Pamiętniki Starania o pierwsze dziecko po wycięciu tarczycy 23.08.2017r
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4 5 ››

27 listopada 2017, 06:03

37,12!!!

27 listopada 2017, 17:05

No i dupa, plamie jasno-różowo-brązowym śluzem. Wczoraj było go tylko odrobinę, później czyściutko, aż do dzisiaj do 16.45. 0 objawów ciążowych, 0 starań, uważaliśmy żeby nie upolować owulki, a ja myślałam, że może to implantacja... O ja naiwna... Jutro zamiast po test będę leciała do sklepu po tonę podpasek i tamponów hehe Dobrze, że Ł nawet słóweczka nie pisnęłam, wystarczy, że ja odleciałam. Ktoś w tym związku musi być tym normalnym hehe Porażkę przyjęłam z godnością, a co!;)

Ps. Byłam u logopedy, 0 poprawy... Zastrzyki, jonoforeza, leki łykane garściami, ciągle ćwiczenia itp. nie przynoszą efektów. Jestem sfrustrowana i zła. Do tego jutro @ więc chyba kogoś pogryzę:/

28 listopada 2017, 21:25

Koniec urojonej ciąży - @ zjawiła się dzisiaj o 20.00. Co prawda początki początków, ale jednak. Już wiem, dlaczego zeżarłam całą czekoladę gorzką (szczęście w nieszczęściu 70%, a nie jakaś tam mleczna czy biała) w 6 dni :/

Jutro Ł ma zabieg... Boję się, on się boi, a udajemy chojraków...

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 listopada 2017, 21:52

1 grudnia 2017, 11:44

Ł już po zabiegu, od wczoraj w domu... ciężko to wszystko było zorganizować logistycznie (opieka nad psem, dieta, jedzenie o określonej godzinie, zastrzyki, rehabilitacja i jeszcze dojazdy do szpitala), ale jakoś poszło... wielkie ufffffff Z palca wystają mu dwa druty, ręka w szynie, ale wierzę, że teraz będzie już tylko dobrze :)

W międzyczasie zepsuły nam się dwa auta... Nie żeby jedno, potem za jakiś czas drugie, jak trachły to oba na raz :/ Koszt naprawy jednego powyżej 2 koła, drugie powyżej 500 zł :/

Wczoraj byłam u foniatry (150 zł wizyta, 300 zł leki na 20 dni haha). Babka twierdzi, że mam już prawie pełne zwarcie fonacyjne, lewa struna całkiem nieźle już drga, ale... bo zawsze musi być jakieś ALE!!! :/ a więc ale mam zajebisty refluks i mam całą krtań spaloną (dlatego tak beznadziejnie nadal mówię) i to najprawdopodobniej ze stresu :/ Spojrzała mi głęboko w oczy i powiedziała, że jej to wygląda na chroniczne zmęczenie, jak nie odpocznę to za miesiąc wyląduje u psychiatry z przepisanymi antydepresantami i lekami na nerwice... Jak to usłyszałam i pomyślałam sobie o tym co przeszliśmy przez ostatnie 3-4 m-ce to w duchu przyznałam jej racje :/

Plan na ten miesiąc:
1. Odpocząć i przyjąć postawę - jak to mówi mój najlepszy przyjaciel "miej wyjebane, a będzie Ci dane" hehe (sorry za słownictwo, ale jak cytat to cytat;).
2. Zapisać się do gastrologa i gastroskopie.
3. Odpuścić wszystkie badania hormonów (oprócz tsh), robienie testów owulacyjnych (i tak mi nie wychodzą) itp. W tym cyklu mierzę tylko temp. I tak ten cykl mam stracany - ja jak i Ł od chemicznego syfu świecimy w ciemności ;)
4. Schudnąć kolejne 2 kg. Aktualnie -7.25 kg (hihi o matko! jak to cieszy).
5. Zacząć wychodzić na randki z mężem, spotykać się ze znajomymi, znaleźć w końcu czas dla siebie (wszystko to ostatnio strasznie zaniedbałam...).

I to chyba tyle...



Wiadomość wyedytowana przez autora 1 grudnia 2017, 11:46

9 grudnia 2017, 10:50

Coś za szybko mi waga spada... nie żebym się nie cieszyła, ale chyba weszłam w nadczynność :/ W poniedziałek muszę zrobić badania krwi...

Nie mam czasu ostatnio pisać, bo ogarniam jednocześnie parę spraw rodzinnych, które mnie przytłaczały i wykańczały psychicznie (jestem już na finiszu), spotykam się ze znajomymi, których bardzo zaniedbałam ostatnio... Chodzę na randki z mężem, wpadłam w przedświąteczny szał zakupowo-prezentowy (choć muszę uważać na nasz nadszarpnięty budżet), mam czas na długie kąpiele z pianą, czytanie książek... Powoli czuje jak się uspokajam, puszcza mi to potworne napięcie...

Ł ogarnął jakoś te nasze dwa samochody i nie wyszło tak drogo jak się spodziewaliśmy. Z palcem w miarę ok. Do tego sam zapisał się na czwartek na wyrwanie ósemki, tej która mu się ukruszyła jak prał te nieszczęsne buty robocze... A stomatologa się boi jak przystało na prawdziwego faceta ;)Stwierdził, że w tym miesiącu i tak się nie staramy, to może antybiotyk łyknąć po wyrwaniu - no normalnie szok... ON i taki tekst wypowiedziany na głos!!! Nie wierzę do teraz hehe Niby zmienił dietę, zaczął łykać jakieś tam suplementy na poprawę jakości spermy, odstawił alko, fast-foody, słodycze, bez przymuszania je orzechy brazylijskie, pestki dyni, pije sok z granatu itp. No ale ON nigdy tak nie mówił, takie teksty to moja domena... Najchętniej pogrzebałabym mu teraz w mózgu, zajrzała co tam się dzieje... może go jednak coś opętało ;)

Wiadomość wyedytowana przez autora 9 grudnia 2017, 10:52

10 grudnia 2017, 17:52

Dzisiaj byliśmy u moich rodziców na obiedzie... był tam mój brat z ciężarną żoną (której delikatnie mówiąc nie jestem fanką) i 1,5 roczną córeczką. Zawsze po takim spotkaniu mam psychicznego doła i ciągnie mnie do jedzenia, którego nie powinnam jeść :/ zrekompensowalam sobie brak dziecka kawałkiem pizzy (gluten, mleko krowie, jajka)... czuję się jakby mnie czołg przejechał...; (

Wiadomość wyedytowana przez autora 10 grudnia 2017, 17:53

11 grudnia 2017, 15:38

Tsh 9 z haczykiem, glukoza 93 więc u mnie luz :) tylko Ł glukoza 107 przy normie do 99 :/

Byłam dzisiaj u fizjoterapeuty na masażu, to już druga sesja w tym tyg. Okazało się, że robi mi się w bliźnie bliznowiec... i do kompletu mam przykurcze... normalnie nie wytrzymam :/ kiedy to się skończy???!

Wiadomość wyedytowana przez autora 11 grudnia 2017, 15:40

13 grudnia 2017, 14:08

Czyżby cykl bezowulacyjny??? Ten akurat mi wisi, tylko żeby to nie była u mnie norma...

14 grudnia 2017, 08:41

Dzisiaj mamy lekki armagedon. Ł - wizyta u ortopedy czyli ściągnięcie szyny ( strasznie mu palce puchną, bo się w nich limfa zatrzymuje) i kontrolne usg (żeby było dobrze). Do tego po południu wyrwanie ósemki... Ja - komisja dot. grupy, rehabilitacja, zastrzyk.

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 grudnia 2017, 08:42

17 grudnia 2017, 08:36

Dokonałam w moim mniemaniu niemożliwego!!!:) W 11 tygodni schudłam 8,65 kg i to przy tak rozchwianych wynikach tarczycowych (zaczynałam odchudzanie od tsh 81, obecnie coś koło 9,5), ogromie komplikacji i zawirowań rodzinnych, mnóstwie problemów w tym zdrowotnych... Powyższy fakt tym bardziej cieszy, że wprowadzając nową dietę założyłam sobie, że schudnę 8,5 kg do końca roku (ale to był taki cel z sufitu, szczerze mówiąc to w niego nie bardzo wierzyłam), a dzisiaj mamy 17.12.2017... Podsumowując w dniu dzisiejszym zobaczyłam pierwszy raz od 2,5 roku wagę poniżej 70, a dokładnie 69,8 kg!!! przy wzroście 178 cm to chyba całkiem nieźle :D Normalnie bym to opiła z Ł jakimś dobrym winkiem, ale tak mnie rozłożyło jakieś choróbsko, że szczerze mówiąc nie mam siły ani ochoty:(

Cel na nowy rok: do końca marca 2018r. - 5 kg w dół, do końca maja 2018r. - 3,5 kg w dół. Wprowadzenie w końcu ćwiczeń, stopniowo, powoli, ale konsekwentnie.

TSH spada, inne wyniki w normie, ginekologicznie wszystko ok, stomatologicznie też. Gdzieś w czeluściach serducha tli się nadzieja, że może od lutego zaczniemy starania... Za marzenia nie karają...

Wiadomość wyedytowana przez autora 17 grudnia 2017, 08:44

19 grudnia 2017, 15:57

Osiągnęłam cel na ten rok i odpuściłam sobie dietę :/ na wadze jeszcze tego nie widać, ale przedwczoraj zeżarłam czekoladę mleczną z orzechami, wczoraj popcorn, a dzisiaj czekoladę i chipsy :/ I to jeszcze żeby okres mi się zbliżał, to można byłoby to zrozumieć, ale gdzie tam :/ Od jutra biorę się znowu za siebie. Wstyd mi za siebie i przed sobą jak cholera... Trzy miesiące starań, konsekwencja w działaniu i co już mi się odechciało??! a starania może już niedługo... trzeba wziąć się w garść i kontynuować przygotowania, bo idziemy na wojnę;)

Choróbsko nie odpuszcza... dobija mnie to jak cholera :/

20 grudnia 2017, 13:33

TSH 6,380, dawkę euthyroxu utrzymuje, kolejne badanie na początku nowego roku. Styczeń i tak musimy odpuścić, więc luzzzzzzzzzzz;)

27 grudnia 2017, 17:25

I po świętach. Spędziliśmy dużo czasu z naszą rodziną, pojedliśmy pysznych potraw i ciast, odpoczęliśmy. Oczywiście były życzenia dot. dzidziusia/ów w przyszłym roku (wszyscy wiedzą, że chcielibyśmy już się starać, ale na razie czekamy). Uważam, że były to w większości szczere życzenia, parę osób się nawet za nas modli... Na szczęście nie było żadnych głupich tekstów itp.
W najbliższym otoczeniu mam obecnie dwie ciężarne... i wiem, że przyszłe święta nie będą już takie jak te... Boję się, że my się w tym roku nadal nie zaczniemy starać, albo, że się nie uda... I będą to dla mnie wtedy strasznie samotne i smutne święta nawet mimo tego, że będzie Ł, rodzina i dzieciaki... Siedzę i płaczę, dzięki Bogu, że jestem sama w domu... Mam nadzieję, że to mi hormony szaleją na okres, a nie właśnie mi się odkleja ostatnia sprawna klepka w mózgu ;) ehhhhh

Kończy się 2017r., który był dla nas czasem delikatnie mówiąc trudnym z wielu przyczyn. Kolejny mnie przeraża i to straszne, choć nie do końca potrafię powiedzieć dlaczego... Mam na niego tyle planów, ale boje się, że nic z nich nie wyjdzie.

W związku z tym, że jutro wyjeżdżamy na spontaniczny 5-dniowy wyjazd w góry (w miejsce gdzie się zaręczyliśmy i pobraliśmy:) to już dzisiaj napiszę tutaj plany na przyszły rok. Zawsze tak robię, a za rok czytam i sprawdzam co się udało a co nie.
Nie przedłużając:
1. Uda nam się rozpocząć starania od lutego i minimum w grudniu będę już w ciąży (hahaha).
2. Schudnę cały nadbagaż, który mi został - waga docelowa 61kg. utrzymam zdrową dietę.
3. Wrócę do biegania, fitnesu, krav magi lub zacznę coś innego zupełnie innego - najchętniej taniec. Ewentualnie joga lub basen jeśli byłabym w ciąży i nie byłaby ona zagrożona.
4. Wrócę na studia, rozejrzę się za zmianą pracy, zmienimy miejsce zamieszkania jeśli oczywiście nie będę w ciąży.
5. Skocze ze spadochronem, przelecę się paralotnią itp. (Ł. odpada, bo się boi).
6. Będziemy podróżowali, ile nam sił, kasy i czasu starczy (w tym roku najchętniej Chorwacja i Szwajcaria).
7. Zmienimy mieszkanie na większe, albo zaczniemy budowę domu (teraz jesteśmy w zawieszeniu, nie wiemy czy chcemy mieszkać w mieście, w którym mieszkamy oraz czy będziemy mieli dziecko/dzieci).
8. Ł zmieni pracę lub otworzy działalność, może pójdzie na studia.
9. Będę miała czas dla siebie, rodziny i znajomych.
10. Zrobię sobie tatuaż.
11. Może poukładam swoje sprawy z Bogiem... Ostatnio nie mamy najlepszego czasu i nasza "relacja" nie jest "najzdrowsza". Ale to długa historia.
To byłoby chyba na tyle... Zobaczymy z czego będę się śmiała w przyszłym roku;)
Wszystko generalnie uzależniam od ciąży lub jej braku, co niestety jest dość chore. Daje nam ten rok na starania, później luzujemy.

Ps. W czasie tego naszego wyjazdu odwiedzę sanktuarium, co to tam się ponoć odbywają uzdrowienia (z tego co słyszałam to udokumentowane przez Kościół), a jego patronka działa efektywnie w dziedzinie niepłodności, więc ten teges jakby któraś chciała to mogę się pomodlić i za Was personalnie (bo niepersonalnie na pewno będę) - jak coś to piszcie...

7 stycznia 2018, 12:50

Wyjazd nam się naprawdę udał: dużo połaziliśmy po górach, poszwendaliśmy się po okolicznych miejscowościach, odwiedziliśmy miejscowe atrakcje, zorganizowaliśmy sobie świetnego sylwestra itp. Dietę odpuściłam, piłam alko i uwaga: wrócił mi w 95% głos!!! Wszyscy się teraz śmieją, że zamiast wydawać kasę na leki, zastrzyki, foniatrów, logopedów, masaże, rehabilitacje powinnam po prostu porządnie gardło przepalić i byłoby już dawno ok:) Myślę, że odpuściłam totalnie (robiłam wszystko co mi zakazano: oddychałam ustami na dużym mrozie i mega zimnym wietrze, przemęczałam się na maxa, piłam duuużo różnego alkoholu, głośno śpiewałam, śmiałam się i krzyczałam, nie wysypiałam się totalnie, olałam ćwiczenia zadane przez logopedę i rehabilitantkę itp.) i na dobre mi wyszło;) Oprócz głosu wchłonął mi się także bliznowiec i taka gulka koło blizny;) Jak mnie logopedka usłyszała w czwartek to mówi: "O widzi Pani jak pięknie ćwiczenia pomagają. Mówiłam, że w końcu coś się ruszy". Hehe gdyby wiedziała i znała prawdę;) Oczywiście nie wyprowadziłam jej z błędu - co jej satysfakcje z pracy będę zabierała hehe
Odnosząc się do ostatniego wpisu i wizyty w cudownym sanktuarium... Pocałowaliśmy klamkę więc no cóż chyba wszechświat daje nam znać żebyśmy się jakoś bardzo nie łudzili. Jak to mówią - jak chcesz rozśmieszyć Pana Boga to powiedz Mu o swoich planach... ja nawet okazji nie miałam :/ Generalnie przyjęłam na klatę i jakoś bardzo się tym nie zadręczam.

