Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: 5 lat...

Autor: Kalija
Wstęp

O mnie: kobieta 33 lata, na stanie 1 mąż, 1 pies i 0 dzieci. Na razie :)

Czas starania się o dziecko: 5 lat z pomocą lekarzy, wcześniej się nie zabezpieczaliśmy ze 2...

Moja historia: Tabletki antykoncepcyjne brałam przez 10 lat. Najpierw na wyregulowanie miesiączki, bo już jako nastolatka miałam z nią problem. To był błąd. Myślę, że przez tą dekadę naruszyłam nieodwracalnie komunikację między przyssadką a nadnerczami. No i d... Już u mnie nic nie działa tak jak powinno. W ogóle nie miesiączkuję, więc u mnie o naturalnej ciąży nie ma w ogóle mowy. Za nami pierdylion wizyt u lekarzy i jedno nieudane invitro w 2017r. Teraz jesteśmy w trakcie kolejnej procedury (lipiec 2018r.) W ciąży nigdy nie byłam... Edit: za nami 2 invitra, jesteśmy w trakcie 3 (grudzień 2018)

Moje emocje: Różnie. Kiedyś złość na siebie i cały świat, później obojętność (może trochę zgorzkniałość) a dziś jestem pełna nadziei, bo rok 2018 ma być dla nas przełomowy!

13 lipca, 18:17

Witam serdecznie wszystkich!!!

Założyłam dziennik, bo przejrzałam ich kilka i wszystkie z nich zakończone były ciążą. Ja też tak chcę! :) poza tym nie mam się komu wygadać i pomarudzić, więc...

Jestem właśnie 4 dzień po transferze. Dziś odczuwałam lekkie bóle brzucha jak przy nadchodzącym okresie, do tego miałam straszną zgagę. Koleżanka z pracy z tej zgagi wróżyła mi ciążę i powiem Wam szczerze, że dziś pierwszy raz od lat obudziłam w sobie nadzieję. Do dziś nie myślałam o sobie jak o przyszłej matce. Raczej sceptycznie podchodziłam do leczenia i kolejnych zabiegów. Oby to był TEN transfer. Idę na betę 20-go lipca.





Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca, 19:44

4 komentarze (pokaż)
18 lipca, 19:42

Dziękuję za komentarze i opinie. Miło, że ktoś trzyma kciuki!

Smutek, bezsilność, żal, zazdrość… każda z nas tu na forum zna to uczucie. Ja na co dzień staram się nie użalać nad sobą, przecież takie biczowanie w niczym nie pomoże a tylko zatruje siebie i otoczenie… nikt przecież nie lubi maruderów. O mojej bezpłodności wiedzą nieliczni , a tym co powiedziałam szczerze żałuję. Nikt nie pyta, nie trzyma kciuków. Mój koniec świata dla innych jest tylko niusem, czasem krótką sensacją. No i te rady „wyjedzcie na wakacje”. A nie, sorry, teściowa czasem pyta „jak tam TE SPRAWY?” po czym dodaje „może kiedyś będziecie mieć dzieci, dzieci to najpiękniejsze co może człowieka spotkać”. Po czym przechodzi do zachwytów nad swoimi wnukami. Aż odechciewa się odwiedzin…

Mam nadzieję, że przemawia dziś przeze mnie Estrofem (na 1 miejscu w skutkach ubocznych-depresja) , ale nie czuję, by mój zarodek był nadal ze mną i ogarnia mnie rozpacz na myśl, o tym co mogę przeczytać na wyniku bety hcg w piątek.

Za tydzień idziemy na chrzciny siostrzenicy mojego męża. Wszyscy z gości mają po 2-4 (!!!) dzieci! W takim składzie świętowaliśmy też chrzciny 1 dziecka siostry mojego męża 2 lata temu. To był koszmar. Nie wiem jak sobie z tym poradzę jak okaże się, że znowu się nie udało….






4 komentarze (pokaż)
13 października, 00:11

Jestem znów. Kilka słów co się działo w między czasie. I czy zaszłam w ciążę...

Niecałe trzy miesiące temu, w piątek, zaraz po pracy jechałam odebrać wynik betaHCG. Zabrałam ze sobą kopertę, by nie patrzyć na wynik i w spokoju dojechać do domu, ale pech chciał, że Pani w okienku mnie rozpoznała, wzięła wynik do ręki i z przyjaznym uśmiechem na twarzy powiedziała "nawet nie drgnęła".

Później pamiętam tylko jak zanosiłam się od płaczu w samochodzie z jakieś 40 min, bo w domu byłam przed 17. Mąż zobaczył moją twarz , przytulił , coś tam powiedział pewnie na pocieszenie a na koniec dodał , że powinnam się ogarnąć bo o 19 przyjadą teściowa z teściem. Na co oczywiście się nie zgodziłam, ale nie zmieniło to faktu, że przyjechali.

Czasem zastanawiam się co z moją teściową jest nie tak. Jest super matką-wspierającą i przejmującą się dla swojej córki i jej rodziny, a do nas dzwoni i przyjeżdża jak ma interes, choć zarzeka się, że kocha nas wszystkich jednakowo. Teściowa pamięta o terminie wizyty u dentysty swojego zięcia, o tym, że w piątek dowiemy się, że może zostaniemy rodzicami po kilkuletnich staraniach to już nie. Przyjechała, wypiła inkę z mlekiem , pytała się czy dobrze się czuję, bo jakaś taka niemrawa jestem a miesiąc później zagadała "Kochanie a Ty czasem nie miałaś robić testu ciążowego, jak tam?".
Pomyślałam sobie, że nasza tragedia jest.... tylko naszą tragedią i głębokim błędem jest oczekiwanie, że ktoś się tym szczerze przejmie.

Dlaczego o tym piszę? Bo w niedzielę mamy zaproszenie do teściowej na obiad. W dodatku będzie tam młodsza siostra mojego męża z dwójką swoich uroczych dzieci i idealnym życiem. To na nich skupia się uwaga wszystkich co dodatkowo mnie wpędza w poczucie beznadziei. Jestem tak strasznie zazdrosna, że aż mi wstyd z tego powodu. Od 3 miesięcy unikam dzieci jak ognia, tym bardziej, że ostatnio na widok noworodka poryczałam się w pracy (już na osobności). Mojemu mężowi jest to jednak zupełnie obojętne , bo przecież "nie można uciekać do końca życia od dzieci".
Pewnie ma rację, choć dziś jego słowa odbieram bardzo wrogo, a przecież miał być po mojej stronie!


Wiadomość wyedytowana przez autora 13 października, 20:30

4 komentarze (pokaż)
13 października, 20:45

Komentarz do komentarzy:

Dziękuję dziewczyny, to bardzo pokrzepiające o czym piszecie! Dziękuję za rady (niemoc biegunkowa:)) i słowa otuchy.

0 komentarzy (pokaż)
13 października, 21:17

Niektórzy szybko zapominają o emocjach towarzyszących podczas starań. Moja koleżanka przez kilka lat starała się o dzidziusia. Jej małżeństwo wisiało na włosku, mąż i teściowa strasznie ją obwiniali o to, że nie może zajść w ciążę. Później została zdiagnozowana i w 3 cyklu na metfominie zaszła w upragnioną ciążę. Na świecie pojawił się synek.

Ona wie co się u nas dzieje. Wie najwięcej. Wie, że jestem szalenie zazdrosna o ciąże innych kobiet i nie utrzymuję z nimi kontaktu. Dziś się dowiedziałam, że jest w 2 ciąży. Zbombardowała mnie smsami z radosną nowiną i zdjęciami z usg. Cieszę się jej szczęściem. Szczerze. Chciałabym by tym razem było inaczej, chciałabym nie płakać nad smsami od niej, nie użalać się nad sobą, nie pytać w kółko, dlaczego wszystkim się udaje a mi nie...



4 komentarze (pokaż)
13 października, 22:09

Wydaje mi się, że mam początki depresji. Nic mnie nie cieszy, wszystko irytuje.

Zaniedbałam siebie i swoje małżeństwo. Rzadko uprawiamy seks, a jak już to nie z mojej inicjatywy. Od stycznia przytyłam 10 kg, źle się odżywiam i zdecydowanie za dużo, no może nie za dużo, ale zbyt często piję. Na mojej twarzy pojawił się trądzik.

Coś z tym muszę zrobić, bo życie przecieka mi przez palce.

Żal mi mojego męża, że trafił na mnie.

Chętnie poszłabym na jakąś terapię, ale to cholerne invitro pożera całą kasę.


1 komentarz (pokaż)
16 października, 09:06

No dobrze, czas się ogarnąć, tym bardziej, że jest ku temu okazja!

Lubuszanki pewnie wiedzą, że 3 października ruszył program z dofinansowaniem do invitro. Ja dzwoniłam do Invicty (wygrali przetarg) 5-go października o godz. 8,10 i dowiedziałam się, że miejsca już się zapełniły w dniu uruchomienia programu. Dopisała mnie do listy rezerwowej. Jakie mieliśmy szanse? Hmm...

No i wyobraźcie sobie, że wczoraj zadzwoniła miła Pani z Invicty, że mają dla nas miejsce w programie i zapraszają na spotkanie w piątek o 11,45! :)

Po naszej stronie by było ok. 7 tys zł. Niecałe 5 finansuje wojewoda lubuski.

Po pierwszym zachwycie zaczęłam się zastanawiać czy to jest naprawdę taka świetna "okazja". Klinika to korporacja - oni będą szybko chcieli wykorzystać pieniądze z programu i pewnie nikt tam nie będzie się ze mną cackał. Myślę o tym w kontekście mojego cienkiego endometrium. Przy ostatniej procedurze transfer odwlekany był przez 4 miesiące , bo lekarz próbował farmakologicznie uzyskać jak najgrubsze endo, by zwiększyć nasze szanse. Tym razem napewno tak nie będzie. Gdyby problemem był u nas wyłącznie czynnik męski, nie zastanawiałabym się ani przez moment. Nie chciałabym "wyrzucić" tych 7 tysięcy gdyby to tak miało wyglądać....


4 komentarze (pokaż)
17 października, 19:50

Czytam sobie Wasze pamiętniki i widzę, że mało tu staraczek z tak długim stażem jak ja. Niemal wszystkie zdążyły zaciążyć.. a może zrezygnowały? Ta 3 procedura invitro będzie naszą ostatnią. Co prawda mąż planuje kolejną i kolejną, ale ja nie chcę, by tak dalej wyglądało nasze życie, ile można?! Poza tym czas zacząć wydawać pieniądze na coś innego niż leczenie :)

Jestem na diecie, przydałoby się zrzucić 10-15kg.
Przydałoby się też iść na siłownię :)

2 komentarze (pokaż)
22 października, 21:53

INVICTA/PRACA

w piątek byłam na 1 wizycie w nowej klinice u dr Jakubowa. Zrobił na mnie dobre wrażenie - wczytywał się w dokumentację medyczną, zadawał dużo pytań, był dociekliwy. Stwierdził, że moje badania z lipca są za stare i zlecił nowe. Mężowi zlecił 2 szczegółowe badania nasienia, choć podstawowy wynik był w normie. Za badania i procedurę zapłaciliśmy 7 tys. zł a to jeszcze nie koniec, bo nie wszystkie badania mogłam zrobić tego dnia w klinice. Kolejne wizyty płatne 160 zł + koszt paliwa (a mamy 200 km do kliniki więc paliwo kolejne 150zł!). Już prawie zapomniałam jakie to koszty...

Zastanawiam się jak ja będę jeździć do tego Wrocławia co chwilę, bo w pracy nie ma mnie kto zastąpić i szefowa urlopu mi nie podpisze. Zwolenie lekarskie z pieczątką kliniki też odpada. Trochę mnie to stresuje. Jutro idę umówić się do lekarza rodzinnego, może mi pomoże.

EMOCJE:

całkiem ok :) do tego schudłam 2 kg , dieta to teraz jeden z moich priorytetów

1 komentarz (pokaż)
25 października, 10:12

Denerwuję się. Odkąd zaczęliśmy kolejną procedurę nieustannie towarzyszy mi napięcie i co chwilę się rozpraszam myśląc o tym co to będzie. Jak tu pracować?

Ostatnio na wizycie, gdy dr robił USG powiedział, że jest ciałko żółte i zanim zacznę przyjmować luteinę koniecznie mam zrobić test sikany a najlepiej iść na betę. U mnie ciąża naturalna to byłby jakiś cud, a nadzieja w moim przypadku to matka głupich, ale co zrobić, jak się nakręciłam i bardzo chciałabym już testować :) Strasznie jest mieć taką nadzieję, a potem się rozczarować. Chciałabym się jakoś odczarować i w końcu zajść w tą upragnioną ciążę! Nie potrafię pogodzić się z myślą, że mogę nie mieć dziecka. Że leczenie zakończy się niepowodzeniem. Przeraża mnie ta myśl. No ale takie rzeczy przecież się zdarzają i nie byłabym jedyna...

5 komentarzy (pokaż)
29 października, 08:28

STARANIA:

Miałam dziś zrobić test ciążowy, bo ostatnio chyba miałam owulację i teoretycznie mogło dojść do naturalnego zapłodnienia (hehehe) a trzeba to sprawdzić, zanim zacznę brać luteinę. Nie kupiłam testu. Jutro.

PRACA:

Nie znoszę mojej szefowej. Kobieta z nadętym ego, traktująca wszystkich z wyższością. Bezkrytyczna, skąpa do granic możliwości, wredna i zarozumiała. Myślę, że czasami to co robi nosi znamiona mobingu. Najlepsze jest to, że ona zdaje sobie sprawę ze swojego zachowania, bo nie raz jej to mówiłam. Po prostu sprawia jej to dziką przyjemność. To już chyba zachowania socjopatyczne?

Dlaczego tu pracuję? Bo pieniądze na invitro były potrzebne , poza tym chciałam zobaczyć jej minę jak położę L4 i pójdę sobie dzieci rodzić :) i tak minął kolejny rok....
co ciekawe - nawet ona położyła na mnie krzyżyk w tym temacie. Kiedyś wypytywała kiedy moja kolej (gdy kobiety w biurze rodziły), teraz cisza.


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 października, 08:29

1 komentarz (pokaż)
29 października, 22:58

Houston, mamy problem.

Miałam zgłosić się na wizytę do Invicty w 1-2 dc, po tym jak już wszystkie badania zostaną wykonane. Miesiączkę miałam wywołać luteiną, bo mam bardzo nieregularne cykle (w sencie, prawie wcale). W między czasie okazało się, że mam infekcję intymną i zostało wdrożone leczenie na 10 dni.

Dziś wieczorem dostałam niespodziewanie miesiączkę. Test okazał się niepotrzebny.
Nie skończyłam leczenia infekcji, nie mam odebranych wszystkich wyników.
I teraz nie wiem co zrobić. To jest problem, bo muszę zmieścić się z 3 transferami do dwudziestego któregoś tam grudnia.

Co śmieszne , w invikcie nie udostępniają nr tel. do lekarza prowadzącego (!!!), nie mam swojej koorynatorki, każdy problem mam zgłaszać na ogólnego maila kliniki. No to napisałam im maila i czekam aż łaskawie ktoś się do mnie odezwie. To jakaś kpina.

1 komentarz (pokaż)
30 października, 22:50

Była dziś u mnie w pracy mocno starsza Pani. Przechodziłam koło niej i życzliwie się uśmiechnęłam mówiąc "dzień dobry". Jakieś kilka-kilkanaście minut później słyszę za sobą "przepraszam... przepraszam, że pani przeszkadzam , ale pani tak ładnie się do mnie uśmiechnęła, to takie miłe, ludzie teraz tak rzadko się uśmiechają do innych, dziękuję, zdrówka życzę, do widzenia" (czy coś takiego) ONIEMIAŁAM zrobiło to na mnie tak ogromne wrażenie, że na tej pani zrobiło to takie wrażanie....

Nie wiem czemu o tym piszę...

0 komentarzy (pokaż)
30 października, 22:59

A nie możesz zaadoptować?

Niektórzy są bardzo bezpośredni, a może po prostu brakuje im taktu.
Nasza stażystka dziś mnie zapytała przy porannej kawie "Słuchaj a Ty czemu nie masz dzieci, nie chcesz czy nie możesz?" Yyyy... "Bo wiesz, jak nie możesz, to zawsze można zaadoptować"

Kur..., serio?


Moja koleżanka (nie wie , że nie możemy mieć dzieci, ale moja najnowsza teoria głosi, że niepłodność widać) ostatnio opowiada mi o jakiejś wymyślonej koleżance co zaadoptowała śliczną zdrową dziewczynkę. Ma to mnie skłonić do zwierzeń czy do adopcji ?

Myślicie, że widzimy tylko to co przeżywamy? Ja np. robiąc kurs na prawo jazdy wszędzie widziałam "ELKI" , teraz wszędzie widzę ciężarne i pchające wózek, więc coś w tym jest. A propo testów.... test ciążowy to jedyny test który oblałam. HE! HE! HE!


6 komentarzy (pokaż)
25 listopada, 14:08

Nowa procedura - nowa nadzieja


Zakończyliśmy etap badań i z kopyta ruszyliśmy z kolejną procedurą.
Stymulowana jestem menopurem i gonapeptylem. Zaczęłam wczoraj, w sobotę wizyta kontrolna i jeśli wszystko pójdzie z planem to w poniedziałek za tydzień punkcja i w kolejną sobotę transfer.

Invicta, w odróżnieniu od Invimedu robi transfer z zarodków hodowanych do 5-tej doby (Invimed 2-3 doba), a jeśli w piątej zarodek nie ma stadium blastocysty to , za zgodą pacjentki, przedłużają hodowlę.

Wczoraj byłam na wizycie u dr Waleśkiewicz-Ogórek. To nie jest mój lekarz prowadzący, ale w sobotę nie było innego w Klinice. Stresowałam się trochę, bo ma ona bardzo dużo bardzo złych opinii w internecie - pacjenci zarówno zarzucają jej arogancję jak i brak kompetencji.
Byłam jednak mile zaskoczona - wszystko wytłumaczyła, kilka razy upewniała się czy wszystko jest dla nas jasne, chyba żaden wcześniejszy lekarz tak obszernie nie opowiedział nam o procedurze i dodatkowych opcjach, które możemy sobie domówić. Zdecydowaliśmy się na fragmentację plemników i nacięcie otoczki i na coś jeszcze , kurcze nie pamiętam. Łącznie 2200zł. W ten sposób pykło nam już 11,2 tys. zł na tę procedurę (+ dojazdy 150km w 1 stronę), dofinansowanie mamy chyba 4,6 tys. zł. W sumie około 16 tys. zł a to na pewno jeszcze nie koniec.

Mam nadzieję, że uda się ładnie zapłodnić oocyty a później zarodki nie zdegenerują. Przeraża mnie myśl, że możemy nie mieć zarodka do transferu. W Invimedzie mieliśmy jeden , podany w 3 dobie, nie wiem czy dotrwałby do piątej... Chyba nie powinnam się nad tym zastanawiać, bo przecież to i tak niczego nie zmieni.

Wczoraj, przy okazji wizyty we Wrocławiu, byliśmy odwiedzić siostrę mojego męża i jej rodzinę. Mają dwie słodkie córeczki i pięknie urządzają się w nowym domu. Super. Chciałabym, by moje życie tak wyglądało - dom wypełniony śmiechem małych istotek, pełen radości i miłości.

U nas smutno - mieszkamy w naszym mieszkanku 7 lat i dalej nie skończyliśmy się urządzać. Zawsze pieniądze idą na ważniejsze cele. Ostatnio podsumowałam sobie ile wydaliśmy na leczenie. Byłby z tego ładny, nieduży samochód z salonu , albo generalny remont i super wakacje :) Dobrze jednak , że te pieniądze są, strach pomyśleć co by było, gdyby ich nie było (w kwestii leczenia).


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 listopada, 14:17

6 komentarzy (pokaż)
25 listopada, 14:17

Adopcja.

Od czasu do czasu wracam do tego tematu. Przeglądam fora, czytam, oglądam reportaże i rozmyślam co by było gdyby...

Ustaliliśmy z mężem, że jak nie będziemy mieć swoich dzieci, to trudno. Zostaniemy sami, będziemy dbać o siebie nawzajem, dużo podróżować i też będzie fajnie :) Ale czy można wyłączyć instynkt macierzyński? Pogodzić się z tym, że nie można być matką? Na tę chwilę sobie tego nie wyobrażam. Gdyby dziś okazało się, że to koniec starań to chyba pękło by mi serce.

5 komentarzy (pokaż)
3 grudnia, 21:49

Punkcja.

Dziś, po tygodniowej stymulacji (krótki protokół ze względu na pcos), miałam punkcję.
Pobrano tylko 6 komórek, z tym, że niektóre były puste. Lekarka (znowu inna) nie powiedziała mi żadnych szczegółów a ja nie pytałam, żeby się nie nakręcać. W sumie wystarczy tylko jeden ładny zarodeczek, prawda?

Problemem jest też u mnie cienkie endometrium - 7 mm. Lekarka powiedziała, że jeśli nie urośnie odwołają transfer. Transfer zaplanowany jest na przyszłą sobotę. No nic, trzeba myśleć pozytywnie :)

Co ciekawe, dostałam wytyczne po zabiegu a tam rekomendowana dieta przed punkcją. Żarty jakieś, przecież ja taką kartkę powinnam dostać na 1 wizycie. Co prawda nic nowego się niej nie dowiedziałam, ale to chyba nie świadczy dobrze o klinice?!


Niestety dieta u mnie kuleje - jest monotonna i chyba niezbyt odżywcza (choć fast foodów nie jadam). Kiedyś ogromną wagę przywiązywałam do diety - przed 1 IVF nie jadłam glutenu, cukru i nabiału, i dupa. Dlatego teraz trochę odpuściłam. Ale orzechy na endo będę jeść :)

6 komentarzy (pokaż)
5 grudnia, 18:15

Czytałam pamiętnik Helenki_małej (pozdrawiam!), która zaklinała rzeczywistość pozytywnym myśleniem i udało się , jest w ciąży (jeszcze raz gratulacje!)! Myślicie, że jeśli ja nie będę pozytywnie myśleć, a mam z tym problem, to się nie uda?

Strasznie mnie martwią te puste komórki z 6 pobranych. Czy uda się je zapłodnić czy będą się ładnie dzielić, no i czy będzie co transferować w 5 dobie. No i to nieszczęsne endometrium! Cały czas o tym myślę i niepotrzebnie się stresuję, bo przecież to dzieje się poza mną i na nic już nie mam wpływu.

Jestem zmęczona - od stycznia nie byłam na urlopie. Pojedyncze dni wolne przeznaczałam na wyjazdy do Wro do kliniki. Niestety w firmie nie ma mnie kto zastąpić (koleżanka jest, jakby inaczej, na macierzyńskim), bez ograniczeń mam tylko stres i ogrom pracy. Tkwię w tej firmie tylko dlatego, że mam nadzieję na ciążę i długie L4 ;) Zastanawiałam się czy nie iść w piątek do zwykłego gina by wypłakać 2-tg zwolnienie lekarskie. Stres nie służy zachodzeniu w ciąży, a w sobotę transfer (jak Bóg da!) , to nie mój biznes i nie mogę podporządkowywać mu życia osobistego. Już nie.



Wiadomość wyedytowana przez autora 5 grudnia, 18:47

5 komentarzy (pokaż)
6 grudnia, 21:53

Uff trochę mi lepiej. Byłam dziś u gina, jeszcze nie zdążyłam wytłumaczyć z czym przyszłam a już w ryk. No ja nie wiem co się ze mną dzieje?! Na co dzień wydaje mi się, że super sobie radzę, ale ta sytuacja w gabinecie u pani doktor uświadomiła mi , że chyba jednak nie. Oczywiście zwolnienie chciała mi wypisać od jutra, no ale ja jutro jeszcze muszę iść do pracy, więc umówiłam się z nią na sobotę rano lub poniedziałek rano (teraz jest e-zwolnienie i nie można wypisywać z datą do przodu). Tylko co ja powiem jutro w pracy???? Moja szefowa jest strasznie wścibska i zaraz zacznie mnie ciągnąć za język. Co radzicie?

Nadal nie wiem ile zapłodnili komórek i czy wszystko jest ok. No ale nikt do mnie z kliniki nie dzwonił, że transfer odwołany, więc nadzieja rośnie :) jutro zadzwonię i się dopytam, bez sensu żebym jechała 150 km żeby się dowiedzieć, że np. wczoraj wszystkie komórki zdegenerowały (TFU TFU). Mam mieszanie uczucia co do tej Invicty. Personel jest tam milszy, ale w Invimedzie czułam się lepiej zaopiekowana i lekarz bardziej pochylał się nad naszym przypadkiem. Oby to było nasze ostatnie podejście i nie trzeba było zastanawiać się nad wyborem kolejny raz kliniki. Nie wiem czy mój budżet i psychika by to wytrzymały.


Na koniec dziękuję Wam za słowa wsparcia i trzymanie kciuków. Jesteście kochane!!! :)


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 grudnia, 21:54

6 komentarzy (pokaż)
7 grudnia, 09:01

.


Wiadomość wyedytowana przez autora 7 grudnia, 09:01

7 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)