Pamiętniki Bezustanne oczekiwanie - inseminacja, in vitro czy adopcja?
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Bezustanne oczekiwanie - inseminacja, in vitro czy adopcja?
O mnie: Mam na imię Asia. We wrześniu skończę 28 lat. W czerwcu wyszłam za mąż. Jestem aktywna zawodowo. Od maja mamy pod dachem małą suczkę agresorkę, którą kocham nad życie i która w jakiś sposób pomaga mi to wszystko znieść.
Czas starania się o dziecko: Tak naprawdę od 5 lat. Nie zabezpieczamy się wcale, X owulacji które mogły skończyć się ciążą. Póki co ani razu test nie pokazał II kresek.
Moja historia: Od zawsze czułam, że będzie ciężko i że zapewne dziecka mieć nie będziemy. Normalnie to przeczucie towarzyszy mi od lat, ale... mimo wszystko staram się jak mogę żeby tak się nie stało. Po drodze, były badania, wykryto lekką niedoczynność tarczycy, którą skutecznie leczę już drugi rok, kilka lat błędnie lekarze podejrzewali PCO, okazało się jednak, że tego schorzenia nie mam... ale za to wyszły przeciwciała przeciw plemnikom, ale niby tak małe, że nie powinny mieć wpływu na zajście w ciążę.Była wizyta w klinice Bocian, badania nasienia które wyszły OK, były też u mnie dwa badania HSG, jedno 3 lata temu w szpitalu podczas wykonywania laparoskopii usunięcia torbiela okołojajowodowego z prawego jajowodu, oraz w lipcu tego roku SonoHSG które stwierdziło, że jajowód lewy jest całkowicie niedrożny, a prawy jest drożny, ten prawy z którego miałam usuwaną torbiel. Póki co w najbliższym czasie zapewne przystąpimy do inseminacji, ale w głębi serca czuję, że naszą największą nadzieją jest in vitro, o którym nie chce słyszeć mój mąż, a bez niego tego przecież nie zrobię.
Moje emocje: Długo byłam z tym wszystkim pogodzona. Już nawet zaczęłam myśleć, że w sumie nie mieć dzieci to też fajna sprawa, ile odchodzi wydatków, ile odchodzi nerwów i trosk. Można robić co się chce i kiedy się chce, nikt Cię w nocy nie budzi krzykiem, ale... cały czas chcę zostać mamą. Nic na to nie poradzę. Większość kobiet jednak czeka na ten dzień z niecierpliwością. Chcę kiedyś usłyszeć słowo "mama" i mam nadzieję, że będzie nam dane mieć chociaż 1 dziecko.

10 sierpnia, 10:48

1 dc, cyklu może 120...
Nawet nie zdajecie sobie sprawy jakie miałam nadzieje do godziny 9 rano, gdy to niewinnie pojawiło się plamienie i już widziałam, że to okres... Był to cykl z SonoHSG, miałam tuż przed owulacją robione to badanie, lekarz stwierdził jeden jajowód drożny i właśnie z tego jajnika miała być owulacja. Oczywiście starania były w te dni, testy owulacyjne pięknie wyszły i wstrzeliliśmy się w owulację. Po owulacji też super, normalnie objawy ciąży miałam i mam do teraz mimo, że już jest po wszystkim. Piersi mnie bolą do tej pory, a zawsze przestawały mnie boleć dzień przed okresem lub w dniu okresu, a teraz bolą mnie dwa razy mocniej... Dodatkowo senność... jak nigdy spałam przez 3 dni w dzień, no ciąża jak nic! Szczególnie, że lekarz mówił, że po Hsg mamy większe szanse na zajście w ciążę naturalnie. Obudziła się więc na nowo we mnie nadzieja, że może się udać, ale nie... mój organizm postanowił zrobić sobie ze mnie jaja. Boleśnie dziś to odczuwam. Już dawno nie miałam takiego dołka jak dziś. Lekarz mówił jak dobrze pamiętam, że możemy spróbować inseminacji i pewnie nad tym trzeba pomyśleć. Pójdę do ginekologa po miesiączce zobaczyć czy teraz będzie owulacja z lewego, zaplanować dalsze działania i za 2 miesiące jak będzie owulacja z prawego jajnika to może podejdziemy do inseminacji. Nie będziemy czekać w nieskończoność. Wiadomo, że naturalnie się nie uda. Prędzej wejdę w okres menopauzy niż zajdę w ciążę naturalnie. Nie wiem czemu, ale ciąża to dla mnie jakaś abstrakcja. Ja nie wiem jak to jest możliwe, żeby zajść w ciążę od tak z przypadku. Normalnie uprawiając seks dwa tygodnie przed owulacją i bach ciąża ;), tak śmiechem żartem bo już nie wiem czy się śmiać czy płakać. Czasem się zastanawiam skąd we mnie tyle siły, że jeszcze aż tak nie ześwirowałam i mimo, że mam już przez to nerwicę to jakoś daje radę . Myślę, że dużym załagodzeniem całej tej ciężkiej sytuacji tej niepłodności, pomaga mi myśl, że przecież na braku dziecka świat się nie kończy, że bez dziecka nawet chwilami jest łatwiej, nie ma tylu wydatków, tylu zmartwień, no jakoś trzeba się z tym pogodzić przecież i nie zamykać się na wszystko bo nie ma się dziecka. Przerabiałam już dużo faz niepłodności, najpierw ekscytację, że się uda na pewno, potem comiesięczny dół i myśl, że na pewno na mnie kiedyś przyjdzie pora. Potem ciąże koleżanek które odcisnęły na mnie najboleśniejsze piętno. Normalnie taki ból, że im się udaje za 1 razem był jak cios w same serce raz za razem. Przez to nabawiłam się nerwicy. Nikt sobie nie zdaje sprawy jaką walkę toczy kobieta która zajść w ciążę nie może. Najbardziej boli mnie jednak to jakie to życie potrafi być niesprawiedliwe i jak to Bóg niesprawiedliwie traktuje ludzi. Daje dzieci jakimś ćpunom którzy porzucają i mordują swoje dzieci, a tym którzy bardzo takie dziecko chcą ten dar odbiera. Ja jestem po prostu na NIEGO zła.

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 sierpnia, 19:34

11 sierpnia, 07:26

2 dc
Dzień u mnie pracujący, ale z tego względu, że dziś niedziela w pracy mam labę i 8h mogę siedzieć przed komputerem bezczynnie ;) Popijam sobie poranną kawkę, muzyka leci w tle, tak to można pracować. Rozmawiałam wczoraj z mężem o tym co dalej, powiem Wam ciężko się z nim rozmawia, ja nie potrafię słowa wydusić z siebie bo blokuje mnie płacz, no tak się powstrzymuje żeby jakoś z nim o tym normalnie pogadać. On nie widzi jak jest mi z tym ciężko bo on z tym problemu nie ma. Jak to facet, mu to w sumie obojętne czy to dziecko kiedyś będzie czy nie, w ogóle się nie spina. W sumie z jednej strony staram się przyjąć jego postawę bo tak jest ogólnie łatwiej żyć, ale tłumaczę mu, że nie można być takim egoistycznym, teraz jesteśmy młodzi, ale gdy będziemy starzy to ja nie chce pluć sobie w twarz, że od tak tą sprawę zostawiłam, a jak on już się przekona to niestety będzie za późno. Widzę, że on to robi bardziej pode mnie, te badania i wizyty u lekarza. Próbowałam z nim coś konkretnego ustalić i nie było łatwo, ale przystał na to, żeby iść do kliniki w tym cyklu zobaczyć z którego jajnika szykuje się owulacja, a za dwa miesiące podejść do pierwszej próby inseminacji. Myślę, że damy sobie 3 szanse. Jeśli to nie poskutkuje, ja jestem skłonna wydać te ciężko zarobione pieniądze na in vitro, on nie bardzo. Czemu? Bo nie ma gwarancji, że się uda, jest powiedzmy 50/50, a jeśli się nie uda to pieniądze zostaną wyrzucone w błoto. On potrzebuje poświadczenia, że się uda na 100%, a takiego mieć nie będziemy, niestety, nic nie ma w życiu na 100% prócz śmierci. Kurde moim zdaniem wiedząc, że teraz mamy szansę zajść w ciążę naturalnie około 2%, a z in vitro 50% to chyba warto bo szanse są o wiele większe. W ogóle jest tu jakaś dziewczyna która orientuje się jakie są całościowe koszty tej procedury powiedzmy w Warszawie?

Rozmawialiśmy też o adopcji. On do niczego nie jest przekonany, musi to przemyśleć. Ale myślę, że chyba bardziej byłby za adopcją niż za in vitro, nie wiem czemu. No cóż... póki co pewne jest, że podejdziemy do próby inseminacji, a potem zobaczymy. Jak Wy stracie się rozmawiać ze swoimi mężami i jakie przedstawiacie im argumenty za żeby ich przekonać? Wiem, wiem, że niektórych wcale przekonywać nie trzeba ;) . Mój mąż nawet dziecka chce, ale najlepiej naturalnie. Wszelkie ingerencje lekarzy go strasznie odpychają... :/ No cóż nie każdemu dane jest zajść w ciążę naturalnie i jestem zdania, że jak już żyjemy w takich czasach gdzie możemy czerpać korzyści z medycyny to trzeba to robić i starać się z ich pomocą, mnie to wcale nie odstrasza, latami o tym myślałam więc jestem gotowa to zrobić na 100%, a z mężem który o tym wcale nie myśli, muszę jakoś pogadać...

Byliśmy w listopadzie ubiegłego roku w klinice Bocian w Warszawie. Lekarz z tego względu, że nie miał jak byk napisane w wypisie ze szpitala tego czy jajowód lewy jest całkowicie nie drożny, a prawy całkowicie drożny zapewne uznał, że problemu nie ma. Dlatego też chciałam wykonać badanie HSG raz jeszcze żeby mieć wynik czarno na białym jak jest i cieszę się bardzo, że poszłam i to badanie wykonałam bo w sumie sama nie wiedziałam jak jest do końca. Lekarz zaproponował wdrożenie leczenia i przepisał leki żeby podrasować jajniki do produkcji większej ilości komórek jajowych i spróbować naturalnie, a potem dopiero inseminacji, ale recepty nie wykupiłam bo musiałabym tam jeździć x razy na monitoring więc odłożyliśmy to wszystko z czasie. Nasienie męża jest na szczęście jako tako dobre :) za badanie zapłaciliśmy nie wiem może ze 700 zł :D ale teraz mamy pod każdym kątem zbadane plemniki, chociaż to. Z tego względu, że do Warszawy mamy ponad 170km, kontynuować leczenie póki co będziemy w miejscowej klinice Ovum, tam też wykonują in vitro, chociaż nie jestem do końca przekonana czy tam bym chciała tą procedurę wykonywać czy raczej jednak w klinice Bocian...

Wiadomość wyedytowana przez autora 11 sierpnia, 08:14

12 sierpnia, 10:41

3 dc
Kolejny dzień pracy przede mną. Przydałoby mi się tak 2 lata urlopu macierzyńskiego 😉 no, ale póki co się nie zanosi na to. Dzwoniłam do kliniki OVUM i umówiłam nas wstępnie na 22 sierpnia na wizytę, ale muszę zamienić się zmianami z koleżanką i jeśli się na to zgodzi to wtedy do tej wizyty dojdzie :/ niestety mam pracę dwu-zmianową, lekarze na urlopach i tak niestety nie pasują mi lub mężowi proponowane godziny w klinice... .
Któraś z Was napisała w komentarzach, że samo przygotowanie do inseminacji, same badania to koszt ok. 2 tyś. Co było dla mnie szokiem bo myślałam, że sama cytologia i badanie nasienia wystarczą 😂🤦‍♀️ . Tym bardziej potrzebna nam jest ta wizyta żeby widzieć na co się szykować we wrześniu. Mam nadzieję, że lekarz do którego pierwszy raz idziemy nie powie słów żeby się jeszcze kilka cykli postarać naturalnie bo mój mąż od razu będzie chciał odłożyć w czasie inseminacje, a ja czekać już nie chce. W głębi serca mam nadzieję, że powie, dobrze, że przyszliście bo nie ma co dłużej zwlekać, co utwierdzi w przekonaniu mojego męża, że to już najwyższa pora. Ehh... za dwa dni mam usg piersi, prawa pierś boli mnie przy dotyku już drugi miesiąc, ale nie wyczuwam w tym miejscu żadnego guzka, żadnej niepokojące zmiany w wyglądzie piersi, ale nie wiem co się dzieje :/ boję się co wyjdzie, ale dalej zwlekać z tym nie będę. Zawsze coś, normalnie nie może być normalnie.

12 sierpnia, 17:12

Porada
Dziewczyny znalazłam na stronie kliniki Bocian wytyczne badań które trzeba wykonać przed zabiegiem inseminacji :

Badania u kobiet:
Na wizycie kwalifikacyjnej do inseminacji pacjentka ma wykonywane badanie ginekologiczne oraz USG transwaginalne, za pomocą których lekarz ocenia budowę i stan narządu rodnego. Dzięki tym badaniom możliwe jest również wykrycie nieprawidłowości lub schorzeń tj. mięśniaki, torbiele, endometrioza. Dodatkowo sprawdzany jest poziom wybranych hormonów, w zależności od wskazań lekarza mogą to być: LH (hormon luteinizujący), FSH (hormon folikulotropowy), PRL (prolaktyna), T (testosteron), E (estradiol), fT3, fT4, TSH (hormony tarczycy) oraz AMH (hormon antymüllerowski).

Kobieta zanim podejdzie do procedury inseminacji musi również posiadać wyniki badań wymaganych ustawowo:

- HIV,
- HBc,
- HCV,
- HBsAg,
- VDRL (kiła),
-Chlamydia trachomatis wykonywana metodą PCR,
- różyczka,
- toksoplazmoza,
- stopień czystości pochwy,
- cytologia,
- grupa krwi.

Mężczyzna przed zabiegiem inseminacji musi również wykonać badania wymagane ustawowo:

-HIV,
- HBc,
- HCV,
-HBsAg,
- VDRL (kiła)
- Chlamydię trachomatis wykonywanemetodą PCR
- znaczenie grupy krwi
- badanie nasienia.
Czy jeszcze jakieś badania miałyście robione na które mamy my się szykować czy to raczej tylko te?

14 sierpnia, 11:25

5 dc
Byłam dziś pierwszy raz badać piersi. Bałam się bo od około 2 miesięcy bolało mnie w okolicach prawej pachy... mimo, że nie wyczuwałam guzka to wybrałam się na usg. Na szczęście Pani doktor nie zauważyła żadnych niepokojących zmian w piersiach. Zaleciła samobadanie piersi co miesiąc i usg za 12 miesięcy, wcześniej jeśli zauważyłabym coś niepokojącego. Kobiety badajmy cycki! :)
Powiem Wam ja mam jakiegoś schiza na punkcie nowotworów i zdaje sobie z tego sprawę, że mogę cierpieć na tzw. kancerofobię w lekkiej postaci. Myślę, że winna jest temu moja nerwica lękowa ;) Dodatkowo ten lęk potęgują media, oczywiście dobrze, że nagłaśniają żeby się badać bo statystyki są jakie są i na nowotwory zapada coraz więcej ludzi więc ja przebadałam się już w tym roku na wszystko :D xD na pewno nie mam raka piersi, raka gardła, raka w głowie itp, itd ... :D wariatka ze mnie, ale cały czas powtarzam, że wolę się przebadać wzdłuż i wszerz niż żeby się potem okazało, że pozostaje mi opieka paliatywna bo za późno wykryte. Koniec końców na razie mam spokój do następnego podejrzanego objawu :D

Pamiętajcie lepiej się przebadać niż się nie przebadać ;)

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 sierpnia, 11:27

14 sierpnia, 18:47

Cofnijmy się w czasie do czerwca roku 2015 jak to tknęło mnie na dziecko. Impulsem do tego była wieść o ciąży mojej już teraz szwagierki. Pomyślałam i tak będziemy razem z moim mężem więc po co się zabezpieczać w sumie nie potrzebna była nam antykoncepcja już wcześniej i już przed tą ekstra myślą jej nie stosowaliśmy, pomyślałam pomierzę temperaturę, seks w dni płodne, moment i ja będę w ciąży. W głowie myśl, że w sumie fajny pomysł, będziemy mieć obie dzieci w podobnym wieku. Dobre sobie. No minął już 5 rok od tej magicznej chwili w której myślałam, że się uda w max. 3 cyklu, a szwagierka już zdążyła drugie dziecko urodzić do tego czasu. O dziwo zachodząc w ciążę w 1 cyklu. Ja pie*dole... żadna ciąża mnie tak nie zabolała jak jej. Czasem sobie myślę, że mój mąż mógłby się z nią ożenić to chociaż miałby już dziecko...
Oni są tacy Bogobojni, religijna rodzina, wzorowa wręcz, dzieci to dar od Boga, a kiedyś przy obiedzie jak mi powiedzieli, że życie bez dzieci nie ma sensu to myślałam, że strzelę ich w łeb. Do tej pory dźwięczą mi te słowa w głowie, no bo jak można być 'rodziną' bez dzieci. Nie przepadałam dobre 3 lata nad wyjazdami do nich bo mnie każda wizyta bolała tak jakbym miała zaraz zawału serca dostać, te dzieci są obrazem mojej klęski jako kobiety. Z jednej strony zły okres sobie na starania wybrałam, wraz z narodzeniem pierwszego dziecka gdy to już kilka miesięcy nam nie wychodziło on najbardziej pokazuje ile to lat nam nie wychodzi, z drugiej strony wiem, że tyle lat nam się nie udawało więc gdybyśmy przez kolejne 4-5 lat się starali naturalnie to i tak by nic nie pykło. Teraz już jest lepiej, wizyty u nich stały się dla mnie nawet obojętne, po prostu co miałam przeboleć to przebolałam, pogodzona po części z porażką. Może dlatego, że mam jeszcze 3 koła ratunkowe, cóż na naturę nie ma co liczyć w naszym przypadku, ale jest jeszcze inseminacja, jest in vitro i adopcja. No jakieś szanse na dziecko mamy i ta myśl mi pomaga bo wiem, że mamy jeszcze realne szanse. Boże jak to dobrze, że nie żyjemy w średniowieczu :D

Boli mnie lewy jajnik więc w tym miesiącu strać się nie trzeba bo i tak nic się z tego nie urodzi, lewy jajowód się obraził i się zatkał na amen, ale to z jednej strony dobrze bo w przyszłym cyklu zapewne owulacja będzie z prawego jajnika i można będzie podejść do inseminacji :D najgorsze, że cykle w których mam owulację z lewego jajnika wyglądają po prostu super, temperatura jednostajna, książkowo wzrasta, ale co zrobić jak jajowód niedrożny, za to po owulacji z prawego drożnego, temperatura skacze jak durna, brzydkie wykresy, nie podobają mi się, dodatkowo jajowód jest tak poskręcany, że ten jeden plemnik pewnie umiera przed metą z przemęczenia ;)

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 sierpnia, 19:49

16 sierpnia, 16:41

7 dc
Dzień pracujący. Wczoraj zaliczyłam wylegiwanie się na kanapie i miły, długi spacer z mężem. Mąż kupił mi dziś książkę Małgorzaty Rozenek "In vitro - Rozmowy intymne" i już nie mogę się doczekać jak zacznę ją czytać, na pewno poszerzy moją wiedzę na temat leczenia niepłodności :)
Będę teraz wredną małpą. Kto czytał mojego poprzedniego posta ten będzie wiedział o co kaman. Wyobraźcie sobie wchodzę dziś na instagrama w którym śledzę profil mojej szwagierki. To profil poświęcony katolickiej rodzinie, ruchu światła itp., prawie codziennie dodaje jakiegoś posta w którym zachwala sobie ich kochający dom. Dziś było zdjęcie z serii " Dziękuję Ci Boże za nasze dzieci", kurde niby nic, a trafia. Trafia mnie szlag, że się z tym tak obnosi, trafia mnie szlag, że Bóg im tak błogosławi i pewnie będą mieć piętnaścioro dzieci, a nas to ominie. Czuję się pominięta, jak nie jedna z nas tutaj.
Po co ja w ogóle ją obserwuję? Teraz myślę sobie, że jakby się dowiedzieli o tym, że się leczymy spaliliby nas na stosie :D I zastanawia mnie też jakby zareagowali na wieść, że na przykład przystąpimy do in vitro, przecież to mordowanie dzieci bla,bla,bla... I cieszę się, że wpadła mi w ręce ta książka bo będę miała więcej argumentów po jej przeczytaniu do przedstawienia w razie tego jakże złego tematu,a na pewno taki się wywiąże bo mam plan dodać post z tą książką w ręku :D
Dużo we mnie goryczy i tutaj mogę ją wylać. Wiecie czemu mnie to tak boli? Bo i ja się modliłam. Prosiłam Boga niejednokrotnie, nowenny, modlitwy i nic. Normalnie nic, dlatego boli mnie to, że obnoszą się z tym jak to im Bóg na każdym kroku błogosławi, jak każda sfera ich życia jest wspierana przez Boga i jak im się w życiu dobrze wiedzie na każdej płaszczyźnie. Noż kurza twarz! Czas przełknąć tą gorycz i zaufać lekarzom może oni pomogą spełnić nasze marzenie <3 Bóg jest widocznie głuchy na moje modlitwy... uznał zapewne, że po co Wam dziecko, zamiast Wam dam je, małoletniej dziewczynie która w 5 miesiącu uzna, że dziecka nie chce i pójdzie do 'zaufanego' doktorka który pomoże jej pozbyć się problemu. Nie widzę i nigdy nie widziałam w tym sprawiedliwości. Takie osoby powinny mieć niedrożne jajowody, słabą morfologię plemników właśnie by to im się nie udało bo przecież rzekomo Bóg wie wszystko z wyprzedzeniem. To jednak temat rzeka... i nie widzę sensu się nad tym rozwodzić. Cieszę się tylko z tego, że mamy możliwości by to skutecznie leczyć. Taka ze mnie niepraktykująca katoliczka. Amen.

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 sierpnia, 17:15

Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)