Pamiętniki Zegar przyspiesza po 30tce.
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4 5

21 stycznia 2018, 10:57

2 DC, nie pamiętam już, który cykl starań, chyba 27.

Ogólnie trzymam się dobrze, zaklinam rzeczywistość i staram sobie wmówić, że wszystko jest ok. Moja dobra koleżanka (rocznik 86) jest w 2 trymestrze ciąży, ale jakoś nie mam motywacji, żeby zadzwonić. Zaraz padnie pytanie, a "jak tam u was"? Tak jak zawsze, nawet nie mam o czym gadać. Sama też nie dzwoni, chyba nie potrafi o tym ze mną rozmawiać. To jej drugie dziecko, w drugim cyklu starań. Po pierwszym nieudanym cyklu była roztrzęsiona, że im nie wyszło. To tak jakby martwić się nowym, małym pieprzykiem i zadzwonić z tym problemem do kogoś w zaawansowanym stadium raka. Cieszę się jej szczęściem i potrafię o tym swobodnie rozmawiać. Mam wrażenie, że to ludzie boją się mnie, jakbym miała z zazdrości wydrapać im oczy. I jest mi trochę przykro.
W piątek zaczęłam analizować całe dwa lata starań, swoje błędy, to co mogliśmy zrobić a nie zrobiliśmy. Miałam kiepski dzień, chociaż starałam się to ukryć. S. zauważył, że coś jest nie tak, chciałam zakryć włosami czerwony nos, ale nie wyszło. I w pewnym momencie pękłam. Rozbeczałam się jak dzieciak, aż mi smarki ciekły po brodzie. S. był w szoku i nie wiedział co powiedzieć. Jesteśmy razem 8 lat i ani razu mnie takiej nie widział. Ostatni raz mi się to zdarzyło chyba jak byłam dzieckiem, kiedy mi zabrano ulubioną zabawkę. Nie powiedziałam o co chodzi, wymyśliłam, że mam po prostu doła, tak jest, zbliża mi się okres, dobija mnie pogoda, uwierzył, chociaż z trudem. Nie powiedziałam, że robiłam te głupie testy. To wszystko jest głupie, bo przecież wiedziałam, że będą negatywne.

S wczoraj mnie zaskoczył. Stwierdził, że jednak będzie lepiej, jak nie przygarniemy teraz psa. Bo co jeśli pies nie zaakceptuje małego dziecka, będzie dominował, zrobi się agresywny? Wyszło, że ma więcej wiary ode mnie. Jakiego małego dziecka?
Dzisiaj rano obudziłam się z dziwnym wewnętrznym przeczuciem, "że nigdy nie urodzę". I jakoś mi to siedzi w głowie cały czas. IUI potem IVF, zrobię co trzeba, żeby nie było, że nie robiłam nic.

Za tydzień jedziemy na 3cie urodziny bratanka S. Będzie pół rodziny, jedzenie, zabawki i sugestie, że czas na nas. Będziemy udawać, że jest ok. Mama S podejrzewa, że coś jest nie tak, dyskusje na bank toczą się za naszymi plecami. Tak jak to było w przypadku brata S i jego żony, którzy tez starali się długi czas. Pamiętam co się wtedy działo, domysły, sugestie, zamartwianie się, że w rodzinie nigdy nie będzie małych dzieci.
Nie wiem co zrobić, żeby nie jechać, muszę wymyślić na szybko jakąś chorobę.

23 stycznia 2018, 10:22

Kryzys emocjonalny póki co zażegnany, dzięki dziewczyny za słowa otuchy :) Muszę się trochę odseparować od informacji z forum, od kilku tygodni mam niezły mętlik, każda kolejna informacja bardziej ryje mi głowę. Mam ustalony plan działania na ten miesiąc, jakie badania, kiedy. Chyba znowu nam się nie uda z IUI, kilka sytuacji wprowadziło zamęt w planach. A na same wyniki posiewu chlamydii metodą pcr (wymagane do IUI) czeka się ok dwóch tygodni. Nie muszę dodawać, że jeszcze nie miałam czasu ich zrobić..
Od kiedy dowiedziałam się o mutacjach odstawiłam Inofem, chociaż kusi mnie, żeby dojeść go do końca.
Robię teraz miesięczny zalecany odwyk od Castagnusa. No i są już pierwsze efekty, powoli pojawia się pizza na twarzy.
Zawsze marzyłam, żeby mieć cerę jak Michelle Williams w Jeziorze Marzeń, ale niestety było mi dane wyglądać jak ziemisty, parchaty kartofel :) W przyszłym cyklu kupię sam inozytol np. od Swansona i połączę z folianem, do tego metylokabalamina z Prenatal Uno. Wcześniej inofem uratował mi twarz, ale ma ten nieszczęsny kwas foliowy w składzie.

Wiadomość wyedytowana przez autora 23 stycznia 2018, 10:22

26 stycznia 2018, 13:57

7 DC

Wpis czysto organizacyjny:

Odstawiłam:
- Inofem, a szkoda bo dobrze robił na cerę,
- Castagnus - przerwa do następnego cyklu,

Biorę:
- 3x2 Wiesiołek,
- 1 x magnez + b6 (w zwykłej formie, mam nadzieję, że nie padnę od razu od tego),
- 1 x Prenatal Uno (dużo metylowanych witamin i nietylko),
- 1 x Folian Swansona 0,8 - od razu zaczynam od większej dawki,
- 1 x Molekin D3,
- dużo wody z cytryną i odrobiną brązowego cukru, taki własny izotonik a woda na śluz,
- 1 x siemię lniane,

Robię:
- joga co dwa dni,
- bieganie od czasu do czasu, smog trochę opadł,
- badania wymagane do IUI w tym chlamydia.


Wiadomość wyedytowana przez autora 5 lutego 2018, 14:29

5 lutego 2018, 14:28

17 DC.

Chlamydia negatywna, przeciwciała anty fosfolipidowe poniżej normy, czyli ok.

Jestem zła, mam wrażenie, ze S. mnie unika w dni owulacyjne. I po prostu nam nie wychodzi. A potem zdziwienie, że jedna kreska. Rozumiem, że nie jest robotem, mnie też sytuacja przerasta powoli. P
Czuję się jak frustratka. Mam dość, odechciewa mi się starań.
Mam się starać, umawiać wizyty, robić badania, latać na krew o 6 rano. S. ostatnio w ogóle się tym nie interesuje. Rozumiem stres w pracy, ale mam dosyć podkładania i interesowania się wszystkim. Też jestem zapracowana.
Czasem wydaje mi się, że zostałam ze wszystkim sama.
Rezygnuję, teraz niech on się stara, niech pyta, interesuje się tematem. Teraz to ja będę go unikać, taki mam cwany plan. IUI odkładam na bok, dopóki S. nie zainteresuje się tematem.
Trudno, zleci kolejny miesiąc, kilka, może rok, stuknie tam czterdziestka.
Więc to tyle na dzisiaj;)

12 lutego 2018, 15:14

24 DC

Jestem totalnie zdezorientowana moim cyklem! Co jest kurde nie tak?
Nie ma jednoznacznie wyższych temperatur, jest za to wykres który wygląda jak palpitacje serca.
Albo owulacja była i mój progesteron jest do kitu albo moje jajniki strzeliły sobie w tym cyklu focha. Jestem nerwowa i mam problemy ze snem (typowe dla mojego pms), do tego pobolewa mnie podbrzusze, ale cycki wyjątkowo spokojne, nie dają o sobie znać. Do tego drugi raz w cyklu pojawił mi się śluz w stylu płodnego.
Już nic nie rozumiem, głupie jajniki, głupi cykl, no!

Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lutego 2018, 15:19

17 lutego 2018, 11:38

29 DC

W tym cyklu owulację wyznaczyłam sobie sama, bo program wytypował mi dwukrotnie okres płodny, przez co nie był w stanie jej wyznaczyć. 7dpo (prawdopodobnej owulacji) pojawił mi się po raz kolejny śluz płodny z dużą ilością kremowego, więc pewnie przez to. A ja, jak to ja, od razu narobiłam sobie nadziei, tym bardziej, że czułam intensywne rozpychanie macicy i dziwny lekki ból. Ale dzisiaj ani cienia drugiej kreski. Więc dupa, jak zwykle.

Zastanawiam się skąd się u mnie biorą dziwne bóle macicy w okolicach tygodnia po owulacji?
W tym czasie czuję też zawsze lekki ból jajników. I mogłabym przysiąc, że coś jest na rzeczy. Temperatury obiecują wiele, objawy też, ale zawsze kończy się, jak zwykle.
Może u mnie implantacja po prostu nie jest całkowita, zarodek próbuje się zagnieździć, ale z jakiegoś powodu nie może? Dzisiaj jest 29dc i te dziwne bóle ustały, od kilku dni ich nie mam.
Jest spokój, czuję tylko narastająca nerwowość, libido wróciło, więc wiem, że okres niebawem się pojawi. Jedyne co dobrego zaobserwowałam to brak bólu piersi, a jedynie czuję same sutki, co jest pozytywna zmianą. Może to wynik suplementacji, biorę już dosłownie wszystko.
Teraz już chyba zostały mi tylko mechaniczne formy zapłodnienia, bez IUI się nie obejdzie. Ale jeśli mam takie problemy z implantacją, to dlaczego IUI miałoby mieć w ogóle sens?

Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lutego 2018, 09:35

20 lutego 2018, 10:44

32 DC

Albo zdrowo mi się owulacja przesunęła albo coś jest na rzeczy. 3 dni temu test negatywny, jeszcze poczekam z kolejnym testem, albo sobie jutro zafunduję betę, progesteron i tsh.
A co, zaszaleję.
Czuję się mega śpiąca, jak po maratonie. Cycki dopiero teraz zaczęły boleć. Temperatura dalej wysoko, boli gardło ale to raczej nie choroba, bo rozbita zupełnie nie jestem i mózg pracuje całkiem dobrze.
S jest dziwnym typem faceta, ma 6sty zmysł i od kilku dni kręci się koło mnie jak koło jajka ;) Będzie śmiesznie, jak okres przyjdzie.
Koniec głupot, wracam do pracy.

Wiadomość wyedytowana przez autora 20 lutego 2018, 10:51

21 lutego 2018, 14:14

Co za głupi, długi cykl, zaraz mnie rozniesie..
Dzisiaj wygrało znowu moje lenistwo, zamiast lecieć na betę zrobiłam sobie test, ale wysikałam znowu tylko jedną kreskę.
Jutro podejdę do diagnostyki, choćby nie wiem co. Może to tylko gigantyczny pms, zasypiam na stojąco. Nerwowa nie jestem, ale wykończona na maksa, mam ochotę położyć się plackiem.

Wiadomość wyedytowana przez autora 22 lutego 2018, 13:05

22 lutego 2018, 12:44

34 DC

Nosi mnie od rana, już mnie mogę, głowa mi sama opada. Jesli to tylko pms to muszę od nowego cyklu coś zrobić, może stymulacja owulacji u osiedlowej ginekolożki (u której jest zawsze pusto, bo jest beznadziejna, ale spróbować można)coś pomoże, może rzeczywiście mam niedomogę i tak niski progesteron, że mi wszystko siada w drugiej fazie. Wybłagam u niej jeszcze duphaston, zrobię wszystko, żeby normalnie funkcjonować po owulacji..
Temperatury dziwnie skaczą, nie rozumiem, co się dzieje, wiem tylko, że tak nie może być dłużej, ten czas przed @ wykańcza mnie totalnie.
Powrócił standardowy ból piersi, który u mnie zawsze zwiastuje potop.
Byłam dzisiaj na becie i tsh. Nie liczę na wiele, odbiorę te wyniki z konieczności.

Muszę ułożyć sobie w głowie, co powiedzieć S. Bardzo się nakręcił a jestem przekonana, że beta będzie 0.

Wiadomość wyedytowana przez autora 22 lutego 2018, 14:14

22 lutego 2018, 15:40

Odebrałam, 0,1 mIU/mL, więc pozamiatane.

Nawet nie jestem smutna, raczej wkurzona, bo znowu dałam się zrobić w bambuko.Chyba tak jak nigdy. Czuje się jak totalny głupek. Najbardziej mi szkoda S., on był/jest pewien i nie wiem jak mu to powiedzieć.
Chyba położę podpaski w łazience na wierzchu, to będzie dosyć sugestywne.

No i TSH wzrosło do 2,07, niby nie ma dramatu ale miałam się trzymać wyniku poniżej 2. Sama zwiększę sobie dawkę euthyroxu do 62,5, zobaczę jak będzie. Endokrynolog twierdzi, że poniżej 2,5 jest ok, więc olewa temat, ginekolog od niepłodności chce, żeby było poniżej 2.

Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lutego 2018, 10:42

23 lutego 2018, 12:03

35 dc

Ciągnie się ten cykl koszmarnie i żeby było śmieszniej dopadła mnie infekcja, provag niebyt pomaga. Na szczęście we wtorek wizyta u ginki, nie musi być orłem, ważne, żeby przepisała cokolwiek. Jak pech to na całego, no kurde. Niech już przylezie ten okres.


Wiadomość wyedytowana przez autora 23 lutego 2018, 17:07

24 lutego 2018, 11:15

Wreszcie, dawno nie czułam takiej ulgi. Nowy cykl, nowe nadzieje i takie tam.


giphy.gif

25 lutego 2018, 11:14

Okres pełna parą. Infekcja też, więc leczenie w tym momencie odpada, no rzesz ;/
Nie wiem, jak to mogło się do mnie przyplątać, jestem freakiem higienicznym, mój S. jest bezobjawowy (jak zwykle), na basenie dawno nie byliśmy, na saunach tez nie. Jedyne co mogę podejrzewać to przedwiosenny spadek odporności i to w moim wypadku w mega wydaniu.
Jak można żreć tyle suplementów i jeszcze mieć spadek odporności, jakim cudem???
Ale nie dam się, to nie przekreśli naszego podejścia do IUI w tym miesiącu.
Po moim trupie. Będę się myć kefirem jeśli trzeba, pic go litrami.

Dokonałam wczoraj wielkiego odkrycia. Na dnie szafy odkryłam 3 plastry borowinowe, które kiedyś tam sobie stosowałam i zostały. I mi zaświeciło, że to może być genialny sposób na podkręcenie jajników przed iui, wszelkie infekcje a nawet zrosty (których nie mam, ale nigdy nie wiadomo, kiedy mogą się pojawić). Pamiętam, że czułam podczas stosowania bardzo intensywnie ich działanie, a do tego śluz miałam piękny. W końcu borowiny są estrogenne i były kiedyś stosowane na beznadziejne przypadki niepłodności.
Dokupię sobie kilka kolejnych i po okresie zaczynam, skoro to iui i tak ma być na naturalnym cyklu, to niech ta owulacja będzie porządna.
Z takim arsenałem owulacja musi być ok, nie wiem czy zabieg się powiedzie, ale mam nadzieję, że chociaż ten cykl będzie normalny.






Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lutego 2018, 10:41

1 marca 2018, 12:02

Zadzwoniłam do poradni, żeby się wypytać o monitoring i co? Okazało się, że mają remont!!
Znowu? I moje IUI w tym cyklu znowu się nie odbędzie, jestem wściekła z bezsilności, bo ile można. Dzwoniłam tam w grudniu, to kazali przesunąć na luty, bo mieli mieć remont na przełomie, a teraz znowu okazuje się, że oddział zamknięty do 13 marca. Czyli idealnie przepadnie mi kolejna owulacja. Oczywiście nikt nie zadzwonił, nie poinformował. kurwa
Marzec, miesiąc urodzin, kolejnych i jednocześnie kolejny zmarnowany cykl. Już nawet nie chce mi się liczyć. Mam wrażenie, że jakaś siła po prostu robi wszystko, żebyśmy tymi rodzicami nie zostali.

7 marca 2018, 12:20

12 dc

Dzisiejszy dzień to istne szaleństwo.

Pobudka o 6 rano, zapieprz do diagnostyki na wymagane badanie na pakiet wirusów, przy okazji morfologia (kiepska ale kij z tym, poprawię). Ukisiłam dzisiaj 2 kilogramy buraków z czosnkiem, bomba witaminowa i ratunek na moją hemoglobinę, hematokryt i leukocyty, zobaczymy. Do tego na dzisiaj pół kilo wątróbki, nieważne jak wygląda.

Zrobiłam sobie badanie na helicobacter pylori. I wczoraj odebrałam wynik POZYTYWNY. Mój S. na bank tez to ma (dzisiaj się okaże), skoro się całujemy i jemy jedną łyżką, antybiotyki pójdą w ruch. z tego co się dowiedziałam badanie na HP jest standardem w klinikach, ponieważ przeciwciała przeciwko HP mogą działać w taki sam sposób jak przeciwciała przeciw plemnikowe! Nigdy nie miałam problemów z żołądkiem, zero zgag i bóli a tu taka niespodzianka. Kolejny krok do przodu, kolejna kartka zwiększająca objętośc mojej teczki badań :)
Martwi mnie tylko ewentualne obniżenie morfologii nasienia u mojego S. na skutek brania antybiotyku, ale nie mamy wyjścia, trzeba to wytępić. Nadzieja w inseminacji albo ewentualnym cudzie naturalnym;)

Edit. S. Nie ma helicobactera, to tyle z pozytywów na razie.

Wiadomość wyedytowana przez autora 12 marca 2018, 10:37

12 marca 2018, 10:50

17 dc

Od kiedy się staram, biorę suplementy, leczę swoje "nowoodnalezione" choroby mam wrażenie, że cykle mi się strasznie rozjechały. I po co było mi to całe wspomaganie?
Dzisiaj 17 dc, od trzech dni obserwuję śluz płodny, chociaż szału nie ma. Robię testy owulacyjne, totalnie negatywne co do jednego, ledwo widoczna druga kreska. Libido lekko wzrosło, temperatura niska. Biorę wiesiołka, olej z rekina, foliany, suplementy dla starających się, euthyrox, wit. D, magnez, niepokalanek, leki na zabicie helicobactera, piję len mielony, dużo wody, zielonej herbaty, zdrowo się odżywiam (pewnie o czymś zapomniałam). Chętnie rzuciłabym to wszystko i poszłabym na mocno zakrapiana imprezę (ale obawiam się kaca), posiedziałabym na saunach tureckich (ale boję się grzybicy, dopiero co się jej pozbyłam), rzuciłabym w cholerę wszystkie suplementy (ale boję się gorszego pms). Kiedyś przynajmniej wiedziałam co i kiedy, nie brałam wiesiołka a śluz miałam taki, że musiałam nosić wkładki. 30 stuknęło, gwarancja się skończyła.

Wiadomość wyedytowana przez autora 12 marca 2018, 10:51

22 marca 2018, 10:08

Po ostatniej ciąży urojonej mam już wylane na wszelkie objawy, nie zwracam uwagi na dzieci, na ciężarne, nawet zmuszam się, żeby zrobić nowy wpis do pamiętnika. Oczyszczam sobie głowę i czuję się z tym świetnie.
Dwa tygodnie temu robiłam pakiet badań wirusowych i nawet nie chce mi się do labu jechać, po odbiór.
Wczoraj gadałam z ciężarną przyjaciółką (która już się niemal toczy), wypytywała mnie czy my wreszcie tez ten tego w tym kierunku. A ja, że owszem, bez spiny. Przez te wszystkie niespodzianki może mi nawet zejść z tym do czterdziestki.
I w sumie jestem w szoku, że było we mnie zero emocji, mam totalnie wygrzane, na to czy w tym cyklu przyjdzie @.
Czas mam zapełniony od rana do wieczora i nie myślę o głupotach. No może poza tym wpisem:) Zaglądam tylko do dziewczyn z ulubionych pamiętników i już nawet na forum nie chce mi się siedzieć. Mam w głowie jakiś tam plan na kolejne badania.
Jakbym zaszła w ciążę, to oby wszystko było dobrze, jakbym miała mieć ciążę "leżącą" to by mnie chyba coś trafiło. I jeszcze te kokosy z ZUSu, nie wspomnę o macierzyńskim.
Robię swoje, rozwijam sobie swoją małą firmę i mam nadzieję, że za niedługo już nie będzie taka mała. Jakbym kiedyś pomyślała, że będę się starać na początku działalności, to bym się popukała w łeb, bez zabezpieczenia finansowego, totalnie na yolo. No ale kiedy, jak nie teraz, a może i być tak, że nigdy.
A poza tym kilka dni temu zakończyłam leczenie helicobacter, na kolejne badanie jeszcze za wcześnie, ale pryszczy mam mniej i w sumie pms jakby mniejszy(chociaż jest dopiero 8dpo i nie ma co się jeszcze cieszyć). Dziwne to wszystko, może to ta bakteria tak mi mieszała we wszystkim, zobaczę za kilka dni.

26 marca 2018, 09:51

Porada
"Wyraźnie pamiętam wydarzenie, które dało początek moim zainteresowaniom związkiem pomiędzy odżywianiem a płodnością. Było to na Zjeździe The Couple to Couple League w Golden, w stanie Colorado w roku 1986. Praktykująca specjalistka od żywienia wygłaszała referat dla wszystkich uczestników. Mówiła o podstawach racjonalnego odżywiania się, które równocześnie jest związane ze zdrową prokreacją. Kiedy skończyła, do mikrofonu zaczęli podchodzić ludzie, którzy chcieli zadać pytania. Byłam wtedy w tyle sali, spacerując z moim nieco marudzącym siedmiomiesięcznym synkiem, kiedy John Kipley zapytał prelegentkę: „Czy odżywianie może mieć wpływ na skorygowanie krótkiej fazy lutealnej?”
Zwróciłam uwagę na to pytanie, które uznałam za naiwne i zbyt daleko idące. Odżywianie nie ma nic wspólnego z fazą lutaelną, czyli tą częścią cyklu, w której po jajeczkowaniu utrzymuje się podwyższona temperatura. Owszem – myślałam – kiedy kobieta ma niedowagę, regularność cyklu może ulec poprawie jeśli nabierze ciała, ale to odnosi się do pierwszej połowy cyklu. W końcu to właśnie ta część cyklu jest bardziej zmienna niż druga. Faza lutealna nie zmienia się znacznie – tak sobie myślałam.

Pytanie zaintrygowało mnie jeszcze z dwóch powodów. Po pierwsze, zaskoczyło mnie to, że zagadnienie krótkiej fazy lutaelnej znajduje się w kręgu zainteresowań ludzi zajmujących się naturalnym planowaniem rodziny. Nawet jeśli faza lutealna jest krótsza niż normalne 12 – 16 dni, można nadal praktykować NPR. Reguła Doeringa, wyjaśniona w Sztuce naturalnego planowania rodziny, może być używana zamiast reguły 21 dni dla wyznaczenia bardziej odpowiedniego i równie pewnego końca fazy I, a początek fazy III można wyznaczyć bez względu na długość tej fazy.

Po drugie, pytanie to interesowało mnie ze względów naukowych. Kluczem do sukcesu w nauce jest umiejętność postawienia trafnego pytania. Czy rzeczywiście sposób odżywiania nie mógłby wpłynąć na długość stosunkowo niezmiennej u danej kobiety fazy lutealnej? Czy w ogóle coś może wpłynąć na jej zmianę? Postanowiłam rozwiązać te problemy.

Najpierw zdałam sobie sprawę z tego, że niezbyt dobrze rozumiem, od czego jest uzależniona normalna długość fazy lutealnej. Na naszych kursach uczymy oczywiście, że faza lutaelna to czas od owulacji do końca cyklu. W tym czasie pęcherzyk, z którego uwolniła się komórka jajowa, zmienia się szybko w ciałko żółte, które wydziela progesteron, hormon dominujący w fazie lutealnej. Odpowiada on za wzrost temperatury, a także za wysychanie śluzu, które ma miejsce po owulacji. (...)


Ilość ważnych dla naszego zdrowia informacji, jakie można wyczytać

z naszych prostych kart obserwacji, nie przestaje mnie zadziwiać.


Przyczyny i skutki

krótkiej fazy lutealnej

Jak się okazuje, to hormony działające przed owulacją określają poowulacyjny odcinek cyklu. Działające wcześniej hormony przysadki mózgowej – FSH i hormon luteinizujący LH – pobudzają pęcherzyk otaczający jajeczko do wzrostu i do wydzielania estrogenów. Hormony te są także odpowiedzialne za dojrzewanie jajeczka, by było ono gotowe do zapłodnienia. Jeśli poziom FSH i LH jest odpowiedni, pobudzają one pęcherzyk do normalnego funkcjonowania. Prawidłowo rozwinięty pęcherzyk staje się później prawidłowo rozwiniętym ciałkiem żółtym , które produkuje ilość progesteronu wystarczającą, by faza lutealna trwała około 12 do 16 dni. Jeśli natomiast poziom FSH i LH nie jest wystarczający, pęcherzyk pozostaje nie do końca rozwinięty i kiedy stanie się ciałkiem żółtym, nie będzie także w stanie wydzielać odpowiedniej ilości progesteronu. Kiedy poziom progesteronu jest niski, kobiety, które prowadzą obserwacje i zapisują objawy, mogą zauważyć kilka sygnałów: temperatura po owulacji wzrasta powoli, wzrost nie zawsze jest pełny, a faza lutealna może być krótka – niekiedy tylko 4 – 5 dni podwyższonej temperatury. Podczas gdy nie ma zgodności co do tego, co dokładnie oznacza słowo „krótka” faza lutealna”, to raczej powszechnie uważa się, iż mniej niż dziesięć dni podwyższonej temperatury, to krócej niż powinno być normalnie w płodnych latach kobiety. Fazy lutealne 10 czy 11 dniowe są uważane za mieszczące się na pograniczu.

Krótkiej fazie lutealnej mogą towarzyszyć jeszcze inne charakterystyczne objawy. Często da się zauważyć nieregularne krwawienie, to znaczy plamienie pojawia się na kilka dni, kiedy temperatura jest wciąż podwyższona i nie rozpoczęła się jeszcze właściwa miesiączka, która w takiej sytuacji kończy się wydzieliną o zabarwieniu brunatnym, a nie czerwonym czy różowym. Również przebieg objawu śluzu może być nietypowy: skąpa albo obecna dłużej wydzielina, ponieważ poziom hormonów przedowulacyjnych jest zbyt niski. Z tego samego powodu owulacja może być opóźniona bądź wstrzymana.

By zrozumieć przebieg cykli z krótką fazą lutealną warto zdać sobie sprawę, że są one czymś zupełnie naturalnym, gdy kobieta powraca do normalnej płodności podczas karmienia piersią. Prolaktyna, która jest wydzielana, kiedy dziecko ssie pierś, hamuje produkcję FSH i LH i dlatego długie cykle z rozciągliwym śluzem i krótką fazą lutealną są typowe dla kobiet w takiej sytuacji. Również gdy kobieta zbliża się do menopauzy, jej słabnąca płodność może także objawiać się krótszymi cyklami z krótką fazą lutaelną.

Dla małżeństw pragnących uniknąć ciąży cykle z krótką fazą lutealną oznaczają stosunkowo dłuższy okres wstrzemięźliwości niż zwykle. Natomiast małżeństwa pragnące poczęcia mogą mieć przez to obniżoną płodność albo, jeśli nawet ma miejsce zapłodnienie, dochodzi do wczesnego poronienia. Dzieje się tak, ponieważ hormony działające przed owulacją muszą osiągnąć odpowiedni poziom, by komórka jajowa dojrzała do zapłodnienia, a po poczęciu konieczny jest wysoki poziom progesteronu, by podtrzymać ciążę. Dlatego właśnie krótka faza lutealna interesuje praktykujących NPR.


Związek z odżywianiem się

Niedługo przed wspomnianą Konwencją, na której pojawiło się pytanie o dietę i krótką fazę lutealną, w pismach medycznych została opublikowana odpowiedź na nie. Pod koniec lat siedemdziesiątych i na początku osiemdziesiątych Guy Abraham, lekarz z Torrance w Kalifornii prowadził intensywne badania nad nieprawidłowościami fazy lutealnej znanymi jako „zespół napięcia przedmiesiączkowego” (ZNPM). Stwierdził on, że wiele przypadków ZNPM było wynikiem nierównowagi hormonalnej w fazie lutealnej – podniesiony poziom estrogenów przy niskim poziomie progesteronu. Podczas gdy inni lekarze skupiali się na leczeniu ZNPM za pomocą progesteronu, on skojarzył pojawianie się tego zespołu z dietą.

Doktor Abraham odkrył, że ZNPM występował częściej u kobiet, których dieta obfituje w tłuszcze zwierzęce, cukier, pokarmy rafinowane i w nabiał, niż u takich , które jadły więcej pełnych ziaren i warzyw, a mniej tłuszczów, nabiału i słodyczy. Zauważył też, iż kobiety, które nie odczuwały ZNPM, wspomagały organizm witaminami i minerałami.

Doktor Abraham i jego współpracownicy wskazali jednoznacznie witaminę B6 jako najważniejszą substancję odżywczą, usuwającą objawy ZNPM. Abraham zbadał wpływ podawania witaminy B6 na poziom estrogenów i progesteronu w fazie lutealnej i okazało się, że spowodowała ona u niektórych kobiet wzrost poziomu progesteronu przy równoczesnym obniżeniu poziomu estrogenów. Podawał on wspomagająco witaminę B6 czternastu kobietom z ZNPM i niepłodnością trwającą od 18 miesięcy do 7 lat. Po sześciu miesiącach kuracji jedenaście z tych kobiet poczęło dzieci.

Wciąż jestem zaskoczona, że odpowiedź na pytanie: „Czy odżywianie może uregulować krótką fazę lutealną?” brzmi: „Tak – i może ono także rozwiązać i inne problemy cyklu kobiecego”.

Doktor Abraham rozwijał swoje badania, by określić znaczenie magnezu, który wzmacnia działanie witaminy B6. Połączył w odpowiednich proporcjach magnez i witaminę B6 opracowując pełny, nie wymagający recepty lek o nazwie Optivite dla kobiet (niestety niedostępny jeszcze w Polsce – przy. tłum.) , który umożliwia przyjmowanie dwóch wspomnianych składników w połączeniu z innymi witaminami (głównie z grupy B) i minerałami (m.in.wapń).

Trudno przecenić znaczenie pracy doktora Abrahama. Jego badania nad ZNPM są przykładem wykorzystania właściwej diety dla zrównoważenia gospodarki hormonalnej w fazie lutealnej.
Jak się to ma do życia?

Każda kobieta może i powinna być świadoma długości swojej fazy lutealnej z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że jest to bardzo proste. Wystarczy tylko policzyć dni, począwszy od pierwszego dnia poowulacyjnego wzrostu temperatury, a skończywszy na ostatnim dniu przed miesiączką:12 – 16 dni jest długością normalną; 10 lub 11 dni – na pograniczu; jeżeli zaś mniej niż 10 dni, to jest to krótka faza lutealna.

Krótka faza lutealna może wyjaśniać skąpą wydzielinę śluzową, opóźnioną owulację, plamienie przedmiesiączkowe, brunatną wydzielinę po miesiączce. Dla małżeństw, które mają kłopoty z poczęciem albo które doświadczyły wczesnego poronienia może ona także w pewnym stopniu wskazywać na przyczyny. Faza lutealna o długości „granicznej” może być prawdopodobnie uznana za normalną, jeśli poza tym cykl wydaje się przebiegać normalnie. Warto pamiętać o tym, że krótkie fazy lutealne są normalne u kobiet karmiących bądź znajdujących się w okresie premenopauzy.

Po drugie, doświadczenie Ligi Małżeństwo Małżeństwu wskazuje na to, że odpowiednie odżywianie się i właściwe dodatki mogą rozwiązać wiele z tych problemów. Ogólnie rzecz biorąc, mniejsza ilość spożywanych tłuszczów, słodyczy i umiarkowana ilość nabiału i dodatkowo przyjmowanie Optivite według wskazań z ulotki, zwykle wydłuża fazę lutealną o dwa, trzy dni. To samo skutkowało w przypadku plamienia przedmiesiączkowego. Kobiety piszą, że objaw śluzu stał się u nich bardziej wyraźny. Mamy doniesienia od kobiet, które wierzą, że odpowiednia dieta i z dodatkiem witamin i minerałów przyjmowanych w celu wydłużenia fazy lutealnej pomogły im osiągnąć poczęcie albo uniknąć kolejnego poronienia. (wrócimy do tego tematu w następnych numerach – przyp. tłum.)

Po trzecie, są pewne poważniejsze problemy, przed którymi może ostrzegać niewłaściwy przebieg fazy lutealnej. Doktor Abraham twierdzi, że ZNPM jest czynnikiem ryzyka dla raka piersi, ponieważ wiele przypadków ZNPM jest wynikiem podwyższonego poziomu estrogenów i obniżonego poziomu progesteronu, a wysoki poziom estrogenów znany jest jako czynnik ryzyka przy raku piersi. Abraham uważa, że jego sposób leczenia ZNPM może zredukować ryzyko wystąpienia raka piersi, przez zrównoważenie hormonów w fazie lutealnej.

Krótka faza lutealna jest też związana z endometriozą, poważną, lecz mało jeszcze zbadaną chorobą, w której komórki czynnej błony śluzowej macicy znajdują się poza jej jamą. Zaawansowana endometrioza wymaga troskliwej opieki medycznej, ale można spojrzeć na tę chorobę od strony zapobiegania jej. Krótka faza lutealna może być też wczesnym ostrzeżeniem przed endometriozą – to jeszcze jeden powód, by zwrócić uwagę na odżywianie się, jeśli krótka faza lutealna zdarza się u kobiet nie karmiących piersią ani nie przeżywających premenopauzy.

Badania prowadzone z udziałem dobrze zbudowanych kobiet znajdujących w okresie premenopauzy, opublikowane w New England Journal of Medicine, vol. 323, 1990, pokazują, że te z badanych kobiet, które miały jeden lub więcej cykli z krótką fazą lutealną w ciągu roku, traciły masę kostną, podczas gdy u pozostałych kości wzmacniały się. W badaniach tych faza lutealna była wyznaczana w oparciu o poziom temperatury, a wzrost trwający krócej niż 10 dni był uważany za krótką fazę lutealną. Autorzy wyrazili pogląd, że krótka faza lutealna może być czynnikiem ryzyka dla osteoporozy (ogólnego zaniku kości występującego często właśnie u kobiet w okresie przekwitania), ponieważ kobiety z krótkimi fazami lutealnymi mają zwykle regularne miesiączki. (...)

Ilość ważnych dla naszego zdrowia informacji, jakie można wyczytać z naszych prostych kart obserwacji, nie przestaje mnie zadziwiać. Wciąż jestem też zaskoczona, że odpowiedź na pytanie: „Czy odżywianie może uregulować krótką fazę lutealną?” brzmi: „Tak – i może ono także rozwiązać i inne problemy cyklu kobiecego”.

Marylin Shanon

(za „CCL Family Foundations”, marzec – kwiecień 1995)

4 kwietnia 2018, 09:16

Załamka, a juz byłam na dobrych torach.

Wczorajsze wyniki:
FSH 6,04
LH 7,65
TSH 1,12
FT3 2,65 (2 - 4,40)
FT4 1,47 (0,93 - 1,70)
APTT 30,9s. (25,1-36,5)

Prolaktyna 37,92 ng (norma 23,30) !!! A po obciążeniu mtc 353,50 ng !!!
Czyli wzrost ok 9x, a powinien być max 5.

dupadupadupa

W ostatnich takich badaniach miałam niższe Lh, stosunek lh/fsh był ok 0,65, a teraz mam 1,2.
Nie wiem czy się cieszyć czy to już się zbliża do PCOS??
Prolaktynę miałam wysoką pół roku temu, ale jak zbiłam TSH to sama spadła.
A teraz? Skąd to gówno się bierze, no skąd? :/

Ostatnie trzy miesiące były pod znakiem stresu, dużej ilości pracy. Dwa miesiące praktycznie bez ćwiczeń (tzn były, ale udawane i na odczep), dwa ostatnie cykle mi się paskudnie wydłużyły, a ja głupia dopiero teraz to zbadałam. Może to to, ale żeby aż tak? Przecież miałam gorsze miesiące.
Ludzie w czasie wojny i większych stresów zachodzą w ciążę. Biorę od dawna niepokalanka, od miesiąca biorę Swansona, który ma sporą dawkę.
Wizyta w przyszłym tygodniu.




11 kwietnia 2018, 12:31

Prawie tydzień na Bromergonie (pół tabletki) a ja czuje się nadzwyczajnie dobrze. Przygotowałam dla lekarza specjalną tabelkę z rozpisanymi lekami i suplami, które biorę (żeby stwierdził czy bromergon z niczym nie koliduje), kiedy w jakiej ilości. A on, że na co mi tyle leków, że wywalić połowę, po co to komu, łącznie ze wszystkimi folianami, metylokabalaminami :D Że wszystko jest w jedzeniu przecież. No dobra, tylko, że jedzenie w dzisiejszych czasach ma już znikome wartości odżywcze no chyba, że są to eco superfoods za miliony monet (ale i tak nie wiemy co jest w środku).
Wracając do Bromergonu, naczytałam się o kosmicznych negatywnych skutkach, bólach głowy, byłam pewna, że będę chodzić po ścianach a tu nic. Doskonałe samopoczucie ;o. Chyba mi spada prolaktyna, mam więcej energii i jestem spokojniejsza, do tego chodzę na jogę praktycznie codziennie.
Powoli rozglądam się za biletami w jakieś fajne miejsce, Portugalia, Hiszpania może Izrael, mam potrzebę zmiany otoczenia i wygrzania się gdzieś porządnie.
W piątek wizyta monitorująca pęcherzyk (15dc), jak będzie ok, to S. dostaje kubeczek, biegiem do różowego pokoju i robimy IUI. Ale i tak myślami jestem już na jakiejś plaży.

Wiadomość wyedytowana przez autora 11 kwietnia 2018, 15:08

1 2 3 4 5
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)