Pamiętniki W oczekiwaniu na cud
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4 5

18 stycznia, 12:05

I znowu pod górę. Właśnie zadzownili z Warszawy i przełożyli mi termin wizyty o miesiąc... zamiast 22.02 mam przyjechać 22.03.. masakra! Tak się cieszyłam że pójdziemy do przodu, że zaczniemy się starać i może się jeszcze uda jak będę na l4 i tym samym nadal będę miała zaplecze finansowe a tak? Wielka dupa!

22 stycznia, 16:55

Czuję się jak gówno. Dosłownie. Jeszcze jakieś 4 lata temu myślałam że jestem w stanie zdobyć cały świat. Byłam kierownikiem oddziału pośrednictwa bankowego, uwielbiałam tę robotę, kasa była fajna, praca fajna...układało się wszystko tak jak sobie wymarzyłam... byłam pełna marzeń, które krok po kroku realizowałam...na jedne musiałam ciężej pracować na inne mniej...ale zawsze się udawało. Świat należał do mnie! Później pierwsza ciąża..kolejne spełnione marzenie...upadek, śmierć J...walka ale z nadzieją bo przecież to musiał być przypadek a te się zdarzają...po pół roku kolejna ciąża, znowu pół roku szczęścia, walka o życie P..znowu przegrana...po śmierci drugiej córki zwolnili mnie z pracy...znowu się nie poddawałam, walczyłam...odmówiłam dobrego stanowiska na poczet pracy za najniższe pieniądze ale bez celów, presji, mobbingu...przeciez zaraz będę w ciąży a dziecko jest najważniejsze...tak minął ponad rok...czyli po 2 latach starań udało się... kolejne pół roku szczęścia i znowu upadek... oczywiscie l4 będę przedłużała przez jakieś pół roku najdłużej jak się da ale teraz wszystko się wali...szefowa niby wporządku ale chce mnie wykolegować bo chce abym jej podpisała jakiś dokument że rezygnuję z jakiś dobrowolnych składek na jakiś tam fundusz który ona musi opłacać 1.5% nawet nie potrafi dokładnie wytłumaczyćo co chodzi ale koleżanka dzisiaj mi powiedziała że jak to podpiszę mogę mieć w przyszłości problem z dostaniem kuroniówki w razie co...problem polega na tym że do adopcji potrzebuję od szefowej papier że jestem zatrudniona...jak ja nie podpiszę papieru to ona da zaświadczenie z adnotacją że jestem na l4 i później będę bez pracy więc adopcja z automatu zablokowana... czuję się jak człowiek przegrany. Jedno wielkie nic. Dzisiaj chciałabym umrzeć. Nie cieszy mnie nic. Jestem nieporadna, beznadziejna i po prostu do dupy. Chciałam mieć wszystko a nie mam nic.

26 stycznia, 08:06

Dobrze ze niedlugo wizyta u psychiatry. Potrzebuje lekow bo czuje ze robi sie nieciekawie.. z dnia na dzien poglebia sie we mnie niskie poczucie wartosci, nie chce mi sie wychodzic z domu, rozmawiac z kimkolwiek... M sie stara...robi jakies mile kolacje..planuje wizyte u Bomby..tak bardzo sie na nia cieszy, wierzy ze ona nam pomoze ale jak ma pomoc w takim beznadziejnym przypadku jak ja? Co z tego ze zobacze II czy pozytywna bete jak to gowno da? Znowu bedzie 24tc... tego nie da sie ominac... zreszta co ja pisze o II czy becie jak pewnie znowu bedzie problem z zajsciem..
Zyje, bo musze, nie dlatego ze chce.

27 stycznia, 18:47

Czasami mam wrazenie ze tu nie pasuję...zaczelam od wątków staraniowych i to do nich jestem głównie przywiązana, ale nawet jak zajdę w ciążę to nie bedzie powodow do radosci...powoli zaczynam dojrzewac do decyzji opuszczenia forum calkowicie choc szkoda mi znajomosci z dziewczynami bo wszystkie sa naprawde cudownymi osobami...
Dostalam dzisiaj wynik histopatologiczny malej... sama juz nie wiem co mam o tym sadzic...pokaze go prof.B zobacze co powie..
Dlaczego zycia nie mozna ot tak po prostu wylaczyc jak wylacza sie tv?

30 stycznia, 22:14

Siedzę sama...oglądam zdjęcia P i serce mi pęka...łez cały ocean...sama nie potrafię sobie odpowiedzieć na pytanie czy lepiej nigdy nie być w ciąży czy być przez moment, mieć choć kilka zdjęć dziecka...i tak źle i tak nie dobrze. Jedno jest pewne w obu przypadkach ból jest po prostu przeszywający. Przypomniały mi się wszystkie chwile, gdy mała żyła...to był czas wielkiego strachu i szczęścia, że jest....że walczy i żyje... kur*wa mać dlaczego tak jest?! Była, żyła,walczyła...tak bardzo chciała z nami być :( w ostatnim dniu swojego życia tak pięknie się do mnie uśmiechała..trzymała mnie za palec..i rozglądała się ciekawa świata tymi swoimi wielkimi,niebieskimi oczkami...dlaczego instynkt macierzyński mi nie podpowiedział, że mam zostać z nią jeszcze te 2h? Dlaczego? :( gdybym tylko została w tym cholernym szpitalu...może byłoby inaczej a tak? Chciałabym mieć tyle siły do walki ile miało moje małe 570g największego szczęścia..

Wiadomość wyedytowana przez autora 30 stycznia, 22:16

31 stycznia, 14:10

Porada
Esperanza.. o tym że mój organizm odrzuca córeczki też myślałam, ale lekarze twierdzą, że to nie jestudowodnione naukowo i nie ma możliwości leczenia... co do immunologii...to właśnie podobno ona ma u mnie wpływ na straty,ponieważ większość właśnie myśli, że ona ma wpływ na straty do 12tc, a tak niestety nie jest... teraz badam się właśnie pod tym kątem..lekarze z Warszawy po konsulium doszli do wniosku, że u mnie jest problem już na początku dzielenia się komórki...mój ogranizm odrzuca zarodek właśnie od 17tc kiedy to łożysko przejmuje funkcje i traktuje dzieckojak zagrożenie...to jest ich teoria a moja ? Przejrzałam dokładnie wyniki histopatologiczne..pierwsza ciąża jest napisane, że wszystko wskazuje na infekcję wewnątrzmaciczną, druga ciąża gestoza a teraz z kolei na histopacie, że były 2 skręty na pępowinie, pępowina umiejscowiona 3cm od brzegu, więc może być też i tak, że mam po prostu cholernego pecha...sama już nie wiem ;(

Wiadomość wyedytowana przez autora 31 stycznia, 14:11

31 stycznia, 15:47

Esperanza od kilku dni próbuję się do Paśnika dobić...jutro będę wydzwaniała aż ktoś odbierze, bo ciekawi mnie właśnie jego opinia w mojej sytuacji...

Jestem na tej stronie na fb ale tam strasznie ciężko coś złapać, bo wiele dziewczyn próbuje się do doktora dostać, ale będę cały czas próbowała :)

Wiadomość wyedytowana przez autora 31 stycznia, 20:37

8 lutego, 20:49

Byłam na wizycie popołogowej. Polip był i już go nie ma :) jeden problem z głowy. Mam zarezerwowana wizyte u dr. Paśnika, drugi plus.. jadę do niego,bo ciekawi mnie czy straty mogły wynikać z immunologii...
Jak się czuję? Sama nie wiem...wydaje mi się,że normalnie...jest jakby delikatnie lepiej, a może aż tak bardzo to wszystko z siebie wyparłam? Nie wiem. Wiem, że jestem twarda. Zawsze sobie z wszystkim radziłam, teraz też dam radę. Codziennie tęsknię za dziewczynkami, codziennie coraz bardziej...dzisiaj przyglądałam się jak mój M bawił się z moim bratankiem - 13 miesięcy...serce pękało,mama chyba wiedziała o czym myśli, bo uważnie mi się przyglądała, ona cały czas wierzy, że w końcu nam się uda... to dziecko jest tak cholernie wyczekiwane przez wszystkich z obu naszych rodzin...

13 lutego, 16:46

I tak mija dzień za dniem.... w zupełnej ciszy.
Byłam dzisiaj u dziewczynek, podgarniałam śnieg bo nie lubię jak mają zasypane..mam na tym punckie hopla tak jak i na tym że zawsze, ale to zawsze musi się im palić znicz. Niektorzy uwazaja że to nie jest normalne ale mam to w dupie. To moje zycie. To moje dzieci. To cały mój świat.
Nadal próbuję odnaleźć sens w bezsensie.

15 lutego, 09:06

23 lutego wizyta u Paśnika. Ciekawi mnie co powie...chciałabym, aby dał mi po prostu prograf i encorton. To wszystko..tylko tyle i aż tyle. Tak cholernie chciałabym poznać powód śmierci moich dzieci, ta niewiedza nie pozwala mi normalnie żyć. M wczoraj z rana się popłakał, bo Walentynki były dniem granicznym,który sobie postawiliśmy w walce o Gaję w brzuchu...nie udało się, walkę kolejny raz przegraliśmy. Po południu z kolei powiedział, że on chce znowu zacząć żyć,cieszyć się, nie smucić non stop,bo życie ma jedno. Fajnie tylko, że ja tak nie potrafię. Oczywiście on o dziewczynkach nie chce zapominać, ale chce być szczęśliwym..powtarza, że dla niego to ja jestem najważniejsza, ale ja tak bardzo pragnę mieć dziecko, że tylko on mi nie wystarcza...jestem egoistką. Tak cholernie źle się z tym czuję, bo w końcu stracę i jego i dzieci mieć nie będę,ale no po prostu nie potrafię inaczej. Jednego dnia chcę się starać, a drugiego już nie... niechże się ta huśtawka nastrojów w końcu skończy!

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 lutego, 20:06

20 lutego, 09:30

Dzisiaj mam gorszy dzień, a było już tak dobrze. Łzy kolejny raz same lecą, smutek,pustka,zwątpienie... nie zadaję już sobie pytania dlaczego ja, bo wiem, że nigdy nie uzyskam na nie odpowiedzi. Jest mi źle, tak kurewsko źle, po prostu. Za miesiąc miałam rodzić, cieszyć się...być w końcu choć trochę szczęśliwa... chcesz rozśmieszyć Boga? Powiedz mu o swoich planach.. czekam za wtorkiem jak za ścięciem.. czuję w kościach, że nic nowego się nie dowiem.. że kolejny raz niepotrzebnie narobiłam sobie nadziei. Daję sobie czas do maja/czerwca później temat dziecka zamykam na zawsze. Nie mam już sił.

23 lutego, 17:39

Dzisiaj była pierwsza wizyta u dr. Paśnika. Konkretnt,rzeczowy lekarz. Powiedział, że być może rzeczywiście problem u mnie zaczyna się już od razu po zapłodnieniu... mam za niskie nk, więc to też może mieć wpływ na przebieg ciąży... dorobiliśmy dzisiaj kilka badań i teraz trzeba czekać za wynikami... mam u docenta teleporadę 06.03, ale wątpię,aby kiry przyszły do tego czasu :/ wizyta mi przeleci bokiem :( po wizycie jakaś delikatna nadzieja odżyła, ale wiem, że w moim wypadku nie ma co się cieszyć...radość może być dopiero,gdy dziecko będzie obok mnie, bo nawet zajście w ciążę nic nie będzie znaczyło...

24 lutego, 18:22

Mam najlepszego męża na świecie. Tyle przeszliśmy, a on nadal głęboko wierzy, że będziemy mieli biologiczne dziecko, nie wiem skąd on bierze te pozytywne myśli. Dzisiaj kolejny raz poleciały mi łzy na widok szczęśliwych rodziców z wózkiem, a on mbie przytulił i powiedział, że mam nie zazdrościć,bo to niefajne uczucia i, że niedługo i my z wózkiem będziemy chodzili...oczywiście rozryczałam się jeszcze bardziej..
Wkurzam się na wizytę u dr. Paśnika... kurde słabo to zorganizowane żeby na omówienie wyników trzeba było czekać tak jak na wizytę za 1 razem... dzisiaj od rana próbowałam się dodzwonić do APC ale bez szans..albo nie odbierają albo zajęte... odświeżam non stop znanego lekarza... dostałam wiadomość na e-mail,że ktoś zwolnił miejsce na 11.03 odświeżałam od razu i co? Wolny termin mi się nawet nie pokazał :/ no nic...będę z tym walczyła dalej... póki co wyniki cross match są ok... czekam za ana, cytokinami i kirami..
❤ Jezu, Ty się tym zajmij... w Tobie moja ostatnia nadzieja.. ❤

2 marca, 06:16

Dokładnie o tej porze 3 lata temu drżałam ze strachu, który bardzo delikatnie mieszał się ze szczęściem... wiedziałam, że za 2h będą mnie wieźli na salę operacyjną, aby Cię urodzić córeczko...tej suchości jaką miałam w buzi na sali operacyjnej nie zapomnę nigdy...samo cc niby nie było złe... dokładnie o 9:01 przyszłaś na świat... choć miałaś zaledwie 570g wydałaś z siebie 3 okrzyki...brzmiały jak płacz maleńkiego kotka...nikt nie dawał Ci szans, ale dałaś radę... wyglądałaś jak maleńka Calineczka, a rodzice kochali Cię tak bardzo, że sami nie wiedzieli, że można kogoś aż tak pokochać od pierwszego wejrzenia... Skrabie te 2.5 miesiąca, które byłaś z nami były najpiękniejszyni miesiącami jakie w życiu przeżyłam..każdy dzień z Tobą był spełnieniem naszych marzeń...gdybym mogła oddać swoje życie za to,abyś żyła nie zastanawiałabym się nawet pół seksundy..barszo,bardzo Cię mamusia kocha maleńka❤😭
Mam nadzieję, że dzisiaj będziesz w niebie miała pyszny torcik i siostrzyczki zaśpiewają Ci sto lat, mamusia to zrobi w myślach na cmentarzu...
3 lata.... kiedy to minęło? Każdy szczegół,każdą sekundę pamiętam tak,jakby to było wczoraj..
Panie, daj mi siły, błagam...

Wiadomość wyedytowana przez autora 2 marca, 08:02

4 marca, 14:46

Wczoraj miałam z mężem poważną rozmowę...oboje jesteśmy zmęczeni ciągłym oczekiwaniem na cud...dotarło do mnie że od ponad 4 lat albo jestem w ciąży albo na zwolnieniu po ciąży...nie mogę tak dłużej funkcjonować bo naprawdę wyląduję w wariatkowie...bardzo pragnę mieć dziecko ale czy naprewno aż takim kosztem? M stwierdził że odkąd się staramy aby w końcu było dobrze to stracił radość z życia...nie ma już spontanicznych wyjazdów, skoków ze spadochronu i innych hobby.. każdą kasę odkładamy na badania, wizyty,dojazdy do lekarzy..no ile można? W końcu życie nam przeminie na tym wyczekiwaniu i złudnej nadziei a dziecka i tak może nie być...jesteśmy w czarnej dupie. Zobaczymy co powie Paśnik, Bomba i.... no właśnie raz chcę, a raz nie... za dużo mnie to wszystko kosztuje..a jak znowu się nie uda? Jak kolejny raz będę musiała przejść przez to piekło? Nikt mi nie zagwarantuje zdrowego, żywego dziecka...
Wiem że inni mają jeszcze gorzej i powinnam przestać się nad sobą użalać, wiem..
Z plusów to chociaż to, że mam teraz czas, aby znowu wrócić do szycia...dzisiaj wystawiłam kolejny kocyk z podusią:)
1 2 3 4 5
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego