Pamiętniki Plan A.
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4

27 listopada 2020, 10:40

22 dc.
Co jest najlepsze w pracy zdalnej? 🙂 Że kiedy w radiu leci spoko piosenka można bezkarnie sobie zaśpiewać i zatańczyć 😁 zwłaszcza jeśli wcześniej od rana chodziły po glowie ponure myśli...
I will surviveeee!!! 💪

3 grudnia 2020, 14:28

28 dc.
To był cykl z pomiarem temperatury. Wyszedł mi wykres w kształcie pięknego płaskowyżu, który niestety dzisiaj chyli się ku dolinie. A więc święta u nas bez zmian. Trudno było oczekiwać czegoś innego, ponad 2 lata i ani nawet cienia ciąży... Wczoraj przyszły wyniki nasienia i... jest słabo. Po czterech miesiącach brania fertilmanu - koncentracja i ruch sporo poniżej normy, a więc gorzej, niż przed suplementacją. Morfologia stoi na poziomie 2%. To jest chyba ten moment, w którym trzeba sobie powiedzieć, że sami tego nie ogarniemy. Straciliśmy kupę czasu przez pandemię poleganie na NFZ. Postanowienie noworoczne: koniec z partyzantką, czas na wybór kliniki i lekarza, który nas poprowadzi. Planuję pierwszą wizytę w styczniu, jeśli się uda. Jakiś czas temu z mężem poruszyliśmy temat in vitro i oboje jesteśmy na to gotowi, jeśli inne metody zawiodą. Cieszę się, że przez rok zaoszczędziliśmy i przynajmniej o pieniądze nie musimy się martwić.

10 grudnia 2020, 15:05

7 dc. 31 cs.
Od paru dni zgłębiam temat wyboru lekarza i szczerze... mam taki mętlik, że już mi się odechciewa dalszych poszukiwań. Przejrzałam kilka wątków tu na forum oraz na fb, a także opinie na znany-lekarz. Wnioski takie, że o każdej klinice, o prawie każdym lekarzu opinie skrajnie różne. Od anioła do szarlatana 😳 Do niektórych specjalistów trudniej się dostać, niż do prezydenta, tacy są rozchwytywani. A i o nich ktoś napisze, że wizyta była porażką... Im więcej się tego czyta, tym mniej wiadomo. 🤷🏻‍♀️ Myślę, że wynika to z tego, iż leczenie wiąże się z wielkimi emocjami. Powierzamy tym lekarzom nie tylko swoje pieniądze, ale też pokładamy w nich ogromne nadzieje. Ufamy, że znajdą cudowne rozwiązanie, jednocześnie same "doktoryzujemy się" na forum. Nie mówię, że to źle, wiele historii zakończyło się sukcesem właśnie dzięki doświadczeniom innych kobiet. Ale wpadając w ten wir informacyjny czasem już nie wiadomo co nam służy, a co nie. Ja się w tym gubię...
Osobiście chciałabym trafić do lekarza, który drąży, szuka przyczyn. Jeśli ma dojść do IVF, niech nie będzie to obietnica bez pokrycia, bez sprawdzonych wszystkich czynników. Może warto najpierw spróbować u naprotechnologa? Mam do tego mieszane uczucia, gdyż wizyty są kosmicznie drogie i często wiążą się z długim leczeniem. Plusem jest to, że się jest przebadanym na dziesiątą stronę, ale przecież powinni to robić w każdej klinice leczenia niepłodności. Tymczasem wiele się pisze, że kliniki kierują na IUI, czy IVF zbyt szybko, bez wszystkich badań.

Wiadomość wyedytowana przez autora 10 grudnia 2020, 15:17

15 grudnia 2020, 18:30

12 dc.
Przemyślałam sobie na chłodno temat leczenia i podjęłam decyzję. Piszecie, że warto zaczekać na dobrego specjalistę i tak zrobimy. Wizyta umówiona za kilka miesięcy, ale może faktycznie uda się wskoczyć wcześniej 🙂 W każdym razie, myślę, że to dobra decyzja.
Czas ten wykorzystamy na zrobienie kilku badań i wprowadzenie zmian w diecie.
Jestem teraz w gorszej kondycji psychicznej. Przytłacza mnie siedzenie na pracy zdalnej, przez krótki dzień i smog praktycznie nie wychodzę z domu. Mam bardzo skomplikowane relacje z mamą i niestety nie widzę perspektywy, żeby mogły się w najbliższym czasie poprawić... Do tego zbliżające się święta, które przeciez miały w tym roku wyglądać inaczej i ten cholerny covid. Niech ten rok sobie już idzie 😒.

Moim promyczkiem nadziei niezmiennie jest mój kochany Mąż, który potrafi mnie pocieszyć w najbardziej beznadziejnym czasie.❤️ Dla niego mogę się starać dalej.

31 grudnia 2020, 18:12

3 dc, 32 cs.
W Nowy Rok wkraczam z nowym cyklem i nową (starą?) nadzieją. Dookoła wszędzie podsumowania 2020, bo to był naprawdę wyjątkowy i dziwny czas dla wszystkich. Pomyślałam, że i ja postaram się zebrać swoje przemyślenia i wyciągnąć jakieś wnioski na przyszłość. Bo zdałam sobie sprawę, że życzenia w stylu "oby następny rok był lepszy" nie mają większego sensu. Pokazał nam to dobitnie mijający 2020. Musimy się zastanowić, co robić aby żyło nam się lepiej. Oto moje podsumowanie:

Starania.
2020 rok był dla mnie jednym wielkim czekaniem. Z perspektywy czasu uważam, że błędem było zapisanie się do programu diagnostycznego z nfz. Chcieliśmy zaoszczędzić trochę kasy na badaniach, lecz straciliśmy wiele miesięcy na bezczynność. Teraz rozumiem, że w staraniach to czas ma największą wartość - nie tylko ze względu na biologię, ale również stan psychiczny. Dlatego mamy umówioną wizytę w klinice i mam nadzieję, że ruszymy z kopyta.💪

Praca.
Około pół roku łącznie spędziłam na pracy zdalnej. W tym czasie zdziczałam do tego stopnia, że w kontakcie z ludźmi nie umiem się normalnie wysłowić.😳 W obecnej pracy utknęłam na własne życzenie, z poczucia wygody i strachu przed zmianami. W efekcie siedzę w tej mojej w pustelni i mimo, że robię to co lubię, nie cieszy mnie to jak kiedyś. Mam coraz większe pragnienie wyjścia do ludzi, pracy w większym zespole, nawiązanie relacji innych, niż tylko rodzinne. Plan na przyszły rok - odświeżyć portfolio.
Ale w tym roku zrobiłam też coś, z czego jestem bardzo dumna. Spróbowałam sił w nowej dziedzinie i zarobiłam na niej pierwsze pieniądze. Taka praca, w której się nie męczę, bo mam z niej fun i czuję, że mogę być w tym naprawdę dobra.🙂

Relacje rodzinne.
To był dla nas trudny czas. Pisałam o napięciach z mamą, bo było już naprawdę źle. Kilka razy po kłótniach z nią, przez dobre kilka godzin nie mogłam się uspokoić. Zaczęłam myśleć, że bez psychologa długo nie pociągnę. Było kilka rozmów z mężem na temat wyprowadzki. Cóż... komuś z boku może wydawać się to proste, ale wiążą nas skomplikowane sprawy prawno-finansowe, a o tym co przeszliśmy przez ostatnie kilka lat, można by książkę napisać. Ale zdaje się, że mamy przełom. Porozmawiałyśmy z mamą szczerze i chyba coś w niej pękło. Zostały podjęte pewne decyzje i myślę, że idziemy w dobrym kierunku...
Z mężem jesteśmy jedną z tych par, które pandemia i starania zbliżyły do siebie. Ok, nie jest zawsze idealnie - cukierkowo, kłócimy się jak wszyscy, ale na koniec dnia zawsze możemy liczyć na siebie. No i nie znam drugiego faceta, który tak dobrze radziłby sobie z trudną teściową 😛
Powoli snujemy sobie plany wakacyjne. Bez oglądania się na potencjalną ciążę, czy pandemię. Bez biur podróży i samolotów. Tylko my, nasze autko, namiot i jakieś europejskie bezdroża.
Tęsknimy bardzo za naszym psiakiem i nadchodzi powoli czas, kiedy otworzymy swoje serca na przyjęcie nowego przyjaciela (lub dwóch) by dać upust rodzicielskim instynktom 😅

Trudno powiedzieć, że to był świetny rok. Ale na pewno mógł być gorszy i wiele mnie nauczył. Nie wiem, co przyniosą kolejne miesiące. Nie napalam się już na to, że za rok będę w ciąży, lub będziemy już we trójkę. Wiem, że trudna droga przed nami. Ale dzisiaj życzę sobie, bym w opisanych wyżej obszarach życia dokonała zmian na lepsze.
A teraz pora wsunąć wyjściowe kapcie i sylwestra czas zacząć! 😁🎉🥂

Wiadomość wyedytowana przez autora 31 grudnia 2020, 19:19

4 stycznia, 23:39

7 dc.
No dobra, z podniesioną głową wkraczam w rok, w którym oficjalnie przestanę się nazywać dwudziestokilkulatką 😛. Lata lecą, pora wziąć się za siebie! Dziś miałam wizytę w klinice... stomatologicznej😅. Niestety, w kwestii uzębienia również zbyt długo polegalam na publicznym leczeniu i teraz odczuwam tego efekty. Także jest co robić... Pani dr powiedziała mi, że chociaż jeszcze nie jest tragicznie, to jak zajdę w ciążę...to może być masakra. Chyba wyczuła, że o tym myślę, bo kilkukrotnie powtarzała, że w stanie ciąży próchnica i stan zapalny, to tykajaca bomba. Nie chcę być kolejną kobietą, która straci zęby dla dziecka🤪. Cieszę się, że się teraz zdecydowałam, bo mam trochę czasu do pierwszej wizyty w klinice niepłodności i może zdążę zaleczyć najpilniejsze sprawy. Nie będzie to tania zabawa, ale w tym roku inwestuję w siebie! 😉
Chociaż przed sylwestrem nie robiłam postanowień noworocznych, to teraz mam w głowie parę pomysłów na ten rok. A zaczynam od najtrudniejszego 😁

27 stycznia, 11:30

4 dc, 33 cs.
Połowa zębów zrobiona, zostały mi jeszcze 2 wizyty i niestety 1 ząb do leczenie kanałowego. Może pójdę za ciosem i zdecyduje się na wyrwanie ósemek (zostały mi 3 i nie ma dla nich nadziei bo z jakiegoś powodu postanowiły ustawić się w poprzek🤦🏻‍♀️) Złapałam się na tym, że kiedy przed znieczuleniem pada standardowe pytanie "jest pani w ciąży?" Odpowiadam jak automat - "nie". Dokładnie, jak za czasów, kiedy byłam młodsza i nie miałam chłopaka. 😛 I okazuje się, że podświadomość ma rację, bo @ wykazuje się ostatnio wybitną punktualnością. Zerkam na kalendarz, myślę sobie "@ powinna przyjść w niedzielę, najpóźniej w poniedziałek", budzę się w niedzielę - i jest. Nawet dobrze, bo nie mam tej całej huśtawki z testami i czekaniem. Po prostu wiem, że dopóki nie zaczniemy leczenia, to nic się nie wydarzy.
Wizyta w klinice za 3 miesiące... Wydzwaniam tam co jakiś czas i dopytuje czy coś się nie zwolniło, ale na razie bez szans 😔

16 lutego, 18:19

24 dc.
Po walentynkowym, spontanicznym weekendzie w górach (było świetnie❤️) przyszedł do mnie przed-okresowy dół... Robota się nie klei, czas ucieka mi przez palce. Dominującą emocją od wczoraj jest chyba tęsknota. Tęsknota za życiem, którego nie mamy... Bo cokolwiek robimy z mężem, gdzieś z tyłu głowy mam wyobrażenie jakby to było we trójkę. Spacery po lesie, wygłupy na śniegu, jazda na nartach. Wiem, że nasze rodziny czekają na tego człowieczka tak samo, jak my. To oczekiwanie da się wyczuć między słowami. Byłoby mu u nas dobrze, tak myślę. Miałby całą świtę kochających ludzi wokół. I zwierzaki. I rodziców, którzy chcą pokazać mu ten lepszy, piękniejszy świat. Tak, wiem, że idealizuję. Ale wierzę, że byłoby nam dobrze.
Oczekiwanie na wizytę w klinice dłuży mi się niemiłosiernie. Jestem gotowa działać, nawet kosztem urlopów w pracy, wydatków na badania i leki, dojazdów. Najtrudniejsza w staraniach jest bezczynność. Oh, jestem zła na siebie , że tak długo zwlekałam z tą kliniką. Czekam na tę wiosnę jeszcze bardziej niż zazwyczaj.🍀

27 lutego, 20:18

9 dc, 34 cs.
Dzisiaj przy okazji porządków wygrzebałam swój stary pamiętnik. Przeczytalam do chyba pierwszy raz od kiedy zostal napisany. Teraz żałuję, że tak krótko go pisałam, bo niesamowicie jest spotkać kilkunastoletnią siebie.

Lato 2007.
Pierwszy wpis w dniu moich 16-tych urodzin. Jestem zwyczajną, nieśmiałą dziewczyną, która właśnie skonczyla gimnazjum, którego nie cierpiała, ma wielkie nadzieje co do nowej szkoły i długo wyczekiwanych wakacji. I czeka... (W czekaniu zawsze byłam dobra😛) Jak każda nastolatka czeka na wielką miłość. Przy czytaniu szeroko uśmiechałam się do siebie. Byłam głupiutka i naiwna, ale była w tym szczerość. Wyobraziłam sobie, że mówię do siebie sprzed lat: Kochana, doczekasz się ❤️ A będzie to tak: za 2 lata przeżyjesz pierwszą miłość. Krótką jak mgnienie oka, ale zapamiętasz ją na całe życie. Potem będziesz odważniejsza, nie będziesz tylko czekać, będziesz szukać. Przewinie się w Twoim życiu kilku mężczyzn, których imion nie warto zapamiętywać, a za 5 lat stworzysz prawdziwy związek. Będziesz myślała, że to miłość Twojego życia, jednak okaże się największym rozczarowaniem. W końcu, kiedy będziesz już myślała, że pisana Ci jest samotność, poznasz człowieka, który zmieni wszystko. I chociaż nie będzie tak, jak teraz sobie to wyobrażasz, to warto czekać. Wydarzy się to za 7 lat. A teraz żyj, baw się, bo ten czas już nie wróci.

Widzę pewne analogie do obecnej sytuacji. 😉Wierzę, że za kilka lat przeczytam ten obecny pamiętnik i powiem: Kochana, doczekasz się. Może nie będzie tak, jak sobie to teraz wyobrażam, może mnie czekac długa i wyboista droga, ale to czego tak pragnę, przyjdzie. W swoim czasie ❤️

22 marca, 15:24

5 dc, 35 cs.
W kwestii starań mamy zastój. To znaczy, dalej próbujemy, ale żadne z nas już specjalnie nie czeka na samoistną ciążę. Bardzo mało mówimy o dziecku, za to więcej się kłócimy. Mąż namawia mnie do rzucenia pracy. W sumie, sama o tym myślę od jakiegoś czasu, ale nigdy nie miałam w sobie na tyle odwagi by postawić wszystko na jedną kartę. No bo licząc 3-miesięczny okres wypowiedzenia - z pracą pożegnałabym się pod koniec czerwca. Jest trochę czasu na znalezienie nowej pracy, chociaż może być ciężko w mojej branży. A za miesiąc wizyta w klinice. I na dwoje babka wróżyła, może szybko zaskoczy, a może i nie. Mąż mówi, że to nie problem, że mogę się gdzieś zatrudnić i za chwilę pójść na macierzyński. (Naprawdę, patrząc na niego wcale się nie dziwię, że faceci mają zawodowo lepiej, po prostu nie przejmują się i robią co im wygodnie). A w najgorszym wypadku z jego pensji się utrzymamy. Pewnie tak... ale jestem osobą, która musi mieć solidne podstawy, i strasznie ciężko jest mi rzucić się na głęboką wodę. Przeczytałam "Powrót z Bambuko" i jeden rozdział wszedł mi bardzo mocno do głowy. Kasia pisze, że przez długie lata siedziała w miejscu obudowując się w bezpiecznej fortecy. Tyle, że to była forteca z kart. Więc bała się ruszyć palcem czy kichnąć, bo wszystko by się zawaliło. Lata mijają i jedyne co się zmienia to wiek. I niestety zobaczyłam w tym siebie.

Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia, 11:37

13 kwietnia, 11:35

27 dc.
Wczoraj złożyłam wypowiedzenie.😳 Do końca nie byłam pewna tej decyzji, dlatego mąż zawiózł mnie do szefa żebym się nie rozmyśliła w drodze 😂. Teraz pierwszy raz od dawna mam poczucie, że wszystko może się wydarzyć. Strach miesza się z podekscytowaniem. Pracowałam w jednym miejscu 6 lat, zaczęłam jeszcze na studiach, dlatego jest to dla mnie krok milowy. Jeszcze nie zaczęłam szukać nowej pracy, mam na to prawie 3 miesiące. Co że staraniami? Przed decyzją zrobiłam 2 testy ciążowe (jak nigdy) żeby nie zrobić głupoty życia😛. 1 kreska dała mi zielone światło. Za chwilę zaczniemy działać z kliniką. Oczywiście nadal bardzo chcę tej ciąży, ale nie mam parcia, że "już natychmiast". A realnie patrząc zajmie to przynajmniej kilka miesięcy. Mam nadzieję, że los nie zadrwi ze mnie i uda się to wszystko poskładać w czasie...

Wiadomość wyedytowana przez autora 13 kwietnia, 11:36

23 kwietnia, 11:44

7 dc, cykl bez starań?

Napisałam "bez starań", bo że względu na moją pracę wstrzymujemy na chwilę "aktywne" poczynania. Z drugiej strony jednak, już za tydzień (!) wizyta w klinice, więc nie można powiedzieć że nie staramy się wcale 😉. Zrobiłam badania, których mi brakowało noo i... doszukałam się problemu. Krzywa cukrowa i insulinowa wskazują na insulinooporność. 🙄 Zdziwiło mnie to bardzo, bo nigdy nie miałam problemów z wagą, a poza tym inne hormony mam w porządku. Ciekawe co lekarz powie. W każdym razie na pewno powinnam ograniczyć słodycze 🤫. Czekamy jeszcze na wyniki nasienia, które do tej pory- czy z suplementacja czy bez- wychodziły słabo. Jestem bardzo, bardzo ciekawa co Doktor nam zaproponuje. Tak się przyzwyczaiłam do tego czekania, że nie zauważyłam, kiedy te miesiące zleciały... A teraz trzeba przestawić się na działanie 💪🙂

29 kwietnia, 13:14

13 dc.
Nie może być prosto, nie może być nudno 😒 Jutro pierwsza wizyta w klinice, oddalonej o 80 km, a nam... zepsuł się samochód 🤦🏻‍♀️ Mąż ratował mnie wczoraj bo rozkraczylam się na środku drogi w remoncie 😂 (pierwszy raz autentycznie byłam wdzięczna, że kupił sobie motocykl, bo mógł szybko do mnie dojechać😛) Było pchanie, reanimacja, ładowanie akumulatora na stacji benzynowej... Walczyliśmy do 23 bez skutku ☹️ Dziś autko na lawecie ma jechać do mechanika. Jutro musimy zdać się na busy, bo motocyklem nie pojadę 😬. Dobrze, że wzięliśmy wolne w pracy, bo ta podróż zajmie nam pewnie cały dzień. Ahoj przygodo! 🤣

1 maja, 13:47

Jesteśmy po pierwszej wizycie w Angeliusie. Wrażenia pozytywne, doktor był rzeczowy i całkiem miły. Diagnoza w naszym wypadku to "względny czynnik męski". Wzgledny, ponieważ owszem, parametry nasienia są obniżone, ale nie na tyle, by stwierdzić, że to jest główny problem... U mnie natomiast doktor wykrył polipa 🤦🏻‍♀️ pół roku po laparohisteroskopii, okazało się, że dziad odrósł... Chociaż, nie zdziwilabym się, gdyby się okazało, że polip pozostał po zabiegu w poprzednim szpitalu. Dlaczego? Bo przed operacją, przy USG powiedziano mi że polipy są 2. Na wypisie zaś jest napisane "usunięcie polipa endometrialnego" czy możliwe, że jeden wycięli, a drugiego nie?? Nie wiem, ale po przygodzie z NFZ nie wykluczalabym tego. 🤷🏻‍♀️ W każdym razie, plan jest taki: dostałam skierowanie na histeroskopię, która zrobią mi na fundusz w Angeliusie. Termin najprawdopodobniej na lipiec. Doktor powiedział, że wtedy oceni, czy moje endometrium wymaga leczenia hormonalnego. Jeśli tak, to potrwa to parę miesięcy. Potem 2-3 inseminacje, a jeśli się nie uda to lecimy z in vitro. Dobrze jest mieć plan. 🙂 W tak zwanym międzyczasie muszę znaleźć nową pracę.

5 maja, 10:09

19 dc
Po czym najbardziej widać upływający czas? Kiedy kończysz edukację mając te dwadziescia-pare lat, lata mijają sobie niemal niezauważalnie. Doznajesz szoku, kiedy spotykasz dawno nie widziane dzieci. Kiedy one urosły?? Mamy za sobą rodzinny weekend w towarzystwie gromadki dzieci. Nie muszę pisać, że dla nas był to trudny czas. Wiadomo, cudze dzieci są głośne, irytujące i męczące. Mimo to bawimy się z nimi, śmiejemy, przytulamy je. Nawet gdy mamy już dość. Po takiej imprezie zastanawiam się: czy to jest to czego naprawdę chcę? I potem, w zaciszu naszego bezdzietnego domu dostajemy wiadomość, że siostra męża jest w ciąży. Boże, naprawdę trudno jest składać gratulacje że ściśniętym gardłem. I tak dobrze, że rozmawialiśmy przez telefon. Oczywiście, cieszę się, że im się udało. Nawet nie byłam specjalnie zaskoczona, bo przygotowywałam się psychicznie na to, że będą pierwsi. Ale poczułam to ukłucie zazdrości i nic na to nie poradzę.😣 Staram się myśleć o tym, że zaczynamy leczenie, że wkrótce my też będziemy się cieszyć. Ale z tyłu głowy mam lęk, że przecież może się nie udać. A dzieci dookoła będą się rodzić, dorastać... 😞
1 2 3 4
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego