Pamiętniki Nie sądziłam, że mnie to spotka... 2 ivf,4 lata walki z G-Basedowem, endometriozą i słabym nasieniem
Dodaj do ulubionych
‹‹ 7 8 9 10 11

11 stycznia, 23:28

26+1 kontrola u mojego ginekologa.
W końcu dobre wieści bo brak złych to dobre prawda? Izunia moja najgrzeczniejsza dziewczynka po setkach prośbach wyszła z szyjki więc rura w miarę trzyma i ma 2 cm. Także mniej więcej tyle co miała. Każdy jednak mierzy inaczej więc biorę poprawkę, że może być ciut mniej lub więcej. Na szczęście ten doktor badanie robił bardzo delikatnie. Nie to co w szpitalu, tam się nie pieprzyli i myślałam, że mi głowica wejdzie między wargi sromowe i zostanie mi wielki palec wielbłąda 😂 bo stawiali ja na sztorc on niby też ale robił to powoli i nie do oporu, a tam jakby mnie nożem chcieli na pół potraktować.
Doktor mówił, że pessar dobrze siedzi i zassał się jak trzeba. Dziecko ułożyło się skośnie, głowę ma z lewej strony pod żebrami, a nogami kopie mnie po prawej pachwinie. Już przynajmniej wiem czemu wczoraj nie mogłam ruszyć noga, tak bolało, aż mnie tam lapaly jakieś skurcze ale tylko w prawej pachwinie, jakby się coś rozciągało 😉. Z córeczki robi się kawał baby bo ma 820g więc wcale juz nie jest do tyłu. Nie jesteśmy do tyłu! Aż mam ochotę wykrzyczeć to światu! Koniec z koksowaniem na czekoladkach. No dobra... Jeszcze dziś pączek, czekolada i jagodzianka w nagrodę 🙂

Miałam iść jutro na krzywa, ale po tych słodkościach odczekam jeszcze 2-3 dni.
Jednak po tym szpitalu i diecie zaczęłam teraz wymiatać wszystko jak śmietnik. Nie wiem co się ze mną dzieje... Ale żre za trzech cały syf i o dziwo nie mam problemów z wypróżnianiem.
Widocznie lekkostrawnie mi nie służy. Moje bebechy wola pracować na pełnych obrotach.

Pytałam doktorka o uplawy i powiedziałam, że mnie piekło i swędziało tydzień po założeniu krążka. Mówił, że dobrze zrobiłam zwiększając częstotliwość globulek i teraz nie widzi żadnych objawów infekcji ale będziemy to obserwować. Jednak gdybym miała jakieś swedziawki to mam brać więcej globulek. Ogólnie lek dopochwowym też mi zmienił. Widziałam, że w opakownaiu jest więcej tabletek, a mówił że to w sumie to samo, a trochę mniej inwazyjne i może nie będą mi się te tabletki tak zbierały bo te biały uplawy to napewno te globulki.

Kolejna kontrola za tydzień i leżymy plackiem dalej 🙂 cieszę się bo przynajmniej czuję, że to leżenie ma sens, że robię to i jest efekt.
Oczywiście najważniejsze jest, że zmniejszył się ucisk na szyjkę bo malutka zmieniła miejsce w brzuszku.
Kocham ją, kocham ❤️❤️

Myślę o zaczęciu robienia jakiejś wyprawki. Mimo wszystko muszę mieć na uwadze, że siedzę trochę jak na bombie i że nawet jak otworzą sklepy to nie pójdę na zakupy. Wszystko muszę ogarnąć online. Nie lubię tak. Wolę pomacać materiał i zobaczyć na żywo. No ale trudno. Nie mam wyboru, a strach czekać do ostatniej chwili. Tak źle i tak niedobrze.

Wiadomość wyedytowana przez autora 11 stycznia, 23:33

14 stycznia, 15:17

Mam dość, po prostu kurwa dość...
Odebrałam wyniki.
W morfologii rozpierducha, ale ciul z nią.

Cukrzyca ciążowa. To można dopisać do mojej długiej listy problemów.
Glukoza na czczo 4,5 mmol/l (norma do 5,5)
Gkukoza po 1h 9,1 (norma do 10,2)
Gkukoza po 2h 8,5 (norma do 7,8 )

Takze ostyani wynik za wysoki.

Jakby tego było mało to bilirubina w moczu wyszła mi 1 a norma jest do 0, 2.

Mam dość... Po prostu dość... Mój organizm się nie nadaje, ja się do niczego nie nadaje. Wysiada mi wszystko po kolei... Tarczyca, wątroba, Łuszcze się jak wąż, kręgosłup, stawy, mam niewydolność szyjki, Refluks, trombofilie No kurwa wszystko!
Nie nadaje się do bycia w ciąży, nie potrafię ochronić dziecka przed samą sobą.

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 stycznia, 15:17

20 stycznia, 14:49

27+3
U nas wszystko dobrze. Co post to inna historia, raz góry, raz doliny. Dziś jesteśmy góra!
Byłam na wizycie kontrolnej.
Szyjka trzyma ma około 2,3 cm. Także może ciut się wydłużyła ale doktor też mówił, że trzymamy się tych 2 cm i tak jest ok. Wszystko co ponad to nas cieszy. No wiadomo! Mi tego powtarzać nie musi.
Bilirubina może czasami się pokazywać ale to zostawimy do skontrolowania. Myślę, że gdzieś za tydzień pójdę powtórzyć badanie. Póki co nie przejmujemy się.
Cukrzyca jest taka na granicy. Różnie lekarze interpretują normy, jedni, że wynik powinien być do 153 po 2h, a inni że do 140. On mówi, że jest za tym 153 więc mam graniczny.
Najważniejsze to, że bedziemy to trzymać w ryzach bo cukrzyca w ciąży może się pogłębiać więc musimy trzymać rękę na pulsie.
Za kilka dni mam diabetologa, do tego mierze cukier glukometrem i spisuje wszystko jak należy. Odstawilam cukier, kupiłam ksylitol tak np do wypieku ciastek z niskim ig. Więc radzę sobie i się zawzięłam, że to ogarnę.
Kupiłam razowy makaron i akurat on mi wyrzucił cukier ponad normę po 1 i po 2h. Za to ziemniaki albo odgrzewany biały makaron mi służy. Pilnuje 5-6 posiłków dziennie. Także jem dużo. Co widzę bo też tyje... Waga ruszyła z kopyta ale jak patrzę w lustro to dobrze się czuje ze sobą, myślę że te kilogramy idą w brzuch bo nie zalałam się cała sadlem. Zobaczymy jak będzie dalej. To leżenie może mnie trochę dobić wagowo ale ciul z tym. Skoro już nie muszę zbierać na invitro to mogę zacząć na odsysanie tłuszczu 😂
Mała waży już około kilograma... Ach jak to brzmi... Kilogram córeczki 😍😍 jeszcze dwa razy pytałam doktora czy nic tam jej nie urosło między nogami ale na szczęście nie, wciąż śliczna cipeczka ❤️
W lutym nie będę się oszczędzać... Tzn nie będę szczędzić pieniędzy i ruszam na zakupy online.
Póki co o aktywności np gotowaniu czy spacerze mogę zapomnieć. Do lekarza mam 3 ulice na krzyż ale podjechałam autem. I tak samo zejście i wejście po schodach dało mi w kość. Brzuch zaczął ciągnąć, a plecy boleć jak w środku miesiączki, no okropnie... Ledwo wlazłam do domu spowrotem. No ale tylko się położyłam i po 20 min puściło.
Nie wiem czy to ciąża, tzn ze cos złego się dzieje... Możliwe, że mój organizm już tak osłabł, żeplecy odzwyczaiły się od dźwigania ciężaru mojego ciała i takie coś już mi dało w kość... No nic... Trzeba będzie się na nowo uczyć chodzić po tych miesiącach na kanapie. Ale przy dziecku to raczej się nie poleży 😂 nie mogę się doczekać!

Wiadomość wyedytowana przez autora 20 stycznia, 14:54

25 stycznia, 13:41

28 tydzień! Jest moje wyczekiwane minimum z minimum, teraz oby do 30! Mała znowu siedzi w szyjce. Czuję to... Tzn teraz czuję ogromną różnice. Czuję jak naciska na pochwie, pulsuje mi tam i boli. Wczoraj normalnie miałam wypuklenie na wzgorku lonowym.
Leżę z poduchami pod dupa i wtedy nacisk jest mniejszy ale wstając siku czuję jak naciska chodzę zgięta w pół.
Wiem, że to już jest ten czas keidy dzieci układają się główkowo tyle, że moja chyba za bardzo naciska. Dobrze, że mam ten pessar. Biorę magnez i rozkurczowe i oczywiście leżymy dalej.
Ale dziś była wizyta u diabetologa i był strach chodzić po schodach. Dałyśmy radę 🙂

A więc tak... No mam tą cukrzycę. Nie wybroniłam się mówiąc, że przed krzywą jadłam 2 pączki dziennie i kebaba. Nie było by tak źle gdyby nie fakt, że mam to w genach bo oboje rodziców mają też cukrzycę dlatego trzeba reagować. Oczywiście insulina to ostateczność. Jeszcze nie jest na nią czas. Choć mówiła, że to się w ciąży zmienia i najbardziej cukry szaleją około 35 tyg i mam się na to przygotować ale to już końcówka i z takimi szalejącymi cukrami dociągnę do końca.

Najpierw byłam w poradni, a później u lekarza. Obie babki mówiły w sumie to samo. Super, że już robiłam te pomiary, że mam sprawdzać co mi szkodzi, a co nie dlatego dobrze, że gdzieś tam po drodze zjadłam coś gorszego (racuszki, krokiety) żeby zobaczyć na co reaguje (po tym miałam przekroczenia około 145 po 1h). No i w ten sposób to trzeba robić. Pochwaliły za samoświadomość i systematyczność w pomiarach 😁
Dodały, że jakbym zjadła frytki i hamburgera to powinnam iść na godzinny spacerek, a że nie mogę chodzić to lepiej zjeść furę sałatki i frytki ale z jednego ziemniaka. Bo wiadomo, że ciężarne mają zachcianki i jak taką mam to mam zjeść na co mam ochotę. Jednak jak mi po tym cukier skoczy to już mam wiedzieć, że to raczej mi szkodzi. Mięsa mogę jeść ile chce pamiętając, że tłuste/smażone będzie się dłużej utrzymywać w organizmie i żeby wtedy to równoważyć lekkimi dodatkami a z mięsa ściągać tłuszcz i skórę.
Takze to nie jest tak, że tylko gotowane i warzywa. Jeść w miarę normalnie ale patrzeć co szkodzi i unikać, a przede wszystkim jeść to w mniejszych ilościach. Jak pierogi to zjeść 5 szt, zmierzyć cukier i jeśli jest ok to mogę zjeść kolejne 5.
Że mam jeść nawet 8-10 razy dziennie, co godzinę jeśli chce bo to w mim przypadku kiedy leżę będzie zdrowsze niż 5 posiłków. To mi akurat nie przeszkadza bo ja cały czas coś w gębie miele. Owoce najlepiej do 17. Nad tym muszę popracować bo często jem po kolacji do filmu.
Jak jem zupę i drugie danie to fakt, że robię między nimi przerwę jest bardzo na plus.
No i pamiętać o przerwie nocnej, że ma być 8h max 10. A jakby mi rano wychodziły złe cukry to nastawić budzik na 3 w nocy i zjeść pół kromki.

Teraz mam badać cukier tylko na czczo i 1h po posiłku, po dwóch nie muszę ale co drugi dzień mam sprawdzić godzinke po II śniadaniu i podwieczorku. Wtedy te dni mam już nie badać po głównych posiłkach więc kłucia będzie mniej.
Poza tym dostałam glukometr, Bajerancki (można podłączyć do apki sweetpregna, mają takie gotowe zestawy dla ciężarnych z dzienniczkiem), receptę na paski ale w aptece koło przychodni nie mieli, a męża wyślę popołudniu to zobaczę ile kosztują. Jeszcze mam sprawdzać ketony w moczu.
Zasada jest taka, że sprawdzam i patrzę. Jak są ketony to sprawdzam dalej.
Jak nie ma 3 dni z rzędu to już nie sprawdzam.
A pytałam co mam robić jak wyjdą ketony to nic, kontrola za 2 tyg u lekarza i zobaczyny.

Z krwi mam do zrobienia 3 badania. Hemoglobine glikowana, kreatyninę i peptyd C.
Nie wiem co to jest to ostatnie.

Takze w sumie potwierdzili to co już zdążyłam się dowiedzieć od dziewczyn i z internetu. Cały czas powtarzały żeby nie popadać w paranoje bo to stan przejściowy. Pilnować wagi. Ja przytyłam 7 kg to obie chwaliły, że bardzo ładnie.

8 lutego, 10:46

30+1 ❤️
Jest trójka z przodu! Robi się poważnie, jestem przeszczesliwa, że trzymamy się razem tak długo.
Wizyta u ginekologa w 29+5
Wszystko jest dobrze. Malutka miala już 1440 g także rośnie z niej kawał baby. Najpierw była za mała, a teraz tak goni, że muszę uważać żeby jej nie roztuczyc przy tej cukrzycy.
Wątroba i nerki jakoś ciągną No ale nie ma na to ratunku w ciąży. Musimy wytrzymać. Możliwe, że ciąża tak mnie obciąża, że to się wszytko sypie, a po porodzie wyniki wrócą do normy.
Bilirubina z krwi jest ok, tylko z moczu do dupy. Poza tym w moczu pokazało się białko, krew, leukocyty i erytrocyty. No i tu jest średnio.
Tarczyca póki co też cały czas ideolo 👍
A szyjka? Trzyma i nawet znowu się wydłużyła na 2,6 cm! Także jest pięknie jednak wciąż mam leżeć.
Myślę o umówieniu się na sesję z brzuszkiem. Rozmawiałam nawet z babką, która robi takie naturalne zdjęcia nawet w domu, żadnych wieczorowych sukien czy coś. Za to przytulas z mężem i brzuszek. Nie sądziłam, że przyjdzie mi o tym myśleć. Najpierw strach było myśleć o choćby jednym dniu do przodu, a teraz poczułam się na tyle pewnie, że chciałbym mieć jednak pamiątkę.
Za 2 tygodnie mam 3 prenatalne.
Moze po nich bym się zdecydowała na takie mały prezent dla nas 😉

Dzis byłam u diabetologa. Doktor jest zadowolona z moich pomiarów, choć przyznałam się, że grzeszyłam lecz wtedy nie mierzyłam.
Wyniki:
kreatynina 54 (44-80)
Hemoglobina glikowana 5,1% co wg normy pokazuje, że jest ok
C-peptyt 2,020 (1,1-4,4)
Dostałam pozwolenie na pączka w tłusty czwartek 🥯🥯 będą dwa, jeden dla mnie i drugi dla malutkiej.
Ketony w moczu mi się nie pokazują więc jest dobrze, teraz mam je mierzyć raz w tygodniu. Kontrola za 3 tyg.
Mam pilnować wagi swojej i dziecka. Jak wczensiej powolutki przybierałam to teraz dość szybko mi przyrosło ale przyznaje, że zjadłam chipsy ze 3 razy, a od tego szybko dupa rośnie. Ciężko mi nad sobą panować jeśli chodzi o jedzenie.
Mam zamiar trzymać się teraz ładnie te 3 dni żeby w czwartek moc na legalu zjeść te paczuszki 👍


18 lutego, 09:28

Badania prenatalne 3 trymestru, 31+3

Dzis będzie słodko-gorzko. Sama nie wiem jak to ugryźć, jak do tego podejść.
Najpierw dobre informacje. Malutka rośnie jak na drożdżach. Nie wiem jakim cudem ostatnio co tydzień przybiera po pół kilograma. W takim tempie to się rozrośnie na ponad 4 kg klocka i ja nie wiem kto ją wydusi 🙈 aż mnie krocze mrowi na samą myśl. No ale jakby nie patrzeć nadrobiła wszystkie tyły i jeszcze wystrzeliła do przodu. Waży około 2 kg.
Doktor robił badanie bardzo dokładnie. Narząd po narządzie. Opłacało się wydać te 4 stówy bo tak szczegółowego badania jeszcze nie mieliśmy. Mamy też zdjęcie buźki choć zasłaniała się ręka całe badanie, na koniec coś tam udało się złapać. Ma śliczne, całuśne usteczka, śmialiśmy się że jakieś murzyńskie i w sumie nie wiemy co nam tam do brzuszka podali 🤦‍♀️
No i teraz to co spędza mi sen z powiek. W brzuszku widać było żołądek a obok czarna plamkę. Najpierw doktor mówił, że to skurcz jelita, jakiś zastój, że wrócimy do tego. No i sprawdzał inne rzeczy. Jak wrócił to obraz ten sam. Kazał mi nie czytać w internecie o podwójnej bańce (zespole dubble bubble) bo ta sprawę trzeba skontrolować na następnej wizycie u prowadzącego.
Oczywiście po powrocie do domu zerknęłam w czeluścia internetu i prawie zemdlałam. Zespół Downa, wady wrodzone, operacje itd... Kurwa to nie może być to!
Cały czas sobie powtarzam, że malutka ma zatwardzenie wraz z mamą i musi być dobrze, no musi!
Jednak poprzednie badania prenatalne trwały 3 minuty i nikt nas tak nie prześwietlał. Teraz 1,5 tygodnia czekania do wizyty u mojego lekarza, a ja mam nadzieję, że nie osiwieje z tych nerwów.
Boże błagam... Oby tylko maleństwo było zdrowe! Już tyle razy nas uratowałeś, pomóż i tym razem proszę... 🙏

23 lutego, 19:00

Wczoraj byłam na mszy za rodzinę poznanej w szpitalu mamy, która straciła córeczkę.
Obie leżałyśmy same, obie w strachu o swoje dzieci. Obie bez objawów zbliżającego się porodu. Nieświadome co się dzieje i dlaczego. U mnie udało się poród zatrzymać lecz ona urodziła małą wojowniczkę w 25 tyg. Malutka była silna i walczyła bardzo dzielnie ale zabrakło jej sił, odeszła do aniołków.

W szpitalu zegnalysmy się w łzach. Niewiele zresztą spędziłyśmy razem czasu. Ja ciągle podłączona do kroplówki, a ona krążącą między oddziałami w oczekiwaniu na wieści o córce. Jednak czasem spotykasz kogoś przypadkiem i czujesz, że to dobry człowiek, dobra dusza i rozmawiasz jakbyście się znali od zawsze. Tak widzę nasza krótka znajomość.

Wiem, że nic nie było w stanie ukoić jej bólu ale po wyjściu ze szpitala udało mi się zamówić choć mszę za ich rodzinę z prośbą o łaskę Boża. Cieszę się, że się spotkałyśmy, że mogłam się za nich pomodlić aby ich ból był mniejszy, a upragnione dzieciątko jeszcze się mogło pojawić się u nich w domku.
Modliłam się też za wszystkie matki po stratach aby zaznały spokoju ducha oraz aby zostały mamami na ziemi, a nie tylko w niebie.

Nigdy nie byłam kościołów czy jakoś szczególnie wierzącą. Ale sama bardzo w tej ciąży błagam o łaskę i proszę o życie i zdrowie dla mojego dziecka. Na zasadzie jak trwoga to do Boga, a tu całe miesiące w strachu. Teraz też martwię się o te jelita o co ja mogę zrobić... Czekać... Modlić się i błagać o kolejny cud.
Moje dziecko ejst cudem, od 1 słabej bety, a nawet od dnia zapłodnienia gdy ten jedyny najsłabszy zarodek dał radę przetrwać i poczekać na mnie. Także to mój mały cud boski i medyczny jednocześnie.

Już się nie mogę doczekać poznania ale jednak wiem, że jest za wcześnie, a im dłużej mała w brzuchu siedzi tym ma większe szanse.

Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lutego, 09:06

1 marca, 21:08

Jelika pracują! Treść się przesuwa i żadnych spazmów nie widać. Będziemy obserwować.
Ufff kamień z serca! Jejku ile mnie to już wszytko siwych włosów kosztuje to nie zliczę... A do końca zostało nam 1,5 miesiąca. Niby dużo i mało. Jeszcze ostatnia prosta.
Pomału szykujemy pokoik dziecięcy i planuje spakować rzeczy do szpitala.
Doktor kazał się zastanowić na porodem. Mam dużo wskazań do cc ale też nie mam wcale. Ogólnie ciąża zagrożona, po ivf, wiele chorób współistniejących i jak to ładnie określił mocny aspekt psychologiczny. Także jeśli chce to da mi skierowanie... Ale chyba nie chce.
Mała siedzi w pozycji do startu już 3 miesiące, nie zapowiada się też na 5 kg malucha więc chciałabym nam dać szansę na naturalny poród.
Przecież jeśli będę się męczyła lub z małą coś by się działo to i tak zrobią cesarkę. Teraz już chyba nie zwlekają tylko kroją jak leci.
Boję się jednego i drugiego, a w tym wszystkim bólu chyba najmniej. Cesarka to operacja. Po całym tym medycznym zachodzeniu w ciążę i jej utrzymaniu chciałabym mieć szanse na fizjologiczny poród. Głupie nie?
Z drugiej strony ciągle się mówi że cesarka dla dziecka bezpieczniejsza i ten argument jest dla mnie najważniejszy, wiadomo, że dam się pokroić dla maleństwa.
Nie wiem co robić... Mam 2 tygodnie na zastanowienie się.
Nawet nie wiem jaki szpital obrać. Myślę, że jak się zdecyduję na SN to decyzja będzie podejmowana już w trakcie. Bo jak będą skurcze ale takie "boli, chyba się zaczyna" to wolę jechać 80 km do szpitala z 3 st referencyjnosci, ale jeśli początek już będzie "o kurwa, dobij mnie, nie wytrzymam" to wale na szpital w moim mieście.
W moim mieście anestezjolog jest 2 razy w tyg więc nie mogli liczyć że trafię w grafik aby dostać znieczulenie co też mnie przeraża.

Pytałam na wizycie o szczepienie na ksztusiec. Lekarz raczej sceptyczny, nie namawiał więc chyba odpuszczę. Ogólnie mogłam się za to zabrać ciut wcześniej. Pomoc najwięcej przeciwciał się dziecku przekazuje gsy się szczepi w 2 trymestrze. No już teraz nie chce mi się kombinować. Myślałam, że mnie doktor zmotywuje ale skoro nie to trudno.

Pessara, acardu i progesteronu będziemy pozbywać się dopiero w 37 tyg także póki co wciąż leżę i pachnę choć mam pozwolenie na wyjście na ławkę na słoneczko. Szkoda, że na moim osiedlu zlikwidowali ławki... Ale rozumiem to tak, że chociaż po domu będę mogła się jakoś poruszać czy wstać doprawić obiad który i tak w większości będzie robił mąż. To i tak duża różnica niż całkowite leżenie plackiem. Choć już sama widzę po sobie, że np więcej siedzę gdy wcześniej to nawet jadłam na leżąco. Już się pewniej czuje i jest troszkę inaczej.
Dzisiaj z tego stresu rzuciłam się na słodycze. Zjadłam 3 batony i 3 ciastka. Nawet nie mierze po tym cukru, chyba wolę słodka nieświadomość ale już miałam normalnie manię na coś słodkiego.
Jutro planuje zrobić sernik na zimno z ksylitolem. Może coś z tego wyjdzie, a to na pewno zdrowszy i białkowy posiłek niż baton sam cukier.

Dzis kończę dzień z uśmiechem. Będę mamą... Wciąż tak trudno mi w to uwierzyć, a jednocześnie już tak mocno się nią czuje, już tak mocno kocham moje maleństwo ❤️

18 marca, 20:30

Został nam miesiąc do porodu.
Dużo czy mało?
Sama nie wiem...

A co u nas? Mam kiepskie wyniki. Ciąża, leki, stres to wszystko wyniszcza mój organizm coraz bardziej. Aktualnie doszedł białkomocz.
Narazie lekarz kazał mierzyć ciśnienie czy nie wchodzę w stan przedrzucawkowy i będziemy obserwować.
31 marca najprawdopodobniej będę miała ściągany krążek, a wtedy niech się dzieje wola nieba.
Chociaż wersję są dwie. Albo moja szyjka puści albo jak przy histero zamknęła się na amen. Nikt nie umie tego przewidzieć.
Chciałbym zacząć ten masaż krocza czy coś ale mam dużo keukocytow w moczu i lepiej nie pchać tam paluchów do środka dopóki mam pessar. Później nie zostanie zbyt wiele czasu ale spróbuję do tego zatrudnic męża.

Mała z ostatnich pomiarów 2,5 kg. Moje serduszko ❤️ wciąż nie dowierzam, że spotkało nas to szczęście. Te wszystkie problemy zaczynają się zacierać w pamięci. Patrzę na siebie w lustrze i widzę wielka kule, brzydka i zaniedbana ale uśmiech na mojej twarzy i jedno spojrzenie na brzuszek zmienia światopogląd na piękną kobietę promieniejącą w ciąży, czuję się bosko z brzuszkiem mimo wszystko i wiem, że jedno zaprzecza drugiemu, a jednak tak jest.
Myślałam, że już zawsze będę zgorzkniałą, nieszczęśliwa i wybrakowana kobieta. Ciąża zmienia wszystko. Wierzę, że wszystkie się doczekamy, a złe myśli, chwile i smutek z naszego życia wyparuje. Naprawdę tak może być.
Nie poddawajcie się dziewczyny. Błagam! Walczcie! Warto przejść przez ten koszmar i jeszcze przez większy i większy byleby to poczuć! Naprawdę warto! Kobiety chcące zostać matkami to najsilniejsze wojowniczki na świecie!

Anuśla kochana specjalnie dla Ciebie zdjęcie mojej kuleczki. Wiadomo, że to stykówka na wyjście. Normalnie cała dobre spędzam w ledżinach i bez stanika 😂

https://naforum.zapodaj.net/7f30a263cd43.jpg.html

Wiadomość wyedytowana przez autora 18 marca, 22:29

30 marca, 16:38

No i mamy to! Ciąża donoszona!
Dziś byłam na wizycie i ktg, na wykresie ani jednego ruchu, królewna chyba spala. Wizyta super! W końcu z nadejściem wiosny i pięknego słonecznego dnia ja też poczułam wolność! Pessar ściągnięty! Jupiiii!
Mam pozwolenie na normalny tryb życia i ruch.
Szyjka póki co jak i z pessarem. Lekarz mówił, że to jest taka pamięć organizmu i że wcale nie urodzę dzisiaj czy jutro. Spokojnie jeszcze 2 tyg powinnam wytrzymać.
Mała ma miejsce, dość dużo wód wokół, nie koksuj też już na klocka. Ma 2800g.
Także większą niż 3,5 kg raczej nie będzie.

Jestem szczęśliwa! W końcu weszłam w złoty okres mojej ciąży. Czuję dumę gdy patrzę na mój okrągły brzuszek, czuje się piękna i niby jak każdej ciężarnej jest mi ciężko itd ale jakoś wcale źle tego nie odczuwam. Jaram się tym jak dziecko. Wciąż cieszy mnie każdy kopniak, każde ruchy w środku. Wiem, że jeszcze chwila i to się skończy.
Dziś trochę plamie na czerwono po krążku więc jeszcze poleżę ale jutro ruszam na spacer i korzystam z życia 🤩
Jest pięknie!

A na koniec focia mojego pessara jakby ktoś się zastanawiał jak to cholerstwo wygląda.

https://naforum.zapodaj.net/fd02242274c2.jpg.html

5 kwietnia, 18:19

To miały być inne święta kiedy i w końcu ja poczuje zainteresowanie moim brzuszkiem, kiedy w końcu ktoś zapyta nas jak się czujemy, a nie tylko będziemy mogli słuchać jak się wymieniają doświadczeniami inni młodzi i starsi rodzice. Zawsze my odizolowani, inni, wybrakowani, niepełni.
Boże Narodzenie spędziłam w szpitalu walcząc o życie mojego dziecka, nie byłam jednak sama, miałam życie pod sercem i najwanzisjze było żeby tam jeszcze troszkę mała pomieszkala.
Teraz miało być nie tylko szczęście rodzinne ale w końcu mój spokój ducha i próba potrafienia się dzielić tym moim szczęściem.
Mój tato zachorował na covid, jest już 3 tygodnie w szpitalu, gorączkuje ale chyba najgorsze ma za sobą.
Teściowie wybrali większą imprezę rodzinna, nie chcieli do nas przyjść. No ale oni zawsze wybiorą miejsce gdzie alkohol będzie się lał strumieniami.
Także byliśmy tylko ja, mąż i moja mama No i oczywiście maleństwo w brzuszku 💕
Było fajnie, dwa dni obżarstwa 🎂🍰🥧
Jednak czuje taki niedosyt trochę tymi świętami.
Teraz jestem już przed porodem i też nie będę zapraszać ani się z nimi spotykać. Za bardzo boję się pozytywnego testu na wejściu do szpitala i związanymi z tym problemami organizacyjnymi niz samego porodu.
Także teraz już trudno, nikt nas nie zobaczy aż nie będziemy gotowe po porodzie.

A ja dziś na spokojnie. Tuż przed świętami miałam takie kłucia w pochwie/w szyjce? w sumie nie wiem gdzie ale serio myślałam, że coś się dzieje. Do tego mocny naporu na pęcherz i okropny ból w krzyżu. Minęło dwa dni i nic. Także zwalam to wszytko na fakt, że nagle stanęłam do garów i trochę się przeciążyłam.
W 1 i 2 dzień świąt pozwoliłam mężowi na wódeczkę z moją mamą. Uznałam, że trochę normalności nam się przyda, jak coś to wezwę taksówkę.
No ale drugi dzień się kończy i wątpię żeby dziś coś się miało wydarzyć.
Co jeszcze? Właśnie pada śnieg... Porąbana ta pogoda. Nawet nie ma jak wyjsc na spacer...

Wiadomość wyedytowana przez autora 5 kwietnia, 21:05

8 kwietnia, 22:46

Jestem po wizycie. Jeśli patrząc na termin porodu z ivf to zostało nam 6 dni. Omg! Zaczęłam 40 tydzień! Kiedy? Jak? Wciąż nie mogę uwierzyć, że donosiłam, że w ogóle jestem w ciąży i że będę mama.

A co po wizycie? Mała rośnie ładnie, pomiary różne od 3-3,25 kg na dzień dzisiejszy.
Szyjka zamknięta całkowicie na długości 1 cm. Ogólnie dopiero zaczyna się rozszerzać od wewnątrz ale ten mikro lejek w stosunku do główki to było jakby coś szerokości centymetra do wielkości melona więc nie wiem jak to ma się rozszerzyć dalej i ma przez tą szpare ten melon zacząć wychodzić 🙈🙈 sama wizja jest przerażająca.
Ogólnie jeśli nic się nie zacznie dziać to w dniu terminu porodu mam się stawić na wywołanie. Jeśli będzie cicho to uznałam, że jednak jadę na szpital daleko ode mnie i z obowiązkowym testem na covid ale z 3 st refenrencyjnksci. Jeśli zacznie się bolesna akcja to jadę do szpitala w swoim mieście.
W obu odwołali porody rodzinne więc będę sama. Wszystko zależy też od tego czy akurat mąż nie będzie w pracy i będę miała kierowcę.

Jutro zamiaruje dopakować torbę do szpitala. To się dopiero zaczyna robić jakieś bardziej rzeczywiste... To już serio końcówka! Serio serio! Niech mnie ktoś uszczypnie bo mam wrażenie, że lewituje.

A tak dodatkowo to żre wiesiolek, znalazłam w szufladzie, trochę po terminie no ale to naturalny olej, uznałam, że zjem bo to tak jakby oliwa się miała przeterminować a to przecież może długo stać. Dobrze kombinuje? Jak nie to trudno. Już o tak dużo mi tego nie zostało. Słyszałam o herbatce z liści malin ale jakoś do ziół się nie mogę przekonać, odpuszczam. Za to próbowałam masażu krocza... Kurde ciężka sprawa z tym, niby nic trudnego ale jakiś dyskomfort jest. Spróbowałam dopiero raz.
Za to dziś było u nas 5xS
Słodkie x3
Schody 2x 4 piętro
Spacer do gabinetu lekarza
Spicy food na obiad
Seks 🙈

Szybka i dziwna akcja. Porodu to nie wywołało ale było dość przyjemnie. Jednak bez finału z mojej strony, gdzieś ta blokada chyba w głowie siedzi za bardzo. Może za drugim razem się uda. Wolę seks niż masaż krocza haha

10 kwietnia, 12:40

Boli, boli, boli... Umieram z bólu.
Od kilku dniu bolało ale dzis mam kryzys... Rwa kulszowa. Boli tak cholernie, że nie mogę stanąć na nogę, ruszyć nią ani się podnieść z łóżka.
Rano poszłam po bułki do piekarni, uzbrojona we wkładkę jakbym miała się posikać i byłam taka zadowolona, że idę i nawet nic nie boli tak mocno jak w ostatnich dniach i nagle łup! Taki skurcz że żyć nie dawał. Doczołgałam się do ławki, siedziałam kilkanaście minut ale nie moglam z niej wstać.
W końcu że łzami w oczach doczołgałam się do domu.
Miałam już przygody z rwą i mięśniem gruszkowatym ale to co się dzieje teraz to jakaś tragedia... Na 4 dni przed terminem porodu.
Aktualnie leżę i jak ani drgnie to żyje ale ruszyć noga nie mogę. Czekam aż mąż wstanie po nocce i pomoże mi się podnieść. Nie wiem co robić. Spróbuję się później porozciągać czy coś... Chyba wezmę jakiś paracetamol.
No nic innego w ciąży nie zrobię. Musimy już wytrzymać ale boli serio, naprawdę mocno 😭

13 kwietnia, 18:03

Mała się nie spieszy. Jutro mam termin porodu. Ze względu na historie, cukrzycę i całą resztę to dostałam skierowanie na szpital.
Jestem w tym samym, w którym nas ratowali w połowie ciąży. Leżymy na patologii ciąży.
Na badaniu wyszły słabe przepływy ale jeszcze nie tragiczne, do obserwacji. Szyjka wysoko, lekarka nie mogła jej doścignąć, zamknięta na 4 spusty 🤦‍♀️ nic nie zapowiada, że ma się zacząć otwierać.
Ktg wyszło ok i nawet zarejestrowało skurcz, czułam to, nie bolał ale spiął mi się brzuch. Powiedziałabym, że to takie samo uczucie do tego gdy mała wypycha dupke i rozciąga moja skórę do granic możliwości.
Dziś ogólnie leżenie. Nic robić nie będą. Nie ma w sumie żadnego lekarza oprócz młodej dziewczyny, która mi robiła usg. Mówiła, że może jutro będzie decyzja o baloniku albo pojutrze. Wolałabym jutro, nie chce tak bezczynnie leżeć.
Nie można chodzić po korytarzu, tylko po pokoju więc spacerami się nie wspomogę.
Poza tym ścisz dokucza mi ta rwą choć doprowadziłam się do stanu gdzie mogę chodzić. Oby tylko nie złapało na maksa na nowo jak w sobotę to z takim bólem jak jest teraz dam radę.

Boję się... Boję się porodu, bólu, tego czy jestem na tyle silna żeby to przetrwać, tego czy się nie załamie psychicznie, o dziecko się boję, o każde jej bicie serca, o te przepływy i o to czy szyjka zacznie się rozszerzać.

19 kwietnia, 09:35

Poród

Do szpitala pojechałam we wtorek 13.04 zaraz po wizycie. Wiadomo jak to w 1 dzień to tylko ktg i czekamy. Na wejściu oszacowano mała na 3150 a mój lekarz wczensiej na 3200 więc spoko.
Na ktg pisały się jakieś skurcze ale słabe i tego nie było czuć.

Rano 14.04 po godzinie 5 znowu ktg i u małej były jakieś spadki tętna, a jak już nawet się zapisywało to cały czas na poziomie 100 uderzen/min to jest dolna granicą więc wzięli mnie szybko na wywołanie porodu.
No i to nie tak jak w filmach... Ze się chodzi, kuca, siedzi na piłce.
Od 6 rano leżałam już pod ktg i nie mogłam nawet drgnąć.
Skurcze były, pisały się ale to czuć takie napięcie w środku ale nie boli no i były te spadki ale co jakiś czas, nie często, a tętno u dziecka już było ok 120. Podali mi oxytocyne wywołująca skurcze. No i po tym zaczęło się. Na skurczach tętno spadało. Dwa razy poprosiłam o odpięcie od tego żeby iść siku. Za każdym razem po powrocie i podpięciu na ktg tych spadków i braku tętna było coraz więcej. Już nie było wiadomo czy to zmiana pozycji czy co. Odpięli mnie na godzinę od kroplówki i przerwa. Wtedy skurcze mniejsze i spokój.
Koło 12 kolejna kroplówka z szybszym przepływem.
O trzymajcie mnie! Skurcze już takie typowo bolesne w chuj, narastały aż w końcu serio zwijałam się z bólu ale nie wiedziałam czy będzie gorzej więc jeszcze nie prosiłam o znieczulenie. No i to trwało kilka godzin ale nie miałam rozwarcia na tej mojej jebanej szyjce. O 13 odeszły mi wody i były zielone. Wtedy przyszedł lekarz i powiedział, że szyjka już musi pójść. Od odejścia wód dopiero poczułam co to skurcze, były już bez minimalnych przerw i cały czas na max. Dostałam 4 czopki w dupsko na rozwarcie szyjki. To już miało mnie ruszyć na 100 %. Do dupy że nie można było się ruszyć. Mogłam tylko zaciskać sobie pieści na łóżku ale wydaje mi się, że to chodzenie dużo by pomogło. Jest to takie uczucie jak właśnie mega miesiączki stulecia i ścisku jelit jednocześnie ale biodra aż same chcą się ruszać. Każda bez trzymanki. Wokół mnie zdarzyły urodzić już 4 baby. Słyszałam, że to dość sprawnie idzie, chwilą skurczy, parte i płacz dziecka, a ja wciąż leżałam plackiem i tylko gapiłam się w ktg i te spadki.
Przed 15 poprosiłam o gaz lub znieczulenie w kręgosłup i prysznic.
Czekałam na lekarza żeby sprawdził rozwarcie i uwaga uzyskałam zabójczy 1 cm!
Lekarz zdziwiony, mówił, że to aż niemożliwe przy takich warunkach gdy głową jest tak niska, a skurcze regularne trwają już kilka godzin, a wtedy ja się odezwałam, że mam taką wąska szyjkę, że mam to w wypisie z 3 histero i jednej nie udało się nawet wykonać mimo hegarowania, do tego te spadki tętna, zielone wody itd. No i poszło... decyzja o cesarce.

Choć lekarz mówił, że bardzo chciał mi tego oszczędzić że względu na endometrioze i moja historie leczenia niepłodność, wcześniejsze operacje na macicy itd. Mówił, że cesarka mi nie pomoże w przyszłości ale już nie widzi innego wyjścia. Że tych spadków tętna jest za dużo.
Tniemy!
Bałam się, że na skurczach nie zegne się w pół żeby wypiąć plecy do narkozy ale dali jakiś strzał w żyłę i po dosłownie paru minutach skurcze zaczęły ustawać, podczas znieczulenia już nic nie było.
Samo znieczulenie luzik. Ukłucie jak komara nic nie bolało, nic nie czułam. Fajny anestezjolog.

Cesarka

No i tu też łatwo nie było. Dziecko było tak mocno w kanale, że nie mogli jej wyciągnąć. Chyba ze 30 razy tak mi naciskali na zebra że tylko czekałam aż strzela. No i cycki trzymałam bo jak naciskali łokciem to zgniatali mi cyce a one nie były pod narkozą. Sam zabieg wydawał mi się szybki. Nie było to coś złego, nic się nie czuję oprócz szarpania No i to ugniatanie było nieprzyjemne.

Później lekarz na pooperacyjnej przyszedł i mówił, że cesarka była bardzo trudna bo mała utknęła i nie mógł jej wyciągnąć i musiał użyć próżnociągu co w cesarkach jest rzadkością. Taki jakiś przejęty był. Więc chyba trwało to dłużej niż zwykle lecz dla mnie wciąż krótko.

Mała po urodzeniu była sina, musieli jej robić masaż bo odpływała i wciąż miała spadki bicia serca. Nałykała się tych zielonych wód i musieli ja odsysać żeby złapała oddech. Także tylko mi ją pokazali na sekundę i zabrali na oiom. Widziałam, że jest mała.

Zabrali ja do inkubatora pod tlen. Dostała od razu żółtaczki w pierwszej dobie co nie jest żółtaczka fizjologiczna bo ta pokazuje się w 3 dobie. Dostała jeszcze jakiegos zakażenie nie wiem od czego. Mówili, że to konflikt serologiczny ale mówiłam, że oboje z mężem jesteśmy 0+ i to niemożliwe. Już mi chyba chcieli zasugerować pomyłkę przy ivf ale mała też jest 0. Jest nasza. Wyszła skrajna hipotrofia bo mała jest z 40 tyg i ważyła tylko 2560g, długa na 52 cm.

Jak leżałam na pooperacyjnej to był ze mną 2h mąż. Chodził zajrzeć do małej. Pokazał mi zdjęcie. Płakaliśmy ze szczęścia i ze strachu jednocześnie.

Ogólnie wstałam 6h po cesarce i już u niej byłam ale co to był za widok to nie pytajcie. Ból i rozpacz.

Jestem mamą 💜 Mam piękna córkę Izabelę 💜

Dziś minęło już kilka dni. Jesteśmy w końcu w domu.
Mała dość szybko doszła do siebie jak na takie akcje. Ja w sumie też ale chyba ona mnie motywowała.
W szpitalu dostałam tylko 2 kroplówki z pyralgina. Reszta to paracetamol w tabletkach raz na 6h w 1 dobie i co 8h w kolejnych. Ból, ból i jeszcze raz ból.
A to wszytko przez to, że powiedziałam, że chce karmić piersią chyba. Dziwne bo dziewczyny mi pisały, że dostawały mocne koktajle.
No trudno... Ten ból już mam za sobą choć było ciężko.
Zaciskałam żeby i chodziłam 6 razy dziennie do małej.
W między czasie płakałam i wisiałam na laktator że z sutkami pełnymi krwi, a nie mleka żeby tylko jej coś dać od siebie. Pierwsza siara zeszła ładnie, a później 2 dni miałam porażki.
W szpitalu terror laktacyjny pełna para. Czegoś takiego jeszcze nie widziałam.
Prawie mnie wpędziły w depresję.
Raz lekarz mówił żeby przynieść cokolwiek to małej nawet dziaska natrą więc walczyłam godzinami, szlam z moimi 15 ml mleczka, a pielegniary darły się, że co to? Że tyle to im nie robi różnicy... Ze mam przynieść 40 ml.
W 1 dobie po cc... No pierdokniete, przecież dziecko nawet tyle nie je.
Wprost mi powiedziały, że wola dać gotowe. Ale jak później ja nie mogłam nakarmić małej bo nie mogla złapać sutka i po godzinie płaczu poszłam po mleko to mnie terroryzowały ze karmie mieszanką.
No nie tak to powinno wyglądać...
Ale to też już na szczęście za nami.
Dwa dni miałam w szpitalu depresji i czarnej rozpaczy. Myślałam o małej, o jej trudnym stracie, o tym co ja czeka znowu za walka o zdrowie i nadrobienie rozwoju i jeszcze ten terror i ból.
Piątek i sobota to była największą tragedia w moim życiu.
W niedzielę 18. 04 wyniki małej się poprawiły i wypisali nas do domku.
Karmimy się mlekiem choć mała jest marudna i czasem ściągam laktatorem i daje jej swoje mleko.

W szpitalu nie spałam więcej niż 2h na dobę. W domu w końcu zasnęłam 2 razy na 2h więc jest lepiej.
Cięcie nie wymaga już brania prochow. Boli przy zmianach pozycji ale jest spoko.
Na twarzy dostałam ogromnej wysypki. Jest też za uszami i na szyi. Nie wiem jeszcze co to. Trochę sędzi podczas karmienia. Obym tylko nie miała uczulenia na oxytocyne albo żeby nie wywaliło mi łuszczycy krostkowej. Tylko, że to nie wygląda jak łuszczyca, bardziej jakbym owrzodziala na twarzy. Czerwone plany i krosty z wodą. Może to tylko stres po tym wszystkim.
Jak w domu nie będzie poprawy to dermatolog.

No to jeszcze raz na pozytywne zakończenie tej trudnej historii.

Jestem mamą! Było ciężko! Kurwa cholernie ciężko! Ale było warto! Każda łza nieszczęścia jest warta tych łez szczęścia gdy dziecko przychodzi na świat!

Walczymy i nie poddajemy się dziewczyny!

21 kwietnia, 07:30

Wciąż walczę o chwilę snu. Zawzięłam się na to karmienie piersią i ani razu nie dałam mieszanki. No ale ma to swoje konsekwencje. Zero snu.
Mała wisi na cycku jak jej się podoba i śpi. Raz je 3 min i śpi 30 min, raz je 5.min i śpi 20 min. Także karmimy się non stop.
Najdłuższe przerwy to 2h ale w nocy mam taką tylko jedna. Także wciąż ciągnę dobę o 3h snu.

Mamy za sobą 1 kąpiel. Mała zadowona więc chyba nie było tak źle ale musimy kupić mniejsza wanienka, w tej co mamy to nie ma sensu bo wanienka jest za duża. Widziałam, że Ikea ma taką maleńka. Z racji, że wszytko zamknięte to znalazłam taka na olx i kupimy.

Dziś przychodzi też do nas położna. Mam nadzieję, że mała przyrasta na samym moim mleku i nie trzeba jej będzie dokarmiać mm skoro tak ładnie Walczymy.

Najgorsze jest przystawianie. Mała walczy dzielnie ale raz woli z nakładka, raz bez. Zanim znajdziemy pozycje to też już się gotuję i jest wrzask. No i oczywiście jak ja się wygodnie wyłożę to nie ma jedzenia. Ale jak z garbem siedzę i cała drętwieje z niewygody to wtedy mała zawsze się zassie...

Tatuś zakochany na maksa. Aspiruje do zdobycia medalu mistrza pieluchy 🙂 także podział obowiązków jest.
On się tuli, on przewija, on chciał kąpać.
A ja? Zostałam już tylko zrównana do poziomu stołówki. Chodzą za mną z tekstem "dawaj te cycki"...

Rana po cięciu goi się ładnie, pod palcmsi wyczuwam już bliznę grubości kciuka. Oj trzeba będzie ja dobrze masować w swoim czasie.
Nad blizna zrobił mi się za to bardzo brzydki nawis, taki wałek.
Ale jest tydzień od cięcia, a ja już mam płaski Brsuch i próbuje się kłaść brzuchem na poduszkę. Wtedy ten nawis się zmniejsza, jednak jak pochodzę czy siedzę co znowu wychodzi. Mam nadzieję, że jest to do wypracowania.

29 kwietnia, 10:57

15 dni razem 💕

Jest cudownie, mała jest cudowna... No ale szara rzeczywistość nie do końca pozwala się tym cieszyć. Nasze dni teraz tak szybką lecą, że ciężko nad nimi nadarzyć. Czas głównie spędzamy na karmieniu.
Ciężki temat...
Mała nie chce złapać sutka bez nakładki, nie wiem czy się tak nauczyła już czy ja mam jakieś krzywe cycki choć nie mam plaskich czy wręcz wklęsłych sutkow więc nie sądziłam, że będą aż takie problemy.
Karmienie u nas wygląda tak. Najpierw próbujemy bez nakładek. Mała próbuje łapać ale po 30 razach i wrzasku już się lituje i daje ta nakładkę. Nakładka znowu powoduje, że z tego cycka leci jak z kranu. Mała cała w mleku, ja cała mokra, 2 pieluchy aż kapią. Czy ona coś zjada wtedy? Nie wiem.
Ra zna ruski rok udaje nam się przystawić na 7-8 min na każdą pięść co daje nam efekt najedzenia na 2h. Pozostałe karmienia to 5 min na piersi i 30 min drzemki, 2 min na piersi i 15 min. Wrzask pomiędzy. Je-jest źle, zasysa, odsysa się i ryk. Zazwyczaj jej 5 min ssania zajmuje nam jakieś 40 min. Nie je to znowu wygląda jakby ciągle szukała sutka...
Wczoraj już była tragedia. Ona tak bardzo nie chciała się przystawić, że szedł laktator i butelka. Dzięki temu jakoś przetrwaliśmy dzień, a noc była całkiem spoko bo młoda wsiorbała na noc porcję 90 ml i spala 4,5h! Zdarzyłam się umyć, ogolić i jeszcze trochę przespać.
Nie wiem czy wypali nam karmienie tylko piersią. Dziś spróbuję się umówić do CDL ale w moim mieście nie przychodzi to domu tylko trzeba iść do gabinetu. To nie do końca mój klimat jak ona mnie ustawi u siebie przy jakimś stojaku a ja w domu mam karmić na kanapie to już zupełnie inna pozycja.
No nic... Nie mogę dać się zwariować. Bo póki co młoda płaczę przy cycku, ja płaczę i jeszcze mam jakieś wyrzuty sumienia na laktatorze, że ja karmie butelka. Pojebało się pod sufitem. Masa dzieci jest tylko na mleku modyfikowanym i krzywda im się nie dzieje.
Gdzieś muszę znaleźć równowagę w życiu i pod kopułą w głowie żeby nie zeświriwać.
Powinnam szaleć na punkcie małej, a nie martwić się tym karmieniem.
Co jeszcze u nas? Spacerujemy razem, kąpiemy z mężem razem. Sprawdzamy się oboje w roli rodziców. Cieszy nas każda kupa, każdy bączek i dziś wyciągnięte pierwsze gile... Kto by pomyślał nie?

Czekamy na położna, ma być dzisiaj. Ciekawe czy przyniesie działająca wagę. Choć co by nie było to widzę, że mała rośnie. Już 2 śpiochy w rozmiarze 50 odłożyłam bo są małe, jak mała wyciąga girki to widać, że są napięte, a w szpitalu je ubierałam i miała luzik hehe

Była położna, kazała mała przeciągać więcej na smoczku żeby naprawdę zgłodniała do karmienia. Sutki mam ładne, mówiła żeby ja więcej męczyć bez nakładek i nie bać się dawać butelki tym bardziej, że daje że swoim mlekiem głównie. Że to wcale nie spowoduje mi aż takich zaburzeń laktacji itd ogólnie że mam zacząć żyć, a nie tylko wisieć na cycku. Wszytko w teorii bo ona nie ma dzieci... No zobaczymy jak nam to wyjdzie.
Mała waży już 2870! Kluseczka moja słodka 😍

Wiadomość wyedytowana przez autora 29 kwietnia, 13:02

7 maja, 17:49

Wczoraj byliśmy u pediatry. Mała waży 3160! Mamy 600g w 3 tygodnie więc rośnie jak trzeba. Zaczyna się z niej robić pulchny bobas z faldkami i pucowatymi policzkami.
Kocham kocham kocham!
Wciąż nie mogę uwierzyć, że ja mam, że to nie sen.

20 maja, 10:48

Lecą dni matczynej sielanki/niedoli. Zwał jak zwał. Raz jest lepiej, raz gorzej.
Ogólnie wciąż karmimy się piersią, nie poddałam się 💪 próbujemy zejść z tych cholernych nakładek, póki co ze słabym efektem ale z 0 ssania mamy próby po 1 minucie, później 20.min płaczu, wchodzi nakładka, a później znowu próbuje jej zabrać. No ogólnie Walczymy.
Poza tym mamy chyba te cholerne kolki ale masujemy, suszymy brzuszek suszarka i nosimy, tulimy, głaskamy.

Dziś kończę kurację nystatyna na pleśniawki, to co miała na podniebieniu nie zniknęło. Pytanie czy to wogole były pleśniawki?

Ogólnie oprócz kolek Walczymy z ulewaniem. Ale czy z tym można walczyć? Wygląda to tak że nie spuszczam dziecka z oka bo rzyga jak kot, czasem już w trakcie jedzenia, czasme po, a czesem po godzinie. Chlusta jak z kranu.

Staram się ściągać trochę mleka żeby wraz z butelka dać Sab simplex ale jakoś szałowego efektu nie widzę. Biogaja jest cały czas na brzuszek ale czy coś daje?

Ponoc te problemy brzuszkowe mają byc przez pierwsze 3 miesiące więc już jeden za nami.
Mała jest strasznie przytyłaśna, ma ogromną potrzebę bliskości.
Nie można jej zostawić samej więc wszędzie mam dla niej maty i wszędzie ja biorę. Śpi tylko jak ja się trzyma za rączkę a w dzień na rękach.
Ciągle się zastanawiam czy jest takim nerwusem przez mój stres w trakcie ciąży? A może ta potrzeba bliskości wynika z tych problemów okołoporodowych? Brak kontaktu skóra do skóry itd?
Nie wiem... Ale tule i robię co mogę żeby czuła jak bardzo ja kocham.

Wiadomość wyedytowana przez autora 20 maja, 15:27

22 maja, 14:31

https://naforum.zapodaj.net/387e8c5d3829.jpg.html

Nasza droga usłana igłami.
‹‹ 7 8 9 10 11
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego