Pamiętniki Starania o pierwsze dziecko po wycięciu tarczycy 23.08.2017r
Dodaj do ulubionych
‹‹ 5 6 7 8 9

12 lipca, 17:14

Ł rozpoczął dzisiaj dwutygodniowy urlop, mamy na niego plan - od jutra zaczynamy:
- nocnikowanie (boje się ),
- wprowadzanie 4 posiłku, tym razem całkowiecie stałego (zaczniemy od warzyw, pózniej kasze, makarony, miesko itp.),
- kąpać mała w brodziku pod prysznicem.
I tyle.

Może uda nam się gdzieś na 4 dni wyskoczyć. Jak nie to będziemy jezdzic na działkę. Zobaczymy.

Z nowości mamy dolną dwójkę (6 ząb), mała "całuje" się w lustrze, przytula się do mnie (dzisiaj się do mnie przyturlała i spałyśmy na łyżeczke), zaczyna pchać krzesełko i robić pare kroczków ( na razie nieporadnie), stojąc odrywa jedną rękę od kanapy, robi buzią bombelki pod wodą jak się kąpie (troche się podtapia, ale jej to nie przeszkadza;). Skumała, że jak jej coś nie wchodzi to idzie jedna łyżeczka owocków, potem druga jogurtu, na jogurcik buzie otwiera na owocki nie. Widzi z jakiego pojemnika wyciągam łyżke... Cwana bestia z tego mojego dziecia:)

9 sierpnia, 15:16

05.10 mała skończyła 10 miesięcy:) Ma 6 zębów+ lada dzień kolejne dwa, nosi rozmiar 86. Potrafi:
- stanąć wszędzie i przy wystającym (kanapa, taboret, krzesło) i przy całkowicie płaskim (lodówka, ściana, lustro, nasze nogi), z tej pozycji sama potrafi zejść na ziemię (już nie potrzebuje pomocy);
- chodzi, a czasem prawie biegnie przesuwając po ziemi krzesło, taboret lub pchacz, nie umie jeszcze wykręcać i trzeba jej pomóc (dochodzi do ściany i się drze, że nie może dalej iść), próbuje sama, ale jeszcze jej nie wychodzi;
- oderwać się rękami od ściany czy krzesła i stanąć nieruchomo na 2-3 sek nie trzymając się niczego;
- pomachać, w miarę delikatnie poklepać psa, wrzucić klocki do sortera (nie w odpowiednie otwory tylko w taki większy - dupkę drewnianego psa), super bawić się w piasku i na trawie (o dziwo ani jednego ani drugiego nie je), rzucić rożne przedmioty na dość duże odległości (np. rzuca piłkę psu), pić sama z butelki (to już od dawna), włożyć sobie smoczek nawet przez sen (to już tak mniej więcej od miesiąca, teraz opanowała to do perfekcji).

Pięknie się dzieli (karmi psa, mnie, inne dzieci chrupkami itp.), śmiesznie tańczy, a raczej się buja (najczęściej do jakiejkolwiek muzyki, ale zdarza jej się też do śpiewanych przeze mnie kołysanek haha) jak mówię daj to mi podaje to co ma w ręce (zazwyczaj na sekundę, ale jednak hehe), rozumie znaczenie słowa nie (nie wolno), potrafi powiedzieć: mama, tata, baba, am, bach - oczywiście jak tego chce hehe. Przestała mówić papa. Super bawi się z innymi dziećmi - jest nimi zafascynowana na równi z psami (wszystkie znajome psy musza być koniecznie pogłaskane, do nieznajomych krzyczy i się śmieje). Za naszym jest strasznie, oboje roznoszą cały dom np. skumała, że jak płacze to pies szczeka i wyje... więc drze się na cały regulator AAAAAAAAAAAAAAAA!!!! a pies reaguje jakby płakała:/ ona jest zachwycona i się zaśmiewa. Dziwię się, że sąsiedzi nie dzwonią na policje ech... Bawią się razem - ona łapie za dużego miśka, a on go chwyta zębami i ciągnie, froterują tak podłogi w całym mieszkaniu. Co tam jeszcze... młoda uwielbia się huśtać i kręcić się na karuzeli. W wodzie szaleje, brodzik w naszym prysznicu (dość wysoki) to nie problem, przestała bać się wody wytryskującej z słuchawki. Myślimy powoli o basenie, zobaczymy może za tydzień.
Rozwijamy się w kwestii jedzenia - dzieć zjada 3 posiłki stałe (I - kasza z helpy -różne rodzaje z dodatkiem owoca, II - owoce z płatkami owsianymi lub kaszą kuskus lub płatkami jaglanymi, treściwa i gęsta zupa ze swojskim gołębiem lub kurczakiem) i 3 mm co mniej więcej 3h. Z jednego próbujemy zejść na rzecz posiłku stałego - obiadu czyli drugiego dania. Jadła już np. kasze gryczaną niepaloną z jajkiem sadzonym, pulpeciki w sosie pomidorowym z ziemniaczkiem czy kanapkę z serem białym i papryką bez skórki. W kwestii jedzenia dziwi/martwi mnie tylko jedno - jak daje jej do buzi np. chleb bez skórki z serkiem białym pokrojony w malutkie kwadraciki to go zjada, jak dostaje większy kawałek to ugryzie i wypluwa nawet jak ma mniejszy kawałek od tych co ja jej daje do dziuba. O co kaman ja się pytam??? Z arbuzem to samo. Papryki naprawdę duży kawałek ostatnio włożyła sobie do buzi i go zjadła, wypluła tylko dwa malutkie kawałeczki. Nie ogarniam tego. W każdym razie staram się co raz więcej rzeczy dawać jej ze swojego talerza. Niesamowicie ułatwia to sprawę. Pije wodę w niewielkich ilościach, ale często z doidy cup i przyuczam ją do niekapka (spacer, żłobek itp.).

Nocnikowanie idzie nam różnie - jednego dnia jedziemy na jednej pielusze do 17.00. Drugiego nie łapiemy w nocnik pierwszego siku porannego. Generalnie raczej wychodzi pół na pół. Robimy to bez spiny, siada na nocnik na max 2 min i albo coś zrobi, albo nie. Oboje z Ł widzimy, że woli załatwiać się na nocnik niż w pieluchę np. na spacerze zaczyna się wiercić i jęczeć więc szybko przychodzimy do domu, sadzamy ją na nocnik, robi siku i jest szczęśliwa. Jak chodziła na początku w pielusze tetrowej to pupa, okolice sromu były idealne, wyniki moczu w końcu książkowe. Jak Ł wrócił do pracy to niestety wróciłam do zakładania pieluchy, bo bym sama nie ogarnęła ciągłego mycia podłogi, nocnika itp. I już tak pięknie nie jest... Znowu muszę walczyć rivanolem, żeby nie było antybiotyku. Rozmawiałam z pediatrą i niestety, moje dziecko pieluch nie toleruje. Myślałam o wielorazówkach... Przeraża mnie tylko pranie wkładów z siuśkami, a potem jej ubranek. No nie wiem sama. W każdym razie trafił mi się bardzo wrażliwy egzemplarz. Ciągle mamy jakieś infekcje itp. mimo zmieniania pieluchy po każdym nawet niewielkim siku, w sekundzie po kupie, wycierając wszystko do sucha, myjąc ją po każdym siku i kupie pod kranem, robiąc przymoczki i inne cuda... Dużo tego było... Albo pielucha i antybiotyk, albo brak pieluchy i zdrowa cipulina. Wybór jak dla mnie jest oczywisty. Bardzo dziękuje Marti za czujność i podane linków. Uwierz mi obczytałam pół neta, gadałam z fizjo i kilkoma pediatrami. Wszyscy kazali ją odpieluchować, ale bez spiny, nadmiernych ambicji, wiwatów i kar, bez siedzenia godzinami na nocniku, po prostu podejść do tego jak do czegoś oczywistego i nie sadzać dla sadzania tylko wyczuć moment i wtedy posadzić na nocnik. Tak też robimy. Przez dwa tyg jak Ł był na urlopie obserwowaliśmy ją kiedy robi siku - np. w ciągu 5 min od wstania i jedzenia stałego(prawie zawsze), po mleku robi zazwyczaj po 10-15 min itp. I tak ją sadzamy, bardzo często jest sadzana i od razu robi siku. Tak samo jest z kupą - najpierw idą bąki, potem jest "stęk ostrzegawczy" i idzie kupa. Dobrym objawem jest też to, że z dżemek budzi się z suchą pieluchą. Bałam się strasznie, ale teraz się cieszę. Ambicji nie mam żadnych. U nas odpieluchowanie niestety nie jest moim widzimisię tylko koniecznością. Czy chcę, czy nie chcę muszę je przetrwać. Mimo tego, że czasem mam ochoty to rzucić w diabły. Olać. Odpuścić, bo wbrew pozorom nauka takiego malutkiego dziecka nie jest łatwa. Ale od razu przypomina mi się szpital, gorączka ponad 40 stopni, drgawki. I od razu bardziej mi się chce...

I to tak z grubsza tyle:)


12 sierpnia, 23:39

Jest 7 ząb, 8 lada dzień. Myłam ją dzisiaj pierwszy raz pod prysznicem (sama jadła malimy i jeżyny), do tej pory nalewaliśmy jej tylko wody do brodzika i płukaliśmy ją wodą z garnka. O dziwo nie boi się i chyba jej się podobało:) Młoda ma etap lęku separacyjnego. Sprzątamy, zmywamy, gotujemy, bawimy się, jemy, śpimy dżemki w ciągu dnia razem. Wszystko robimy razem. Jak znikam jej z radaru na sekundę to jest wrzask jakbym ją na tydzień zostawiła. Nawet w toalecie siedzi mi na kolanach...:/ Pamiętam jak przed porodem mówiłam, że żadne dziecko nigdy mi na glowe nie wejdzie... O ja naiwna haha Zostawie to bez komentarza, bo siara... Albo nie, to chyba ta osławiona bezwarunkowa miłość hehe

Wiadomość wyedytowana przez autora 12 sierpnia, 23:41

14 sierpnia, 15:22

Młoda zaczęła mówić "daj" jak chce dostać coś do jedzenia. Codziennie coś nowego:)

15 sierpnia, 11:40

Zaczęła pięknie klaskać i chodzi jak pająk zamiast raczkować. Turla piłkę świadomie i z rozmysłem. Otwiera sobie sama drzwi nawet te całkowicie przymknięte... Jak jej znikam to szuka mnie po całym mieszkaniu. I przytula się tak mocno z taką ufnością i miłością.

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 sierpnia, 22:39

5 września, 15:30

Dzieć kończy dzisiaj 11! miesięcy:) Waga 9,240, wzrost 76, rozmiar ubranek 86, zęby 8.
W kwestii poruszania niewiele się zmieniło. Chodzić jeszcze nie chodzi, ale co raz częściej pojawia się chód pająka/niedźwiedzia (dupka do góry, wyprostowane nogi).
Potrafi:
- znaleźć piłeczkę z dzwoneczkiem wśród innych piłek w basenie,
- przytulić lale i pluszowego misia, dać im buzi, dać mi żebym jedno albo drugie przytuliła,
- z niewielką pomocą nałożyć pojedyncze krążki na ten kijek z wieży ikea,
- włączyć projektor w misiu,
- gonić piłkę (rzuca sobie i za nią raczkuje i tak w kółko),
- klaskać (głównie sobie),
- rzucić psu piłkę na całkiem duże odległości,
- pokazywać ręką albo palcem w którą stronę chce iść (niesiona a rękach), co dostać (np. kubek z wodą) albo dotknąć,
- jak się chowam znaleźć mnie pod kołdrą (odkrywa mnie i się zaśmiewa).

Mówi: mama (ulubione słowo), baba, daj (raz zdarzyło się "daj mi"wypowiedziane świadomie ), bach, am, pićku (powiedziała raz i faktycznie się dużo napiła), nie (i kręci głową przecząco, wie co to znaczy np. je z Ł banana, mówi "nie" i kolejny kawałek wypluwa więc skończyła jeść). Uczę ją mówić i rozumieć "nie ma" (jak kończy jeść to pokazuje pusty kubeczek i mówię nie ma itp.)
Przestała mówić: papa, tata.

Zostaliśmy z jednym mm w ciągu dnia, resztę je pokarmów stałych, opanowała picie z niekapka (dużo więcej pije więc pewnie w połowie miesiąca zejdziemy z mleka). Na razie większość je musów/zup/kasz w grudkami, ale w tym miesiącu zamierzam wprowadzić normalny obiad w wersji do gryzienia (jako element stały). Wprowadziłam jej orzechy (migdały, nerkowce, ziemne, włoskie, brazylijskie, wiórki koksowe). Do kasz dodaje olej z olini. W tym miesiącu planuje wprowadzić miód i spróbować jogurt i twarożek z laktozą (ma podejrzenie nietolerancji, pediatra powiedział, że możemy zmienić mleko z H.A. na normalne, ale jak chce zejść z mm całkowicie to jest to bez sensu) .

Kładzie skarpetki na stopach przy ubieraniu, jak ma ściągnięte rękawy to ściąga bodziaka przez głowę, nudzi się w wózku, uwielbia wchodzić na zjeżdżalnie (wchodzi od dołu ślizgu), kocha być w wodzie, cały czas potrzebuje towarzystwa (nie lubi być sama, nie umie bawić się sama choć czasem na chwile się sobą zajmie), zasypia świadomie, puszcza bąki buzią w różnych stylach (z wyciągniętym językiem, bez języka, z bąbelkmi itp.), co raz częściej chodzi w majtkach zamiast pieluchy (znaleźć majtunie w rozmiarze 86 to masakra), patrzy błagalnym wzrokiem żebym ją uratowała (np. zabrała z rąk od kogoś). Ł mówi, że robi się z każdym dniem fajniejsza, taka bardziej ludzka, mądrzejsza, znika dzidziuś a pojawia się dziewczynka:)

Byłam dzisiaj na kontroli u fizjo. Asymetrii brak, nóżki stawia książkowo, stópki idealne nie skrzywione w żadną ze stron, wzmożone napięcie nie wróciło. Tylko niestety młoda nadal obciąża bardziej jedną stronę ciała (jak siada i raczkuje), dostaliśmy 4 ćwiczenia 3x dzienne ech.... ale lepiej teraz poćwiczyć jak wszystko jest jeszcze ok niż później walczyć ze skoliozą, lordozą, płaskostopiem, szpotawością czy innymi problemami.

Wiadomość wyedytowana przez autora 7 września, 22:39

5 września, 23:19

Byłam z młodą dzisiaj na bezpłatnej konsultacji logopedycznej, mamy zalecenia: odsmoczkowanie do roku (stopniowo i bez traumy), wprowadzenie ostatniego stałego posiłku z różnymi trudniejszymi fakturami, całkowite wyeliminowane butelki (zejście z ostatniego mm, kaszka na dobranoc łyżeczką a nie z butelki). Wszystko spoko, ale ten smoczek ech... Ciężko będzie:/ dowiedziałam się, że wzmożone napięcie może też występować w ustach, musimy pilnować się bardziej niż dzieci z normalnym napięciem... Widzę, że temat wn będzie się za nami ciągnął jak smród za brudnymi gaciami:/ wszystko pięknie ale jak ogarnąć: ćwiczenia dot. wn, 5 posiłków samodzielnie zrobionych, odsmoczkowanie, odpieluchowanie, zejśćie z butli na spanie, zmiana niekapka na inny kubek przygotowujący do picia z kubka ( zalecenie logopedy), spacer, psa, życie codzienne... W jaki sposób? Kiedy? Jak to zrobić delikatnie? Gdzie w tym wszystkim znalezć czas na zabawę, czytanie, rozwijanie umiejętności i więzi???? Nie wiem czy podołam... Do tego dzieć daje ostatnio popalić że ledwo łaże, tylko mama i mama... Padam na ryj, jestem fizycznie na dnie pod wodorostami i dwoma metrami mułu :/ ... ale i tak kocham:) w każdym razie pod względem logopedycznym wszystko ok, wędzidełko w porządku, ruchomość jezyka też i coś tam jeszcze, ale nie pamiętam już:)

Wiadomość wyedytowana przez autora 5 września, 23:23

7 września, 19:50

Wczoraj nic już nie pisałam, bo ręce, gacie, cycki i nawet pośladki mi opadły:/ w morfologii neutrofile za nisko, limfocyty za wysoko czyli jakaś infekcja w organizmie... Zęby? Do tego w moczu dość liczne kryształy szczawianu wapnia, bakterie nieliczne:/ na szczęście erytrocyty i leukocyty w normie. W każdym razie mamy zalecenie ścisłej diety - zasady żywienia jak przy kamicy szczawianowo-wapniowej... Krótko mówiąc wykluczenie 90% warzyw, 70% owoców, 95% kasz i produktów zbożowych, 100% orzechów itp. Jak żyć???!!;( Prawie cała dieta do zmiany... Nie mam pojecia jak te wszystkie zakazy ogarnąć w diecie niemowlaka żeby nie było niedoborów.
Wczoraj dostała kasze na dobranoc łyżeczką, buntu wielkiego nie było, niekapek zmieniliśmy bez problemu na b.boxa. Smoczka od dwóch dni nie dostaje w dzień (nawet jak siedzi w wózku i foteliku) tylko na dżemki i spanie, niestety ciumka go prawie całą noc:( trzeba się trochę nagimnastykować jak jej się nudzi albo jest śpiąca, ale tragedii jakiejś wielkiej nie ma. Pod tym względem widzę światełko w tunelu, ale nie wiem czy to wyjście i świat zewnętrzny czy pędzący pociąg, który mnie rozjedzie ech...

8 września, 19:21

Temperatura 38,5, chyba zęby. Oby. OBY!!! Żeby tylko nie było znowu drgawek i szpitala jak przy jedynkach:/ słyszałam, że 3 i 4 wychodzą najboleśniej po jedynkach... Aż się boję. Jest taka biedna, przelewa się przez ręce, cały czas prawie śpi, mało je (najchętniej tylko mleko)i pije wody (a szczawiany trzeba wypłukać ech). U nas to zawsze musi być kombo, jak się wali to z każdej strony, nie wiadomo za co się brać w pierwszej kolejności... Czyli to nie była jednak końcówka tunelu, a pociąg:/

13 września, 19:20

3 dniówka za nami, wczoraj wyszły krostki na skórze, dzisiaj ich już nie ma. Dostaliśmy na nfz skierowanie na usg brzucha i nerek. To super, 200 zł w kieszeni. Dzisiaj troche lepszy dzień. Mała nauczyła się przybijać piątkę. Próbuje zakładać majtki, zakręcać butelki, miesza łyżką w pustym garnku, jak nie chce siku lub kupki to ucieka z nocnika, pokazuje gdzie ja mam oczko. Śmieszna jest:)

Wiadomość wyedytowana przez autora 13 września, 19:25

14 września, 22:20

Byliśmy dzisiaj na zajęciach z sensoplastyki. Było mnóstwo dzieci i dorosłych, nowe miejsce i przedmioty ( różnorodne przedmioty z wypustkami, kolorowy lód i woda, kisiel, galaretka, mąka, płatki itp.), mama i tata trzymali się dalej niż zwykle. Myślałam, że będzie ryk i po zabawie. Mój dzieć sobie po prostu poszedł... Wszystko ją interesowało. Dotykała dzieci, klepała je po głowie, podawała różne rzeczy, śmiała się w głos, właziła pod stoły i oglądała dzieciom skarpetki... Była najmłodsza, a zrobiła największy bałagan hehe Jednym słowem brudne, szczęśliwe dziecko. Przyszła się przytulić tylko 3 razy w ciągu 1,40 (tak całą sobą - płatki, kisiel, mąkę miałam nawet we włosach i staniku). Szok. Wygraliśmy 4 darmowe wejścia i komplet ręcznie robionych mydełek:) będziemy chodzić:D i zapisałam nas jeszcze do klubu malucha (matki siedzą przy kawie i ciachu a dzieci się bawią) a co niech się dzidziosława integruje z maluchami, mam nadzieje ze dzięki temu za rok łatwiej mi się zaadoptuje w żłobku. Zobaczymy. W każdym razie jestem dumna i szcześliwa:)

16 września, 21:45

Sprzedaliśmy auto. Z dnia na dzień, na spontanie. Teraz 2 miesiące czekamy na nowe. Cudowny dzień dzisiaj. Spokojny, pełen przytulania, buziaczków i luzu. Tego mi trzeba było:)

Ps. Zamówiłam sesje i tort na roczek... Normalnie nie ogarniam umysłem, że dzidziuchna jest już z nami prawie rok. 9 lekarzy nie dawało mi żadnych szans na zajście, a potem donoszenie ciąży. A tu nasz mały cud niedługo kończy roczek:D

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 września, 23:06

17 września, 20:12

2 zajęcia z sensoplastyki. Nasz dzieć znowu sobie poszedł (pod koniec zajęć była po drugiej stronie całkiem sporej sali), ani razu się nie przytuliła tylko od czasu do czasu zerkała czy jesteśmy. Bawiła się na całego, kolejny raz była najbrudniejsza, podchodziła do dzieci, zaczepiała dorosłych. Jest najmłodsza, najgłośniejsza i robi największy syf;) nie mogę wyjść z podziwu:)

1 października, 22:45

Strasznie trudny czas za nami (oby). Złapała mnie rwa kulszowa. Młoda miała katar i była strasznie upierdliwa, do tego pies nam zachorował... Zostaliśmy sami z całym bałaganem. Ł nie mogł iść na urlop ani zwolnienie, bo zastępował szefa. Moi rodzice akurat się pochorowali, a teście totalnie wypieli. Także ledwo łażąc zajmowałam się małą sama przez 9h dopóki Ł nie wrócił do domu... Mam do teściów ogromny żal, tym bardziej, że wiecznie im pomagaliśmy. Cóż życie pewne deklaracje weryfikuje. Boli mnie to cholernie. Ja jestem honorowa i o pomoc już nie poproszę. Tylko to działa też w drugą stronę, ja im nie pomogę. Zobaczymy kto na tym bardziej straci.

Zaczęłam wczoraj dietę. Jest ciężko to wszystko ogarnąć, ale walcze. Waga 77 - rok temu w dniu porodu ważyłam 78... Także tego... Do świąt założyłam -10kg, do marca 2020 - lolejne 7 na minusie. Zobaczymy.

I to co sprawiło, że się tu pojawiłam dzisiaj - ku pamięci: mój dzieć zrobił 3 pierwsze kroczki na zajęciach sensoplastycznych. Widziałam to ja, Ł, moj brat i jego córka Pola + kilka postronnych osób, które akurat patrzyły ma młodą:) dzieć mi dorasta:) jestem taka dumna i strasznie ją kocham <3

2 października, 20:05

Tak na szybko: 4 krotnie zrobiła dzisiaj pare kroczków - najpierw odrywa się np. od łóżka, łapie równowagę i idzie parę kroczków i albo się czegoś łapie, albo leci kontrolowanie na ręce:) oprócz tego zeszła dwa razy sama z kanapy w bezpieczny sposób (tak jak ją uczę) i jak powiedziałam, żeby przyniosła mi lalę to mi ją przyniosła:) Do tego chodzi po całym domu i śpiewa lalala hehe Próbuje mi też komunikować różne rzeczy, ale jeszcze jej nie rozumiem.

13 października, 13:29

05.10 o godz 23.20 mój dziećmi skończył rok. Nie wiem kiedy to zleciało... Po prawie 4 latach walki, operacji nogi, wycięciu tarczycy, pół roku bez wypowiedzianego słowa (porażenie nerwu strun głosowych) , zabiegu żylaka powrózka nasiennego u Ł, po usłyszeniu od 9 endokrynologów, że nigdy nie zostanę mamą z takimi wynikami, po wylaniu tysiąca litrów łez, totalnym rozjechaniu psychicznym i emocjonalnym pojawiła się ONA i mnie uratowała... Zrobiła to wtedy, kiedy naprawdę się poddałam - olałam rehabilitacje strun głosowych, dietę, w sylwestra wypiłam naprawdę duuużo alko, odstawiłam wszystkie suplementy i zaczęłam planowanie życia bez dziecka. Ten rok mimo, że kocham ją nad życie był dla mnie bardzo trudny. Ciągle mieliśmy z czymś problem: zapchany kanalik łzowy, wzmożone napięcie, alergia pokarmowa, problemy gastryczne, ciągłe infekcje w układzie moczowy i pojawiające się szczawiany, ubytek w serduszku, szpital, gorączka z drgawkami i inne cuda... Działo się... Z wszystkiego ją wyprowadziłam. Sama. Bez leków, sterydów itp. Lekarze to dla mnie banda konowałów przepisujących antybiotyk nawet na zwykły katar!!! :/ Teraz pracuje nad młodej integracją sensoryczną: huśtam, bujam, ugniatam, dociskam, trzymam ją zwisającą głową w dół, robię kompresję stawów, samodzielnie buduje ścieżki sensoryczne, robię gniot, piaski kinetyczne, ciastoliny i inne cuda hehe
Jakiś miesiąc temu miałam mega kryzys. Wysiadam i psychicznie i fizycznie. Na szczęście jest już lepiej. Uspokoiłam się, odpuściłam część rzeczy (w pewnym okresie przygotowywałam jej 12 różnych posiłków dziennie także tego... trochę mi odwaliło na punkcie tego, że nie chciała jeść), zaczęłam dietę (3 kg w 2 tyg! - zeszła woda, teraz będzie trudniej), staram się choć trochę odpoczywać. Jest progres i to najważniejsze.
Czy myślę nad drugim dzieckiem? Serce mówi tak najlepiej już, rozum - nie dasz rady. I obawiam się, że to prawda;( to jest ciężki temat dla mnie, jak o tym myślę to ryczę... Zawsze chciałam mieć min. dwójkę dzieci, a teraz rozsądek każe zabić mi to pragnienie... Na razie nie ma opcji. Zobaczymy za rok, może dwa - jak młoda będzie się miała zdrowotnie, czy wn odpuści całkowicie, czy nie wyjdą jakieś inne problemy itp. W każdym razie daje sobie czas na ewentualne zajście w ciążę do 35 urodzin. Później nie wracam już do tematu. Będzie bolało, ale młoda jest najważniejsza.
‹‹ 5 6 7 8 9
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)