Pamiętniki Długa walka, udana walka. Niestety z tragicznym finałem.
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Długa walka, udana walka. Niestety z tragicznym finałem.
O mnie: Mam już 33 lata (12'87), lata starań o dziecko z tragicznym finałem...
Czas starania się o dziecko: Wiele długich lat, tylko teraz pierwszy cykl po poronieniu.
Moja historia: Przez wiele lat próbowałam zajść w ciążę masa badań, zmiana lekarzy aż w końcu trafiłam do kliniki gdzie wykryto niedoczynność i hashimoto... Jakim cudem przez 8 lat nikt tego nie wykrył? Przez rok brałam letrox, wtedy stał się cud. Na teście zobaczyłam dwie kreski w momencie gdzie odpuścilam lekarzy i wcale na to nie czekałam... Już na drugi dzień udało mi się dostać do lekarza. Wciąż się bałam, że oba pozytywne testy były jakimś błędem. Lekarz bardzo długo robił usg. W końcu powiedział, że ma dwie wiadomości. Pierwsza taka, że ciąża jest na pewno, druga omal nie spowodowała, że spadłam z krzesła... Podejrzewał ciążę pozamaciczna. Wiedziałam co się z tym wiąże. Mąż czekał przed gabinetem, przez mój płacz ledwo mnie zrozumiał. Na zlecenie lekarza tego samego dnia wstawiłam się w szpitalu. Pierwsze co zrobiono po wywiadzie, to pobranie krwi między innymi na poziom hcg. Miałam czekać na wyniki i jak już będą to od razu wezwą mnie na usg. Gdy weszłam do gabinetu lekarz na chwilę musiał wyjść, kątem oka spojrzałam na wynik bety. Wynik wskazywał na 6 tydzień, byłam w szoku. W głowie kłębiły się myśli jak mogłam objawów nie związać z ciążą 🤔🤭 w końcu przyszedł lekarz, zdążyłam jeszcze wytrzeć łzy, robi usg i po chwili mówi, że ciąża rozwija się w prawidłowym miejscu, że tamtego lekarza musiał zmylić płyn w zatoce. Rano mieli jeszcze sprawdzić czy beta rośnie i jak będzie przyrost to wracam do domu. Nie potrafię opisać szczęścia jakie wtedy czułam. Dwa tygodnie później było już widać zarodek. Niebawem wylądowałam na IP bo zmartwiły mnie nieduże, ale jednak plamienie. Wtedy już usłyszałam bicie serduszka, niesamowite uczucie. Miałam brać luteinę. Niestety, któregoś dnia plamienia się powtórzyły, wtedy już zostawili mnie w szpitalu. Wyszłam na drugi dzień z zaleceniem brania duphastonu. Było wszystko dobrze. Na następnym usg było już widać rączki, nóżki, zawiązki oczu. Dwa tygodnie później już więcej krwi było. Od razu szpital, położna myślała, że to może wina nadżerki. Przeszedł lekarz, robi usg i mówi "no i co my tu mamy, chciał powiedzieć, że widać maluszka, ale po chwili padły słowa, że niestety nie ma dobrych wiadomości, że serduszko przestało bić. To co ze mną się działo to istny koszmar. Od rana mieli podawać mi leki na wywołanie" porodu". Nie chciałam zostać na noc, nie chciałam być wtedy sama. Mąż zapytał lekarza czy może zabrać mnie na noc do domu, ale nie było zgody. Dali mi coś na uspokojenie, ale to nic nie dało. Potwornie bolała mnie głowa od tego płaczu. Jakoś przetrwałam do rana. Od rana zaczęłam brać leki. Myślałam, że szybciej sie to stanie. Czułam się okropnie aplikując te leki. Po czasie zaczęło boleć, po kolejnych dawakach ból był tak silny, a zwłaszcza skurcze... Położna mówiła, że to niestety bóle porodowe i dała mi kroplówkę aby trochę ulżyć. Po 30 tabletach się oczyściłam, obyło się bez zabiegu. Spędziłam 4 dni w szpitalu. Miałam farta, że cały czas byłam sama na sali. Tolerowałam tylko męża. Serce ściskało jak było na sali obok słychać odgłosy ktg, na przeciwko był oddział gdzie leżały matki z nowo narodzonymi dziećmi. Było słychać płacz dzieci... Do domu wracałam jakbym była w amoku, ślepo zerkałam przed siebie, łzy leciały ciurkiem. To taki straszny ból, nie życzę tego nikomu. Na upamiętnienie zrobiłam sobie tatuaż, mój pierwszy w życiu. Na zamówienie zrobiono mi kuferek na pamiątki, chce tam włożyć testy zdjęcia z usg i tym co mi zostało po Aniołku. Nigdy sobie z tym nie poradzę...
Moje emocje:

25 stycznia, 07:51

Jeszcze tydzień temu miałam nadzieję, nadzieję, że za wcześnie na zwykły test. Pojechaliśmy z mężem na test z krwi, z nadzieją, że się udało. Niestety, parę godzin później po nadziei nie zostało nic. Byłam w strasznym stanie. Udało mi się na wieczór umówić z lekarzem, na usg wszystko dobrze, ciąży brak, miesiączki brak.

