Pamiętniki Starania o pierwsze dziecko po wycięciu tarczycy 23.08.2017r
Dodaj do ulubionych
‹‹ 2 3 4 5 6 ››

20 stycznia 2018, 09:39

25 dc, temp. 37,04, 11 kg na minusie:)

Wczoraj pierwszy dzień w pracy zaliczam do udanych. Wielu ludzi odetchnęło, że wróciłam i będę mogła zająć się moimi 9 stanowiskami hehe Znaczna cześć pracowników się po prostu za mną stęskniła i przygotowali mi fajne przywitanie. Co tu dużo mówić miło było słuchać jak jestem potrzebna i jak beze mnie smutno jakoś:)

21 stycznia 2018, 10:45

26 dc, temp. spadła do 36,95, włosy się szybko przetłuszczają, piersi bolą, organizm zatrzymuje wodę, ciągnie mnie do słodyczy, wszystko mnie wkurza - 2-3 dni i pojawi się @. Czym szybciej tym lepiej, bo kolejny cykl z monitoringiem:)

23 stycznia 2018, 07:15

Dziś 28 dc, a temperatura podskoczyła… najpierw przez dwa dni spadała, dzisiaj (8 dpo) wyniosła powyżej 37 – wtf??! Nie jestem biegła w tych sprawach i nie bardzo wiem co to oznacza, tym bardziej, że moim skromnym zdaniem spóźniliśmy się i nie wstrzeliliśmy w owulacje :/ No nic, nie ma co świrować i siać zbędnej paniczki, jutro się pewnie wszystko wyjaśni;)
Ps. Objawów ciążowych ani małpowych brak.

24 stycznia 2018, 07:34

29 dc, 9 dpo, temp. 37,05
Moje dziewczyny z pracy każą mi jutro przyjść z testem ciążowym i mam go zrobić przy nich… Wymyśliły, że o 7 pójdziemy w piątkę! do toalety i stanie się wszystko jasne hehe I nie będzie to wcale podejrzane ;)Na nic się zdały tłumaczenia, że do 7 pęknie mi pęcherz;) Odjechały totalnie, no chyba, że coś sobie dosypały do porannej kawy;) Jak tak na nie popatrzyłam, na to ich niezdrowe podekscytowanie, to aż mi się słabo zrobiło, że tak samo wyglądałam na koniec każdego cyklu gdzie była jakaś szansa… Jak tak człowiek spojrzy na to z boku, obiektywnie, to jest to delikatnie rzecz ujmując nie za zdrowe :/ Na szczęście ja wzór realizmu i racjonalizmu myślę o poniedziałku. Jeśli już. A tak naprawdę o wtorku, bo w weekend chcemy przejechać się w góry na 3 dni :) No dobra, a tak zupełnie szczerze to obecnie myślę o testowaniu, ale w lutym – w cyklu po monitoringu…. No dobra tak naprawdę to myślę o krokusach na Polanie Chochołowskiej, które kwitną na przełomie marca/kwietnia;) Nie wiem skąd mi to się wzięło, ale wczoraj zaplanowałam cały rok jeśli chodzi o podróże… I spakowałam do pracy podpaski z tamponami.

25 stycznia 2018, 08:48

30 dc, 10 dpo, temp. 37,03

Nie spałam dzisiaj pół nocy bo…. idziemy oglądać o 15.00 dom:) Znajduje się na peryferiach mojego miasta, w otoczeniu pól, blisko lasu. Do miasta miałabym 15 min. rowerem, do moich rodziców 7, do pracy 10. Spokojna okolica, cisza i spokój, przyroda…. Niby miasto, ale jednak trochę taka wieś. No nic, zobaczymy. Ja to jak zawsze się napalę, a później mi błyskawicznie przechodzi;) Oferta została wystawiona przez biuro nieruchomości, bez żadnych namiarów. My jak to my obstawiliśmy pewien obszar i Ł od rana jeździł , szukał aż znalazł :) Czyli prowizje biura już mamy z głowy hehe

Ł kiedyś mi obiecał, że jak tylko będziemy mieli dom to pozwoli mi dodatkowo (mamy już jednego psa) adoptować ze schroniska psa i kota:) Jemu tego nie powiem, ale wczoraj przejrzałam wszystkie schroniska w okolicy (tak do 70 km) i znalazłam suczkę i kotkę. Laski z pracy stwierdziły, że mi bije po całości i że zostanę drugą Violettą Villas jeśli ten mój chłop mnie nie ogarnie;)

Testu nie zrobiłam, bo nie mogłam się dobudzić rano i nie zdążyłam kupić przed pracą;) Zresztą tak naprawdę to chyba nie chce wiedzieć. Jakbym jednak zaciążyła to nie wiem czy zdecydowalibyśmy się na taki wydatek jakim jest kupno domu. A tak to „Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba”:)

26 stycznia 2018, 07:47

31 dc, 11 dpo, temp. 37,22!
Mam dzisiaj tak wariacki dzień, że szok. O 10.00 u siebie w pracy organizuje bardzo ważne spotkanie dot. eventu. Przyjdzie senator, poseł, starosta, prezydent, przedstawiciele dyrekcji szkół i placówek oświatowych, Pan z Regionalnej Izby Gospodarczej itp. Normalnie same VIP-y jeden ważniejszy od drugiego. Wszyscy ę, ą – jak to mówimy wyższa pierdolencja :/
Ł ma w tym samym czasie (tez o 10.00) trzecią w tym tygodniu rozmowę dot. zmiany pracy na lepszą. Bardzo fajna firma, zależy nam na tym… Wszystkie ręce na pokład - kto może to trzyma kciuki, będę bardzo wdzięczna.
Trzecia sprawa, która mnie stresuje to ten wczorajszy dom, który oglądaliśmy. Babka zeszła nam z ceny 35000zł. – twardzi z nas negocjatorzy :) Ogólnie fajny, zadbany, wyposażony dom, bardzo atrakcyjna cena, ale to jednak taka inwestycja na długo (a ja mam problem żeby usiedzieć na tyłku przez pięć minut). I kredyt z 50-60 tys. I byśmy się totalnie spłukali. I wtedy już nie mogłabym przez długi czas myśleć o zmianie miejsca zamieszkania. I jeśli byłby problem z niepłodnością to nie mielibyśmy za bardzo kasy na leczenie :/ Podjęcia decyzji boje się jak diabeł święconej wody :/ Ł jak to Ł –twierdzi, że damy radę, najwyżej pójdzie po domkach elektrykę rozprowadzać i dorobi… Generalnie on siła spokoju i optymizmu (jak zawsze), a ja standardowo się miotam :/ Cholera te dylematy mnie dobijają…
I czwarta sprawa - złapała mnie chyba jakaś infekcja pęcherza :/ Czuje cały czas parcie – czy to może być objaw stresu, czy wczorajszego łażenia po polach w nieocieplonych butach na obcasie, czy… I ta temperatura… Maksymalny mój cykl przez ostatnie dwa lata (od momentu jak sprawdzam) to 32 dni. Do tego wszystkiego te moje gwiazdy z pracy za mną ciągle łażą, żeby sprawdzić czy czasem nie rzygam po kiblach ;) Jutro się wszystko wyjaśni, tylko nie wiem jak ja do jutra dotrwam. Jak jutro temp. nie spadnie to robię test, bo nie wytrzymam tego napięcia. Jak spadnie to będzie mi strasznie, strasznie smutaśno… ale przyjmę na klatę, bo objawów ciążowych nie mam (cycki nie bolą, nie wiem co innego mogłoby być objawem).
No nic, trzeba się wziąć za pracę, bo za dwie godziny ważne spotkanie, a ja na ovu siedzę hehe

Wiadomość wyedytowana przez autora 26 stycznia 2018, 07:54

26 stycznia 2018, 18:43

Dzisiaj około 15.30 nie wytrzymałam i zrobiłam test. No dobra w sumie Ł bardziej nie wytrzymał;) Moim przeznaczeniem są po prostu kibice przy testowaniu - jak nie nakręcone laski w pracy to niecierpliwy małżonek:) Wyszedł tak:

cd56b3b5cae96175.jpg

Nie był oczywiście z porannego moczu. Druga kreska była widoczna już po ok 30 sekundach. Jest bledsza od tej kontrolnej, ale nie jest to cień cienia - normalnie ją widać. Co myślicie??!;)

Jutro rano zrobię kolejny test i jeśli będzie ładniejszy jak dzisiaj to jadę do Łodzi zrobić badania krwi: tsh, FT3 i 4, progesteron, morfologię no i oczywiście Beta HCG:) Wyniki mają być wieczorem. Oczywiście pod warunkiem, że @ się nie pojawi... Boję się tym bardziej, że obstawiałam jej pojawienie się własnie w sobotę:/ tfu, tfu, akysz. Boże miej nas w swojej opiece...

Wiadomość wyedytowana przez autora 26 stycznia 2018, 18:59

27 stycznia 2018, 17:41

Moje wynik:
TSH 5,276 µIU/ml norma: 0,350 - 4,940
FT3 1,70 pg/ml norma: 1,71 - 3,71
FT4 1,27 ng/dl norma: 0,70 - 1,48
Progesteron 20,10 ng/ml norma: do 12. tygodnia ciąży 9 - 47 ng/ml
beta-HCG 70,05 mIU/ml

Normy bety, które znalazłam w necie:
Beta hCG - normy w ciąży:
od 7 dnia po owulacji do 3. tygodnia po - mniej niż 5 mIU/ml
3 tydzień ciąży - 5-50 mIU/ml
4 tydzień ciąży - 4 - 426 mIU/ml
5 tydzień ciąży - 19 - 7 340 mIU/ml - ja jestem właśnie chyba tu - ostatni okres miałam 27.12:)
6 tydzień ciąży - 1 080 - 56 500 mIU/ml
7-8 tydzień ciąży - 7 650 - 229 000 mIU/ml
9-12 tydzień ciąży - 25 700 - 288 000 mIU/ml
13-16 tydzień ciąży - 13 300 - 254 000 mIU/ml
17-24 tydzień ciąży - 4 060 - 165 400 mIU/ml
25-40 tydzień ciąży - 3 640 - 117 000 mIU/ml

Test ciążowy zrobiłam rano z porannego moczu i był można powiedzieć identyczny jak ten z wczoraj (dzisiaj jestem chyba w 12 lub 13 dpo). Wponiedziałek robię kolejny test i idę powtórzyć betę:) Tyle rzeczy może jeszcze pójść nie tak... Wierzę jednak, że jesteśmy pod dobrą opieką...
Z moich wyliczeń wychodzi, że pod sercem noszę chłopca, ciekawa jestem czy trafiłam:) Zresztą to nie ma znaczenia, byle było zdrowe:)

Dziękuję za Wasze komentarze pod wczorajszym wpisem, trzymam za Was dziewczyny kciuki:)

Wiadomość wyedytowana przez autora 27 stycznia 2018, 17:42

28 stycznia 2018, 21:49

Miałam nie świrować i grzecznie czekać do poniedziałkowego testu i bety, ale około godz 11.00 zaczęłam plamić takim blado brązowym śluzem :/ I niestety plamie do teraz :/ Niby nie jest tego dużo, widać tylko na papierze, a na wkładce już nie. Oczywiście przeczytałam wszystko co tylko mogłam w internecie i albo to echo @ (która powinna być albo wczoraj, ale prawdopodobnie dzisiaj), albo macica oczyszcza się po implantacji, albo po prostu tak mam (u niektórych kobiet występuje plamienie na początku ciąży, a nawet do 12 tyg.), albo to początek poronienia (zarodek miał wady genetyczne, ciąża była pozamaciczna itp.), albo za niski poziom progesteronu (wczoraj miałam 20 więc chyba nie to). Piszą, że trzeba skonsultować to z gin, ale jak nie ma krwawienia i bólu podbrzusza, to nie ma co strasznie panikować. Tyle, ze mnie właśnie ten dół brzucha i krzyż raz na jakiś czas lekko zabolą, tak trochę jak na @ :/
Napisałam sms do mojej gin. Odpisała, ze wiele kobiet tak ma i mam nie panikować (ale jak?!!!). Zadzwoniłam do koleżanki, która poroniła dwa razy, a teraz jest w trzeciej ciąży. Powiedziała, to co wyczytałam w internetach - jak nie ma krwi, bólu brzucha i krzyża to mam być dobrej myśli.
Dlaczego zawsze, ale to zawsze mi się takie rzeczy dzieją jak jest weekend i nie mam się gdzie udać z problemem :/ Nie wiem czy jutro będę jeszcze w ciąży, ale z samego rana mierzę temp., robię test, potem lecę na betę i choćbym miała kogoś zamordować dostaje się do mojej gin-endo lub innego lekarza.

Jeśli któraś miała takie plamienie to napiszcie mi proszę co z tego wyszło i co mówił Wam gin. trzymajcie za nas kciuki, bo coś czuje, ze łatwo nie będzie ;(

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 stycznia 2018, 22:03

29 stycznia 2018, 16:02

Beta z dzisiaj 244,20 mIU/ml :) Morfologia książkowa. Plamienie słabsze, 3/4 kremowo-białawego śluzu, 1/4 zabarwionego na jasno brązowo. Rozmawiałam przez tel. z moją gin-endo (jeszcze nie znałam wyników bety). Powiedziała, że takie plamienia są bardzo częste na początku ciąży, mam się nie przejmować i przyjść do niej dopiero 15.02 :/ Kazała wziąć dodatkowo 25 euthyroxu co drugi dzień, żeby zbić to nieszczęsne tsh. I tyle... I teraz mi powiedzcie obiektywnie (bo mi w chwili obecnej racjonalnego podejścia brakuje) - cy to jest zbywanie pacjenta, bo ciąża mała i nie warto się nią przejmować (selekcja naturalna), czy może te plamienia nie są faktycznie niepokojące i powinnam jej zaufać? Co byście zrobiły na moim miejscu? Uwierzyły i odpuściły latanie po lekarzach czy jednak udały się do kogoś innego?

Edit:
Byłam u ginekologa... Zrobił mi usg i mnie zbadał. Nic tam nie zobaczył, bo ciąża za młoda, ale przepisał mi duphaston 3x1 tabletka. Kazał być dobrej myśli i przyjść za dwa tyg. Zrobiłam wszystko co mogłam, teraz już na nic nie mam wpływu. Zostało tylko czekanie... Postanowiłam, że jeśli w piątek beta będzie ładna to idę na 2 tyg. urlopu.

Wiadomość wyedytowana przez autora 29 stycznia 2018, 20:15

31 stycznia 2018, 13:23

Ł dostał pracę, na której tak nam zależało, zaczyna w walentynki:) Ile nas to stresu niepotrzebnego kosztowało… Ale było warto :)
Jutro kolejna beta – staram się nie bać, ale się boję… a najbardziej na świecie nie chciałam być matką - panikującą szajbuską, która trzęsie się bezustannie nad dzieckiem :/ Pięknie, po prostu pięknie :/ Plamienie, ustało… cicho sza, tfu, tfu. Jak jutro będzie ładny przyrost (nie biorę innej opcji pod uwagę, żeby nie oszaleć) to od poniedziałku idę na 2 tyg. urlopu.
Jeszcze nigdy w życiu się tak i tyle nie modliłam…

1 lutego 2018, 17:38

Beta 918,40 hihi tfu, tfu. Plamień na razie nie ma i oby już nie było.

2 lutego 2018, 16:03

Informuję uprzejmie, zainteresowane osoby, że się poddaję...Od tyg. wiem o ciąży i nie miałam nawet jednego dnia spokoju. Jak nie stresowałam się betą, to wysokim tsh, plamieniami, bólem brzucha i krzyża. Do tego dziewczyny z pracy mnie raczyły opowieściami dziwnej treści - o komplikacjach ciążowych itp. Sama już ze sto razy wkręcałam sobie puste jajo płodowe i początki poronienia... Ciągle tylko myślę, co powinnam, a co nie (zrezygnowałam z butów na obcasie, pilnuje diety, przestałam nosić paski, żeby nie obciskały mi brzucha itp. - paranoja). Do tego czytam ciągle pamiętniki dziewczyn, które poroniły i analizuje ich objawy.
Do tego wszystkiego siostra Ł wczoraj myślała, że rodzi. Zrobiła się afera. Jak wróciliśmy do domu to byłam tak padnięta, że usnęłam od razu i zapomniałam o dupku. Dzisiaj rano temp. 37.07 (wcześniej 37,16), plamienia.
Moja psychika i emocje znajdują się na poziomie dna i wodorostów. Ale koniec z tym. Przechodzę na mamtowdupizm. Choćbym wyszła z siebie i stanęła obok to i tak nic nie poradzę na ewentualne poronienie. Odcinam się od ovu oraz internetu, betę robię dopiero 12.02 przed usg, jeśli oczywiście dotrwam do tego momentu w dwupaku.

Trzymam za Was mocno kciuki - za ciężarne, żeby miały spokojną ciąże oraz za staraczki, żeby szybko zobaczyły dwie kreseczki.

Wiadomość wyedytowana przez autora 5 lutego 2018, 19:42

12 lutego 2018, 19:33

Witam po przerwie:) Obiecane, dzisiejsze wyniki:

Progesteron (N55) 14,980 ng/ml
ciąża 1 trymestr : 11.0 - 44.3
ciąża 2 trymestr : 25.4 - 83.3
ciąża 3 trymestr : 58.7 - 214

B-HCG Gonadotropina kosmówkowa (L47) 53669,00 mIU/ml
Tydz. Wartości:
ciąży
3 5,8 - 71,2
4 9,5 - 750
5 217 - 7138
6 158 - 31 795
7 3 697 - 163 563
8 32 065 - 149 571
9 63 803 - 151 410
10 46 509 - 186 977

I na koniec wisienka na torcie - moje magiczne i zarazem spektakularne tsh:/
Tyreotropina (TSH) trzeciej generacji (L69) ­ 13,720 mIU/L 0,27 — 4,20

Ja to widzę tak (z tą częścią zapoznajecie się na własną odpowiedzialność, bo będę smęcić):
1) progesteron mimo brania dupka 3x1 - h*jowo ale stabilnie (spadł, ale przynajmniej jest w normie),
2) tsh mimo dodania 25 euthyroxu co drugi dzień - h*jowo i do tego niestabilnie hehe;)
3) beta - niestety nie czaje za bardzo tych przyrostów:/ Na dwóch kalkulatorach wyszedł w normie, na trzecim poniżej normy - jak żyć?!! Mało mam powodów do zmartwień?!! Byłabym wdzięczna jakbyście zerknęły:)

Objawy ciążowe:
powiększone, delikatnie tkliwe piersi, częstomocz, pragnienie, straszne mdłości przez które prawie nic nie jem (jakieś sposoby?), zawroty głowy i tyle. Plamień brak od ok 7 dni.

Objawy psychicznego nakręcania się, rozwijania patologicznej szajby oraz siania zamętu przemieszanego z sianiem paniki - do wczoraj poziom zero, dzisiaj poziom 10;)

Plan mam taki: jutro ide do gin na NFZ żeby mi wypisała badania na chlamydie, różyczkę, toxo, hiv i inne takie tam. 15.02 mam tę moją gin-endo i mam nadzieję, że zaczniemy zbijać tsh + od jutra wracam do diety. Odpuściłam ją sobie totalnie i proszę nawet w ciąży są tego efekty :/ Jednym słowem czeka mnie życie bez glutenu, jajek, przetworów mlecznych - jak skończy się zima to Ł musi mnie zacząć wypasać na łąkach, bo niewiele innych rzeczy będę mogła jeść:/ Poziom szczęścia - brak skali:/ 22.02 jestem zapisana na pierwsze serduszkowe badanie u gin-genetyka. No chyba, że mi ta moja gin-endo zrobi... Boże czemu to musi być wszystko takie trudne???



24 lutego 2018, 12:28

Krótki opis tego co u mnie:
13 lutego - na wizytę u gin na NFZ nie poszłam, bo miałam potworne mdłości i nie dałam rady wyjść z domu.
15 lutego - byłam na drugiej i ostatniej wizycie u tej mojej gin-endo. Jednym słowem porażka. Po pierwsze wmawiała mi, że byłam u niej 18.01, a faktycznie byłam 15.01; po drugie przy tsh ponad 13 przepisała mi dawkę euthyroxu 50, a brałam 100/125 i mimo to podskoczyło. Musiała mnie chyba z kimś pomylić. Do tego przez pierwsze 2-3 min. wmawiała mi puste jajo płodowe, później niby tam zobaczyła ciałko żółte, ale pewna nie była. Żenua. Ile mnie kosztowała stresu ta wizyta to szok... Do tego byłam na niej z tatą (Ł był w pracy) i on biedny musiał ze mną wracać i patrzeć jak się męczę i wyję do księżyca z rozpaczy :/
22.02 byłam w gin-genetyka na kolejnym badaniu usg. Podczas badania cała się trzęsłam i ze stresu zapominałam oddychać. Jak ja przez to wszystko nie wyląduje w psychiatryku to będzie cud. No w każdym razie jak usłyszałam serduszko i zobaczyłam to nasze 12mm szczęście to wróciłam do żywych :) Prawie było tez słychać jak Ł spadł kamień z serca ;) Co prawda widać w jamie macicy pozostałości po plamieniach na początku ciąży (powinny się już wchłonąć, ale się nie wchłonęły) i dziecko ma za dużo miejsca w pęcherzyku/pęcherzyk jest trochę za duży (nie bardzo zrozumiałam o co chodzi), ale wszystko inne jest ponoć ok. Mam się nie martwić i przyjść 29.03 na usg genetyczne w 12 tyg. Wtedy też zrobimy ten test pappa. Gin zmienił mi dupka na luteinę dowcipnie więc obstawiona lekami jestem. Pocieszam się tez tym, że od 15.02 sama się ustawiam tarczycowo i tsh spadło z ponad 13 do trochę ponad 7.

Generalnie jak nie mam żadnych badań to jest luz, nie stresuje się i ogólnie moje samopoczucie zarówno psychiczne jak i fizyczne jest naprawdę spoko. Ale jak tylko jest dzień wizyty/badań to w mojej głowie pojawia się szalejące tornado negatywnych myśli. Przed badaniem 15.02 miałam realistyczne koszmary dot. poronienia, pustego jaja płodowego lub czerwonej krwi spływającej po ścianach - także tego;)

Zobaczymy co będzie dalej... Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze i 29.03 usłyszymy, że wszystko jest ok. Tylko tyle, a w sumie aż tyle mi brakuje do szczęścia...

4 kwietnia 2018, 13:37

Święta, święta i po świętach... Czas leci w zawrotnym tempie:) W dniu dzisiejszym weszłam w 15 tydzień ciąży:) Waga 65,5, badania wszystkie w normie (glukoza 88!, tsh 2!:), samopoczucie całkiem niezłe, mdłości minęły, zaparcia trochę mniej dokuczają, energii do życia duuużo więcej, nie przesypiam już 14 godz. w ciągu dnia - jednym słowem idzie ku lepszemu;) Matko kochana niech mnie ktoś uszczypnie, jeszcze 1,5 m-ca i jesteśmy w połowie;)

Naskrobie tu kilka najważniejszych wydarzeń z minionego miesiąca, tak na pamiątkę:)
05.03.2018r. - 33 urodziny mojego Ł. Cały dzień przepłakałam, bo jak rano zakładałam luteinę dopochwowo to zobaczyłam na aplikatorze dość sporo krwi. Później plamiłam jasnobrązowym śluzem cały dzień. O 21.30 pojechaliśmy na usg prywatnie. Na szczęście okazało się, że prawdopodobnie musiałam się gdzieś skaleczyć... W każdym razie z dzidzią wszystko było ok. Jak wyszliśmy to z godzinę płakałam ze szczęścia w aucie;) I po raz pierwszy od początku ciąży poczułam nie wiem chyba szczęście, taki błogi spokój, ciepło, które rozchodziło się po całym ciele... Może to głupie, ale nigdy czegoś takiego nie miałam... W każdym razie lekarz zmienił mi luteinę na dupka i jak na razie wszystko jest ok:)

28.03.2018r. - dzień przed badaniem usg. Powiem tak: działo się hehe;) Generalnie odbiło mi ze strachu - przeleżałam cały dzień w łóżku szlochając, twierdziłam, że na badanie się nie wybieram, niech Ł. weźmie mój brzuch i sam pojedzie, bo ja nie dam rady psychicznie, wymyślałam najczarniejsze scenariusze i takie tam. Jednym słowem kwalifikowałam się do psychiatryka bez badań:/ Ł. jak to Ł. wszystko przetrwał bez mrugnięcia okiem, przytulał nawet jak się na niego darłam:/ Stwierdził tylko, że nie potrzebuje sportów ekstremalnych - takie ma teraz ze mną emocje;) Chłopak zasłużył na złote schody do nieba... i to ruchome. Serio.

29.03.2018r. - badanie usg. Wszystko wygląda tak jak powinno, parametry są w normie, a dzidzia przypomina już dziecko;) Samo usg trwało ponad godzinę, lekarz nie wypuścił mnie dopóki nie sprawdził wszystkich szczegółów. Jedynym minusem był fakt, że całe badanie miałam robione dopochwowo:/ Mam ponoć za mało tłuszczu na brzuchu i do tego kosmówkę umiejscowioną z przodu, dlatego obraz był niewyraźny. Ale co tam, wiedziałam dzidzię:) Niestety nie udało nam się podejrzeć kto tam siedzi w brzuszku:( W każdym razie po tym badaniu jestem trochę! spokojniejsza:) W czasie wizyty pobraliśmy też krew na testy pappa. wynik przyjdzie mi na e-mail na początku przyszłego tyg. Oby był ok...
Kolejną wizytę u gina mam 26.04. Wtedy też dowiemy się kto zamieszkuje mój brzuszek:) Z jednej strony się boję, z drugiej nie mogę już doczekać.
I to na razie tyle. Jest piękna pogoda, cieplutko i słonecznie więc zmykam z moim ukochanym psiakiem na dłuuuugi spacer:) Buziaki dla wszystkich.

7 kwietnia 2018, 14:45

W czwartek dostałam na e-mail opis testu pappa. Ryzyko niskie, wynik pozytywny:)

27 kwietnia 2018, 13:59

Jesteśmy w 18 tyg ciąży, weszliśmy już w 5 miesiąc - jak to pięknie brzmi:)

Wyniki mam super (tsh poniżej 1, ft3 i 4 super, morfologia i mocz książkowe, biocenoza pochwy idealna). Na razie na plusie mam 0,6 kg, brzuszek niewielki, za to piersi nadrabiają - są jak na mnie duuuże (nawet jak ważyłam 13 kg więcej takich nie miałam hehe). Na razie mieszczę się w ciuchy z przed ciąży, tylko ze stanikami mam problem - został mi tylko jeden, w którym czuje się komfortowo;) Na samopoczucie nie narzekam, fizycznie też wszystko ok. Podróżujemy (co prawda weekendowo, ale daleko), chodzimy na targi bociankowe (ostatnio wygrałam detektor tętna płodu), oglądamy mieszkania na sprzedaż, randkujemy i po prostu cieszymy się ciąża.
Gdyby nie ciągły strach o dzidzię czający się gdzieś tam z tyłu głowy to byłby najpiękniejszy czas w naszym życiu. Zresztą co tu dużo mówić i tak jest... Choć ciągle mnie coś boli, ciągnie, kuje, jem na czas, ciągle siusiam, mam czasami straszne zaparcia itp. to i tak kocham ten stan;) Ekscytuje się dosłownie wszystkim - tym, że weszłam w kolejny tydzień/miesiąc, tym, że wydaje mi się, że poczułam dzidzię (chyba raczej nie mam na to jeszcze szans, ale się łudzę hehe), tym, że pępek robi się coraz płytszy... dużo by pisać;)
Ł. mnie ciągle zadziwia - nie pozwala mi absolutnie nic nosić, zmywa i sprząta, bo ja nie mam mieć kontaktu ze środkami czystości i bakteriami (trochę przeginka, ale co ja się mu będę wcinać;), czyta i śpiewa! brzuszkowi, ciągle mnie karmi jakimiś zdrowymi rzeczami, stara się mnie nie denerwować, wymierzył już gdzie postawimy łóżeczko, jaki mamy kupić wózek, żeby zmieścił się do auta itp. Normalnie szok jak bardzo mu zależy:) Jednym słowem obchodzi się ze mną jak z jajkiem, gdyby mógł to by mi czerwony dywan przed stopami kładł hehe

Wczoraj byliśmy na usg i badaniu ginekologicznym. Szyjka bardzo wysoko, wszystko pozamykane:) Usg wyszło dobrze, poza tym maleństwo pokazało nam język i w czasie badania miało czkawkę więc było też śmiesznie. Niestety dzidzia ułożyła się w pionie, za nic nie chciała się przekręcić i doktor nie dał rady zobaczyć móżdżku. No i jak go nie zobaczył to ja ciągle o tym myślę, obczytałam całe internety i jeszcze bardziej się nakręciłam. Nie wiem jak dotrzymam do 24.05 do usg połówkowego... Echhhh matka wariatka:/

No ale nie o tym chciałam... Otóż najprawdopodobniej będziemy mieli dziewczynkę:) ciężko było dojrzeć, ale raczej będzie to ona niż on. Ł. oszalał ze szczęścia, a ja po pierwszym szoku (obstawiałam chłopca) też strasznie się cieszę. Żeby było tylko wszystko ok i ten móżdżek się znalazł.O nic więcej nie proszę...

2 maja 2018, 13:04

19tc (18tc + 1 dzień)
Od soboty 28.04 czuje ruchy małej. Już nie tylko takie smyranie, czy bulgotanie, ale małe kopniaczki:) Na początku myślałam, że to moje urojenia, ale nie - to na pewno ONA:) Kilka uderzeń poczuł też Ł. Szczerze - jest to najpiękniejsze uczucie w życiu, nic się z tym nie równa... Chcę więcej i więcej;)

Wiadomość wyedytowana przez autora 2 maja 2018, 13:06

14 maja 2018, 20:36

20tc (19t + 6 dni)
Myślę o móżdżku. Udaje, że nie myślę, ale ciągle myślę... Ciągle:/ Do usg połówkowego jeszcze 10 dni. Nie wiem jak wytrzymam...

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 maja 2018, 20:38

‹‹ 2 3 4 5 6 ››
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)