Pamiętniki 2 ciąże, 0 dzieci (Aktualnie IVF)
Dodaj do ulubionych
1 2 3
WSTĘP
2 ciąże, 0 dzieci (Aktualnie IVF)
O mnie: Mężatka, 35 lat, bezdzietna
Czas starania się o dziecko: Od połowy 2018
Moja historia: Listopad 2018 - Aniołek (11tc), kwiecień 2019 - bliźniacze Aniołki (5tc). Nie jestem na co dzień wylewna, ale czuje, że jak nie wyrzucę z siebie tego co się stało to zwariuje. Decyzję o posiadaniu dzieci odkładałam tak długo jat tylko było można, nie czułam się gotowa na bycie mamą, na wzięcie odpowiedzialności za kogoś tak w pełni. Zawsze był jakiś argument mówiący, że to nie jest dobry moment, kariera, wakacje, kredyt hipoteczny, ślub, bla bla bla.. mogłabym wymieniać bez końca, zawsze było coś. Był też i jest mąż, moja miłość i moje największe wsparcie, a skoro tworzymy fantastyczny związek to po co coś zmieniać? Kiedy nawet rodzina przestała już wiercić dziurę w brzuchu o dziecko, w nasze rozmowy zaczęły się wkradać tematy pieluch, w końcu czas leci. Uznaliśmy, że spróbujemy, zwłaszcza, że zajść w ciążę też nie jest tak hop siup, mamy wielu znajomych starających się latami. Mąż jest bezpłodny, wiemy o tym od dawna, nigdy nie był to dla mnie problem, spróbowaliśmy inseminacji domowej nasieniem dawcy, nie nastawialiśmy się na szybki sukces, a jednak udało się za pierwszym razem. Niewypowiedziane szczęście, radość i niedowierzanie. Obserwowaliśmy jak rozwija się nasze dziecko, jak szybko rośnie i jak pięknie bije mu serduszko. Było idealne.. wszystko szło pięknie do 11 tygodnia, cholernego 11 tygodnia kiedy zawalił się nam świat. Poronienie zatrzymane, Cytotec, łyżeczkowanie. Po poronieniu odczekaliśmy 3 cykle i zaczęliśmy się starać udało się w 5 cyklu, podwójna owulacja, podwójne szczęście, nie potrafiłam się jednak cieszyć, czułam, że nie będzie nam dane długo być razem. Niestety nie myliłam się..
Moje emocje: Nasz dawca wyjechał, zostawił jednak prezent, swoje zamrożone nasienie w klinice.. Pod koniec września 2019 rozpoczynam stymulację, zobaczymy co przyniesie los..

7 maja, 22:48

Byłam w ciąży dwa razy, żadnego z moich dzieci nigdy nie będę mogła trzymać w ramionach. Za każdym razem 8 dni po owulacji wiedziałam, że jestem w ciąży jeszcze przed zrobieniem testu i nie ma to żadnego związku z intuicją, czuję to fizycznie, zmieniają się piersi, brzuch się napina inaczej niż na okres. Kiedy w ostatnim cyklu lekarz powiedział, że powstały torbiele krwotoczne na jajnikach i nie było owulacji (owulka miała być z dwóch jajników, na obydwóch powstały torbiele krwotoczne), było mi smutno ale pomyślałam, ze może nawet lepiej ponieważ krwawiłam cały czas. Wieczorem jednak zaczęłam się czuć ciążowo, pomyślałam że fiksuje, ale na wszelki wypadek zrobiłam rano test. Oczywiście był pozytywny, beta z krwi 345. Lekarz nastraszył mnie ciąża poza maciczną, z nerwów myślałam, że oszaleje.. długo nie czekałam ciąża obumarła.. A teraz zachodzę w głowę, czy to nie przez stres, że może gdybym nie zrobiła tego cholernego testu to byłoby wszystko ok i znowu rosło by we mnie życie. Nigdy się nie dowiem..

Wiadomość wyedytowana przez autora 18 września, 10:14

7 maja, 22:56

Po każdej stracie pozostaje w sercu pusta przestrzeń, której niczym wypełnić się nie da. Podziwiam kobiety, które po kilku poronieniach maja siły nadal walczyć, mnie zaczyna to przerastać.. I choć mam kochanego męża, to jestem z tym sama, bo ktoś komu życie pod sercem nie zgasło nigdy nie zrozumie.. Dlatego jestem tutaj.

8 maja, 23:00

Wspomnienie pierwszej ciąży, to będzie długi wpis, ale muszę to z siebie wyrzucić.

To był nasz pierwszy cykl starań, wsłuchiwałam się niczym maniak w sygnały organizmu wiedząc, że u niektórych kobiet ciąża daje się rozpoznać jeszcze przed pierwszą miesiączką, byłam podekscytowana i pełna optymizmu. Około 9 dpo czułam się od rana bardzo wyciszona, spokojna, lekko senna i optymistycznie nastawiona do świata (co wydało mi się dziwne, bo przeważnie rano odczuwam ból istnienia, niechęć do świata, nienawiść do budzika – oczywiście później wszystko przechodzi, ale taki odmienny nastrój zaraz po przebudzeniu to było coś BARDZO niespotykanego, jestem typową sową). Popołudniu wyczułam w górnej części prawej piersi bolesny guzek, i miałam kilka lekkich wybuchów gorąca. Tego dnia wieczorem uznałam, że jestem nienormalna, bo nie jest możliwe aby tak szybko odczuwać objawy ciąży, popukałam się w myślach w głowę, wyśmiałam samą siebie i poszłam spać. Oczywiście nikomu o tych objawach nie mówiłam, bo nie chciałam aby uznano mnie za wariatkę. Nie sądziłam, że coś z tego wyjdzie za pierwszym razem nie miałam też jakiegoś wielkiego parcia, po prostu „będzie, to będzie”, ale myśl o tym, że być może się udało była trudna do wywalenia z głowy. 12 dpo od rana kiepsko się czułam, nie miałam apetytu, chciało mi się spać, miałam uczucie jakbym przedawkowała cukier. Jak zakładałam stanik zauważyłam, że biust zaczął być dziwnie tkliwy (stwierdziłam, że od tej obserwacji objawów już chyba całkiem odlatuje od rzeczywistości). Jednak popołudniu kupiłam ulubionego batona, ugryzłam dosłownie raz i stwierdziłam, że jest obrzydliwy. Można sobie wkręcić mdłości, wybuchy gorąca, nawet bolesne cycki, ale za nic w świecie nie wkręciłabym sobie, że ulubiony baton nie smakuje (no way). Z resztą nawet nie wiedziałam, że tak może być, poszłam do apteki po test, z racji, że było jeszcze przed pierwszym dniem spodziewanej miesiączki, wybrałam najbardziej czuły. Kupiłam dwa, nie czekałam do rana. Miałam rację – byłam w ciąży. Euforii nie było końca, pierwszy cykl starań i takie szczęście! Oczywiście nie dało rady utrzymać tego w tajemnicy, od razu powiedzieliśmy całej rodzinie, nasi rodzice się popłakali ze szczęścia. Lekarz potwierdził ciążę na usg, wszystko było ok, a mój organizm z każdym dniem z większą intensywnością informował o stanie w jakim jestem, mdłości, mdłości, mdłości, od otwarcia oczu do zamknięcia, turbo senność i opróżnianie pęcherza kilka razy w nocy. Cieszyłam się, bo lekarz mówił, że kobiety które mają takie objawy, mają też większą szansę donosić ciążę, bo to znaczy że hormony są w porządku.

Cóż ciąża obumarła kilka dni przed badaniem w połowie 11tc. Jak to możliwe przecież dwa tygodnie temu słyszałam i widziałam bicie serca.. przecież nadal mam wszystkie objawy ciąży..

Ponoć nadzieja umiera ostatnia.. w moim przypadku umarła dość szybko, w chwili kiedy lekarz pokazał monitor, na monitorze widziałam śpiącą pod mym sercem kruszynę, której serduszko było przerażająco milczące, dzieciątko wyglądało tak spokojnie, jakby zwyczajnie spadło, ale to niestety nie był zwykły sen.. myśli odbijały się echem w mojej głowie. Obraz z usg zostanie ze mną na zawsze.

Skierowanie na zabieg.. gonitwa myśli i przeglądanie stron dla rodziców po promieniach. Poczytałam co jest napisane na wszelkiego rodzaju forach w tej tematyce, z jednej strony poczułam, że nie jestem z tym wszystkim sama, z drugiej naczytałam się rzeczy, które wcale nie ułatwiły tego co nieuchronnie mnie czekało, miałam w głowie tylko więcej pytań.

Wyłyżeczkowanie jamy macicy

W szpitalu lekarz potwierdził w badaniu usg ciążę obumarłą, mogłam spojrzeć na naszą kruszynkę ostatni raz.. nie dałam rady utrzymać emocji, łzy popłynęły po policzkach.

Rano dostałam dopochwowo 3x Cytotec, na wywołanie poronienia. Miałam czekać na krwawienie, jeżeli wystąpi wezmą mnie na sale zabiegową. Czekałam nie jedząc i nie pijąc cały dzień, miałam lekkie skurcze brzucha, nie za bardzo bolesne, po za tym nic się nie działo. Wieczorem przyszedł lekarz powiedział, że jak do tej pory jest cisza to mogę zjeść lekki posiłek i się napić. Rano dostanę kolejną porcję leku, po której będę mieć zabieg. Wieczorem zaczęłam krwawić, wyglądało to jak dość intensywny okres, dużo skrzepów, bardzo ciemna krew, nie było to jakoś specjalnie fizycznie bolesne. Poszłam spać, po krótkim czasie obudził mnie rozrywający ból w podbrzuszu, ból jakiego nigdy wcześniej nie znałam. Nie wiedziałam co się dzieje, nawet nie wiedziałam jak sie nazywam, po ok. 30 sekundach ból minął. Wiedziałam, że mogą występować bolesne skurcze, ale żeby aż tak? Jeszcze nie wiedziałam, że to zapowiedź bólu jakiego nigdy w życiu nie zaznałam.. Kolejny skurcz pojawił się po 15 minutach, trwał podobnie, zmiana pozycji nie przynosiła ulgi, jednak ból był tak silny, że pozostanie w pozycji ,w której byłam było niemożliwe. Skurcze wracały z bezlitosną systematycznością, co ok 15 min. Myślałam, że oszaleje, ale wiedziałam, że muszę to przetrwać. Po kilku godzinach, poprosiłam o leki przeciwbólowe, nie pomogły (równie dobrze mogłabym dostać witaminy). Pomiędzy skurczami zasypiałam z wycieńczenia, czas pomiędzy nimi się skracał i wynosił ok 10 min, same skurcze z kolei trwały coraz dłużej. Odchodziłam od zmysłów. Z każdą kolejną godziną skurcze przychodziły coraz częściej, co 5 minut.. później co 3.. trwały coraz dłużej około minuty, trwały nieskończenie długo.. czas między skurczami zaczął się zlewać, jeden skurcz się kończył drugi zaczynał. Nieprzerwany ból doprowadzający na skraj wytrzymałości, doprowadzający do szaleństwa. To był moment, w którym nic już nie miało znaczenia, chciałam umrzeć, dotarłam do granicy wytrzymałości, nawet już nie myślałam o dziecku, chciałam tylko aby to się wreszcie skończyło.. i kiedy w myślach mówiłam sobie, że już dłużej nie dam rady.. Długi skurcz napiął organizm tak bardzo, że coś we mnie pękło.. Ból ustał, skurcze ustały, ciało się rozluźniło. Wszystko się uspokoiło, uczucie fizycznej ulgi. Zdziwiłam się bo wyleciała ze mnie tylko zwykła woda.. poszłam wymienić podkład, usiadłam na WC i wtedy poszło jak z kranu ogromna ilość nawet nie wiem czego, krwi.. skrzepów.. tkanek.. czy to było moje dziecko? Nie miałam siły sprawdzić, krew zasłaniała wszystko, byłam wycieńczona, kręciło mi się w głowie, obraz się rozmazywał. Wszędzie było pełno krwi, próbowałam posprzątać, ale nie dałam rady, zaczęły się odruchy wymiotne, dreszcze, w końcu straciłam przytomność. Obudzono mnie na sali zabiegowej abym podpisała zgodę na narkozę, podpisałam, dalej pustka.

Z narkozy wybudziłam się w pokoju, nie czułam bólu.. Boże nie czułam bólu, ale nie tylko bólu nie czułam.. nie czułam dziecka, nie czułam siebie, nie wiedziałam już nawet kim jestem. Chciałam zasnąć i nigdy więcej się nie obudzić, wymazać wszystko to co się wydarzyło. Chciałam zapomnieć. Chciałam być sama.

Wiadomość wyedytowana przez autora 8 maja, 23:54

10 maja, 08:04

Siedzę w kuchni, dopijam kawę, aura za oknem idealnie wpasowuje się w mój nastrój. Jest szaro, powietrze wydaje się jakieś takie ciężkie, na dachu sąsiedniego budynku siedzą nieruchomo gołębie. Patrzę na to wszystko jakbym była w jakimś matrixie, chciałabym aby to był sen, kiepski sen z którego się obudzę, ale nie jest. Za godzinę mam wizytę gin, ciekawe jak tam moje torbiele krwotoczne.. Martwię się co powie.

10 maja, 09:47

Już po wizycie, nie ma śladu po torbielach, wszystko wygląda dobrze, mam się pokazać za na początku czerwca. To drugie poronienie, lekarz zasugerował, że może to być tylko okrutny przypadek, ale warto dla pewności zrobić badania. Czas zmierzyć się z myślą, że jest jakiś problem moim organizmem.

Wiadomość wyedytowana przez autora 23 maja, 08:39

11 maja, 22:16

8 dc
Uznaliśmy z mężem, że potrzebujemy odpocząć od tematu ciąży na jakiś czas, nie chcemy aby życie kręciło się tylko wokół owulacji, a ostatnio jakoś tak jest. Zatem to ostatni cykl i robimy sobie przerwę, czy coś z niego będzie, nie wiem bardzo bym chciała, od nie chcę się nastawiać, żeby się nie rozczarować.

12 maja, 21:47

9 dc
Jakoś mi nieswojo kiedy pomyślę, że to ostatnie odliczanie (przynajmniej na jakiś czas), dziwnie będzie żyć, bez testów LH, liczenia dni do owulacji i od owulacji oraz biegania na usg. To wszystko się stało stałym elementem życia. Zastanawiam się czy w tym ostatnim cyklu testować jak wcześniej czy nie, czy w ogóle dałabym radę nie sprawdzać czy i kiedy jest owu. U nas jest o tyle trudniej, że korzystamy z nasienia dawcy, co niestety wymusza kalkulację najlepszego terminu.. z jednej strony jest chyba prościej kiedy się można zwyczajnie poprzytulać w dni płodne, a z drugiej strony, dzięki braku presji serduszkowania w tym czasie, starania nie wpłynęły na nasze pożycie. Od jutra zaczynam testy LH, we wtorek monitoring cyklu na usg.

Wiadomość wyedytowana przez autora 12 maja, 21:49

13 maja, 14:45

10 dc
Wolne w pracy było świetnym pomysłem, robię coś czego od dawna nie robiłam, czyli poświęcam czas sobie, słucham muzyki, oglądam filmy i czytam pamiętniki na tej stronie. Kiedy przechodzą na fioletową stronę mam sprzeczne odczucia, cieszę się i smuce jednocześnie. Wiem, że ich autorki przeszły wiele i powinnam się maksymalnie cieszyć ich szczęściem, jednak nie potrafię, zazdroszczę im.. po prostu chciałabym być na ich miejscu. To takie trudne kiedy wszyscy w kolo są w ciąży, albo mają małe dzieci.

Zawsze na owu boli mnie jajnik, nie jakoś bardzo, ale czuję że jest. W zeszłym cyklu bolały mnie dwa, skończyło się owulacją z dwóch jajników, po której na każdym powstała torbiel krwotoczna i finalnie ciążą biochemiczną (być może bliźniaczą, sądząc bo krótkim ale intensywnym wzroście bety). Martwię się, że sytuacja się powtórzy, znowu bolą mnie dwa jajniki :(

Test LH negatywny.
Temp niska

Wiadomość wyedytowana przez autora 23 maja, 08:41

14 maja, 14:29

11 dc
Myślałam, że świadomość, iż to ostatni cykl przed przerwą w staraniach sprawi, że będę bardziej zestresowana, ale jakoś nie.. Z jednej strony jestem zmęczona i mam już na to wszystko trochę wylane, z drugiej nadal bardzo chciałabym abyśmy mieli dzieci.

Test LH negatywny
Temp niska
Pecherzyk na prawym jajniku 1,46
Endometrium 0,74

Wiadomość wyedytowana przez autora 23 maja, 08:42

15 maja, 20:57

12 dc
Juto rano monitoring cyklu, popołudniu inseminacja, chciałabym być dobrej myśli ale boję się cieszyć za wczasu.

Test LH negatywny
Temp niska

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 maja, 21:04

16 maja, 09:02

13 dc
Dzisiaj popołudniu inseminacja.

Test LH negatywny
Temp niska
Pecherzyk na prawym jajniku 1,84
Endometrium 0,87

Wiadomość wyedytowana przez autora 23 maja, 08:43

17 maja, 14:48

14 dc
Już po inseminacji, ale na owu się nie zanosi.. Testy nie wykazują piku LH, umówiliśmy się z dawcą, że powtórzymy aplikacje nasienia w sobotę lub niedzielę, jutro idę na kontrolne usg, zobaczymy co lekarz powie.

Test LH negatywny
Temp nie badałam

18 maja, 10:15

15 dc
Sama już nie wiem co o tym wszystkim myśleć, rano ucieszyłam się z pozytywnego testu LH, a po wizycie u lekarza załamka, pecherzyk przez dwie doby zwiększył się tylko o 0,5. Ciekawe czy któraś z was miała tak, że pęcherzyk nie wzrósł zbyt mocno w ostatnich dniach przed owu, a mimo to do owulacji doszło. Byłam dzisiaj u innego lekarza niż zwykle, już nic nie rozumiem, jeden mówi żeby robić testy LH drugi, że nie są miarodajne. Usłyszałam, że niby rozmiar pęcherzyka jest ok, ale lekarz powiedział, że trudno powiedzieć czy coś z tego będzie, bo testy LH o niczym nie świadczą.. i bądź tu mądrym. Ależ to byłby niefart gdyby ostatni cykl starań był bezowulacyjny..

Test LH pozytywny
Temp odczyt niemiarodajny - piłam wczoraj
Pecherzyk na prawym jajniku 1,89
Endometrium 1,1

Wiadomość wyedytowana przez autora 18 maja, 11:01

19 maja, 11:21

16 dc / owu
Byliśmy wczoraj potańczyć, uwielbiam mojego męża jest świetnym tancerzem, dobrze nam to zrobiło zapomnieliśmy o tych całych staraniach i skupiliśmy się tylko na sobie. Dzisiaj powrót do rzeczywistości.

Test LH - negatywny
Temp -0,29 (znowu alk, ale o dziwo temp najniższa w cyklu)

Wiadomość wyedytowana przez autora 23 maja, 09:03

20 maja, 08:36

17 dc / 1 dpo
Lekarz potwierdził, że z dużym prawdopodobieństwem doszło do owulacji, z oceny usg dość niedawno. Chociaż od rana byłam pewna, że owu w tym cyklu nie będzie (pecherzyk mniejszy niż zwykle, brak bólu owulacyjnego, brak skoku temperatury, brak śluzu płodnego). Poszłam do lekarza aby usłyszeć wyrok, a tym czasem kamień z serca. Jest szansa. Oby tym razem los był łaskawszy..

Pęcherzyk 1,3 nieregularny kształt, lekko wypełniony krwią
Endometrium jak w pierwszej fazie cyklu
Temp +0,16 (ale nadal jest w obszarze niskich wartości)

Wiadomość wyedytowana przez autora 23 maja, 09:01

21 maja, 05:55

18 dc / 2 dpo
Wykres temperatury płaski jak nieszczęście. Tendencja jest rosnącą ale nie tak jak w poprzednich cyklach, gdzie skok następował w czasie jednego dnia.. Oby nie spełniły się moje obawy :( czy u tej samej osoby może być tak, że raz temperatura rośnie skokowo, innym razem powoli. Mierze temp trzeci cykl, dwa pierwsze miały wyraźny skok temperatury, w tyn cyklu temp rośnie ale bardzo powoli (+0,10)

Wiadomość wyedytowana przez autora 23 maja, 09:07

22 maja, 10:29

19 dc / 3dpo
Temeratura rośnie wyjątkowo leniwie.. (+0,06) ale rośnie. Nigdy nie sądziłam że poranne mierzenie temperatury może być stresujące, a jest. Na mierzenie temp mam nastawiony budzik na 5:45, a od kilku dni budzę zanim zadzwoni ok. 5. Jestem ostatnio strasznie rozdygotana wewnętrznie, wiem że to nie pomaga, niby jestem spokojna ale organizm pokazuje, że tak nie jest. Drżenie powiek czy nagłe kołatanie serca, napady lęku i niepokój, dopadają mnie kilka razy dziennie, próbuję nad sobą panować ale chyba mi to nie wychodzi..

Wiadomość wyedytowana przez autora 23 maja, 09:04

22 maja, 12:35

Właśnie rozmawiałam z koleżanką z pracy.. taką najbardziej ulubioną. Jest w ciąży. Gdybym w zeszłym miesiącu nie zaliczyła ciąży biochemicznej bylybysmy obie w tym samym tygodniu. Serce mi pęka, cieszę się Jej szczęścien, ale jestem w rozpaczy. Drugi raz przytrafiło mi się to samo. Drugi raz będę patrzeć na bliską osobę i na jej rozwijającą się ciążę wiedząc, że byłabym dokładnie na tym samym etapie, a kiedy będzie trzymać dziecko na rękach będę myśleć o tym, że mojego nigdy w ramiona nie wezmę. Nie chce mi się żyć.

Wiadomość wyedytowana przez autora 22 maja, 17:54

23 maja, 09:06

20 dc / 4 dpo
Pobiłam dziś rekord porannej pobudki 4:15, na szczęście udało mi się zasnąć i obudziłam się chwilę przed budzikiem. Całą noc spałam bardzo niespokojnie, śniły mi się straszne głupoty, coś w klimacie filmu "Jestem legendą". Nie opuszcza mnie towarzyszący od kilku dni niepokój, serce bije ciężko, czuję każde uderzenie, jakby było dla organizmu nadzwyczajnym wysiłkiem.. Temperatura poszybowała dziś w niebiosa (+0,26)

24 maja, 10:55

21 dc / 5 dpo
Od wczoraj popołudniu jestem o wiele spokojniejsza, co zabawne nic w tym kierunku nie robiłam, organizm sam się wyciszył :) W zeszłym miesiącu test pozytywny wyszedł w 6 dpo zatem jutro testowanie 😈. Nie nastawiam się specjalnie. Zobaczymy co przyniesie los. Wiem, że jest dość wcześnie na testowanie, ale mam w domu jeszcze 8 testów zamówionych z allegro, trzeba je zużyć, bo najbliższym czasie potrzebne nie będą, a nie chce aby były w domu. Dzisiaj mam zamiar skorzystać z pogody i spędzić trochę czasu w hamaku na ogrodzie.
1 2 3
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)