Wielki TEST kobiecej płodności!

Sprawdź swoją płodność i otrzymaj spersonalizowane wskazówki

Rozpocznij test
X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki Miesiąc za miesiącem.. doczekałam się ☺️
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4

8 września 2021, 09:42

35tc+5
Został miesiąc do terminu porodu wg OM. Zapowiada się, że jednak będziemy wypędzać Małego szybciej z uwagi na jego niemałe gabaryty.. w poniedziałek na wizycie dowiem się pewnie więcej. Tak więc prawdopodobnie za miesiąc o tej porze będziemy już wszyscy razem.. Jak sobie o tym pomyślę to aż łzy napływają do oczu. Czy się boję? Boję, bo to strach przed nieznanym, strach żeby wszystko poszło dobrze.. Zrobiłam wszystko co w mojej mocy żeby przygotować się na przyjście Szymona. Ostatnia prosta przed nami Synku 😘

21 października 2021, 11:00

21.10.2021
Od 8.10 moje największe szczęście jest już ze mną po tej stronie brzucha!
Oczywiście wszystko było inaczej niż sobie wyobrażałam.. 4.10 na wizycie u dr prowadzącej okazało się że mam mało wód płodowych- zapadła decyzja że mam zgłosić się na oddział patologii ciąży do szpitala. Spędziłam tam 4 dni. W czwartek 7.10 założyli mi balonik foleya na rozwieranie szyjki.. Generalnie nic przyjemnego: założenie nie boli, ale potem cały dzień coś "dynda" między nogami i nie bardzo mogłam się schylać.. do tego bóle miesiączkowe.. w piątek rano wyjęli mi balonik i podali oksytocynę na wywołanie.. po 2h lekarz zaproponował mi przebicie pęcherza płodowego żeby wzmocnić skurcze, bo na samej oxy nie zapowiadało się że urodzę.. zgodziłam się- tutaj również nie ma się czego obawiać. Faktycznie po przebiciu pęcherza i zwiększeniu dawki oxy skurcze bardzo się nasilily.. przy 3 cm rozwarcia miałam już je co 3 minuty i były naprawdę mocne.. czułam je od samego początku nie w brzuchu, a od strony odbytu 🙉 w ogóle się tego nie spodziewałam.. miałam od samego początku porodu wrażenie że syn chce wychodzić nie tą dziurką.. szokujące! Położna tłumaczyła mi że to przez jego ułożenie, że głowa uciska mocno nerwy w tym obszarze.. I to był pierwszy poważny szok dla mnie.. bo raczej z opowieści spodziewałam się czegoś z przodu brzucha, jakichś odczuć a'la miesiączkowych, a tu od początku parcie na odbyt.. gdy zrobiło się 4 cm rozwarcia przyszła moja wykupiona do porodu położna i zabrała mnie na salę porodową.. zaproponowała ZZO- przed porodem raczej nie rozważałam brania, ale w tamtym momencie byłam pewna że chcę ulgi jak nigdy wcześniej! I to była najmądrzejsza decyzja świata.. od 4cm do 10cm na znieczuleniu doszłam w 2h, w tym czasie relaksując się z mężem, rozmawiając, zbierając siły na parte.. w końcu zaczęła się 2 faza porodu.. Tutaj już znieczulenie puściło, ale faktycznie parte to inny rodzaj odczuć.. wg mnie łatwiej znieść niż 1 fazę.. zaczęłam przeć, początkowo wszystko szło ok.. aż nagle pojawiło się obfite krwawienie, wezwano lekarza (a wiem że to zawsze znak że coś niepokoi położną), okazało się na szczęście że to z pochwy.. Szymuś zaklinował mi się.w kanale rodnym.. lekarka naciskała na brzuch, mąż trzymał plecy, położna zapierała nogi, żeby tylko poszło.. w sumie myślę musiałam przeć około 50razy, żeby Mały się wydostał.. wisiało już widmo vacuum lub kleszczy.. nie obyło się bez nacięcia krocza: faktycznie nie czuje się bólu podczas krojenia, ale to ostatnie parcie to przeniesienie się w inną galaktykę.. człowiek ma wrażenie, że za chwilę umrze.. Ale to tylko parę sekund..i dziecko było już po chwili na brzuchu, płaczące.. a mnie ogarnęło uczucie największej ulgi na świecie.. tej chwili nie można opisać słowami!!! Cudowne uczucie!
Szymon urodził się 10/10, 3680g, 58cm z główką o obwodzie 38cm.. po urodzeniu łożyska była kolejna chiwla grozy.. na pępowinie znajdował się węzeł prawdziwy. Gdyby się zacisnął doszłoby do tragedii.. nawet nie chcę o tym myśleć.. najgorzej że żadne badania, żadne USG nie są w stanie tego wykryć..
Po porodzie niestety przyplątała się żółtaczka więc spędziliśmy kolejne 5 dni w szpitalu.. był to mega trudny czas.. byłam wykończona tym pobytem.. 10 dni to zdecydowanie za długo..
13.10 wyszliśmy do domu, byłam wykończona jak nigdy w życiu, ale też przeszczęśliwa..

Generalnie wszystko poszło inaczej niż sobie to wyobrażałam, ale to jest najmniej istotne.. najważniejsze jest że oboje jesteśmy cali, zdrowi i w domu 💙💚💜

10 listopada 2021, 21:19

10.11.2021
Miesiąc za nami.
Jak można podsumować ostatni miesiąc jedynym słowem? Intensywny. Po wyjściu ze szpitala rozpoczęła się walka z karmieniem piersią.. w szpitalu w związku z brakiem pokarmu i żółtaczką, Szymon był dokarmiany MM. Od razu po powrocie przyszła CDL, ustaliliśmy plan działań. Wszystko pięknie, ładnie..ale oczywiście tylko w teorii.. Mały ma wilczy apetyt, wykarmienie go samą piersią graniczyło z cudem.. sesje karmienia trwały godzinę, potem chiwla przerwy i to samo.. moje zmęczenie 10 dniowym pobytem w szpitalu, porodem sprawiło że stałam się wrakiem człowieka.. sutki bolały jak szalone, w piersiach robiły się obrzęki, a cały świat był podporządkowany myślom pt. cycki.. oczywiście CDL mówila że to kwestia czasu, żeby rozkręcić laktację (powiedziała że zajmie to około 4tyg).. W końcu powiedziałam dość.. razem z mężem podjęliśmy decyzję że przechodzimy w 100proc na MM.. dla mnie łączenie KP+MM to jakiś horror.. od razu wiedziałam, że chcę dojść do systemu karmienia jednolitego (albo 100%KP albo 100%MM). CDL stwierdziła, że mam niestety mało tkanki gruczołowej i że to też utrudnia sytuację.. od momentu w którym odstawiłam KP zaczęłam czerpać prawdziwą, czysta radość z macierzyństwa.. przez to że mogłam spać więcej, miałam więcej cierpliwości do Szymka i to wszystko spowodowało że on był spokojniejszy.. tak więc stara prawda- szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko jest jak najbardziej aktualna. W momencie przejścia na MM poczułam ulge..w końcu mogłam skupić się na naszej relacji, a nie na obolałych piersiach.. Oczywiście uważam że KP to najlepszy sposób żywienia dzieci, ale wg mnie nie kosztem zdrowia psychicznego i fizycznego matki.
Poza perturbacjami z KP, połóg oceniam całkiem spoko.. nie dopadły mnie żadne większe zjazdy nastrojów, etc. Wszystkie koleżanki straszyły że połóg to najgorszy czas w życiu.. ja totalnie tego tak nie odczułam. Rana oczywiście trochę doskwiera, ale to naprawdę do przeżycia.. Jakie są jeszcze moje wnioski z 1 miesiąca? Na pewno fakt, że życie zmienia się totalnie.. dni są do siebie podobne, noc zlewa się z dniem, a rytm wyznacza karmienie i przewijanie.. trzeba to zaakceptować i w sumie cieszyć się tym wyjątkowym czasem.. dzieci tak szybko rosną, że zaraz to będzie tylko wspomnieniem..
Oczywiście po 3 tyg zaczęły się lekkie problemy jelitowe (pierdki, wzdęcia, etc).. wydaje mi się, że mieszczą się one w granicach fizjologii, podaję bobotic i biogaia, czasem po nich jest lepiej, czasem gorzej.. generalnie każdy dzień wygląda inaczej i chyba po prostu jest to wynik niedojrzałości układu pokarmowego.. pozostaje czekać aż wyrośnie z tego..
Podsumowując-uczucie bycia matką, jest jednym z najwspanialszych jakich doświadczyłam.. miłość do dziecka to wyjątkowy stan. Choć bywają ciężkie chwile, jeden uśmiech takiego szkraba potrafi wszystko wynagrodzić.. bycie matką to też ogromna odpowiedzialność- człowiek zaczyna sobie zdawać sprawę, że musi się opiekować tą istotą najlepiej jak potrafi do końca swoich dni.

9 grudnia 2021, 20:33

9.12.2021
Drugi miesiąc za nami.
Określe go mianem masakrycznego.. oczywiście problemy brzuszkowe skutecznie nas powaliły na kolana.. płaczki, wicie się, synek stał się nieodkladalny.. a zmęczenie narastało i narastało.. łzy ciekły strugami.. cieszę się że mogę napisać to w czasie przeszłym- na szczęście po zmianie mleka na takie bez białka mleka krowiego nastąpiła znacząca poprawa.. Szymuś, gdy brzuszek mu nie doskwiera jest mega radosnym i pociesznym szkrabem.. waży już 7kg 🙉 wszystkie centyle w okolicy 100.. apetyt ma jak szalony.. na ten moment moim jedynym marzeniem jest żeby w nocy budził się rzadziej na karmienie..

9 stycznia, 21:11

9.01.2022
3 miesiące za nami!
Szymon: 8.4kg, rozmiar 74 🙉 matce ręce już usychają od noszenia..
Okazało się, że ta magiczna bariera 3 miesiąca nie oznacza niczego dobrego 😂 Szymon staje się coraz bardziej wymagający, z rąk nie chce schodzić.. drzemki w dzień to totalna farsa: nie mogę go uśpić inaczej niż na rękach, piłce fitness z włączoną suszarką.. i drzemka trwa zazwyczaj 30min.. do tego niechęć do spacerów pozostała.. każdy spacer zaczyna i kończy się płaczem.. a ja tak lubię spacerować, liczę że może to kiedyś się zmieni.. problemy z jelitami się wyciszyły, ale w ich miejsce pojawił się refluks.. i tak w kółko coś. Gdybym mogła przed porodem dać sobie jakąś radę jako przyszłej matce- to brzmiałaby ona tak: nie przywiązuj się do dobrych, ani złych dni, każdy dzień macierzyństwa będzie Cię zaskakiwał, raz pozytywnie raz negatywnie.. będziesz musiała to zaakceptować.

Jestem ciekawa czym zaskoczy mnie mój syn za miesiąc..

10 lutego, 13:20

10.02.2022
Miesiąc 4..
Kurcze, jest coraz ciężej niestety. Szymon jest hiper wymagający.. nie jest w stanie zająć się niczym sam przez 10min..od 1 stycznia żadna drzemka nie trwała dłużej niż 30-40min 🥴 czasem więcej czasu zajmuje mi usypianie, aniżeli cała drzemka.. problemy brzucuchowe dalej obecne.. 😔spacery *ujowe na maxa.. czuję się bardzo zmęczona, połóg w porównaniu do tego co mamy teraz to był jak pobyt w spa.. echh czekam na wiosnę, na slonce, może wtedy coś się odmieni na lepsze.. na ten moment jestem tak zmęczona, że nie umiem czerpać radości z macierzyństwa.. każdy dzień jest taki sam, a problemów zamiast ubywać to niestety przybywa..

23 lutego, 14:20

Refleksja..

Dziś około południa na ulicy szła dziewczyna, na oko 30letnia, miała ładny markowy wózek, błyszczące, umyte i uczesane włosy do ramion.. czarny stylowy płaszczyk, na uszach słuchawki.. szła spokojnie, miarowo, przymykając lekko oczy.. pewnie słuchała ulubionego zespołu, czegoś co ją relaksuje po nocy z pobudkami na karmienie.. w jej spojrzeniu był spokój i harmonia..dziecko błogo spało, a ona po prostu korzystała z chwili dla siebie, nie nasłuchując dźwięków z gondoli..

Z drugiej strony chodnika byłam ja, nerwowo potrząsając wózek, w którym od 15 minut mój syn płacze i jęczy bo zasypianie dla niego to największa kara.. w potarganych włosach, na biegu przykrytych pierwszą lepszą czapką, płaszczu na którym są ślady ulewania (gdy Szymon płacze za bardzo to wyciągam go z wózka i wtedy często coś na mnie zostawia), z podkrążonymi oczyma szklistymi od łez.. w kieszeni mając egzemplarz splątanych słuchawek z nadzieją, że będę mogła do kogoś zadzwonić podczas chwili przerwy.. ale nie, to nie dziś.. dziś Szymon płacze na tyle histerycznie, że pędem trzeba wracać do domu... Ostatnie spojrzenie w stronę dziewczyny z drugiego końca chodnika, przełknięcie śliny i jedno pytanie w głowie: dlaczego nie mogę być na jej miejscu? Choć raz chciałabym móc pójść ze swoim dzieckiem na taki spacer..

Czemu zawsze muszę mieć wyjątkowo pod górę..
I tak..wiem, jestem szczęściarą bo mam już swój cud ze soba.. cały i zdrowy.. ale tak po prostu po ludzku jest mi ciężko i przykro , że każdego dnia toczę walkę o przetrwanie, zamiast czerpać radość z macierzyństwa..



9 marca, 16:33

10.03.2022
Miesiąc 5..
Niestety nadal nie wyszliśmy na prostą w kwestiach brzuchowo - żołądkowych.. okropnie jest patrzeć na swoje dziecko, któremu coś ciągle doskwiera i nie wiadomo do końca co..
Szymuś to gigant - przekroczył 10kg, nosimy już niektóre ubranka na 80cm.. mój stan fizyczny jest fatalny.. psychiczny też nienajlepiej, ale bywają lepsze dni i staram się je doceniać. Ostatnio więcej słońca, więc jakoś tak człowiekowi lżej na duchu wtedy.
Najbardziej wkurzają mnie moje najbliższe przyjaciółki.. obie mają dzieci, ale trafiły im się te łatwiejsze egzemplarze i średnio mnie rozumieją, gdy wywalam swoje różne frustracje.. przez to czuję się coraz bardziej samotna.
Martwi mnie fakt, że Szymon od stycznia nie wydłuża czasu aktywności.. gadałam o tym z fizjo i ona mówi z że dopóki on nie wydłuży drzemek to nie ma szans na wydłużenie czasu aktywności.. i tkwimy w błędnym kole (5 drzemek po 30min) zamiast 3 po około 60min.. nawet nie chcę mówić jak cholernie jest to dla mnie trudne, zważywszy na fakt że usypiam Szymonka na rękach i piłce fitness..
To tyle, czekam na jakiś przełom..

18 marca, 08:02

24h
Pobudka 6.00. Zwlekam się z łóżka, biorę S. na ręce, obdarza mnie uśmiechem, przewijak w łazience - pielucha, ubranka. Minutę na ubranie siebie i mycie zębów tańcząc koło przewijaka, żeby zapewnić jakieś atrakcje. Znoszę S. na dół na matę- gdy jest dobry humor mam 15 min: biegnę spowrotem na górę pozbierać butleki i podgrzewacz z nocy. Wracam na dół, robię szybko śniadanie i kawę, łyk wody.. i już mój czas się skończył. Czas na matę, zabawiać przez następną godzinę Szymonka, dla którego samodzielna zabawa nie istnieje.. steki, męki, z rąk na ziemię, z ziemi na ręce i tak aż dobrniemy do pierwszej drzemki- biorę na ręce, włączam szumy, zaciemniam pokój i już zaczyna się standardowa przeddrzemkowa aferka.. Mały płacze, płacze płacze, a ja skaczę na piłce i odliczam minuty.. 10min- zasnął.. siedzę z nim na tej piłce kolejne 10min w nadziei, że uda się go odłożyć na resztę drzemki do łóżeczka. Dziś dobry dzień, wiec się udaje. Zostaje mi około 15-20min wolnego.. lecę na dół, posprzątać po śniadaniu, umyć i wysterylizować butelki..oooo już czas minął, znów na górę i na dół, bawimy się, karmimy, cudawiankujemy przez najbliższą godzinę z hakiem i znów powtórka 30min drzemki, ale tym razem nie udało się odłożyć więc siedzę łącznie 40min na piłce z 10 kg, opartym na jednej ręce, drugą nadrabiam zaległości social mediowe.. cyk cyk cyk.. czas minął. Kolejna runda zabawiania na macie, staram się ugotować cokolwiek sadzając go w leżaczku.. w międzyczasie 4 rzygi, kupa, ubranko do prania w trybie natychmiastowym.. cyk cyk cyk.. już kończy się okno aktywności i przed nami mój ukochany wyczekiwany spacer.. biegnę włożyć gondolę na stelaż (w tym czasie z pokoju już dobiegają jęki cierpienia, pt. jak mogłaś mnie zostawić na 30 sek mamo! Wracam, biorę na ręce, sikam z nim na kolanach, zarzucam kurtkę, ubieram Małego w kombinezon i lecimy.. jedną ręką bujam wózkiem, druga zamykam drzwi, po 30s w gondoli zaczyna się alert.. syreny, histerie.. przyspieszam kroku, bujam nerwowo wózek.. a Szymon ma za nic te moje metody i wyje dalej.. trwa to zazwyczaj 10min.. w tym czasie mija mnie z 5 osób, w tym 2 matki z aniołkami w wozeczkach, patrząc na mnie z litością zmieszaną z pogardą..na ich twarzach maluje się setka "dobrych rad": płacze bo pewnie głodny, musi Pani inaczej bujać 🤮.. dziś dobry dzień, więc po około 10 min zasypia.. mam w końcu moje zasłużone 30 min relaksu zanim się obudzi.. i tak idę, idę, idę i myślę, że kurcze pić mi się strasznie chce, bo ostatnio szklankę wody miałam w ustach przed 8rano.. ale idę.. lepsze to, niż kolejna sesja usypiania na piłce, gdzie kręgosłup aż skrzypi od bólu. Spacer dobiega końca i kolejna runda na macie.. w drugiej części dnia coraz ciężej zająć Ksieciunia czymkolwiek.. ale jakoś do przodu, minuta po minucie wybija czas kolejnej drzemki. Schemat standardowy. Około 17 mąż przejmuje zazwyczaj opiekę.. nadrabiam niedobory płynów, zaległe toalety, aaa przecież w pralce czeka obsrane body.. lecę wstawić..aaaaa przecież jeszcze po obiedzie trzeba włączyć zmywarkę.. lecę ogarnąć..aaaa przecież zapomniałam wywietrzyć pokoje na górze, a zaraz wieczór.. biegnę po schodach. Góra-dół, góra -dół..Nim się obejrzałam wybiła godzina kąpieli Szymonka. Kąpiemy razem, potem mąż idzie usypiac, a ja na prysznic.. po 30 min od odłożenia pierwsza pobudka, idę do sypialni bo mąż też zmęczony po całym dniu pracy.. usypiam.. 21-22 kolejna pobudka.. 22 kładę się padnięta do sypialni.. 23 pobudka..1 pobudka, 3 pobudka, 5,pobudka i już nie chce iść dalej spać.. więc na kolana i siedzimy na uszaku wstając co 15min na piłkę fitness bo przecież samo siedzenie w objęciach mamy jest beee.. wybija 6.00.. oooo jak świetnie - kolejny cudowny dzień przed nami! Maraton trwa..a ja codziennie rano patrząc w lustro mam wrażenie, że za chwilę umrę.. na szczęście nie mam czasu stać tam zbyt długo..w końcu bieg już wystartował. Czy w tym biegu kiedyś uda mi się złapać oddech?

Wiadomość wyedytowana przez autora 18 marca, 08:06

12 kwietnia, 10:28

12.04.2022
Miesiąc 6..

Gdy myślałam, że osiągnęłam już dno zmęczenia i bezsilności przyszedł do nas.. covid. Pomimo 3 dawek szczepienia, rozłożyło mnie totalnie.. zaczęło się od mojego męża (on akurat szybko i sprawnie przeszedł), potem Szymuś (tutaj 39stopni, półtorej doby wycia na rękach..ale poszło, kaszel nam tylko został).. a ja od 5 dni zdycham.. do tego mąż w delegacji. Nie umiem nawet sklecić swoich uczuć tutaj.. mam wrażenie, że los ciągle wystawia mnie na jakąś cholerną próbę.. jestem więźniem swojej bezsilności.. Szymon oczywiście dalej nieodkladalny, spacerówka bee, spania w dzień i w nocy nie ma.. w desperacji włączyłam mu ostatnio bajkę bo po prostu nie miałam już siły..i co.. gówno! Mój syn nawet telewizorem nie jest zainteresowany 🤦 szczerze, nie znam takiego drugiego przypadku.. zaczynam się martwić, że on cierpi na adhd.. nie jestem w stanie zająć go niczym dłużej niż 5min.. ja rozumiem, że są dzieci wymagające.. ale jednak u niego nie działa nic.. kompletnie NIC.

Liczyłam, że kolejny wpis tutaj będzie nieco bardziej optymistyczny.. ale jak zwykle dostałam plaskacza w twarz.

14 maja, 21:59

14.05.2022
Miesiąc 7.
Przyszedł maj, mój ukochany miesiąc, który dodał mi energii. Oczywiście zdarzają się ciągle momenty gdy płacze z wykończenia i bezsilności.. doceniam jednak l, że w końcu mogę skorzystać z uroków ogrodu, wącham powietrze, które pachnie taką niepowtarzalną świeżością.. Szymon niezmiennie absorbuje 150proc uwagi przez całą dobę, dalej śpi po 30min z zegarkiem w ręku, ale zeszliśmy do 3 drzemek dziennie i wszystkie z nich ogarniam na huśtawce w ogrodzie lub w wózku więc można powiedzieć, że uwolniłam się na chwilę od piłki fitness. Aktualnie mój syn walczy z grawitacją, która trzyma jego tyłek przy ziemi i uniemożliwia ruch do przodu.. od rana do nocy stęka i się złości, ale osiągnął już nowy level komunikacji ze mną- stał się bardziej rozumny i bardzo dużo się do mnie uśmiecha, a to wynagradza mi trochę gorzki smak codzienności.. oczywiście dalej ząbkowanie męczy, dalej noce słabe.. przed ciążą bardzo dużo podróżowaliśmy z mężem więc postanowiliśmy zaryzykować i w czerwcu jedziemy na wywczas do Grecji. Bardzo tęsknię za śródziemnomorskim klimatem, kompletnie sobie nie wyobrażam jak sobie poradzimy z Sz. w podróży itp. itd. ale postawiliśmy zaryzykować. Trzymajcie kciuki 😘
1 2 3 4