Pamiętniki Inseminacja, in vitro czy adopcja?
Dodaj do ulubionych
1 2
WSTĘP
Inseminacja, in vitro czy adopcja?
O mnie: Mam na imię Asia. We wrześniu skończyłam 28 lat. W czerwcu wyszłam za mąż. Jestem aktywna zawodowo. Od maja mamy pod dachem małą suczkę agresorkę, którą kocham nad życie i która w jakiś sposób pomaga mi to wszystko znieść.
Czas starania się o dziecko: Tak naprawdę od 5 lat. Nie zabezpieczamy się wcale, X owulacji które mogły skończyć się ciążą. Póki co ani razu test nie pokazał II kresek.
Moja historia: Od zawsze czułam, że będzie ciężko i że zapewne dziecka mieć nie będziemy. Normalnie to przeczucie towarzyszy mi od lat, ale... mimo wszystko staram się jak mogę żeby tak się nie stało. Po drodze, były badania, wykryto lekką niedoczynność tarczycy, którą skutecznie leczę już drugi rok, kilka lat błędnie lekarze podejrzewali PCO, okazało się jednak, że tego schorzenia nie mam... ale za to wyszły przeciwciała przeciw plemnikom, ale niby tak małe, że nie powinny mieć wpływu na zajście w ciążę.Była wizyta w klinice Bocian, badania nasienia które wyszły OK, były też u mnie dwa badania HSG, jedno 3 lata temu w szpitalu podczas wykonywania laparoskopii usunięcia torbiela okołojajowodowego z prawego jajowodu, oraz w lipcu tego roku SonoHSG które stwierdziło, że jajowód lewy jest całkowicie niedrożny, a prawy jest drożny, ten prawy z którego miałam usuwaną torbiel. W październiku '19r. W szpitalu wykonałam zabieg laparoskopii w którym udrożnili mi jajowody oraz usunęli zrosty endometriozy I stopnia o której nie miałam pojęcia. Być może przystąpimy do inseminacji chociaż już któryś lekarz mówi nam, że to pic na wodę fotomontaż, dlatego jakoś nam się nie spieszy, a o in vitro mąż nie chce słyszeć, jest na NIE bo to nie daje 100% gwarancji, że w tą ciążę zajdę, a to kosztuje.
Moje emocje: Długo byłam z tym wszystkim pogodzona. Już nawet zaczęłam myśleć, że w sumie nie mieć dzieci to też fajna sprawa, ile odchodzi wydatków, ile odchodzi nerwów i trosk. Można robić co się chce i kiedy się chce, nikt Cię w nocy nie budzi krzykiem, ale... cały czas chcę zostać mamą. Nic na to nie poradzę. Większość kobiet jednak czeka na ten dzień z niecierpliwością. Chcę kiedyś usłyszeć słowo "mama" i mam nadzieję, że będzie nam dane mieć chociaż 1 dziecko.

10 sierpnia, 10:48

1 dc, cyklu może 120...
Nawet nie zdajecie sobie sprawy jakie miałam nadzieje do godziny 9 rano, gdy to niewinnie pojawiło się plamienie i już widziałam, że to okres... Był to cykl z SonoHSG, miałam tuż przed owulacją robione to badanie, lekarz stwierdził jeden jajowód drożny i właśnie z tego jajnika miała być owulacja. Oczywiście starania były w te dni, testy owulacyjne pięknie wyszły i wstrzeliliśmy się w owulację. Po owulacji też super, normalnie objawy ciąży miałam i mam do teraz mimo, że już jest po wszystkim. Piersi mnie bolą do tej pory, a zawsze przestawały mnie boleć dzień przed okresem lub w dniu okresu, a teraz bolą mnie dwa razy mocniej... Dodatkowo senność... jak nigdy spałam przez 3 dni w dzień, no ciąża jak nic! Szczególnie, że lekarz mówił, że po Hsg mamy większe szanse na zajście w ciążę naturalnie. Obudziła się więc na nowo we mnie nadzieja, że może się udać, ale nie... mój organizm postanowił zrobić sobie ze mnie jaja. Boleśnie dziś to odczuwam. Już dawno nie miałam takiego dołka jak dziś. Lekarz mówił jak dobrze pamiętam, że możemy spróbować inseminacji i pewnie nad tym trzeba pomyśleć. Pójdę do ginekologa po miesiączce zobaczyć czy teraz będzie owulacja z lewego, zaplanować dalsze działania i za 2 miesiące jak będzie owulacja z prawego jajnika to może podejdziemy do inseminacji. Nie będziemy czekać w nieskończoność. Wiadomo, że naturalnie się nie uda. Prędzej wejdę w okres menopauzy niż zajdę w ciążę naturalnie. Nie wiem czemu, ale ciąża to dla mnie jakaś abstrakcja. Ja nie wiem jak to jest możliwe, żeby zajść w ciążę od tak z przypadku. Normalnie uprawiając seks dwa tygodnie przed owulacją i bach ciąża ;), tak śmiechem żartem bo już nie wiem czy się śmiać czy płakać. Czasem się zastanawiam skąd we mnie tyle siły, że jeszcze aż tak nie ześwirowałam i mimo, że mam już przez to nerwicę to jakoś daje radę . Myślę, że dużym załagodzeniem całej tej ciężkiej sytuacji tej niepłodności, pomaga mi myśl, że przecież na braku dziecka świat się nie kończy, że bez dziecka nawet chwilami jest łatwiej, nie ma tylu wydatków, tylu zmartwień, no jakoś trzeba się z tym pogodzić przecież i nie zamykać się na wszystko bo nie ma się dziecka. Przerabiałam już dużo faz niepłodności, najpierw ekscytację, że się uda na pewno, potem comiesięczny dół i myśl, że na pewno na mnie kiedyś przyjdzie pora. Potem ciąże koleżanek które odcisnęły na mnie najboleśniejsze piętno. Normalnie taki ból, że im się udaje za 1 razem był jak cios w same serce raz za razem. Przez to nabawiłam się nerwicy. Nikt sobie nie zdaje sprawy jaką walkę toczy kobieta która zajść w ciążę nie może. Najbardziej boli mnie jednak to jakie to życie potrafi być niesprawiedliwe i jak to Bóg niesprawiedliwie traktuje ludzi. Daje dzieci jakimś ćpunom którzy porzucają i mordują swoje dzieci, a tym którzy bardzo takie dziecko chcą ten dar odbiera. Ja jestem po prostu na NIEGO zła.

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 sierpnia, 19:34

11 sierpnia, 07:26

2 dc
Dzień u mnie pracujący, ale z tego względu, że dziś niedziela w pracy mam labę i 8h mogę siedzieć przed komputerem bezczynnie ;) Popijam sobie poranną kawkę, muzyka leci w tle, tak to można pracować. Rozmawiałam wczoraj z mężem o tym co dalej, powiem Wam ciężko się z nim rozmawia, ja nie potrafię słowa wydusić z siebie bo blokuje mnie płacz, no tak się powstrzymuje żeby jakoś z nim o tym normalnie pogadać. On nie widzi jak jest mi z tym ciężko bo on z tym problemu nie ma. Jak to facet, mu to w sumie obojętne czy to dziecko kiedyś będzie czy nie, w ogóle się nie spina. W sumie z jednej strony staram się przyjąć jego postawę bo tak jest ogólnie łatwiej żyć, ale tłumaczę mu, że nie można być takim egoistycznym, teraz jesteśmy młodzi, ale gdy będziemy starzy to ja nie chce pluć sobie w twarz, że od tak tą sprawę zostawiłam, a jak on już się przekona to niestety będzie za późno. Widzę, że on to robi bardziej pode mnie, te badania i wizyty u lekarza. Próbowałam z nim coś konkretnego ustalić i nie było łatwo, ale przystał na to, żeby iść do kliniki w tym cyklu zobaczyć z którego jajnika szykuje się owulacja, a za dwa miesiące podejść do pierwszej próby inseminacji. Myślę, że damy sobie 3 szanse. Jeśli to nie poskutkuje, ja jestem skłonna wydać te ciężko zarobione pieniądze na in vitro, on nie bardzo. Czemu? Bo nie ma gwarancji, że się uda, jest powiedzmy 50/50, a jeśli się nie uda to pieniądze zostaną wyrzucone w błoto. On potrzebuje poświadczenia, że się uda na 100%, a takiego mieć nie będziemy, niestety, nic nie ma w życiu na 100% prócz śmierci. Kurde moim zdaniem wiedząc, że teraz mamy szansę zajść w ciążę naturalnie około 2%, a z in vitro 50% to chyba warto bo szanse są o wiele większe. W ogóle jest tu jakaś dziewczyna która orientuje się jakie są całościowe koszty tej procedury powiedzmy w Warszawie?

Rozmawialiśmy też o adopcji. On do niczego nie jest przekonany, musi to przemyśleć. Ale myślę, że chyba bardziej byłby za adopcją niż za in vitro, nie wiem czemu. No cóż... póki co pewne jest, że podejdziemy do próby inseminacji, a potem zobaczymy. Jak Wy stracie się rozmawiać ze swoimi mężami i jakie przedstawiacie im argumenty za żeby ich przekonać? Wiem, wiem, że niektórych wcale przekonywać nie trzeba ;) . Mój mąż nawet dziecka chce, ale najlepiej naturalnie. Wszelkie ingerencje lekarzy go strasznie odpychają... :/ No cóż nie każdemu dane jest zajść w ciążę naturalnie i jestem zdania, że jak już żyjemy w takich czasach gdzie możemy czerpać korzyści z medycyny to trzeba to robić i starać się z ich pomocą, mnie to wcale nie odstrasza, latami o tym myślałam więc jestem gotowa to zrobić na 100%, a z mężem który o tym wcale nie myśli, muszę jakoś pogadać...

Byliśmy w listopadzie ubiegłego roku w klinice Bocian w Warszawie. Lekarz z tego względu, że nie miał jak byk napisane w wypisie ze szpitala tego czy jajowód lewy jest całkowicie nie drożny, a prawy całkowicie drożny zapewne uznał, że problemu nie ma. Dlatego też chciałam wykonać badanie HSG raz jeszcze żeby mieć wynik czarno na białym jak jest i cieszę się bardzo, że poszłam i to badanie wykonałam bo w sumie sama nie wiedziałam jak jest do końca. Lekarz zaproponował wdrożenie leczenia i przepisał leki żeby podrasować jajniki do produkcji większej ilości komórek jajowych i spróbować naturalnie, a potem dopiero inseminacji, ale recepty nie wykupiłam bo musiałabym tam jeździć x razy na monitoring więc odłożyliśmy to wszystko z czasie. Nasienie męża jest na szczęście jako tako dobre :) za badanie zapłaciliśmy nie wiem może ze 700 zł :D ale teraz mamy pod każdym kątem zbadane plemniki, chociaż to. Z tego względu, że do Warszawy mamy ponad 170km, kontynuować leczenie póki co będziemy w miejscowej klinice Ovum, tam też wykonują in vitro, chociaż nie jestem do końca przekonana czy tam bym chciała tą procedurę wykonywać czy raczej jednak w klinice Bocian...

Wiadomość wyedytowana przez autora 11 sierpnia, 08:14

12 sierpnia, 10:41

3 dc
Kolejny dzień pracy przede mną. Przydałoby mi się tak 2 lata urlopu macierzyńskiego 😉 no, ale póki co się nie zanosi na to. Dzwoniłam do kliniki OVUM i umówiłam nas wstępnie na 22 sierpnia na wizytę, ale muszę zamienić się zmianami z koleżanką i jeśli się na to zgodzi to wtedy do tej wizyty dojdzie :/ niestety mam pracę dwu-zmianową, lekarze na urlopach i tak niestety nie pasują mi lub mężowi proponowane godziny w klinice... .
Któraś z Was napisała w komentarzach, że samo przygotowanie do inseminacji, same badania to koszt ok. 2 tyś. Co było dla mnie szokiem bo myślałam, że sama cytologia i badanie nasienia wystarczą 😂🤦‍♀️ . Tym bardziej potrzebna nam jest ta wizyta żeby widzieć na co się szykować we wrześniu. Mam nadzieję, że lekarz do którego pierwszy raz idziemy nie powie słów żeby się jeszcze kilka cykli postarać naturalnie bo mój mąż od razu będzie chciał odłożyć w czasie inseminacje, a ja czekać już nie chce. W głębi serca mam nadzieję, że powie, dobrze, że przyszliście bo nie ma co dłużej zwlekać, co utwierdzi w przekonaniu mojego męża, że to już najwyższa pora. Ehh... za dwa dni mam usg piersi, prawa pierś boli mnie przy dotyku już drugi miesiąc, ale nie wyczuwam w tym miejscu żadnego guzka, żadnej niepokojące zmiany w wyglądzie piersi, ale nie wiem co się dzieje :/ boję się co wyjdzie, ale dalej zwlekać z tym nie będę. Zawsze coś, normalnie nie może być normalnie.

12 sierpnia, 17:12

Porada
Dziewczyny znalazłam na stronie kliniki Bocian wytyczne badań które trzeba wykonać przed zabiegiem inseminacji :

Badania u kobiet:
Na wizycie kwalifikacyjnej do inseminacji pacjentka ma wykonywane badanie ginekologiczne oraz USG transwaginalne, za pomocą których lekarz ocenia budowę i stan narządu rodnego. Dzięki tym badaniom możliwe jest również wykrycie nieprawidłowości lub schorzeń tj. mięśniaki, torbiele, endometrioza. Dodatkowo sprawdzany jest poziom wybranych hormonów, w zależności od wskazań lekarza mogą to być: LH (hormon luteinizujący), FSH (hormon folikulotropowy), PRL (prolaktyna), T (testosteron), E (estradiol), fT3, fT4, TSH (hormony tarczycy) oraz AMH (hormon antymüllerowski).

Kobieta zanim podejdzie do procedury inseminacji musi również posiadać wyniki badań wymaganych ustawowo:

- HIV,
- HBc,
- HCV,
- HBsAg,
- VDRL (kiła),
-Chlamydia trachomatis wykonywana metodą PCR,
- różyczka,
- toksoplazmoza,
- stopień czystości pochwy,
- cytologia,
- grupa krwi.

Mężczyzna przed zabiegiem inseminacji musi również wykonać badania wymagane ustawowo:

-HIV,
- HBc,
- HCV,
-HBsAg,
- VDRL (kiła)
- Chlamydię trachomatis wykonywanemetodą PCR
- znaczenie grupy krwi
- badanie nasienia.
Czy jeszcze jakieś badania miałyście robione na które mamy my się szykować czy to raczej tylko te?

14 sierpnia, 11:25

5 dc
Byłam dziś pierwszy raz badać piersi. Bałam się bo od około 2 miesięcy bolało mnie w okolicach prawej pachy... mimo, że nie wyczuwałam guzka to wybrałam się na usg. Na szczęście Pani doktor nie zauważyła żadnych niepokojących zmian w piersiach. Zaleciła samobadanie piersi co miesiąc i usg za 12 miesięcy, wcześniej jeśli zauważyłabym coś niepokojącego. Kobiety badajmy cycki! :)
Powiem Wam ja mam jakiegoś schiza na punkcie nowotworów i zdaje sobie z tego sprawę, że mogę cierpieć na tzw. kancerofobię w lekkiej postaci. Myślę, że winna jest temu moja nerwica lękowa ;) Dodatkowo ten lęk potęgują media, oczywiście dobrze, że nagłaśniają żeby się badać bo statystyki są jakie są i na nowotwory zapada coraz więcej ludzi więc ja przebadałam się już w tym roku na wszystko :D xD na pewno nie mam raka piersi, raka gardła, raka w głowie itp, itd ... :D wariatka ze mnie, ale cały czas powtarzam, że wolę się przebadać wzdłuż i wszerz niż żeby się potem okazało, że pozostaje mi opieka paliatywna bo za późno wykryte. Koniec końców na razie mam spokój do następnego podejrzanego objawu :D

Pamiętajcie lepiej się przebadać niż się nie przebadać ;)

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 sierpnia, 11:27

14 sierpnia, 18:47

Cofnijmy się w czasie do czerwca roku 2015 jak to tknęło mnie na dziecko. Impulsem do tego była wieść o ciąży mojej już teraz szwagierki. Pomyślałam i tak będziemy razem z moim mężem więc po co się zabezpieczać w sumie nie potrzebna była nam antykoncepcja już wcześniej i już przed tą ekstra myślą jej nie stosowaliśmy, pomyślałam pomierzę temperaturę, seks w dni płodne, moment i ja będę w ciąży. W głowie myśl, że w sumie fajny pomysł, będziemy mieć obie dzieci w podobnym wieku. Dobre sobie. No minął już 5 rok od tej magicznej chwili w której myślałam, że się uda w max. 3 cyklu, a szwagierka już zdążyła drugie dziecko urodzić do tego czasu. O dziwo zachodząc w ciążę w 1 cyklu. Ja pie*dole... żadna ciąża mnie tak nie zabolała jak jej. Czasem sobie myślę, że mój mąż mógłby się z nią ożenić to chociaż miałby już dziecko...
Oni są tacy Bogobojni, religijna rodzina, wzorowa wręcz, dzieci to dar od Boga, a kiedyś przy obiedzie jak mi powiedzieli, że życie bez dzieci nie ma sensu to myślałam, że strzelę ich w łeb. Do tej pory dźwięczą mi te słowa w głowie, no bo jak można być 'rodziną' bez dzieci. Nie przepadałam dobre 3 lata nad wyjazdami do nich bo mnie każda wizyta bolała tak jakbym miała zaraz zawału serca dostać, te dzieci są obrazem mojej klęski jako kobiety. Z jednej strony zły okres sobie na starania wybrałam, wraz z narodzeniem pierwszego dziecka gdy to już kilka miesięcy nam nie wychodziło on najbardziej pokazuje ile to lat nam nie wychodzi, z drugiej strony wiem, że tyle lat nam się nie udawało więc gdybyśmy przez kolejne 4-5 lat się starali naturalnie to i tak by nic nie pykło. Teraz już jest lepiej, wizyty u nich stały się dla mnie nawet obojętne, po prostu co miałam przeboleć to przebolałam, pogodzona po części z porażką. Może dlatego, że mam jeszcze 3 koła ratunkowe, cóż na naturę nie ma co liczyć w naszym przypadku, ale jest jeszcze inseminacja, jest in vitro i adopcja. No jakieś szanse na dziecko mamy i ta myśl mi pomaga bo wiem, że mamy jeszcze realne szanse. Boże jak to dobrze, że nie żyjemy w średniowieczu :D

Boli mnie lewy jajnik więc w tym miesiącu strać się nie trzeba bo i tak nic się z tego nie urodzi, lewy jajowód się obraził i się zatkał na amen, ale to z jednej strony dobrze bo w przyszłym cyklu zapewne owulacja będzie z prawego jajnika i można będzie podejść do inseminacji :D najgorsze, że cykle w których mam owulację z lewego jajnika wyglądają po prostu super, temperatura jednostajna, książkowo wzrasta, ale co zrobić jak jajowód niedrożny, za to po owulacji z prawego drożnego, temperatura skacze jak durna, brzydkie wykresy, nie podobają mi się, dodatkowo jajowód jest tak poskręcany, że ten jeden plemnik pewnie umiera przed metą z przemęczenia ;)

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 sierpnia, 19:49

16 sierpnia, 16:41

7 dc
Dzień pracujący. Wczoraj zaliczyłam wylegiwanie się na kanapie i miły, długi spacer z mężem. Mąż kupił mi dziś książkę Małgorzaty Rozenek "In vitro - Rozmowy intymne" i już nie mogę się doczekać jak zacznę ją czytać, na pewno poszerzy moją wiedzę na temat leczenia niepłodności :)
Będę teraz wredną małpą. Kto czytał mojego poprzedniego posta ten będzie wiedział o co kaman. Wyobraźcie sobie wchodzę dziś na instagrama w którym śledzę profil mojej szwagierki. To profil poświęcony katolickiej rodzinie, ruchu światła itp., prawie codziennie dodaje jakiegoś posta w którym zachwala sobie ich kochający dom. Dziś było zdjęcie z serii " Dziękuję Ci Boże za nasze dzieci", kurde niby nic, a trafia. Trafia mnie szlag, że się z tym tak obnosi, trafia mnie szlag, że Bóg im tak błogosławi i pewnie będą mieć piętnaścioro dzieci, a nas to ominie. Czuję się pominięta, jak nie jedna z nas tutaj.
Po co ja w ogóle ją obserwuję? Teraz myślę sobie, że jakby się dowiedzieli o tym, że się leczymy spaliliby nas na stosie :D I zastanawia mnie też jakby zareagowali na wieść, że na przykład przystąpimy do in vitro, przecież to mordowanie dzieci bla,bla,bla... I cieszę się, że wpadła mi w ręce ta książka bo będę miała więcej argumentów po jej przeczytaniu do przedstawienia w razie tego jakże złego tematu,a na pewno taki się wywiąże bo mam plan dodać post z tą książką w ręku :D
Dużo we mnie goryczy i tutaj mogę ją wylać. Wiecie czemu mnie to tak boli? Bo i ja się modliłam. Prosiłam Boga niejednokrotnie, nowenny, modlitwy i nic. Normalnie nic, dlatego boli mnie to, że obnoszą się z tym jak to im Bóg na każdym kroku błogosławi, jak każda sfera ich życia jest wspierana przez Boga i jak im się w życiu dobrze wiedzie na każdej płaszczyźnie. Noż kurza twarz! Czas przełknąć tą gorycz i zaufać lekarzom może oni pomogą spełnić nasze marzenie <3 Bóg jest widocznie głuchy na moje modlitwy... uznał zapewne, że po co Wam dziecko, zamiast Wam dam je, małoletniej dziewczynie która w 5 miesiącu uzna, że dziecka nie chce i pójdzie do 'zaufanego' doktorka który pomoże jej pozbyć się problemu. Nie widzę i nigdy nie widziałam w tym sprawiedliwości. Takie osoby powinny mieć niedrożne jajowody, słabą morfologię plemników właśnie by to im się nie udało bo przecież rzekomo Bóg wie wszystko z wyprzedzeniem. To jednak temat rzeka... i nie widzę sensu się nad tym rozwodzić. Cieszę się tylko z tego, że mamy możliwości by to skutecznie leczyć. Taka ze mnie niepraktykująca katoliczka. Amen.

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 sierpnia, 17:15

18 sierpnia, 09:04

9 dc
Głowa mi dziś pęka. Z chęcią położyłabym się spać, a tu trzeba w pracy siedzieć. Pracuję w Sanatorium i niestety niczym służba zdrowia muszę niezależnie czy niedziela, czy Boże Narodzenie, do pracy przyjść, a niby to tylko praca przed komputerem... . Na szczęście od jutra dwa dni wolnego i wyjazd do rodzinnego domu <3
Jestem już w połowie czytania książki o in vitro - "In vitro-rozmowy intymne" Małgorzaty Rozenek-Majdan. Książka bardzo wciągająca, rzetelnie napisana, jest po prostu super :) pewnie będę ją czytać kilka razy :D Polecam każdemu, nawet tym którzy tak jak my jeszcze nie mają w zamyśle skorzystania z metody in vitro, oczywiście czas pokaże, póki co czeka nas inseminacja. Za 5 dni czeka nas wizyta u lekarza w klinice i szczerze nie mogę się jej doczekać bo to krok milowy dla nas, oczywiście chodziliśmy już po lekarzach, była klinika, ale to bardziej wizyty orientacyjne co i jak, a teraz już się robi poważnie, przygotowania do inseminacji się zaczną ;) mam nadzieję, że w przyszłym cyklu inseminacja się uda. Szczerze czytając różne artykuły wolałabym żeby cykl był wspomagany lekami, żeby nie było sytuacji, że wytworzy się torbiel i do owulacji nie dojdzie, co w moim przypadku jest realne. Nie chce zbytnio się nastawiać i na to wszystko nakręcać, bo różnie to może w życiu być. Najbardziej boję się, jak zacznie się latanie po lekarzach, monitoring cyklu, badania itp., to może być w pracy z wolnym ciężko :/ . Wolę o tym nie myśleć :D Ten cykl jest na luzie, temperatur nie będę pewnie mierzyć, zaznaczam je od pały żeby móc udostępnić cykl jak się skończy i mieć jakieś punkty na ovu, niby 100 punktów i dodatkowy miesiąc w gratisie. Czasem tylko mierzę, ale znam już swoje cykle na wylot i nie potrzebne mi mierzenie temperatur żeby wiedzieć co i jak, mogłabym celnie wyznaczyć wszystko mierząc jedną temperaturę tygodniowo, a jak dowiedziałam się o jednym jajowodzie niedrożnym to nie widzę tym bardziej sensu mierzenia temp. w cyklu owulacyjnym z tego jajnika, a takowy będzie zapewne w tym cyklu, mam przynajmniej taką nadzieję ufając, że zazwyczaj owulacje są naprzemiennie. Po prostu czekam aż ten cykl już się wreszcie skończy by zacząć działać z inseminacją.

22 sierpnia, 21:37

13 dc

Kilka dni byłam w rodzinnym domu, odpoczęłam od męża, nabrałam sił 😂 ❤ Boże co mnie podkusiło... mieliśmy dziś umówioną wizytę w klinice Ovum, ale ja mądra głowa, pomyślałam, kurde otworzyli bliżej nas klinikę leczenia niepłodności w której wykonują inseminacje i in vitro to tam pójdziemy, no i poszliśmy... lekarz wku***ł mnie jak nie wiem co. Zapytał ile się staramy, rzuciłam, że 6 lat, bo tak naprawdę nie zabezpieczamy się od zawsze, uznał, że faktycznie powinna być ciąża do tego czasu, mówię mu, że miałam wykonywaną dwa razy drożność jajowodów, kilka lat temu w szpitalu i w zeszłym miesiącu w klinice, a ten do mnie, wie Pani ja tam nie ufam -temu i temu szpitalowi, proponuję Pani raz jeszcze sprawdzić w szpitalu drożność jajowodów i spróbować je od razu udrożnić, a na moje obawy związane z uszkodzeniem jajowody po jego ew. Udrożnieniu i ryzyko ciąży pozamacicznej, uznał, że teraz właśnie jest takie ryzyko, a po jego udrożnieniu nic podobnego się nie przytrafi. Na prośbę inseminacji zaczął tłumaczyć jakieś brednie o jej nieskutecznosci, że szanse są takie same jak podczas normalnego łóżkowego stosunku i że odradza inseminację. Jeśli chodzi o dalsze diagnozowanie, to tak po raz 3 zaleca HSG bo przecież on sam musi zobaczyć czy faktycznie jajowód lewy jest nie drożny i próbowanie naturalnie, mimo, że w tym cyklu mam owulacje z niedrożnego jajowodu kazał uprawiać seks bo istnieje ryzyko przechwycenia komórki jajowej do drugiego jajowodu tego drożnego i a nóż w ciążę zajdę. W wyniki męża nawet nie chciał patrzeć. I tak oto 200 zł poszło jak psu w D. Idiota. Pojdę po prostu z mężem do tej kliniki co miałam iść i jeśli kolejny doktor wyrazi swą opinię, że tak powinnam po raz 3 wykonać te HSG no to pójdę, skierowanie mam, ale mój mąż oczywiście zadowolony z wizyty bo w sumie sprawdziły się jego wcześniejsze przemyślenia, po prostu próbować dalej NATURALNIE. 😪 Już nie wiem co o tym myśleć, aż mi się odechciewa tego wszystkiego.

Wiadomość wyedytowana przez autora 22 sierpnia, 21:40

23 sierpnia, 16:11

14 dc
Cycki mnie bolą, wg. wczorajszej wizyty u lekarza owulacja ma być w weekend, dziwne bo czuję jakby już była bo ten ból jest tak intensywny jak po owulacji. Dzięki dziewczyny za komentarze, bardzo pomocne zresztą. Pójdziemy jeszcze do jednego lekarza z innej kliniki zobaczymy co on powie. Biję się z myślami odnośnie trzeciego HSG, znów ta narkoza, to wybudzanie, ból jajników... boję się narkozy bo po niej wypadały mi włosy i miałam zaparcia przez dłuższy czas :/ mam zadzwonić we wrześniu do szpitala i się umówić na początku października na to HSG. Kurde wolałabym tą procedurę pominąć, szczególnie, że to już 3 raz jak miałabym sprawdzaną drożność. Z drugiej jednak strony mogłabym iść bo będą próbować udrożnić ten jajowód i może to zwiększy szansę na ciążę niekoniecznie może pozamaciczną ;P Sama nie wiem, biję się z myślami. Inseminacja myślałam, że ma większą skuteczność jednak niż starania łóżkowe... Kiedyś wyszły mi we krwi przeciwciała przeciwplemnikowe, ale w opisie widniało, że nie powinny mieć wpływu na płodność bo jest to znikoma ilość i nie wiem czy jeśli we krwi mam takowe przeciwciała to w śluzie też? Może jeszcze tu widnieje problem... cholera, wolałabym szczerze żeby mi facet powiedział, proponuję to i to, albo w Państwa przypadku to najlepsze in vitro, a nie takie wróżenie z kart i odwlekanie wszystkiego w czasie, bo prócz badania drożności nic nam nie zlecił, żadnej diagnostyki, liczyłam jednak, że zakasamy rękawy do działania. Szwagierka jedzie jutro do Częstochowy, po moim poście dowiedziała się, że mam niedrożne jajowody, poleciła klinikę naprotechnologii bo jakoby jej koleżanka ma 3 dziewczynki dzięki tej klinice, a sama jutro będzie modlić się w naszej intencji na Jasnej Górze, eh podziękowałam i powiedziałam, że w naszej sytuacji święty Boże nie pomoże.
Jakoś modliłam się tyle lat, nawet na Jasnej Górze i sobie ciąży nie wymodliłam, może ona ma jakąś siłę sprawczą :D
Ehh... dobijają mnie te starania. Mój mąż może żyć bez dziecka, sądzę nawet, że tak by właśnie chciał więc łazi ze mną jak cień po tych lekarzach bo ja mu przysłowiową dupę truje i chce mi zrobić dobrze no i pewnie, żebym mu nie siedziała potem nad głową, a ja nie wiem co mam robić. Naprawdę w głębi serca mam nadzieję, że te starania do moich 30 urodzin się skończą. Daję sobie 2 lata, ale wiadomo za dwa lata powiem co innego, oby coś się wyjaśniło wcześniej bo trafię w końcu do psychiatryka.

Wiadomość wyedytowana przez autora 23 sierpnia, 16:57

26 sierpnia, 11:59

17 dc
I już po owulacji. Starań nie było jako takich, kiedy nas naszła ochota to uprawialiśmy seks. Lekarz kazał z soboty na niedzielę, a my <3 w czwartek i niedzielę xD nie ma spiny w tym cyklu. Owulacja z niedrożnego jajowodu więc cudów nie będzie. Cycki bolą jakbym nosiła kamienie. Okres wypadnie około 5 września. Pytałyście mnie czemu nie podejdziemy od razu do in vitro, przecież staramy się tyle lat, niedrożny jajowód itp. Powiem tak, jakby to tylko ode mnie zależało nie wahałabym się ani chwili ;) Mój mąż za to, jest przeciwny in vitro, jest wierzący - niepraktykujący więc raczej to nie wiara go blokuje ;) lecz finanse. Boi się inwestować w coś co nie daje 100% gwarancji, do tego sądzi, że wcale tyle lat się nie staramy bo świadomie on uprawia seks ze mną by począć dziecko dwa miesiące :D haha, więc widzicie :). Dodatkowo na ostatniej wizycie lekarz utwierdził go w przekonaniu żeby próbować dalej, więc już w ogóle się nastawił na nie :P Ale ja będę próbować go inaczej nastawić :) pójdziemy do innego lekarza zobaczymy co on powie, właśnie, właśnie muszę do niego zaraz zadzwonić :). Dziś wstałam tak wcześnie... zawoziłam brata do pracy. Potem wyszłam z psem na spacer ledwo na oczy widząc, a tu psa użądliła pszczoła... dostała ostrej reakcji alergicznej i takim to sposobem o poranku szukałam jakiegoś weterynarza czynnego całą dobę bo bałam się, że mi pies zaraz zejdzie. Na szczęście podano jej sterydy i już jest w porządku. Ah ten poniedziałek...

27 sierpnia, 11:48

18 dc
Zapisałam nas wczoraj na wizytę do kliniki Ovum na 3 września, mam nadzieję, że mnie krew nie zaleje na wizycie bo nie wiem do końca czy owulacja była tak jak lekarz prognozował z soboty na niedzielę czy nie... zakładam więc, że okres wypadnie 5 września, oby. Nie wiem czy podejdziemy do inseminacji po tym co powiedział poprzedni doktorek... ja bym chciała mimo wszystko spróbować chociaż raz, ale nie wiem czy się z badaniami wyrobimy :/ nim przyszłyby niektóre wyniki ja miałabym już pewnie dni płodne. No zobaczymy, nie będę się nastawiać na cokolwiek.

27 sierpnia, 15:35

Siedząc w pracy naszło mnie na rozkminy. Przydałoby mi się tak ze 2 tygodnie urlopu... jestem taka zmęczona, jak emerytka :) naprawdę poszłabym już na emeryturę :D a tu trzeba pracować, jeszcze żeby z tego coś było. Coraz częściej myślę o nadchodzących za 4 miesiące świętach :D powiem Wam, że co roku bliżej września już chce mi się świąt ;) Takie były ostatnio duże wyprzedaże można było się obkupić i miałabym już prezenty pod choinkę ;) eh, było minęło. Czuję, że w tym roku w ciążę nie zajdę, nawet się zbytnio nie łudzę... mój mąż mówi, że jestem czarnowidzem, ale jak mam myśleć inaczej skoro tyle miesięcy nic nie wyszło ani razu. Czasem zazdroszczę kobietom które poroniły, wiem idiotyczne jest to co piszę, ale one wiedzą chociaż, że w ciążę mogą zajść, że mają drożne jajowody i że coś może 'drgnąć', a u mnie nigdy nie było II kresek, ani poronienia... niepłodność pierwotna tak się nazywa fachowo. Więc jak ja mam myśleć inaczej, każdy cykl spisuję już na straty nie potrafię inaczej, ostatnio miałam ożywioną nadzieję i gówno z tego wyszło. Ja pier... czemu zajście w ciążę jest tak trudne? Chciałabym odpuścić. Olać te starania i zacząć żyć tak jakby ich w ogóle nigdy nie było, żeby ktoś zrobił mi pranie mózgu by o tym czasie zapomnieć. Przez te starania stałam się całkiem inną osobą, gorszą. Kiedyś miałam większe poczucie humoru, byłam bardziej pomocna, lubiłam rozmawiać z ludźmi, z rodziną, wierzyłam, że gdzieś tam jest Bóg, byłam w ogóle mniej nerwowa, a teraz? Nie przypominam już dawnej siebie. Wszyscy mnie wkur****ą, na Boga jestem obrażona, nie lubię rozmawiać z ludźmi lub stwarzam pozory uśmiechając się - nakładam maskę wiecznie zadowolonej z życia, a od środka się psuje. Nie lubię nikomu pomagać. Aż się boję co będzie później... dzieci już mnie nawet wkurwiaj*. Rzygać mi się chce na widok matek z dziećmi i ciężarnych, taka się zgorzkniała i znieczulona stałam i to dzięki tym staraniom. Nic pozytywnego nie wniosły w moje życie, nic. I po co to się starać? Jeszcze małżeństwo mi się przez to rozwali. Kurde żeby ktoś dał gwarancję, powiedział, że będzie ciężko, będzie źle, ale się uda, a tu nikt nie da takiej gwarancji. Modle się żebym nie dostała depresji. Wytrzymam pewnie rok- dwa jeszcze, potem napiszę list z pożegnaniem dla mojego nigdy nienarodzonego dziecka i się z bezdzietnością pogodzę i może wtedy wróci radość z życia, a może wcześniej napiszę taki list? Przecież cały czas próbuję się pogodzić z brakiem dziecka, nie chce żeby starania przyćmiły mi całe życie, niech będą jakimś jego elementem, teraz jednak tak nie jest, walczę ostatkiem sił.

29 sierpnia, 07:43

Męczy mnie moja nerwowość, zgorzknienie i znieczulenie. Chciałabym zmiany, chciałabym stać się tą osobą którą byłam przed staraniami. Tak się w tym wszystkim strasznie zagubiłam, stałam się głupią zgorzkniałą babą i mimo, że jest jeszcze we mnie trochę 'starej' - ja, to te złe emocje znacząco zmieniły mój charakter i sama z sobą ciężko mi wytrzymać. Te analizowanie wcześniej wykresów teraz każdej życiowej sytuacji, coś za coś, wiecznie negatywne myślenia, mogłabym zostać profesjonalnym czarnowidzem, męczy mnie to więc szukam jakiegoś ukojenia. Postawiłam na czytanie Biblii, nie wiem ile to potrwa bo raz już miałam plan przeczytać całą, ale mi się odechciało, ale do 3 razy sztuka. Może tam znajdę jakieś odpowiedzi i wyciszę moje stargane nerwy... nie wiem czy się nawrócę, w Kościół zbytnio nie wierzę, w księży tym bardziej, ale pogadać z Bogiem zawsze można :)
Zastanawiam się nad ponownym HSG i udrożnieniem jajowodów... chyba się zapiszę na ten październik do szpitala, nie chce tej narkozy, ale ten ostatni raz zbadam drożność. Kolejnego już nie będzie.

1 września, 15:04

No i mamy wrzesień <3 miesiąc moich urodzin. Kolejny rok mi stuknie... 28 lat. Eh... może jakiś tort kupię , tyle lat nie urządzałam przyjęcia, mam plan hucznie uczcić 30 męża, ale to dopiero w grudniu :) Wielkimi krokami idzie jesień już czuję to po kościach ;) oby ta jesień była piękna, ciepła i złota. Mam plan zrobić jesienne porządki w mieszkaniu, w szafie posprzątać, wymyć kafelki w łazience, ale jest coś ważniejszego, dostałam od teściowej stary dębowy okrągły stół z trzema krzesłami xD Planuję go pomalować na biało, o tyle o ile ze stołem nie mam problemu i zacieram już ręce do pracy, to te 3 krzesła mnie jakoś zniechęcają żeby coś z nimi robić, bo jest ich tylko 3... kurde jakby były 4 to by nie było problemu, a tak z dupy będą przy stole tylko 3? no nie wiem, pewnie na razie zrobię porządek z tym stołem. Jutro czeka mnie szlifowanie :D

Wiadomość wyedytowana przez autora 1 września, 15:05

5 września, 07:12

1 dc... ten cykl będzie z drożnego jajowodu więc będziemy próbować, ale nie mam parcia na szkło, zobaczymy jak będzie nie pierwszy taki cykl na drożnym, ile było i ile będzie przecież ;) Zauważyłam pewną niespotykaną i zastanawiającą przypadłość ;) jak mam owulacje z drożnego jajowodu PMS jest o wiele bardziej silniejszy niż jak mam owulację z niedrożnego jajowodu, piersi mnie bardziej bolą i mam wrażenie co raczej nie jest chyba możliwe, to, to, że mam o 1 dzień dłuższą fazę lutealną ? ale może mi się tak wydaje :D no cóż, doszłam do wniosku, że zadzwonię do szpitala zapisać się na to HSG i udrażnianie bo w sumie na tym mi zależy najbardziej, pewnie między 10 a 15 października będzie ok. Zobaczymy. Miałam iść z mężem ostatnio do kliniki Ovum, ale nie dostał wolnego, nie mógł się nawet z pracy urwać, więc sama nie poszłam. Taka to sytuacja...

Wiadomość wyedytowana przez autora 5 września, 07:13

11 września, 20:07

O Boże, dodzwonić się do tego szpitala to masakra, dzwonię do rejestracji mówię, że dostałam skierowanie do ich szpitala na HSG i udrażnianie, a babka mi mówi, że ona w ogóle nie wie czy tu w szpitalu robią takie zabiegi i każde dzwonić do lekarza podając inną końcówkę numeru, dzwonię więc do lekarza, ale widocznie nikogo nie ma bo 2 razy nie odbiera, dzwonię ponownie do rejestracji, ta więc każe mi połączyć się z gabinetem pielęgniarek, dzwonię do pielęgniarek, a ta każe mi zadzwonić w piątek bo wtedy będzie oddziałowa która zajmuje się zapisami :D Normalnie nasza Polska służba zdrowia mnie powala :D Tak więc czekam sobie do piątku na zapisanie się na HSG...

Wiadomość wyedytowana przez autora 11 września, 20:08

12 września, 11:16

Muszę wykonać morfologię krwi, nie będzie zadowalająca zawsze mam za dużo limfocytów, za mało neutrocytów xD Przyzwyczaiłam się. Wieczne zapalenia pęcherza i zęby robią robotę. Ostatnio jestem taka zmęczona, bolą mnie chyba z siedzenia kolana... czuję się jak emerytka, może zacznę znów brać witaminy? już mi nawet kawa nie pomaga, przesilenie jakieś? Bratowa ma podejrzenie nowotworu, już rok temu miała zjebane wyniki krwi i hormonów, tomografia widziała guzek, ale ona w Polską służbę zdrowia nie wierzy i puściła to w niepamięć i tak łazi już ponad rok z tym cholerstwem, nikt i nic nie było w stanie ją przekonać żeby w końcu się za siebie wzięła, teraz jednak jest coraz bardziej zmęczona, krew z nosa jej leci, włosy jeszcze bardziej, a na dodatek wyszło jej, że ma do kompletu zmianę w piersiach nie wiadomo jaką biopsja oceni jeśli pójdzie. No teraz się przestraszyła to się zapisała do 100 lekarzy, ja już ją straszyłam opieką paliatywną bo prośby nie pomogły... oby teraz się za siebie wzięła. Ciężki czas. 4 wesela i pogrzeb miałam w tym roku i mam już dość serdecznie, odkąd wyszłam za mojego męża większość złych zdarzeń mamy za sobą, śmierć teścia odbiła się na naszym świeżym małżeństwie, zamiast miesiąca miodowego mam żałobę i mam już tego dość, a teraz jeszcze podejrzenie nowotworu u bratowej... normalnie jak nie urok to sraczka.

16 września, 07:13

Nie wiem czy to cykl przed HSG, dzwoniłam po raz kolejny do szpitala, oddziałowa kazała mi zadzwonić w październiku jak dostanę miesiączki i wtedy mnie zapiszą na HSG zaraz po jej ustaniu, ale ciężko mi będzie ugrać teraz wolne w pracy bo grafik mamy ustalany na pół miesiąca przed rozpoczęciem danego miesiąca, będę prosić o wolne pewnie na 12go października... chore to jest, tyle zachodu żeby się zapisać na zabieg. Szykuje się owulacja z drożnego jajowodu, brzuch mnie boli kilka dni więc jajko niedługo zniosę :D, ale... akurat w 15 dc kiedy to znając moje szczęście będę mieć owulację wyjeżdżam na kilka dni na wyjazd integracyjny, będzie seks przed, co ma być to będzie. Od dziś zacznę robić testy owulacyjne żeby wiedzieć czy w ogóle się zanosi na owu między 13 a 15 dniem cyklu.

24 września, 07:09

20 dc.
Trochę mnie nie było. Byłam kilka dni na wyjeździe integracyjnym, wypoczęłam, nabrałam sił. Cykl raczej bezowulacyjny. Wyjeżdżając miałam typowo płodny śluz, ale potem nic, żadnego bólu piersi typowego po owulacji, wczoraj seks po powrocie, okropny ból jajnika w trakcie co pachnie torbielem, dziś z dupy lekki ból piersi, ale kiedyś też mnie lekko bolały mimo torbieli. Ewidentnie cykl z drożnego jajowodu poszedł na straty, zresztą i tak starań nie było. Na początku miesiączki mam dzwonić do szpitala umawiać termin przyjęcia na HSG, co będzie to będzie, umówić się w szpitalu na zabieg to niekończąca się opowieść... może mnie zapiszą :D Śniło mi się którejś nocy, że wygrałam w lotka :D Muszę zacząć grać normalnie.
1 2
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)