Pamiętniki W oczekiwaniu na małe szczęście
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
W oczekiwaniu na małe szczęście
O mnie: Żona męża od 2013, kocia mama. Cały czas oczekuję na małe, wielkie szczęście.
Czas starania się o dziecko: Oficjalnie od 05.2018 Możliwość zajścia nawet od 2015.
Moja historia: Prześwietlona przez lekarzy na każdą możliwą stronę. Zdiagnozowana niepłodość immunologiczna - wysokie komórki nk i brak kirów implantacyjnych.
Moje emocje: Smutek, żal, rozgoryczenie, rozczarowanie. Nadzieja co cykl.

8 czerwca, 19:34

6 dpo.

Ten cykl był stymulowany. W końcu podjęliśmy decyzję o IUI - tzn. ja już dawno chciałam, mąż był przeciwny. W końcu udało się przegadać mu do rozumu.
W 10 dc byłam na monitoringu, a tam zaskoczenie - pęcherzyki już za chwilę gotowe do pęknięcia (zazwyczaj owu miałam koło 12 dc i wtedy byliśmy nastawieni na zabieg). Szybki telefon do męża, żeby przyjeżdżał. To był dzień i IUI na wariackich papierach.

Dziś mija 6 dpo, jakieś głęboko zakorzenione nadzieje są. Ale jak zwykle w głowie siedzi chochlik i szepce "na pewno się nie uda, dlaczego miałoby się teraz udać, skoro przez tyle się nie udawało?".

Jak się nie uda, podejdziemy jeszcze do 2 IUI. Potem zaczniemy zbierać na IVF.

11 czerwca, 09:53

9 dpo
Do testowania coraz bliżej. Jednak wchodzę już w etap "znów się pewnie nie udało".
Znam swój organizm. Kiedy na twarzy zaczynają pojawiać się syfki, wiem że już nic z tego nie będzie. Zazwyczaj dzieje się to już jakoś max 4 dni po owulacji. Do tego dochodzą bolące piersi - 7 dni przed spodziewanym okresem.
Tak więc skąd wiem, że nic z tego?
Na mojej twarzy już pojawiły się krosty. Do okresu jakieś 5 dni. Jedynie piersi jeszcze nie bolą, ale to pewnie zasługa końskiej dawki progesteronu.
Mąż powtarza, żeby myśleć pozytywnie.
Ale nie potrafię, po tylu cyklach niepowodzeń, nie potrafię pozytywnie myśleć.

Jutro zrobię pierwszego sikańca. Po ovitrelle nie powinno być już śladu (u mnie utrzymuje się max 7 dni).

13 czerwca, 10:58

11 dpo.
Biel.

Pod światło, widoczna kreska, ale zbyt blisko kontrolnej. Nadziei sobie nie robię.

W poniedziałek, dla potwierdzenia beta.

Wczoraj miałam wolne, aktywnie spędziłam dzień ogarniając przyszłą chałupę. Dziś powtórka, przynajmniej jak człowiek wpadnie w wir pracy, nie myśli o tym, czemu znów nie wyszło. (Tak, wiem wiem, 11 dpo moze być jeszcze za wcześnie 🤪).

15 czerwca, 18:49

13 dpo

Beta 0.32. Czyli jak się spodziewałam, znowu kicha.

Czy kiedykolwiek się doczekam!?
Czemu Ci co nie chcą, to pójdą z kimś do wyra i ups wpadka?

Idę wypić piwo.
W tym miesiącu nawet tego nie przeżywam. Jest mi po prostu w ch*j przykro.

Idę smęcić mężowi.

Leki odstawiam i czekam na okres.

Wiadomość wyedytowana przez autora 15 czerwca, 18:49

19 czerwca, 05:52

17 dpo

Okresie gdzie jesteś!?

Po odstawieniu leków, okres dostałam zazwyczaj drugiego dnia. Dziś 4 i nic. Jestem niecierpliwa. Im później przyjdzie, tym bardziej bardziej prawdopodobne, że do kolejnego iui podejdziemy nie za 2 cykle, tylko 3 i o ile wtedy dr nie weźmie urlopu ☹️ Czemu zawsze pod górkę?
Czemu los zawsze daje mi po dupie?
Co w życiu takiego zrobiłam, że mnie kara?

Okresie, przychodź!

22 czerwca, 09:24

1dc, 24 cs

Nareszcie jest! Po tygodniu od odstawienia leków.
W tym cyklu się nie nakręcam. Robię przerwę ze stymulacjami, żeby jajniki odpoczęły. Nie będę robić owulaków, nie będę mierzyć tempki.
Czas odpocząć. Pytanie, jak długo się uda?

26 czerwca, 18:25

5dc, 24 cs
Okres zmierza ku końcowi.

Ten cykl spisuję na starcie na straty. Bez żadnej stymulacji, bez żadnych monitoringów, bez żadnych leków.
Jestem nadzwyczaj spokojna, opanowana i pogodzona na wstępie z porażką.

Dziś przyłapałam się na myśli, że pogodziłam się z faktem, że nigdy nie będzie dane mi zostać matką (do końca cyklu, wszystko może się jeszcze zmienić). Przez chwilę przebiegła myśl, że może by tak zaadoptować jakiegoś dzieciaczka? (Mąż wolałby taką opcję niż in vitro).
Sama nie wiem co już myśleć.
Lata lecą, młodsza nie będę.

Spokój i nie myślenie w tym cyklu gwarantują mi myśli o przeprowadzce. Niedługo wyprowadzamy się w końcu na swoje, sporo spraw zostało jeszcze do ogarnięcia i one mnie na chwilę odciągają od myślenia o staraniach.

Ostatnio, mąż usłyszał - że wszystko się zmieni, po wprowadzeniu się na swoje. Tak więc - pożyjemy zobaczymy.

Miłego weekendu forumowiczki :*

12 lipca, 19:32

21 dc, 24 cs

Czekam na okres. Mam nadzieję, że przyjdzie o czasie inaczej pokrzyżuje mi plany z iui w przyszłym cyklu.

Przeprowadzki bywają fajne, na tyle mnie pochłania ogarnianie, że zazwyczaj nie mam czasu myśleć o staraniach, czy się udało czy nie.

Chociaż dwa dni temu, w ciągu dnia poczułam dziwny ból w dole podbrzusza. Pulsujący i przeszywający ból na całej szerokości podbrzusza. Ciągnęło się to przez pół godziny, kiedy akurat siedziałam w domu. I wtedy przyszły głupie myśli do głowy - a może to zagnieżdżenie?

Naszczęście, kolejnego dnia kiedy znów pochłonęłam się sprzątaniem, głupie myśli odeszły.

Dziś z kolei, znajoma podesłała zdjęcie kogoś z rodziny z sesji ciążowej. Trochę mi się przykro zrobiło. Ale chwilę potem stwierdziałam, że kiedykolwiek uda mi się w końcu być w ciąży, zrobię sobie taką sesję! Nie ma piękniejszej pamiątki ❤️

23 lipca, 22:00

3 dc, 25 cs
Ech, okres jakiś taki bardzo obfity. Dwa razy mimo tampona i zabezpieczającej podpaski sytuacja podbramkowa.

Od wczoraj łykam Lamette, 2x2.
Liczę na IUI w tym cyklu, a potem zestaw leków.

Czy kiedy kolwiek się uda?

Dziś były zapisy do Paśnika na telekonsultacje. Od 7.30.
O 7.30 jeszcze sygnał, chwilę potem zajęte. A potem przez cały dzień "nie ma takiego numeru". Kurła, serio !?

28 lipca, 16:19

8 dc, 25 cs
Dziś na monicie wyszło, że rośnie 7 jajec. Wszystkie rzędu 12-14 mm. W piątek czeka mnie kolejna wizyta by zobaczyć ile urosło.
Dostałam dodatkowe zastrzyki z Mensinormu, od dziś do piątku.
Na jednym z wątków, jedna z osób (pozdrowienia Joan ;-) ) zapytała czy nie boję się ciąży mnogiej.
Trochę się obawiam, ale z drugiej str skoro do tej pory z 4 czy 5 jajec ciąży nie było, to będę się modlić, żeby chociaż jedno z nich zechciało zostać na dłużej ❤️ Ile Bóg da, tyle pokocham ❤️
Jak dobrze pójdzie, w niedzielę IUI. A potem zestaw leków.
No musi się udać, no musi!

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 lipca, 18:17

31 lipca, 10:16

11 dc, 25 cs

Po monicie okazało się, że z 7 urosły "tylko" 4 pęcherzyki. Jeden pęknie dziś, pozostałe w niedzielę. Także w niedzielę IUI. Potem obstawienie lekami na maxa.
Dobrze, że mąż lubi mi robić zastrzyki, bo sama zabieram się za to zawsze jak pies do jeża 🤣

Trzymajcie kciuki! ✊

2 sierpnia, 18:45

13 dc, 25 cs

Dziś był wielki dzień.

IUI .

Na 4 jajcach, to jedno w piątek nie pękło.
Z jednej str super, że większe szanse, z drugiej str boję się, że nie pękną. Byleby się torbiele nie zrobiły.
Do dziś rana jajnika nie czułam w ogóle. Jak mi doktorek posmyrał, to teraz siedzieć nie mogę.
Chyba, że szykują się po pęknięcia. 🤞
Ostatnio w toalecie przy podcieraniu zauważyłam nitki krwi - więc albo jajca trzasnęły, albo jakieś podrażnienie po zabiegu.
Jutro jeszcze jeden monitoring, by potwierdzić czy wszystko pękło i czy można już wdrażać leki.🤞

W sumie jestem zaskoczona, pierwszy raz tak późno będę mieć owulację po stymulacji. Zawsze się szykowała 10-11dc, a tymczasem już 13 dc. To będzie długi cykl. Chociaż mam nadzieję, że to będzie piękny początek ciąży 🥰

Jak podsumowałam: 2 monity, insemka i leki, wyszło lekko ponad 1300 zł 😔 a jutro kolejna wizyta i kolejne leki do wykupienia.

Czemu niepłodność musi tyle kosztować? 🥺😔

3 sierpnia, 20:58

14 dc, 25 cs

Wczorajszą owulację czułam bardzo mocno. Dr na wieczór sugerował jeszcze poprawić serduszka. Prawie płakałam z bólu.

Po dzisiejszym monitoringu, potwierdzone - wszystkie 4 pękły.

Dr przepisał accofil, duphaston, dowcipny progesteron. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak modlić się o cud. ❤️

Teraz przede mną najdłuższe 2 tygodnie...
Kropki, rozgośćcie się 🙏

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 sierpnia, 21:20

8 sierpnia, 16:44

6 dpo, 19 dc, 25 cs
Zostało jakieś 7 dni do zrobienia bety.
Tak bardzo chciałabym umieć wierzyć, że się udało.
Jednak co chwilę przychodzą negatywne myśli, i chochlik szepczący "przecież wiesz, że nic z tego".

Jak przestawić sobie w głowie, żeby zacząć myśleć pozytywnie? W tym momencie wiem, że w przyszłą sobotę znów będę płakać w poduszkę, że znów się nie udało.

13 sierpnia, 18:26

11 dpo, 24 dc, 25 cs
Jak do tej pory byłam pełna nadziei, tak dziś wiem, że znowu nic z tego. Biel dziś w oczy aż raziła. Pms pełną parą. Cyce bolą, twarz wysyfiło. To są niepodważalne objawy nadchodzącego okresu.

Czasem się zastanawiam, za jakie kur** grzechy?

Piękny cykl, 4 jajca, dobre nasienie do iui, odpowiednie leki. Co jeszcze można zrobić!?

Ostatnio w jednym z wątków pisałam, że nadzieja umiera ostatnia. Ale, też nadzieja jest matką głupich. Głupia ja, że uwierzyłam, że może się w końcu udać! Nawet z mężem żartowaliśmy, że jak zrobić dzieci to z przytupem i od razu 4ka. A tymczasem nie będzie żadnego. Normalka.

Mam dość. Nie mam sił. Nie mam już wiary i nadziei w powodzenie.

Na wrzesień jestem zapisana do Paśnika. Ale co on więcej mi powie niż immunolodzy u których byłam?

Miałam być w tym cyklu twarda. Jednak nie potrafię.
Poczułam dziś jakbym dostała chlastacza w twarz. Nie dość że przerażająca biel to jeszcze współpracownik wpadł z okrzykiem, że jego żona jest w ciąży.
Coś we mnie pękło. 15 minut przesiedziałam w toalecie rycząc jak głupia. Miękka dupa jednak ze mnie...
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.