Dodaj do ulubionych

Pamietniki / Tytuł: Starania mamy Aniołka urodzonego w 21 tc.

Autor: Karolajnaaa
Wstęp

O mnie: Lat 26, żona najfajniejszego faceta pod słońcem, córka cudownych rodziców, siostra, wnuczka i mama Zosi urodzonej w 21 tc. Fanka piłki nożnej, książkomaniaczka. Cała ja. Nieidealna, ale prawdziwa. Pełna sprzeczności, pełna naiwnej nadziei. Pełna miłości i pełna strachu.

Moja historia: 04.08.2016r. był najszczęśliwszym dniem mojego życia. Na teście ciążowym zobaczyłam dwie kreseczki i razem z mężem poczuliśmy, że w końcu jest tak jak być powinno. Ciąża przebiegała doskonale, wszystkie badania idealne, a moje samopoczucie świetne. Wszystkie kobiety dookoła mi zazdrościły, bo nie wiedziałam co to mdłości (kilka razy się pojawiły, delikatne), bliskie spotkania III stopnia z kibelkiem, zgagi i inne dolegliwości. Śmialiśmy się z mężem, że gdyby nie ciągłe sikanie, powiększenie piersi i w końcu brzucha, nie uwierzylibyśmy, że pod moim sercem mieszka nasza ukochana córeczka. Pokochaliśmy tą małą istotkę całym sercem kiedy była jeszcze słabiutką drugą kreską na teście, a każdemu kolejnemu usg towarzyszyły łzy szczęścia. Od początku wiedzieliśmy, że to będzie mała księżniczka. Cała nasza rodzina wiedziała, że to Zosia zamieszkała w moim brzuchu... No i nastał 17.11.2016r. od rana kiepsko się czułam, obudziłam się z bólem gardła, później doszła gorączka. Mój mąż czule się mną opiekował, parzył herbatki z cytryną i miodem, dbał o to, aby było mi ciepło. Na drugi dzień obudziłam się z lepszym samopoczuciem, wygrzałam się i było zupełnie dobrze. Koło południa poczułam delikatne bóle, takie jak na miesiączkę. Nie zaniepokoiło mnie to, przecież takie delikatne bóle się zdarzają, w końcu to był już 20 tydzień. Bóle ustawały kiedy się kładłam, ale pod wieczór zrobiły się mocniejsze, pojawiły się skurcze. Nadal nie przeczuwałam nic złego, do szpitala pojechaliśmy właściwie po to, aby się uspokoić i spokojnie zasnąć ze świadomością, że wszystko jest ok. No i wtedy zaczął się mój koszmar. Datę 18.11.2016r. zapamiętam do końca życia. Zapamiętam słowa lekarza, który bez ogródek powiedział, "nóżki pani córki są już w kanale rodnym. Pani to poroni". Szok, histeria, błaganie o to, aby "coś zrobił".... Położyli mnie na oddziale ginekologicznym, na patologii nie było miejsca. Teraz wiem, że według nich i tak rano miało już być po wszystkim, ta sala pooperacyjna na ginekologii miała być tylko na chwilę. Ale moja córeczka walczyła dzielnie, a ja razem z nią. Wiedziałam, że poza moim brzuchem nie ma szans na przeżycie. Dostawałam końskie dawki leków i skurcze zupełnie ustały. Byliśmy pełni nadziei, a lekarze łapali się za głowę i pytali "a pani jeszcze tutaj? To jeszcze trwa?". Byłam załamana i wściekła, że tak mnie traktują. Nikt ze mną nie rozmawiał, nikt nie wytłumaczył mi co się tak naprawdę dzieje. Kazali tylko leżeć i się modlić. Ale o co?! Pobyt w szpitalu wspominam jak najgorszy koszmar. Mogłam tylko leżeć, straszyli, że każdy ruch jest niewskazany ze względu na to, że "szyjki praktycznie nie ma, a rozwarcie jest duże". Ale co to znaczy? Jako, że potrzeby fizjologiczne musiałam załatwiać także na łóżku (w którym swoją drogą także jadłam, myłam się i spałam) pojawiła się blokada psychiczna i założyli mi cewnik. Wydawało nam się, że wszystko idzie w dobrą stronę, że może będę mogła leżeć w domu, jeden lekarz dał nam taką nadzieję... Ale w niedzielę 27.11. nagle poczułam jakby mały balonik między nogami. Na początku byłam przekonana, że to cewnik się wysunął, zawołałam położną, która stwierdziła, że z cewnikiem wszystko jest ok, że to pęcherz płodowy wychodzi na zewnątrz. Po kilku minutach "balonik" był co raz większy... Przewieźli mnie na salę zabiegową, zaczął się poród (według lekarzy poronienie, ale mi nikt tego nie wmówi). Nasza córeczka była bardzo silna. Pęcherz płodowy był tak mocny, że nie chciał pęknąć, musieli go nakłuwać igłą, dopiero wtedy odeszły mi wody... Bez ani jednego skurcza, urodziłam mojego Aniołka. Ważyła 295 g i była z nami tylko, albo aż 55 min... Była tak malutka, że nie była w stanie samodzielnie żyć :(( pogrzeb pamiętam jak przez mgłę... Rozpacz rozbiła moje serce na milion kawałków. W tym cierpieniu trwam do dziś, ale jednocześnie mam ogromną potrzebę, aby zostać matką. I nie poddamy się... Jeżeli nie będzie żadnych medycznych przeciwwskazań od razu chcemy starać się o rodzeństwo dla naszej Zosieńki.

Moje emocje: Ból, strach, NADZIEJA.

21 lutego 2016, 21:12

Cześć dziewczyny, na ovu zalogowana jestem od dawna, ale tak naprawdę jestem tu nowa.
Ponad 2 lata temu wydawało nam się, że bardzo pragniemy malucha. Rzeczywiście tak było, ale życie miało dla nas inny scenariusz i po kilku bezowocnych cyklach odpuściliśmy. Dzisiaj jesteśmy już po ślubie i najbardziej na świecie marzymy o fasolce, która będzie dopełnieniem naszej wielkiej miłości.

Od dawna podejrzewałam, że mam PCOS, ale rok temu ostatecznie usłyszałam diagnozę. Oprócz tego insulinoodporność i hiperinsulinemia, no świetnie. Od tego czasu pozostaję pod stałą opieką lekarza. Na pierwszy rzut poszła metformina. Zjechało trochę z wagi, ale okresy nadal były mocno nieregularne. W grudniu 2015 doszła hiperprolaktynemia czynnościowa. Doszedł dostinex i wtedy właśnie wspólnie z lekarzem podjęliśmy decyzję, że zaczynamy działać. Na początku bez spinania się, na spokojnie obserwować siebie i swoje ciało. W tym cyklu w 9dc byłam na USG i okazało się, że jest dużo pęcherzyków, ale żaden nie jest dominujący. Ginka spisała ten cykl na straty, stwierdziła, że na owulację nie ma szansy, wpisała receptę na clo na następny cykl. Tym czasem od wczoraj testy owulacyjne wychodzą pozytywne (wiem, że to wcale nie świadczy o tym, że owulka będzie), a jajniki mocno dokuczają (szczególnie lewy). Tempka na wykresie nie chce rosnąć, ale może jednak jest jeszcze jakaś szansa?? Może ktoś bardziej doświadczony mógłby się wypowiedzieć?


Wiadomość wyedytowana przez autora 21 lutego 2016, 21:11

1 komentarz (pokaż)
22 lutego 2016, 19:48

No to raczej z owulki w tym cyklu nici. Testy dzisiaj negatywne, temperatura za nic w świecie nie chce rosnąć, lewy jajnik nadal lekko ćmi, ale dzisiaj to nic w porównaniu ze wczorajszym dniem. Szkoda, jednak miałam nadzieję :(

Tak sobie czytam różne pamiętniki i wiecie co? Mimo, że wyobrażam sobie jak wiele w nich rozczarowań i cierpienia, to zazdroszczę Wam drogie kobietki, że w ogóle macie szansę testować, że w ogóle macie nadzieję... Bo macie owulację i ona daje Wam podstawy, by wierzyć. Moim celem w tej chwili jest w ogóle tą przeklętą owulkę mieć, móc zacząć wierzyć, że mamy szansę... Wiem, że to dopiero nasz początek, ale z natury jestem strasznie niecierpliwa, a i dzień, mimo że udany to jakoś refleksyjny, chwilami depresyjny...

Wiem, że każda z nas zastanawia się "dlaczego właśnie ja? Dlaczego my?". Mamy w sobie przecież tyle miłości, więc dlaczego los kpi sobie z nas?

W moim przypadku najgorsze jest to, że oprócz wspaniałego męża i kompana, z którym mogę porozmawiać na każdy temat, nie mam nikogo, komu mogłabym wypłakać się w rękacw w takim właśnie dniu jak ten dzisiejszy.

1 komentarz (pokaż)
24 lutego 2016, 09:38

Dzisiaj ovu wyznaczyła na moim wykresie owulację!! Jestem ogromnie zaskoczona, ale i szczęśliwa, bo okazuje się, że trafiliśmy z serduszkowaniem <3 wielkich nadziei nie mam, ale czuję... Ulgę? To chyba najodpowiedniejsze słowo.

Miłego dnia!!

4 komentarze (pokaż)
25 lutego 2016, 10:24

Dzisiaj rano miałam robione badania kontrolne, jak zawsze przed wizytą u endo :)
Tym razem tylko glukoza i prolaktyna, ale oczywiście nie byłabym sobą i nie wytrzymałam, dorzucając do badań jeszcze progesteron żeby potwierdzić owu :) Wyniki powinny być jutro, może jeszcze dzisiaj po południu pojawią się na moim koncie online. Nie mogę się doczekać :)

Z innych informacji, kolejny dzień z rzędu dokuczają mi jajcory,do ewentualnej @ jeszcze trochę czasu, a ja czuję się jakbym miała ją dostać już za moment...

Miłego dnia kochane :*

Aktualizacja: progesteron 4dpo - 12,9 ng/ml. Czy ten wynik świadczy o przebytej owulacji?


Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lutego 2016, 20:00

0 komentarzy (pokaż)
29 lutego 2016, 18:05

Dzisiaj kolejny dzień z duuuużą ilością kremowego śluzu i temperaturka idzie w górę. Czuję się jak chwilę przed @ i powinna ona przyjść akurat w weekend, kiedy razem z moim M. będziemy świętować 11 rocznicę naszego związku na wspólnym weekendzie za miastem. Pewnie, że byłoby pięknie gdyby okazało się, że jednak zaciążyłam, byłby to najpiękniejszy prezent i ukoronowanie tych wspólnych, wspaniałych lat, ale nie nastawiam się absolutnie na nic, bo takie rozczarowania wiele mnie potem kosztują...


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 lutego 2016, 18:02

2 komentarze (pokaż)
1 marca 2016, 17:39

Dziwnie się dzisiaj czuję. Od rana czuję rwący ból w podbrzuszu, mdli mnie i najchętniej przespałabym cały dzień. Poza tym czuję jakbym miała stan podgorączkowy, więc najwidoczniej łapie mnie jakieś choróbsko :(

0 komentarzy (pokaż)
2 marca 2016, 16:31

Niech ten dzień się już kończy!! Od rana chodzę naładowana jakimś fochem do całego świata, z nadmiaru dziwnych emocji wysprzątałam pół mieszkania po pracy, mimo, że oczy same mi się zamykają. Oczywiście zdążyłam już nakrzyczeć na Małża,zrobić mu odprawę bojową i na koniec rozryczeć się, że ja sprzątam, a on brudzi. Na dodatek brzuch boli jak na wredną i jestem przekonana, że za moment się pojawi nieproszona.

Cholerny dniu, kończ się już, bo powierzchni do sprzątania co raz mniej!!

2 komentarze (pokaż)
6 marca 2016, 15:08

Ahh,jak ciężko wrócić do rzeczywistości. Spędziliśmy z moim M. i naszymi przyjaciółmi cudowny weekend na Kaszubach w hotelu ze Spa. Odpoczęłam, zrelaksowałam się i nie myślałam o owulacjach, wykresach i o tym czy się udało. W sobotę rano przyszła wredna, ale szczerze mówiąc wcale się tym nie przejęłam.
Generalnie miniony cykl uważam za udany. W końcu @ przyszła o czasie, miałam owulację i to daje mi nadzieję na kolejne starania.

Z innej beczki, jutro mija 11 lat z miłością mojego życia. Tak nam się fajnie ułożyło, że związaliśmy się jako dzieciaki, trwa do dziś, miłość z każdym rokiem jest co raz silniejsza (zawsze wydaje mi się, że bardziej się już nie da:)). W czerwcu mamy pierwszą rocznicę ślubu i czekamy tylko na nasz mały cud...

Miłego dnia kochane, dziękuję za każde dobre słowo i Wasze wsparcie <3

0 komentarzy (pokaż)
8 marca 2016, 10:43

Kochane kobietki, życzę Wam wszystkim oraz sobie samej również, abyśmy oprócz imienia KOCHANIE miały też drugie- MAMO.

Miłego dnia <3

0 komentarzy (pokaż)
11 marca 2016, 15:11

Piątek, piąteczek, piątunio!! Myślałam, że nie doczekam weekendu. Cały tydzień miałam ciężki, w pracy jak zwykle mnóstwo się działo, zresztą zawód pracownika socjalnego do łatwych nie należy :) marzę tylko o tym by przytulić się do mojego męża, centrum mojego wszechświata i tak spędzić popołudnie :)

Z spraw "cyklowych" dzisiaj ostatni dzień z clo, w środę idę na monitoring i będziemy sprawdzać te moje pęcherzyki :)

Miłego weekendu <3

2 komentarze (pokaż)
13 marca 2016, 17:51

Jak ja uwielbiam takie dni jak dzisiaj :)
Piękna pogoda natchnęła mnie i męża na spacer po plaży. Wiecie jaki jest największy paradoks? Mieszkam nad morzem od urodzenia i NIE ZNOSZĘ plaży latem. Mnóstwo turystów, brudne, zaśmiecone, przeludnione. Uwielbiam za to morze w inne pory roku, kiedy można spokojnie pospacerować, posłuchać śpiewu ptaków i szumu fal. Morze mnie uspokaja, daje ukojenie w trudnych chwilach. Cieszę się, że wystarczy chwila i mogę być już na plaży :) Na plaży dzisiaj sporo ludzi, dużo maluchów dokazywało i przez chwilę pojawiło się we mnie to uczucie, że mimo, że cudownie nam z mężem tylko we dwoje, to brakuje z nami tej małej istotki...

Miły spacer skończył się kawką i szarlotką w małej knajpce nad morzem. To nasz taki rytuał :) A że dzisiaj pogoda dopisała, to kawkę piliśmy na tarasie, z twarzami wystawionymi do słońca :) niestety po 30 minutach musieliśmy uciekać bo pomimo słońca zrobiło się chłodno.

Mam nadzieję, że Wasza niedziela mija równie dobrze <3

5 komentarzy (pokaż)
15 marca 2016, 16:32

Co za podły dzień!! Myślałam, że w mojej pracy niewiele może mnie już zaskoczyć, ale dzisiaj okazało się, jak bardzo się myliłam. Codzienne obcowanie z różnymi urzędami doprowadzi mnie kiedyś do szału :< Na dodatek kiedy napisałam mojej bratowej, że miałam kiepski dzień i czasami w pracy brakuje mi cierpliwości, dostałam wiadomość zwrotną "to co ty zrobisz jak będziesz miała dzieci?". Poczułam się jakbym dostała w twarz... Nie mam 3 dzieci, w przeciwieństwie do niej, ale mam w pracy blisko 100 podopiecznych, którzy mają tak wiele problemów w życiu, że myślę, że czasami, jeżeli chodzi o cierpliwość, mogłabym z nią konkurować. Umniejszanie mi,tylko dlatego, że nie mam dzieci w moim odczuciu jest bardzo nie fair...

A może jestem tylko przewrażliwiona? Ehhh...

3 komentarze (pokaż)
17 marca 2016, 16:16

13 dc

Dzisiaj kolejny dzień z negatywnym testem ovu (słaba kreska testowa). Poza tym mam problem z określeniem śluzu - cały czas wydaje mi się wodnisty. Od następnego cs zacznę brać wiesiołka, może sluz trochę się poprawi...

Mam dziwne wrażenie, że pomimo cyklu z clo, będzie on bezowulacyjny. Wczoraj powinnam być na monitoringu cyklu, wtedy wiedziałabym więcej, ale rano zadzwonili z kliniki, że Pani doktor się pochorowała i jej nie będzie. Chyba nie muszę pisać jak bardzo jestem rozczarowana? :( tym bardziej, że przyjmuje tylko w środy w klinice, w której opłacam abonament. Pewnie mogłabym iść do niej prywatnie, ale wizyta u niej sporo kosztuje... Mam mętlik w głowie i nie wiem, co powinnam zrobić - poczekać i zobaczyć co powie mi mój organizm, pójść do mojej doktor prywatnie i zapłacić kupę kasy, czy może pójść do innego lekarza na monitoring, który w ogóle nie zna historii mojej choroby? Hmmm...

3 komentarze (pokaż)
18 marca 2016, 22:52

14 dc.

Testy ovu nadal negatywne, ale kreski testowe chociaż blade, to widoczne. Dzisiaj z <3 nici, chociaż ochotę mam od kilku dni niesamowitą, ale wyjątkowo nockę spędzam w pracy. Co prawda razem z Małżem, ale same wiecie...:)

Z innych spraw, dzisiaj po wizycie u Endo (swoją drogą uwielbiam tą kobietę - zawsze daje mi pozytywnego kopa) byliśmy z M. u mojej ciotki, która poprosiła nas, abyśmy odebrali z przedszkola moją kuzynkę, moje oczko w głowie i emocje, które towarzyszyły mi będąc tam były nie do opisania. Ja chcę już własną pszczółkę i koniec!! :)

Owulacjo przybywaj!!


Wiadomość wyedytowana przez autora 20 marca 2016, 12:57

0 komentarzy (pokaż)
21 marca 2016, 16:02

17 dc

No to mój organizm sprawia, że w głowie robi mi się mętlik. Teoretycznie wszystko wydawało się świetnie układać, w 15 dc duży spadek temperatury, dzień później duży skok (o ponad 1 stopień!!) - no owulacja jak nic. Wczoraj wieczorem jeszcze z ciekawości zmierzyłam temperaturę i 36,71, więc byłam właściwie pewna, że zaczyna się faza wysokich temperatur, a tu zonk. Dzisiaj duży spadek, test ovu mocno pozytywny (kreska testowa ciemniejsza od kontrolnej), śluz nadal płodny i mam zagwozdkę :)
No nic, w myśl zasady, której staram się przestrzegać w tym cyklu, nie przejmuję się i wsłuchuję we własne ciało :D

Kochane dziewczyny, dziękuję Wam za dobre słowa i życzę miłego dnia <3 w końcu dzisiaj mamy 1 dzień wiosny, więc zaczyna się robić zielono :)

0 komentarzy (pokaż)
23 marca 2016, 16:49

Od kilku dni, codziennie zasypiam z myślą, że to już jutro, że jutro na pewno temperatura poszybuje do góry i w końcu na wykresie zobaczę owulację. A tu zonk, nie ma. Temperatura spada. Staram się być dobrej myśli, przecież w ostatnim cs owu była w 21 dc, dzisiaj dopiero 19. Dopiero albo aż... Jestem niecierpliwa, chcę już wiedzieć, a mój organizm ze mną pogrywa...

0 komentarzy (pokaż)
26 marca 2016, 09:50

No to OF w końcu wyznaczyło u mnie owulację. Akurat wtedy nie było <3, tylko 2 dni przed, więc raczej nie mamy zbyt dużych szans w tym cs, ale to dla nas kolejna nauka na przyszłość - owu występuje około 20 dc, więc wiemy już jak starać się w następnym cs:)

Życzę Wam wesołych i spokojnych świąt kochane i wysypu Wielkanocnych zajączków:*


Wiadomość wyedytowana przez autora 26 marca 2016, 15:17

1 komentarz (pokaż)
27 marca 2016, 18:42

4do

Święta mijają nam bardzo spokojnie i rodzinnie. Jesteśmy u moich teściów, jest też brat mojego M. z rodzinką tj. Bandą 3 urwisów :) mimo, że robią mnóstwo hałasu i zamieszania kocham ich bardzo mocno i doceniam, że mogę spędzać z nimi te dni :) dzięki nim nie mam czasu rozmyślać o ewentualnej ciąży, objawach i temperaturach. Co prawda dopadło mnie przeziębienie, ale mimo to jestem jakąś taka spokojna i odprężona. Dokucza mi zmienność nastrojów, raz jestem przekonana, że nic z tego nie będzie w tym cs, a zaraz z kolei przepełnia mnie nadzieja :) w środę idę na progesteron, akurat będę 7 dpo, zobaczymy co tam wyjdzie :)

0 komentarzy (pokaż)
28 marca 2016, 16:24

Pieprzyć gadanie o tym, że co ma być to będzie...

Cholernie chcę być już w ciąży!!!

1 komentarz (pokaż)
29 marca 2016, 14:05

Święta, święta i po świętach. Wracamy właśnie od teściów do domku i zaczyna się szara rzeczywistość. Ja co prawda mam urlop do końca tygodnia, więc będę miała trochę czasu dla siebie, ale tak szczerze to nie za bardzo lubię spędzać czas bez M.

Przeziębienie mija, katar dokucza co raz mniej i czuję się całkiem nieźle. Na szczęście przeziębienie minęło bez gorączki, więc wydaje mi się, że temperatury nie są niczym zaburzone.

Jutro miałam iść na progesteron, ale okazuje się, że pojadę dopiero w czwartek, a ciekawość mnie zżera :)

A dzisiaj w końcu będzie <3 i już nie mogę się doczekać :) <3 są najlepsze ;)


Wiadomość wyedytowana przez autora 29 marca 2016, 14:37

0 komentarzy (pokaż)
UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)