Pamiętniki Muszę uzbroić się w cierpliwoć.
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4
WSTĘP
Muszę uzbroić się w cierpliwoć.
O mnie: Rocznik 87. Od marca 2019 r. razem z mężem zaczęliśmy starania o nasze pierwsze dziecko. Na razie bez efektu. W dobie wszechobecnego promowania antykoncepcji i promowania bezpiecznego seksu myślałam, że zajście w ciążę to najprostsza rzecz na świecie. Jak bardzo się myliłam...
Czas starania się o dziecko: Od marca 2019 r.
Moja historia: Starania o dziecko zaczęliśmy w marcu 2019 r. Od lipca 2019 r. pomiar temperatury i testy owulacyjne. We wrześniu 2019 r. mąż zrobił podstawowe badania nasienia, które nie wyszły dobrze- upłynnienie enzymatyczne i ruch postępowy 21%. W listopadzie powtórka badań, tym razem pełen pakiet i wszystko wyszło w normie, upłynnienie i ruch też, oprócz morfologii 2%. Wykluczone żylaki i infekcje. Mąż się suplementuje fertilman plus i je orzechy brazylijskie. Ja acard, wit. D, magnez, wapń, wit. b6, pregna start, castagnus (nieznacznie podwyższona prolaktyna, PMS). Przy współżyciu żel Ferfilsafe plus. U mnie nawracające infekcje. W styczniu 2020 badanie HSG - jajowody drożne. Luty 2020 - I monitoring cyklu - owulacja potwierdzona, endometrium ok. Test po współżyciu nie wykazał wrogiego śluzu. W II fazie cyklu włączenie luteiny 3 razy dziennie x 1 100mg. Marzec 2020 ciąża biochemiczna. Kwiecień 2020 po suplementacji morfologia 6% i zmiana lekarza. W nim cała nadzieja! Maj 2020 zaczynamy z mężem leczenie dostinexem w celu obniżenia prolaktyny. Staramy się dalej...
Moje emocje: W większości żal, smutek, frustracja. Niestety, ale u mnie szklanka jest zawsze do połowy pusta.

27 września 2019, 08:40

Miesiączka spóźnia się 2 dni, temperatura w wysoka, ale dzisiaj znowu plamienie i już nawet nie robiłam testu. Czuję, że nadchodzi :( jest mi tak żal... wczoraj przez chwilę łudziłam się, że się udało, że niepotrzebne będą badania. Jutrzejsza wizyta w invicta aktualna. Wiem, że to dopiero pół roku starań, ale jestem już tym zmęczona. Żyję tylko ciążą, której nie ma i boję się, że naturalnie nie będzie... Siedzę w pracy i powstrzymuję łzy

28 września 2019, 08:57

Wczoraj jeszcze miesiączka nie chciała przyjść więc kładłam się pełna nadziei, że jestem w ciąży. Rano chciałam wykonać test i nie zdążyłam. Małpa przyszła. Jedziemy za chwilę z mężem do invicty na badania...

28 września 2019, 14:45

AMH na poziomie 2,94 - szybko poszperałam w internecie i myślę, że nie jest źle ;) wyniki nasienia będą wieczorem. Działamy szybko, bo chcę wiedzieć na czym stoimy. W ogóle należę do osób, które od razu doszukują się chorób i potem się stresuję (być może niepotrzebnie). W okresie, w którym chorowałam na chlamydię również średnio co miesiąc miałam zapalenie pęcherza, potem różnego rodzaju zapalenia pochwy, najczęściej bakteryjne. Jeżeli jajowody okażą się niedrożne szybko będziemy mogli działać dalej, jeżeli okaże się, że są drożne to przynajmniej wyluzuję i się uspokoję.

29 września 2019, 08:17

Wyniki męża- parę parametrów lekko zaniżonych, ale martwi mnie upłynnienie enzymatyczne :-( w wartości czas zamiast liczby jest * a w sposobie upłynnienia enzymatyczny.czy to wyrok?

Wiadomość wyedytowana przez autora 29 września 2019, 09:49

29 września 2019, 12:42

Od wczoraj siedzę i ryczę :( martwią mnie wyniki męża. Nachodzą mnie myśli: a co jeśli nam się nie uda? czy zostaniemy kiedyś rodzicami? Mój mąż byłby wspaniałym ojcem. dzieci wprost go uwielbiają. serce mi pęka jak pomyślę, że być może nie będzie nam dane mieć dzieci :( nigdy nie brałam pod uwagę możliwości, że przyczyna naszych niepowodzeń może leżeć w nasieniu męża. Wizytę u androloga mamy 16 października. Zwariuję do tego czasu :( widzę, że wyniki też go podłamały, a mnie wręcz złamały. Stara się mnie pocieszać, uspokajać... czemu nas to spotkało?

liczba plemników w 1 ml 25,63, wartość referencyjna powyżej 15
liczba plemników ejakulacie 78,89 mln wart. ref powyżej 39 mln
plemniki o szybkim ruchu 10%
suma plemników o ruchu postępowym 21% wartość ref. powyżej 32% :(((((((((((((
plemniki o ruchu niepostępowym 7%
plemniki nieruchome 72%
plemniki o szybkim ruchu postępowym 2,56
plemniki o wolnym ruchu postępowym 2,82
plemniki o ruchu niepostępowym 1,79
plemniki nieruchome 18,45
średnia prędkość przeciętnego toru 22,4 wartość ref powyżej 23,1
średnia prędkość ruchu postępowego 14,9 wart. ref. powyżej 16,4
prostoliniowość 63,9%, wart. ref powyżej 66,4
liniowość ruchu 39,7%, wart. ref. 44,1
plemniki żywe 58%
plemniki martwe 42%

czas upłynnienie *, wartość ref. do 60 min
sposób upłynnienia enzymatyczne, wartość referencyjna samoistnie :(((((((((((((((((((
wydzielina szarobiała
zapach swoisty
objętość ejakulatu 3 ml/ powyżej 1,5
odczyn ph 8/ powyżej 7,2
liczba komórek okrąglych 3,8 / poniżej 5

Wiadomość wyedytowana przez autora 29 września 2019, 12:43

29 września 2019, 14:25

patrzę, że badanie nie obejmowało morfologii. Wzięliśmy podstawowy pakiet czyli ogólne badanie nasienia, bo nie sądziliśmy, że może być coś nie tak. Upłynnienie najbardziej mnie martwi. Boję się, że niemożliwe będzie naturalne zapłodnienie :( to, że mój mąż może mieć infekcję jest bardzo prawdopodobne, bo ja co chwilę jakąś mam, aktualnie też a przecież się nie zabezpieczamy. chociaż ph ma w normie... :/
przeczytałam chyba wszystko o upłynnieniu w internecie, przejrzałam wątki na ovu i jestem kropce, bo z jednej strony osoby piszą, że wystarczy pić wodę, syropy na kaszel i wit. C, a inni, że jest to nieodwracalne i tylko inseminacja...

30 września 2019, 07:28

Wysłałam smsem wyniki badań męża i wczoraj wieczorem odpisał, że parametry nieznacznie obniżone, ale wciąż są umiarkowane jednak martwi go enzymatyczne upłynnienie :-/ poradził, abyśmy od razu udali się do invicty bo ze względu na naszą historię (chlamydia, nawracające zakażenia pochwy) potrzebujemy już kompleksowej pomocy... 16.10 jedziemy do androloga a później do invicty.
Wczoraj dowiedziałam się, że znajoma jest w ciąży, starali się chyba 2 miesiące. Nie mogłam powstrzymać łez. To jest tak cholernie trudne i przykre... choćbyśmy mieli wziąć pożyczkę w Providencie na in vitro to i tak nie zrezygnujemy z marzeń o dziecku.

Wiadomość wyedytowana przez autora 30 września 2019, 07:31

30 września 2019, 12:39

tak myślę sobie, że po stosunku, gdy poleżymy jeszcze tak 20 min, to później zauważam, że sperma ze mnie wypływa (tzn jest wodnista, tak jak śluz owulacyjny). Nie jest to jakaś galareta czy "glut". dzisiaj zrobimy eksperyment i zobaczymy jak sperma upłynnia się w kubeczku. być może był to jakiś pojedynczy przypadek... Boże takie emocje we mnie teraz siedzą... raz załamka, raz nadzieja. Wiem, że póki nie odwiedzimy androloga i nie porobimy dodatkowych badań niczego nie będziemy wiedzieć na czym stoimy.

Wiadomość wyedytowana przez autora 30 września 2019, 14:38

30 września 2019, 13:07

Czekamynadzidzie Czy gdy mieliście problem z nasieniem to zauważyłaś, że nie wypływało, że było gęstsze niż zazwyczaj? czy nie było tego widać gołym okiem?

Wiadomość wyedytowana przez autora 30 września 2019, 13:08

1 października 2019, 17:09

Zrobiliśmy dzisiaj domowy test upłynnienia nasienia męża. Na nasze oko nasienie już po paru minutach zaczęło się rozwadniać. Teraz, po ok 20 min jest całkowicie płynne, może nie takie rzadkie jak woda, ale nie jest to zwarta wydzielina jak po samym wytrysku... Wiem, że takie badania na własną rękę może i są bez sensu i mogą nic nie dać, ale jakieś światełko w tunelu jest. Może z tym upłynnieniem to nie o to chodzi i jakoś inaczej to badają? W przyszłym tygodniu wybieram się do mojego lekarza i mam nadzieję, że wyjaśni mi tę sprawę.

3 października 2019, 10:23

Mój ginekolog stwierdził, że upłynnienia nie można sprawdzić na własną rękę... pozostaje wizyta u androloga. Jak ja wytrzymam do 16.10..... przed wizytą chcemy powtórzyć badanie. Może coś się zmieni?

6 października 2019, 11:51

Zbliża się owulacja. I co z tego? :( wiem, że nie powinnam widzieć wszystkiego w czarnych barwach, ale nie chcę robić sobie nadziei, że może tym razem się uda. Bo pewnie się nie uda. przynajmniej, gdy teraz dostanę miesiączkę zawód, smutek i żal będą mniejsze...

7 października 2019, 08:50

Wczoraj mój mąż po długiej rozmowie trochę "przestawił" mi w głowie. W tej sytuacji myśli dużo bardziej racjonalnie niż ja. Ma w sobie siłę spokoju i jego nastawienie jest raczej pozytywne. A ja przecież nie mogę wciąż płakać, bo co to da? Najpierw musimy poczekać na to, co powie lekarz. Cieszę się, że mam możliwość wygadać się tutaj. Nic jeszcze nie mówimy naszym bliskim, a we mnie to siedzi i ciąży, tzn. nawet nie mówimy, że się staramy. Czytam pamiętniki innych dziewczyn i wiem, że nie jesteśmy sami, że nie jesteśmy wyjątkiem, że inni też zmagają się z problemami i są dobre zakończenia tych historii. Chciałabym, żeby wszystkim nam się powiodło...
Na ulicy widzę same wózki, mamy i dzieci i myślałam do niedawno, że to nic trudnego "zrobić" dziecko. A tych historii nie widać gołym okiem. Muszę przestawić się z myślenia, że tylko my mamy problem.

Wiadomość wyedytowana przez autora 7 października 2019, 08:52

14 października 2019, 09:17

W tym miesiącu owulacja pojawiła się dużo wcześniej niż zazwyczaj. Może ze stresu przesunęła się o 4 dni? Zeszło mi ciśnienie na "robienie" dziecka. W tej chwili skupiam się na tym, żeby ustalić co jest z moim mężem. Wizyta u lekarza już za 2 dni. Swoje wypłakałam, teraz czas na działanie.

Wciąż mierzę temperaturę, ale już nie doszukuję u siebie objaw ciąży, tak jak zwykle to robiłam. W ogóle nie nastawiam się na ewentualną ciążę. Może to nieodpowiedzialne, ale zdarza mi się zapomnieć o kwasie foliowym czy też normalnie poję alkohol, gdy mam na to ochotę. Nie mogę, by ciąża, której jeszcze nie ma (i nie wiadomo czy będzie możliwa w naturalny sposób) zdominowała moje życie.
Jestem już tym zmęczona psychicznie tym staraniem.

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 października 2019, 09:37

16 października 2019, 13:44

Dzisiaj wizyta u androloga. Tak bardzo chciałabym wierzyć, że dzisiaj już będziemy wiedzieli na czym stoimy, ale raczej nic konkretnego nie usłyszymy. Pewnie czekają nas kolejne badania i musimy uzbroić się w cierpliwość. Najbardziej boję się, że nic z tym upłynnieniem nie da się zrobić. Wiem, za wcześnie na czarne myśli, ale taka już jestem. Martwię się na zapas. Już nie wiem, ile łez w ostatnich tygodniach wylałam. I nie tylko przez tę sytuację. Bardzo emocjonalnie do wszystkiego podchodzę i wszystko biorę do siebie przejmując się i stresując. Ostatnie tygodnie w pracy też dały mi w kość. Gdyby nie sytuacja z wynikami pewnie bym inaczej reagowała, ale czuję, że wszystko powoli zaczyna mnie przerastać :( Jestem zmęczona, a jedyne co chcę robić to siedzieć i płakać. Wiem, wiem użalam się nad sobą...

16 października 2019, 21:19

Jesteśmy po wizycie. Doktor bardzo rzeczowy i na spokojnie wytłumaczył nam cały problem. Otóż nawodnienie, wysiłek fizyczny itp. w bardzo małym stopniu mają wpływ na upłynnienie. Problem leży w tym, że prostata nie produkuje jakiegoś enzymu lub produkuje go za mało. Może to być czasowe lub stałe. My zrobiliśmy domowy test po 3 dniach od odebrania wyników i wg nas nasienie się upłynniło, ale lekarz stwierdził że nie (nagraliśmy filmik i pokazaliśmy go). Sperma powinna być dosłownie jak woda. U nas tak nie było :( czyli problem jest raczej stały. Przepisał jakieś czopki, zalecił pić acc max 2-3 dni przed owulacją i próbować. W międzyczasie mamy zrobić szczegółowe badania i posiew nasienia. Czyli jakiś plan jest. Ogólnie radził, żeby nie traktować tego problemu w takiej kategorii, że jesteśmy bezpłodni, bo upłynnienie zmniejsza szansę na ciążę, ale jej nie wyklucza. Mówił, że miał pacjentów z takim upłynnieniem i wyszła z tego ciąża. Oczywiście, wszystko jest możliwe... Ale szansę niestety są mniejsze :( Oprócz tego zbadał męża i nie ma żadnych żylaków, prostata raczej też w normie.
Następnym krokiem byłaby inseminacja... Mam mieszane uczucia. Z jednej strony wiemy na czym stoimy. Z drugiej, miałam nadzieję, że jednak to upłynnienie było jednorazowym przypadkiem.
I na koniec jego porada: po seksie mam nie wstawać do łazienki, tylko od razu iść spać (z nasieniem we mnie).

19 października 2019, 22:24

Dzisiaj mam doła :-( wiem, że nie mogę zakładać najgorszego i że nasza sytuacja nie jest beznadziejna, przynajmniej jeszcze o tym nie wiemy, bo dopiero jesteśmy na początku ścianki do ostatecznej diagnozy. Ale przeraża mnie myśl, że na nasze upragnione dziecko być może będziemy musieli poczekać jeszcze rok, dwa, pięć... Tak bardzo czekałam do ślubu tylko po to, żeby w końcu moglo pojawić się dziecko. Gdybym była młodsza być może byłabym spokojniejsza. Ale chciałabym być naszym dzieckiem jak najdłużej... Na moją miłość musiałam niestety trochę poczekać. I nie wyobrażam sobie, żeby ktoś inny mógłby być ojcem mojego dziecka.

22 października 2019, 12:14

Czekam na moment, w którym skończę się nad sobą użalać i zacznę być pozytywnie nastawiona na przyszłość, na to co nas czeka. Bo w końcu chyba znamy diagnozę i możemy rozprawić się z wrogiem. Ale czuję, że ta sytuacja mnie przerasta. Miałam plan, który teraz muszę wyrzucić do kosza. Dziecko zaraz po ślubie i koniec kropka. Teraz wiem, że raczej nic z tego nie będzie. Że mogą minąć w najgorszym wypadku jeszcze lata. Że mogę zostać mamą dopiero przed 40-tką. Przeraża mnie to. Ta niemoc jest najgorsza. Ten pamiętnik traktuję trochę jak moją osobistą terapię. Nie mam komu się wyżalić więc robię to tutaj. Nie chcę obarczać tym męża, bo wiem, że on sam ciężko to przechodzi, a nie chcę go dodatkowo obciążać. Rodzice na razie nie wiedzą, ale trzeba będzie im powiedzieć, bo niedługo jedziemy na badania do innego miasta. Zajmie nam to parę dni i na pewno pojawią się pytania po co tam jedziemy. To chyba będzie ten moment, w którym trzeba będzie powiedzieć, że zmagamy się z niepłodnością (jeszcze ciężko jest mi to pisać. Nie sądziłam, że kiedykolwiek nas to spotka). Jak już będą wiedzieć, to przynajmniej na święta nie będą nam życzyć dziecka, bo tego bym nie zniosła.

30 października 2019, 10:56

Zbliża się kolejna owulacja. Tym razem spróbujemy acc600 1x1 i kubeczek menstruacyjny. Szczerze? Wątpię w powodzenie, ale nic nie szkodzi spróbować ;)
A jeżeli chodzi o mój nastrój to chyba kryzys minął. Nie napiszę, że wcale się nie martwię, bo to nieprawda. Staram się o tym nie myśleć. Na duchu podnoszą mnie historie innych dziewczyn. Większość pamiętników kończy się zieloną ramką i mam nadzieję, że w naszym przypadku też tak będzie :)
Zdarza się, że oczy się zaszklą, gdy ktoś zapyta o nasze plany rodzinne (a ostatnio niestety się zdarza:/). Ale ludzie robią to nieświadomie, bo wiadomo - wzięliśmy ślub i teoretycznie kolejnym krokiem jest dziecko.
Zablokowałam na facebooku wszystkich znajomych, którzy bez przerwy wstawiają zdjęcia swoich dzieci i koleżanki, które są w ciąży. Tak profilaktycznie dla lepszego samopoczucia. Gdy do pracy przyjdą koleżanki, które obecnie są na macierzyńskim czy klienci z małymi dziećmi - staram się nie zwracać na nich uwagi. Odwracam głowę, gdy widzę kogoś z wózkiem w mieście. Może to chamskie, ale czuję się tak lepiej. Może to taka moja reakcja obronna?

1 listopada 2019, 09:25

W zetknięciu z lekarzami czuję się zagubiona jak dziecko we mgle...
Pierwszy lekarz do którego chodziłam od lat (prywatnie) zlecił nam zrobienie amh i badanie nasienia. Następnym krokiem byłoby skierowanie mnie na drożność. Po tym jak przedstawiłam mu wyniki męża umył ręce i powiedział, że mamy iść od razu do in victy... o skierowaniu na drożność już nic nie mówił. Powiedział, że "muszę sama zdecydować, kiedy chcę ją mieć". W międzyczasie byliśmy u androloga, też prywatnie. Zalecił nam wykonanie kompleksowych badań nasienia i powiedział, że mam zrobić tą drożność. Idę do ginekologa na nfz (nie była to moja pierwsza wizyta). Idę z infekcją intymną i przy okazji mówię o naszym problemie i zamierzam prosić o skierowanie na drożność. On powiedział, że robienie drożności jest bez sensu i że mamy iśc do in victy zrobić dna plemników i w zależności od wyników mamy robić inseminację lub in vitro... jeżeli chromatyna plemnikowa wyjdzie poniżej 15% to dopiero wtedy drożność, a jeżeli powyżej 15% badanie drożności byłoby bez sensu, od razu robiłby in vitro. Czytam Wasze historie i uważam, że drożność w naszym przypadku byłaby dobrym pomysłem. Dużo dziewczyn zaszło w ciążę po wykonaniu tego zabiegu. Nie wspomnę, że gdy wspomniałam o infekcji , nawet mnie nie obejrzał tylko od razu przepisał globulki! W gabinecie spędziłam dosłownie 7 minut.
Niestety mieszkam w małym mieście i nie mam dostępu do lepszych przychodni, a ten lekarz również przyjmuje w invikcie w większym mieście. Nie czuję wsparcia i chęci pomocy od lekarzy. Może gdybym chodziła do niego prywatnie to by inaczej mówił, ale z kolei mój pierwszy lekarz, do którego chodziłam prywatnie też umył ręce :( czy wy też musicie się zmierzyć w takim podejściem lekarzy do leczenia? Nie dość, że jest nam ciężko w tej walce, to jeszcze lekarze sprawiają, że ta walka jest jeszcze cięższa. Oczywiście, mogłabym wszystko robić prywatnie i byłoby super, ale niestety nie mamy na to pieniędzy... Próbuję jak najwięcej rzeczy załatwić na nfz, ale zderzam się wtedy z murem :(
1 2 3 4
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.