Pamiętniki Kiedyś musi sie udać
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4

4 października 2020, 14:45

14 ms starań, 11 cs, 17 dc

Mam dziwne przeczucie. Nie podoba mi się to. Mam przeczucie, że się mogło udać. Że w tym cyklu się udało.

Znienacka przychodzą mi takie myśli. Że się udało. I mi się to nie podoba. Jestem chora na głowe. Nie podoba mi się przeczucie, że się udało. No trzeba mieć nierówno pod sufitem. Ale boję się, że się nastawię przez to przeczucie i za dwa tygodnie beta mi wszystko zweryfikuje. To będą gorzkie łzy do przełknięcia. A ja już nie chvę żadnych łez. Robię sama sobie krzywdę.

A skąd takie przeczucie? Nie wiem 🤷🏻‍♀️ Ani sutki nie bolą, ani szyjka i śluz nie wskazuje, ani piersi nie są większe (no są odrobinkę, ale przy tylu hormonach i ovi to nic dziwnego). Co więcej. Nawet nie wiem czy ta pieprzona owulacja była, bo to że cichociemny pęrzyk zniknął o niczym nie świadczy. Mam już historię ze znikającym pęcherzykiem i bynajmniej nie z powodu owulacji 🤦🏻‍♀️ Jak zbieram to wszystko do kupy to nijak nie wychodzi 🍀 finał.

5 października 2020, 21:08

14 ms starań, 11 cs, 18 dc

Temparatura z dziś 36,87. BYŁA OWULACJA! 😍 jestem taka szczęśliwa!
Jajniki okrutnie napieprzają już kolejny dzień.

Od jutra wjeżdża monokoncentrat z ananaska.

🍀✊🏻

8 października 2020, 15:42

14 ms starań, 11 cs, 21 dc

7-8 dpo
progesteron 25,60
😲😲😲😲😲😲

Nie biorę nic poza dupkiem 2x1, który nie wychodzi z badaniach. Albo moje jajeczko było kozakiem, albo popękały później wszystkie 5 jajek, albo ... 🙊

Wiadomość wyedytowana przez autora 8 października 2020, 15:51

11 października 2020, 17:31

14 ms starań, 11 cs, 24 dc, 11 dpo

Martwie się. Ten gigantycznie wysoki prg namieszał mi w głowie. Zaczęły się potwierdzać moje przeczucia sprzed tygodnia. Dzisiaj sobie o nich przypomniałam. I ten prg je w jakiś sposób potwierdza.

Rozłożyła mnie choroba: katar, kaszel, łamanie w kościach, podwyższona temperatura. Martwię się, że to mogło przeszkodzić.

Piersi dalej bolą, ale już mniej. Wciąż są większe ale już nie tak bardzo jak były. W jajnikach i pachwinach już prawie nie ciągnie. Objawy ustają powolutku. Jedyne co to bym spała i spała. Ale to przez chorobę.

Martwie się tym, że przez to wszystko bardzo się nadtawiłam. Jedno badanie prg, które w końcu wyszło dobrze, a ja w myślach już wybierałam wózek i przewijak. Boję się, że tym razem jak spadnę to z bardzo wysokiego konia. Zupełnie wbrew sobie nastawiłam się, że zastrzyki będą jak dotyk czarodziejskiej różdżki. I teraz boje się, że jednak nie będą 😔

Jeszcze dwa dni. Dwa dni i będę wiedzieć. Niech ktoś da mi siłę, wiarę i nadzieję, że będzie dobrze. A jeśli nie, że uda mi sie to przetrwać. Jak całą resztę. 🙏🏼

11 października 2020, 21:35

Jestem strasznie głupia. Leże na sofie, udaję, że oglądam mecz z mężem, tak na prawdę połykam łzy. Smutku, wzruszenia, nadziei. Wszystkiego. Przeczytałam parę wzruszających i dających nadzieję i siłę do walki historii na ig. Przeczytałam wasze komentarze.

Dziękuję za wsparcie ❤️ Bardzo bardzo Wam dziękuję. I choć nie jestem jeszcze na siłach, żeby wrócić na forum to ogromnie wiele dla mnie znaczy, że o mnie nie zapomniałyście i że trzymacie za mnie kciuki tak mocno.

Wiem, że ten prg to żaden wyznacznik. Wiem, że dziewczyny ze znacznie wyższym kończyły bez ciąży. Wiem, że u niektórych to był ten dobry początek. Wiem, że nie powinnam się nastawiać. Wiem, że to zupełnie nic nie przesądza. Ale wiem też, że nie mogę zabronić sobie wierzyć i marzyć. Wiem, że u mnie prg po owulacji na luteinie 200 wynosił koło 29. A tu bez luteiny niewiele mniej. To pozwala mi wierzyć. Bo jeśli nie ja, to kto ma uwierzyć w tego kropka?

Wiem, że dam radę niezależnie od wyniku. Wiem, że wiele we mnie strachu, niepewności, nadziei. Wiem, że sobie poradzę. Wiem, że mam siłę, żeby walczyć.

13 października 2020, 08:58

14 ms starań, 11 cs, 26 dc, 13 dpo

Biało.

Dziś jestem kłębkiem smutku, rozpaczy, beznadziei. Dziś nie mam nadziei na nic. Dziś nie wierzę, że kiedykolwiek się uda. Dziś upadłam i leże i zwijam się w swoim bólu. Znów.

Za parę dni wstanę, otrzepię kolana i wytrę łzy. Będę szła dalej.


Zrobiłam bete. 1,10. Końcówka ovitrelle. Zastrzyki jednak nie są magiczną różdżką.

Wiadomość wyedytowana przez autora 13 października 2020, 16:49

14 października 2020, 12:38

14 ms starań, 11 cs, 27 dc, 14 dpo

Już odpuściłam sobie test. Temperatura wciąż w dole więc nie tym razem.

Już mi przeszło załamanie. Dalej mi smutno, dalej jestem rozżalona, ale nie mogę się w tym kisić. Ruszamy z kolejnym cyklem. Jak ten następny się nie uda to będę rozmawiać z lekarzem co dalej. Przed ivf jest jeszcze opcja zrobienia histero-laparo i IUI. Obie opcje uważam, że chce wykorzystać jeśli będzie taka potrzeba. Histero-laparo, żeby sprawdzić, czy jest sens w ogóle próbować naturalnie, jak wygląda stan mojego jajowodu, macicy, endo. IUI, żeby odrobinkę zwiększyć szansę przez pominięcie szyjki i lekkim podreperowaniu nasienia przed podaniem.

Początkowo dawałam sobie czas na naturalne zajście do stycznia-lutego 2021. Biorąc pod uwagę, że chciałabym ewentualnie podejść do histero-laparo i IUI trzeba czas nieco wydłużyć. Jeśli w moje urodziny z końcem maja nie będę w ciąży idziemy w stronę ivf. Cały wczorajszy wieczór spędziłam na stronach klinik Krakowskich. Możliwe, że trzeba będzie się przenieść do kliniki wcześniej, żeby zrobić histerolaparoskopie i podejść tam do IUI. Zaczynam już reaserach, żeby nie tracić na to czasu później, tylko od razu jak najszybciej umawiać się do wybranego lekarza w klinice. Przeraża mnie, że do niektórych lekarzy nie idzie się zarejestrować. Może powinnam już teraz próbować się umówić?

Tymczasem czekam na okres. Jeśli dziś odstawiłam dupka, to powienien się pojawić jutro lub pojutrze. Rozpoczynam kolejną przygodę z Gonalem.

17 października 2020, 11:35

14 ms starań, 12 cs, 2 dc

Myślałam, że wczoraj umre. Już jedną nogą byłam w drodze na IP. Te okresy z cyklu na cykl są coraz gorsze. Miałam wrażenie jakby krew zamiast na zewnątrz wylewała się do brzucha. Jak podczas badania sonoHSG, tylko nie przez pare minut, a przez ponad 6h ciągiem. Prawie zemdlałam z bólu, wymiotowałam, traciłam świadomość, krzyczałam do męża i płakałam, a on nie miał mi jak pomóc.. Nie wiem ile jeszcze takich okresów wytrzymam zanim poddam się w tych staraniach i wrócę do antyków.

Ja wiem, że poród boli milion razy bardziej. Ale rodzi się 1 do 2-3 razy w życiu średnio. I ma to swój wielki sens. Na prawde nie wiem ile jeszcze wytrzymam.

Dzisiaj powinno już nie boleć. Ale jednak boli. Mniej i mogę w miarę funcjonować. To w miarę funkcjonować oznacza, że byłam w stanie wziąć prysznic i sama pójść sobie po cole. Jeść wciąż nie mogę bo dalej jest mi okrutnie niedobrze i gdy próbowałam zjeść sucharka to go 🤮

Jeszcze ten cykl na gonalu i muszę zrobić przerwę. Nie dam rady po prostu... chyba na prawde muszę zrobić histero-laparo. Teoretycznie podczas operacji usunięcia cp wykluczyli endometrioze, ale te moje okresy mnie przerażają. Uświadomiłam sobie wczoraj podczas jednego przebłysku świadomości, że ja bardziej niż porażki i poraz kolejny braku ciąży boję się, że znów będę musiała przechodzić przez TAKI okres...

2 listopada 2020, 19:52

15 ms starań, 12 cs, 18 dc

Wczoraj wylądowałam na izbie przyjęć. Gdyby nie kontakt z moim lekarzem pewnie by mnie nie przyjeli i nie zbadali. Nagle pojawił się okropny ból brzucha, nudności i wymioty tak silne, że powodowały bezdech. Już nie miałam czym wymiotować. 5 dni po podaniu ovitrelle już miałam czarny scenariusz hiperstymulacji w głowie.

Po 2h leżenia i przysypiania między kolejnymi torsjami z głową na stoliku w końcu mnie zbadali. Gdzieś na wpół przytomna, czekając w poczekalni oczywiście sama „bo covid” usłyszałam, że „ona na prawde cały czas wymiotuje”... nie kurwa udaje sobie bo lubie siedzieć w święta zupełnie sama na izbach przyjęć... brak mi słów. Covid covidem, ale możnaby umrzeć z jakigokolwiek innego powodu, a nikt się tobą nie zainteresuje bo kurwa covid.

Na szczęście to nie hiperka, ewentualnie jej łagodna forma. Wróciłam do domu. Wciąż ledwo żywa, heftająca, nieprzytomna prawie.

Wiem, że nie powinnam się tak czuć, ale teraz mi głupio, że 1 listopada wieczorem wydzwaniałam do mojego ginekologa. Nawet nie ja, a mój mąż. Głupio mi, że zajmowałam mu czas gdy to jednak nie hiperka. Czuję się jak jakaś panikara, mimo że wczoraj myślałam, że zaraz się przekręcę.

Jest mi też cholernie smutno. To już nie na moje siły. Już nie daje rady się ostrzykiwać, liczyć dni, bzykać się na zawołanie, brać leki i hormony, wyczekiwać na ciąże, która nie nadejdzie. Mam dość absurdalnie bolesnych aż do nieprzytomności okresów. Nie ma we mnie nadzieji. Jest smutek, apatia, rezygnacja. Mam już dość wszystkiego. Może powinnam zrobić sobie dłuższą przerwę. Albo wręcz przeciwnie zrobić jeszcze dwa cykle na zastrzykach i wtedy odpuścić z myślą i poczuciem, że na prawde już tylko ivf zostaje. I podejść do tego w nowym roku.

Wiem, że to mnie już przerasta. Że ja już na prawdę nie mam siły i nadzieji. Jestem pokonana.

5 listopada 2020, 12:30

15 ms starań, 12 cs, 21 dc

Ja już nie mam siły. Czuje się bezradna. Mam dość brania hormonów i czekania na cud. Bo to byłby cud w naszym przypadku.

Mam dość wydawania koszmarnych ilości pieniędzy na procent nadzieji na ten cud. Mam dość stresowania się, denerwowania, martwienia, smutku, płaczu. Mam dość seksu na zawołanie, tłumaczeniu mężowi zawiłości leczenia i cudu zapłodnienia.

Ja po prostu nie mam siły. I nie wiem czy chce odpuścić, zostawić leki na jakiś czas. Czy może iść już do kliniki i zająć się ivf. Wiem, że to żadna gwarancja, że się uda. Ale szanse są jednak większe niż naturalne.

Umówiłam się na wizytę w klinice na 12 listopada. Mąż mnie namówił. Posłuchałam. Powiedział „po co mamy czekać do marca i tracić 3 miesiące”. Idę zapytać co oni proponują, co możemy zrobić. Idę po inny punkt widzenia, po drugą opinie. Mój lekarz jest ze mna od roku. Ale on jest zachowawczy i wiem, że zaraz też zderzy się ze ścianą.

Na prawdę nie wiem co bym chciała. Nie chce jeszcze iść w ivf. Nie chce robić przerwy. Nie chce brać dalej zastrzyków i starać się naturalnie. To czego ja chce? Ciężko mi. Tak cholernie, po ludzku ciężko. Czuję się przegrywem.

Równo rok temu wychodziłam ze szpitala po usunięciu cp. Byłam załamana, ale też dzwinym sposobem pełna nadzieji. Skoro tak szybko sie udało to za rok o tej porze już na pewno będę w ciąży. Otóż nie jestem. I w międzyczasie nie byłam. A na przyszłość się nie zapowiada.

Może chciałabym już podejść do ivf. Ale boję się, że traktuję to jako „drogę na skróty”. Ale najbardziej boję się czegoś innego. Bo ivf to już ostatnia deska ratunku. Boję się, że ivf też się nie uda. A wtedy zostanę z niczym. Już nawet bez nadzieji.

11 listopada 2020, 21:53

15 ms starań, 12 cs, 27 dc

Z wielką niechęcią zrobiłam dziś test. Wiedziałam, że będzie negatywny. Normalnie bym nie robiła, ale przed jutrzejszą wizytą chciałam na pewno wykluczyć ten CUD.

Jutro pierwsza wizyta w klinice. Nie wiem na ile wybraliśmy dobrą klinikę i lekarza. Był polecany 🤷🏻‍♀️ Troche wchodzimy w to w ciemno.

Jeszcze niedawno zastanawiałam się czy klinika to dobry pomysł. Czy nie za szybko? Czy nie pochopnie? Czy to dobry moment? Czy to nie będzie w jakimś sensie poddanie się, pójście na „łatwiznę” w naszym przypadku? Ale od dwóch dni mam przebłyski siebie w ciąży. Jak konpletuje wyprawkę, organizuje baby shower dla najbliższych, rozmawiam z brzuchem, jak mąż rozmawia z brzuchem. Widzę to wszystko i chcę tego. Nie chcę już dłużej liczyć na łut szczęścia. Chcę mieć dziecko. A ivf to krok ku temu. Krok bliżej niż pozycja „czekamy na cud”.

Jedyne co mnie zastanawia to czy czekać z ivf do „po hiesterolaparoskopii”, na którą dostałam skierowanie, czy robienie ivf bez tego. Uwaga uwaga. Termin histerolaparo mam na.. 24 MARCA. I mam być wtedy w 10-11 dc. Bo ja to niby kurde wiem co wtedy będzie. Niby do tego czasu mogą zadzwonić, że jakiś termin się zwolnił i mogą mnie wziąć wcześniej. Ale na ile to się złoży? Tego nie wie nikt. Do zabiegu będę już po 6 (!!) cyklach na Gonalu... A jak pójdziemy w ivf to na ile histero-laparo mi potrzebna? Mogę zrobić ewentualnie samo histero. Prywatnie. Już wolę zapłacić niż tyle czekać. Cyk cyk i zrobione i lecimy dalej.

Stresuję się przed jutrem. Ale jestem też cholernie ciekawa co zaproponuje lekarz. Mąż już też nie chce więcej czekać. A ja chcę mu w końcu dać dziecko. Wiem, że ivf to żadna gwarancja, ale ja chwytam się tej opcji jak tonący brzytwy.

13 listopada 2020, 14:54

15 ms starań, 12 cs, 29 dc

Czuję się jak nowo narodzona. Wczoraj pierwsza wizyta w klinice i czuję w końcu po roku wiatr w żaglach. Ale tak na prawdę, na serio. Czuję, że mam moc.

Doktor bardzo sympatyczny i bardzo kompetentny. Przesiedzieliśmy w gabinecie prawie godzinę. Omówił z nami wszystko i nie próbował od razu wcisnąć ivf. Powiedział, że postępowanie dotychczasowe było prawidłowe, ale czas już na głębszą diagnostykę, żeby wciąż nie liczyć tylko na łut szczęścia.

Zapytał się nas czy czekamy do mojej histero-laparo. On zasugerował, że laparo mi jest niepotrzebne obecnie, bo rok temu było sprawdzone najważniejsze - drugi jajowód nie utknięty, śladów endometriozy brak. Mam podczas histero sprawdzić czy ujście drugiego jajowodu nie jest zrośnięte i czy tam jest wszystko w porządku oraz czy nie ma zapalenia endometrium. To najważniejsze teraz. Zdecydowaliśmy się, że nie czekamy ani chwili dłużej. Mam jeszcze ważne wymazy więc robię histeroskopię prywatnie za 1,5 tyg. Będę przebierać nóżkami do tego czasu.

Mąż, ze względu na słabą morfologię dostał skierowanie na rozszerzone badania nasienia. Tak się przejął, że wczoraj w drodze powrotnej z kliniki kazał mi dzwonić i umawiać go na dzisiaj. Także jego badania będą lada moment, bo na dziś udało się umówić. Z wynikami wizyta u urologa/androloga.

W zależności od tego co wyjdzie mamy 3 opcje: starania naturalne na stymulacji, inseminacja do 3 razy, ivf. Jestem gotowa na wszystkie opcje, choć nie wiem, czy jeśli wszystko wyjdzie w porządku to nie pójdziemy od razu do inseminacji. Starania naturalne mieliśmy przez cały ostatni rok i guzik z tego wyszedł. Ale to musimy poczekać na wyniki. Lekarz bez tego nie chciał nawet nic sugerować, bo uważa, że to kluczowe.