27 stycznia, 06:55

Ależ miałam sen... A mianowicie poszłam do lekarza, który prowadził moją ciążę. Zrobił usg i się okazało, że poprzedni lekarz się mylił, że jednak jest ciąża. Dlaczego dręczą mnie takie sny 😭

29 stycznia, 01:05

43 dc...
Na grupie na fb widziałam dużo wpisów o olejku z wiesiołka, dziś trochę poczytałam na jego temat i zdecydowałam, że ja również zacznę go stosować. Nie zawsze wiem, że jest owulacja, więc na wszelki wypadek muszę pomyśleć przez ile dni go stosować.

30 stycznia, 22:44

No i zbliża się franca... Jeszcze niedawno czekałam aż przyjdzie, a dziś jak zobaczyłam ślady krwi to dopadł mnie smutek. Nie sądziłam, że tak to odczuję.

2 lutego, 15:27

47 dc

Narazie tylko plamienia, typowej @ nie ma. Brzuch pobolewa, ale nie tak zupełnie jak na @ 😳 Dziś osobiście poszłam się zarejestrować do lekarza, chciała mnie wcisnąć to lekarza i złej sławie. Ostatnio znowu nabroil przy porodzie. Byłam u niego dwa razy i więcej nie pójdę. Wspomniałam o tym wyraźnie i nagle udało się zapisać do innego lekarza, w dodatku już na ten piątek 🤔 i to do lekarza, który prowadził moją ciążę, a telefonicznie powiedziano mi, że reszta lekarzy tylko dla ciężarnych 🤦‍♀️. Jutro przy okazji odbiorę wyniki dzisiejszego TK.
Tak poza tym wszystkim smutny dzień... Mąż jutro wyjeżdża na 5 tygodni do pracy za granicę. Z bólem oboje doszliśmy do wniosku, że przynajmniej będą pieniądze abym mogła się przebadać. Finanse już wyczerpane, a nie chcemy się zadłużać a i sporo pieniędzy idzie na rachunki. Poprzednie dwa dni spędziliśmy na fajnych wyjazdach. Człowiek choć na chwilę zapomniał o problemach. Dziś z kolei obchodzimy przyspieszone walentynki, dostałam już piękny bukiet 🥰 Pierwszy raz taka sytuacja, ale trzeba się cieszyć ☺️ Przynajmniej dwa tygodnie jakoś zlecą bo będę jeździła na fizjoterapię i rehabilitację. Mam zamiar przy okazji chodzić na dłuższe spacery.
Na samą myśl o jutrzejszym wyjeździe męża zaczynam już tęsknić, wieczorem na pewno polecą łzy. To wszystko takie do du*y 😪😥

Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lutego, 00:22

6 lutego, 00:08

Te miesiączki po poronieniu są męczące... Ból to jedno, ale te wydłużone dni krwawienia na prawdę męczą. Wcześniej 3 dzień krwawienia był blisko końca, a tu końca nie widać. Do tego te bóle w dole brzucha i krzyża...
Przede mną jeszcze 6 dni fizjoterapii i rehabilitacji więc mam nadzieję, że przez weekend ta małpa odpuści. Na ten miesiąc za dużo się zwaliło, ale nie odpuszczam. Od środy spacery po 6,7 km ale w weekend chyba odpuszczę, czuję duże zmęczenie i przez to niechęć do jakiejkolwiek aktywności 😒

6 lutego, 22:35

No i dopadł mnie smutek, okropnie potworny smutek. Siedzę w kącie i płaczę, po cichutku aby nikt nie usłyszał. Ten ból, ten nieznośny ból po stracie Maluszka 😭 Nasz Maluszek za dwa miesiące byłby z nami... 💔

10 lutego, 16:11

No i stało się, zapisałam się do psychoterapeuty. Minęło 5 miesięcy i czuję, że sama sobie z tym nie poradzę

14 lutego, 09:24

No i mamy Walentynki, samotne walentynki. Moja Walentynka jest ponad 500 km od domu. Dobrze, że przypadło w niedzielę. Nie muszę nigdzie wychodzić więc i widoków sobie oszczędzę. Jutro wizyta u psychoterapeuty. Specjalnie przełożyłam wizytę u reumatologa bo bym nie ogarnęła. Przed terapia jeszcze ostatni dzień fizjoterapii i rehabilitacji, a potem jeszcze elektromiografia. Będę "latać" między szpitalami. Boję się, że jak powiem z "czym" przyszłam to będzie wielki płacz i nic więcej z sobie nie wydusze. Nie wiem czy to już depresja czy nie, ale jeśli nie to co?

17 lutego, 22:45

No i pierwsza wizyta za mną. Była bardziej zapoznawcza, nawet wypytała o choroby i była w szoku słysząc o mojej okropnej wadzie serca, o problemach z kręgosłupem i operacji która ochroniła mnie przed wózkiem. Oczywiście jest tego więcej...
Jestem na etapie żałoby z podejrzeniem depresji. Zaleciła wizytę u psychiatry bo być może będę potrzebowała pomocy leków. Także póki co mam zrobić coś dla siebie, kolejne spotkanie za dwa tygodnie. Do psychiatry zapisałam się już na środę.
Ciąg dalsze jeżdżenia od lekarza do lekarza. W poniedziałek wizyta u laryngologa, w środę psychiatra. Potem kolejno, ortopeda, reumatolog, kardiolog po drodze gdzieś endokrynolog. Najbardziej czekam na wynik elektromiografii.

20 lutego, 23:46

Dziś poszlam na długi, samotny spacer. Przeszłam ponad 9 km i dosyć się zmęczyłam, sporo pod górkę, ale dobrze mi to zrobi. Było przyjemnie ciepło, kurtka zimowa ląduje na dno szafy. Czekałam na lepszą pogodę, w końcu będzie więcej ruchu na świeżym powietrzu. Myślę nad rowerem, pewnie pomoże w rzuceniu kilogramów. Odkąd tarczyca chora, a raczej już jej połowa, bo drugą połowę "zeżarła" choroba, ciężej mi schudnąć. Od grudnia nie jem zwykłego pieczywa, tylko chlebek bez glutenu na zalecenie endo. Znalazłam jeden bardzo smaczny i nie tęsknię wcale za zwykłym. Dużo lepiej się czuję po takim chlebku, nawet mąż się zajada. Ba, nawet makaron bezglutenowy lepiej mi smakuje. Na szczęście w tych czasach łatwo o produkty bez glutenu. Na razie mam tylko ograniczyć, dalsza dieta zależy od ponownych wyników badań.
A tak poza tym odliczam dni do powrotu męża...
W poniedziałek wizyta u laryngologa, a w środę u psychiatry. Kolejny stres i płacz. Ale terapeutka poradziła aby pójść więc grzecznie pójdę. Nawet się tego nie wstydzę.

21 lutego, 16:44

Narazie nic to nie wniosło. Miałam na początek zrobić coś dla siebie. Zamierzałam się do kupna chomika, jak mężowi powiedziałam co mi terapeutka powiedziała od razu "wygnał" mnie do zoologa. Chomiczek póki co zajął trochę moją głowę, wracam właśnie z kolejnego spaceru, uwielbiam to i fajnie, że pogoda sprzyja. Boję się, że mogę wymagać leków, a nie wiem czy takie leki na depresję, które można brać przy staraniach. Nie wiem czy się poświęcić i się trochę "podleczyć", czy po prostu nie zgodzić się na leki.

21 lutego, 22:51

Ale miałam sen 💔

Byłam w szpitalu nie wiedzieć dlaczego
Działo się dużo dziwnych rzecze których za bardzo nie pamiętam 🙈
Zwracałam uwagę na brzuch, martwiło mnie, że był za mały a przecież niedługo mam rodzic 😭💔
No właśnie niedługo... Z miesiączki wychodził koniec marca, z usg 11 kwietnia. Niebawem nadejdą jedne z najgorszych dni...
Pewnie to dlatego, że dużo o tym myślę? Nie potrafię nie myśleć.

24 lutego, 21:53

No i muszę brać dabletki na depresję...
Dziś 22 dc a ja zaczęłam plamić 😳

26 lutego, 22:43

No i przyszła @...Nie spodziewałam się, że tak szybko zawita, przecież 9.02 dopiero mi się skończyła. Wcześniej cykl 48 dni, teraz 23 co się dzieje ze mną?
Poronienie mogło wszystko rozwalić?
W dodatku dziś płaczę jak szalona, w momentach samotnisci.
W poniedziałek jadę zbadać prolaktyne, zmieszczę się w odpowiednim czasie, chociaż tyle dobrego...

5 marca, 00:02

Wczorajszą wizyta u terapeuty odwołana, Pani się rozchorowała. Szkoda, bo byłam już przygotowana na nią psychicznie, no ale plus, że zadzwonili aby uprzedzić.
Dziś kilka godzin strachu, potem smutek i łzy.
Nadchodzi najgorszy czas... Niebawem miałam rodzic. Nie wiem jak sobie z tym poradzę, jak to przejdę...

Poza tym, praktycznie przestałam czytać pamiętniki, nie wiem dlaczego...

Jest mi okrutnie źle 😭
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego