Pamiętniki Niecierpliwa nadzieja
Dodaj do ulubionych
‹‹ 2 3 4 5 6

10 października 2017, 15:33

Dzieki Izabelle i WilczaJagoda, w sumie potwierdzacie moje obawy :-(

Mąż też wyczytał na niepolskich stronach www., że Plaquenil nie jest zaleacany w ciąży :-(

Niestety moje ANA 1:10240 i ogólnie stwierdzony zespół Sjögrena, wymagają szybkiego leczenia. A czekac ze staraniami nie chcę bo czas ucieka...a poza tym ja te leki to do konca zycia pewnie bede zażywać, bo choroby autoimmunologicznie nie są wyleczalne :-\

Moja pani dr. reumatolog właśnie mi powiedziała, że leki dobierają mi ze względu na plany prokreacyjne i że ten lek nie jest szkodliwy nawet w czasie ciąży... sama nie wiem, komu wierzyć :-(

A co do oczu to mam byc pod stałą opieką okulisty i w razie pogorszenia wzroku przestane brac Plaquenil.

A i maja mi dorzucić też jakąś niewielką dawkę sterydów.

Jutro powinnam dostać już wypis z tej reumatologii, zobaczymy co mi jeszcze zalecą.

Wiadomość wyedytowana przez autora 10 października 2017, 15:35

11 października 2017, 18:04

W domku :-) ufff
Jutro do pracy, jupi (!) :-)

Recepta na Plaquenil do zrealizowania, ale najpierw muszę załatwić sobie wizytę u okulisty

Drugą receptę wykupię jutro - Metypred 4 mg (steryd)

Pffff zaczynam mieć dość lekarzy, a coś czuję, że to dopiero poczatek niekończącej się opowieści.........

Wiadomość wyedytowana przez autora 11 października 2017, 18:58

18 października 2017, 16:14

5 dc
Czwarta strona pamiętnika. Kolejny abonament na OF wykupiony. Od wielu, wielu miesięcy w moim życiu nie ma ważnych zmian... tej jednej zmiany - ze społecznej roli żona na rolę matka&żona.

Byłam u p. dietetyk poleconej przez prof. Jerzak. Znowu $$$ nie moje i do tego stałam się posiadaczką tajemnej wiedzy, że... nie mogę jeść prawie niczego z tego co lubię jeść, a za to mogę jeść wszystko to, czego z reguły nie jadam. Ciekawe jak długo ujadę na tym wózku diety z niskim IG i śródziemnomorskiej. Do tego regularne posiłki co ~3 godziny, no way! :| ciemność widzę, ciemność, ale czego się nie robi...

Co do problemów reumatologicznych, to mąż kupił Plaquenil będąc właśnie na delegacji za granicą. Kurczę tam nawet recepty nie chcieli, sam lek/30tab. kosztuje 6 euro. W Polsce trzeba się dobijać do drzwi o pieczątki NFZ, MZ i jakieś zgody, a ściąganie leku trwa nawet ponad 2 miesiące!
Przed zażyciem tego leku konieczne są badania okulistyczne, oczywiście nawet na CITO pierwszy termin badania w grudniu, więc zrobię prywatnie jutro, ale znów okazja do wnerwu na publiczną służbę zdrowia.

Co do starań, zrobiłam dzisiaj homocysteinę, wynik -> 5,4 umol/l
(nie wiem czy dobry, czy zły, bo jakoś nie mogę znaleźć dobrego źródła z normą w Necie. Wydaje mi się, że jest w dolnej granicy normy, ale czy to dobrze, to już kompletnie nie wiem)

PS. Aaaa, od poniedziałku jestem posiadaczką blendera z dodatkami, więc może jednak wprwadzę jakieś ciekawe dania a'la dieta IG :)

30 października 2017, 17:09

Nie, nie bede sie rozpisywać jak NFZ podniósł mi ciśnienie kolejny raz. Szkoda nerwów.
W każdym razie dziś dostalam zielone swiatelko na Plaauenil od okulistki do której na pewno nie wrócę, ale grunt, że od dzis zwiekszę zasób piguļek w moim żołądku. Nie mam też za grosz zaufania do tej lekarki ale za dwa tyg. wracam na oddzial reumatologii, wiec sie upewnie co do zażywania tego leku, albo pójdę prywatnie do okulisty. Wzrok jest,zbyt ważny by go oddawać w ręce konowałów!

Ciąży nadal brak, a zmiana czasu całkiem mi rozregulowala mierzenie temperatury. Poza tym mąż był w delegacji w czasie dni plodnych, wiec raczej w tym miesiacu d... :-\ za to w środę tradycyjne spotkanie z rodzinką i ciężarną kuzynką, zaje...

I bądź tu czlowieku na diecie bez słodyczy..

8 listopada 2017, 12:50

Czekam na @, tym razem musi się pojawić najpóźniej 11 listopada (tak wypada też z wykresu), bo w niedzielę (12.11) mam się stawić znowu do kliniki na dalszą diagnostykę reumatologiczną. @ musi być, bo inaczej nie zrobią mi jakiejś specjalistycznej tomografii 3D i rezonansu.
A skoro @ MUSI być 11. to już się spinam, że jej nie będzie na czas :|
Zastanawiam się, czy istnieje złoty środek na blokadę, albo rozluźnienie psychiki...

Na kreskowy cud nie liczę, ale za to martwię się, że metypred i Plaquenil rozregulowały mi organizm :|
Temperaturę mierzę już długo, więc mam pewien ogląd na sytuację. Do tej pory wręcz modelowo w I fazie oscylowała do 36,2, a w II fazie gdzieś od 36,5.

Tym razem niby OF wyznaczył mi owulację, ale kurczę już w I fazie temperatura sięgała 36,35 a w drugiej tylko niewiele wzrosła i generalnie nie może przekroczyć 36,48 :(

Na szczęście już na 23 list. umówiłam się do prof. Jerzak, najwyżej popytam ją czy leki wpływają na temperaturę.

Oczywiście, w związku z szorującą po dolnych partiach wykresu temperaturą i brakiem jakichkolwiek innych przeczuć nie mam co marzyć o innym zakończeniu cyklu niż @.

23 listopada 2017, 21:42

Dzisiejsza wizyta u prof. Jerzak nie poprawiła mi humoru, wrecz przeciwnie...

-zawsze mam kaca po odejściu od pani recepcjonistki-inkasentki...

- 10 minut i po wizycie i... nihil novi :-\

- głupia ja - źle przeczytałam hieroglify p. prof. i zamiast AMH zrobiłam ANA :'( a jak to wyszło na jaw, to nie pamiętałam że gdzieś w teczce mam zeszłoroczny wynik AMH. Dopiero w pociągu powrotnym mnie olśniło.
Nawiasem mowiac wynik z zeszłego roku, czyli ja 30l - 2,51 ng/ml - to dobry wynik, czy za mały?
Nie wiem jak mogłam sie tak zafiksować i przeczytać ANA zamiast AMH :-(

- na szczęście homocysteine zrobiłam i wynik bardzo dobry, uff.

- zapytałam czy nie lepiej byśmy sie udali do kliniki niepłodności, ale prof. stwierdziła, że mąż ma 4% morfologii, wiec powinno nam się udać i mam kupić testy owulacyjne i probować... tiaaaaa, a co ja niby co miesiąc robię, jak nie ustalanie owulacji???

- prof. kazała wrócić za 5-6 MIESIĘCY!!! Będę wtedy po kolejnych badaniach reumatologicznych i spróbujemy stymulacji.

- i to by było na tyle z wizyty.

Ja jestem prawie załamana wizją braku konkretnych działań. W zasadzie mąż wyniki ok., moje wyniki nieźle, nic tylko się pieprz... i płodzić. Jak ja te pół roku wytrzymam? Nasze starania to już dokładnie 4 lata i nic tylko wszyscy każą nam się starać, bo wszystko względnie jest ok (poza hiperprolaktynemia, insulinoopornoscią i kosmicznym ANA). Liczylam, że u prof. Jerzak będzie się coś działo, ale dupa, dupa, dupa.

A co na to mój mąż? Wręcz mu się ciśnienie podniosło (co zdarza się mega rzadko) i mnie ochrzanił (!!!) mówiąc, że powinnam się cieszyć, że nie jedna kobieta chciała by usłyszeć to co ja, że mamy szansę na naturalne metody, że wyniki mamy niezłe i powinniśmy po prostu iść się bzykać. No on by mógł codziennie :-P ale moje libido nawala po owulacji, bo i po co...

Na razie mamy plany ze mąż zrobi badanie nasienia i pojdzie na konsultację do swojego androloga. Ja sie zastanawiam nad wizyta w klinice, ale obawiam się, że tam powiedzą mi to samo, że każą czekac aż zadziała Plaquenil i metypred za 3 miesiace i dopiero wtedy stymulacja, a ja bym chciała IUI już teraz, natychmiast, na Święta.
A może powinnam pomyśleć o psychologu w klinice? Zwariuję :-\

PS. Od tego roku nienawidzę Bożego Narodzenia Co to za święta bez dzieci :-(

Wiadomość wyedytowana przez autora 24 listopada 2017, 06:44

27 listopada 2017, 16:49

Na razie postanowiliśmy, że mąż zrobi badania w Bocianie i pójdzie nimi do swojego androloga, albo od razu udamy się z wynikami na pierwszą wizytę do kliniki. Może byłoby dobrze, żeby ktoś inny spojrzał na moje wyniki i nasze razem.

Zastanawiam się nad wizyta u psychologa zajmujacego się parami z niepłodnością. Mąż z tym radzi sobie zasadniczo dobrze, ale ja fatalnie :-( Czekam na Boże Narodzenie jak na skazanie...

Z aktualności:

1. Drugi cykl z Plaquenilem i metypredem i w II fazie moja temp. wzrasta trochę (OF wyznaczył nieśmiało owulację), ale nie przekracza 36,54C.Zastanawiam się czy to nie ten Plaquenil, w końcu to lek na malarie :-P a też przy jakiej tem. nie ma co marzyć o ciąży...

2.Od kilku dni mam małą biegunkę. To też rzadne ciążowe sprawy, bo dopiero 4-7 dpo. Za to winnego upatruję w nadmiarze błonnika. Zgodnie z dietą niskoglikemiczną jem tylko pieczywo razowe, dużo warzyw itp. Wiem, że blonnik zdrowy, ale czy w nadmiarze nie szkodzacy planom ciążowym?
I jak tu żyć, by z jednej strony zachować dietę, a z drugiej nie doprowadzać do sytuacji, w ktorej wc jest dla mnie w trybie pilnym najważniejszym lokum na świecie.
Wcinanie czekolady byłoby tu pięknym rozwiązaniem :-P

4 grudnia 2017, 22:27

46 miesiąc starań za nami...
Policzyłam po raz pierwszy od czasu, kiedy postanowiliśmy działać bez zabezpieczeń :( i nic się od tego czasu nie zmieniło, no może to, że wtedy w 2013 roku wydawało mi się to takie oczywiste, że lada dzień zostaniemy rodzicami. Nadal w to wierze, tylko przestało być to takie oczywiste.

Dzisiaj mam 25 dc, 13 dpo i OF na dziś wyznaczył mi @, która nie przyszła... nie, nie nic z tych rzeczy :|

W ostatnim cyklu brałam już Plaquenil, Metypred, do tego nie wzięłam 2 albo 3 dawek Dostinexu, plus pobyt w szpitalu, może to wszystko trochę rozregulowało mi cykl?


Piersi przestały mnie już boleć, temperatura szoruje podłogę, jedyne przeczucie jakie mam to pustka, jestem empty, całkiem empty, EMPTY.

Mimo to, by upewnić się w beznadziejności...
Niepamiętam kiedy robiłam ostatni test ciążowy, chyba lata świetlne temu, bo i po co? Po pracy wygrzebałam jakiś stary test made in Rossman i go zrobiłam. Oczywiście bardziej biało niż za oknem :(

Czy tylko mnie wkur..a tegoroczna reklama "Smyka"? Raz widziałam, wystarczy! Zaczyna się mniej więcej tak, że kobieta wręcza mężowi/partnerowi pudełeczko z malutkimi bucikami. On się uśmiecha, a w tle tekst mniej więcej, że to najwspanialsze święta. Takie sobie wymarzyłam na ten rok 2017, i dupa :( To nie nasz święta, ale z pewnością będą najgorsze dla mnie.

I jeszcze moja mama, która tylko wspomina między wierszami o ciąży mojej młodszej o 5 lat kuzynki i o tym, że chce wreszcie dostać od nas radosną nowinę. Jej młodsza siostra w styczniu zostanie babcią, a moja mama jeszcze nie i nie dajemy jej na to bliskich perspektyw, więc daje mi czasami odczuć, że czuje się gorsza. Ona? A ja jak mam się do cholery czuć? Beznadzieja, skręca mnie jak myślę o wyjeździe na święta do rodzinnego domu.
Zostanie w Wawie nie wchodzi w grę, bo taka opcja tylko z dzieckiem, albo depresja gotowa.
Szkoda, że nie możemy pojechać w alternatywie do rodziców męża, ale tam króluje alkoholizm teścia i ani mój M. ani ja nie mamy ochoty na zakrapianą wigilię. Nie ma tam też warunków lokalowych abyśmy przenocowali u nich.
Sytuacja więc bez wyjścia ewakuacyjnego...

No, to się wyżaliłam. Pewnie dlatego, że M. w delegacji i ja sama w domu jak palec. Dobrze, że chociaż przez Skype sobie pogadaliśmy.

Zapisałam się przez znanegolekarza do psycholożki, która pracuje też w jednej z klinik niepłodności. Ale nie zapisałam się do kliniki, bo w tej innej placówce wizyta tańsza o 30 zł. Mam nadzieję, że pani psycholog jest tak dobra jak o niej piszą i że nie będę żałować.

9 grudnia 2017, 23:49

AMH z lutego 2016 - 2,51 ng/ml

AMH z grudnia 2017 - 2,09 ng/ml

Z norm wskazanych przy obu wynikach (dwa różne laboratoria) wynika, że norma to ok. 0,67-8,25 a gdzieś czytałam, że jak AMH jest powyżej 3, to już zakrawa na PCOS, a gdzieś jeszcze na, forum, że wynik trzeba podzielić na 2.

Zastanawiam sie, czy moja rezerwa jest ok i czy nie spada za szybko :-\ a tu wizyta u prof. dopiero w marcu, a do kliniki jeszcze się nie zapisalismy, ale chyba w tym tyg. to zrobimy. M. miał zbadać nasienie jeszcze przed świętami, ale plany nam sie zmieniły i musimy poczekać na Nowy Rok.

Parę dni temu zrobilam tourne po galeriach. Kurczę, mam chyba pokręcony gust, bo mało co mi się podobało. W ogóle zastanawiam się kto kupuje większość tych ciuchów... no ale dziś weszłam z m. do jeszcze jednego sklepu i wydaliśmy od ręki całą prawie kwotę świątecznych "bonów" z pracy. Ale przyjemniej było wydać tą kasę niż na AMH :-P stwierdziłam, że nie można oszczędzać każdej złotówki, bo zwariujemy, ale kupiłam jedną bluzko-koszule dość luźną, ktora teraz jest ok, ale mam nadzieję, że ukryje też pod nią wkrótce brzuszek... jednak jestem monotematyczna :-P

12 grudnia 2017, 21:19

7-8 dzien cyklu, a lewy jajnik kłuje mnie bardzo, bardzo :-\ co jest grane??? Przecież ns owulkę stanowczo za wcześnie :-( znowu się coś rozregulowało???

Wreszcie... umówiłam nas do Bociana... zobaczymy co przyniesie Nowy Rok...

20 grudnia 2017, 16:54

Niezmiennie uważam, że psycholodzy to nawiedzony gatunek ludzki. Wczoraj miałam drugie zetknięcie z tym "gatunkiem".
Pierwsze było jakieś 6-7 lat temu w ramach projektu unijnego rozwijającego predyspozycje społeczne młodych ludzi - jakieś 4 indywidualne spotkania. I co się wtedy dowiedziałam?
A no, że: moje zakompleksienie, wycofanie społeczne, dążenie do wiecznej rywalizacji, silna samokrytyka, zaniżona samoocena, brak pewności, trudności w nawiązywaniu relacji, ogólna samotność w świecie, nieustannie porównywanie się z innymi i uważanie się za gorszą to wina... mojej mamy, która tak, a nie inaczej mnie wychowywała, traktowała, stop, czas teraźniejszy - traktuje nadal. I ja to wiem, ja się z tym w pełni zgadzam. Aha, no i ona mówiła wtedy, że mój narzeczony (obecny mąż) jest moim ratunkiem i wiele mi pomaga :) Tamtą panią psycholog nawet polubiłam, ale po tym epizodzie nic nie robiłam z moją psychiką, chociaż tamta pani namawiała mnie, że warto spróbować.

Minęło tych parę lat i wybrałam psychologa, który pracuje w klinice niepłodności, chociaż dobrze wiem, że mój problem jest głębszy niż ciągła chęć posiadania dziecka i dążenie do tego, zazdroszczenie innym i takie tam, wiecie o co caman.
No i czego się dowiedziałam?
Że mama zła, że mąż cudowny, że przydała by się psychoterapia. Pfff tyle to ja sama wiem, a ta pani psycholog, to tak mnie świdrowała wzrokiem, tak kiwała zmartwiona głową twierdząc, że musi mi być bardzo trudno w życiu i że mój mąż ma przy mnie bardzo trudne zadanie...... aaaaaaa tyle to ja sama sobie mogę za te 120 zł powiedzieć. Nie żałuję, bo potwierdziła moją autodiagnozę, powiedziała, że psychoterapia to cotygodniowe spotkania liczone w miesiącach (skąd wziąć kasę? i czas?, czy warto? hmmm), ale że po nich powinnam w końcu stać się przyjaciółką samej siebie. Powiedziała też, że psychoterapeutę trzeba wybrać tak, żeby czuć międzyludzką chemię, bo to też ważne by złapać kontakt. No to ja chyba nie złapałam tym razem, ale nie wykluczam, że w przyszłym roku zacznę szukać nowego przedstawiciela tego dziwnego "gatunku".
Doszłam do wniosku, że może potrzebuję psychoterapii by w końcu być szczęśliwą, by być lepszą matką dla moich dzieci, nie powielać błędów mamy itd. Ale kurczę, ja jakoś nie widzę tego, że będę się wyzewznętrzniać intymnie przed obcym człowiekiem i nagle zmienię siebie, zwój sposób patrzenia na świat, stanę się radosna, pewna siebie, stratatata...

A co do starań. Wg OF 4 dpo, ale jutro może się to jeszcze przesunąć. Dziś baardzo wysoka jak na mnie temperatura 36,8. No i byłoby się czym cieszyć, ale po pierwsze za krótko by to cokolwiek znaczyło, po drugie rano obudziłam się z zatkanym nosem i bolącym gardłem, więc baju baj, będzie przeziębienie na święta, chociaż temperatura pod pachą to było tylko 36,35 :|

Idziemy dziś na Gwiezdne wojny, więc chwilę nie będę myśleć o głupotach :)

21 grudnia 2017, 18:55

Jasne, że ufam w moc modlitwy, jasne że wierzę w magię świąt, jasne, że jak głupia blondynka wierzę że po świętach 29-30 grudnia zrobie test i stanie się II cud...to tyle z optymizmu.

A teraz realna zagwostka.
Jedziemy z m. na ciepłe źródła na sylwestra. Jak tworzylismy nasze plany to @ miałam miec 26-27 (albo prezent II ofcourse), wiec albo zrezygnowalibysmy z wyjazdu z całą radością, albo pojechalibysmy cieszyc się sobą i korzystać z basenów...

I o te baseny sie rozchodzi, bo OF wyznaczył mi @ na 30 grudnia. Pomijajac kwestie higieniczno komfortowe, to czy w razie krwawienia mogę wejsc do ciepłych źródeł? A gdyby @ się jednak spóźniała, to czy takie kąpiele zaszkodza ewentualnej ciazy?

Kurczaki...

4 stycznia 2018, 16:07

Dawno dawno temu, w 2017 roku były Święta Bożego Narodzenia. Taak, mam wrażenie, jakby to była odległa przeszłość.

Co do świąt - mimo zapewnień mojej mamy, że moja ciężarna kuzynka odpuści sobie rodzinny zjazd, to ta jednak w 8 miesiącu pofatygowała się do nas. Jak się dowiedziałam, że przyjechała, to mało mnie szlag nie trafił, a i mój m. miał nietęgą minę. Ale... przeżyłam :) Całe świta bez tabletek uspokajających - pierwszy taki pobyt w moim domu rodzinnym od co najmniej roku i dałam radę :) Co do kuzynki, to lubię ją, a jak siedziała za stołem to mnie brzuszek nie drażnił, ja po prostu też tak chcę! Za rok!!!

Co do Sylwestra - wg. OF @ miała przyjść dopiero 01 stycznia, ale gdzie tam... wpadła do mnie już z wielkim impetem 30 grudnia. Wredna, wredna. No więc chcąc, nie chcąc, przeprosiłam się z OB i nawet mi ta okoliczność nie doskwierała ani podczas wariackich zjazdów ze zjeżdżalni, ani podczas moczenia tyłeczka źródlanym ciepłem matki natury. Było fantastycznie, cudownie, booskoo :D

Postanowienie noworoczne - zajść w ciążę - rok 5 czas zacząć :|

Krok pierwszy - 10 stycznia wizyta w klinice.

12 stycznia 2018, 13:29

Pierwsze plany udania się do kliniki niepłodności mieliśmy na styczeń 2015 r. (!), ale jak na złość pojawiły się dwie kreseczki z finałem pustego jaja. Później każdy kolejny lekarz mówił, że nie ma powodów udania się do kliniki, bo przecież nasienie nie najgorsze, jajowody drożne, owulacja jest, nic tylko połykać trochę pigułek i będzie git. Sratatata...

A ja tak bardzo chciałam uniknąć wizyty w takiej klinice (trochę z powodów religijnych, trochę dlatego, że chcę by nasze dziecko było tylko naszym dziełem) że ufałam im chodziłam od Annasza do Kajfasza... bez rezultatu.

Trzy lata później:

Pierwsza wizyta za nami - przewróciła wszystko do góry nogami :|

Pana dr wybrałam bo miał dobre opinie na znanylekarz.pl. W poczekalni byłam świadkiem euforii młodego taty (pacjenci naszego dr)), który właśnie się dowiedział, że im się udało - nastraja optymistycznie:)

Lekarz na początku wydał mi się sympatyczny, żartobliwy, ale ja chyba za bardzo chciałam już, chyba za dużo gadałam, może byłam zbyt nerwowa, bo stwierdził, że powinnam sobie dać na wstrzymanie i że trzeba mnie spacyfikować. Nooo dawno mnie ktoś tak nie wkurzył, a że ja źle znoszę krytykę, to dopiero po dwóch dniach nabrałam trochę dystansu by opisać naszą przygodę.

No więc, pan dr stwierdził, że po pierwsze to ja biorę stanowczo za dużo leków i suplementów, powiedział, że kwas foliowy mam w trzech postaciach, podobnie witaminę D (to tak jak jeść kromkę z masłem, margaryna i smalcem na raz), że nie wiadomo czy potrzebuję Glucofagu, że Dostinex jest przeciwwskazany przy planowaniu ciąży, a ja go biorę już bardzo długo (jakieś pół roku) i że po co mi Acard, że on potrzebny dopiero w ciąży i to raczej podaje się heparynę.
Wprost pan doktor powiedział, że nie jest mi aktualnie w stanie pomóc i obawia się, że nawet in vitro mi teraz nie pomoże :( :( :(

Zatem pierwsze zalecenie to mam odstawić wszystkie leki (oprócz tych reumatologicznych - metypredu i Plaquenila). Po miesiącu mam zrobić całą serię badań i dopiero po tych badaniach przyjść.

Powiedział, że miesiąc mnie nie zbawi, a musimy wiedzieć, czy na pewno te leki są mi wszystkie potrzebne. Powiedział też, że UWAGA - mam atut: jestem młoda (!!!) i mamy czas. Nooo to ja myślałam, że mu z miejsca przylutuję...

Podświadomie myślę, że to nie głupi pomysł. Tyle się bujałam z lekarzami, każdy coś dorzucał od siebie, mam nadzieję, że nasz wybór kliniki i lekarza nie był zły i to oczyszczenie da pełny obraz mnie samej.
(chociaż martwi mnie to, że nagle mam żyć bez leków - czy mi się organizm nie rozreguluje takimi skokami?)
na razie odstawić wszystkie leki. Pan dr zalecił mu szczegółowe badania nasienia, bo stwierdził, że mąż ma za dużo leukocytów (7-9) - nikt nam wcześniej nie zwracał na to uwagi (???) i że to nie jest dobrze - może świadczyć o wirusach lub bakteriach (robiliśmy już dwa posiewy i żaden lekarz nie stwierdził nieprawidłowości). Czekamy na wyniki. Powinny być za 5 dni.

Plan na już:
- z ulgą ograniczam się do trzech tabletek dziennie :)
- trzymam dietę insulinową, ale bez ciśnienia - mam jeszcze ciasteczka mamy ze świąt :P
- piję czerwone winko.
- unikam rozmów z mamą, bo kuzynka ma rodzić na dniach :|
- mierzę nadal temperaturę, bo mi już to weszło w nawyk ;)
- <3 bez zmian :P

18 stycznia 2018, 21:16

Kolejna ciąża wśród Pamiętnikarek, ktore tutaj podczytuję i kurczę, na prawdę się ucieszyłam że komuś się udało, super! kolejny dowód, że prędzej, czy później się udaje zaskoczyć tym naszym plemniczkom i komórkom :-D Jakoś optymistycznie mi się zrobiło, będzie dobrze :-)

Tak poza tym zamówiliśmy nowe łóżko i projekt garderoby. Wreszcie. Uznaliśmy, że trzeba żyć normalnie, a nie wiecznie ciułać na leki, a na klinikę pieniądze się znajdą, bo muszą się znaleźć jak przyjdzie na to pora, o ile przyjdzie...

25 stycznia 2018, 11:15

Powiadaj „chcesz rozbawić Pana Boga to opowiedz mu o swoich planach”....
No więc opowiedziałam:

Czekałam na męża (był solo na wizycie w klinice) i sobie obliczałam najbliższy cykl - właśnie dostałam @
Owulacja przypada na weekend <3 ;) potem mąż jedzie na delegację i sobie wizualizowałam, że jak wróci to już będę mogła zrobić test i powiem mu że nam się udało… bo to takie deja vu sprzed 3 lat, kiedy wrócił z takiej samej delegacji, był luty i powiedziałam mu o jedynym pozytywnym teście jaki mi w życiu wyszedł…

No i tak sobie marzę, marzę, a tu mężulek wychodzi z kliniki z plikiem recept i mówi: Kochanie wyszły mi jakieś nieliczne, ale jednak bakterie i musimy zrobić antybiotykoterapię, więc w tym cyklu albo celibat albo gumki (nie lubię :P ) no i moje marzenia odpłynęły w siną dal :(

Czuję wnerw, bo jakieś półtora roku temu m. robił posiew i wyszły też nieliczne ilości tej samej bakterii i NIKT żaden lekarz nie kazał tego leczyć, wszyscy, a było ich kilku, ignorowali, nie zwracali uwagi. Cholera, jak sobie pomyślę, że tyle czasu zmarnowaliśmy to mam ochotę tych konowałów pozwać za nienależyty wykonywanie zawodu. Kretyni, no kretyni do kwadratu, albo oni, albo my, że nie cisnęliśmy bardziej, ale zawsze jak coś sugeruję lekarzom, to mam wrażenie, że zaraz mnie wyrzucą z gabinetu, staram się ufać w ich znajomość tematu, a tu kolejny zonk !!!!! wrrrrrrr

Z własnego podwórka:
Mam za sobą pół cykl w którym w pierwszej fazie łykałam łącznie ok. 15 pigułek, a w drugiej żadnej. Cykl był trzecim cyklem 25 dniowym, faza lutealna była aż 13 dniowa, ostatnie były 10-11, więc chyba jednak gwałtowne odstawienie leków mi nie zaburzyło gospodarki hormonalnej, a jedyna zmiana jaką zaobserwowałam to większe krwawienie i skrzepy podczas @, chociaż to dziwne, bo przez ostatnie 3-4 cykle brałam Acard, a teraz nie.

Reasumując, czeka mnie cykl na pewno bezowocny, kolejny detoksykacyjny od leków i do tego z gumkami :P

Czekam na światełko w tunelu, bo na razie tylko kłody pod nogi.
Jak sobie obliczyłam ile nas wyniosą badania zlecone obojgu przez dr z kliniki, to mi wychodzi tyle, że chyba się ucieszę jak się w półtora tys. zamkniemy :|
Jak moje pierworodne dziecko skończy 18 lat to mu fakturę VAT wystawię i jeszcze podatek każę zapłacić za stres i straty psychiczne :P

19 lutego 2018, 21:46

Alleluja... 1dc i do przodu :-P Pierwszy od trzech lat cykl, w którym nie jestem rozczarowana... bo przecież z pustego i Salomon nie naleje, a my mamy za sobą gumkowy cykl. Nadal walczymy z jakąś idiotyczną bakteria.

W weekend m. mnie wkurzył, bo zapomniał z pracy swojego antybiotyku (bo mu się wydawało, że ma jeszcze w domu jakiś listek, a nie chciało mu sie wracać do pracy)... no normalnie brak słów. Dziś okazało, się, że nato szczęście zostało mu raptem 3 dawki, wiec jutro skończy. Mam nadzieję, że wystarczająco wybił baterię... Ja sama muszę zrobić małą przerwę w globulkowaniu na czas @, no, ale u mnienas to już tylko Mucovagin.

Zrobiliśmy badania po miesięcznym detoksie. Wiekszosc chyba w miarę nie najgorzej, ale u mnie TSH Z 0,8 skoczyło (wróciło) na 3,5, wit D spadła do dolnej granicy, a mężowy testosteron spadł z 380 na 230.

Cholera, jesteśmy w punkcie wyjscia???!!!
Wizyta u doktorka dopiero 28 lutego, bo jeszcze mam kilka badań w 2-4 dc i musimy zrobić krzywą cukrową.

Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lutego 2018, 21:47

9 marca 2018, 14:53

Długo nie pisałam, ale trochę nie miałam czasu, a chciałam wypisać nasze wyniki.
Zrobiliśmy serię badań po ponad miesięcznym detoxie ze wszystkich medykamentów i wyszły tak:

JA:
Prolaktyna – 947 (102-496) /4dc/ H!
Prolaktyna I po MCP – 5 966
Prolaktyna II po MCP – 4 533

Glukoza – 82 ; po 1h 100 ; po 2h 75
Insulina – 10,10 ; po 1h 33,10 ; po 2h 29,40

Androstendion – 3,76 (0,3 – 3,30)
Wit D – 37,70

FSH – 4,66 /3dc/
LH – 6,36 /3dc/
Testosteron – 28 /3dc/

TSH – 3,189
FT3 – 3,11
FT4 – 1,22
ATG – 26,8
ATPO – < 28,0
Toxoplazma IgG <0,50, nieobecne
Toxoplazma IgM 0,31, nieobecne
Sód – 142 (132-146)
Potas (4,3) (3,5-5,5)

MĄŻ:
Glukoza – 87 ; po 1h 147 ; po 2h 89
Insulina – 12,90 ; po 1h130,90 ; -0 2h 89,0

Wit D – 17,90 (0-20 niedobór)
Prolaktyna – 3,4
Testosteron 235 (165-753)

TSH – 1,37
FT4 – 1,27
ATG – 29,4
ATPO – <28,0
Estradiol – 43,10 (11,8-39,80) H!
FSH – 1,41
LH – 4,22

Po wizycie:
Ja – mam zrobić jeszcze białko C i S (mutacje) (???) i usg tarczycy.
Leki wit. D3 2000, Bromegon 1,2 3x/dzień; Duphaston (16-25dc), Inofolic/Ovarin, Metformax 500, Euthyrox 50 plus mój reumatologiczny Metypred 4 i Plaquenil.

Mąż – Clo 1x/dzień ; Profertil 2x/dzień; Fertilman 2x/dzień, Flegamina 2x/dzień, Agapurin 1x/dzień i Metformax 500 1/dzień, wit.D 2500 w kropelkach

Na razie to tyle.
Tak naprawdę, to pan doktor tylko powiedział, że ja mam za dużo męskich hormonów, a mąż za dużo żeńskich i w zasadzie to nie wiem jak te wyniki zinterpretować.
Czy z nich wychodzi jakaś szansa na naturalne „zaskoczenie”?, szansa na IUI?, czy od razu jesteśmy skazani na in vitro….?

Zastanawiam się też, czy ten Duphaston nie wydłuży mi cyklu, ale to za tydzień się okaże.

17 marca 2018, 12:58

Zaje... właśnie czekam na opis usg tarczycy, ale już wiem, ze mam jakis guzek 5 mm po prawej stronie i dwie torbiele po lewej. Co do guzka wskazanie biopsji... cholera, cholera :-( jeszcze nie wiem jak sie to ma do naszych starań, ale cholera, noo!

19 marca 2018, 13:04

29dc (nie pamiętam kiedy taki długi miałam, zwykle 25-27).
Wg. OF 17 dpo (wg mnie raczej 15).

Normalnie moze i zrobiłabym test, ale:
- w tym cylku bralam Duphaston i Bromergon, wiec zakladam, ze to przez dup. cykl się wydłuża.
- nie czuje nic, kompletnie NIC co by mnie podjudzało do zrobienia testu - po co się rozczarowywać. Nawet piersi mnie nic a nic nie bolą, chyba nawet nie napuchły - a szkoda, bo dni po owu. były dotychczas jedynymi kiedy przynajmniej czulam, ze cos z przudu sterczy :-P nawet przy Dostinexie mnie pobolewaly, ale tym razem kompletna cisza - pewnie przez bromka.
- Jedynie to co jakiś czas pobolewa mnie nikle prawy jajnik, ciekawe dlaczego?

Tak, czy owak nic nie zwiastuje, że mogło by być inaczej niż jest... a wiosna mogła być taaka piękna :-\
‹‹ 2 3 4 5 6
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)