Jestem szczęśliwa, działamy, idziemy do przodu. Nie poddajemy się. Jedna wizyta i tyle energii i wiary.

I' back baby!

18 listopada 2020, 10:15

15 ms starań, 13 cs, 2 dc

Lecimy bez stymulacji. We wtorek histero! ❤️
Nowy lekarz jest świetny. Sam załatwił mi termin, godzinke no wszystko. Jestem mega zadowolona.

Są wyniki męża. Morfo dalej 2%, reszta parametrów włściwie identyczna. HBA 96%, stres oksydacyjny w normie. Czekamy jeszcze tylko na fragmentacje, czyli najważniejsze tak na prawdę.

Teraz w głowie kombinuję jak zrobić cytologię i wymazy jeszcze w tym cyklu, żeby ewentualnie od następnego jak się okaże, że jest taka potrzeba podejść do IUI lub ivf. Czy przed histero może mi pobrać cytologie? 🤔😅

1 grudnia 2020, 18:19

15 ms starań, 13 cs, 15 dc

Zbierałam się trochę, żeby napisać po histero ale musiałam uporządkować swoje emocje. Nie spodziewałam się tego co usłyszę. Ze wszystkich diagnoz nie spodziewałam sie właśnie tej.

Samo histero nie bolało. Bolała biopsja. Cholernie bolała. Bolała tak, że zadwałam sobie pytanie po co ja to w ogóle robię. Ale dziś już tego bólu nie pamiętam. Szyjka w porządku, prawidłowa. Ale po wejściu histeroskopu głębiej zobaczyłam całe endometrium usłane mikro polipami. Jak okiem sięgnąć. Do tego małe obrzęki i przekrwienia. Podejrzenie przewlekłego zapelenia endometrium. Ujście jajowodu ładne, okrąglątkie, wygląda na drożne. Nawet woda tamtędy uciekała. Ale jak jest głębiej nikt nie wie.

Byłam tak zszokowana diagnozą i poskręcana bólem, że nie byłam w stanie o nic zapytać. Dostałam antybiotyk, końskie ale to na prawdę końskie dawki na 20 dni. Łącznie biorę 2g antybiotyków dziennie. Od pierwszego dnia mdli mnie niemiłosiernie. I takich dni przede mną jeszcze 13. Od razu po skończeniu terapii idę na kontrolę i prawdopodobnie ponowną biopsję.

Dziś dostałam wyniki z histopatu. Obecność komórek CD138. Właściwie niewiele rozumiem z tego. Tylko tyle, że jakiś stan zapalny faktycznie jest.

Od tygodnia mam mętlik w głowie. Ja wiem, że powinnam cieszyć się, że jest diagnoza, jest leczenie. To najważniejsze. Bo nie walczę z wiatrakami a z konretną przypadłością. Ale ja czuję jedynie smutek i żal. Chyba dlatego, że w końcu pogodziłam się z myślą o niedziałającym jajowodzie, podejściu do ivf. A tu nagle wyskakuje znowu coś... Boję się, czy leczenie będzie skuteczne, czy będę się z tym męczyć jeszcze dłużej. Boję się, bo przy problemach z endometrium nawet ivf nie jest już takim „pewniakiem” (choć i tak nie jest, ale mam wrażenie, że przy problemach z endo, z implantacją to jest jeszcze trudniej). Martwię się co dalej, ile będziemy musieli czekać. Czy w ogóle się uda. Zastanawiam się czy ten stan zapalny nie przeniósł się na jajowód? Czy przez to nie zrobił się niedrożny lub ze zrostami, czy po leczeniu będzie działał? Czuję się z tą diagnozą jak z wyrokiem. Mimo, że nie powinnam.

Dziś mąż był u androloga/urologa. Lekarz powiedział, że dawno nie widział tak dobrych wyników. Doszły nam wyniki Fragmentacji na poziomie 21%. Generalnie on nie miał się do czego przyczepić. Żylaków brak. Rekomendacja starań naturalnych ew. inseminacji jeśli chodzi o problem męża. I też powinnam się cieszyć. Bo to jeden problem z głowy. Mąż ma dobrą armię. A mnie to przytłoczyło. Cieszę się, że jest okej ale to jeszcze dobitniej pokazuje, że to u mnie jest problem. Że to JA jestem problemem. Że to przeze mnie on jeszcze nie ma dziecka.

Wiem, że to błędne myślenie, że to niczyja wina. Ale czuję się tym okropnie przytłoczona. Niby zrobiliśmy dwa a nawet trzy kroki do przodu, a ja w głębi serca czuję się jakbym zrobiła 10 wstecz. Co jest absurdalne.

Jak na szpilkach czekam na kolejną wizytę. Chcę poznać nasze rokowania.... moje rokowania. Jeśli okaże się, że muszę powtórzyć histero będę już musiała czekać do marca na histero-laparo. To mnie wykończy.

10 grudnia 2020, 00:29

15 ms starań, ciężko zaliczyć który to faktyczny cs, nawet nie wiem który dc

Powoli antybiotyk się kończy. Jeszcze 5 dni i przynajmniej na jakiś czas się skończy.... Największe dolegliwości już przeszły, ale czasem znów robi mi się niedobrze. Z jednej strony odrobinkę uwolniłam głowę. Bez monitorowania dc, bez starań, prawie bez myślenia 🤷🏻‍♀️ Z drugiej im bliżej końca tym bardziej zaczynam panikować - co dalej?

W tym cyklu wiem, że była piękna owulka. Mimo antybiotyku czułam piękny śluz, ból cycków jak z kosmosu, w sensownym czasie bo koło 14-15 dc, a to bez żadnych leków... czy to możliwe, że stymulacja tylko pogarsza moje naturalne owulacje? Kolejny miesiąc poświęcam na dalsze badania i na pewno nie będę wmuszać w siebie leków. Jestem po prostu w ch*j zmęczona.

Moje aktualne emocje? Mam wrażenie, że ich brak. Smutno mi, wiadomka. Ale jakoś tak staram się nie nakręcać złych emocji. Żadnych emocji w sumie. Najbardziej obawiam się, że albo moje zapalenie się nie wyleczy na antybiotyku, albo że przypałęta mi się coś po tych antybiotykach i będzie trzeba czekać z jakimkolwiek sensowym działaniem kij wie ile. W głowie plan mam taki, że do końca maja, jeśli nie uda się w inny sposób podchodzimy do ivf. Ot taki prezent sprawie sobie na urodziny ćwierćwiecza.

23 grudnia 2020, 10:49

16 ms starań, 14 cs, 9 dc

Leczenie zakończone. Antybiotyki mnie przeczołgały trochę. Wizyta kontrolna wczoraj zaliczona. Miała być ponowna biopsja. Nie było. 🤷🏻‍♀️ Jestem gronie tych szczęśliwych pacjentek, u których obraz na histero nie koresponduje z wynikami histopatu. Obrazowo bardzo duże przewlekłe zapalenie, histopad niewielki stan zapalenia. Robienie powtórej biopsji było bez sensu bo wyszłoby to samo albo zupełnie bez zapalenia, a obrazowo nie wiadomo czy się wyczyściło.

Rozważaliśmy opcje i zdecydowaliśmy, że powtarzamy histero prywatnie w styczniu. Nie chcę czekać do marca. No chyba że wyjdzie coś teraz w wymazach lub cytologii to wtedy siłą rzeczy musimy czekać do marca.

Ale jeśli zrobię histero w styczniu i obrazowo wyjdzie okej... od lutego zaczynamy procedure ivf. Klamka zapadła. Długo myślałam czy podejść do IUI. Ale to na prawde nie ma u nas sensu. Kombinacja pogorszonego nasienia, jednego jajowodu, przebytego przewlekłego zapalenia endo, konieczności robienia stymulacji na zastrzykach... nie wiadomo czy po stymulacji iui nie byłoby przekładane bo pęcherzyk na złym jajniku. Za dużo nerwów, niewiadomych i kasy poszłaby na procedure, która zwiększa szanse o zaledwie parę procent. To bez sensu. Nie dla nas IUI.

Nie będziemy więcej czekać na cud, czekać co przyniesie los. Czas zawalczyć, prawdziwie zawalczyć. Cóż, wywalić kasę na stół też. Chociaż robimy to już od dłuższego czasu...

Może to i radyklane kroki, może to moje wybujałe marzenia i nadzieja, że z ivf już musi sie udać (choć wcale nie musi 🤷🏻‍♀️). Ale kończę ten rok, jakże parszywy z wielu względów z poczuciem, że mimo iż nie wszystko poszło po mojej myśli to w nowy rok wchodzę z nowym planem i energią do działania.

Te święta będą inne. Lubię tą świąteczną atmosferę. Jeszcze mi nie zbrzydła tak bardzo przez starania. Ale czegoś mi brakuje. Tej bombeczki na choince w kształcie bucików dziecięcych w kolorze różowym lub niebieskim, którą widziałyśmy niedawno na stoisku z bombkami.

Niech te święta będą spokojne i zdrowe. Spędzone z najbliższymi, którzy was wspierają. Niech na chwilę odejdą smutki dnia codziennego. Życzę każdej staraczce, żeby w te święta udało się jej cieszyć chwilą, tym co tu i teraz, z tymi, którzą są obok. I żeby następne święta były z tą wymarzoną bombką na choince.

26 grudnia 2020, 23:34

16 ms starań, 14 cs, 12 dc

Święta, święta i po świętach. Jakoś przeżyłam. Na szczęście w tym roku bez życzeń, w góle. Było coś ogólnie dla wszystkich po prostu powiedziane w stylu "dobrego nowego roku i zdrowia". I cieszę się bardzo. Bo możliwe, że bym się popłakała, a tak to uniknęłam niewygodnych momentów.

Z mężem ostatecznie przegadaliśmy wszystkie możliwości i podjęliśmy decyzję. Już tak na 100%, już pewniak, już klamka zapadła. W najbliższym tygodniu wymazy - oby się udało. I oby były w porządku. W styczniu histero jak wyjdzie okej w wymazach. I jak histero wyjdzie w porządku to w marcu zaczynamy procedurę. W lutym chcę jeszcze jechać na narty. :D

Nie chcę robić teraz histero-laparo. Nie chcę iść do szpitala samiuteńka na 2 dni. Nie chcę kolejnych nacięć w brzuchu, szwów... A przynajmniej nie teraz. Histero mam zrobione, wiem co i jak w macicy (będę wiedzieć przynajmniej). I tak robimy ivf. Laparo nie jest mi do ivf potrzebne. Jeśli coś w naszym planie się posypie w przyszłości to wtedy będę myśleć o laparo. Ale na teraz odrzucam tę opcję.

Chciałabym już marzec. Chciałabym już zacząć. Mam wielkie marzenia i oczekiwania względem ivf. Boję się spaść z wysokiego konia. Tym razem to już z konia giganta. Boję się, że nie wyhoduję dobrych komórek, albo tego, że się nie zapłodnią. Albo tego, że zdegenrują. Albo nieudanego transferu. Boję się tego wszystkiego. Teraz już mam coraz większą świadomość, że ivf to wcale nie jest łatwiejsza droga. Pod wieloma względami jest wręcz trudniejsza. Na pewno nie jest to droga na skróty. A ja na pewno nie jestem słaba bo zdecydowałam się na ivf. Wręcz przeciwnie. Jestem cholernie silna. I dlatego wiem, że cokolwiek spotka nas na naszej drodze damy radę. Razem. Może być cholernie ciężko, ale mamy też cholernie dużą wolę walki, gigantyczne marzenie i wciąż dużo czasu żeby o to marzenie walczyć.

3 stycznia, 23:02

17 ms starań, 14 cs, 20 dc
Nowy rok, stara ja. Już nawet nie chciałam robić planów, postanowień na ten rok. Rok temu robiłam. A dostałam figę z makiem. Teraz nie chcę mieć żadnych oczekiwań.

Byłam na wizycie u starego gina. Poszłam tylko pobrać wymazy. A wyszłam z kisielem w mózgu. Usłyszałam, że moge wcale nie mieć zapalenia endo. Że go nie mam właściwie. Że ponowna histero to bezsens. Generalnie wszystko to na czym opierałam swoje plany, swoje samopoczucie, że coś znalezione i leczone się posypało. Zapytam się wprost nowego lekarza jak to jest w końcu. Dodatkowo jestem wściekła bo w poprzednim cyklu z antybiotykiem miałam cudną owulację. Teraz cykl bezowulacyjny. Po prostu jestem wręcz wk*rwiona. O chuja obić te starania naturalne. Nie chcę już ani miesiąca takich starań.

Najważniejsze pytanie jakie muszę zadać nowemu lekarzowi to kiedy możemy zacząć procedurę. Klamka zapadła. Już na milion procent. Teraz chcę tylko jak najszybciej zacząć. Ciekawe czy mogłabym już w następnym cyklu? Czy będziemy jednak musieli czekać do marca, a może dłużej? Czy powinnam powtarzać histero, może zrobić scratching? Jaki protokół zostanie wybrany? Jakie badania powinnam jeszcze zrobić żeby zmaksymalizować szanse? Jak uda się ta procedura? Kiedy transfer? Czy się przyjmie? Czy urodzę jeszcze w 2021, czy będę musiała jeszcze długo czekać?

IVF 1 START

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 stycznia, 23:06

9 stycznia, 01:03

17 ms starań, 14 cs, 26 dc

Dzisiaj, a właściwie to już wczoraj zaczęłam przygotowania do ivf. W czwartek szybko podjęta decyzja z mężem. Tak, chcemy zacząć jak najwcześniej, w następnym cyklu. Ryzykujemy. W piątek nie tak długa rozmowa z lekarzem, są szanse, to nasza decyzja, ale możemy podchodzić. Nie bez przeszkód bo dc już zaawansowany, okres może pojawić się lada dzień, a jak przyjdzie za wcześnie to będzie z tego tylko jedno wielkie kupsko.

Checklista do ivf:
- wymazy - niby są niby nie. W czwartek pobrana chlamydia - będzie do tygodnia, myko i ureo zrobiona i negatywna ALE złą metodą, musiałam szybko po wizycie jechać do kliniki i pobrać nową, bakterie i grzyby są i są okej uff ; EDIT: chlamydia juz jest negatywna 💪🏻
- cytologia - zrobiona, ale wyniku brak mimo, że powinien już być. mam dzwonić w pon/wt ; EDIT: wynik piękny, I grupa 💪🏻
- wirusówka moja - zrobiona i wyniki EKSPRESOWO. i to mnie cieszy
- hormony - pro forma do zrobienia w poniedziałek, wynik będzie też ekspresowo, ale w zasadzie nic od niego nie zależy ; EDIT: zrobione i prolaktyne wywaliło w kosmos - 0,5 tabl Dostinexu 1x w tygodniu
- gr krwi - mam kartę
- badania małża - do zrobienia w poniedziałek, będą tego samego dnia, badania nasienia kompleksowo już zrobione ; EDIT: wirusówka męża w porządku, czyli żadnych niespodzianek

I to tyle, tylko tyle i aż tyle. Jestem ogromnie podekscytowana, ale też przerażona. Czy na pewno to była dobra decyzja? Czy nie pospieszyliśmy się? Czy nie powinnam się lepiej przygotować np dietą? Ostatnie 2 ms to była istna tragedia... Może jednak powinnam zrobić tą histero? Teraz sobie mówię, że ryzykujemy i co ma być to będzie, idziemy do przodu. Ale jak transfer się nie uda to znając siebie będę sobie wszystko wyrzucać. Do tego stres czy w ostatnim momencie to się nie wysypie bo za późno będą wyniki jakieś. Albo okres przyjdzie za wcześnie. O tego się bardzo boję. Chciałabym żeby był w czwartek albo i w piątek dopiero. Ale to by oznaczało cykl 30-31 dni... Ostatni miał 28 dni. Czy znów czeka mnie psikus losu i będę miała cykl krótszy niż zazwyczaj?

Ale tak jak mówię jestem też podekscytowana. Szukam na gwałt wiedzy. Co zrobić żeby zwiększyć szanse?? Jeśli tu jesteście... pomożecie? Jakie suple, jakie jedzenie na komórki?

W poniedziałek wizyta w klinice i zakwalifikowanie do procedury. Wtedy dowiem się więcej, jaki protokół, jakie leki, jaki plan w ogóle, jaki rodzaj procedury ICSI/IMSI/pICSI? Jestem nabuzowana od emocji, moja głowa pracuje na najwyższych obrotach. Chciałabym ją wyłączyć. Ale tak bardzo boję się, że się nie uda, że nie zaczniemy, że coś pójdzie znów nie tak. Jak zwykle.

Wiadomość wyedytowana przez autora 13 stycznia, 09:48

10 stycznia, 19:33

17 ms starań, 14 cs, 27 dc

Jestem tak zestresowana przed jutrzejszą wizytą, że aż mi niedobrze. Czuje aż mrowienie w brzuchu. Okropnie stresuje się tym, że wyniki nie zdążą pojawić się na czas albo co gorsze wyjdą źle i nie będziemy mogli zacząć albo będziemy musieli przerwać procedurę (czy to w ogóle możliwe?) 😔 Stresuje się tylko tym. Najbliższy tydzień będzie dla mnie męczarnią. Boję się przede wszystkim, że okres przyjdzie za wcześnie. Dzisiaj mnie coś kłuje w jajnikach ale cycki bolą od 2 dni. Teoretycznie nigdy wcześniej nie miałam tak przed okresem a po owulacji. Przed okresem wszystkie bóle odpuszczały. Ale teraz nie mogę być już niczego pewna. Czuję się jakbym siedziała na tykającej bombie. I mam złe przeczucie, że organizm zrobi mnie znów w buca. 😒

Procedura jak procedura. Polecimy schematem i zobaczymy co wyjdzie.

Okresie, błagam. Zaklinam Cię. Przyjdź... ale nie wcześniej niż w czwartek. Albo chociaż w środę... okaż litość. Choć raz pozwól mi pdzyjąć Cię z otwartymi ramionami.
1 2 3 4
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego