Pamiętniki Czekam co przyniesie los
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Czekam co przyniesie los
O mnie: Młoda, niska brunetka, która w życiu nie oblała żadnego testu ... poza tym ciążowym.
Czas starania się o dziecko: 13 miesięcy
Moja historia: Prawie rok po ślubie, mając 23 lata wraz z mężem podejmujemy decyzję - zaczynamy starać się o naszego skarba. Sierpień 2019 - już w 1 cs ciąża biochemiczna, beta ledwo ruszyła i spadła. Smutek i żal, ale i nadzieja. To się zdarza. A skoro tak szybko zaskoczyła następnym razem na pewno się uda. Dwa miesiące później test z cieniem kreski. Dzień później okres. Płacz, złość, niedowierzanie. Gdy okres trwa 12 dni robię test ciążowy. Dwie kreski, szpital, usg, diagnoza - ciąża pozamaciczna lewostronna. 4.11.2019 znika moje dziecko, zabierając ze sobą mój jajowód i kawałek serduszka. Styczeń 2020- powrót do starań. Kwiecień 2020 - badanie nasienia męża. Morfologia 2%. Czerwiec 2020 - mimo stymulacji cykl bezowulacyjny, diagnoza lekka IO. Lipiec 2020 - badanie drożności jajowodu. Prawy jajowód drożny. W tym samym cyklu zachodzę w ciążę. Trwa 5 dni. Znów biochemiczna. Wrzesień zmiana leków - stymulacja lametta. Dieta dla IO. Lametta nie działa. Od października zmiana leków - zastrzyki z gonadotropin. Nie wiem co dalej. Czekam co przyniesie los. Muszę być silna i walczyć dalej.
Moje emocje: sfrustrowana, smutna, zła, ale też i zdeterminowana i wciąż z iskierką nadziei.

9 sierpnia, 00:17

13 miesiąc starań, 9 cs, 21 dc

Tydzień temu robiłam sobie zastrzyk na pęknięcię pęcherzyka. Zawsze pękały. Po tygodniu wciąż brak skoku temperatury. Chyba tym razem nie zadziałało. Jestem zła, rozżalona, smutna. Nie wiem, czy podjemować stymulację w kolejnym miesiącu. Mój organizm zaczyna się już buntować, a to dopiero początek drogi. Ale nie chcę odpuszać. Nie wiem co zrobić.

Nie tak miała wyglądać droga do macierzyństwa. Miałam już chodzić na spacery z wózkiem, z mężem pod rękę. Coraz częściej nachodzą mnie myśli, że pewnie gdyby mój mąż nie spotkał mnie, a inną kobietę pewnie już miałby swoje upragnione dziecko na świecie. A ja nie potrafię mu tego dać, a szanse, że się uda mam zdecydowanie mniejsze niż jeszcze rok temu.

Trwa dopiero 9 cykl starań, a ja mam wrażenie, że te zmagania i walka trwają znacznie dłużej. Chyba nie radzę sobie z emocjami. Chciałabym odpuścić, ale nie umiem. Myślałam, że już przeprocesowałam cp, ale wciąż zdarza mi się płakać z tego powodu. Tak żeby mąż nie widział. Nie chcę go tym obarczać. Niech chociaż jedno z nas ma o to jedno zmartwienie mniej.

Losie, daj mi siłę i nadzieję. Proszę ... Tyle niesamowitych historii tu na forum, a ja wciąż nie wierzę, że i nam przytrafi się taka niesamowita historia z happy endem.

Wiadomość wyedytowana przez autora 29 sierpnia, 10:51

9 sierpnia, 19:34

13 miesiac starań, 9 cs, 21 dc

Dzis wyruszylismy z mezem na Hel, od piateku zaczynamy 2,5 tyg obozow. Na wszelki wypadek uzbroilam sie po zeby (clo jakby cykl mi sie szybko zaczal, lametta jakby zaczal sie wyjatkowo pozno i zdazylabym wrocic na monit, dupek i lutka w razie w gdybym musiala okres wywolywac, test ciazowy zeby sprawdzic przed stymulka czy na pewno jest „czysto”, ovi jedzie ze mna z wkladami chlodzacymi) ale termometr zostawilam w domu. Czekam cierpliwie co los przyniesie. Jeszcze nie podjelam decyzji czy kolejny cykl bede sie stymulowac w ogole. W sumie nigdzie mi sie nie spieszy.

Planuje przewietrzyc glowe, totalnie zapomniec i odciac sie od staran. Chce znow byc ta szczesliwa malolata co w wakacje rok temu.

21 sierpnia, 00:28

13 miesiąc starań, 9 cs, 33 dc

Wyjechaliśmy. Na Helu było super. Serio nie myśałam o staraniach. Potem na obóz. Na początku serio nie myślałam o staraniach.

Ale od tego nie da sie uciec.
W poniedziałek, 16 dni po podniu ovi zrobiłam test. Bo okres powinien już przyjść. Biel nad biele. Tym razem facelle nie oszukało.

Od tygodnia kosmicznie bolą mnie sutki, a piersi są powiększone. Permanentny śluz płodny.
Bolące sutki pojawiają się u mnie tuż po owulce. A to oznacza, że musiała pojawić się jakiś tydzień po ovi. Ominelismy. Maz nie mial ochoty, ja nie naciskalam „no bo przeciez juz tyle po zastrzyku”. Albo jej w ogole nie było i teraz nie wiem ile bede czekac na okres.

Opadam z sił. Na prawde po ludzku opadam z sil. Dzis myslalam o naszych znajomych, ktorzy zaszli od zlotego strzala. Jedyna mysl jaka pojawiala mi sie w glowie to „przeciez to jest niemozliwe...”
Zaraz minie rok od ostatniej ciąży. Zaraz minie rok od utraty okruszka. Rok, w ktorym nie ruszylo nic. Ani razu. Ani troche. Szczerze... Wiary już we mnie nie ma. Od miesiąca główna myśl w mojej głowie to żal mi mojego męża. Nie potrafię mu dać jedynej rzeczy jaką pragnie...

Ale rano znów dzień jak codzień. Założę dobrą maskę do złej gry.

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 sierpnia, 00:29

21 sierpnia, 08:39

13 ms starań, 9 cs, 33 dc
20 dni od podania ovitrelle.

Test negatywny. Owulacji musiało nie być. Mimo pełnej stymulacji clo i zastrzyku ovitrelle.

Nie wierze, że kiedykolwiek sie uda.

Because fuck you, that’s why.

Kurtyna.

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 sierpnia, 08:40

26 sierpnia, 14:28

13 ms starań, 9 cs, 38 dc

Świat śmieje się ze mnie i to prosto w twarz.

26 sierpnia, 23:30

13 ms starań, 9 cs, 38 dc

Otóż byłam w ciąży... biochemiczna, po prawie roku znów się udało. Ale od początku.

W piątek - test negatywny. Nawet ostrego cienia mgły nie uświadczyłam. Sobota, niedziela okresu wciąż brak. Na bank cykl bezowulacyjny.

W poniedziałek jadę na betę i proga, żeby mieć podkładkę dla lekarza, że u mnie to coraz gorzej jeśli chodzi o efekty leczenia. Jakież było moje zdziwienie gdy wieczorem o 21 zobaczyłam wyniki. Beta: 392,89. Prog: 3,6.

Milion myśli na minutę. „Jakim cudem taka wysoka beta jak w piątek nic nie wyszło?!? Nieważne, ten prog! Przecież zaraz moge poronić!” Szybki sms do lekarza, jego natychmiastowa odpowiedź: dupek 2x1, powtórzyć badanie. Będzie dobrze, prg się odbije po implantacji. Od siebie dołożyłam lutke 1x1 i dupka 3x1.

Wtorek. Pink strumieniowy z porannego moczu. BIEL. Brak nawet cienia cienia. WTF?! Błąd labolatorium. To musiał być błąd labolatorium. Na pewno nie byłam w ciąży tylko sie debile pomylili... smutek i żal.

Środa. Powtórka badania. Bobek o 12:00. Widzę odrobinkę cienia cienia, ale wygląda tak samo jak te co wychodziły mi przy becie 0,3. Na wyniki z krwi czekałam do 22. Są. Prog: 7,6. Nic dziwnego, biorę lutke 200. Podnosi mi wlasny prg co wychodzi w badaniu.
Beta: 19,56. Znów zonk. Myślałam, że będzie zero. Jednak owulacja była. Jednak to biochem.

Wcześniej prawdopodobnie patafiany źle postawiły przecinek. Zamiast 39,2 wyszło 392...

Jutro napiszę do lekarza. Niech powie co dalej.

Mam promyczek nadziei, że po prawie roku od cp coś w końcu ruszyło. Tylko czemu nie potrafi ruszyć na dobre? Czemu nie może ruszyć z happy endem? Wcześniej myślałam, że jak w końcu się uda to na pewno będzie już dobrze.

Otóż nie jest. Nie mam siły myślec. Jest mi po prostu okrutnie przykro. Tylko tyle i aż tyle.

Wiadomość wyedytowana przez autora 26 sierpnia, 23:38

27 sierpnia, 17:10

13 ms starań, 9 cz, 39 dc (5t3d wg OM)

Lekarz kazał powtórzyć betę i odstawić leki gdy beta będzie niższa niż 2. Dziś facelle z cieniem cienia. Beta spadająca. Ganię sama siebie, że już nie wierzę w kropka. Ale w co mam wierzyć? Że beta była rosnąca? Przy białych testach?

Czas spojrzeć prawdzie w oczy. W sierpniu chciałam znów ujrzeć pozytywną betę. I ujrzałam. Szkoda tylko, że nie sprecyzowałam swojego życzenia.

3 ciąże. 0 dzieci. Nigdy nie myślałam, że to będę właśnie ja. Że będę niepłodna.

29 sierpnia, 10:46

13 ms starań, 9 cs, 41 dc

Beta z wczoraj w końcu po bojach i dzwonieniu na infolinie się pojawiła.
1,10.
Krótka historia o tym jak byłam w ciąży. Przez 4 dni. Ale już nie jestem.

Wiedziałam, że beta z dziś będzie zerowa, ale i tak mnie to ukłuło. Ta jedna tysięczna promila nadziei gdzieś była. Odstawiam leki. Czekam na okres.

Nie wiem co dalej. Nie mam planu żadnego. Nie wiem czy lekarz w ogóle coś u mnie zmieni w leczeniu. Pierwsza ciąża od 10 miesięcy. Znów nic. To boli okrutnie.

30 sierpnia, 10:27

13 ms starań, 9 cs, 42 dc

Nie mogę przestać myśleć o tym wszystkim. Próbuję ułożyć sobie jakiś plan.

We wtorem wizyta u gine. Na przemian myśli, że powinnam wtedy już zobaczyć zarodeczek z myślami co dalej? Będę musiała go przycisnąć. Niech wskaże dalsze badania, albo da dodatkowe leki. Może ze względu na IO powinnam jednak brać chociaż małą dawkę metforminy?

Przechodzę na lamettę, utrzymuję taki sam zestaw supli. Robię kolejne badania. Test na mutacje z testDNA, ANA, ASA, AOA, przeciwciała tarczycowe. Zobaczymy co wyjdzie.

Daję sobie czas naturalnie do końca roku, maksymalnie do wiosny. Jak lametta nie pomoże to będę naciskać na gonadotropiny. Potem przejście do kliniki leczenia niepłodności, w międzyczasie laparo, 2-3 podejścia do IUI. A potem to już każdy wie co dalej ...

Cały czas w głowie jedno główne pytanie. Dlaczego ja?

2 września, 00:48

14 ms starań, 10 cs, 2 dc

Wczoraj - 1 września przyszedł okres. Fizycznie milion razy lżejszy niż w ciągu ostatniego pół roku. Psychicznie.... Chyba najcięższy od roku. Od poprzedniej ciąży biochemicznej.

Była wizyta u ginekologa. Z nowości - wchodzę na lamettę. Zauważył, że mój organizm chyba uodparnia sie na leki. Po zastrzyku z ovitrelle będzie monit czy jeden zastrzyk mi wystarcza wciąż. Dupek po owu. I badania do wykonania. Mutacja MTHFR i w kierunku zespołu antyfosfolipidowego. Chciałam badanie zrobić rano, ale od miesiąca biorę acard i nie wiem czy nie zafałszuje wyników (ktoś ma wiadomości na ten temat i doradzi czy trzeba czekać?). Ostawiam acard na jakiś tydzień - dwa i wtedy zrobię badania.

Jutro zamawiam test na mutacje z testDNA. Od razu rozszerzony.

Nie chcę myśleć o tym co się stało. Mam plan, muszę się na tym skupić, żeby nie rozsypać się na milion kawałków. Już na prawdę nie wiem co więcej mogłabym zrobić ...

10 września, 17:43

14 ms starań, 10 cs, 10 dc

Trochę mi przykro. Był monit. Pierwszy cykl na Lamettcie. 1 tabl. dziennie 5-9 dc.

Dzisiaj endo 7 mm i tylko 1 pęcherzyk w lewym jajniku - 9 mm. Maleństwo. Lekarz bardzo zdzwiony bo lametta ma podobno silniejsze działanie niż clo. Na clo było słabe endo, ale w 10 dc pęcherzyki miały juz po ok. 14 mm.

Zrobiło mi się przykro bo to cykl jeszcze po sonoHSG, gdzie „skuteczność” jest największa. I ta myśl, że po cb. Że może fasolek by szybko wrócił...

Starałam się sobie to wszystko poukładać w głowie. Trochę odpuściłam. Wciąż biorę leki, ale nie kontroluje już cyklu. Nie fiksuje sie na tym. A przynajmniej staram się nie fiksować.

Może taki słaby wynik to znak, żeby dać sobie spokój? Może to znak żeby odpuścić na jakiś czas? Może musze dać odpocząć nie tylko głowie ale też organizmowi? Może musze jeszcze bardziej odpuścić głowie? Tylko jak? Błagam los o podpowiedź.

Tylko tego cyklu po HSG żal...

Dzisiaj i jutro mam wziąć po 2 tabl. lametty. Od siebie dorzucę jeszcze 1 w niedziele. W poniedziałek znów monit żeby zobaczyć czy to coś pomogło. Nie wiem jak w 3 dni pęcherzyk miałby urosnąc 11 mm.

No szkoda po prostu. Ale musze to wziąć na klatę.

16 września, 13:23

14 ms starń, 10 cs, 16 dc

Zacytuję swojego lekarza z wizyty w poniedziałek. „No jest do D...”

Po „dostymulowaniu” dodatkowymi 5 tabletkami lametty pęcherzyk 9 mm z lewego jajnika zniknął. Wchłonął się. Za to na orawym jajniku podrosła inna malizna też 9 mm. Lekarz stwierdził, że nie jest dobrze i nic z tego cyklu nie będzie. Wiedziałam to już w momencie gdy usg trwało 3x dłużej niż zazwyczaj. Jest mi okrutnie przykro. Jest mi z tym bardzo źle. Parę łez popłynęło w rękaw męża. Parę w poduszkę. Parę przełknełam.

Nie wiem co sobie wyobrażałam. Żyłam nadzieją, że nowe leki, że dodatkowy prg po owulacji, że zaraz po cb, że to wszytko razem wzięte daje większe szanse na zdrową, prawidłową, donoszoną ciążę z finałem z płaczącym, różowym bobasem na rękach. Otóż nie. Przestanę już sobie cokolwiek wyobrażać.

Poraz kolejny zmieniam leki. Przechodzę już na ostatnią deskę ratunku, czy zastrzyki. Mam recepte na Gonal lub Bemfole, w zależności co uda mi się łatwiej dorwać. Nawet nie wiem czy z refundacją. Już kicham na to.

Szczerze... nie wierzę, że zastrzyki mi pomogą. Nie wierzę, że uda sie naturalnie zajść z tym moim jednym parszywym jajowodem, który nawet nie chce zadziałać. Pokłuję się 3-4 miesiące. Tyle daje sobie na zastrzykach.

Na razie czekam na okres, naturalnie, bez wywoływania. Może poczekam sobie tydzień, a może ponad miesiąc. Nie wiem. Znając życie nowy cykl zacznie się tak, że nie będę mogła zacząć zastrzyków ze względu na wyjazd w październiku.

Czuję okropną pustkę.

18 września, 11:25

14 ms starań, 10 cs, 18 dc

Zonk. Krew w śluzie. Nie wiem czy to plamienie z odstawienia estrofemu, czy początek miesiączki? Plamień nie miałam nigdy w życiu w środku cyklu.

Brałam estrofem po 2 tabl nieprzerwanie od półtorej miesiąca. W poniedziałek lekarz kazał odstawić. Czyżbym wywołała sobie w ten sposób okres?

Nie jestem przygotowana na nowy cykl. Psychicznie, fizycznie, nie mam leków jeszcze. A za pasem obrona magisterska. Nie mam głowy do niczego innego.

Może to tylko plamienie.

19 września, 11:16

13 ms starń, 11 cs, 2 dc

Jednak to chyba jest okres. Dziś się rozkręca, może nie tak intesywnie jak zazwyczaj, ale wycieka ze mnie normalna krew.

Nie wiem co zrobić. Czy zaczynać zastrzyki, sprawdzić u gina czy to na pewno okres, że ten jeden pęcherzyk sie wchłonął? Ale jak nie skoro leci ze mnie regularna krew? Może to być skutek odstawienia estrofemu.

Kiedy już myślę, że większego mętliku mieć nie mogę... meh. Znów mindfuck. Mam parę dni żeby poobserwować to krwawienie i podjąć decyzję czy iść do gina, czy zacząc po prostu zastrzyki.

Na wszelki wypadek odbieram dziś Gonal. 5 opakowań i 550 zł już nie moje 😔
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego