogła wykorzystać swój abonament w BellyBestFriend – niesamowitym, w pełni spersonalizowanym, inteligentnym kalendarzu Twojej ciąży!

Promocja trwa do 30.06.2017.

Wykup abonament Zamknij

Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Kociątko wyruszyło na fioletową stronę mocy ;))

Autor: Zelma
7 stycznia 2015, 21:09

Kryzys! Nadciąga kryzys... coś bym słodkiego wszamała. No wszamałabym i już! Na razie oszukuję kryzys marchewką i słonecznikiem... ale nie wiem jak to się skończy. Zamieniłabym ewentualnie coś słodkiego na kawałek sera - ale sera akurat nie mam w domu. Omiatam wzrokiem wyobraźni kuchnię... i w tej chwili ratuje mnie chyba tylko to, że zakopałam się na kanapie w kocyk i tak mi się nie chce wstawać... Czyli jednak lenistwo popłaca ;)

6 komentarzy (pokaż)
8 stycznia 2015, 08:41

Bilans wczorajszej bitwy: szklanka mleka + 1x utopiony w tym mleku krążek płatków weetabix + łyżeczka powideł z rabarbaru (no dobra - dwie łyżeczki...) +kilka orzechów włoskich + kawaluntek łososia gotowanego na parze.

Dzięki za wszystkie słowa wsparcia, od razu człowiekowi lżej na duszy jak wie, że nie cierpi w samotności ;)

4 komentarze (pokaż)
8 stycznia 2015, 15:51

Taaa daaam!
Zupa krem z ciecierzycy i pomidorów

eb084213c63954c0med.jpg

Dzięki rebe! I dzięki kwestio smaku! http://www.kwestiasmaku.com/zielony_srodek/ciecierzyca/zupa_krem_z_ciecierzycy/przepis.html

Nie wygląda to może dokładnie jak obrazek wzorcowy, ale smakuje pysznie! Od siebie dorzuciłam 'wkładkę' - troszkę łososia co mi został z wczoraj i trochę sera feta - co uznałam, że też będzie pasował. No i machnęłam natkę pietruszki - bo też akurat była pod ręką. Dla męża zostawiłam też trochę w wersji niezmiksowanej bo on czasem straszny tradycjonalista jest i na te nowe wynalazki typu zupa-krem kręci nosem. A może wynika to z tego, że nie mam blendera z prawdziwego zdarzenia tylko jadę mikserem, który miksuje dobrze, ale nie na jednolicie gładką masę?. W sumie... walentynki niedaleko, mogłabym sobie zażyczyć takiego rrrrromantycznego blendera ;)

====
Zerknęłam na notkę i wygląda jakby tego łososia i fety było symbolicznie ;) Nie jest - reszta siedzi zatopiona w zupie ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 8 stycznia 2015, 15:56

6 komentarzy (pokaż)
8 stycznia 2015, 18:21

Dobra, skończyłam na dziś ekscesy kulinarne, do zupy dołączyły jeszcze kotleciki z indyka i cukinii, kuchnia wysprzątana... można brać się do innej roboty. A tymczasem postanowiłam zapodać na ovu kilka pytań i kwestii, które mnie ostatnio intrygują. Może któraś z Was ma gotową odpowiedź i oszczędzi mi to wyważania otwartych drzwi.

staraczkowe
1. kwas foliowy można kupić jako lek (np. Folik) i jako suplement diety. Czy jest między nimi jakaś różnica?
2. inofolic - co to jest to dodatkowe coś w składzie oprócz kwasu foliowego co to takie cuda czyni?
2. rezerwa jajeczek po anty jeśli tabletki anty blokują jajeczkowanie to czy długie branie tabletek anty niejako oszczędza jajca na później?
3. witamina A - jaki jest optymalny poziom witaminy A w organizmie? Wczoraj przeczytałam, że zarówno niedobór jak i nadmiar może być szkodliwy dla płodu. Okićkac idzie...
4. siemię lniane - czy można to pić/jeść bez namaczania? Ja zazwyczaj wsypuję do szklanki, zalewam ciepłą/letnią wodą i wypijam zanim się zrobią tzw. gluty.

wszelkie inne problemy tego świata ;)
1. kwiatek Poszukuję kwiatka doniczkowego raczej większych rozmiarów, który będzie lubił półcień/mało światła (klatka schodowa ze sporymi oknami, ale nie wprost na miejsce gdzie ma stanąć kwiatek).

2. orzechy online Poszukuję jakiegoś sprawdzonego sklepu internetowego, gdzie można hurtowo kupić różne orzechy, dynię, słonecznik, żurawinę itp. Hurtowo = np. po 1-2 kg. Nie musi być bio-eko-cud, ale powinno mieć ceny niższe niż torebki po 150g w marketach. Ewentualnie stacjonarny w Warszawie lub Poznaniu... albo w sumie gdziekolwiek, jak hurtowo to dojazd się zorganizuje ;)

3. czosnek w warkoczach Polski, nie chiński. Internetowo lub stacjonarnie

4. fruktoza - jakaś strona internetowa z wykazem ile fruktozy zawierają różne owoce i inne produkty

5. blender - jak bym chciała ten blender kupić - to jaki? Co Wam się sprawdza do zup-kremów i innych miłych rzeczy?

=============
A ja tymczasem oddelegowuję się do jakiejś uczciwej roboty. Nie można przecież co chwilę na ovu zaglądać, nie?

6 komentarzy (pokaż)
10 stycznia 2015, 10:32

7dpo

A co tam, zmierzyłam sobie właśnie tempkę, ale zupełnie niezgodnie ze sztuką tzn. dawno po przebudzeniu, dawno po wstaniu z łózia i po śniadanku. Ja Was dziewczyny naprawdę podziwiam za to regularne mierzenie tempki... U mnie wyglądałoby to pewnie tak:

Zelma otwiera oczy, wokół ciemno, mąż śpi. Zelma wyskakuje z łóżka. Po kilku sekundach przypomina sobie, że coś w ogóle miała mierzyć. Wraca do łóżka i robi wokół siebie trochę hałasu szukając po omacku termometru. Mąż po raz pierwszy mruczy spod kołdry: "Śpiiij już!".

Zelma dopada termometr, wyjmuje z opakowania. Piiiiik! - rozlega się po raz pierwszy. Piiik piiik - rozlega się po raz drugi.
- Co tam tak piszczy??? - rozlega się spod kołdry.
- Nigchcuydc - odpowiada Zelma trzymając termometr w paszczy.
Zapada cisza, mąż obraca się na drugi bok i przysypia (a przynajmniej tak mu się wydaje).

Piiik! Piiiiik! Piiiiiik! - termometr sygnalizuje, że zmierzył co miał zmierzyć. Kołdra się odsuwa, mimo ciemności wyłania się zaspana facjata męża z miną (również widoczną w ciemności) - Co Ty znowu wymyśliłaś? I czemu nie mogę się wyspać??!!!

Zelma ciężko wzdycha i naciska coś na termometrze. Termometr wyłącza się. Zelma czmycha z termometrem do łazienki i usiłuje rozszyfrować jak odzyskać z pamięci termometru dokonane pomiary i który to jest ten ostatni. Mruczy coś o elektronicznych ustrojstwach i postanawia, że mierzenie tempki to jednak nie dla niej.

Nie wiem dziewczyny jak Wy to robicie! Jak boni dydy! Zresztą... od mierzenia temp w fazie lutealnej to bym chyba zawału serca dostała, zwłaszcza jakby mi tak to w dół to w górę fruwała. Tymczasem objawów ziroł, ani na @ ani na nie @. Cyclodynon vel niepokalanek coś mi tam z cyklem przemeblował chyba, więc też nie mam pojęcia czy się małpy powinnam spodziewać za 2-3 dni czy raczej za tydzień. I dobrze, przynajmniej nie będzie mnie kusiło, żeby w terminie @ test robić. Sobie spokojnie poczekam tym razem.

8 komentarzy (pokaż)
11 stycznia 2015, 19:18

Jakaś taka dziś smętna łażę. Czekam jak na ścięcie i chyba coś w tym jest. Wieczorem czas na sprawdzenie jak tam realizacja zadań mi idzie... a już wiem, że nie idzie mi tak jakbym chciała. Tzn. coś tam robię, ale miało być małymi krokami, ale regularnie. A jest jak zwykle - to na co najmniej mam chęć to czekam, odwlekam, a potem hyc nagły skok i głupia nadzieja, że w jeden dzień nadrobię to, co zaplanowałam na tydzień. A guzik oczywiście... Grrrr....

Poza tym mam jakieś takie odczucia dziś, że w tym cyklu nic z tego. A i tak pewnie będzie bolało jak już małpa przyjdzie. W sumie to @ jest jak butelka wina w anegdocie Piotra Bałtroczyka. Otoż każdy niby wie, że butelka kiedyś się skończy, a i tak jej koniec następuje znienacka. Tak i małpa właśnie... (taak taak - mój racjonalny mózg tłumaczy już sobie po swojemu - to nie PSM, to hormony ciążowe... taaa).

...a jak tę notkę pisałam to wrócił mąż i pyta co tak w kuchni czuć... taaa.... znowu spaliłam garnek... niech to wszystkie diabły!

1 komentarz (pokaż)
11 stycznia 2015, 19:30

hmm tak patrzę właśnie na Wasze komentarze w sprawie mierzenia... i dotarło do mnie, że zgodnie ze sztuką to jeszcze 'dowcipnie' powinno być, a nie w paszczy. Jakoś tego nie widzę... chociaż... może jak pod kołdrą to mniej piszczącego gada słychać?

Dzisiaj rano wyskoczyłam z łóżka i pognałam do łazienki bo tam zostawiłam wieczorem termometr. Zmierzyłam, wyszło mi mniej niż wczoraj***. No to się obraziłam na termometr ;) I wykminiłam - jak jestem w ciąży - to nie ma co stresować małego lokatora. A jak nie jestem, to nic to nie pomoże. Tak właśnie, mundrze, racjonalnie i logicznie. Ale na nic to - zwątpiłam w ten cykl i jakoś nie mogę 'odwątpić'.

*** generalnie nie świadczy to o niczym bo oba pomiary o różnych porach dnia + obydwa niezgodne ze sztuką.

3 komentarze (pokaż)
12 stycznia 2015, 06:05

Od jakiegoś czasu polubiłam poniedziałki. Polubiłam bo nie wstaję z myślą: "Ooo rany znów do pracy..." tylko "Ooo... nowy tydzień, 'kasuję licznik', co nie wyszło w zeszłym to teraz mogę nadrobić i to od razu". Muszę powoli zacząć się rozglądać za nowym zajęciem - do poprzedniej pracy niby mogę wrócić, ale nie bardzo chcę. Praca jak praca, ale wytworzyła się tam atmosfera strasznego narzekactwa. Wiadomo, praca to praca, ale nawet mój optymizm momentami już nie dawał rady...

A propos mojego optymizmu - cieszę się, że nawet jak mam gorszy wpis to widzicie tam trochę humoru czy jakąś iskierkę optymizmu. Tak właściwie jest... Jeśli jest w życiu coś, co naprawdę mi nie wychodzi... to właśnie pesymizm. No nie wychodzi mi i już ;) [Ale nad tym można pracować - pociesza optymista]. Wczoraj na ten spalony garnek to się trochę wściekłam... ale jak mąż powiedział, że te kartofelki to nawet niezłe, takie... jak z ogniska... Powinnam zabić i strzelić focha. Albo w odwrotnej kolejności, bo inaczej foch nie miałby sensu ;) Przymierzyłam się do groźnej nachmurzonej miny... no i kicha - usta mi się rozjechały do uśmiechu. Mówiłam - nie nadaję się do tego ;)

Tymczasem - pod datą 28.12.2014 zrobiłam kolejną aktualizację statusu realizacji moich nie-noworocznych postanowień. A jak tam u Was? Udało się coś zdziałać? Chwalić mi się tutaj, bez krępacji i fałszywej skromności! Na pewno każdej z Was się coś udało fajnego zrobić w zeszłym tygodniu, z postanowieniem czy bez. Chwalić mi się tu, ale już! ;))

4 komentarze (pokaż)
13 stycznia 2015, 17:14
PoradaKomentuj | Lubię (1)

RZUCAM CUKIER z Sarah Wilson - TYDZIEŃ 3

W trzeci tydzień weszłam z dużą dawką optymizmu, Tydzień 2 nie okazał się taki straszny jakby się można spodziewać. Podejrzałam jednak, co czeka mnie dalej... Kolejne 3 tygodnie (3,4 i 5) w pierwszej chwili wydawały mi się ciężkie do przejścia (np. zero owoców). Ale w sumie przez cały tydzień nastawiałam się do tej myśli psychicznie i chyba się oswoiła. Koncentruję się teraz nie na tym, czego zjeść nie mogę, a na tym co mogę zjeść zamiast tego ;) A tego co mogę zjeść zamiast nie zamierzam sobie ograniczać (przestroga o ograniczaniu jest w tygodniu nr 7, więc na razie będę udawała, że jej jeszcze nie widziałam ;)

Migawki z tygodnia 2
* ale jak to w chrzanie tartym w słoiczku jest cukier???!!
* mężu drogi, informuję Cię, że przez następne 3 tygodnie, jakbyś mnie chciał zabrać na ciastko, rurki z kremem, lody z bitą śmietaną... to... nie jest to dobry pomysł. Mąż (patrząc chytrze): ...bo właśnie miałem w planach... Ja: spoko, spoko - odwyk nie jest dożywotni, a gdzie chciałeś mnie zabrać? ;)
* 7 stycznia -> mały wieczorny kryzys - co by tu wszamać (dzięki za wsparcie!!!!) Kusiło mnie jednak przede wszystkim na wszamanie >czegoś< a niekoniecznie czegoś >słodkiego<.
* małe przyjemności - domowy sok z czarnej porzeczki z wodą, dwie łyżki dżemu z rabarbaru, grejpfrut (dżem i grejpfrut strasznie słodkie!)
* co do tego grejfruta to w zasadzie nie był on zakazany, ale starałam się już do tygodnia 3 mentalnie nastawić i ograniczyć owoce czy tez inaczej zastąpić owoce serami/orzechami/marchewką/szyneczką
* możliwe, że zostanę królikiem - ser i orzechy kończą się szybciej niż marchewka ;)
* zupa pomidorowa + kotleciki z indyka i cukinii - ale to dobre było! Szykuję powtórkę
* i jeszcze filmik wzmacniający motywację -> LINK TUTAJ

Co mnie czeka w tygodniu 3? i kolejnych dwóch
"Od dziś nie spoglądaj nawet na poniższe produkty (bez wyjątków!):
*** świeże i suszone owoce oraz soki owocowe,
*** płatki śniadaniowe i batony muesli,
*** dżemy (nawet jeśli etykieta zapewnia, że są bez dodatku cukru),
*** przyprawy i sosy zawierające cukier, w szczególności sosy barbecue i pomidorowy, a także ocet balsamiczny,
*** jogurty smakowe,
*** miód,
*** syrop z agawy,
*** cukry palmowy i kokosowy,
*** czekolada,
*** słodkie napoje gazowane."

Inne zalecenia:
* podejście 100% do powyższej listy tzn. nie stosować wyjątków i odstępstw typu tylko jedno jabłuszko, łyżeczunia miodu, tylko raz, tylko dziś i takie tam.
* inne produkty - zawartość cukru nie powinna przekraczać 6g na 100g.
* czytać namiętnie etykiety
* jedzenie poza domem w knajpach -> dozwolone ;)
* alkohol -> dozwolony (ale lepiej wytrawne wino niż owocowy likier).

Jeśli wydaję się to Wam trochę straszne czy przesadzone, to trzeba to podejście osadzić w kontekście:

" Naszym celem nie jest dożywotnia rezygnacja z cukru. Chodzi o oczyszczenie z niego ciała tak, by mogło wreszcie wyrazić, czego potrzebuje (...) Dopóki w organizmie rządzi cukier, trafne określenie jego potrzeb nie jest możliwe, bo reagujemy na napady ochoty na coś dobrego, zamiast kierować się prawdziwym głodem."

"Jest jeszcze jedna przyczyna, dla której należy całkowicie zerwać z cukrem [w okresie przejściowym]: Twój organizm musi się przekalibrować."

C.D.N.

1 komentarz (pokaż)
13 stycznia 2015, 21:48

Dobry wieczór!

Siedzę sobie dziś przy stole, a tu mi ktoś przez ramię zagląda. Spoglądam - słońce! Taaakie słońce mi przez okno zagląda:
36a164d13a11c2cbmed.jpg

Wyszłam na balkon, postałam w słonecznych promieniach i jak nic poczułam wiosnę w powietrzu.

A jakieś 2-3 godzinki później, spojrzałam za okno... a tam coś takiego:
4881a5092ca836c4med.jpg

I żeby nie było - nie mieszkam (niestety) za miastem w pięknych okolicznościach przyrody, a w środku sporego miejskiego blokowiska. Ale tak się na to zachodzące słońce zapatrzyłam, że dopiero jak mi stopy zmarzły to opuściłam stanowisko. Ale mi się trafiło ;))



3 komentarze (pokaż)
13 stycznia 2015, 22:39
PoradaKomentuj | Lubię (0)

RZUCAM CUKIER z Sarah Wilson - TYDZIEŃ 3 - UZUPEŁNIENIE

A'propos unikania zakazanej listy w 100%. Wróciłam właśnie z wypadu na pizzę. Rukola, szynka parmeńska i parmezan. Mniam! Ciasto wg menu można było zamienić na żytnie, w praktyce okazało się, że jednak nie można. No cóż - zrobiłam co mogłam, skoro się nie dało to nie - zjadłam zwykle z białej mąki. I jeszcze sos pomidorowy. Ten, który był do polania pizzy olałam bez żalu. Ten, którym wysmarowali ciasto - no przecież nie będę wydrapywać ;) Miałam świadomość, że nie jest to może pizza idealna... ale w tygodniu 7 podejrzałam taką wskazówkę, którą powinni dać na początku:

"Gdy ulegniesz pokusie, następnego dnia trzymaj się z dala od cukru i jakichkolwiek środków pobudzających apetyt. Wystarczy kilkanaście godzin, żeby z powrotem wrócić na bezcukrową ścieżkę. Unikaj owoców, herbaty, kawy itp. I najważniejsze: nie karz się. To żadna tragedia"

Otóż to - dzisiaj nieidealna pizza, a jutro znów do przodu ;) Żadnego biczowania się tylko zachęta - będzie ok. Chyba dlatego ten program tak do mnie trafia.

Trafia też do mnie odkrywanie nowych smaków lub odkrywanie starych na nowo. Nie skupiam się na tym, czego jeść nie mogę - a na tym, co mogę zjeść zamiast. Mięsożerna jestem, sery wszelakie uwielbiam, jajcem w każdej postaci nie pogardzę - z głodu na pewno nie padnę ;) Owoce morza - można. Avokado - jawohl. Mleko si! Kakao si (byle nie granulowane i wiadomo - bez cukru). A do tego jeszcze testuję różne wynalazki kulinarne z książki. Rebe teraz będzie fragment z dedykacją dla Ciebie ;)) Otwieram stronę z sugerowanymi przepisami na ten tydzień - a tam: pudding z nasion chia. Otwieram ten przepis, a tam wskazówka, że zamiast zwykłego mleka można dodać domowej roboty mleka migdałowego - przepis strona... ;))

Do łask przywróciłam też cynamon, a w najbliższym czasie zamierzam ponownie zaprzyjaźnić się z kokosem. Nie jest źle ;)

Trudność sprawia mi natomiast na tym etapie rozróżnienie fruktozy od innych cukrów. Na etykietach wyróżnia się węglowodany, czasem podając jeszcze 'w tym cukry'. Nie mam jeszcze na tyle wyczucia, żeby szybko oceniać czy te węgle i cukry to z tych co mogę, czy z tych co nie mogę. W książce Sarah wymienia produkty okej i nie okej, ale brakuje jakiegoś zestawienia, żeby sobie sprawdzić np. czy jak mam ochotę na pomidora to on jest bardziej jak owoc czy jak warzywo (w zakresie cukrowniczym). Udało mi się natomiast znaleźć takie zestawienie na stronce (a jakże) australijskiej: http://thepaleodiet.com/fruits-and-sugars/

Na tej stronce trafiłam przy okazji na ciekawą uwagę odnośnie insulinooporności , często się przewija na ovu, więc wklejam fragment: "Dr. Cordain’s original recommendation to eat fresh fruits as your appetite dictates still holds for most people. However, if you are very much overweight or are insulin resistant , he recommends that you initially limit high sugar fruits (grapes, bananas, mangos, sweet cherries, apples, pineapples, pears and kiwi fruit) from your diet until your weight starts to normalize and your health improves. Try to include more vegetables in lieu of the high-sugar fruit. As per his previous recommendations, dried fruits contain excessive sugar , and from the table below, you can see they more closely resemble commercial candy than their fresh counterparts. Note that some fruits (avocados, lemons, and limes) are very low in total sugar and should not be restricted."

Tymczasem... kończ waść, zgodnie z zaleceniem z tygodnia 8:

"Nie zanudzaj innych opowieściami o bezcukrowym życiu. (...) nie ma nic gorszego niż zreformowany palacz/alkoholik/cukroholik na siłę 'uszczęśliwiający' ludzi swoimi teoriami."


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 stycznia 2015, 22:41

1 komentarz (pokaż)
14 stycznia 2015, 16:47

Jesteś zajęta czymś zupełnie innym i nagle czujesz tę charakterystyczną wilgoć. Szlag by to trafił myślisz - jednak przyszła. Wleczesz się do łazienki na oględziny (i na ścięcie przy okazji). Kurtyna w górę (a właściwie w dół)... i... wyrok odroczony, ufff jednak nie przylazła... Zawału serca kiedyś dostanę i jako powód wpiszą mi: nadmiar śluzu...

Małpo droga, korzystając z okazji, chciałabym cię poinformować, że w tym miesiącu mnie nie ma. Nie-ma. Wyjechałam, nieczynne, nikogo nie ma w domu. Do odwołania.

7 komentarzy (pokaż)
15 stycznia 2015, 10:57

Game over. Please press enter to start a new game. ENTER.

5 komentarzy (pokaż)
16 stycznia 2015, 08:06

Wspominałam już, że WSZĘDZIE dopatruję się pozytywów? Wczoraj po południu powiedziałam mężulowi, że możemy iść na ściankę. Zabrania mi chodzić w tej części cyklu, gdzie potencjalnie mogę być w ciąży - więc od razu wiedział o co chodzi. Przytulił mnie i powiedział: "Szkoda". Jedno słowo, a tak wiele znaczy...jesteśmy razem, to nasz wspólny cel...

Trochę mi markotno, ale cóż robić no... cycki w górę, biust do przodu i jedziemy z koksem.

5 komentarzy (pokaż)
16 stycznia 2015, 15:01

Fragment z rozmowy-spotkania z Panią Danutą Szaflarską z okazji jej 95 urodzin.

" - Czy zdarzyła się Pani sytuacja, Pani Danuto, w której prywatnie była Pani w stanie... znaczy... pomyślała Pani, że pora umierać? Moje koleżanki mając po 50 lat najczęściej używają takiego słowa obserwując życie codzienne...

- Nie. W takiej sytuacji, że pora umierać...
[przerywa bo siedząca obok reżyserka zwraca jej uwagę: "Danka, nie huśtaj się na krześle!" Szaflarska łobuzersko się uśmiecha i pyta: "Dlaczego?" W końcu kontyuuuje:]
- Bo jakoś tak nigdy nie miałam ochoty na to, żeby umierać...

- Natomiast kilka razy byłam w sytuacji kiedy mogłam umrzeć. To było albo w strasznym wypadku samochodowym gdzie myślałam... i to takie... to nieprawda, że się... staje życie przed oczami... nieprawda... tylko zdziwienie, że już i że tak głupio, dlaczego? Potem jak mnie napadli i dusili to też tak nie miałam ochoty... ale.. ale... mogłam, mogło się tak skończyć. Ale jakoś twarda jestem."

Ale zapis jest nędzny, tego trzeba po prostu posłuchać w oryginale. Jak ktoś nie ma czasu na całość (1h) to chociaż ostatnie 15 minut. Uwielbiam tę kobietę, jak sobie posłucham to od razu mi wszystkie markotności i kręcenia nosem przechodzą ;)

Całość rozmowy - http://ninateka.pl/film/spotkanie-z-danuta-szaflarska

0 komentarzy (pokaż)
16 stycznia 2015, 16:28

A jak ktoś tak zuuupełnie zuuupełnie nie ma czasu... to tylko ten fragmencik (zwiastun na dole). Z instrukcją co należy zrobić jak nam gin nie odpowiada ;))

http://www.filmweb.pl/video/zwiastun/nr+1-19500 ;))

0 komentarzy (pokaż)
18 stycznia 2015, 10:51

Jakoś tak markotno na ovu w ostatnich dniach. Małpy, małpy i inne różne smutki i problemasy. Dziś mogłabym jeszcze dorzucić pogodę - że mgliście, mokro, pada, wieje... ale przypominam sobie, że nie ma złej pogody, są tylko nieodpowiednio dobrane ubrania. I myślę sobie, że to minie.

Od kilku dni myśli powracają mi do pięknego postu RofTW z 8 stycznia. Myślę o tej iskierce dryfującej gdzieś w świecie równoległym, na którą tak czekamy, której tak wypatrujemy. I wyobraziłam sobie to tak bardzo dosłownie. Siedzi ta iskiereczka w tym swoim świecie równoległym i zastanawia się, czy wyjść. 'Nasz świat' widzi tylko do czasu do czasu - tyle co tam mignie przez rozsuwające się drzwi - jak te, przez które wychodzą na przylotach pasażerowie. Siedzi więc ta iskierka i spogląda w stronę wyjścia/przejścia do naszego świata... kiedy drzwi się rozsuwają widzi wpatrzoną w nią parę oczu. Niby nie patrzy tym oczom z oczu źle, ale tak intensywnie się wpatrują, że aż onieśmielają... A... a za tą jedną parą oczu często jeszcze jedne, a za nimi, czasem bliżej, czasem trochę dalej kolejne. Wypatrują... i szepcą - kiedy będzie? kiedy wyjdzie? Iskierka ma tremę - jak tu teraz wyjść, gdy wszyscy patrzą??? I jeszcze przy tym się nie potknąć, rąbka śpioszków nie nadepnąć... I tak się waha ta iskiereczka... gdyby tak... nie odchodzili spod drzwi, ale odwrócili się na moment... i znów otwierają się drzwi... i znów to samo - flesze w gotowości, wozy transmisyjne... ehhh wzdycha iskierka... to może ja jeszcze chwilę poczekam???

4 komentarze (pokaż)
18 stycznia 2015, 16:34
PoradaKomentuj | Lubię (2)

Everything comes out right in the end, and if it isn't right, it isn't the end...

1 komentarz (pokaż)
19 stycznia 2015, 13:44

Zadania - zrobiłam update pod wpisem z 28 grudnia. Realizacja zadań idzie nieźle. Może nie - wspaniale, ale mam jeszcze trochę czasu do godziny zero.

1 komentarz (pokaż)
21 stycznia 2015, 08:21

Śnił mi się dziś mój synek. Miał już ze 2-3 latka. Kiedy się obudziłam sen wydawał się tak realny, że próbowałam jeszcze zasnąć, żeby trochę dośnić tej historii...



A tymczasem na jawie szamanienie nad bieżącym wykresem własnym i cudzymi. To trochę jak gra na giełdzie - też wieczne zaklinanie, żeby wykres w górę szedł. I fakt, że nie robię u siebie pomiarów tempki zupełnie mi w tym nie przeszkadza ;)))

Wczoraj postanowiłam pouzupełniać zapasy. Testy ovu - bo cyclodynon przyspiesza mi chyba trochę ovu, więc dobrze by nie przegapić czekając na późną ovu. I tampony bo - wiadomo. Miałam od razu wziąć 2 opakowania, żeby na dłużej mieć z głowy... ale... tak sobie pomyślałam, co tam będę magazynować, w końcu wkrótce nie będą mi potrzebne ;) I odłożyłam na półkę, a co tam! ;)

5 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj

Dziękujemy za wypełnienie formularza zapisu!


Zostaniesz teraz automatycznie zalogowana do OvuFriend, ale Twoje konto nie zostało jeszcze aktywowane.


Przed następnym logowaniem musisz aktywować swoje konto. Aby to zrobić przejdź do swojej poczty email , kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.


Jeśli nie otrzymasz od nas wiadomości email, zajrzyj do folderu Spam.

OK