Pamiętniki W pogoni za szczęściem...
Dodaj do ulubionych
‹‹ 3 4 5 6 7

2 października, 22:05

ŚRODA
Drugi zastrzyk poszedł trochę gorzej :P wybrałam inne miejsce na brzuchu, płyn nie chciał wejść, tłok w strzykawce nie chciał ruszyć w pewnym momencie, zaczęłam mocniej naciskać, poczułam ból... i nagle słabo mi się robi, ja z igłą w brzuchu, męża w domu nie ma, ja zaraz kipnę, nawet nikt mnie nie uratuje. Dobrze, że siedzę, to tylko poczułam jak odpływam. Resztkami sił poruszałam igłą w brzuchu (zajebiste uczucie, nie ma co), coś się rozluźniło, poszedł płyn do końca! Ledwie wyjęłam igłę i musiałam się położyć. Taaaaaki bohater ze mnie nie ma co :D

6 października, 21:14

NIEDZIELA
Po zastrzykach czułam się kiepsko. Po kilku godz od podania (2-3) zaczynała mnie boleć głowa, nie chciałam brac nic przeciwbólowego (bo w sumie nie wiedziałam czy można), szłam spac licząc, że przejdzie - nie przechodziło, rano budziłam się z tym samym bólem głowy. Trudno wzięłam ibum - dopiero wtedy przeszło. Dodatkowo jeszcze biegunka z rana, zaraz nastepnego dnia po zastrzyku (brałam co 2gi dzień). No i mega totalne rozdrażnienie i wkurw. Wszystko mnie irytowało/irytuje. Mam ochotę ludzi pozabijać, a na klinikę prawie sie tak obraziłam (na kobity w rejestracji), że o mały włos zrezygnowałabym z wizyty :P plus jeszcze momentami bierze mnie na płacz, mam takie fale gorąca albo zimna :D jest jazda, a to tylko delikatna stymulacja, boję się co bedzie przed ivf, czy moje małżeństwo to przetrwa :D ale doktor teraz mi zmieniła zastrzyki na Puregon codziennie i po pierwszym zastrzyku (odpukać) czuję się zdecydowanie lepiej. Głowa nie boli i rano nie było biegunki :D no i jednak nie mogę brać nic przeciwbólowego :D

Po wczorajszej wizycie usg: na razie mamy dwa pęcherzyki po 11 mm, które być może szykują się do wzrostu (nie wiadomo), jeden z lewego jajnika, drugi z prawego, śluzówka dopiero 7mm. Inseminacja gdzieś pod koniec tygodnia prawdopodobnie.

Mam takie przeczucie, że się uda. Oby mnie nie zawiodło :)

11 października, 22:07

PIĄTEK
Dziś było USG i mamy tak: dwa pęcherzyki, jeden na lewym jajniku 21mm, drugi na prawym jajniku 16mm. Doktor trochę zdziwiona, że po takiej dawce tak słabo rosną... ale na szczęście są :) tak więc dostałam Pregnyl i... jutro IUI <3 <3 <3 proszę trzymajcie kciuki, tak bardzo bym chciała, żeby to było rozwiązanie naszego problemu! prawie 2,5 roku starań!

12 października, 17:20

SOBOTA
My już po :) ale jajca, znalazł się jeszcze trzeci pęcherzyk, ma 15mm :D

Generalnie dzisiaj oczywiście z przygodami od rana. Bo jakże mogło być inaczej.
Umówiliśmy się z mężem na 7:45, że on wyjdzie wcześniej z pracy, miał nockę. Załatwił sobie zmianę wcześniej (tzn. kumpla poprosił żeby ten przyszedł godzinę pietnaście wcześniej do pracy). Ja miałam czekać na męża pod jego pracą. Oczywiście się spóźniłam, bo jeszcze kanapki, jeszcze to, jeszcze tamto. Więc byłam pod robotą 7:55. No ale myślę, że zanim on zmiane przekaże to i tak mu zejdzie. I o 8, max 8:10 wyjedziemy. Warto dodać, że do kliniki mamy ok 100km i to się trochę jedzie. A wizyta na 9:40, google maps pokazuje czas przejazdu 1h 20. Więc czekam. 8:00 męża nie ma, 8:05, 8:10, 8:15 zaczynam się denerwować, dzwonie - już wychodzi, już wychodzi, 8:20 dalej stoje na tym parkingu i nic, 8:25 dzwonie znowu już wkurwiona, no on już idzie przeciez. 8:30 zaczełam ryczeć. Dzwonie kolejny raz i tym razem już dre się ze daje mu 2 minuty i jak nie przyjdzie to wracam do domu i chuj z tym wszystkim i wystawie mu walizki za drzwi, ale w tym momencie widze ze idzie! WRESZCIE!!!! Myślałam, że go zabije. Jedyne 45minut po czasie. W TAKIM DNIU I W TAKIM MOMENCIE. Kolega nie spóźnił się ani minuty, przyszedł punktualnie wcześniej tak jak się umawiali. NIe wiem co go zatrzymało, ale kurwa nic pilnego! Jechalam potem 160km/h, zeby zdazyć. Zdążyliśmy NA STYK i do tylko dlatego, ze taka prędkość. Kurwa, a jakby były jakieś światła, korek, wypadek, roboty drogowe, objazd no cokolwiek to cale dwa tygodnie moich zastrzyków, stymulacji, jezdzenia w te i z powrotem, mojego zwalniania się z pracy, złego samopoczucia psu w dupę!!!! (bo okazuje sie ze trzeba przyjechac 2h wcześniej przed wizytą, zeby przygotować nasienie, a umówiona na inseminacje bylam jako ostatnia, jeszcze doktor sie spieszyło dzisiaj, no wszystko jak na złość). Całą drogę sie nie odzywałam, potem wyrzuciłam mu jakim jest nieodpowiedzialnym dupkiem i że ma w dupie rodzine i że robota dla niego najważniejsze, i ze jeszcze raz tak zrobi w takim momencie to składam papiery rozwodowe a walizki wyrzuce mu na korytarz. Jeszcze teraz mam wnerw jak o tym pomyślę.

Potem się jakoś pogodziliśmy. Załagodził sprawę, nie chciał, żebym się denerwowała, bo owulacja, hormony, wszystko sie przesunie przez ten stres i bedzie lipa z tego zabiegu.

Sam zabieg, niezbyt przyjemny, troche bolało, ale do przeżycia, był problem ze znalezieniem ujścia szyjki (łudzę się, że może plemniki też miały problem jak sie staraliśmy całkiem naturalnie?). Ponoć gdyby nie było problemu z szyjką to nic bym nie czuła, zdarza się ;) Ale za to plemniki ładne, dużo ich, ruchliwe - przynajmniej na tym polu sukces :)
od poniedziałku mam włączyć progesteron, 28.10 mam zrobić betę. I jeśli się nie uda to Pani Doktor by się skłaniała raczej ku in vitro, ale to sami się musimy zastanowić. Na tę chwilę chyba nie widzę większego sensu robienia drugiego IUI, więc w razie czego od listopada zaczynam długi protokół. Oby nie trzeba było.

Póki co muszę sobie znaleźć jakieś konkretne zajęcie, żeby odciągnąć myśli od tego wszystkiego! :)

Wiadomość wyedytowana przez autora 12 października, 20:13

16 października, 20:30

ŚRODA
Dziewczyny wariuję :P nie mogę się doczekać wyniku, to czekanie mnie wykończa, nie mogę sobie miejsca znaleźć, ciągle tylko myślę o jednym... naprawdę idzie zeschizować, a to dopiero 4 dni minęły!!!! Nawet po laparo nie byłam tak nakręcona jak teraz... i nie potrafię sobie z tym poradzić, to jest silniejsze ode mnie :/
Cycki już bolą od wczoraj, dosyć mocno, podbrzusze też coś tam się dzieje, czasem jajniki zakłują... tylko, że u mnie tak co miesiąc więc to nic nowego... nic dającego nadzieję... osiwieję do końca przyszłego tygodnia :D już nawet liczyłam, że skoro pregnyl brałam w piątek to nie muszę czekać aż do poniedziałku 28mego, można już w piątek 25tego robić sikacza :D oj tak... cierpliwość to zdecydowanie nie jest moja mocna strona... :D a te 2 tygodnie czekania to dla mnie wieczność... :)

20 października, 15:00

NIEDZIELA
Schizu ciąg dalszy :D
zrobiłam test, żeby sprawdzić czy Pregnyl jeszcze utrzymuje się... Nic nie wyszło (no może jakiś delikatny zarys cienia pod światło, a może mi się wydaje), ale nie robiłam z porannego moczu :/ na wszelki wypadek powtórzę jutro z rana i będę pewna. Generalnie jestem 9 dni po podaniu Pregnylu, a on się niby utrzymuje do 10. Więc myślę, że jutro też wyjdzie czysto ;) po owulacji jestem dni 7 albo 8 (ciężko powiedzieć, bo kłuł mnie lewy jajnik w sobotę wieczorem bardzo mocno i w niedzielę też), więc na taki docelowy test jeszcze za wcześnie. Generalnie już mam plan, że w środę idę na betę :P nie wytrzymam tyle czasu do piątku, a do przyszłego poniedziałku to już tym bardziej :D no nie ma opcji :D nie ma jakichś pigułek na cierpliwość? :D :D :D

22 października, 10:57

WTOREK
Obudziłam sie dzisiaj z przeczuciem, że znowu nic z tego. Piersi przestają boleć... Jutro pójdę na krew, żeby mieć 100%pewności co do odstawienia Duphastonu... ale obawiam sie, że doskonale wiem jaki wynik zobaczę...

23 października, 22:13

IUI nieudane zalamka.gif

26 października, 13:04

SOBOTA
Uwielbiam soboty bo bez wyrzutów sumienia mogę sobie zrobić "dzień lenia" :D cały dzień w piżamie i nic nie robienie. Nawet jak mam dzisiaj dużo planów to jakoś nie chce mi się ruszyć z domu żeby je zrealizować :) emocjonujący tydzień, nie miałam kiedy odpocząć. Już się pozbierałam psychicznie po tym IUI. Nie było nawet tak tragicznie. Może dlatego, że podświadomie czułam, że może się nie udać. A może dlatego, że w zanadrzu jest plan B. Moja pani doktor mówiła, że to IUI ma małe szanse na powodzenie. Ale może tego potrzebowałam. Tego czasu na oswojenie się z myślą że trzeba podejść in vitro. Że nie dane nam jest mieć dzieci naturalnie (czego nie rozumieją moi rodzice). Dotychczasowe próby zawiodły. Dalej nie mogę uwierzyć, że tu jestem. Że dotarłam do tego momentu. Prawie 2,5 roku starań. Kiedy to minęło? Jak ja tyle czasu dałam radę wytrwać? Sama nie wiem. Ale było bardzo ciężko. Mam tylko nadzieję, że kiedyś będę mogła powiedzieć "warto było".

Dziś 1dc. @ zawitała. Muszę pojechać do apteki po leki które zamawiałam, na dzisiaj miały być... i zaczynamy długi protokół. 3 tygodnie antykoncepcji. Trzy długie listopadowe tygodnie. Ale dam radę. Chcę wierzyć, że jestem już bliżej niż dalej.
Edit: jednak chyba nie 1dc, na razie samo plamienie, za to brzuch potwornie boli... Więc antykoncepcja od jutra dopiero ;)

Wiadomość wyedytowana przez autora 26 października, 18:35

30 października, 11:20

ŚRODA
Dostałam od mamy książkę. Książkę, którą ona sama najpierw przeczytała. Wręczyła mi ją mówiąc, że to o mnie i koniecznie mam przeczytać. No to wzięłam się za czytanie. I co tam jest? Książka jest o dziewczynie, która jest w małżeństwie i 10 lat starają się bezskutecznie o dziecko. I akcja zaczyna się w momencie kiedy ona odchodzi od męża, bo nie może znieść jego oskarżeń, że przez nią nie mogą mieć dzieci (warto nadmienić, że sam się nie zbadał, bo uważa, że nie potrzebuje się spuszczać do kubeczka, bo na pewno jest zdrowy). Główna bohaterka mieszka z teściami, którzy non stop narzekają, ze ich syneczek mógłby miec inną żonę i by mu dała dziecko i takie tam, że autorka się nie stara o to dziecko, że jej nie zależy, że co to za żona która nie umie dać im wnucząt itp. A bidna dziewczyna lata od lekarza do lekarza, bierze setki tysiace lekow i nic, co miesiąc przychodzi @. Nie ma żadnych efektów. A mąż zapatrzony tylko w pracę i ma gdzieś żonę, sam też przytyki jej robi w tym kierunku.

Poczułam się trochę jak uderzona w twarz. Bo wiecie... moja mama myśli, że u nas tak jest. Że ja latam po lekarzach, rozkładam nogi gdzie sie da, biorę tonę leków (i do tego momentu jest w tym dużo prawdy, no nie da się ukryć), ale... uważa również, że niepotrzebnie bo jestem zdrowa (niby tak, w końcu niepłodność idiopatyczna) i... to jest wina męża plemników, bo nie chce się przebadać (nie wiem skąd jej się to uroiło, mąż się badał jakieś 7 razy, ale ona dalej uważa, że plemniki mojego męża są na pewno liche, ekhm...) -dokładnie tak jak w tej książce- że mąż zajęty pracą, ma mnie w doopie, nie wspiera, tylko na pewno cały czas naciska i wywiera presję, bo chciałby mieć dziecko. A ja robie te wszystkie badania itp bo mąż mnie zmusza do tego. I że jeszcze presja otoczenia i ja jestem taka biedna i zagubiona a to wszystko wina męża :D (tak w skrócie).

Mąż jak to usłyszał to stwierdził, żebym w odwecie kupiła jej książkę Rozenkowej o in vitro, niech sobie poczyta i się trochę może dokształci :D nie wiem czy to dobry pomysł, czy to nie wywoła burzy. Ale mąż mówi, że nawet jesli ona nie przeczyta to że może ojciec mój przeczyta i zmieni trochę pogląd na to wszystko. I nie wiem czy to ma jakikolwiek sens, żeby walczyć z wiatrakami. O in vitro oczywiście nic nie mówimy. Z drugiej strony nie wiadomo czy nie mówimy na razie, czy nigdy nie powiemy. To już chyba czas pokaże.

3 listopada, 17:22

NIEDZIELA
Podjęłam decyzję, że znikam z OF na jakiś czas. Z forum i z pamiętników. Ostatnio niczym innym nie żyję tylko tym co się tutaj dzieje. Tak jakbym nie miała już realnego życia, tylko to wirtualne. Relacje z mężem coraz gorsze, nie rozmawiamy ze sobą tylko sobie docinamy i się ciągle kłócimy, o znajomych już totalnie zapomniałam, a i nawet nie chce mi się zadbać o siebie... Siedzę tylko całymi dniami i gapię się w ten monitor i... w żaden sposób mi to nie pomaga. Czuję, że zatraciłam się całkiem w tych staraniach i w tym forum... a to do niczego dobrego nie prowadzi. Czas przystopować i zacząć żyć i zająć się sobą. Mam plan. Trzeba go zacząć realizować. Mam nadzieję, że wrócę z pozytywnymi wiadomościami :) Bardzo mocno trzymam kciuki za Wasze starania! Powodzenia dziewczyny :*
‹‹ 3 4 5 6 7
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)