Pamiętniki Nadzieja prysła szybko...
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Nadzieja prysła szybko...
O mnie: Zadaniowa dziewczyna. Mózg analityczny, projektowy ➡️ jak coś sobie zaplanuję tak musi być, ciężko mi przyjąć porażkę 🤷🏼‍♀️ Przyciągam trochę pecha w życiu, który jednak ostatecznie zawsze wychodzi na prostą 🙂
Czas starania się o dziecko: Kilka miesięcy - oficjalnie.
Moja historia: Kilka lat temu poznałam wspaniałego człowieka - mojego męża. 4 lata temu, jeszcze przed ślubem dowiedziałam się, że mąż w wieku około 5-6 lat przebył operację na jednostronne wnętrostwo. Po przeczytaniu ogromnej ilości informacji na ten temat i przeanalizowaniu sytuacji poprosiłam go, aby zrobił badanie nasienia... Wynik zbił mnie z nóg. Wszystko dużo, dużo poniżej norm. Zaczęła się suplementacja, zdrowe jedzenie, sport, basen. Pomogło, nadal bez rewelacji, ale o wiele lepiej. Ilość plemniorów w normie, morfologia 3%, koncentracja trochę poniżej normy. Wtedy zupełnie nie myśleliśmy jeszcze o dziecku, nie mieliśmy warunków, do ślubu daleko. Myślałam sobie: przed staraniami trochę podsuplementuję męża i będzie ok. Od 4 lat zabezpieczaliśmy się tylko w okresie płodnym bazując na moich obserwacjach. Od grudnia weszły suple. Od stycznia wjechały testy owulcyjne, wszelkie obserwacje, pilnowanie diety. Ciąży brak, ale patrząc na poprzednie wyniki liczyłam się z tym, że szybko nie pójdzie. Wysłałam męża na badania nasienia. Po otrzymaniu wyników diagnoza: kryptozoospermia... Edit: po 2 miesiącach ogromna poprawa, wszystko poza morfologią w normie!!! U mnie: hormony w większości ok ✔️ tarczyca ok ✔️ owulacje są ❓ podejrzenie PCOS ✖️
Moje emocje: Nadzieja 🙏🏼

9 kwietnia, 13:46

Dwa dni temu mąż odebrał wyniki z badania nasienia... Kryptozoospermia.

Nie zrobili nawet rozszerzonego badania, bo nie było z czego. Koncentracja 0,8mln, całość 2,4mln 😭 Jedynie ruch postępowy 50%, niepostępowy 25%, ale przy takiej ilości nic to nie daje...

Świat mi runął. Liczyłam się ze słabymi wynikami ale nie aż tak... Od grudnia był wprowadzony Fertilman Plus, potem Profertil, dodatkowo witaminy, antyoxydanty... Nie wiem nawet czy to cokolwiek pomogło. Kiedyś czterokrotnie poprawiło parametry.
W posiewie nasienia wyszły jakieś bakterie. Około 2-3 tygodnie przed badaniem mąż był przeziębiony, ale nawet nie miał gorączki, tylko ból gardła. Przez obecny lockdown niestety prowadziliśmy siedzący tryb życia. Gdzieś tli się nadzieja, że to wszystko się skumulowało i wpłynęło negatywnie.

Powoli zbieram się do kupy 😔 Mąż zapisany do androloga, zobaczymy czy jest co ratować.

Choć przeczucie mówi mi tylko jedno... InVitro...

Wiadomość wyedytowana przez autora 9 kwietnia, 13:51

12 kwietnia, 11:30

Zbieram się powoli, ale zbieram.
Wszystko to spadło na mnie w złym momencie. Tydzień problemów w pracy, na drugi dzień wynik badania męża, a na następny przyszła @ Kombo idealne... 🥊

Mamy też wyniki hormonów męża. Prawie wszystko w normie!
Progesteron ✔️ Estradiol ✔️ DHEA-S04✔️
Testosteron ✔️ TSH ✔️
LH ✔️
FSH ✔️ (7.5 przy normach 0,95-11,95, chyba ok?),
Prolaktyna ❌ 22ng/dl, przy normie do 19.

Czy ta prolaktyna mogła tak negatywnie wpłynąć? Wątpię, ale może jest szansa, że jej zbicie choć trochę poprawi wyniki. Okropnie bałam się wyniku FSH i LH... 😓 Na szczęście wyszły dość dobre...

Powili oswajamy się z myślą, że jest źle, ale tak jak jedna z Was napisała pod poprzednim wpisem - ewentualne InVitro to po prostu dodatkowa możliwość, z której trzeba się cieszyć, że jest.
Mąż przeżywa ten temat po swojemu, zupełnie odwrotnie niż ja. On nie potrzebuje tyle o tym rozmawiać, co mnie strasznie frustruje. Ja jestem z tych osób, którym jest lepiej gdy się wygadają, omówią problem do A do Z i przygotują plan na przyszłość.

Wiem, że nie chcę czekać na cud, który się nie wydarzy. Wszystko na ten moment zależy od wizyty u androloga w klinice. Jeżeli będzie jakaś szansa na poprawę to na pewno będziemy próbować, ale jeśli lekarz nie pozostawi nam złudzeń, to wiem, że nie chcę czekać z procedurą.
Wiem też , że to dziwne, ale przez te ostatnie kilka lat zakorzeniałam w sobie myśl, że to może się tak skończyć i pomimo ogromnego ciosu, gdzieś w głębi serca przygotowywałam się na taką ewentualność...

21 kwietnia, 10:38

14dc
Jak to mówią? Jak nie urok to ....

W poprzednim cyklu zrobiłam cytologię, niedawno odebrałam wynik - cytologia nieprawidłowa: komórki nabłonka wielowarstwowego płaskiego o nieokreślonym znaczeniu (ASC-US). Świetnie 😕
Niżej informacja o kontroli za 6 miesięcy.

Ale coś mi nie grało, zaczęłam przeglądać internet w poszukiwaniu informacji o takim wyniku. Dowiedziałam się tyle, że może wynikać z przewlekłych stanów zapalnych, choć już nie pamietam kiedy miałam jakąkolwiek infekcję 🤷🏼‍♀️ Doczytałam też, że przy takim wyniku powinno się pobrać wymaz na HPV.
Jeszcze się zastanawiam, czy te bakterie mogły wynikać np. z zapalenia pęcherza? 🤔 Niedługo po cytologii przechodziłam to dziadostwo.

Zapisałam się do gina, właściwie od razu udało mi się znaleźć wizytę. Pomyślałam, że przy okazji podejrzę jak tam mają się moje jajniki. Obstawiałam, że jestem tuż przed albo tuż po owulacji.

U gina potwierdziło się to, że dobrze, że przyszłam - pobierzemy wymaz na HPV.
Jak cytologia nigdy mnie nie boli, tak to cholerstwo bolało pioruńsko 🙄

Tak jak podejrzewałam jestem tuż po owulacji, było ciałko żółte na prawym jajniku - według gina owulacja była dzień wcześniej, co zgadzałoby się z moimi obserwacjami. Endometrium 10mm 👌🏼
Kiedyś miałam owulki na zmianę raz w jednym, raz w drugim jajniku, coś ten mój lewy jajnik ostatnio się opierdziela 😉

Generalnie gdyby nie całokształt to żyłabym teraz już tylko do testowania - wstrzeliliśmy się idealnie w owulację. Natomiast raz, że przez wyniki męża na cud nie liczymy, dwa - to ta cytologia...😕
Mam tylko nadzieję, że więcej przeszkód już się nie pojawi... 🙄

Wiadomość wyedytowana przez autora 6 czerwca, 22:53

26 kwietnia, 17:38

19dc

Jedyna pozytywna wiadomość dnia: nie wykryto u mnie HPV! 👍🏼

Dalsze wiadomości nie napawają optymizmem 🤷🏼‍♀️ Mąż miał wizytę u androloga. Na wejściu otrzymał info, że z tym wynikiem to tylko IVF.
Niby wiedziałam, ale w środku jednak boli 😪
Generalnie ma sporo badań do zrobienia, całą wirusologię + coś co próbujemy rozszyfrować 🙈

Na ten moment nawet nie wiem co dalej, nie potrafię ułożyć sensownego planu.
Na pewno do powtórzenia będzie badanie nasienia gdzieś za około miesiąc i wtedy podejmiemy decyzję co dalej 😥

Wiadomość wyedytowana przez autora 26 kwietnia, 17:39

25 maja, 15:31

21dc, 4-6dpo

Miesiąc jak każdy inny mimo wszystko - po owulacji tli się jakaś nadzieja 🤷🏼‍♀️
Już dawno nie miałam tak pochrzanionego cyklu. Zazwyczaj wiem kiedy mam owulkę, a tym razem od podglądu pęcherzyka (18mm) minęły chyba z 4 dni gdzie byłam pewna, że już na pewno po owu, bo objawy minęły. Więc albo pękł tak późno albo były dwie owulki, jedna po drugiej, albo po wczesnym pęknięciu utrzymywały mi się jeszcze objawy 🙈

Temat dalszych planów przegadany z mężem 💪🏼 Oczywiście nie poszło gładko i szybko. Czasami zastanawiam się czemu faceci mają tak duży problem z wyrażaniem emocji, myśli... Gdyby nie ja to temat planowania dziecka byłby na etapie „po co robić badania, lepiej wierzyć, że pewno jest wszystko dobrze”. Aktualnie po badaniach temat był jeszcze cięższy, bo mąż mimo wszystko wierzy że uda się naturalnie, bo przecież cuda się zdarzają, a in vitro to jakaś abstrakcja.
W ostatnich dniach przeprowadziliśmy rozmowę po której oboje wiemy już, że jeśli wyniki się nie poprawią to inna opcja niż in vitro nie istnieje 😞
Podsumowując mamy plan! 🙂
Czerwiec: powtórka badań nasienia, fragmentacja DNA i test MAR, wizyta u androloga, wizyta u ginekologa w klinice (jeśli się uda to pobranie cytologii), planuję też zrobić AMH.
Lipiec: jeśli w czerwcu nie będzie znacznej poprawy wyników męża to działamy z dalszymi badaniami do in vitro. Jeśli się uda to wizyta kwalifikacyjna.
Początek sierpnia: ogromna nadzieja na ruszenie z protokołem.

Tymczasem... czekam do końca cyklu, a gdyby zadział się mały cud to byłabym wdzięczna losowi 😊

Wiadomość wyedytowana przez autora 6 czerwca, 22:34

6 czerwca, 22:49

3dc
Koniec pięknego, letniego długiego weekendu, ale za to zaczynam dalszą część miesiąca z lepszym nastawieniem 😊
Nie myślałam, że to napiszę, ale jest ogromna poprawa w wynikach męża!!! Jakieś 20 razy 💚
Z 2,4mln po 2 miesiącach (to samo labo) jest 50mln plemników! Ruch calkowity 63%, postępowy 45%, żywotność 72%, tylko morfologia 2% poniżej normy.
Przed nami jeszcze test MAR i fragmentacja, ale już jest lepiej niż było niedawno i oby tak dalej 🙏🏼
Nie wiem co pomogło - czy mój ogromny zestaw supli, zdrowsza dieta, czy może „zapalenie gardła” które przechodziliśmy w marcu to był covid albo inne cholerstwo, które wtedy tak negatywnie wpłynęło... Nie mam pojęcia, ale ogromnie mi ulżyło 💚
Jeszcze 10 dni temu nie widziałam innej opcji niż invitro, teraz mam gdzieś w sobie nadzieję, że jednak znajdziemy inne wyjście 💪🏼.

25 czerwca, 15:28

22dc, 0dpo
Jeszcze niedawno cieszyłam się, że przynajmniej u mnie jest wszystko w porządku... Ale przecież nie może być za dobrze 😔
Mieliśmy zarezerwowaną wizytę w klinice i po odbiorze drugich wyników męża, nawet miałam myśl, żeby ją odwołać. Ale pomyślałam - a co nam szkodzi, idealnych wyników nie mamy - więc poszliśmy.
Miałam okropny miesiąc, bardzo dużo stresu w pracy, dodatkowo dużo nowych obowiązków w domu. Czułam, że z tym cyklem jest coś nie tak. W 12dc miałam na lewym (!) jajniku pęcherzyk 14mm, wiedziałam, że owulacja się przesunie.
Idealne objawy owulacji : szyjka, śluz, nawet pozytywny test owu wskazywały, że owulacja zadziała się na przełomie 17/18dc.
Jakież było moje zdziwienie, gdy lekarz w 18dc stwierdził, że nie ma ani pęcherzyka, ani ciałka żółtego ani śladów owulacji 😔

Od razu dostałam stymulację na przyszły cykl, ze względu na policystyczne jajniki. Trochę namotało mi to w głowie, dlaczego od razu stymulacja? Przecież 2-3 cykle bezowulacyjne w roku to normalna rzecz.

Nigdy nie miałam 100% monitoringu, ale na przełomie ostatniego pół roku byłam na takich wyrywkowych wizytach w okolicach owulacji i były widoczne domunujące pecherzyki, z 2 razy badałam proga 7dpo i wskazywał na owulację, 2-3 razy miałam też potwierdzone ciałko żółte. Wiem i czuję, że mam swoje owulacje, więc czemu od razu ta stymulacja? 🙄😕

Po wstępnych przemyśleniach na razie zapiszę się chyba na same monitoringi, a jeśli sytuacja się powtórzy to dopiero wtedy zgodzę się na stymulację…
Brzuch boli mnie już okresowo, więc może chociaż cykl mi się skróci 🤷🏼‍♀️ Byłoby miło, bo i tak z niego nic nie będzie 😕

Z pozytywnych informacji: test MAR u męża wyszedł ujemny.
Znowu spadła trochę ilość plemników, ale zrzucam to na upały i stres, bo badanie było w innym i mniej komfortowym miejscu 🙈.
Czekamy jeszcze na fragmentację. 🙏🏼

30 czerwca, 10:16

27dc, 0dpo
Na potwierdzenie tego beznadziejnego cyklu zrobiłam proga - 8,5ng/ml 🤦🏼‍♀️
Tak więc małpo, przybywaj szybko 🐵
Przyszły miesiąc będzie lepszy, wierzę w to 😊 Zaczynam monitoringi, wdrożę dodatkowe suple i musi być dobrze!

Wiadomość wyedytowana przez autora 30 czerwca, 10:16

7 lipca, 13:28

4dc
Po ostatniej wizycie w klinice i zleceniu m.in. AMH, przygotowałam całą listę badań i wczoraj pojechałam do laboratorium.
Coraz bardziej potwierdza mi się podejrzenie PCOS…
Dziś otworzyłam wynik AMH: 93,42 pmol/L, co daje mi 13,08 ng/ml… 😱 Do tego androstendion podwyższony. Uzupełnić to wielopęcherzykowe jajniki i czuję, że wraz z wynikami mojego męża nasze szanse spadają drastycznie w dół 😞

Z plusów, wychodzi mi piękna HOMA: 1,27. Pozostałe hormony też w normie. Czekam jeszcze na 17-OH-progesteron i homocysteinę.

Za kilka dni wizyta u lekarza, monitoring i sprawdzenie czy tym razem owulacja się pojawi. A w przyszłym miesiącu chyba zdecyduję się jednak na stymulację.

Jakby było mało problemów to w pracy sajgon i resztkami sił trzymam się w tym miejscu 😪

8 lipca, 08:54

5dc
No dobra, jak na kobietę przystało zmieniłam zdanie. Skonsultowałam wyniki na szybko z innym lekarzem, który powiedział mi, że takie AMH, obraz USG, wyłapany cykl bezowulacyjny i starania powyżej pół roku mogą być już wskazaniem do próby stymulacji.

Wzięłam więc wczoraj lamettę. Tak naprawdę na ten moment i tak wszystko stawiamy na szali najbliższych dwóch miesięcy, bo od września trochę nam się życie poprzestawia, co wiąże się koniecznością zmiany mojej pracy i przerwą w staraniach na przynajmniej 2 miesiące.

Myślę, że dwóch lekarzy wiedziało co mówi, a jeśli stymulacja pochrzani mi bardziej cykle, to trudno, będę później miała czas, żeby je unormować 🤷🏼‍♀️

Teraz liczę na piękne jajeczko 😊

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lipca, 23:35

20 lipca, 16:28

17dc - dzień owu

Teraz już zostaje tylko czekać 😌
W czwartek na monicie wyszedł 1 pęcherzyk 17mm i endo 7mm. Podobno jak na moje AMH to i tak nieźle zareagowałam na taką łagodną stymulację lamettą.
Od razu dostałam wytyczne w przypadku następnego cyklu - lametta 2 dni wcześniej i liczymy na uzyskanie 2-3 pęcherzyków.

Wczoraj rano na kontroli okazało się, że endo jest piękne i grube, a na obu jajnikach są pecherzyki - prawy 21mm i lewy 17mm. Od razu dostałam decyzję o podaniu ovitrelle (około godziny 9).

Jestem prawie pewna, że coś tam pękło w nocy, bo jajniki pracowały cały dzień, a wieczorem ból brzucha był okropnie mocny. Dziś już w miarę spokój. Nie dopytałam w tym wszystkim czy pecherzyki mogą pęknąć w jakichś odstępach, czy np. ten większy mógł pęknąć w nocy a drugi dziś 🤔 Czuję się kompletnie zielona w tym temacie 🙈

Zrobiłam też jedną głupią rzecz - siknęłam na test ciążowy, żeby zobaczyć jak wyglądają dwie kreski, tym razem nie na owulaku 🥺
Na razie mogę sobie popatrzeć chociaż na taką kreskę 🤷🏼‍♀️
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego