Dzień Matki w OvuFriend!

Jeżeli wykupisz abonament Premium w OvuFriend i zajdziesz w ciążę, będziesz mogła wykorzystać swój abonament w BellyBestFriend, w niesamowitym, w pełni spersonalizowanym, inteligentnym kalendarzu Twojej ciąży!

Promocja trwa do 31 maja 2019 roku.

Wykup abonament Zamknij
Pamiętniki Niecierpliwa nadzieja
Dodaj do ulubionych
‹‹ 3 4 5 6 7

7 marca, 16:04

Mąż zrobił badania - znowu cholerne 0% morfologii. ! @##$%#^&*^$#%
Ostatnio tez było 0% i coś zaiskrzyło, więc chyba bywałam bardziej załamana... ale mąż...
M. zupełnie się załamał. Wczoraj mówił, że tak go brzuch ze stresu bolał w pracy, że wymiotował. Mój mąż! Mąż, który nigdy się nie stresuje, nigdy się nie denerwuje, nie zamartwia, radzi sobie ze wszystkimi problemami... Nawet jak jeden dupek uwalił go na obronie doktoratu (!) to m. to dużo lepiej zniósł niż to co się dzieje w przypadku jego wyników.
Nawet zrobił sobie w exelu zestawienie wszystkich swoich wyników morfologii nasienia.
aktualne wyniki:
- objętość - 2,5
- liczba - 25,3
- ruch postępowy szybki (a) - 15,4 --- to najlepszy wyniki jaki miał do tej pory
- ruch postępowy wolny (b) - 11,9 --- poprzednie 18-19,8
- ruch niepostępowy (c) - 15,4 --- poprzednie 18,4-22,3
- nieruchome (d) - 57,3 --- poprzednie 49
tak więc a+b+c w normie (powinno być ponad 40%)
a+b trochę poniżej normy
objętość i liczba też w normie.
Chyba trochę zaklinam rzeczywistość, ale wydaje mi się, że mogło być gorzej, mogło nie być plemników, a tak to może jakimś cudem jakiś żołnierz się znajdzie na IUI :|
M. koniecznie chce teraz zrobić drugie badania w innej klinice. Zafiksował się, że może to Bocian źle robi, że może w innej wyjdzie lepiej. No nie wiem, ale może dla spokoju psychicznego warto sprawdzić.

A ja...
A ja byłam u endokrynologa na NFZ. Nie ginekolog, a normalny endo. TSH wyszło mi 0,8 więc git. LH i TF4 też ok. Progesteron OH-17 trochę ponad normę. Pani dr popatrzyła na mnie i powiedziała, że jak dostanę @ to mam do niej dzwonić i ona przyjmie mnie na Banacha na odział endokrynologiczny na jeden dzień i wtedy zrobią mi całą masę badań, które się tylko da żeby sprawdzić co to u mnie się dzieje. Bardzo się ucieszyłam, bo to i kasa zaoszczędzona i ktoś inny na mnie spojrzy. Trochę to przykre, że impulsem dla pani doktor był nasz 6-letni staż starań, ale grunt, że coś się zadzieje.

Kurczę, właśnie pisząc ten wpis uświadomiłam sobie, że w pon. mam rezonans magnetyczny ślinianki. A tak mniej więcej na pon. może mi wypaść owulacja... nie chcę tracić owulacji, RM nie przeniosę, ale to w końcu nie rentgen, więc chyba mi nie zaszkodzi... muszę to doczytać.
Za mną 8 godzin ciężkiej pracy. Przede mną kolejne 3-4 ile dam rady...
A niby tylko w korpo robi się nadgodziny, a tu taki zonk w budżetówce.
Ale ja to lubię :)

Wiadomość wyedytowana przez autora 7 marca, 16:06

14 marca, 08:59

Dwa miesiące temu jeden taki co się doktorem mianuje zawyrokował nam, że mam zniszczone endometrium i że ono nie będzie większe niż 4mm, że się nie obuduje i nie ma szans na zagnieżdżenie. Pisałam o tym, ale tamta wizyta nadal jawi mi się jako jakiś horror :|
Byłam wtedy w 14 dc. i z niewiadomych powodów krwawiłam od 9 dc. do @. Po cichu liczę, że to to krwawienie spowodowało niskie endometrium. Nie pytałam nikogo, ale wydaje mi się, że moja teoria nie jest taka głupia bo...
Wczoraj w 14 dc poszłam do Babka Medica i zrobiłam usg. I co? Endometrium nie porywa, ale ma 8,2 !!! a to już całkiem spoko endometrium :) wystarczy do zagnieżdżenia i urosło tak bez żadnych dodatkowych estrofemów itp. :D
Pan doktor powiedział, że cała moja macica, chociaż w tyłozgięciu, wygląda ok, że jajnik wygląda jakby był zaraz co po owulacji i cały obraz jest prawidłowy, że nie muszę robić monitoringów bo to jedno usg wystarczy za cały monitoring, bo jestem zdrowa babka i wszystko ze mną ok :) :) :)
Czyżby problemem była tylko/aż 0% morfologia męża? Kurczę, ale z tego chyba da się już coś wyczarować jak nie drzwiami to oknami do ivf :P

A co do męża.
Znowu ma bakterie :( Przeszliśmy 4 bakterioterapie w zeszłym roku, a ten znowu coś ma. Na tyle szczęście w nieszczęściu, że teraz jest to wzrost skąpy. A i oczywiście co innego niż zwykle. Tym razem Citrobacter koseri oraz Proteus mirabilis.
Jasna cholera, czy to się nigdy nie skończy? :(
Jak jedna wiadomość dobra, to druga od razu ściąga człowieka na ziemię :(
M. ma wizytę za tydzień u doktorka, to zobaczymy co mu powie.
Czy na prawdę żeby zrobić inseminację to trzeba się pozbyć wszystkich bakterii??? Czy to w ogóle możliwe żeby ich nie było??? Przecież pewnie cała masa ludzi zachodzi w ciąże mając miliardy bakterii w sobie. Ale m. wyczytał, że te jego obecne bakterie uszkadzają akrosom, więc chyba, jednak mają wpływ na jakoś nasienia. Cholera :(

21 marca, 14:35

Endokrynolog zapisała mnie w styczniu na usg tarczycy na NFZ ale termin na maj/czerwiec, więc zadzwoniła w zeszłym tygodniu i zaprosiła w weekend do szpitala na Banacha, bo robiła szkolenie pracownikom z nowego sprzętu usg! Zrobiła mi ful wypas usg tarczycy - okazało się że mam modelowo zdrową tarczycę :) jakiś tam torbielek krwotoczny po prawej stronie, ale ogólnie wsjo ok. Super, że jest ok i super, że trafiłam na kolejnego fajnego lekarza, który nie tylko przyjmuje na 3 min wizyty funduszowej.

Na wizycie w klinice u doktorka okazało się, że mąż ma w nasieniu ponad 20 leukocytów w polu widzenia ;(
No masakra, jak u mnie wszyscy mówią, że jest ok, to z po jego stronie od razu spada lawina.
Doktorek rozkłada ręce, bo kurczę, cały zeszły rok byliśmy na antybiotykach, bo bakterie, a teraz znowu jakiś stan zapalny i bakterie. Co prawda dwie wzrost skąpy, ale te leukocyty... z reguły były 2-3 wpw.
Doktorek zapisał mężowi nie antybiotyki ale jakieś inne leki, czopki itd. Kuracja na 25 dni i na ten czas wstrzymanie starań, więc cholera kolejny cykl w plecy :(
Pocieszam się, że na moje kolejne dni płodne m. będzie akurat kilka dni na Malcie, więc może będzie nam mniej żal, ale nawet kombinowaliśmy, że przylecę do niego... a tu ani lotów do ciepłych krajów ani serduszkowania (w gumce nie lubię :P ).

Kupiliśmy bilety na święta. Niby moglibyśmy wziąć urlop i pojechać na czwartek i piątek, niby moglibyśmy wyjechać wieczorem w piątek, ale zażądałam biletów (jeździmy pociągiem, i tak nie cierpię PKP bo pendolino oczywiście w cenach kosmicznych) na sobotę, bo... nie chcę iść w sobotę z koszyczkiem. Wiem - głupie. Ale mam dość widoku moich koleżanek i kolegów ze szkolnej ławki, którzy przychodzą ze swoimi maluchami. Koszyczki to frajdą dla dzieci, dla mnie oznaką ich braku, więc tym razem stwierdziłam, że ograniczę depresjogenne zdarzenia.

Niby wiosna i powinno być więcej nadziei, niby do stanu depresyjnego w okresie okołobożonarodzeniowym daleko, ale kurczę, nadal nie widzę światełka w tunelu :|



26 marca, 10:55

Wczorajszy dzień...
7 rano. Zimno. Czekam już od 40 min na przystanku z którego jeżdżą dwa autobusy - warszawski i lokalny (różne tabliczki ale pojazdy z tej samej bajki). Czekam na ztm i sprawdzam na aplikacji gdzie się ten cholerny autobus zakorkował, widzę, że jeszcze jest dość daleko. Nadjeżdża autobus, ale to na pewno lokalny, bo przecież mój jeszcze jest za górami, za lasami... Wszyscy wsiadają w ten lokalny. Nic dziwnego, czekamy przecież już 40 min, ale ja tam wolę jechać ztm, bo krócej. Mija minuta... dwie... i się orientuję, że ten lokalny, to nie był lokalny tylko ztm i dlatego wszyscy wsiedli ;( Myślałam, że się rozpłaczę z zimna, złości, dobrze, że przynajmniej do pracy względnie mogę przyjść kiedy chcę. Na szczęście szybko podjechał realny lokalny :)
To nie było jeszcze osiągnięcie gapiostwa...
Po pracy planuję wsiąść w tramwaj, który ma mnie zawieść prosto do 1 linii metra a stamtąd po wyniki RM do Centrum Onkologii. Na 4 linie tramwajowe aż trzy jadą prosto, ale ja oczywiście niechcący wsiadłam w tą jedną która skręca. Więc wysiadam zła i idę do drugiej linii metra z myślą, że się przesiądę na Świętokrzyskiej w 1 linii metra. Wsiadam do 2 linii metra, ale podczas rozmowy z mężem orientuję się, że jadę nie w tym kierunku co trzeba. Złość na maksa. Z opóźnieniem docieram do Centrum Onkologii.
Mąż podjechał do mnie i razem wracamy pociągiem do Rembertowa, a tam czekamy na linię lokalną. Nadjeżdża więc wsiadam... Mąż nie wsiada puka w szybę i każe mi szybko wysiadać. o_O ... znowu pomyliłam linie i zamiast w Z2 wsiadłam w 225, czy coś w tym stylu. No przecież oba są takiego samego koloru, oba takiej samej wielkości, no każdy się może pomylić prawda? :D Dobrze, że mąż tym razem czuwał. I dobrze, że jechał ze mną pociągiem, bo pewnie zamiast na wschód pojechałabym na zachód. Czyż można być bardziej zakręconym????

A w Centrum Onkologii dowiedziałam się, że wyniki rezonansu są niejednoznaczne i oni nadal nie wiedzą czy mam chłoniaka czy nie. Mam skierowanie do kolejnych lekarzy tam w Centrum. Ku..... to ma być szybka diagnostyka onkologiczna? Przecież ja się z tym bujam już od sierpnia. Jeżeli ten chłoniak tam sobie mieszka, to zaraz rozszerzy swoją działalność i dopiero będzie masakra. Love NFZ :(

Przed styczniową ciążą miałam regularne cykle 24-26 dni, a od tamtej chwili masakra, każdy inny. @ powinna być w sobotę, mamy wtorek, a tu nic. Temperatura nie za wysoka, ale też nie okresowa. Test biały jak śnieg w górach, więc o co kaman? W tym cyklu pierwszy raz brałam po 2 duphastony zamiast jednego. Może to mi wydłużyło cykl.

W pracy wczoraj odmówiłam wzięcia na siebie więcej roboty niż już mam. Bezczelna jestem.

PS. Dzisiaj poszłam pieszo na pociąg, żeby autobusów nie pomylić. Ale poranny spacerek tylko na dobre mi wyjdzie :)

9 maja, 17:01

To była chyba najdłuższa przerwa pisania w mojej ovufriendowej przygodzie.
Ale co Tu pisać.
Mąż do polowy kwietnia brał antybiotyki. Dopiero kończymy pierwszy cykl po kuracji. Raczej wojsko przetrzebione, więc nie liczę na wiele, chociaż... liczę jak zawsze na tego jednego dzielnego plemnika, który pokona wszystkie przeszkody świata.
Piersi mnie trochę pobolewają, co ostatnio się nie zdarzało, ale może dlatego, że po owulacji odstawiłam Cyclodynon.
M. na początku czerwca robi ponowne badanie nasienia, zobaczymy...

Postanowiłam zainwestować w siebie.
Mam cholerne problemy z cerą odkąd pamiętam. Od 6 lat nie zaglądałam do kosmetyczki bo i kasy mało i zabiegi na twarz w większości nie sprzyjają ewentualnej ciąży, ale pomyślałam - dość! Nie można całego życia podporządkować jednej sprawie, bo chyba człowiek z czasem zapomina o samym sobie. No więc, jestem w trakcie kuracji kwasami. Oczywiście żaden retinol, a jakiś tam dyniowy, ale widzę zmianę już po 1 zabiegu. Tylko ta twarz na trzeci dzień po... lotnik, kryj się!

Z tego samego powodu, czyli jeszcze bardziej ze względu na kasę i jeszcze bardziej na potencjalną ciążę odkładałam wizyty u stomatologa. A zęby przyznam mam niezbyt estetyczne z przodu, więc postanowiłam to zmienić. Na dzień dobry okazało się, że cały przedni dół mam źle leczony kanałowo i musi być powtórka. Za pierwszy ząb zapłaciłam 900 zł o_O :( Jeszcze co najmniej 3-4 zostały ;( A to nie koniec bo ja chcę zrobić na nich korony. Zapowiada się wydatek jak na niezły używany samochód, którego nie mamy :P Nie mówiąc o ewentualnym in vitro.
Powoli, powoli, bo z dwóch budżetówek ciężko coś odłożyć, ale damy radę. Trochę zaklinam rzeczywistość, że in vitro nie będzie potrzebne, a poza tym jakoś tak się dotąd zdarzało, że bywało i ciężko, ale zawsze jak kasa była potrzebna to się znajdowała, więc ufam, że i tym razem z Bożą pomocą ogarniemy wszystko.
Już tylko na marginesie dodam, że ten pierwszy ząbek dał mi tak w kość, że musiałam zażywać 7 dni antybiotyk. Akurat trafiło na sam środek dni płodnych :/

Majówka.
Było super. polecam Roztocze. Piękne krajobrazy, nawet nam dużo nie padało, więc zjeździliśmy szmat drogi na rowerach. (ała moje nogi!). Poza tym odwiedziłam stare kąty, bo kiedyś byłam w tamtych rejonach na wykopaliskach archeologicznych.


Wiadomość wyedytowana przez autora 11 maja, 08:24

13 maja, 09:16

Głupia, głupia, głupia, Boże, jaka ja jestem naiwna i głupia.

To jest 2, albo 3 cykl, kiedy biorę 2x Duphaston. Biorę też Cyclodynon. Przeczytałam gdzieś, że jest niewskazany w ciąży, więc biorę go tylko do owulacji, chociaż doktorek nie kazał mi go odstawiać, a wręcz przeciwnie kazał brać jeśli mnie piersi będą boleć. No ale ja jestem mądrzejsza, więc piersi zaczęły boleć gdzieś 4-5 dpo i bolą w sobie do dzisiaj jak je trochę pogniotę (ha, ciekawe, czy nie bolą właśnie od tego mojego automacania).
Ale co tam piersi, to się mi zdarzało, czy z Cyclodynem czy bez. Zresztą wolę jak bolą, to znaczy, że coś się dzieje.
Za to, nigdy, ale to nigdy, a przejrzałam cykle od 2016 r. (!) nie miałam tak wysokiej temperatury w drugiej fazie. Z reguły oscyluje między 36,48 - 36,60, i to raczej skokowo, a tu piękny wykres 36,6-36,8 przez kilka dni.
No więc nakręciłam się jak głupia, że to ten właśnie cykl. W weekend nie mogłam spać z nerwów, żeby już nadszedł ten poranek dzisiejszy, żeby zrobić test, potem betę, potem w środę znowu betę i oświadczyć mężowi, że nie lecę do niego na Maltę za tydzień, bo jestem w ciąży... tak się rozmarzyłam w weekend, że aż w to uwierzyłam. Chyba przez ostatni rok, czy dwa nawet sobie nie pozwalałam na luksus takich marzeń, bo nienawidzę rozczarowań.

Ad rem.
Oczywiście dzisiaj - 12 dpo - rano biel wizira na rossmanowym teście :( :( No i po tempce już widać tendencję do spadku. Normalnie chce mi się płakać. :( po co ja się tak wkręciłam. Mężowi na szczęście nic nie powiedziałam, bo po co jemu dokładać. Przynajmniej tu jeszcze zachowałam samokontrolę.
Pewnie ta wyższa temperatura i piersi to od Duphastona, chociaż na ulotce jest, że nie podnosi temperatury, ale kto tam wie. Może ta wyższa tremp. to wynik tego, że w czasie owulacji brałam Augmentin (antybiotyk), chociaż skończyłam go już w zeszły poniedziałek. W każdym razie mój organizm zrobił mi niefajne kuku.
Chociaż na Maltę sobie polecę na parę dni... ale szczerze, to to żadne pocieszenie, 100 razy bardziej wolałabym musieć siedzieć w domu.
@ planowana na środę.
Dzisiaj mam doła głębokości czarnej dziury. :(

Wiadomość wyedytowana przez autora 13 maja, 09:21

16 maja, 09:52

pfff...
Wczoraj powinna przyjść @. Nie przyszła. A piersi tak trochę mnie pobolewają jak nad nimi popracuję :P do tego temperatura spadła trochę, ale nadal nad kreską...
No więc z ostrożności procesowej (na 21 maja mam bilet na samolot i do tego czasu musi się wszystko rozjaśnić) kupiłam przed pracą test paskowy. W sumie nie używałam takich chyba wcześniej, ale akurat nie było w aptece płytkowych. Nie wiem jaką one mają skuteczność, ale w warunkach pracowniczych wyszedł mi jakiś cień cienia. Nie jest to mocna kreska, ale zauważalna...
Na szczęście mam Diagnostykę pod pracą, więc tylko zostawiłam torbę i poleciałam na betę.
No to czekam...
Ciekawe, czy to moja psychika, czy znowu tylko krótki epizod, czy może zadziałała nowenna pompejańska, którą dwa dni temu skończyłam...
Boże...

EDIT. Czekanie na wyniki z Diagnostyki mnie wykańcza, a że kupiłam rano dwa testy to przed chwilą zrobiłam drugi. Na tym pierwszym teście to kreseczka jest meeega bladziutka, a na tym drugi jest jeszcze bledsza :| Zastanawiam się, czy to nie cecha tych testów, i że skoro nie ma wyraźnej krechy to nie ma nic. Może i coś było, ale już zniknęło. Byłabym w połowie 4tc. Już to przerabiałam w styczniu :( Jeszcze wszystko możliwe...
Pewnie głupia sobie robię nadzieję.
Na razie dla podratowania nerwów piję meliskę.

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 maja, 11:59

16 maja, 19:27

Pozytywne testy moje:
- marzec 2015
- dlugo, długo nic
- styczeń 2019 - coś nieco więcej niż biochemiczna, ale też klops
- i nagle
- maj 2019 - bledziuchny bledziuchny, a nawet dwa mega bledziuchy
- ale Beta hcg 154,00
Wg mnie 4 tc.
I co?
I na razie to poleciałam do kościoła, może tym razem dobry Pan Bóg nam to dzieciątko zostawi, bo chyba na tym etapie niewiele może człowiek...

Mężowi nic na razie nie mówię. W sobotę powtórzę będę i wtedy zobaczymy jakie są perpektywy...

Martwi mnie to, że pobolewa mnie brzuch tak jakby na @, więc ten nasz nowy cud może się szybko znowu zakończyć. Z drugiej strony czytałam, że takie bolenie się dość często zdarza, a ja przy tych wcześniejszych ciążach to nic a nic nie czułam. To może teraz to dobry znak. Sama nie wiem.

No i co z wtorkowym lotem na Maltę? Można latać? Nie można? Zaszkodzi? Nie zaszkodzi?Mam mętlik w głowie.


Wiadomość wyedytowana przez autora 16 maja, 19:51

19 maja, 00:26

Obliczyłam sobie, że prawidłowy przyrost (te 66%) powinien dzisiaj pokazać Betę ok 255, a tu niespodzianka!
Beta po dwóch dniach - 438 (ok. 190%przyrostu) :)

Pierwszy raz chyba jestem tak bardzo w ciąży 😮

Badania rano zrobiłam w tajemnicy przed mężem ( jakie było jego zdziwienie że zaofiarowalam się sama zrobić poranne zakupy :D ale oczywiście nic a nic się nie zorientował)
Byliśmy dzisiaj w odwiedzinach u mojej koleżanki z pracy która ma 3 miesięcznego synka. Oczywiście nie było to dla nas proste, ale daliśmy radę, a ja co chwilę sprawdzałam wyniki z Alaba. Później poszliśmy zwiedzać fabrykę E.Wedla (jestem zajefajna bo wygrałam bilety ;) ) Dopiero w trakcie degustacji wedlowskich słodkości pojawiły się wyniki. Ulga, strach i niecierpliwość żeby powiedzieć mężowi, ale to musiało poczekać bo zabraliśmy na zwiedzanie jeszcze znajomych.

Dopiero w mieszkaniu wyczyścilam mężowi okulary ze słowami że musi mieć czyste, by coś przeczytać.
Moja inteligentny mąż. Dwa magistry, dwa studia doktoranckie, quasi dyplomata, a czytał czwartkowy wynik z Diagnostyki jakby nie umiał czytać ze zrozumieniem. Brakowało mi tylko słów - ale jak to? :)
Potem dołożyłam mu karteczkę z dzisiejszym wynikiem. Chwilę trwało aż zaskoczył, ale warto było poczekać. Tyle razy sobie wyobrażałam ta chwilę, myślałam, że nigdy nie nadejdzie.

Oczywiście zdajemy sobie sprawę że wszystko może się zdarzyć, ale jakoś jesteśmy dobrej myśli. Do trzech razy sztuka. No i mam nadzieję, że Matka Boska nad nami czuwa.

Jutro planuje się skontaktować z doktorkiem, chociaż to niedziela i ciekawe czy odbierze. Odstawiłam Metformaks i Norprolac już parę dni temu, bo w poprzedniej ciąży kazał mi odstawić, no ale nie mogę chyba sobie sama zaordynować leczenia.

No i w pierwszym odruchu mąż zadecydował że nie lecę na Maltę, żeby nie ryzykować, ale tak po 3 godzinkach jak poczytał wujka Google to stwierdził, że trzeba zapytać o opinie doktorka. Ja to sobie tak myślę, że skoro Kropel się zadomowi to przecież przejście przez lotnisko i 3h lotu nie będa groźniejsze niż moje codzienne jeżdżenie w zatłoczonej komunikacji miejskiej. Na Malcie teraz też nie ma upałów, więc jeżeli będę tylko odpoczywać to nic nam się nie powinno stać. Z planowanego zwiedzania nici, ale grunt że Malta i mąż blisko. Tydzień rozstania średnio mi się widzi, bo chyba nigdy się na tak długo nie rozstawaliśmy przez ostatnie 7 lat.
Boje się tylko tego, że coś się stanie i będziemy sobie pluć w brodę do końca życia. Z drugiej strony jak zostanę w Polsce to też mi się może coś stać, a wtedy nawet męża u mnie nie będzie, bo on w pon. już leci na tą Maltę i wraca w sobotę późnym wieczorem. Oczywiście mąż jedzie zawodowo, a nie na wakacje, ale ja bym mogła mieć takie mini wakacje. Jak wszystko dobrze pójdzie to jeden Pan Bóg wie kiedy się gdzieś razem wybierzemy.
A lot już we wtorek, więc się z doktorkiem nie zobaczę bo on tylko we wtorki i środy jest w Wawie.
Także tego... Lecieć, nie leciec, oto jest pytanie :) Też mi rozterki na początku ciąży o_O tak jakby to był nasz największy problem... Oby był największy i jedyny.

21 maja, 10:10

Beta 1213 - przyrost o 170 % Aaaaaa!!!! Doktorek powiedział, że pięknie.
Nie mogę uwierzyć i jeszcze nie przenoszę się na fiolet. Może po wizycie u doktorka się odważę.
Wizyta powinna być jak najszybciej, ale przekładamy na za tydzień, bo na razie mam zielone światło, więc lecimy z Kropkiem do tatusia na Maltę (Rany, jak to brzmi). Planuję wypoczywać i modlić się.
Spakowałam tylko bagaż podręczny Wizzair. Nie jest ciężki i nosze torbę jako plecak, więc chyba nie obciążam brzucha, ale i tak mam wyrzuty sumienia, że coś dźwigam.

Nadal nie czuję się ciążowo. Jedyne wieczorami tak jakby trochę bardziej zmęczona, ale tak to nic, nawet toalety nie odwiedzam częściej.
W sumie, to od dzisiaj mnie coś lekko (chyba jestem przewrażliwiona) kłuje, ciągnie w dole brzucha, tak jakby jajnik, ale nie przypomina boli przedokresowych. Takie tam ukłucia jak chodzę od czasu do czasu. No, ale chyba w tym brzuchu coś się musi dziać, no nie?
Piersi dzisiaj tak jakby bardziej pobolewają, ale może dlatego, że zmieniłam biustonosz. W każdym razie nadal nie spełniają moich oczekiwań co do rozmiaru :P

To co czuję to stres i zdenerwowanie. Im wyższy wynik Beta to większe zdenerwowanie. Zostanę ćpunem melisowym, chociaż już wiem, że mogę max trzy dziennie.
Boję się tak, że jeszcze chyba nie umiem się cieszyć.
‹‹ 3 4 5 6 7
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)