Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: 5 lat...

Autor: Kalija
7 grudnia, 21:18

Jutro transfer!

pisałam maila do kliniki czy zadzwoniliby, gdyby coś było nie tak. Ponoć laboratorium dzwoni jak zamykają hodowlę. Czyli na razie jest ok! :) nie mam pojęcia jakiej klasy są te zarodki i ile ich jest, ale mi naprawdę wystarczy jeden, byle by był z niego potem zdrowy dzidziuś!

Dziękuję za trzymanie kciuków, odezwę się jak będzie po :)


8 komentarzy (pokaż)
9 grudnia, 14:38

Jestem :)

Wizyta przed transferem okazała się bardzo radosna - z 6 pobranych komórek, jedna była pusta, jedna zatrzymała się w rozwoju, a 4 pozostałe rozwinęły się do blastki :D

Zabrałam ze sobą najlepszy z czterech zarodków - o ocenie BL 5.1.2 (blastocysta wydostawała się już z osłonki) pani doktor powiedziała, że zarodki są bardzo ładne, no jeden trochę słabszy, ale też niezły.

Gdyby nie to, że moje endo miało tylko 7,5 mm zabrałabym ze sobą dwa zarodki.


Do mrożenia poszły:

BL 1.2.2 (najsłabszy)
BL 3.2.2
BL 4.1.1

Ja wiem, że to za wcześnie by się cieszyć, ale nigdy nie mieliśmy blastek, a już tym bardziej mrożaków. Jestem bardzo zadowolona! :) Gdy Pani embriolog opowiadała o tych zarodkach łzy ciekły mi po policzkach a pyszczek nie przestał się cieszyć. Mega uczucie!

No to teraz dietka, odpoczynek (od jutra L4) i dalsze trzymanie kciuków!

Dziękuję Wam bardzo bardzo bardzo za wsparcie i trzymanie kciuków!! Lecę czytać co u Was :)


I jeszcze linki:
https://www.klinikainvicta.pl/ocena-morfologii-zarodka-w-stadium-blastocysty/
https://www.klinikainvicta.pl/nieplodnosc-faq/ocena-zarodkow/

Edit:

Zapomniałam napisać jak wyglądał transfer, a działo się!

Transfer był umówiony na godz. 15,00. No to czekam... godz. 15:05..... 15:15.... 15:25... pęcherz mi już pęka... 15:40 a ja dalej czekam... 15:45 nie wytrzymuję i idę sikać z postanowieniem, że trochę upuszczę. No niestety ja tak nie umiem popuszczać i prawie wszystko poszło, więc po wyjściu z wc jednym duszkiem wypiłam ok 0,7l wody mając nadzieję , że opóźnienie jeszcze trochę potrwa i zdąży pęcherz mi się napełnić. Ledwo skończyłam pić jak wyszła pani doktor , powiedziała, że mają problemy techniczne i poszła do swojego gabinetu. Po chwili z sali zabiegowej wyszła pacjentka co miała transfer przede mną i poszła do gabinetu pani doktor. 16:00... 16:10... 16:15 proszą mnie na transfer, przebieram się i idę do lekarki powiedzieć, że nie wiem jak wygląda sprawa mojego pęcherza, bo nie dałam rady wytrzymać tego godzinnego opóźnienia. Lekarka stwierdziła, że trudno i kazała położyć się na fotelu! Okazało się , że faktycznie mieli problemy techniczne, było wyjątkowo ciemno (monitory i część lamp działała). Zabieg był bolesny (poprzednie 3 wcale). Po wszystkim kazali się ubrać i iść do domu! Klinikę zamykają o 15,00 a ja byłam ostatnia i to z ponad godzinnym opóźnieniem. Jak wyszłam z sali to personel już wychodził do domu. Spytałam Pani sprzątaczki czy mogę posiedzieć w poczekalni z 15 min. Zgodziła się, nawet zaproponowała, żebym położyła się w zabiegowym (pani sprzątaczka!!!). Byłam w szoku i w sumie jestem do teraz jak pomyślę o tym jak to wyglądało wczoraj....


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 grudnia, 15:21

8 komentarzy (pokaż)
9 grudnia, 22:21

Nie uwierzycie jaka jestem głupia! Cały dzień siedziałam w internecie czytając o endo, suplementacji itd. i... zapomniałam o popołudniowych tabletkach! Nie wzięłam ani lutinusa ani estrofemu ani luteiny. Jestem załamana :( teraz to już pewnie nic z tego nie będzie :(
.
.
.
Napisałam do kliniki. Dziś już chyba nie usnę...


Wiadomość wyedytowana przez autora 9 grudnia, 22:46

3 komentarze (pokaż)
10 grudnia, 10:46

Odpowiedz z kliniki:

"PROSZE KONTYNUOWAC PRZYJMOWANIE LEKOW CZEKAMY NA WYNIK HCG MOGLO TO MIEC WPLYW NA PROCES IMPLANTACJI ALE NIE MUSIALO PROSZE ZACHOWAC SPOKOJ POZDRAWIAM".

7 komentarzy (pokaż)
11 grudnia, 17:36

W Invikcie po transferze są 3 weryfikacje - 3dpt, 6, dpt i 10dpt.

Weryfikacja 1:

estradiol 2393,10 pg/ml
progesteron 61,74 ng/ml
beta HCG <2,00 mlU/mL

6 komentarzy (pokaż)
11 grudnia, 22:10

Bete robiłam na polecenie kliniki, nie wiem po co, wg mnie to strata pieniędzy. Nie wiem też czy wynik jest ok bo klinika jak zwykle milczy pomimo wysłania maila. Coraz mniej mi się tam podoba. Ciekawe czy można przenieść mrozaki do invimedu?

Przy okazji zbadałam sobie poziom Wit.D i kwasu foliowego, wyniki we wtorek.

4 komentarze (pokaż)
12 grudnia, 15:55

Kochane moje :)

rozmawiałam z miłą Panią z kliniki, która powiedziała, że te weryfikacje są tylko wtedy, gdy zapłacimy 450 zł za 3 rozmowy telefoniczne z lekarzem - co szumnie nazywają nadzorem nad implantacją. Zalecenie weryfikacji dostałam w standardowej rozpisce jakie leki przyjmować, więc w zasadzie z góry uznali , że tę usługę wykupię. Może i bym to zrobiła gdyby nie był to koszt aż 450 zł (przy czym dziewczyny na forum żaliły się, że jest to 2 min. rozmowa z lekarzem orzekająca podtrzymanie dotychczasowych leków i że to strata kasy, z resztą jakiś czas temu kosztowało to 180zł!), po drugie w Invimedzie takich rzeczy nie wymyślają, więc nie sądzę by w ten sposób działali na szkodę pacjentki no i po 3 najważniejsze - przecież ja zapomniałam wziąć leki, więc to byłby prawdziwy cud gdyby ta ciąża jednak była...

Poza tym miła Pani z kliniki powiedziała, że przy 1 weryfikacji beta zawsze jest ujemna, więc po co zalecają zrobić ten wynik przecież sama beta to koszt 40 zł! Ja rozumiem, że klinika to korporacja nastawiona na zysk, ale pieniądze nam się kończą a ja jestem sfrustrowana, że płacę extra za rzeczy, których nie potrzebuję (badania do 1 weryfikacji której nie miałam to łącznie 160 zł!)

Kolejna sprawa, zalecili nam wykupienie dodatkowej usługi nacięcia otoczki, choć jak później czytałam to nie ma żadnych badań potwierdzających by takie działania zwiększyły prawdopodobieństwo ciąży. Jedna otoczka jest gruba, ale elastyczna, inne są cienkie , ale nieelastyczne więc zlecanie nacięcia na podstawie samej grubości nie jest do końca zasadne.

Badania wit.D zrobiłam po raz drugi, w zeszłym roku miałam duży niedobór, chcę sprawdzić jak jest teraz. Oczywiście Invicta mi tego nie sugerowała.


Przepraszam Was, przemawia przeze mnie żal i gorycz. Po pierwsze na siebie , bo schrzaniłam z tymi lekami, po drugie na klinikę, która traktuje nas jak dojne krowy a my nie jesteśmy majętnymi ludźmi.


Mimo wszystko gdzieś tam w środku tli się nadzieja, że tą mamą zostanę i to będą wyjątkowe święta a 2019 rok, po pięciu koszmarnych latach, w końcu będzie dla nas szczęśliwy.


Ściskam Was mocno!!!! Dziękuję, że jesteście!!!

8 komentarzy (pokaż)
13 grudnia, 15:48

Komentarz do waszych komentarzy:

Mój lekarz z Invimedu sam stwierdził, że klinika to korpo nastawiona na zysk i niestety na końcu jest pacjent. On sam chciałby mi zaproponować i dać o wiele więcej, ale nie może, bo są procedury a ostateczne decyzje podejmuje ktoś "z góry". Wierzę mu. W invimedzie u tego lekarza czułam się zaopiekowana i w bezpiecznych rękach. We Wrocławskiej Invikcie tak nie ma, ale wydaje mi się , że jest to spowodowane tym, że wygrali przetarg na dofinansowane od wojewody lubuskiego i chcą przeprowadzić jak najwięcej procedur, by mieć jak największy zysk. I to widać tę masówkę. Za każdym razem byłam kierowana do innego lekarza, wizyty w większości były w dużym pośpiechu i z dużym opóźnieniem, na maile odpisywały mi różne panie, wszędzie chaos i niedoinformowanie, no i ten brak telefonu do lekarza w razie "W". Mam tylko nadzieję, że w labie jest lepiej i embriolodzy bardziej przykładają się do swoje pracy :) Helenko klinikę tworzą nie tylko procedury, ale przede wszystkim ludzie. Cieszę się, że trafiłaś na fajny i rzetelny personel :)

10 komentarzy (pokaż)
14 grudnia, 19:20

Mam dużą potrzebę pisania, wygadania się. Nie musicie czytać, pewnie wpis będzie długi i nudny ;)

Oglądałam wczoraj film "chce się żyć" o chłopcu z porażeniem mózgowym czterokończynowym, później serie filmików na yt o dzieciach które urodziły się bez nóżek i rączek, z porażeniem czy innym okrutnymi chorobami. I tak do 2 w nocy. Wiem, nie powinnam. Ale...
Odkąd byłam nastolatką towarzyszył mi strach przed zajściem w ciążę i urodzeniem chorego dziecka. Zawsze powtarzałam sobie (w myślach), że wolałabym nigdy nie zajść w ciążę niż urodzić niepełnosprawne czy opóźnione w rozwoju dziecko. Pobudki oczywiście są skrajnie egoistyczne. Czasem nawet rozmawiałam z kobietami i każda mówiła, że o tym nie myśli. A ja myślę o tym odkąd zaczęłam współżycie. Może to jest powód dla którego nigdy nie byłam w ciąży? Bóg mnie wysłuchał? A może ukarał za takie myślenie...

W mojej dalszej w rodzinie był Jaś opóźniony w rozwoju. Jako małego chłopczyka rodzice umieścili go w ośrodku. Wstydzili się go, nie chcieli go brać do domu nawet na święta. Moi rodzice nie mogli tego zrozumieć i zaakceptować. Dziś nie utrzymujemy z nimi żadnych kontaktów. Jaś jest już dorosłym mężczyzną.

Wydaje mi się, że gdybym to ja urodziła takiego Jasia, to pokochałabym go z całego serca i stałby się całym moim światem. Jestem bardzo empatyczna i uczuciowa. Więc skąd ten strach przed zajściem w ciążę i urodzeniem chorego dziecka? Ogromny strach, powodujący bardzo duży stres.

______________________


Dziś była u mnie koleżanka na kawie. Obwieściła cudowną nowinę - jest w 4 miesiącu i liczy na chłopczyka, bo córkę już ma. Jest ode mnie sporo młodsza. Pogratulowałam, szczerze się cieszyłam , bo wiedziałam, że pragnie 2 dziecka, tylko czekała aż sytuacja mieszkaniowa jej się ustabilizuje.
Moje odczucia były normalne. Zero żalu, smutku czy zazdrości. Chyba wychodzę na prostą :)

5 komentarzy (pokaż)
15 grudnia, 23:06

Pamiętam z jakim entuzjazmem podchodziliśmy do starań z moim mężem pięć lat temu, a nawet i trzy - seks był ekscytujący, robiliśmy przecież dzidziusia a potem, chichocząc, trzymałam 15 min nogi w górze, by nic się nie zmarnowało ;) nikomu nie mówiliśmy o planach, miała być niespodzianka. Koleżanki, kuzynki, szwagierki zachodziły w ciążę, ale to nic, my dalej ochoczo robiliśmy dzidziusia - lekarze musieli nam trochę pomóc, jakiś monitoring , zastrzyk i wielka nadzieja , po drodze wybieranie imienia i planowanie aranżacji dziecinnego pokoju, no bo przecież prawie jestem w ciąży. I tak minęło ponad 5 lat.

W pierwszym wpisie napisałam, że ten rok ma być wyjątkowy. Jest grudzień, idą święta, minęło tyle lat, to idealny moment na ciążę. No w sumie to już jestem mamą, tylko jeszcze jeden wynik z krwi i zamiast łez smutku w końcu pociekną nam po policzkach łzy największego szczęścia :)

Robię sobie przerwę od OVU, wrócę 18-go pochwalić się piękną betą. Trzymam za Was kciuki i proszę trzymajcie także za mnie! :)

1 komentarz (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)