Pamiętniki Nikoś nasz aniołek 16tc
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Nikoś nasz aniołek 16tc
O mnie:
Czas starania się o dziecko:
Moja historia: Jestem z fantastycznym facetem , z którym wychowujemy dwie moje córki. Nasze uporządkowane życie nie zakładało ,że mógłby pojawić się mały człowiek... aż do marca kiedy na teście zobaczyłam dwie kreski. Dla nas szok płacz i przerażenie . Mój P nie przyjmował do wiadomości , że w naszym domu pojawi się dziecko. Czy był taki nieczuły, przyzwyczajony do wygody i niezależności ...? nie bał się zwyczajnie w końcu ma na głowie trzy kobity i tu jeszcze noworodek . Pomału zaczęliśmy oswajać się z tą myślą z czasem rozmawiać jak to będzie . Tak czy inaczej najważniejsze w tej całej burzy emocji żeby maluch był zdrowy . Lekarz witaminy badania i właściwa dieta od pierwszych chwil. Ciąża była książkowa ! Wszystko super ! Piątek 31 maja 2019 wizyta na którą po raz pierwszy poszliśmy razem . Chłopiec i miłość od pierwszego wejrzenia . Tata ten ,który tak się bronił zwariował na punkcie synka . Po wizycie wybraliśmy imię właściwie w ciągu 5 min . Co za zgodność ! Weekend przebiegła na spokojnie . Spotkanie z rodziną wspólne planowanie jak to będzie jaki nasz Nikoś będzie . Poniedziałek nad ranem obudziły mnie silne skurcze ... izba przyjęć i nadzieja ,że jeszcze damy radę zahamować poród założyć szew i donosić ciążę ... zastrzyk i czekanie ... skurcze były coraz mocniejsze a chwilę potem z odejściem wód odeszła cała moja nadzieja ... wtedy wszystko ucichło już nic mnie nie bolało odwieziono mnie na inna salę gdzie miałam urodzić . Miałam wstać do badania ... ale zdążyłam tylko wyciągnąć ręce i złapać naszego synka . To był 16 tc nie było szans na to żeby maluch przeżył ... wyniki badań i podwyższone crp bakteria e coli , która odebrała nam dziecko . Zdrowe właściwie rozwijające się dziecko ! W poniedziałek 10 czerwca pochowaliśmy naszego aniołka . To było dla nas najgorsze przeżycie, tragedia którą wspólnie przeszliśmy . Nie planowaliśmy dzieci do tej chwili ... teraz już nie może być inaczej miało być w naszym życiu maleństwo więc musi być ! Teraz oboje tego chcemy najbardziej i niebawem zaczynamy naszą wspólną walkę o nowe życie .
Moje emocje: Jestem zmotywowana do walki o upragnioną ciążę ...czuje żałobę po stracie kochanego synka ale staram się nie dać smutkowi i żyć dalej z nadzieja , że niebawem będziemy cieszyć się ciążą

15 czerwca, 10:00

Jak co dzień rano pobudka , krótka chwila w łóżku śniadanie, witaminki ...P jest w pracy a ja z dzieciakami . Dzisiaj za dużo nie planuję zanosi się na burze więc najbezpieczniej zostać w domu albo pokręcić się po okolicy żeby zanadto się nie oddalać. Pora też ogarnąć maile i planować powrót do swoich zajęć .
A czym właściwie się zajmuje ..? No właśnie robię to co kocham naaaaajbardziej . Wykonuję sesje tych najmniejszych tak bardzo wyczekanych maluchów . Tylko teraz to co tak bardzo kocham będzie dla mnie najbardziej bolesne . Właśnie umówiłam pierwszą sesje po mojej stracie . Wiedziałam, że tak na domiar wszystkiego to będzie chłopiec . Po prostu to czułam ! Boję się strasznie . Zawsze to ja na sesjach jestem oazą spokoju . Maluchy momentalnie zasypiają , przebieram je i nawet oka nie otworzą . Teraz się boje strasznie ! Tego ,że moje emocje udzielą się maluszkowi , tego że jak wejdą do mnie z maleństwem to się rozkleję i zacznę płakać ... ale nie mogę sobie pozwolić na dłuższą przerwę w pracy . Staram się skupić na przyszłości bo tego co się stało i tak już nie zmienię . Najważniejsze to nie zapomnieć swojego aniołka ale żyć dalej . Zadbać o zdrowie, nadrobić zaległości finansowe i czekać na te dwie wymarzone kreseczki...

15 czerwca, 18:24

W dniu w którym straciliśmy synka przyszedł listonosz z paczką, którą zamówiliśmy kilka dni wcześniej. Dopiero dzisiaj znalazłam w sobie siłę żeby ja otworzyć ... rożek niemowlęcy miał czekać razem z resztą rzeczy , które pomalutku zaczęliśmy gromadzić . Zaczynam lepiej radzić sobie z rzeczami, które przypominają mi synka . Jeszcze niekiedy łamie się głos albo poleci łza ale jest lepiej niż jeszcze tydzień temu . Wszystko poskładałam i spakowałam ... nie zakopałam ich daleko, głęboko żeby nie myśleć . Szczerze wierzę, że za chwilkę , za momencik będą mi potrzebne , że znów je wyłożę i podzielę na te , które zabiorę do szpitala , te na wyjście i te które będą niezbędne w domu .

17 czerwca, 10:46

Dzisiaj mijaja dokładnie dwa tygodnie odkad stracilismy naszego Nikosia ... każdy pomału wrócił do swoich spraw i wszystko wróciło do stanu sprzed jakby nic się nie stało... U mnie zostanie to już na zawsze i choć staram się żyć dalej z uśmiechem na twarzy ( bo przecież tak wszyscy zawsze mnie widzieli ) to w środku pozostaje pustka , która chciałoby się jak najszybciej wypełnić.
Wczoraj był pierwszy dzień bez plamień i tylko czekam z niecierpliwością do wizyty u lekarza . Tak bardzo chciałabym usłyszeć że wszystko jest w porządku i możemy starać się o maluszka . Ostatnie miesiące kręciły się wokół ciąży i maluszka którego oczekiwaliśmy... teraz każda strona która otwieram przypomina mi produkty ostatnio przeglądane. Łapie się na tym , że ja dalej planuje , że wszystko jest tak jakby po prostu ten maluszek miał się pojawić ale nie w listopadzie tylko troszkę później. Nie przyjmuje do wiadomości że go nie będzie. Cały świat kręci się wokół mojej przyszłej ciąży. Badania, które robię praca do której wracam tak jakbym musiała przygotować się do tego w taki sposób w jaki nie zrobiłam tego wcześniej. Przecież wiadomość o ciazy totalnie nas zaskoczyła a wszystkie tematy próbowałam ogarnąć będąc już w ciąży.
28 czerwca mam wizytę u lekarza po tym wszystkim co się stało zdecydowałam się na zmianę lekarza... do tego czasu powinnam mieć już wynik badania histopatologicznego. Chyba jak każda tu z Was o niczym innym nie marzę jak o tym żeby już być w ciąży. Obiecuję sobie, że jeśli to się uda to nie będę narzekać ani na opuchnięte nogi, ani na mdłości , ani na bezenne noce ... nic mi nie będzie przeszkadzać i wszystko to przyjmę z największą radością byleby tylko móc przez to wszystko przejść że szczęśliwym finałem, żeby móc przytulić naszego maluszka

Wiadomość wyedytowana przez autora 17 czerwca, 13:54

18 czerwca, 14:09

Dzisiaj kolejny dzień który chciałabym żeby już minął . Właściwie każdy taki jest do czasu aż nie będziemy mogli zacząć starań o ciążę. Na razie pozostaje nam jedynie czekać do pierwszej miesiączki .
Dobre w tym wszystkim jest to ,że akurat jest lato dla mnie to jest taki energetyzujący czas gdyby to była jesień albo nie daj Boże zima to chyba depresja by mnie zabiła ... a w całym tym takim trudnym czasie idąc do sklepu znalazłam podkowę . No jakie to symboliczne dla mnie...mam nadzieję ,że to właśnie nasze szczęście ,że właśnie to nam przyniesie ...

21 czerwca, 20:54

Pomimo , że ostatnio sporo się dzieje i całe dnie wypełnione po brzegi u mnie myśli cały czas kręcą się wokół ostatnich wydarzeń ... nie potrafię nie myśleć , nie potrafię zapomnieć. Cały czas mam przed oczyma naszego synka . Nie potrafię pogodzić się z myślą ,że w listopadzie go nie przytulę do siebie . To miały być wyjątkowe Święta kiedy będzie nas więcej . Tak bardzo chciałabym żeby to wszystko się nie wydarzyło . Chciałabym przezywać te wszystkie nie przespane noce , jak wiele bym dała za ten brak niezależności i tego małego człowieka przyklejonego do cyca . Wiem , ze znów nie moglibyśmy wyjść spokojnie wyjść ,ze przez kolejne kilka miesięcy a nawet pierwsze lata moje życie kręciłoby się wokół kupek , karmienia i innych problemów, które jeszcze niedawno tak bardzo mnie przerażało .... teraz oddałabym wszystko żeby tak właśnie było ... przytłacza mnie to wieczne czekanie na moment kiedy znowu będziemy mogli zacząć się starać o ciążę . W piątek czeka nas wizyta u lekarza . Tak bardzo chce usłyszeć ,że wszystko jest w porządku ,ze możemy działać ! Dzień w którym zobaczę dwie upragnione kreseczki będzie najszczęśliwszym w moim życiu . Teraz nie będzie przerażenia , chyba tylko o to to żeby było wszystko dobrze, żeby udało się szczęśliwie donosić naszego maluszka.

27 czerwca, 10:50

W końcu wybraliśmy się na cmentarz . Po raz pierwszy od pogrzebu. Wiedziałam, że to będzie dla mnie bardzo trudne . W takich chwilach nie potrafię powstrzymać łez.
Jutro mam wizytę u lekarza. Mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku i coś mądrego usłyszę.

27 czerwca, 18:22

we wszystkich możliwych momentach widzę kobiety w ciąży, maluchy na tablicach FB , które przychodzą na świat choć cieszę się bardzo szczęściem innych to jednocześnie czuję taki ogromny ból i pustkę . Tak bardzo chciałabym żeby to wszystko się nie wydarzyło. Wczoraj zadzwonił telefon z kliniki . Pani z radością w głosie zaprosiła mnie na drugie badania prenatalne ... tak bardzo chciałabym móc tam być zobaczyć nasze synka, chciałabym czuć jego ruchy i zamiast wybierać znicze i kwiaty na jego grób gromadzić wyprawkę i czekać kiedy pojawi się na świecie . Jak wiele oddałabym za te nieprzespane noce , za niedomalowane paznokcie , odrosty na włosach, zimna kawę i dodatkowe kilogramy z którymi przyszłoby mi się mierzyć po porodzie . Za ciasne spodnie nie byłyby dla mnie dramatem, brak czasu i chwili spokoju byłoby dla mnie największym szczęściem za , które oddałabym wszystko ! Co dzień słyszę o dzieciach , które umierają zbyt wcześnie skatowane przez rodziców ...to takie niesprawiedliwe ,że w rodzice tracą swoje upragnione dzieci a ci , którym dane jest to szczęście katują je z zimna krwią . Nie potrafię się z tym pogodzić . W tym całym na pozór radosnym życiu codziennie budzę się i zasypiam myśląc o naszym synku . Codziennie widzę jego bezbronne maleńkie ciałko ... ten świat jest niesprawiedliwy

29 czerwca, 17:43

Wczoraj wieczorem miałam wizytę . Niby wszystko ok przydatki w porządku , wszystko ładnie endometrium cienkie i mogę okres nieco później dostać . Po cyklu możemy zacząć starania. Tylko jak potem zaczęłam czytać to cienkie endometrium to nie dobrze i może być problem z ciążą . Szkoda,że ja zielona w tych tematach bo wcześniej bym zapytała o to endometrium . U mnie zawsze po fakcie dostaje świecenia . Tyle ,że gdyby coś ją niepokoiło to chyba by coś powiedziała ... ? Mam już mętlik , skołowanie i czasami przychodzą myśli,że mi się już nie uda zajść w ciążę

1 lipca, 18:57

Dzisiaj kupiłam kamienie i cyprysika na grób naszego aniołka . Byliśmy troszkę ogarnąć, wymienić kwiatki i zapalić znicze . Dopiero pomału zaczynam ogarniać co nam potrzeba , że ziemia nie nadaje się do niczego i przydałoby się nawieźć jakiejś żeby chociaż wymieszać z tą co tam jest ...
Jakiś ostatni czas jest dla nas pełen przykrych zdarzeń . Dzisiaj odeszła moja babcia . Sama jeszcze nie doszłam do siebie po stracie synka a muszę podtrzymywać na duchu swoją mamę, która słabo się trzyma .
Od jutra chciałabym intensywnie wrócić do pracy żeby troszkę nadrobić finanse i wrócić do równowagi finansowej . Mam wrażenie, że robię wszystko i nic a w moim życiu jest chaos . Zaczynam coś robić potem nie kończę i wszystko rozchodzi mi się na boki ... potrzebuję się dobrze zorganizować i odhaczać po kolei to co mam do zrobienia , załatwienia bo zakopie się w problemach co jeszcze bardziej mnie pogrąży . Od jutra P wraca do pracy na dwa tygodnie więc to mój czas na zorganizowanie się i promocje żeby nadrobić wszystko co trzeba .

3 lipca, 14:28

3 lipca 2019 ...dzisiaj mija równo miesiąc jak urodził się nasz synek ...zbyt wcześnie żeby mógł być z nami . Byłam na cmentarzu . Nie mogłoby mnie dzisiaj tam nie być . Choć serce ściska się strasznie to lepiej mi kiedy tam idę coś zrobię, zapale znicze ...

6 lipca, 15:03

Dziś przyszedł okres po 33 dniach od poronienia naszego ukochanego synka . Ja na ostatniej wizycie dostałam zielone światło zaraz po okresie więc dla mnie to jest moja nadzieja . Mam nadzieję ,że nam się uda ,że szybko zajdę w ciążę i doczekamy się naszego wspólnego kochanego dzieciątka na które już co nieco po braciszku czeka :) zresztą wszyscy odkładają ubranka . Moja bratowa, która ma 5 miesięczne bliźniaki chłopca i dziewczynkę :) i przyjaciółka ma dla nas i wózek i łóżeczko , które czekało na naszego Nikosia . Teraz wszystko zaczynamy od d.... strony :P najpierw cała wyprawka potem dzidzia . Ale może tak już w moim życiu ma to wyglądać ...? Jak marzyłam o psie w dzieciństwie to też znalazłam smycz i obrożę a niedługo potem pojawił się piesek na którego tak czekałam ! Rany nigdy nie przypuszczałam ,że okres tak bardzo mnie ucieszy . Mam nadzieję ,że więcej go nie zobaczę przez kolejne 9 miesięcy :D Obiecuje sobie i naszemu maluszkowi, który wierze ,że gdzieś tam jest nam pisany ,że zrobię wszystko żeby był bezpieczny w brzuszku a po narodzinach będzie miał najlepszą rodzinkę

8 lipca, 16:54

Wlasnie wrocilam z pogrzebu babci. Ostatnie dwa lata babcia byla przykuta do lozka i kontakt mialam z nia slaby . Ale cale moje dziecinstwo byłam z nią bardzo związana. Dziś pożegnała ja po raz ostatni razem z mamą i z wujkiem byliśmy podczas ostatniego pożegnania przy otwartej trumnie ... szczerze mówiąc gdyby ktoś kiedyś powiedział mi że będę tego wszystkiego doświadczać i dam radę powiedziałabym, że chyba mnie nie zna. Ja miekka jak nikt zawsze ryczaca i przeżywając wszystko bardziej niż ktokolwiek z otoczenia ... Dziś po wszystkich moich doświadczeniach życiowych staje z głową do góry i mierze się z trudnościami.
Wcześniej zanim związałam się z P . byłam w związku małżeńskim. Wytrzymałam w nim 12 lat . Bo przecież jak człowiek decyduje się na małżeństwo to w razie trudności walczy liczy że coś się zmieni, próbuje naprawić. Mój były mąż był moim pierwszym partnerem . Mialam wątpliwości , chciałam uciec sprzed ołtarza ale zabraklo mi odwagi , rodzice by nie wtedy chyba żywcem pogrzebali i tak wiedząc zw popełniał błąd nie ucieklam. Potem zaczęły się moje problemy ... Mój były mąż był z tych co uważali ze żony nie można zgwalcic. To mój zasrany obowiązek. Zresztą ja miałam tylko obowiązki wobec niego ... Nie miałam prawa powiedzieć że jestem nieszczęśliwa żeby coś się zmieniło bo wtedy było jeszcze gorzej.
Na zewnątrz byłam zawsze uśmiechnięta pozytywna i jakoś ludzi do mnie ciągnęło. W środku coraz bardziej twardnialam i rozpadalam się. Aż w końcu wiedziałam że nie chce tak żyć, że jestem nieszczęśliwa ja ani dzieci które dla niego były tylko kotwica która trzymała mnie przy nim . Bo przecież nie zostawię to nie rozwala dzieciom domu . Jakiego domu !!!??? Postanowiłam że będę już sama że mam dosyć facetów zw nie chce ryzykować... do czasu aż na mojej drodze nie pojawił się P . Byłam bardzo ostrozna, chyba dalej jestem. Boję się przyznać zw przy nim czuje się jak nigdy przedtem . Pomimo że nie jest pewnie ideałem jak zresztą nikt nie jest to wiem że jest to człowiek który sprawia zw zwyczajnie czuje się bezpiecznie . Tyle że cała moja droga ciężka droga, wszystko to co doświadczyłam przez te lata sprawiły że nie jestem już tą samą osobą. Boję się przyznać zw jest mi dobrze że mam swoje szczęście , żeby mi zwyczajnie nie uciekło. A ja dostrzegam je w najprostszych rzeczach . Przewiezienie 170 cm kwiata w yarisie po 12 h pracy w zwykłym zrobieniu herbaty zakupów czy załóż skarpety bo zmarzniesz czy zjadłaś śniadanie?? Nie potrzebuje codziennie kwiatów czy deklaracji . Doceniam to za takie właśnie drobnostki bo to one sprawiają że czuje się szczęśliwa. I chocbysmy mieli żyć skromnie to nie ma to dla mnie znaczenia . Byleby to trwało już zawsze . Dopiero przy nim zdałam sobie sprawę że mając 37 lat nie doświadczyłam zwykłego przytulania. Nigdy nie zasypialam przymulona do kogoś. Tego doświadczam teraz i jest to najdziwniejsze uczucie na świecie. Jedno jest tylko co mnie martwi ... że po tych wszystkich doświadczeniach zamknęłam się w pewnej sklepie i nie potrafię z niej wyjść. Nie potrafię powiedzieć czego potrzebuje i jak bardzo mi z nim dobrze . Może z czasem znów nauczę się tego może z czasem będę umiała mówić o swoich uczuciach . A P . dowie się jak bardzo wazny jest w moim zyciu .

10 lipca, 12:57

Nie pada !! Nieśmiało słonko wygląda zza chmur :D i całe szczęście bo wczoraj czułam się raczej jak w październiku niż w lipcu . Pomalutku kończy mi się okres więc czas zrobić jeszcze ogólne badania i czekać z nadzieja na płodne dni :) U nas nie gada się o tym całym staraniu . Padło , że ma być bobo i temat zamknięty . Ja siłą rzeczy jak to baba muszę mieć wszystko pod kontrolą ale w związku z tym ,ze my raczej żadnego dnia poza okresem nie odpuszczamy to tutaj raczej nie będzie ciśnienia ,że mamy akurat ten czas :P
Wczoraj miałam sesje ciążową za dwa miesiące spotkamy się na sesji noworodkowej . Jakoś sobie z tym radzę myślałam ,że będzie gorzej . Może ta nadzieja , że zaraz też będę w ciąży mnie trzyma . Bo nie wiem dlaczego ja już tak sobie w głowie zaprogramowałam , że zachodzę teraz no góra dwa kolejne cykle ,że już jedna nogą jestem w ciąży. Matko wiem ,ze nie powinnam się nastawiać ale ja jakoś tak już mam w życiu . Nie wiem czy to działa tak podświadomie ... w ciąży z moim aniołkiem jakoś tak miałam opory przed rozpowiadaniem ,ze jestem w ciąży . Pomimo radości coś mnie powstrzymywało , tak asekuracyjnie chociaż teoretycznie ten niebezpieczny czas minął . Na każdej wizycie dopytywałam czy wszystko ok bo coś podświadomie miałam takie obawy . Nie potrafię tego wytłumaczyć ale pomimo ,że dwie poprzednie ciąże krwawienia problemy leżenie ale byłam pewna ,ze dobrze się skończy wszystko . A tutaj wszystko niby super a ja czułam taki dziwny niepokój. Ale teraz czuje ,że nasz Nikoś do nas wróci tylko w innym terminie . Mam nadzieje ,że już niedługo

11 lipca, 22:52

Staram się żyć normalnie . Pomalu wracam do pracy i całkiem dobrze sobie radzę , ogarniam dzieciaki , spotykam się że znajomymi ale przychodzą takie momenty ,że zwyczajnie pękam. Tak jak dzisiaj . Łapie się na tym że widzę np zdjęcia z babyshower i myślę sobie o tak też tak to zorganizuje... a chwilę potem uświadamia sobie zw nic nie zorganizuje . Przecież już nie mam mojego dziecka , już na nikogo nie czekam . To jest najgorsze. Najtrudniej , że to jest jedyne miejsce gdzie mogę wylać swoje żale i emocje . Czuje, że większość bliskich osób zamknęła ten rozdział. Już było nie ma idziemy dalej . Ja to przeżywam inaczej . Być może dlatego, że czułam od początku tego malucha . Jeszcze zanim zrobiłam test czułam zw jestem w ciazy . To nie spełniający się okres . Ja po prostu to wiedziałam. Potem rosnący brzuszek, pierwsze usg , bicie serca, pierwsze ruchy ...Potem wiadomość że to będzie synek i radość której nie da się opisać... Ja już widziałam jak to będzie , jak wrócimy ze szpitala i jak będziemy organizować życie z maluszkiem . Nagle okazuje się, że tego wszystkiego nie będzie...Nie wrócimy ze szpitala z malutkim zwinietym dzieciątkiem. Dlaczego zamiast łóżeczka czy wózka przyszło nam wybierać trumienke i cmentarz na którym pochowamy naszego synka. Zamiast ubranka na wyjście że szpitala wybierała w czym będzie zawinięty bo przecież taki malutki bezbronny będzie leżał. Wybrałam pieluszek tetrowe z napisami love mum love dad . Była częścią wyprawki ,która już zaczęłam kompletowac . Chciałabym znów być w ciąży poczuć ruchy , czekać na wizyty gdzie zobaczę na iść rosnącego malucha . Wreszcie doczekać się chwili kiedy wezmę na ręce i przytule do siebie.

13 lipca, 17:10

Dzisiaj po dolujacych dniach przyszedł czas na relax . Nowy kolor na paznokcie domowe spa i chwila dla siebie . Troszkę lepszy dzień. Odganiam smutki nie myślę o pracy o zaleglosciach i innych zmartwiwniach. We wtorek mój P zaczyna dwa tygodnie wolne więc znowu będzie dużo się działo 😁 w przyszły weekend jego siostra planuje zabrać dziewczyny na weekend więc mam nadzieję że uda się nam znaleźć chwilkę na jakiś czas tylko dla nas . O romantycznych kolacjach nie pisze bo mój P do romantykow nie należy 😛 ale i tak chwila bez dzieciaków dobrze nam zrobi 😊

15 lipca, 09:18

P w pracy , dzieciaki jeszcze spia a ja popijam kawe jeszcze w łóżku. Wczoraj spędziłam dzień z dzieciakami. Spacer, karuzela , lody i jakiś obiad na mieście. Spotkałam brata z żoną. Spacerowali że swoimi 5 miesięcznym blizniakami. Zapraszam ich do siebie , żeby w końcu wpadli , wypijemy kawkę możemy iść na spacer. Mieszkam w naprawdę cudownym miejscu na spacery . Przy lesie dookoła pola , biegajace sarny i bażanty z dala od spalin . Jak zwykle jakieś wykrety A że tam nie ma gdzie iść na lody a to jeszcze coś innego . Mieszkam tutaj od 8 miesięcy i nikt z rodziny jeszcze mnie nie odwiedził. Wiem że zbliżał się do 40 i takie rzeczy nie powinny mnie ruszać. Ktoś nie chce nie musi jego sprawa . Ale zwyczajnie rusza mnie to ,że jestem tylko wtedy kiedy potrzeba jakiegoś wsparcia . Kiedy ich maluch w 2 tygodniu życia trafił do szpitala moja bratowa była z małym w szpitalu brat został z małą w domu . Wtedy kiedy mnie potrzebowali byłam. Choć sama wiedziałam już że jestem w ciąży i obawiałam się jak to będzie tym razem byłam kiedy poprosili. Ja jestem sama i tak się czuje . Zawsze kiedy coś się dzieje nikt nie patrzy na to co ja czuje czy mam jakieś problemy czy nie . Zwyczajnie oczekuje się że rzucę wszystko i będę. Przykro mi że mama też o mnie zapomina . Na początku nie chciała przyjeżdżać mówiąc że p nie jest moim mężem a mieszkanie nie jest moje tylko jego bo to on je kupił. Kiedy podczas świat zaprosił ich osobiście żeby w końcu nas odwiedzili słyszałam że moja mama opiekuje się babcia . Rzeczywiście babcia leżała i starałam się zrozumieć to że ciężko mojej mamie wyrwać się choć na chwilę. Teraz babcia zmarła. Moja mama nie pracuje i nadal słyszę jakieś wymówki. A to ma cis do załatwienia A to pomaga przy blizniakach itd... dzwoniąc do niej zazwyczaj szybko kończy rozmowę. Do mnie nie dzwoni wcale . Teraz po tym wszystkim co się stało mam potrzebę żeby czasami móc się wypłacać wywalić i wykrzyczeć to co mnie boli w środku A tak naprawdę nie mogę. Po raz kolejny muszę stanąć wyprostowana z uśmiechem na twarzy i udawać że nic się nie stało. Nie wiem co musiałoby się wydarzyć żeby ktoś mnie zauważył, żeby się zainteresował choć odrobinkę. Jestem sama że wszystkim co siedzi mi w głowie, co dzieje się w moim życiu jestem sama . Moja rodzina mieszka na jednym osiedlu . Moja mama ma silną potrzebę kontrolowania życia swoich dzieci. Ja bardzo cenię sobie niezależność i to że sama mogę podejmować decyzje . Pamiętam jak po raz pierwszy kupowałam mieszkanie jeszcze z byłym mężem była awantura dlaczego nie tutaj koło nich. Dla nich nie ma świata poza dzielnicą w której żyją a każda wyprowadza poza jest ucieczka. A przecież na dom wybieramy mmiejsce w którym będzie nam dobrze, gdzie dzieci będą miały dobrze , gdzie cena jest przystępna a mieszkanie komfortowe. Zawsze byłam za kogoś odpowiedzialna . Najpierw za brata, z którym wychodziłam wszędzie bo przecież chłopak z kolegami to ma zawsze głupie pomysły a ja zawsze ostrozna i zapobiegawcza byłam z nim . Moja siostra urodziła się jak miałam 15 lat więc też miałam już obowiązek. Lato spędzałam w piaskownicy w towarzystwie osiedlowych mam. Nie powiem że bym źle bo naprawdę czasami cała ekipa jak się zebrała było wesoło A dzieci zawsze do mnie ciągnęło. Jednak mimo wszystko nie biegalam z koleżankami po imprezach czy gdziekolwiek indziej. W ostatniej klasie liceum już pracowałam żeby zarobić parę groszy na siebie więc też właściwie same obowiązki. Najpierw szkola A prosto że szkoły do pracy . To w pracy poznałam byłego męża. Pomieszkiwalismy razem ale to nie podobalo sie moim rodzicom bo przeciez wtedy mieszkanie bez slubu to byl skandal . Pomimo że czułam że to nie jest to pod presją w końcu wzięliśmy slub . Bez oświadczył fajerwerków ku uciesze rodziców. Niedługo musiałam czekać żeby przekonać się że z deszczu pod rynnę 😕😕😕 Pozornie szczęśliwe małżeństwo. Mój ex przed wszystkimi pięknie udawał. Pomocny opiekuńczy i troskliwy . Dopiero kiedy zamykaly sie drzwi pokazywal jaki jeat naprawde. Doswiadczylam naprawde wiele... po 12 latach miałam totalnie dosyć wykończona psychicznie i fizycznie zostawiłam wszystko na co pracowałam ciężko i złożyłam pozew o rozwód. Bałam się strasznie jak poradzę sobie sama z dziećmi. Miałam wyrzuty sumienia że nie udało mi się stworzyć im rodziny o jakiej zawsze marzyłam. Wiedziałam jednak że w pojedynkę nic nie zdzialam. Jak mam być samotna w związku nieszczęśliwa i bez miłości do człowieka z którym żyje to lepiej żebym była sama i dała dzieciom chociaż spokojny dom bez kłótni awantur i psychicznego znęcania się. Bo te forme przemocy stosował również wobec dzieci . P mieszkał w dzieciństwie w tym samym bloku co ja . Nie znałam to zbyt dobrze bo był dla mnie tylko bratem koleżanki. Nie powiem zw mi się nie podobał 😋 ale on zawsze biegał na boisko czy imprezy już później A ja wiecznie z wiaderkiem w piaskownicy z gromadka dzieci . We wrześniu FB przypomniał mi ze znajomy ma urodziny więc napisałam życzenia. Wieczorem napisał mi wiadomość z podziękowaniami i wymieniliśmy kilka zdań co tam u nas się działo w tym czasie. Okazało się zw on wyjechał i od kilkunastu lat mieszka za granicą. Byłam pewna że na tym nasza wymiana wiadomości się zakończy. Takia zwyczajna grzecznościowe wiadomość. Rano napisał znowu potem po pracy i przez kilka kolejnych dni . Zapytał czy możemy się zdzwonić. Pierwsze rozmowy i tyle wspólnego co nas łączy. W mojej głowie było tylko jedno NIE ZAKOCHAJ SIE !!! po 1,5 miesiąca zapytał czy jak przyjedzie to się możemy spotkać. Przyleciał bardzo szybko i wtedy po raz pierwszy od lat zrobiłam coś dla siebie. Po kilku dobrych latach wyszłam do kina . Do kina ! To takie powszechne przecież normami ludzie wychodzą od czasu do czasu do kina ? Nie ja . Ja takich przyjemności nie doświadczyłam. Najtrudniejsze było znaleźć kogoś kto zostanie z dziećmi. Mój brat mi odmówił bo przecież ja nie mam prawa iść na randkę. Gdyby to była praca ok ale randka nie ma mowy . Została siostra . Dla niej możliwość wyrwania się z chłopakiem z domu na wieczór to też był czad. Ale hitem całej tej randki był tel od mamy . Godzina 22:00 po kinie poszliśmy sobie do restauracji siedzimy przy lampce wina jest miło, rozmawiamy...dzwoni mama z wrzaakiem kiedy zamierzam wrócić do domu 🙈🙈 Kobieta 36 lat dorosła . Wtedy poczulam ze ja jestem cale życie niewolnikiem. Odkąd zaczęłam przyszłam na świat. Nie miałam w życiu takiego momentu że mogę coś zrobić swobodnie bez żadnych kontroli i nakazow. Z jednej strony potrafię doceniać drobne rzeczy bo o wielkich już nawet nie marzę...
Tylko tak się niefortunnie stało zw ja zaczęłam się zakochiwac A on po trzech dniach wrócił spowrotem. Zaczęliśmy do siebie latać jak było to możliwe. Kiedy dzieciaki miały akurat weekend u ojca leciałam ja . Kiedy on miał wolne też był tutaj. W zeszłym roku po wspólnych wakacjach w Polsce z dziećmi i jak zawsze ciężkim pozegnaniu powiedział żebym poszukam mieszkania . Udało się dosyć szybko doradca kredytowy formalności wszystko zalatqilismy na odległość. Q między czasie P dostał prace na miejscu . Może inaczej nie do końca na miejscu bo 2 tyg na na morzu 2 tyg domu ale tu w Polsce więc mogliśmy zacząć wspólne życie. Od listopada tak sobie żyjemy. Póki co te dwa tyg jest tutaj na miejscu więc wraca do domu wieczorem . Mamy okazję się docierać i poznawać w takim codziennym życiu. Jest dobrze jak nigdy wcześniej. Ja czuje że w końcu mam kogoś kogo kocham tak naprawdę i nie chce nikogo innego. Dzieciaki też są za nim . Młodsza czeka na niego niecierpliwie zawsze jak wraca z pracy . Widzę że jej zależy na tym żeby to był dla niej tata . Czas to niby przypadkiem wydaje jej się tata . Coś tam w głowie jej już siedzi jak każda dziecko chce mieć mamę i tatę A z ojcem mają raczej słabe relacje . Pomimo że ja się w nie nie wtrącam i pozostawiam wybór dzieciom .
Ciaza troszkę namieszala w naszym życiu ale po szoku jaki był bo przecież brałam pigułki to później była radość. Kiedy już zaczęliśmy planować jak to będzie wydarzyła się tragedia...😔😔😔 ale wtedy jak nigdy czułam się kochana . Troska i wsparcie jakie od niego wtedy dostałam tylko umocniło moje uczucia . Najbardziej na świecie chciałabym się z nim starzec . Wziął na siebie odpowiedzialność nie tylko za mnie ale i za dziewczyny . Mam nadzieję że będzie miał w sobie tyle siły i miłości żeby budować rodzinę przed która całe życie się bronił ...

17 lipca, 10:47

W sobotę dzieciaki jadą na noc do siostry mojego P. więc mamy wieczór tylko dla siebie 😍😍 rezerwujemy miejsce w restauracji i mamy randkę 😁na wieczór jakieś winko i mam nadzieję, że uda nam się spędzić fajnie czas . Ostatnio P. dużo pracuje więc mało tego czasu wspólnego. Wraca z pracy koło 20:00 po pracy albo trening albo grzebią coś przy samochodzie i spotykamy się jedyny wspólny czas to w łóżku 🙈🙈
Zapowiada się , ze przez najbliższe dwa miesiące będzie sporo pracował dodatkowo we wrześniu tydzień szkolenie poza miastem więc wrzesień już wogole prawie poza domem 😔 Mam ogromną nadzieję, że zanim będzie na morzu upłynie troszkę czasu bo wtedy całe 2 tygodnie pracujące nie będzie to w domu . Boję się, że jeśli do tego czasu nam się nie uda to potem szanse takie słabe 😔😔 bo jak akurat wypadnie praca w dni płodne to jedna wielka dupa 😫😫😫
Póki co modlę się o jakiś cud !!! Niech się zdarzy 😊😊bo dosyć już tych złych rzeczy w życiu

Dzisiaj, 11:04

Czuję, że nasze starania zakończą się zanim się dobrze zaczęły... widocznie tak mi jest pisane . Te wszystkie moje marzenia pękały jak bańka mydlana ... już pomału brakuje mi sił żeby walczyć a marzyć zwyczajnie się boje bo jak tylko zaczynam to wszystko się wali ... jeszcze tylko na zewnątrz nie widać jak wielki smutek mnie ogarnia . Znowu zakładam maskę i pokrywam się kolejna lodową zasłoną udając ,że nic mnie nie rusza . Przecież i tak wiem, że to co dla mnie jest ważne nie ma żadnego znaczenia....

Wiadomość wyedytowana przez autora Dzisiaj, 11:05

Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)