Pamiętniki Czekam co przyniesie los
Dodaj do ulubionych
1 2

4 października, 14:45

14 ms starań, 11 cs, 17 dc

Mam dziwne przeczucie. Nie podoba mi się to. Mam przeczucie, że się mogło udać. Że w tym cyklu się udało.

Znienacka przychodzą mi takie myśli. Że się udało. I mi się to nie podoba. Jestem chora na głowe. Nie podoba mi się przeczucie, że się udało. No trzeba mieć nierówno pod sufitem. Ale boję się, że się nastawię przez to przeczucie i za dwa tygodnie beta mi wszystko zweryfikuje. To będą gorzkie łzy do przełknięcia. A ja już nie chvę żadnych łez. Robię sama sobie krzywdę.

A skąd takie przeczucie? Nie wiem 🤷🏻‍♀️ Ani sutki nie bolą, ani szyjka i śluz nie wskazuje, ani piersi nie są większe (no są odrobinkę, ale przy tylu hormonach i ovi to nic dziwnego). Co więcej. Nawet nie wiem czy ta pieprzona owulacja była, bo to że cichociemny pęrzyk zniknął o niczym nie świadczy. Mam już historię ze znikającym pęcherzykiem i bynajmniej nie z powodu owulacji 🤦🏻‍♀️ Jak zbieram to wszystko do kupy to nijak nie wychodzi 🍀 finał.

5 października, 21:08

14 ms starań, 11 cs, 18 dc

Temparatura z dziś 36,87. BYŁA OWULACJA! 😍 jestem taka szczęśliwa!
Jajniki okrutnie napieprzają już kolejny dzień.

Od jutra wjeżdża monokoncentrat z ananaska.

🍀✊🏻

8 października, 15:42

14 ms starań, 11 cs, 21 dc

7-8 dpo
progesteron 25,60
😲😲😲😲😲😲

Nie biorę nic poza dupkiem 2x1, który nie wychodzi z badaniach. Albo moje jajeczko było kozakiem, albo popękały później wszystkie 5 jajek, albo ... 🙊

Wiadomość wyedytowana przez autora 8 października, 15:51

11 października, 17:31

14 ms starań, 11 cs, 24 dc, 11 dpo

Martwie się. Ten gigantycznie wysoki prg namieszał mi w głowie. Zaczęły się potwierdzać moje przeczucia sprzed tygodnia. Dzisiaj sobie o nich przypomniałam. I ten prg je w jakiś sposób potwierdza.

Rozłożyła mnie choroba: katar, kaszel, łamanie w kościach, podwyższona temperatura. Martwię się, że to mogło przeszkodzić.

Piersi dalej bolą, ale już mniej. Wciąż są większe ale już nie tak bardzo jak były. W jajnikach i pachwinach już prawie nie ciągnie. Objawy ustają powolutku. Jedyne co to bym spała i spała. Ale to przez chorobę.

Martwie się tym, że przez to wszystko bardzo się nadtawiłam. Jedno badanie prg, które w końcu wyszło dobrze, a ja w myślach już wybierałam wózek i przewijak. Boję się, że tym razem jak spadnę to z bardzo wysokiego konia. Zupełnie wbrew sobie nastawiłam się, że zastrzyki będą jak dotyk czarodziejskiej różdżki. I teraz boje się, że jednak nie będą 😔

Jeszcze dwa dni. Dwa dni i będę wiedzieć. Niech ktoś da mi siłę, wiarę i nadzieję, że będzie dobrze. A jeśli nie, że uda mi sie to przetrwać. Jak całą resztę. 🙏🏼

11 października, 21:35

Jestem strasznie głupia. Leże na sofie, udaję, że oglądam mecz z mężem, tak na prawdę połykam łzy. Smutku, wzruszenia, nadziei. Wszystkiego. Przeczytałam parę wzruszających i dających nadzieję i siłę do walki historii na ig. Przeczytałam wasze komentarze.

Dziękuję za wsparcie ❤️ Bardzo bardzo Wam dziękuję. I choć nie jestem jeszcze na siłach, żeby wrócić na forum to ogromnie wiele dla mnie znaczy, że o mnie nie zapomniałyście i że trzymacie za mnie kciuki tak mocno.

Wiem, że ten prg to żaden wyznacznik. Wiem, że dziewczyny ze znacznie wyższym kończyły bez ciąży. Wiem, że u niektórych to był ten dobry początek. Wiem, że nie powinnam się nastawiać. Wiem, że to zupełnie nic nie przesądza. Ale wiem też, że nie mogę zabronić sobie wierzyć i marzyć. Wiem, że u mnie prg po owulacji na luteinie 200 wynosił koło 29. A tu bez luteiny niewiele mniej. To pozwala mi wierzyć. Bo jeśli nie ja, to kto ma uwierzyć w tego kropka?

Wiem, że dam radę niezależnie od wyniku. Wiem, że wiele we mnie strachu, niepewności, nadziei. Wiem, że sobie poradzę. Wiem, że mam siłę, żeby walczyć.

13 października, 08:58

14 ms starań, 11 cs, 26 dc, 13 dpo

Biało.

Dziś jestem kłębkiem smutku, rozpaczy, beznadziei. Dziś nie mam nadziei na nic. Dziś nie wierzę, że kiedykolwiek się uda. Dziś upadłam i leże i zwijam się w swoim bólu. Znów.

Za parę dni wstanę, otrzepię kolana i wytrę łzy. Będę szła dalej.


Zrobiłam bete. 1,10. Końcówka ovitrelle. Zastrzyki jednak nie są magiczną różdżką.

Wiadomość wyedytowana przez autora 13 października, 16:49

14 października, 12:38

14 ms starań, 11 cs, 27 dc, 14 dpo

Już odpuściłam sobie test. Temperatura wciąż w dole więc nie tym razem.

Już mi przeszło załamanie. Dalej mi smutno, dalej jestem rozżalona, ale nie mogę się w tym kisić. Ruszamy z kolejnym cyklem. Jak ten następny się nie uda to będę rozmawiać z lekarzem co dalej. Przed ivf jest jeszcze opcja zrobienia histero-laparo i IUI. Obie opcje uważam, że chce wykorzystać jeśli będzie taka potrzeba. Histero-laparo, żeby sprawdzić, czy jest sens w ogóle próbować naturalnie, jak wygląda stan mojego jajowodu, macicy, endo. IUI, żeby odrobinkę zwiększyć szansę przez pominięcie szyjki i lekkim podreperowaniu nasienia przed podaniem.

Początkowo dawałam sobie czas na naturalne zajście do stycznia-lutego 2021. Biorąc pod uwagę, że chciałabym ewentualnie podejść do histero-laparo i IUI trzeba czas nieco wydłużyć. Jeśli w moje urodziny z końcem maja nie będę w ciąży idziemy w stronę ivf. Cały wczorajszy wieczór spędziłam na stronach klinik Krakowskich. Możliwe, że trzeba będzie się przenieść do kliniki wcześniej, żeby zrobić histerolaparoskopie i podejść tam do IUI. Zaczynam już reaserach, żeby nie tracić na to czasu później, tylko od razu jak najszybciej umawiać się do wybranego lekarza w klinice. Przeraża mnie, że do niektórych lekarzy nie idzie się zarejestrować. Może powinnam już teraz próbować się umówić?

Tymczasem czekam na okres. Jeśli dziś odstawiłam dupka, to powienien się pojawić jutro lub pojutrze. Rozpoczynam kolejną przygodę z Gonalem.

17 października, 11:35

14 ms starań, 12 cs, 2 dc

Myślałam, że wczoraj umre. Już jedną nogą byłam w drodze na IP. Te okresy z cyklu na cykl są coraz gorsze. Miałam wrażenie jakby krew zamiast na zewnątrz wylewała się do brzucha. Jak podczas badania sonoHSG, tylko nie przez pare minut, a przez ponad 6h ciągiem. Prawie zemdlałam z bólu, wymiotowałam, traciłam świadomość, krzyczałam do męża i płakałam, a on nie miał mi jak pomóc.. Nie wiem ile jeszcze takich okresów wytrzymam zanim poddam się w tych staraniach i wrócę do antyków.

Ja wiem, że poród boli milion razy bardziej. Ale rodzi się 1 do 2-3 razy w życiu średnio. I ma to swój wielki sens. Na prawde nie wiem ile jeszcze wytrzymam.

Dzisiaj powinno już nie boleć. Ale jednak boli. Mniej i mogę w miarę funcjonować. To w miarę funkcjonować oznacza, że byłam w stanie wziąć prysznic i sama pójść sobie po cole. Jeść wciąż nie mogę bo dalej jest mi okrutnie niedobrze i gdy próbowałam zjeść sucharka to go 🤮

Jeszcze ten cykl na gonalu i muszę zrobić przerwę. Nie dam rady po prostu... chyba na prawde muszę zrobić histero-laparo. Teoretycznie podczas operacji usunięcia cp wykluczyli endometrioze, ale te moje okresy mnie przerażają. Uświadomiłam sobie wczoraj podczas jednego przebłysku świadomości, że ja bardziej niż porażki i poraz kolejny braku ciąży boję się, że znów będę musiała przechodzić przez TAKI okres...
1 2
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego