Wielki TEST kobiecej płodności!

Sprawdź swoją płodność i otrzymaj spersonalizowane wskazówki

Rozpocznij test
X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki W oczekiwaniu na cud
Dodaj do ulubionych
‹‹ 5 6 7 8 9

4 listopada 2021, 19:51

Dzisiaj jest dzień,w którym łzy płyną mi same...łzy szczęścia. 24.06 poroniłam w 9tc (*) :( 24.08 miałam ostatni okres...od razu telefon do Warszawy... B prosi o przyjazd. Obstawia mnie mega mocno lekami..robi usg.. wychodzi 5/6 tydzień z usg, z om jakiś 6tc... myślę sobie przecież póki co jest mała różnica, w każdej ciąży przecież tak miałam...lekarz powiedział, że jest ❤ ale trzeba sprawdzić za 2 tyg czy bije...byłam załamana, że znowu będzie " powtórka z rozrywki".. kochana M załatwiła mi na szybko wizytę u gina w moim rodzinnym mieście poszłam... lelarz mówi, że z usg jest 6+1 serduszko bije prawidłowo...różnica między usg, a om 6 dni... po 2 tygodniach pojechałam do Warszawy... usg wskazywało 7+1, więc po tygodniu od wizyty u gina w Toruniu nadal 6 dni...niby mało, ale w moim wypadku to dużo.. :( kolejna wizyta po kolejnych 2 tygodniach wg.wyliczeń dzisiaj na usg powinno być 9+4,a co się okazało? Maluszek NADROBIŁ! Usg wskazuje 10+2! Pierwszy raz na 6 ciąż zgadza mi się termin usg z terminem om 😭 badało mnie dzisiaj 3 lekarzy..prof.B, dr.L i jakiś tam jeszcze.. dr L na końcu badania mi powiedział, że nawet nie wiem jak bardzo lekarze ze szpitala trzymają za mnie kciuki - oczywiście się poryczałam ;)
Oczywiście nie wiem co będzie dalej, bo najgorsze dopiero przede mną...najgorszy czas zbliża się wielkimi krokami, ale na dzień dzisiejszy wierzę, że będzie dobrze. Za 6 razem musi się udać, po prostu musi...
P.S proszę nie gratulujcie...trzymajcie po prostu kciuki :*

12 listopada 2021, 21:37

Czekam za wizytą 18.11..
Odebrałam dzisiaj wyniki moczu oczywiście nie może być dobrze...liczne bakterie, leukocyty luźną wartswą pokrywają pole widzenia (nawet nie wiem co to znaczy) dodatkowo nieliczne kryształy szczawianu wapnia... czekam za wynikiem posiewu..dobrze, że mnie tknęło,aby to zrobić... nie dość, że w cytologii mi wyszła Candida (dostałam już na nią tabletkę) to jeszcze się przypałętały te bakterie :( stresuje się,bo z J miałam zakażenie wewnątrzmaciczne ;( piję sok z żurawiny, dzisiaj M kupi mi korę dębu i będę robiła nasiadówki...oby szybko przeszło i nie rozwinęło się nic złego.. :( wiedziałam, że będzie psychicznie ciężko, ale z dnia na dzień jest chyba coraz gorzej tym bardziej jak widzę takie wyniki....
Dla zapamiętania spiszę dzisiaj leki,które biorę:)
- euthyrox 50 (niedoczynność)
- luteina 2x200 (rano i wieczorem) podejrzewam, że te bakterie są też od tego dziadostwa i 4 tabletek dziennie :/
- heparyna 0.6
- acard 150
- encorton 10 (teoretycznie do 12tc, ale zastanawiam się czy sama nie przesłużyć do 24tc 5mg)
- kwas foliowy 5mg (do 12tc)
- accofil 1/4 co 4 dni do 10tc i 1/4 co 5 dni do 12tc
- insulina przed obiadem i na noc
- symformin xr 2x750 na noc (teoretycznie do 12tc,ale będę brała tak długo aż wystarczy mi tabletek)
- medargin 1 łyżeczka codziennie
- prenatal uno
- od 17-24tc mam mieć podane prowastatyny
Dużo tego, ale jeśli to ma pomóc to mogę i jeszcze raz tyle brać tego wszystkiego...

Jezu, Ty się tym zajmij ❤

Wiadomość wyedytowana przez autora 12 listopada 2021, 21:39

19 listopada 2021, 06:53

Wczoraj miałam prenatalne..czekałam ponad godzinę w stresie na swoją kolej..cała się z nerwów trzęsłam,było mi słabo...w końcu nadeszła moja kolej...usg robiła mi miła lekarka (nie profesor)..badała długo,wydaje się,że dokładnie. Maluch nie chciał w ogóle współpracować...wierzgał,kopał,ruszał się jak szalony(spodziewałam się tego,bo dziewczynki miały tak samo)..w końcu mówi..długość idealna,kość nosowa,rączki,nóżki,mózg itp wszystko prawidłowe. Pytam o przepływy...odpowiada, że w tętnicach macicznych jest pulsacja podwyższona,ale na tym etapie tak może być i, że wiele kobiet tak ma. Pytam więc jak ocenia dobrostan dziecka na ten moment, odpowiada,że idealnie i,żeby myśleć pozytywnie,bo na ten moment nic noe wskazuje,że miałoby być źle. Ależ ja byłam szczęśliwa! Pierwszy raz jest idealnie! Po usg poszłam do prof. B... no i tyle by było z radości..profesor pogratulowała, że dotrwaliśmy do tego momentu, ale przepływy w tętnicach macicznych są złe. Wizyta za tydzień, jak nie będzie poprawy wprowadzamy prowastatyny... tak się cieszyłam, że w końcu jest dobrze! Sprawdziłam jakie miałam IP w poprzednich ciążach..tylko z J były ok.. i teraz rozumiem co miała na myśli doktor Dengel mówiąc,że na I prenatalnych wyniki były już złe,a mnie zapewniano, że wszystko jest dobrze! Wiem,że jeszcze wszystko może się zdarzyć, że to wczesny etap i przepływy mogą się wyrównać,ale w głowie jest masakra...pocieszam się tym,że z P miałam podobną wartość,a gdyby nie gestoza to by rosła...i żyła... no nic,czekamy do kolej ego czwartku..

Jezu,Ty się tym zajmij! ❤🙏

Wiadomość wyedytowana przez autora 19 listopada 2021, 07:12

27 listopada 2021, 08:25

Wczoraj wzięłam ostatni zastrzyk z accofilu, na szczęście! Bo tak jak na początku trochę czułam się po nim przez kilka h jakby mnie przeziębienie brało,tak te ostatnie zastrzyki to masakra..głowa mi pęka do dzisiaj :( pół nocy nie spałam z bólu..ale opłacało się. W poprzednich ciążach go nie brałam i wynik pappy zawsze wskazywał na to, że może coś się dziać...z każdą ciążą wynik był gorszy..w ostatniej pappa 0.4! Krytyczna! A teraz? Wynik idealny 1,5..wraz z B byłyśmy w szoku...ja chyba w większym,bo jechałam nastawiona na mega złe wieści choć wiem, że pappa to tylko statystyka to u mnie jednak się sprawdzało...czy się cieszę? Z tego wyniku tak. A ogólnie ? Nie potrafię. W każdej wcześniejszej ciąży na tym etapie gadałam już do brzucha, głaskałam, czytałam książeczki...teraz tego nie ma..wkurzam się, bo wiem, że to dziecko też na to zasługuje,ale nie potrafię...nie potrafię się przemóc. Odliczam każdy dzień, budzę się z myślą aby już zasnąć i przetrwać kolejny tydzień...boję się. Boję się powtórki, boję się tego, że nie pokocham tego dziecka tak jak dziewczynek, a najbardziej boję się tego, że to dziecko będzie bardzo podobne do Poli..a nie będzie nią..tak, tego się boję zdecydowanie najbardziej...mama mi tłumaczy, że przecież to będzie jej rodzeństwo, więc wiadomo,że będzie podobne,że gdyby żyła to i tak byśmy chcieli mieć jeszcze dzieci...nie wiem, nie potrafię tego ułożyć sobie narazie w głowie. Maluch póki co rośnie prawidłowo, w poprzednim tygodniu miał 6 cm.. w czwartek kolejna wizyta zobaczymy czy pomiary nadal prawidłowe czy nam zaczął uciekać w tył, oby nie.
Leki na ten moment:
-euthyrox 50
- luteina 2x200 rano, wieczór
- encorton 10
- magnez
-probiotyk
-prenatal uno
-heparyna 0.6
-acard 150
-symformin xr 2x750
- insulina na dzień i na noc
-medargin 2x2g

Jezu, Ty się tym zajmii 🙏

Wiadomość wyedytowana przez autora 27 listopada 2021, 08:26

7 grudnia 2021, 20:58

Od kilku dni dosłownie pęka mi głowa :( na szczęście przestaje czasami i nie jest to ból ciągły...
Jestem zmęczona. Tak bardzo zmęczona tym wszystkim.
To wyczekiwanie wykańcza mnie psychicznie, wysysa całą pozytywną energię..
Ubraliśmy z M dzisiaj choinkę miałam nadzieję, że poprawi mi to humor, a tymczasem wkurzają mnie kolorowe lampki, wkurza mnie to, że ta choinka w ogóle stoi...wiem, że tak nie można..staram się, ale czasami wszystko mnie przerasta. Podobno najsilniejsi czasami klękają. Dzisiaj klękam, aby jutro wstać i znowu walczyć.. zdaję sobie sprawę z tego, że humor jest też taki przez zbliżającą się rocznicę śmierci mojej 3 córeczki. ROK. Jak to możliwe? Dzisiaj przed oczyma mam wejście do szpitala, diagnozę,poród i.....jej ciałko,twarz,rączki,nóżki... tym piepszonym ludziom,którzy są za aborcją naplułabym dzisiaj w twarz,bo wiem jak wygląda dziecko w 17tc.. to nie są żadne cholere tkanki! To jest miniaturka człowieka..taka mała laleczka..
Nigdy nie pojmę jak można dokonać aborcji...chodzi mi o zdrowy płód,zdrowe dziecko..co innego jak maleństwo nie ma szans na przeżycie.. ludzie są podli..tyle zła jest na świecie, człowiek dla człowieka wilkiem..tylko po co? Nie rozumiem..

Dzisiaj zaczęłam 15tc...
Za miesiąc będziemy wiedzieli czy uda się uratować to dziecko, czy ma szanse na przeżycie...wierzę, że się uda.

9 grudnia 2021, 21:53

Dokładnie rok temu pierwszy raz przekroczyłam próg szpitala na Starynkiewicza...pojechałam z nadzieją, że da lekarze dadzą radę uratować moje dziecko choć w głębi serca wiedziałam, że uratować jej się nie da, ale walczyłam...dałam z siebie wszystko, niestety przegrałam tę walkę 😭
Jutro będzie rok jak dowiedziałam się po godzinie 7 rano, że Twoje serduszko nie bije...pielęgniarki szalały z ktg..szukały, prosiły aby to serduszko biło,niestety... potwoerdzenie usg, że tętnica zatorowana całkowicie, brak przepływu, brak akcji serca. Gaja umarła 😭 zasnęła cichutko pod moim sercem..mam chociaż nadzieję, że nie cierpiała..oddałabym wszystko żeby tylko ulżyć jej w bólu 😭 10.12 zaczęto wywoływać mi poród...nie mogę powiedzieć,bo lekarze naprawdę empatyczni,pomocni...czułam się dobrze przez nich zaopiekowana.. na początku nic się nie działo, tabletki na wywołanie nie pomagały...zrobiono mi kilkukrotnie masaż szyjki (jak to boli!).. dopiero po którejś tabletce z kolei,gdy lekarka z nocnej zmiany oskubała mi tabletkę i włożyła sam proszek ruszyło się...drgwaki i....to zimno, przerażające zimno...telepało mnie na wszystkie strony świata, rzucało na łóżku jakbym była opętana...pielęgniarki przychodziły dawały leki na złagodzenie bólu przykryły dodatkowymi kocami...gdy to ustąpiło nadeszły skurcze...jeden mocniejszy od drugiego...na szczęście byłamsama w sali, więc mogłam chodzić, kręcić biodrami,kucac,skakać i błagać moją córeczkę,aby mi pomogła i wyszła...nie wiedziałam tak właściwie gdzie mam ją urodzić..pielęgniarka podała mi małą nerkę, z którą miałam chodzić do toalety...i tam też urodziłam swoją córeczkę..gdy poczułam mocne parcie wyczołgałam się z sali i zamknięta w toalecie na czyściutką nerkę urodziłam już trzeci cud...zrobiłam jej zdjęcie, pocałowałam..pielęgniarka dobijała się do drzwi,bo myślała że coś sobie zrobię, a ja chciałam po prostu ją zobaczyć w spokoju...gdy wyszłam szybko ją zabrała...nie płakałam..to był taki wstrząs psychiczny, że brakowało mi jakichkolwiek emocji...pielęgniarki pytały czy wiem co się stało więc chyba wyglądałam źle... poszłam do pokoju...położyłam się i chwilę odpoczęłam...poprosiłam,aby przyniosły mi mała,bo chcę się pożegnać..nie chciały,ale zażądałam,aby mi ją przynieśli... bez worka owodniowego wyglądała inaczej...była taka maleńka, bezbronna..zmieściła się akurat do nerki..położne płakały wtedy rwzem ze mną,gdy mówiłam,że bardzo ją kocham i,że ma się nie bać,bo jej siostrzyczki będą się nią opiekowały... to był zdecydowanie najcięższy poród... i tak niewiadomo kiedy minął rok...
Gaja urodziła się dokładnie o 4:35, Pola o 4:35 umarła...

15 grudnia 2021, 16:23

16+1... boję się, tak po prostu po ludzku się boję. Nie jestem twarda. Nie jestem silna. Ja nie mam innego wyjścia jak brnąć do przodu. Każdy dzień przybliża mnie do 20tc, w którym powinno wszystko się wyjaśnić... w 24tc zawsze było bardzo źle i 2x wszystko się skończyło.
Nadchodzą święta..próbuję,ale nie potrafię się cieszyć. Chciałabym przespać najbliższe tygodnie. Chciałabym przespać podabie eksperymentanlych leków. Czuję się jak piepszony królik doświadczalny,ale wiem, że sama się na to zgodziłam. Nie mam innego wyjścia. Nie pomaga fakt, że wiele osób mi mówi, że przy 4 dość wysokiej ciąży powinnam czuć już ruchy, a ja ich nie czuję. Jakoś ok 14tc czułam bąbelki,ale teraz nie czuję nic. Serduszko bije,bo sprawdzam detektorem (Paulina kolejny raz Ci za niego dziękuję!:*) w sumie mam nadwagę, tłuszczu u mnie też co nie miara, więc mam nadzieję,że to przez to tych ruchów jeszcze nie czuję...
Jeszcze 5 dni i szpital...

21 grudnia 2021, 12:11

Drugi dzień w szpitalu.
Miałam dzisiaj usg, dziecko waży ok 195g jest najprawdopodobniej chłopcem.
Przepływy nie są dobre. Są w górnej granicy normy,niewiele brakuje do jej przekroczenia,niestety. Lekarz stwierdził,że tragicznie nie jest,ale dobrze też nie. Dzisiaj albo jutro podadzą mi prowastatyny, czy to się uda? Czy obniżą choć trochę ten opór? Tego nie wiemy... tak bardzo bym chciała,aby się udało,ale przygotowana jestem na wszystko. To moja ostatnia ciąża. Zrobiłam wszystko co było możliwe,aby urodzić zdrowe,żywe dziecko,już na nic nie mam wpływu, wszystko w rękach Boga. Moje odczucia? W tym momencie chyba głównie obojętność. Uodporniłam się na to wszystko. Psychika się broni,nie pozwala na zbyt duże emocje. Jeśli przejdę 26tc wtedy będę mogła odetchnąć, póki co nie wybiegam w przyszłość. Przykre to,ale inaczej nie potrafię. Myślę,że za ok 2 tygodnie jak zaczną działać prowastatyny będzie można powiedzieć coś więcej..tzn czy się uda czy będę miała kolejną "powtórkę z rozrywki". Trzeba czekać..kolejny raz życie pokazuje mi na jak niewiele rzeczy mam sama wpływ, a jak wiele rzeczy jest uzależnione od czasu, którego ani się nie cofnie,ani nie przyśpieszy..

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 grudnia 2021, 12:11

23 grudnia 2021, 16:56

Kochane!
Wiem, że wiele z Was mnie obserwuje, czyta i mi kibicuje.
Chciałabym życzyć każdej z Was zdrowych,wesołych Świąt Bożego Narodzenia!
Pamiętajcie, że w tym szczególnym czasie nie ważne są prezenty, a czas spędzony z najbliższymi, wiec przytulcie swoje dzieci, pocałujcie swego męża i niech smutki i troski odejdą w bok..w tym szczególnym czasie pamiętajmy o tych, których nie ma z nami...
Wiem, że pewnie Wam nie muszę akurat tego przypominać,ale pamiętajmy także,aby przy składaniu sobie wzajemnie życzeń nie sprawić komuś przykrości,bo to co dla nas jest oczywiste komuś innemu może sprawić smutek i ból..nie życzmy sobie wzajemnie dzieci czy męża,bo te życzenia nie sprawią bezdzietnym radości, samotnych nie podbudują... życzmy sobie fajnych przygód, wspaniałych wycieczek, uśmiechu na twarzy i prawdziwych przyjaciół ❤
Dziękuję każdej z Was za wiarę we mnie ❤
Udanych Świąt 🎁

30 grudnia 2021, 19:09

Nasz mały cud waży dzisiaj 235g - na ten moment rośnie prawidłowo ❤ jest już większy na tym etapie od J i G także to jest ogromny plus... no ale niestety przepływy w tętnicach macicznych są w górnej granicy normy - czyt. są złe 😭 tal bardzo wierzyłam,że tym razem będzie inaczej, że może jak jest chłopiec to w końcu przepływy będą dobre...niestety :( lekarka,która robiła mi dzisiaj badanie powiedziała,że póki mały rośnie prawidłowo to jakoś bardzo by się tymi przepływami nie przejmowała, prof.B powiedziała,że jest pozytywnej myśli i,że na chwilę nowy rok a ten jest podobno pod znakiem tygrysa wodnistego i będziemy miały małego wojownika, tak bardzo chcę w to wierzyć! Nie mogę zwątpić choć tak strasznie ciężko mi uwierzyć w to,że damy radę :( za wiele złego mnie w życiu spotkało,abym potrafiła zawierzyć na 100%, gdy widzę takie wyniki :( wyczytałam, że.na poprawę przepływów dobry jest sok z aronii, więc od dzisiaj będę piła po pół szklanki, podobno magnez z wit.B też się bierze, więc biorę... Bartusiu Skarbie nasz Najdroższy mamusia będzie o Ciebie walczyła z całych sił, a Ty syneczku bądź dzielny! Twoje siostrzyczki napewno nad nami czuwają! 😇😇😇
Kolejna wizyta w Warszawie 11.01 i wtedy będzie "wyrok", bo zobaczymy czy waga stoi w miejscu czy mimo złych przepływów łożysko daje radę.. Panie,daj mi siły,bo upadam i nie mam siły wstać..za ciężki dajesz mi krzyż...

10 stycznia, 22:35

Jutro będzie równo połowa ciąży. 20+0...właśnie w tym okresie dowiadywałam się,że coś jest nie tak...od tego okresu moja najmłodsza córeczka dzielnie przez miesiąc walczyła..od tego momentu przez 4 tygodnie nie urosła nawet 100g...na tym etapie zasnęła na zawsze także podobno moja najstarsza córcia...a pośrednia na tym etapie rosła jako tako,ale była już o dobry tydzień do tyłu...
Co mnie czeka jutro? Co usłyszę? Czy poraz kolejny będzie płacz,płacz rozpaczy i smutku? A może wydarzy się cud ? Tak, nie boję się używać tego słowa...jeśli dam radę urodzić tego malucha w bezpiecznym terminie,który będzie zdrowy i,który przede wszystkim będzie żył to będzie CUD,ale ja wierzę w cuda...dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych, przepływy nie są dla niego czymś czego nie potrafi rozwiązać...wierzę,że tym razem okaże nam litość...
Boję się z godziny na godzinę coraz bardziej...choć wydaje mi się,że wiem co jutro usłyszę.. ale czy moje przeczucie się sprawdzi?

Wiadomość wyedytowana przez autora 10 stycznia, 22:36

11 stycznia, 20:26

I mamy połowę ciąży...20+0 minęło w sumie niewiadomo kiedy...człowiek liczy od wizyty do wizyty a co tygodniowe/dwutygodniowe wizyty w Warszawie mijają jakbyśmy jechali na lody a nie 190km ;) dzisiaj od rana miałam ciężki dzień..nie dość,że w nocy spać nie mogłam i przekimałam się może 2 h to na dodatek nic nie mogłam przełknąć, a jak coś się zjeść udało to od razu z nerwów 🤮 pod gabinetem byłam prawie godzinę wcześniej...trzęsłam się jak galareta, przechodziły mnie zimne poty,dreszcze...strasze uczucie. Po 12 byłam w gabinecie. Lekarka mówi żeby się położyć i patrzy...patrzy..patrzy..i gada coś sobie pod nosem..w końcu mówi że z małym wszystko prawidłowo, pyta ile ważył wcześniej więc odpowiadam,że 235g...odpowiada,że teraz ponad 300g..łzy mi popłynęły,bo to oznacza,że nie zatrzymał się tak jak dziewczynki,że walczy,rośnie ❤ przepływy u małego ok,w tętnicach macicznych nadal podwyższony opór,więc słabo,ale póki mały rośnie jest dobrze. Co czuję? Szczęście to za wiele powiedziane, ale jak już się wyciszyłam to delikatny uśmiech się pojawił... lekarka powiedziała,że na 100% chłopiec..nadal się do tego przyzwyczajam,bo córeczka zawsze była moim spełnieniem marzeń..
Syneczku rośnij w siłę... kolejny przystanek 27.01... teraz odliczam,aby Bartuś miał 500g i slończył 24tc to są granice kiedy ratuje się dzieci (oczywiście mam nadzieję,że wytrzymamy długo dłużej i osiągniemy wagę o co najmniej 1kg większą)..

19 stycznia, 19:26

21+1tc... codziennie zastanawiam się ile jeszcze czasu spędzę z Bartkiem w brzuchu... tak bardzo marzy mi się 35/36tc... choć to narazie odległe marzenia...teraz marzę,aby przejść 24tc z wagą ponad 500g.. niby tylko 3 tygodnie,a wnet jak wieczność.. na co dzień staram się o ciąży nie myśleć,aby się nie zadręczać...teraz skupiłam się na segregowaniu ubranek po dziewczynkach, ich kocykach, buteleczkach, ręczniczkach...ciężko,ale wiem, że inaczej się nie da...są rzeczy,na które nie mamy wpływu i musimy nauczyć się z nimi żyć,choć nie zawsze nam się to podoba.
O dziewczynkach myślę codziennie, nie ma sekundy,abym o nich nie pamiętała..choć ich nie ma są całym moim światem, moim życiem..powoli szukam już zniczy dla 4 urodzinki Polci 02.03... to już będą 4 lata... dlaczego czas tak szybko mija ? Dlaczego aż tyle czasu już minęło? Córeczko mamusia kocha Cię najbardziej na świecie! Ostatnio przed oczami mam jej obraz...ona taka maleńka,bezbronna w inkubatorze w Gdańsku,gdzie zostałyśmy przewiezione ze względu na retinopatię wcześniaczą..wchodzimy z M na salę, wypatrujemy jej i jest...serce mi ściska na jej widok...dezynfekuję ręce, wkładam dłoń do inkubatora,aby wiedziała,że jestem i,że jest już bezpieczna...mówię do niej czule i w tym momencie ona z całej siły łapie mnie tymi maciupkimi paluszkami za palec i łzy lecą jej ciurkiem...nie płakała, po prosty tak bardzo zaczeły lecieć jej łzy... wiedziałam,że jest szczęśliwa,że jesteśmy i,że nie jest tam sama... tak..córeczko zdecydowanie byłaś moim spełnieniem marzeń...

27 stycznia, 19:58

Tak dla zapamiętania:
22+2tc... Bartuś waży 484g.. waga prawidłowa co do wieku :) przepływy tętnic macicznych bez zmian (najważniejsze,że nie pogarszają się drastycznie), przepływy u małego prawidłowe (oby jak najdłużej). Lekarz, który robił usg powiedział,że do 30tc powinniśmy dotrwać jak będzie tak dalej,bo że nie będzie to ciąża donoszona to jest wiadomo.. po usg wizyta u B. spojrzała na wynik, na wagę i się uśmiechnęła,a u niej to naprawdę wiele,bo jest bardzo ostrożna..zapytałam czy jej zdaniem dotrwamy do 30tc,odpowiedziała,że ma nadzieję,że będzie to 36tc,ale na ten moment jest jeszcze wcześnie i musimy czekać choć rokowania są dobre. Zapytałam o możliwość porodu sn powiedziała, że w moim wypadku będzie CC z racji poprzedniej cc w 26tc.. poród sn mógłby się zakończyć pęknięciem miednicy i śmiercią,a tego chcemy uniknąć, więc nie będzie mnie nikt narażał... w przypadku cc też jest zagrożenie krwotokiem, który miałam przy pierwszym cc,ale jestem spokojna. Wiem,że jestem w dobrych rękach i nikt nie pozwoli,aby cokolwiek mi się stało. Czy po tym co dzisiaj usłyszałam jestem spokojna? Nie,ale jestem spokojniejsza..nabieram nadziei na to,że być może będzie mi dane przytulić zdrowe, żywe dziecko... można powiedzieć, że pierwszy próg 500g został przekroczony..teraz tylko czas...czas, którego nie przyśpieszę i na który nie mam wpływu..czas, który jest bezlitosny.
Kolejny przystanek 10.02 będzie to 24+2... w 24tc urodziłam moje dwie cudowne córeczki..
Z dobrych wieści to od dzisiaj schodzę z metforminy i luteiny :D w końcu trochę mniej tych tabletek,bo ile można..może w końcu odczepią się ode mnie bakterie w moczu... i wyniki będą prawidłowe.

7 lutego, 21:06

Jutro zacznie mi się 24tc (24+0) ciężki tydzien...tydzień, w którym 2 razy moje serce roztrzaskało się na miliony kawałków i nie skleiłp się do dzisiaj..nigdy się nie sklei...w tym tygodniu 2 razy umarło moje marzenie..moje dziecko..moja najstarsza i najmłodsza córeczka... przeklęty 24t... ciężko nawet opisać uczucia które obecnie mną tagrają..gniew,smutek,żal,wściekłość,bezradność,rozgoryczenie... M także po nocach spać nie może..nie chce pokazać ale wiem że bardzo się boi, że przeżywa... do mnie dotarło że...że jest to także tydzień kiedy w większości szpitali lekarze podejmują akcję ratowania dziecka gdyby się miało urodzić...oczywiście jest to za wiele za wcześnie,ale ta świadomość,że jednak będą ratowali tak jakoś inaczej działa na psychikę...nigdy nie zapomnę,gdy byłam w szpitalu z P...26tc a ona nie ważyła 500g..lelarze powiedzieli mi wtedy że jeśli po jej wyciągnięciu nie będzie ważyła conajmniej pół kilograma to nie podejmą akcji ratowania nawet jeśli będzie żyla...to co ja wtedy przeżyłam to gorzej niż koszmar...nie życzę nikomu usłyszenia takich informacji..
Bartuś się rusza...żyje...wierzę że walczy i tak jak powiedziała mi profesor B.ten rok jest rokiem wodnistego tygrysa więc mały będzie waleczny i o tym muszę pamiętać. W czwartek kolejna wizyta...

10 lutego, 18:33

24+2..dzień wizyty...
Bartuś waży 684g rośnie cały czas prawidłowo ❤ gdy usłyszałam wagę łzy mi leciały po policzkach bezwarunkowo... pierwszy raz dziecko, które mam w brzuchu ma taką wagę, wciąż nie mogę w to uwierzyć 😭 przepływy jak na mnie są dobre:) z PI 2 spadły do 1.5 co u mnie jest ogromnym sukcesem...oczywiście mi ulżyło ale wiem że to z wizyty na wizytę może się zmienić i liczę się z tym... kolejna wizyta 03.03 i wtedy już zabieram małą walizkę ze sobą w razie gdyby się coś posypało.. lepiej ją przywieźć spowrotem niż zostać w szpitalu bez niczego... będzie to badanie 3trymestru... jakieś to dla mnie...nierealne,nieosiągalne...
Po dzisiejszej wizycie nabrałam ogromu nadziei na to,że będzie nam dane zabranie małego zdrowego,żywego do domku...
Dziękuję każdej z Was za modlitwę i kciuki mają wielką moc! ❤

26 lutego, 20:25

To jutro... jutro będzie 26+5tc...dzień ciąży, w którym urodziłam moją P...to co się dzisiaj ze mną dzieje jest nie do opisania..przerażenie, strach..uczucie jakbym miała jutro urodzić...cała się trzęsę, brzuch mi się spina (na szczęście nie cały czas)..jednak organizm pamięta takie rzeczy, podświadomość robi swoje, a ja tak cholernie się boję,aby jutro nic się nie stało,abym przeżyła ten dzień i abym w poniedziałek nadal była w ciąży...pierwszy raz tak długo na 6 ciąż... ktoś mi jakiś czas temu powiedział,że powinnam zapomnieć o "etapach".. piepszenie o Chopinie, tego nie da się zapomnieć...ciśnienie 220/150 bieg, charmider, białe fartuchy...zdąrzyłam tylko powiedzieć mamie "jak cokolwiek mi się stanie pomóż D.. zaopiekować się moją córeczką" D powiedziałan odjeżdżając na łóżku,że ma ułożyć sobie życie i żeby małą nazwał moim imieniem...tego się nie da zapomnieć...za kilka dni miną 4 lata od tego dnia,a ja pamiętam dokładnie każdą minutę,sekundę...pierwszego krzyku mojego dziecka nie zapomnę do końca życia.. słyszę jakiś delikatny pisk..lekarz pyta czy słyszałam odgłosk kotka..odpowiadam że tak...lekarz mówi że to pierwszy krzyk mojego dziecka...zapłakała aż 3 razy choć ważyła zaledwie 570g...lelarze mówili,że silna z niej dziewczynka... córeczko mamusia Cię kocha najbardziej na świecie, a ból po Twojej stracie z dnia na dzień się nasila.. strata dziecka to niekończąca się rana,która z dnia na dzień boli bardziej...jakby ktoś w ranę dosypywał soli...to taki wielki ból, nie do opisania..
Dzisiaj podjeliśmy także z M decyzję,że ubranka i rzeczy po naszych córeczkach oddamy dla dzieci z Ukrainy...jest to dla mnie ciężkie,bo te rzeczy to jedyne co mi po nich zostało...ale wiem,że muszę w końcu kiedyś zrobić ten krok i je oddać...jak mam za nie dostać kilka złotych to wolę,aby nosiły je dzieci potrzebujące...będzie mi lżej na sercu z tą świadomością,że pomogłam..

Synku, mamusia Cię kocha tak samo jak Twoje siostrzyczki..musimy wytrzymać jeszcze choć jeszcze 7-8 tygodni...walcz maleńki...już tak wiele nam nie zostało..

26+5 tc dzień, w którym moje życie zmieniło się na zawsze..

Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lutego, 20:27

28 lutego, 07:47

26+6tc... pierwszy raz na 6! ciąż jestem w niej tak długo 😭🥺
Bartulku jeszcze choć 8 tygodni i możemy się zobaczyć ❤

2 marca, 08:26

Córeczko dzisiaj skończyłabyś 4 latka 😭
Mamusi od rana serce pęka na miliony kawałków i potok łez leci ciurkiem,ale wiem,że nie chcesz,aby tak było.. wierzę,że dzisiaj zatańczysz z siostrzyczkami i innymi dziećmi na chmurkach i będziesz z nieba uśmiechała się do mnie, a ja Twego uśmiechu będę dzisiaj wyszukiwała w każdym listku na drzewie, promieniach słońca i każdym najmniejszym kwiatku... córeczko wspaniała jesteś i zawsze będziesz mamusi spełnieniem marzeń. Dziękuję Ci za to,że byłaś i jesteś ze mną codziennie. Kocham Cię jak stąd do nieba i jeszcze dalej :* 💔
4 lata....niby nie tak wiele,a jednak cała wieczność...

3 marca, 19:31

Dzisiaj będzis bardziej pozytywnie:)
Bartuś waży 1060g! 💪 rozmiary i cała reszta się zgadzają, przepływy ma idealne. Rośnij syneczku ❤ zdjęcie dzisiaj dostałam,ale brzydkie, rozmazane,bo wiercipiętka za bardzo się ruszał i zasłaniał rączkami. :)
Planowana cesarka: po majówce. Obyśmy wytrzymali i oby nic po drodze się nie wydarzyło.. to tylko albo aż 2 miesiące..tyle wytrzymaliśmy, więc wierzę,że ten czas minie szybko:) kolejna wizyta za 2 tygodnie.
‹‹ 5 6 7 8 9