Dieta/aktualna waga szału nie ma, dupy nie rozrywa - 8kg na minusie, a w wigilię było 9,5 kg. No cóż nie można mieć wszystkiego;) Od wtorku włączam znowu dietę, i to z przytupem, bo mi się tsh przez to moje "leczenie głosu i psychiki" trochę rozjechało (20.12 - 6,380; 05.01 - 6,620).

Ł już po wyciągnięciu druta z palca (04.01) - dał go sobie wyrwać bez znieczulenia, bo myślał, że moje tsh będzie już w normie i chciał się starać o dziecko niezachemiowany znieczuleniem. Bohater:) Teraz w poniedziałek miał się nawet wybrać na badanie jakości spermy, no ale moje tsh pokrzyżowało te plany.

Wczoraj byłam u brata, bratowej (to ta, za którą nie przepadam) i małej Zuzi. Maleństwo kleiło się do nas, a zwłaszcza mnie. Nie schodziła mi z kolan i przynosiła wszystkie możliwe zabawki. Szczerzyła się, przytulała i była najsłodszym słodziakiem. Normalnie po takiej wizycie miałabym depresje i Ł musiałby zdrapywać moją nieszczęśliwą duszę z asfaltu przed ich blokiem, ale wczoraj naprawdę świetnie się bawiłam. Nie wiem czy moje samopoczucie po kontaktach z małymi dziećmi zależy od dnia cyklu, hormonów, czy naprawdę w głowie sobie coś poukładałam (zdecydowałam w sylwestra nie zadręczać siebie i mojego serducha rzeczami, na które do końca nie mam wpływu). No nic, zobaczymy.

Podsumowując: odzyskany głos, brak bliznowca, super waga i dobre wyniki - za dobrze bym miała nie??? hehe spinamy pośladki i walczymy o starania w lutym;)


10 stycznia 2018, 11:01

Kardiolog zaliczony, wszystko jest ok - mogę zachodzić w ciąże, a nawet rodzić naturalnie (jako dziecko przeszłam operacje na otwartym sercu i dlatego muszę mieć ten temat pod kontrolą). U foniatry też spoko, został tylko maleńki niedowład lewej struny głosowej, ale z czasem powinien zniknąć. Po wizycie martwi mnie tylko jedno - mam przez 3 m-ce brać leki na ten mój nieszczęsny refluks gardłowo-przełykowy i teraz nie wiem czy biorąc je mogę starać się o dziecko/być w ciąży... oczywiście nie zapytałam na wizycie u Pani profesor, bo mi mózg przyćmiło :/ muszę doczytać na ulotce, albo do niej zadzwonię... nie widzi mi się przekładać staraniń o kolejne 3 m-ce:( Oszaleje!!!

Na wadze 8,5 kg na minusie, od 5 dni 30 min. na rowerku stacjonarnym więc wracam do gry:)

Wiadomość wyedytowana przez autora 10 stycznia 2018, 11:02

11 stycznia 2018, 12:21

16 dzień cyklu. a wykres płaski prawie jak stół - wtf? :/

12 stycznia 2018, 12:08

Po trzydniowym detoksie białkowo-tłuszczowo-warzywnym (na ten czas odstawiłam ryż, kasze, makaron, owoce, chleb) waga pokazała 10 kg na minusie!!!:) Strasznie się cieszę, pozostało do zrzucenia jeszcze 7. Brzuch płaski, mniej o 2-3 rozmiary (obecnie wchodzę już w s/M!), samopoczucie i pewność siebie zajebista;)

Byłam dzisiaj na badaniu krwi (tsh, ft3, ft4, anty TPO, anty TG) i do tego zrobiliśmy sobie z Ł posiew moczu. Czekam na wynik i aż się boję co będzie nie tak tym razem... :/

I jeszcze jedno... 19.01 wracam do pracy. Jak szłam na operacje to myślałam, że po niej od razu wskoczę na ciążowe L4. A tu proszę starania jak na razie zawieszone, nie wiadomo na jak długo... :/

Edit:
FT3 - 3,69 pmol/l; norma:3,10 — 6,80; FT3 87.02%
FT4)- ↑ 23,86 pmol/l; norma: 12,00 — 22,00; FT4 - 118.60%
TSH - 4,170 mIU/L; norma: 0,27 — 4,20

Nie wiem co napisać... W szoku chyba jestem, bo nie jest źle. Nie spodziewałam się. Dieta działa!!!
CDN w poniedziałek.


Czyżby luty??!

Wiadomość wyedytowana przez autora 12 stycznia 2018, 14:18

13 stycznia 2018, 10:13

Ovu zablokowała możliwość edycji wykresu bez wykupienia abonamentu, lipa:/ Jak się teraz nie staramy to mam płacić 3 dychy za możliwość wykropkowania wykresu, bo tylko z tego tu aktualnie korzystam, słabo troche:/ Z wykresem przenoszę się gdzie indziej, z pamiętnikiem jeszcze tu zostaje.

Patrząc na temperature wychodzi, że obecny cykl jest bezowulacyjny. Oby nie było to normą:/

Wiadomość wyedytowana przez autora 13 stycznia 2018, 10:18

14 stycznia 2018, 10:44

I tu już tak pięknie nie jest:
P/c antytyreoglobulinowe (ATG) (O18) -­ 132 IU/ml; norma: < 115
P/c przeciw peroksydazie tarczycowej (ATPO) -­ 282 IU/ml; norma: < 34.

W moczu bakterii nam nie znaleziono więc luz przynajmniej z tym. Jutro jadę do ginekologa-endokrynologa prywatnie, zobaczę co mi powie na te wyniki.

16 stycznia 2018, 10:29

Wczoraj byliśmy u tego mojego nowego, prywatnego ginekologa-endokrynologa. Wrażenie po wyjściu całkiem spoko. Mamy już plan działania!!!:) Po pierwsze musimy zbadać Ł nasienie (ugadaliśmy się, że pójdzie wtedy jak ja dostanę @), po drugie ja mam zrobić sobie badania TSH, FT4, prolaktynę. Po trzecie od 9 dnia następnego cyklu mamy jeździć na monitoring (chcemy sprawdzić czy jest dominujące jajeczko/a, czy pęka, jakie jest endometrium itp.). Pani doktor zrobiła mi jak to mówimy z moimi dziewczynami "dowcipne" USG i powiedziała, że być może owulacja dopiero będzie, a może być nawet lada moment. Stwierdziła też, że na pewno ten cykl będzie dłuższy. Kazała serduszkować, twierdząc, że tsh ładnie spada wiec za dziesięć dni powinno być w okolicy 1,5. Grzecznie i z pełnym entuzjazmem zastosowaliśmy się od razu po przyjeździe do zaleceń Pani doktor i będziemy realizowali je intensywnie przez kilka kolejnych dni;)

I teraz dodatkowo mam rozkminkę - jak tylko wróciliśmy do domu, wzięłam kąpiel z pianką, jeszcze przed sex-em. Jak tylko weszłam do wody zaczęły mnie boleć jajniki zwłaszcza lewy. Teraz zastanawiam się czy słowa Pani doktor zadziałały na mnie jak placebo? Czy może jajniki bolały, bo mi tym kijem tam we wnętrzu porządnie przemieszała? Do tego śluzu wodnistego całe mnóstwo. Ponadto dzisiaj (21 dzień cyklu) w końcu dość znacznie skoczyła mi temp. I teraz pytanie za 100 punktów, tak mocno zasugerowałam się słowami Pani doktor, że wywołałam owulkę, ona miała własnie wtedy być i była (przesunęła się) - reszta to czysty przypadek, czy może to wszystko moje urojenia???

Generalnie oszalałam ze szczęścia, że mam jakiś plan (jak ja kocham plany;) i zaczynamy coś konkretnego robić w kwestii diagnostyki:)

Edit:
Śluzu płodnego mam strasznie dużo, i to takiego książkowego - przezroczystego i rozciągliwego. Takiego nie miewam... Organizm mi szaleje czy o co chodzi??!

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 stycznia 2018, 19:52

1 2 3 4 5 ››
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)