Pamiętniki Lata starań....
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Lata starań....
O mnie: Mężatka od 2015 roku, nigdy nie byłam w ciąży, i ciagle się łudzę ze jednak będę....
Czas starania się o dziecko: 5,5 roku
Moja historia: Nie wiem jak zacząć ale chyba poprostu po kolei...
Moje emocje:

13 stycznia, 10:22

Od zawsze pragnęłam być mamą, i jak większości z was nawet nie przeszło mi przez myśl ze nią nie będę... rok 2015 ślub i początek starań... już w pierwszym miesiącu byłam pewna ze to ciąża... nagle jakieś dziwne uczucie w brzuchu, mdłości itd... czyli moja głowa działała pełna parą... potem pierwsze rozczarowanie ale ok jedziemy dalej... w tym samym czasie zaczęła się tez starać moja przyjaciółka i dopóki żadna z nas nie była w ciąży było jeszcze ok... co
Miesiąc obydwie przechodziliśmy rozczarowanie i się wspieralysmy... wszystko się skomplikowało gdy ona zaszła... pamietam to były święta Bożego narodzenia składałam jej życzenia i pytam jak sytuacja a ona nagle zmieniła temat tez mi złożyła życzenia i powiedziała ze musi kończyć... już wtedy wiedziałam ze to dziwne zachowanie musiało coś oznaczać... oficjalnie powiedziała mi w sylwestra... i jakoś tak mi się smutno zrobiło ale jeszcze
Miałam nadzieje ze może w przyszłym miesiącu czy za dwa ja dogonię i będziemy razem biegały z brzuszkami... tak niestety się nie stało...mijały kolejne miesiące, zmieniłam w końcu prace chociaż cały czas się biłam z myślami ze nie powinnam bo mam umowę na stałe idealnie na ciąże...ale odważyłam się... co najlepsze od tego czasu już 3 razy zmieniałam prace i doczekałam się kolejnej umowy na czas nieokreślony, a ciąży nadal brak.....

13 stycznia, 10:34

Potem zaczęły się wizyty w klinikach, u profesorów... u mnie niby wszystko ok... a u męża nasienie do poprawy ale nie jes t źle.... oczywiście mój mąż dość mocno to przeżywał ale wykupił wszystkie suplementy odstawił alkohol itd... ale niestety dalej nic.... pamietam wizytę u jednego profesora chyba miał ze sto lat i był taki obleśny... zbadał mnie przejrzał wyniki męża i powiedział ze proponuje invitro bo z takimi wynikami nasienia możemy się starać przez wiele lat, i dał przykład św Elżbiety która zaszła po 60 roku życia...byłam załamana... invitro nie wchodzi w grę wiec nie ma szans... jedynie mój mąż mi powiedział ze będziemy się starać dalej i ze żaden staruch nie będzie nas straszył... tego samego dnia w tym podłym nastroju poszłam na wieczór panieński jego siostry.... wiec bawiłam się jak wiadomo....Moja przyjaciółka urodziła... na początku myślałam ze będzie mi ciężko , ale jakoś dałam radę... życzyłam jej jak najlepiej chociaż miałam trochę jej za złe ze mnie nie wspiera i ze nie widzi jak bardzo boli mnie to ze ja mama nie jestem i raczej się nie zapowiada.... ale jakoś to przetrwałam ... Oczywiście po jakiś 2 latach od ślubu rodzina zaczęła zagadywać ze może pora się już postarać p dziecko... ja oczywiście potakiwali.. i tak naprawdę dopiero po chyba 3,5 powiedziałam mamie ze mamy problem... no i się zaczęło dopytywanie... czyli już chyba nic gorszego dla starającej się pary... i te życzenia świąteczne co roku takie same ze łzami w oczach... masakra..

13 stycznia, 10:39

W ciągu tych 5 lat moja przyjaciółka przypadkiem zaszła w druga ciąże... to był kolejny cios... pamietam ten telefon ... jechałam właśnie na ważny egzamin i w tramwaju usłyszałam zrobiłam test jestem w ciąży... wyobraźcie sobie jak się poczułam i jeszcze przed ważnym egzaminem... niestety ciąża poroniona, płakałam razem z nią jak zadzwoniła kilka tyg później ze serduszko nie bije...to było straszne 😞 a ja co dalej walczyłam...i walczę... w 4,5 roku starań nagle okazuje się ze problem może być ze mną a nie z mężem... lekarz proponuje laparoskopię pod katem endometriozy i faktycznie potwierdza się... z uwagi na COVID i brak wizyt dopiero po 8 miesiącach od diagnozy idę do szpitala i przechodzę zabieg..

13 stycznia, 10:49

I powoli w wielkim skrócie zbliżam się do stycznia 2020 roku... jestem 2 miesiące po laparoskopi... pierwszy cykl po laparoskopi pomimo dwóch pęcherzyków zakończony wielkim rozczarowaniem... a już oglądałam wózki dla bliźniaków:-) głupia jestem co.... teraz 17 dc ale bardzo dziwnego... okres mega skapy(test oczywiście zrobiony dla sprawdzenia czy to nie ciąża- niestety nie) owulka chyba już w 8dc o ile była bonie chodzę już na monitoring...zaczęłam aplikować luteinę i czekam... zobaczymy... Dziwne ze piersi bolą cały czas od tamtego cyklu a od 10 dc obecnego był ból nie do zniesienia... już nic nie rozumiem czekam na rozwój sytuacji... ciagle mam nadzieję...czas niestety płynie nieublagalnie... zaczęłam się starać mając 32 lata wiec matematyka jest prosta...jest mi bliżej do 40 niż kiedykolwiek... walczę puki mogę ... moja przyjaciółka nieśmiało wspomniała se chce się starać o 2 dziecko bo już ostatni dzwonek i moja pierwsza myśl jest taka ze pewnie jej się to szybko uda... a ja będę dalej tworzyć dwuosobową rodzinę, która co najwyżej może kupić sobie psa...

14 stycznia, 06:23

Za dwa miesiące mam się zgłosić do lekarza jak nic się nie wydarzy... cały czas liczę na to ze laparoskopia pomogła i ze to był nasz problem... dzisiaj 18 dc czyli najgorszy czas oczekiwania na testowanie....

14 stycznia, 09:50

Mąż chodził do androloga przez prawie dwa lata wiec został gruntownie przebadany, wg lekarza ciąża powinna być, krzywej cukrowej nie robiłam bo nikt mi nie zlecał, może powinnam nie wiem... mam tylko stwierdzone hashimoto ale tsh w okolicy 1,5 wiec teraz bez leków... zgodnie z zaleceniami lekarza...

14 stycznia, 10:06

Co do strefy psychicznej to chyba nie jest najgorzej, myśle ze po tym jak poszłam na zabieg laparoskopi i rodzina się dowiedziała ze mam endometriozę to narazie nikt nie będzie pytał o ciąże, i plany rozrodcze... i w sumie powiedziałam o swoich problemach jednej koleżance oprócz oczywiście przyjaciółki, i tak mi się lżej zrobiło, powiedziała ze rozumie ze zna sporo osób które maja problemy ... chyba ten taki najgorszy i najbardziej stresowy czas mamy za sobą... przed laparoskopia byłam już trochę zobojętniała na temat... moi i męża rodzice zostali już dziadkami wiec się nie dopytują... jakoś tak ten fakt ze jesteśmy sami chyba powoli został przez rodzine i znajomych przyjęty do wiadomości... oczywiście czasem się zdarzy jakiś strzał np . Od dziewczyny z pracy typu ile lat już po ślubie i bez dzieci jak to.... ale ignoruje takich ludzi... jak można być tak niedelikatnym...i wścibskim... co ciekawe bardzo chce być mamą ale ten czas kiedy tak strasznie czułam ta potrzebę mam wrażenie ze już minął... teraz bardziej myśle ze faktycznie możemy być sami.... ktoś pytał o adopcję...to jeszcze za wcześnie... ze świadomością ze mimo wszystko jestem zdrowa kobieta( bo cykle są w miarę ok i owulka wiele razy potwierdzona) spróbuje jeszcze powalczyć...mamy znajomych którzy już dwa lata czekają po kursie adopcyjnym na dziecko wiec to tez wcale nie tak szybko... no nic daje sobie pół roku po laparoskopi na efekty... nie można mieć czarnych myśli... zwłaszcza ze raz w życiu widziałam cienka różowa kreseczkę na teście, co prawda po czasie ale wieże ze to nie był przypadek i ze to była jednak ciąża, chwilowa ale była... bardzo chciałabym ją zobaczyć ponownie.....

14 stycznia, 11:54

Miałam drożność robiona w 2018 roku i teraz w 2020 za każdym razem drożne, badania męża poprzeglądam czy miał ta fragmentację ale chyba tak...

14 stycznia, 18:46

Udało mi się dogrzebać do badań nasienia i zarówno fragmentacja jak i hba jest ok. Hba 80% fragmentacja- prawidłowe 84% ...

15 stycznia, 10:01

19dc temp o 0,1 do góry było 36,7 teraz 36,8 chociaż ta temp tez zdradliwa, jak byłam w szpitalu na laparoskopię byłam przekonana ze już było po owulacji bo temp wskazywała na 13 dc a owulka była dopiero 15 ... dziwne to wszystko....

16 stycznia, 06:28

20 dc temp 36,7 czyli standardowo w drugiej fazie...luteina jeszcze przez tydzień do 23 stycznia, mam nadzieje ze luteina wydłuży mi fazę lutealną bo wcześniej była 10-12 dni a to może być troszkę mało...

17 stycznia, 09:17

21 dc temp 36,7 bez zmian śluzu brak nic się nie dzieje , wczoraj lekkie ćmienia w brzuchu no nic jeszcze tydzień do testowania...

19 stycznia, 06:26

23 dc przywitał mnie spadkiem temperatury...36,5 :-( czyli @ za rokiegiem choć bardzo wcześnie, aczkolwiek to chyba był cykl bezowulacyjny...poprzedni z dwoma pęcherzykami był z prawego jajnika a ten miał być z lewego ale to z niego była usuwana torbiel wiec może jeszcze się nie zregenerował... no niestety kolejne rozczarowanie ... ile jeszczcze wytrzymam .... nie wiem... luteina jeszcze do soboty ale wolałabym tego cyklu już nie przeciągać bo i po co... niech ta wredota przychodzi i może w następnym cyklu się uda.... :-( jest mi mega przykro to już drugi cykl po laparoskopi... tak wierzyłam ze będzie lepiej... a tu wychodzi na to ze przyczyna niepowodzeń
Pewnej dalej nieznana...

20 stycznia, 06:26

24 dc temp skoczyła do 36,8 wiec już nic nie rozumiem.. brzuch lekko ćmił wczoraj... myślałam ze już @ przyjdzie... może luteina jednak na to wpływa...

20 stycznia, 15:07

W sobotę rano ostatnia tabletka luteiny i test dla sprawdzenia... wczoraj kupiłam test i ćwiczę silna wolę:-) ale już tyle tedyow w życiu zrobiłam ze jak ode do rossmanz to mam wrażenie ze wszyscy widza ze tylko po to tam przychodzę....

21 stycznia, 07:17

Miałam nie mierzyć już temp ale to już chyba mój nawyk, dzisiaj wystrzeliła na 37,00 ... no nic czekam dalej na rozwój sytuacji...
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego