Pamiętniki Pamiętnik zakrapiany intralipidem ;) jesteśmy w ciąży!
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4 5

30 listopada 2020, 11:39

Jeszcze tydzień... za 7 dni będzie wszystko jasne... ech ech... ciężko się czeka... to najgorszy czas w całym cyklu chyba dla każdego... my Staraczki lubimy działać, bo wtedy czujemy moc, czujemy, ze coś od nas zależy, ze możemy coś zrobić, mamy tez swoje mniejsze lub większe sukcesy... a potem nie możemy zrobić nic tylko czekać... staram się zachowywać spokój i nie myśleć jaki może być wynik... skupiam się jak mogę na tym co tu i teraz. Jestem po 2 wizytach u Pani Psycholog - jaka to była wspaniała decyzja! Jedna chyba z lepszych w życiu! Tyle mądrych słów, tyle wartościowych wniosków i teraz wdrażam plan żeby życie pomimo choroby i cierpienia z nią związanym żyło się lepiej, żeby nie dokładać sobie cierpienia, żeby zaakceptować, ze dajemy z siebie ile tyko możemy, ale nie wszystko od nas zależy i trzeba tez to akceptować.
Czekam tez na święta żeby złapać oddech... chciałabym bardzo żeby było już możliwe podróżowanie, bo takie wakacje by nam się bardzo przydały, żeby złapać oddech...

15 grudnia 2020, 10:16

Nie wiem od czego zacząć... może od tego, ze dziękuje bardzo za każde kciuki, dobre myśli, życzenia powodzenia, modlitwy... jestem w ciąży!!!!!!
Od początku, planowo miałam robić betę 7go grudnia, ale zrobiłam test 4go grudnia i wyszedł cień, cienia cieniowanego ... wiec niechętnie, ale poszłam na betę- wynik 6! Szok, niedowierzanie... i tak od piątku ogromne szczęście! Wiedziałam, ze 6 to mało, ale z drugiej strony to robiłam bardzo wcześnie test i betę... cały weekend robiłam co rano test żeby zobaczyć czy kreska ciemnieje i ciemniala! Co mnie uspokajało! Najcudowniejsze Mikołajki w zyciu 🙂 oczywiście duzo odpoczywałam, wprowadziłam ciążowe odżywianie i picie hektolitrów wody! Z leków to włączyłam neoparin! Poniedziałkowa beta to - 65, ufff! Także rośniemy... wizyte pęcherzykowa mam dzis... od poniedziałku 7go grudnia już nie robiłam bety.. staram się być spokojna i dobrej myśli, chociaż wiem.. znam zagrożenia.. od 4go grudnia żyje jak w cudownym śnie... kochamy Naszego Maluszka odkąd się dowiedzieliśmy, ze jest z nami! Zrobimy wszystko żeby z Nami został 🙂 trzymajcie kciuki żeby dzis był pęcherzyk i było wszystko w porządku!! Nie chce żeby ten cudowny sen się skończył... nie mogę w to uwierzyć, ze się udało- jestem w ciąży? Tak!!!! Musze się czasem uszczypnąć żaby uwierzyć, ze to nie sen.
Czuje się bardzo dobrze, tak jakby kamień spadł mi z serca. Co prawda jestem zmęczona, ale robie sobie drzemki albo po prostu kładę się spać o 20tej... mam tez wyczulony węch, ale nie przeszkadza mi ani jedno ani drugie. Mam tez problem żeby skupic się w pracy, także mysle, ze już długo nie popracuje (o ile będzie wszystko w porządku). Proszę o kciuki/dobre myśli/modlitwy... żeby Nasz Cud (obstawiony lekami) z nami został!

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 grudnia 2020, 10:18

15 grudnia 2020, 19:01

Mamy to! Jest pęcherzyk ciążowy - ufff. Emocje sięgały zenitu... w końcu z Mezem dzis zobaczyliśmy pierwszy raz Nasze Dziecko 😍 z tego wszystkiego nawet nie złożyłam Pani Doktor życzeń świątecznych... następna wizyta za 2 tygodnie, uzgodniliśmy, ze chodzę do pracy do świat a później ide odpoczywać... teraz mam pomyśleć nad wyborem szpitala, w którym chce rodzic... i lekarza, najlepiej tez z tego samego szpitala .. mam pustkę..bo nigdy o tym nie myślałam... jestem z Południa Polski.. ale generalnie nie z rejonów Pani Doktor i nie za bardzo miała kogoś do polecenia... mój stary Ginekolog prowadził kilka ciąż w mojej rodzinie i u znajomych, ale to były ciaze, w które zachodziły kobiety bez problemu.. robi świetnie cc, pracuje w szpitalu, ale już porody tam to masówka... i do naturalnego porodu mus prywatna położna... jest tez przy tym szpitalu szkoła rodzenia... musze temat przemyśleć... mamy tez zielone światło żeby się kochać i chyba skorzystamy 😉 Pani Doktor mówiła, ze poki co mogę normalnie funkcjonować tylko wiadomo świąteczne porządki w tym roku niech robi Mąż... co za ulga! Mam tez dylemat kiedy powiedzieć Rodzicom... z jednej strony to chciałoby się w te święta a z drugiej to może np po świętach jak będzie serduszko... albo w ogóle na dzień babci... wiele pytań, ale najwiecej szczęścia! Nasz Kochany Maluszku zostań z nami!!! Teraz jest zimno, poczekaj do sierpnia 😉

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 grudnia 2020, 19:03

17 grudnia 2020, 07:06

Dziękuje Dziewczyny za wszystkie gratulacje i rady 🙂 dzisiaj zaczynamy 6ty tydzień, już 5 tygodni za nami a jutro będzie 2 tygodnie odkąd wiemy, ze Maluszek jest z nami 😍😍
Powoli przymierzam się żeby powiedzieć w pracy mojej Pani Kierownik, chce to zrobić przed świetami z zaznaczeniem, ze po świętach mam wizytę i wtedy będę wiedzieć czy mogę dalej pracować czy nie... nie chce tez tak żeby dowiedziała sie z samego zwolnienia lekarskiego... sytuacja w moim zespole jest średnia, bo jesteśmy we dwie i Pani Kierownik... kiedyś byłyśmy 3 ale Koleżanka jest na macierzyńskim... no cóż... nie moja wina, ze ktoś chytry wpadł na pomysł, ze my dwie jesteśmy niezniszczalne i będziemy chodzić do pracy az tamta wróci... no sorry... roboty dla dwóch osób jest duzo.. dla jednej - ja sobie tego nie wyobrażam, chociaż przeżyłam korpo obozik pracy i podziękuje... bo niby w imię czego szkodzić sobie na zdrowiu pracując ponad swoje siły... gdybym się uparła to bym była w stanie jeszcze pracować, ale po pierwsze obawiam się wirusów, chorób itd. Jednak to jest praca gdzie stykam się z ludzmi... po drugie obecnie mój dzień wyglada tak: wstaje rano, praca, dom - obiad, chwile jestem w stanie pogadać z Mężem, potem padam do łóżka... także na dłuższa metę tak po prostu nie chce... chce zacząć chodzić na spacery, gdy będę mogła np zacząć ćwiczenia w ciąży, żeby się jednak całkowicie nie stać „kanapowcem”. A poza tym zawsze w ciąży chciałam wrócić do oglądania mojego ulubionego serialu „Seks w wielkim mieście”, wiec ... trzeba iść odpoczywać! Pomijam fakt, ze zwyczajnie tez finansowo się to bardziej opłaca. Nie dosyć ze zaoszczędze na kosztach dojazdu to jeszcze będę miała zwiększone wynagrodzenie o dodatkowe rzeczy, które byłby mi wypłacane w ostatnich 12tu miesiącach. Jeszcze teraz staram się jak najwiecej zrobić żeby nie zostawiać, czegoś co mogę jeszcze zrobić, chociaż wiem, ze równie dobrze mogłabym już nic nie robić.. taka decyzja jest w zgodzie ze mną i jest jak dla mnie wyważona 🙂 także 23go grudnia ide ostatni raz do pracy (a potem miejmy nadzieje wracam w 2022r.- najwcześniej).
Czuje jakoś, ze będzie chłopczyk - zapisuje to tutaj żeby można było zweryfikować za jakiś czas 😉 z takich moich ciążowych dziwactw to słodycze u mnie zostały całkowicie wyparte przez śledzie 😂 nie wierzyłam, ze tak może być, bo generalnie uwielbiam słodycze, a tu proszę! Może to i lepiej, bo zdrowiej. Generalnie staram się jeść duzo warzyw, owoców, mięso, jaja, pije duzo wody i 1 filiżankę kawy, pozwalam sobie, bo bym była o samej wodzie, herbat się boje, wiec nie kombinuje, w pracy wypijam kawę inkę.
Aaaa i właśnie wczoraj zadzwonił do mnie sam Docent P. Byłam w niezłym szoku! Napisałam do Niego maila o intralipid (mój złoty płyn!) a w odpowiedzi do mnie zadzwonił z gratulacjami, co za wspaniały człowiek! Tak bardzo miło mi się zrobiło 🙂 byłam u Niego na jednej zwykłej wizycie i jednej telewizycie, wiec nie uważam się za stała pacjentkę... powiedział żebym „nie szalała i uważała na siebie”. Ciążowe hormony zadziałały i prawie się popłakałam z tego wzruszenia.
Drugi wczorajszy moment wzruszenia to życzenia świąteczne mojej Pani Dyrektor, kupiła nam po takiej figurce aniołku i do mnie „Żeby się Pani takiego małego aniołka doczekała” (swoją droga to życzenia nie na miejscu i jeszcze rok temu ogarnął by mnie smutek), w tym roku się wzruszyłam (pomyślałam „mówisz - masz”). Potem jednak moja głowa przetworzyla słowo „aniołek” i się przeraziłam... Mama Aniolka... nie!!!!! Ja chce być Mama zdrowego Dzidziusia! Niesamowite jak niepłodność działa...
żeby jednak nie było smutno na koniec to wczoraj totalnie się zrelaksowalam u fryzjera 🙂
Nieustannie trzymam za każda Staraczke kciuki!!! Dołączajcie do mnie 💪💪

22 grudnia 2020, 16:24

Dzisiaj powiedziałam w pracy mojej Kierownik o ciąży... miałam długi moment zastanowienia, czy mówić przed serduszkiem, czy nie, bo przecież może być różnie, ale w końcu zdecydowałam, ze powiem przed samymi świetami. Zareagowała bardzo miło, powiedziałam generalnie, ze staraliśmy się długo i ze mamy problem tez z immunologia dlatego walczymy o każdy tydzień (a w zasadzie dzień ale już tak Jej nie mówiłam)... zdziwiła się tez, ze nie jestem jeszcze na zwolnieniu lekarskim, wyjaśniłam, ze chciałam dokończyć co mogłam, uporządkować i tez poczekać do serduszka. Uprzedziłam, ze gdy po świętach będzie serduszko to ide odpoczywać. Jestem zadowolona, ze mam już ta rozmowę za sobą. Ufff! Obiecała, ze nie powie nikomu (oby!) a ja powiedziałam, ze przyjdę w drugim trymestrze jak będzie bezpieczniej i sama oficjalnie powiem, a raczej potwierdzę, bo pewnie każdy już będzie wiedział albo się domyśli. Także jeszcze jutro 8 godzin pracy (które chce przeznaczyć głównie na porządki w papierach) i (mam nadzieje, ze wracam dopiero za jakieś 2 lata). Może i mogłam iść odrazu jak wysilałam 2 kreski (w pełni rozumiem jak tak robią kobiety), ale chciałam jeszcze zostawić za sobą porządek i tez nie ukrywam, ze gdy chodzi się do pracy czas do wizyty szybciej jakoś biegnie. Mam nadzieje, ze sobie tym nie zaszkodziłam, ale pracuje w biurze, oprócz segregatorów to nic nie podnoszę, a tez starałam się nie denerwować. Czas pokaże, czy podjęłam dobra decyzje. Dłużej bym nie chciała pracować, chociaż szanuje kobiety, które pracują do dalszych etapów ciąży, ja już byłam zmęczona, zwłaszcza, ze musze dojechać do pracy to raz a dwa wracam tez stosunkowo nie najwcześniej do domu, wiec praktycznie całe dni poświęcalam pracy... a jednak teraz to kiepski pomysł... także 8 godzin i będę odpoczywać. Mam w głowie listę książek do przeczytania, chce tez pojeździć po taniej odzieży w poszukiwaniu ciążowych ubrań, tak żeby coś mieć gdy się trafi a nie wydawać na to za duzo pieniędzy, poszperam tez w internecie. Poki co zamówiłam sobie koszulkę z drugiej ręki z kalendarzem gdzie można odliczać do porodu - mała rzecz a cieszy 🙂 na koniec jeszcze w pracy udało się z premia, wiec tez jestem zadowolona. Z cyklu moich „dziwactw” kupiłam kolejny test ciążowy żeby nasikać w wigilie i zobaczy czy jeszcze tam ta druga kreska jest czy to nie sen...
wczoraj ubraliśmy z Mężem choinkę, oglądaliśmy tez tradycyjnie „Listy do M”, lubimy święta, ale w tym roku wszystko nabrało dla nas nowego wymiaru. Rok temu nie wierzyłam, ze w kolejnym roku może być inaczej... także Dziewczyny, nigdy nie wiadomo kiedy to nas właśnie spotka to szczęście i się uda! Cudzie nasz zostań z nami 🙏🙏

Wiadomość wyedytowana przez autora 22 grudnia 2020, 16:30

23 grudnia 2020, 16:02

Właśnie skoczyłam prace i plan jest taki, ze wracam dopiero jak Nasz Maluszek będzie brzdącem, który idzie do żłobka! Taki jest pozywany plan długofalowy... krótkofalowy - zobaczyć serduszko 🙏🙏 w poniedziałek mamy wizytę... ale poki co dzis wszystko zrobiłam w pracy na błysk i ide odpoczywać. Przymykam drzwiczki z napisem „PRACA” a otwieram na oścież drzwi „RODZINA” 🥰🥰 czuje się szczęśliwa i spełniona a to dopiero krok za nami. Jestem tez podekscytowana - lubię zmiany, dlatego tez niepłodność doświadczyła mnie ciężko, bo czesto niestety trzeba było stać w miejscu, czekać, a czasem nawet zrobić dwa kroki w tył. Teraz małymi kroczkami idziemy do przodu i oby cały czas już teraz były to kroki do przodu.
Święta już tak blisko. Chciałam każdej z Was życzyć Cudu! Niech przyjdzie! A zanim przyjdzie to żeby żyło Wam się lżej! Bądźcie dla siebie dobre i wyrozumiałe. Trzymajcie się tez w zdrowiu.

My w tym roku życzymy sobie tylko zdrowia, bo nic więcej nam nie jest potrzebne.
Nasz Cudzie dziękujemy, ze jesteś z nami!teraz już z nami zostań! My Rodzice Ciebie prosimy 🙏🙏

Wiadomość wyedytowana przez autora 23 grudnia 2020, 16:04

27 grudnia 2020, 09:45

Jutro wizyta serduszkowa... te 2 tygodnie az do dzis biegły jak szalone... od dzis jednak czas się wlecze... całe szczęście, ze wizyta w południe.... wiadomo martwie się, ale staram się tez myśleć pozytywnie... święta w tym roku były magiczne, chociaż fakt, ze spora czesc czasu spędziłam spiąć albo na kanapie, ile mogę odpoczywam. Ciężko tez było, żeby nie powiedzieć nikomu z rodziny.... ale jednak poki co naszym zdaniem jest za wcześnie... być moze po serduszku powiemy Rodzicom...
Dziewczyny czytałyście coś w ciąży na temat dzieci?
Szczerze mówiąc, to raczej mało miałam wspólnego z dziećmi, bo jednak jak mogłam to „przekazywałam rodzicom” żeby „nie zepsuć” ... czasem nachodzą mnie myśli czy damy rade, ale z drugiej strony mysle, ze z czasem wszystko będzie prostsze i wejdziemy w rutynę. Teraz najważniejsze żeby Nasz Cud z nami został! 🙏🙏

28 grudnia 2020, 14:28

Jest dzidziuś z serduszkiem! Byłam taka szczęśliwa i oszołomiona, ze nie ogarnelam, ze nie nacisnęłam startu nagrywania w telefonie (chyba)... szkoda mi, bo chciałam oglądać nagranie w gorszym momencie żeby się uspokajać... i dla Męża... no cóz...będziemy musieli poczekać do następnego spotkania... 4ry tygodnie - ciężko będzie coś czuje.

Dostałam tez skierowanie na pierwsze badania prenatalne, kartę ciąży (jejku jaka dumna byłam!), pożegnalalam się z moja Panią Doktor Aniołem i podziękowałam... myślałam żeby coś kupić Pani Doktor w podziękowaniu, ale zdecydowałam, ze zrobię to już po urodzeniu Dzidziusia i przyjdziemy z Mężem już w trójkę, mam nadzieje, ze już będzie lepsza sytuacja epidemiczna... w końcu dzięki otwartemu umysłowi, zaangażowaniu Pani Doktor i trafnym zaleceniom Docenta udało się naturalnie i ominęła nas cała ta karuzela z in vitro! Od dzisiaj tez odpoczywam na zwolnieniu lekarskim. Przyszła tez zamówiona pierwsza koszulka ciążowa i w końcu musze zacząć robić zdjęcia, bo do tej pory był strach... wiadomo, ze jeszcze może być różnie, ale z każdym tygodniem ryzyko będzie malało i tego się trzymam. Cudzie Nasz 9 mm zostań z nami 🙏🙏

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 grudnia 2020, 20:40

29 grudnia 2020, 20:36

Jestem od wczoraj na zwolnieniu lekarskim i całe szczęście, bo sił mam co raz mniej a tak to mogę w każdej chwili się położyć albo po prostu skorzystać z własnej łazienki, gdy „Dzidziusiowi nie zasmakuje to co zjadłam i żąda żeby Mama zwrocila...” .. wszystko ładnie i pieknie gdyby nie fakt, ze.. zaczynam dostawać gratulacje z pracy ... odchodząc na zwolnienie lekarskie prosiłam moja Panią Kierownik o dyskrecje, wyjaśniłam, ze musieliśmy się długo starać i nawet powiedziałam o problemach z immunologii i ze generalnie walczymy o każdy dzień... naiwnie myślałam, ze moja decyzja o tajemnicy zostanie uszanowana... ale nie... my nawet rodzicom nie powiedzieliśmy, bo chcieliśmy poczekać na serduszko a potem żeby się spotkać na żywo... a tu krąg tych co wiedza się powiększa, ale nie tak jak chcieliśmy... wiem, ze nie mam na to już wpływu, ale zrobiło mi się przykro...

Wiadomość wyedytowana przez autora 29 grudnia 2020, 20:37

30 grudnia 2020, 13:59

Już jutro pożegnamy ten rok... caly czas mówiłam, ze to fatalny rok i ze chyba nic dobrego nas nie spotka... to był trudny rok... pandemia, wiele ograniczeń, planów, które trzeba było odłożyć... mnóstwo strachu (do dzis boje się o najbliższych)... nowa rzeczywistość, która pokazała, ze spokojne wyjście z domu, wizyta w kinie, restauracji, czy wyjazd, nie są standardem, a dobrem, które nie jest nam dane raz na zawsze. Nauczyliśmy się doceniać to co mamy. W tym roku także rozpoczęliśmy leczenie w klinice leczenia niepłodności - jak ja się tego bałam... wolałam tkwić u lekarza, który działał, ale jednak nie miał na tyle doświadczenia żeby nas dalej pokierować... ale trafiłam w marcu do Lekarza Anioła (chociaż po pierwszej wizycie nie miałam euforii - jak sobie to przypomnę to chce mi się śmiać z siebie), któremu zaufaliśmy i oddaliśmy się pod opiekę. W lipcu laparo-histero-drożność i mój pierwszy w zyciu pobyt w szpitalu... było duzo emocji, ale jak się okazało sam szpital, pomimo warunków covidowych, nie był taki zły... jak to co działo się kilka dni po szpitalu (mam teorie, ze to mógł być covid), było mi tak złe, ze myślałam, ze umrę... ale udało się przetrwać. Później immunolog... diagnoza... no i pierwszy cykl z lekami od immunologa, a przedostatni przed ivf... w międzyczasie psycholog... totalny brak wiary w powodzenie i nadziei... i w końcu 4ty grudzień z pierwsza w zyciu pozytywna beta! Nasz Wyczekany Cud 😍😍 roku 2020 byłeś ciężki, smutny, ale ten ostatni miesiąc sprawił, ze mimo wszystko będziesz dla nas rokiem cudu 😍😍.

Życzę Wam żeby nadchodzący nowy rok przyniósł każdej z Was ten wyczekiwany cud! Żebyście cieszyły się zdrowiem, szczęściem, radością, miłością i pozytywnym nastawieniem do życia! Niech się dzieje po Waszej myśli! Życzę Wam tez duzo siły do walki, do życia, do zmagań. Oby ten nowy rok nas pozytywnie zaskoczył.

5 stycznia, 14:01

Już od miesiaca jestem świadomie w ciąży 😍 🥰 kochamy tego Maluszka odkąd się dowiedzieliśmy, ze jest z nami! Wiem, ze jest wcześnie i ze może jeszcze się duzo wydarzyć, ale wierze w Dzidziusia, jeżeli ma coś po mnie, to będzie walczył 😍😍 drugi tydzień jestem już w domu na zwolnieniu lekarskim, jaka to była fantastyczna decyzja! Jest mi bardzo dobrze! W końcu mam czas dla siebie! Mogę na spokojnie poczytać książki, oglądać seriale, zaczęłam gotować zupy (do tej pory ze względu na pochłonięcie praca, robiłam tylko jednodaniowe obiady), w końcu przeniosłam się do nowej lekarz rodzinnej - jaka wspaniała kobieta! Dzis byłam na pierwszej wizycie - bardzo się przejęła moja sytuacja i zapewniła, ze jeżeli mój ginekolog prowadzący nie będzie mógł wystawiać recept z kodem C na heparynę, to jak najbardziej Ona mi będzie wystawiać tak żebym mogła te darmowe leki mieć. Odrazu tez wystawiła mi skierowanie na czesc z badań które mam zrobić w 11-14 tc zawsze to prawie 100 zł zaoszczędzone. Poczułam się zaopiekowana 🙂 w końcu tez utworzyłam sobie internetowe konto pacjenta, jak zobaczyłam ile rocznie wynosi suma na składki a w rubryce refundacje 0 to się trochę przeraziłam... ale coś chyba nie do końca tam działa, bo miałam jednak raz badana drożność jajowodów w szpitalu na NFZ a raz laparo-histero-drożność, także udało mi się coś skorzystać. Zastanawiałam się tez czy nie wybrać się do ginekologa na NFZ po skierowanie na pozostałe badania (zostały mi HIV i wirusowe), ale nie wiem czy nie lepiej już zostać przy jednym lekarzu i tyle. Następna wizyta za 3 tygodnie, już chętnie bym zobaczyła co tam się dzieje, ale musze być cierpliwa! Wczoraj tez zrobiłam pierwsze ćwiczenia dla kobiet ciężarnych, zgodnie z zaleceniami Mojego Lekarza Anioła (z którym już się pożegnalam, ale mam nadzieje, ze będziemy mogli Ja odwiedzić już w trójkę). Staram się tez bardzo zwracać uwagę na to co jem i pije. Jak do tej pory mam zachcianki typu pomidor albo jogurt naturalny, wiec dzidziuś jest fanem zdrowego odżywiania. Nie mam w ogóle ochoty na słodycze (i dobrze, bo zawsze była to moja zmora). Fakt wyjątkiem są lody! I dzisiejszy gofr 😁chociaż tak naprawdę to chyba miałam ochotę na gofra zjedzonego w słoneczny dzień na bałtyckiej płazy 😁 ale ta fantazja musi jeszcze trochę poczekać!
Piękny, wspólny, miesiąc za nami, mam nadzieje, ze jeszcze sporo takich przed nami 😍😍
PS radzicie coś jeszcze załatwić/zrobić w tym czasie? Oprócz oczywiście projektu relaks 😉

Wiadomość wyedytowana przez autora 5 stycznia, 14:12

11 stycznia, 10:45

Cierpliwość.... myślałam, ze może trochę starania pomogą mi w tym żeby tej wartościowej cechy charakteru nabyć... ale otóż niestety chyba do końca to się nie udało... miałam czekać wytrwale do wizyty (4-ry tygodnie), ale po niecałych 2 zaczęły mnie nachodzić czarne myśli... a jedyna opcja żeby je przegonić jest wcześniejsza wizyta... dlatego tez gdy zwolnił się termin chętnie go przejęłam... 😂 i tak sobie mysle może dalej pójdzie mi jednak trochę lepiej z tym czekaniem... i mam nadzieje, ze to jednorazowy taki mój wyskok... nie dzieje się nic niepokojącego. Nie mam plamien, jakiś boli, czuje się nadal bardzo dobrze a i tak spanikowałam i wcześniej ide do lekarza... no cóż nic na to chyba nie poradzę teraz już... ale na przyszłość obiecuje mocne postanowienie poprawy w wytrwaniu w czekaniu...
Czuje się psychicznie w takim rozkroku, z jednej strony mam ochotę skakać pod sufit i wszystkim powiedzieć, ze się udało, ze jest, ze będzie Dzidziuś, ze w końcu jestem w ciąży! A z drugiej mam świadomość, ze jeszcze jest na tyle wcześnie 9-ty tydzień (8+4), ze wszystko może się zdarzyć... ze jeszcze jesteśmy w takiej zagrożonej strefie i poki co lepiej przezywać to w bardzo małym gronie... chociaż moja Mama która wie, ze sie udalo i tez wie, ze było ciężko i musieliśmy się najpierw starać, robi już podchody żebyśmy oznajmili całej rodzinie.. ale my jeszcze nie chcemy... bo ja jednak czuje ze jedna noga jestem w ciąży a jedna noga dalej w staraniach... dobrze, ze mam jeszcze wizytę u mojej Pani Psycholog, to może mnie poprowadzi tak, ze będzie mi łatwiej... ostatnio tez dowiedziałam się o 2 ciążach wśród znajomych- obie terminy porodów miesiąc przede mną, generalnie się ciesze, ale i tak było takie dziwne uczucie, jak zawsze... ale przecież już nie mogę zapytać „dlaczego nie ja?” Bo „ja tez”! Ale słowem nie wspomniałam... moze po pierwszych badaniach prenatalnych albo w drugim trymestrze będzie mi łatwiej w to wszystko uwierzyć.. poki co jest szczęście przeplatane niedowierzaniem i tez strachem.. ale staram się jak mogę myśleć pozytywnie! Mąż smaruje dzielnie mi brzuszek i mówi do niego... zreszta ja czasem nieśmiało tez.. staram sie tez być spokojna żeby dzidziuś czuł się dobrze! Nasz Cudzie zostań z nami! A dzisiaj się widzimy w trójeczke i tej myśli się trzymam! ❤️❤️

Edit: U nas wszystko dobrze uff 😍😍 Mąż mógł tez zobaczyć serduszko, 8 szczęśliwych tygodni za nami! Oby dalej było tylko dobrze! Następna wizyta za 3 tygodnie - moje postanowienie wytrwać cierpliwie!

Wiadomość wyedytowana przez autora 11 stycznia, 19:34

17 stycznia, 17:24

2 miesiące ciąży za nami! Kiedyś pamietam, ze w głowie sobie zapamietalam, ze jak przetrwamy pierwsze 8 tygodni ciąży to musi już być dobrze (nie pamietam czy chodziło mi o ta statystykę, ze po 8ym tygodniu spada ryzyko do 10% a po 12tym do 1%). Dlatego tez po ostatniej wizycie w 8+4 odetchnęłam z ulga i jestem spokojna. Co do objawów, to drzemki w ciągu dnia (chociaż noce przesypiam), czasem tez zdarzają mi się wymioty, ale to mniej więcej już wiem co może mi zaszkodzić i unikam. Także nadal nie narzekam, bo jest naprawdę dobrze i oby tak dalej! Waga stoi w miejscu, ale to pewnie dzięki temu, ze odrzuciło mnie od słodyczy i kawy. W zeszłym tygodniu udało mi sie tez sporo spacerować, chce się ruszać, bo tak bym mogła cały dzień nie wstawać z kanapy... wiem, ze i ta kanapa to wspaniała opcja, bo jednak to czas, który się nie powtórzy... powoli tez mówimy najbliższym - jest radość i wzruszenie 😍 robimy to bardzo ostrożnie, bo jednak mamy za sobą starania i z tylu głowy, ze u mnie był problem z ochrona zarodka i komórkami nk... moja Mama tego nie rozumie i naciska żebyśmy już mówili najlepiej wszystkim o ciąży... ale my robimy po swojemu! Przyjdzie czas (po prenatalnych tak musimy) żebyśmy mogli się chwalić 😍 a tez brzuszek będzie bardziej widoczny, bo poki co malutki, zreszta jest jeszcze wcześnie. Uspokaja mnie to, ze jestem obstawiona lekami.
Byłam tez na pierwszej wizycie u mojego ginekologa prowadzącego ciąże, nie mam Mu nic do zarzucenia, ale nie ma poki co tej nici porozumienia co z moja Panią Doktor Anioł... ojjj podniosła poprzeczkę i to bardzo... Mąż był ze mną na usg i stwierdził, ze lekarz był wyraźnie zmęczony i przeziębiony... 🤦‍♀️ Wiec liczę na to, ze następnym razem będzie w lepszej formie i ta wizyta tez będzie inna. W zasadzie nawet nam nie pogratulował, a chodziłam do Niego podczas starań tez... no ale może to nie był Jego dzień... tak czy siak zostajemy, bo pracuje w szpitalu i gdyby była potrzeba to będziemy mieli gdzie jechać, a poza tym gdyby była konieczność cc to tez wiem, ze ma dobra rękę do tego. Zobaczymy 🙂 teraz najważniejsze żeby Dzidziuś z nami został 🙏🙏 ❤️❤️

28 stycznia, 21:24

To zaczynamy 12-ty tydzień 😍❤️ (11+0) co raz bliżej końca I-go trymestru, którego szczerze bałam się najbardziej... w styczniu miałam urodziny kolejne 30-te, bo jakoś na tych się zatrzymałam. Teraz zwłaszcza w ciąży czuje się tak wspaniale, ze nawet jakoś odmłodniałam, nie żeby wcześniej czuła się jakoś staro, bo uważam, ze 30 lat to taki wiek odpowiedni, człowiek ma już poukładane w głowie (co do zasady), a ma tez duzo energii i takie poczucie, ze jeszcze wiele przed nim, a zarazem za nim już sporo osiągnięć. To były pierwsze urodziny w trójkę ❤️❤️ I szczerze takie w pełni szczęśliwe! Życzyłam sobie tylko zdrowia dla naszej Rodziny, bo nic więcej do szczęścia już mi nie jest potrzebne. Udało się tez mi zrobić pierwsze badania do karty ciąży, czesc nawet w ramach NFZ bo moja wspaniała Pani Doktor rodzinna nie miała z tym problemu, także zawsze to zaoszczędzone pieniądze. Zdziwiłam się także przy płaceniu, ze to tylko 200 zł (ostatnio robiłam badania immunologiczne - wiec same wiecie do jakich kwot one nas przyzwyczajają). Także miła niespodzianka. Wyniki na moje oko mam dobre, tylko liczne paski śluzu w moczu...
W domu już jestem od ponad miesiąca, duzo sobie wypoczywam, zobaczyłam cały mój ulubiony „Seks w wielkim mieście” ileż było wzruszeń! Ileż razy płakałam jak bóbr! Jakże tym razem dogłębnie rozumiałam Charlotte która ba! Miała problemy z immunologia.. już miałam na końcu języka ze szkoda ze nie mieszka w Polsce to Docent P albo Profesor M na pewno by Jej pomogli. Dobrze, ze mamy takich wspaniałych lekarzy! Z moim lekarzem Aniołem na czele! Swoją droga w tym roku poki co nie przyjmuje nowych pacjentek bo takie ma obłożenie.. wcale się nie dziwie.. jakze to była dobra decyzja, ze do Niej poszłam, gdyby nie Ona to nic by nie wyszło.. ❤️❤️

Na moich urodzinach tez powiedzieliśmy rodzicom z drugiej strony ❤️❤️ Szczęście ogromne! Także grono wtajemniczonych powoli się powiększa 😍😍 już nie mogę się doczekać az powiemy reszcie rodziny i znajomym, ale konsekwentnie czekamy az będzie po I-szych badaniach prenatalnych w kontekście ostatniego opublikowanego wyroku tk, pozostaje się tylko modlić żeby były dobre wyniki.. brak mi słów na to co politycy robią... to jest piekło dla kobiet, pozbawienie nas wyboru...
Po skończeniu 12-go tygodnia odstawiam tez luteine i acard oraz wlewy z intralipidu, mam nadzieje, ze mój organizm nie zrobi nic złego Dzidziusiowi bez tych leków.. dalej zostanie mi heparyna..

moja waga stoi w miejscu poki co od początku ciąży, ale brzuszek powoli się pojawia 😍😍 w luźniejszej sukience spokojnie jeszcze go ukryje ale jak dzis założyłam zwykle spodnie tak niżej na biodra i dopasowana bluzkę to już widać, ze coś jest na rzeczy 😍😍 także odliczamy żebyśmy już mogli oszaleć ze szczęścia tak głośno!!! Do następnej wizyty został już niecały tydzień - ufff powoli zaczynam już nie umieć się doczekać, ale tak jak sobie obiecałam nie będę kombinować na boku i chodzić poza terminem wizyt do innych lekarzy... także ćwiczę cierpliwość.
Zaczęłam tez czytać i oglądać „Opowieść podręcznej” - mrożąca krew w żyłach ta historia...
i tak to się u mnie kręci 😉

3 lutego, 20:21

Dzis byłam na wizycie (11+6) wytrwałam 3 tygodnie (jestem z siebie dumna) ale dzis już było bardzo ciężko...stres, nerwy, jakieś czarne mysli... ale Dzidziuś rośnie, to już 5 cm Naszego Szczęścia!!! Tym razem Pan Doktor był bardzo zaangażowany, zrobił długie usg już przez brzuch 😁 no i Dzidziuś już taki duży, Jego zdaniem wszystko wyglada dobrze, są 2 nóżki, 2 raczki po 5 paluszków, kość nosowa ok, kark tez.. jestem trochę spokojniejsza przed badaniami prenatalnymi, które mamy w przyszłym tygodniu, pewnie jak już pojadę na badania to będę zestresowana, ale poki co chwilowy spokój. Niestety Pan Doktor stwierdził, ze do 16go tygodnia to się wszystko może zdarzyć, chociaż ja tam
Się trzymam statystki, ze po 12tym tygodniu ryzyko poronienia spada do 1% a my w tym procencie się nie mieścimy! Uspokoił tez mnie, ze nie musze się przejmować, ze poki co waga stoi w miejscu. O brak objawów już nie pytałam żeby nie było, ze jestem jakaś wariatka 😂 bo dalej czuje się cudownie! Jedyny minus to musze uważać z jedzeniem, raczej lekko, male ilości, czesto, bo czasem wieczorem mam wymioty... ale generalnie tak pomijając te sporadyczne incydenty, to czuje się lepiej niż przed ciąża! Mam tez powoli zmniejszyć dawke luteiny do 1 na noc, bo jak to Pan Doktor stwierdził, na pewno nie zaszkodzi, a pomoże na glowe, jak stopniowo będziemy odstawiać... taka prawda..
Generalnie wielkie „ufff”. Kolejna wizyta za 4-ry tygodnie! Mam nadzieje, ze wytrwam w pozytywnym myśleniu i spokoju do końca 😉 a po drodze prenatalne.

4 lutego, 06:07

12+0 (jupi!!!)

Dzis mogę śmiało powiedzieć, ze przetrwaliśmy 12 tygodni!!! Na to czekałam bardzo! To była jedna z moich magicznych granic 🥰🥰 także pisze to i łzy wzruszenia mi się leja... wytrwałes Mój Kochany Maluszku, mimo ze organizm Mamy był delikatnie mówiąc niezbyt przyjaźnie do Ciebie nastawiony... (ech, te cytokiny i nk). Do dzis jestem pełna podziwu dla mojej Pani Doktor Anioł, ze ruszyła ta immunologie zanim zdecydowaliśmy się na in vitro, które pewnie i tak okazałoby się porażka bez obstawienia mnie lekami immunologicznymi. Musimy koniecznie odwiedzić Panią Doktor i podziękować jak już będziemy w komplecie! ❤️❤️

Tradycyjnie po wizycie noc krotka, z tych emocji zawsze nie mogę spać. Najpierw cały dzień gdy mam wizytę to chodzę i nie mogę sobie znaleźć miejsca, a potem jest taka euforia, ze wszystko jest dobrze. Cały czas mam przed oczami jak Nasz Dzidziuś sobie podskakuje i się intensywnie rusza 😍😍 ma duży nosek po Mamusi ciekawe czy ma coś dużego po Tatusiu 😂 za 6 dni może się dowiemy 😉 odliczam do tych prenatalnych , w kontekście ostatnich wydarzeń polityczych, to pozostaje mi jedynie modlitwa, żeby wyniki były dobre. Dalej czuje taka niesprawiedliwość, ze obcy ludzie uzurpują sobie prawo do decydowania o ciele i psychice kobiety, która pozostanie bez wyboru.. bo tutaj właśnie o wybór chodzi.. rozumiem, ze każda kobieta jest inna, ma inne poglądy, różnimy się wiara i podejściem do życia, ale każda z nas powinna mieć wybór co dalej.. oby jak najmniej kobiet musiało się zmagać z taka trauma...

W przyszłym tygodniu czeka mnie tez ostatni wlew z intralipidu, trochę żałuje, ze nie mam go zapisanego przez cała ciaze, bo dziala bardzo dobrze u mnie tez na samopoczucie i tak mi z nim było bezpiecznie. Nie spotkałam się nigdzie ze statystykami jaka jest jego skuteczność, ale ja tam go będę bronić, ze mi akurat pomógł.. jak mogę dać chociaż tym cień nadziei chociażby jednej Staraczce to już jestem z tego powodu szczęśliwa! Zawsze czytałam wpisy ciążowe z taka nadzieja i takim poczuciu odrealnienia jakbym czytała o locie w kosmos a tu proszę My lecimy 🥰🥰 Ostatnio Przyjaciółka mi powiedziała, ze jestem dla Niej inspiracja, ze warto walczyć o spełnienie marzeń, nawet jak jest ciężko, nawet jak inni stukają się w glowe i twierdzą, ze to bez sensu. Także Dziewczyny warto walczyć o swoje Szczęście!!! I wierzyć, bo w najmniej oczekiwanym momencie może się udać! Za co mocno trzymam kciuki! A Wy trzymajcie za nasze zdrowie i za badanie prenatalne żeby wszystko nam wyszło dobrze.

Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lutego, 06:08

10 lutego, 10:43

My już po badaniach prenatalnych wielkie uffff. Stres był (oczywiście) ... miałam zamieszanie ze skierowaniem, ale ostatecznie mogę uzupełnić. Jak byłam w poczekalni to z gabinetu obok wyszła zapłakana pacjentka ze skierowaniem do szpitala.. to mnie oczywiście dodatkowo zestresowalo... na szczęście u nas wszystko „idealnie”. Posłuchałam tez serduszka ❤️❤️ Nasz Dzidziuś jest uparciuszkiem i indywidualista (czyżby po rodzicach 😂) najpierw nie chciał się ruszać (kochany Leniuszek) a potem tak się rozkręcił, ze założył nogi, siadł po turecku i tyle było z określania płci. Generalnie grunt, ze jest zdrowy 😍😍 udało mi się odetchnąć z ulga. Teraz czas na relaks a popołudniu ostatnia kroplówka z intralipidu. Cóż chyba czas powoli chwalić się ciąża, chociaż ja to dalej jakoś nie do wierzam a to już prawie 2gi trymestr .. szok! Ciesze się bardzo, bo ten I-szy trymestr zawsze wydawal mi się najtrudniejszy.. i generalnie zostaje Nasz Cudak 🥰🥰

16 lutego, 11:17

Drugi trymestr, a ja dalej w szoku, ze się udało i ze jestem w ciąży... ciekawe kiedy mi to niedowierzanie minie... podczas starań marzyłam o tym czasie a teraz, fakt ze jestem szczęśliwa przeogromnie, ale co dziennie rano po przebudzeniu sprawdzam czy brzuszek dalej jest.. powoli tez mówimy o ciąży, chociaż idzie nam to jakoś opornie.. czekam tez na wiosnę... jestem bardzo ciepłolubna i już brakuje mi słońca! Mam wrażenie, ze po tych całych jazdach staraniowych, kiedy ciagle coś, badania, wyniki, wizyty, nowości, które można zastosować, dylematy.. a teraz mam wrażenie, ze jest tak spokojnie, poki co tez jestem zaskoczona pozytywnie ile pieniędzy można zaoszczędzić (poki co)... trafiła mi się (jak do tej pory) zdrowa, nudna i książkowa ciąża! Oby tak dalej... chyba powoli tez mam wrażenie, ze mój pamiętnik będzie raczej powoli zmierzał ku co raz rzadszym wpisom.. ostatnio tez dało mi do myślenia jak dałam rade jednej z Forumowiczek, może była zbyt skrótowa, ale zostałam wyzwana od najgorszych i tak pomyślałam, ze chyba czas się odsunąć... bo chyba inaczej trochę patrze i mam perspektywę tez inna... to nie to, ze nie rozumiem, bo nadal rozumiem Staraczki, ale moja rada (tak jestem mądra z perspektywy czasu) to przede wszystkim oprócz zadbania o leczenie niepłodności na jak najwyższym poziomie, co moim zdaniem mnie udało się odnaleźć w Klinice Leczenia niepłodności u mojego Lekarza Anioła... fakt sama (ja głupia!!!!) długo broniłam się przed tym miejscem, bo się bałam, ze nie będzie pogłębiana diagnostyka, tylko od razu pójdziemy w iui albo ivf a ja jestem z tych osób, które zawsze chciały być do wszystkiego dobrze przygotowane (typ kujona 😂). A dwa dajmy pomoc swojej psychice... nie obrażajmy się, jak ktoś z zewnątrz widzi, ze nasze starania idą w kierunku gdzie naginamy rzeczywistość i nieplodnosc odbiera nam raz ze racjonalne myślenie a dwa radość z życia... nie odkładajmy życia.. zgodzę się, ze ciężko np szaleć z wydatkami jak się leczymy, bo koszty są duże.. zwłaszcza jak z tylu głowy mamy fakt, ze może ivf nas czeka a to koszty są ogromne... ale starajmy się wygospodarować coś dla siebie, np nowa sukienka z wyprzedaży albo np z drugiej ręki, kosmetyczka jak ktoś lubi, chociażby regulacja brwi albo cos małego. U mnie były to fazy... początek „nie ide, nie kupuje, nie robie, bo zaraz będę w ciąży”... potem starałam się rozsądniej do tego podejść i np zmieniłam prace podczas starań, ba! Doczekałam się w tej nowej pracy umowy na czas nieokreślony, udało nam się z Mężem ogarnąć kilka wyjazdów i wakacji, każdy był dla nas bardzo dużym zastrzykiem nowej energii. Nauczyliśmy się tez kompromisu, radzenia sobie w ciężkich chwilach, mam tez wrażenie, ze dzięki staraniom Mąż tez bardziej teraz przeżywa ciąże. Mam tez wrażenie, ze nawet jak czegoś bardzo Mu się nie chce to dla
Mnie to zrobi. Jesteśmy małżeństwem niecałe 4 lata, z czego prawie 3 się staraliśmy o dziecko... w tym czasie tez wiele innych rzeczy się działo, także czuje, ze jesteśmy trochę już „przeczołgani”. Zobaczymy jak to będzie jak dziecko się urodzi... i tutaj szczerze mówiąc staram się podchodzić do tematu, ze będziemy budować nasza rzeczywistość w zależności jaki trafi nam się Bobas.. wiadomo, ze z tylu głowy mam głosy, ze może być ciężko i ze wszystko się zmieni... temat narzekań na dzieci poruszyłam kiedyś z moja Psycholog, powiedziałam, ze czuje złość jak ktoś przy mnie narzeka na dzieci w kontekście np ze nie mogą wyjechać na egzotyczne wakacje tylko jadą na europejska wyspę, ze nie mogą iść się razem upić do klubu itd. Na co moja Psycholog odpowiedziała „czy ktos z tych narzekających oddałby dziecko- na pewnego nie, wiec wnioski się same nasuwają”... zobaczymy jak będzie u nas z tym 😉
Podsumowując gdybym mogła coś powiedzieć sobie na początku starań, to bym powiedziała:
1. idź jak najszybciej do lekarza Anioła, dobry, wnikliwy, empatyczny i zaangażowany lekarz - specjalista od leczenia niepłodności, to podstawa
2. zadbaj o swoją psychikę, idź jak najszybciej do psychologa żeby pomógł Ci odnaleźć się w tej walce z choroba, bo nieplodnosc to choroba, a walka z nią porównywana jest z walka z nowotworem (tak, spotkałam się z taka opinia). Pozwól sobie pomoc, jak mówiła moja Psycholog - „jestem po to żeby ta nieplodnosc była lżejsza”- tak, można żyć z niepłodnością i nie musi być tak bardzo ciężko, o czym się przekonałam jak już właśnie poszłam po pomoc psychologa
3. Nieplodnosc to choroba, nie wstydź się jej, nie obwiniaj się, nie porównuj z innymi, to choroba która dotyka pary i nie ma „moja czy twoja wina”, bo to nie jest niczyja wina..
4. Żyj! Działaj jeżeli to jest w zgodzie ze sobą, ale tez daj sobie przyzwolenie na chociażby drobne przyjemności.
Z tym wpisem zostawię chyba na chwile pamiętnik... jeżeli kogoś uraziłam to przepraszam. Trzymam kciuki za każda Staraczke! Za każda Dziewczynę w ciąży (niech będą książkowe, nudne i zdrowe), a Mamom życzę zdrowych dzieciaczków i radości z macierzyństwa.
A ja może powoli zabiorę się za jakaś listę wyprawkowa, bo szczerze to mam z jednej strony takie wrażenie żebym kupiła wszystko a z drugiej to wydaje mi się, ze nie ma co przesadzać bo tak naprawdę ciężko na tym etapie chyba wyczuć co może naszemu dziecku się przydać... ale Mamy jak macie gdzieś taka listę wyprawkowa w wersji dla minimalistów to ja poproszę 😉 z takich moich „fanaberii” to chciałbym kosz Mojżesza, chociaż wiem, ze może to być zakup, który się nie sprawdzi, ale cóż dla Mamy tez coś musi być 😉
Dla siebie po swoich urodzinach zamówiłam sobie zegarek, mysle jeszcze o kolczykach, tak dla siebie, bo obawiam się, ze po porodzie przepadnę i dzidziuś będzie pierwszy do wydatków... czas pokaże jak to będzie po porodzie, poki co cieszymy się zdrowa, spokojna ciąża, a czas pokaże co będzie dalej... czy kiedyś podejmiemy walkę o rodzeństwo i czy wtedy uda się zastosować do moich przemyśleń...

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lutego, 11:37

1 marca, 21:46

16 tydzień ciąży ponad 100 dni za nami 😍😍 nie wiem kiedy to zleciało.. ale ja dalej się musze upewniać, ze w tej ciąży jestem.. chociaż wieczorem brzuszek robi się już większy i tak mnie to cieszy, ze szok 🙂🙂🙂 w tym tygodniu tez mam pierwszy kilogram na plusie (no najwyższy już czas hihi). Zdecydowaliśmy się tez na pierwszy zakup wyprawkowy - kosz Mojżesza ze stelażem bujanym, mam nadzieje, ze Dzidziusiowi się spodoba 🙂 trafiła się okazja używany w dobrym stanie i cenie, wiec stwierdziliśmy, ze nie ma na co czekać, zwłaszcza, ze poki co bardzo dobrze się czuje i możemy za tym pojeździć. Nasłuchaliśmy się duzo komentarzy gdy mówimy o ciąży min właśnie to, ze wyprawkę można robić dopiero po porodzie, ze jak kupimy wózek to już w ogóle poronie na pewno... i mój faworyt „żona znajomego znajomego znajomego zmarła przy porodzie”... a i oczywiście „głowa widać odpuściła i się udało” .. szkoda, ze nie odpowiedziałam, ze może głowa mi skorygowała macice 😂 ale wiecie inni wiedza zawsze lepiej, a już oczywiście trzeba zawsze komentować, bo niektórzy nie mogą po prostu poprzestać na „gratuluje”, co byłoby najlepsza opcja.. Ja staram się nastawiać pozytywnie i cieszyć się 🙂🙂🙂 chce żeby Dzidziuś miał szczęśliwych Rodziców 😉

Wiadomość wyedytowana przez autora 1 marca, 21:48

3 marca, 17:21

Będzie Synuś 😍😍❤️❤️

Także Mama miała dobre przeczucia od początku 😉
1 2 3 4 5
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego