Pamiętniki Zostawiam wszystko w rękach Boga. "Jezu, Ty się tym zajmij"
Dodaj do ulubionych
‹‹ 7 8 9 10 11

8 czerwca, 09:09

Jesteśmy w drodze do Poznania. Mieliśmy jechać rano, ale tak wyszło że zaliczyliśmy jeszcze <3 , jak jest ochota to trzeba korzystać.
Wczoraj po Aku zaliczyłam wizytę u gina. Na 2 TAB letrozole urosły mi 2 pęcherzyki 16 mm i 20 mm Endo 0,93 mm. Wkrótce ovu.
Gin pochwalił mnie za piękny śluz. W sumie odkąd zaczęłam Aku śluz płodny się pojawil. Jak odstawiłam antyki śluzu nie było nic. 3 lata temu bpo odstawieniu miałam śluz tylko raz od razu po odstawieniu potem susza.
W tamtym cyklu chyba przez 7 dni co u mnie nie zdazylo się. Zauważył jakis płyn koło jajowodów obejrzał poprzednie USG i nigdy tego płynu nie dostrzegł i stwierdził że jajniki wkoncu zaczęły pracować jak powinny. Że tabletki Diane działają cuda.
Myślał o lapro, obejrzał na USG wnętrze stwierdził że na hsg i teraz nic nie widać. Napewno endomedy 2 i 3 stopnia nie mam. Jeśli mam to 1 lub 2 lub wogole. A jeśli by była to ivf radzi sobie z 1 czy 2 stopniem.
Do tego jeśli mam niskie AMH lapro znacznie obniżyć mi rezerwę i spowoduje że pęcherzyk będzie wolno rósł i nie dostanę dofinansowania do leków.
A ja objawów endomedy nie mam i nie mam jej.
Do tego oznajmił zrobimy lapro ma pani czas 6 miesięcy zrobimy nadzieję i co jeśli się nie uda, nadzieja będzie stracona. Moglibyśmy się bawić kiedy miałabym 25 lat a nie 35 lat. Nie ma na co czekać i zwlekać to jest ostatnia szansa.
Pytałam się gina jaki ma plan na mnie. Powiedział 3 cykle stymulowane jak się nie uda to już ivf. Powiedział miłe słowa na pożegnanie, zasługuje Pani na to dziecko jak mało kto. Podał rękę uśmiechnął się i proszę wrócić do mnie z pozytywnym testem.

12 czerwca, 14:17

Wszystko co dobre szybko się kończy. Wczoraj do domu wróciliśmy przed 22. Dużo spacerowaliśmy nawet nie wiem kiedy, ale spaliłam sobie plecy i dekolt do tego złapała mnie alergia na nogach. Masakra. Cała noc nie spałam ciało mnie siedziało, drapalam się do tego upał masakryczny, a na 6 pobudka do pracy. Ledwo żyje.
Dobrze że chociaż klima w pracy jest, bo jak wrócę do domu będzie koszmar.
Lubię takie krótkie wycieczki.
Fajne było jak mój do mnie, mamusia nie może doczekać się kiedy pojedziemy nad morze. A ja uknulam pomysł. Kupiłam butelkę wina i rocznicę zrobiliśmy w niedzielę po południowym <3 pokazałam mu zarezerwowany pobyt w Pieninach choć nieopłacony. Powiedziałam że to z okazji rocznicy. A ten a co z mamusią. Ja do niego najwyższej odwołam. I tyle.
A ten to pojedziemy na 3dni w lipcu ja do niego nie chcesz aby mamusia przeszkadzała nam w dniach płodnych a potem urlopu nie nam odłożyłam na ivf.
A ten wściekły najwyżej sam z mamusią pojadę a ja do niego to jeszcze razem udanej zabawy.
Finał był taki rezygnuje z namusi i jak coś to pojedziemy. A mamusi wytłumaczy że nie tym razem. Może za rok 😂
A za rok albo z brzuchem albo bez kasy będziemy wtedy zaproponuje mamusi aby z nami jechała i nam wyjazd zasponsorowała. 🤗
Co dalej z mężem nie wiem ma podejść do badań w piątek mówił kierownikowi że ich nie przejdzie ale ma badania która robił 2 tyg temu te niewiadomo czy są ważne, bo w tych tylko okulistę powtarza reszta została. Więc czekamy na rozwój a życie samo pokaże rozwiązanie najbardziej korzystne.

18 czerwca, 10:11

Mój rzecz jasna pojechał na badania w piątek, oczywiście ich nie przeszedł. Wczoraj pojechał zawieść badania do firmy, a tak jak się zapytał co dalej z nim powiedzieli że kierownicy i myśli nie podjął decyzji. A ten im powiedział niech się spieszą z wypowiedzeniem u świadectwem pracy.
Nawet się nie odwoływał do Wojewódzkiego bo stwierdził że nie chce już tam pracować na ich dosyć a po drugie i tak badań tam nie przejdzie więc strata czasu.
Teraz czekając na decyzję, zajął się remontem w pokoju do tego malowanie. Bo nigdy nie było czasu. Do tego stwierdził że jedziemy w lipcu w góry, abym odpoczęła a potem idzie do roboty.
Tu go chwałę będzie praca na miejscu a nie dojazdy po 10O km i do tego trochę uwolni się od mamusi. Bo tak zawsze po drodze ja odwiedzał.
No cóż przetrawilam sierpniowy wyjazd i prawdopodobnie ivf. Widocznie tak musi być. Nie ma sensu walczyć z przeszkodami. Jeśli los będzie chciał ivf stworzy do tego sytuację jeśli nie to wszystko tak się poprzesuwa ze nie dojdzie do tego.
Dziś koleżanka z pracy oznajmiła że chyba jest w ciąży bo spóźnia jej się ponad tydzień. Wiecie jak zareagowałam na luzaka, super. Idealny wiek na ciążę. Aż sama się dziwię że nie rozpaczam.
W tej chwili jestem na etapie wróżb mojego kolegi magika. To co przewidział w styczniu prawie się sprawdza. Nieunikniona zmiana pracy u mojego mamy zaakceptować to i pozwolić losowi iść dalej . U mnie praca wisi na włosku, może rok jeszcze popracuję, problemy z urlopem z powodu pracy może do niego nie dojść. Zobaczymy czy lipcowy do skutku dojdzie, bo sierpniowy na 100 nie. Brak dziecka, co do ivf wynik jest niepewny, trzeba zaczekać, nie spieszyć się. Bo jak się uprze i podejdę to wynik mnie nie zadowoli.
Więc teraz myślę zmiana pracy u mojego spowoduje zmianę planów a co za tym idzie ivf się opóźni, albo nigdy nie podejdę bo stwierdze że chce żyć bez dziecka.
Najlepiej zostawię wszystko Bogu, co na być to będzie niezależne ode mnie.
Szkoda że nie było optymistycznych wróżb, ale takie życie, i zawsze po fakcie jak się sprawdza mówie że mój kolega to na moc przepowiada przyszłości

21 czerwca, 15:28

Niestety 41 CS zakończony, jakiś miałam mała nadzieję za accofil pomoże i się uda, jednak rzeczywistość okazała się inna. Gin miał rację że naturalnie szans nie mam, gdybym była 10 lat młodsza albo miała lepsze AMH....... Już się nie łudzę że naturalnie zajde, postanowiłam ostatni raz podejść do stymulacji i kończę starania. Jeśli los pozwoli to do ivf podejdę jeśli nie to nie. Bez łaski. Mam już tego wszystkiego dość, naprawdę nam dość.
Jeśli dojdzie do urlopu to biorę 3 butelki wina i codziennie po szklance pije i mam gdzieś leki itd.......
Jak na złość firma złożyła mojemu u Wojewódzkiego odwołanie i teraz czekamy kiedy będzie wizyta u lekarza. Nie zdziwilabym się jakby była podczas urlopu. Mój stwierdził że nie chce rezygnować ze wspólnego urlopu i w razie czego idzie na L4 aby go nie gonili. Bo ja już urlopu nie przeloze. W złą godzinę złożyłam wniosek bo dzień po okazało się to co jest teraz.
Naprawdę ale zauważyłam że życie nie układa mi się jak powinno, stale coś, stale kłody. Nie nam sil fizycznie ani psychicznie. Dlatego najlepszym rozwiązaniem będzie się poddać.

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 czerwca, 18:13

23 czerwca, 14:03

Wczoraj miałam masakryczna noc.
Jakimś cudem uciekł mi z domu kocurek, on jest niewychodzacy.
Przez 2 godz go szukałam i ani śladu do tego była 22 i ciemno. A on czarny, tak się popłakałam. Nawet nie umiałam zasnąć. On jest moim oczkiem w głowie, moim synkiem. O 2 w nocy postanowiłam iść i go szukać bo stwierdziłam że jak będzie rano to może być za późno. Odtworzyłam taras weszłam pod koc i czekałam, po 10 min zjawił się ale jakiś dziki i szybko zwiał, pobiegłam za nim. Ale go nie znalazłam, po kilku okrążeniach w domu usłyszałam tupot w domu, szybko weszłam a tam on, zamknęłam balkon i był mój. Do 3.30 wojowalam a dziś czuje się jakbym na imprezie była. Ale najważniejsze że znalazł się. Nie wiem co bym bez niego zrobiła.

26 czerwca, 11:55

Ciągle pod górę. Mąż już by chciał zmienić pracę itd. A firma sobie nie wiem w co gra. Choć nigdy nie robili tego złożyli mu odwołanie do orzecznika szpitalnego. Co fajnego trzymali go 1,5 tyg po czym łaskawie zadzwonili zeby sam zadzwonił do szpitala, i się umówił na wizytę. Ma jechać 1 lipca dopiero. Mój wierzy że nie przejdzie i dadzą mu nie wypowiedzenie bo bez tego nie może zacząć nowej pracy. Ja od 2 lipca rozpoczynam urlop. Więc tylko cud może się zdarzyć że gdzieś pojedziemy. A kierownictwo takie miłe że nawet nie zadzwoni ani nic. A 9 lipca minie jak nie zarabia.
Przez ten czas mój wziął się do roboty i maluje pokój i kuchnię bo zawsze nie było czasu. A tak choć takie porządki się zrobi. Bo 7 lat nie było malowane od razu czyściej się zrobiło.

1 lipca, 14:00

Jestem zadowolona. Wszystko ułożyło się jak powinno.
M dziś pojechał na badania do Wojewódzkiego. Jak dzwonił stale cos na przeszkodzie byli. Nawet usunęli z jego nazwiskiem bazy danych ile zamieszania przez to było. Ale wynik taki że na rok na pracę. Zadowolony pojechał do firmy i ma urlop. Ja do 15 siedzę i też mam urlop.
Postanowiliśmy jechać do Zakopanego w czwartek na 10 dni, znaleźliśmy pokoje po 40 zł. Więc chce na maksa odpocząć.
Z tymi dobrymi informacjami Pieniny są aktualne i ivf tak samo. Nie mogę uwierzyć. Mogę przygotowywać się do ivf.

Że złych info odebrałam wynik morfologii po tyg. Od odstawienia accofilu wynik leukocytów 2,5 kobitka kazała udac się do lekarza. Wyczytałam że organizm nie walczy z bakteriami i grozi mi sepsa. Ale w ciągu kolejnego tyg będzie ok.
Najgorsza insulina powtórzyłam ja i mam 15,8 nacczo a rok temu było 4. Od czego to wzrosło. Leki miałam zmienione na +
1000 xr . A wcześniej brałam 3X500 od soboty biorę 2x1000 za miesiąc powtórka.
Ale zastanawiam się id czego wzrosła ostatnio jadłam gofry z dżemem hmm nie wiem .... Dieta i do.powtorki badanie za miesiąc
TSH 1,1 ładne.

Wiadomość wyedytowana przez autora 1 lipca, 14:01

4 lipca, 09:58

Jestem jedną nóżkæ w zakopcu. Wstaliśmy o 3 i o 4,30 ruszyliśmy. Nie mogę uwierzyć, bo jeszcze 3 tyg temu miało nie być wyjazdu. Jednak cuda się zdarzają. W sumie zaczęłam się godzić że dupcia z tego wszystkiego będzie. A dziś teraz jestem już blisko.
Pogoda nie jest optymistyczna, ale na górskie wycieczki może być dobra, ważne by nie padało.
Wzięłam ze sobą 4 butelki wina. Jak to mąż zobaczy......
Od 3 lat unikałam picia , a no.bo zaraz będę w ciąży. A teraz chce codziennie po szklaneczce winka do snu z mężem wypić. Jest co oblewać. Sama siebie nie poznaję. Jak za mało będzie to się dokupi, biedronka jest. Jadę do cyrhli zwiedzić to co nie zwiedziłam dolinę gąsienicowa i dolinę pięciu stawów a reszta jest mniej ważna. Ale plany wędrówek mamy, nogi będą boleć.

16 lipca, 14:44

Urlop urlop i po urlopie. Szybko mi ten czas minął. Bardzo dużo zwiedziliśmy az do tej pory nogi mnie bolą. Oczywiście nie obyło się bez niespodzianek.
Po ostatnim <3 dostałam zapalenia pęcherza i niestety antybiotyk. Nie dość tego złapałam alergię na słońce na dłoniach, tego jeszcze nie miałam. Leków nie miałam i w sobotę umierałam. Ale dałam radę wytrzymać do niedzieli i od tego czasu biorę zyrtec i alergia powoli schodzi. Masakra z tym wszystkim.
W niedzielę jak wracaliśmy pojechaliśmy na Jasną Górę podziękować za wycieczkę, męża pracę i zamiast pomodlić się o dziecko prosiłam Matkę Bożą o to abym mogła się pogodzić ze będę bez dzieci, aby dała mi siłę. Bo czuję że dzieci nie będę mieć.
Na dokładkę tego wszystkiego spotkałam koleżankę której nie widziałam 4 lata już ma 2 dziecko. I powiedziała że jej siostra z którą chodziłam do jednej klasy ma syna 3 letniego. A ona dzieci nie lubiła. Masakra.
Zapytała się mnie kiedy ją, powiedziałam jej prawdę że dzieci mieć nie mogę, przynajmniej kolejnym razem będę mieć spokój. Nie chcę aby ktoś się użalał nade mną.
W robocie mnóstwo pracy nie mogę się odnaleźć.
Dziś cytologia odczulenie i Aku.

Wiadomość wyedytowana przez autora 16 lipca, 14:47

17 lipca, 11:18

Anusla w takim razie opiszę cała wycieczkę i co zwiedziliśmy.

1 dzień czwartek
wyjechaliśmy o 4.30 około 10.30 byliśmy na miejscu. Pokoik już na nas czekał. Mimo że był w pracy powiedział gdzie szukać kluczy. Myślałam że mąż po ciężkiej podróży pójdzie spać. A ten chwilę odpoczął i ruszyliśmy na pierwszą wycieczkę.
Wybraliśmy od nas szlak cyrhla - psia trawka - ruwien warsmudzka -- gesia szyja --- rusinowa polana wyszło 18 km mojego po tej wyprawie zaczela boleć noga. A wszystko przez schodki które prowadziły do polany. A polanka cudna.

2 dzień piątek
Postanowiliśmy iść na dolinę gąsienicowa
Cyrhla --- psia trawka --hala gąsienicowa--czarny staw gąsienicowy---karb--- czerwone stawki--- dolna stacja gąsienicowa i powrót tymi sami szlakami wyszło razem 21 km

3 dzień sobota
tym razem wypadła dolina 5 stawów, od roku o niej marzyłam.
pojechaliśmy samochodem na Łysa Polanę stad poszliśmy piechotką pod Wodogrzmoty Mickiewicza, stamtąd był szlak na dolinę ;)
Podeszliśmy pod szpiglasową przełęcz, mojego zaczęło mocno boleć kolano, zaczął straszliwie krzyczeć wściekły powiedział ze idziemy do domu, jak nie to wzywamy GOPR. Odezwała się zeszło roczna kontuzja, a szkoda bo napaliłam się na przełęcz wyszło 18 km

4 dzień niedziela
Ze względu na nogę męża pisaliśmy do 10, potem zrobiliśmy obiad i po 13 wyszliśmy na szlaki tym razem wyprawa krótka.
Cyrhla---polana kopieniecka--wielki kopieniec---olczyska polana--nosal--murowanica. Wyszło 8 km
Podczas wchodzenia na Nosal zaczęło padać, masakrycznie było schłodzić, skały ślizgie ale jakoś dałam radę.

5 dzień poniedziałek
Tego dnia wybraliśmy się na dolinę Kościeliską.
Pojechaliśmy samochodem, udało mi się wychaczyc parking za 15 zł.
Mąż mnie namówił na jaskinię raptownicka. M mnie okłamał powiedział że wyjście jest z innej strony jak w przypadku innych jaskiń. Ledwo weszłam, ale jak beczalam, bo nie umiałam zejść. Jestem straszna panikarą. Dziewczynka z góry mnie pocieszała niech się pani nie martwi ja zeszlam pani też. Dzięki Bogu że M mnie asekurował, bo nigdy bym nie zeszła. Wyprawę zakończyliśmy na snerczynskim stawie. Jedyny minus był taki że pogoda się pogorszyła było zimno. Ważne że nie padało.
Przeszliśmy 20 km

6 dzień wtorek

Dziś postanowiliśmy pochodzić po szczytach.
Cyrhla--psia trawka---hala gąsienicowa---dolna stacja gąsiennicowa---odejscie na przełęcz liliowe---przelecz liliowe---kasprowy wierch---przelecz pod kopa kondracką---kopa Kondracka---przelecz pod kopa kondracką---schronisko na hali Kondrackiej---polana Kalatówki---kuznice
Wyszło 23km +3 km do autobusu 26 km
Tego dnia było zimno temp 13 stopni, a szczycie 3 stopnie na szczytach padał śnieg czasem przelotny deszcz, strasznie wiało. W schronisku na Kasprowym zjedliśmy ciepła zupkę. Przy schodzeniu kiedy popadało 4 razy upadłam na tyłeczek. Spieszyliśmy się na autobus bo było późno. Zdążyliśmy na przed ostatni autobus po 21 o 22 byliśmy w domciu. Ten dzień dał się we znaki
7 dzień środa
Tego dnia nie mieliśmy siły na chodzenie. Nogi po wczorajszym strasznie bolały. Odpoczywaliśmy w łóżeczku, korzystaliśmy z <3 po obiedzie pojechaliśmy na krupowki. Na szybko zwiedziliśmy miasto. Dla mnie Krupówki są przereklamowane, hałas wielki
Jednak dobrze że mieszkamy z dala od centrum. 5km
8 dzień czwartek
Od samego rana padało, nie chciało się z łóżka wstać. Do tego po wczorajszym <3 dostałam zapalenia pęcherza. Nic nie pomagało więc wieczorem wzięłam antybiotyk, dobrze że go wzięłam
Po obiedzie wymyśliłam że pojedziemy do miasta i kupimy memu kotu posłanki do spania. I tak zrobiliśmy za 30zl kupiłam mu dywanik z owcy. Potem nie wiedzieliśmy co zrobić wypogodziło się postanowiliśmy wjechać na Gubałówke, choć wolimy chodzić. Więc o 19 byliśmy tam trochę podchodziliśmy, polezelismy na ich plaży i po 20 szukaliśmy autobusu. Wyszło 6 km
9 dzień piątek

Piątek od rana był śliczny wybraliśmy się na ostatnią wyprawę, bo podawali deszcze w sobotę. Tym razem padło piechotą na morskie oko i zaliczenie kawałka rys.
Raniutko ruszyliśmy
Cyrhla--psia trawka---Ruwien waksmudzka---Polana nad Wołoszynem---las pod woloszynem---Wodogrzmoty Mickiewicza---nad zanim okiem---Schronisko przy morskim oku--odejscie na czarny staw---Czarny staw pod rysami--30 km. Pobity rekord chodzenia.
Poszliśmy pod Rysy trochę się wspięliśmy. Jakiś ochoty wchodzenia na szczyt nie miałam tym bardziej że są tam łańcuchy.
Dziś nam się lepiej chodziło niż we wtorek. Ale byliśmy zadowoleni z dnia i pogody.
10 dzień sobota

Wstaliśmy o 9 z myślą że leje a tu nic. Zjedliśmy śniadanko i stwierdziliśmy że jedziemy na Krzeptówki a stąd na szczyt. Małołącznik. Ale kiedy byliśmy w drodze na górę zaczęło padać że musieliśmy wyjąć płaszcze do tego pogrzmialo i stwierdziliśmy że idziemy w dolinki.

Cyrhla autobusem do Krzeptówek.
Gronik---dolina małej łąki---przysłop miętusi---Rowienki---przełęcz w grzybowcu---polana strążyńska---Czerwona przełęcz---haka biała----hotel górski PTTK---kuznice. Wyszło 19 km.

11 dzień niedziela
Od samego rana padało. Wstaliśmy o 8 zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy do Częstochowy. Ludzi tam bardzo dużo. Parkingi zawalone. Ale udało się coś znaleźć. Po mszy poszliśmy cos zjeść. I do domku. Wróciliśmy po 20.
Co dobre szybko się kończy.
Ale 13-18 sierpnia wyjazd w Pieniny. Nie mogę się doczekać.
Jestem mega zadowolona z pogody i z tego że teściowa z nami nigdzie nie pojedzie.
Pamiętam jak zadzwoniła w sobote i powiedziała wracają upały a mój i co z tego jak urlopu już nie ma.
A w sierpniu jedziemy razem a on wtedy chciał z nia jechać ale byłam przebiegła. A za rok mu powiedziałam że jedziemy za granicę nie ważne gdzie ale byle z dala od teściowej.
No chyba że ivf cudem zaskoczy wtedy plany się zmienią.

Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca, 11:21

19 lipca, 13:23

Można powiedzieć że kończę już naturalne starania. Mąż trochę się zawiódł. Liczył że cykl wakacyjny zaskoczy, ja wiedziałam że będzie jak zawsze. Tyle lat zrobiło swoje.
Dlatego nie wahałam się brac antybiotykow przy zapaleniu pęcherza czy leków alergicznych na alergię skórną. Wczoraj znalazłam maść że sterydem oby ponownie pomogła i aby wszystkie plamy z rąk znikły. Po tym zirtexie ciągle bym spala. Gdybym brała cała tabletkę to bym z łóżka nie wstała.

Udało mi się zarezerwować wizytę do immunologa, chciałam na koniec września ale kobitka w laboratorium doradzała aby wziasc późniejnjejszy termin aby wszystkie badania na czas doszły.
Powtarzam test imk CBA i Ana. I poleci z wizytą ponad 800 zł.
Muszę jeszcze męża zapisać na nasienie albo.ba 14 września albo na 12 października.
2 października immunolog. W drugiej połowie sierpnia chce zrobić amh i resztę badań przydadzą się pod ivf.
Pewnie do gina iść przed stymulacja na screatching endometrium wtedy rozpiszę mi leki. Ale coś mi mówi aby w listopadzie zacząć zabawę.
Nie wiem na ile podejść mi kasy starczy może być pewnie max 2. Jak nie to zakończone szybko zabawę z ivf.
A w planach mam wycieczki zagraniczne. To jest moim motorem i celem. To będzie moje hobby.
Nie nastawiam się że uda się i będzie dzuecko, jestem neutralna. Wolę być mile zaskoczona niż rozczarowana, bo tak sobie nie poradzę. Stworzyłam skarupe swój własny świat. Urlop dał mi czas na odpoczynek, odkąd pamiętam nigdy tak nie odpoczęłam jak teraz..nawet teraz mi tego brakuje.
Doszłam do wniosku że jeżeli dziecko jest mi dane to będzie, jeśli nie to nawet ivf nie da rady. Jak patrzę i czytam dziewczyny z podobnymi problemami i kolejne ivf im nie wychodzi, to odechciewa mi się podchodzenia. Bo ta sama droga czeka mnie.

21 lipca, 14:00

Co za pech. Objadalam się gorzka czekoladą która dostałam na walentynki i wyciągałam ząbka. Super właśnie straciłam 7 niestety padła cała i pierwszego ząbka stracę nie licząc 8-semek. Chyba czas odkładać kasę na protezę. Bo mi masakrycznie żeby lecą, mam to genetycznie po mamie. Ona straciła wszystkie zęby w ciągu tygodnia po 40.

24 lipca, 08:59

W poniedziałek miałam wyrywanego zęba. Niestety nie było szans go uratować.
Ważne że stomatolog mnie przyjął.
Na fotelu bardzo się bałam. Mam wielkie uprzedzenie po wyrywaniu ósemki. Wtedy byłam u kobiety masakrycznie wyrywała do tego długo się goiło. Przez 2 tyg jadłam tylko kisiel bo nic nie mogłam przełknąć, połowa szczęki mnie bolała.
Nie obyło się bez problemow. Lekarz miał problem z wyciągnięciem gdyż nie było za co złapać. Kilka podchodów i udało mu się wyrwać.
Jak znieczulenie puściło to umierałam z bólu. Na takie okazje mam Ketonal, dobrze że go znalazłam. Po 40 minutach ból ustąpił. Ale za oknem patole zrobili imprezę i nie mogłam zasnąć. Do pracy poszłam ledwo żyjąca.

Wczoraj w pracy byłam na wodzie. Miałam dość tego picia byłam masakrycznie głodna. Poszłam do biedronki kupiłam gerbera dla niemowlaków i w domku zjadłam. Od razu ulga. A w Biedronce nakupilam owoców i warzyw. Zrobiłam zupkę buraczkowa z indykiem ziemniakiem i marchewką i zblendowalam na papkę. Jake pyszne śniadanko dziś było. Do pracy zrobiłam ryż z borówkami cynamonem migdałami olejem lnianym wszystko zmielone. Na 2 śniadanie sok z jarmużu pomarańcza borówek kiwi moreli siemia lniana chia, oleju lnianego, migdałów, Taka papa wyszła. Na jutro będzie to samo. Na piątek muszę coś zrobić. Pewnie zupa brokułowa albo z cieciorki bo mam w zalewie jeszcze a sałatki szybko jeść nie będę.
Szczęka nadal mnie boli, to siódemka, więc dziura wielka, goić się wolno będzie. Jeszcze te upały.

Wczoraj też dostałam ciemnych plamien. Nie zaliczyłam to jako 1 @
Dziś jak wstałam rozkręciła się. Nie jest tego dużo, ale cos jest.

Trochę odetchnęłam, bo zakończyłam oficjalnie naturalne starania. Żadnych leków żadnych stymulacji. Na sercu lepiej. Tempke będę mierzyć, ale testów ovu nie robię.
I tak naturalnie nigdy nie zajde. Ponoć brak u mnie jednego z najważniejszych kirow, dzięki temu nie dochodzi do implementacji
A accofil taki dobry nie jest. Rozwalił mi odporność. Organizm nie walczy z chorobami. Więc czeka mnie długie gojenie zęba bo alergia niby zeszła a plamy na rękach nie zeszly. W dupie z tym wszystkim.


Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lipca, 09:15

27 lipca, 21:37

Z moim zębem coraz lepiej już dziś zjadłam bułeczkę z masłem długo to trwało ale zjadłam. Mogę już zaciskać szczękę to dobry znak. Bo 2 dni po wyrwaniu umierałam. Nie wzięłam do pracy przeciwbólowych i myślałam że się wścieknie z bólu a jak na złość nikt apapu nie miał. Ale jakiś wytrzymałam. A kolejny dzień już lepszy
Dziś M w robocie a ja zaczęłam sprzątać piwnice, zajęłam sie wiekami. Ułożyłam zacieru pomidorowe w jedno miejsce,,to samo zrobiłam z ogórkami konserwowymi, sałatkami, agrestem. Porządek zapanował. Do tego połowę śmieci ojca wywalilam, bo przecież wszystko mu się przyda. Szybko ten dzień mi zleciał. Jutro też bez M nie wiem co będę robić pomyśle.
Od poniedziałku jestem sana w pracy, szykują się ciężkie dni dobrego mega trudne sprawy aż się boję. Koleżanka była id tych trudnych spraw bo pracuje ponad 25 lat a ja biedulka.
Ale z dobrych rzeczy wypisałam urlop od 12 do 16 sierpnia i jedziemy 13 w Pieniny 😄
Nie ważne jaka będzie pogoda, odpoczynek się przyda. Bo potem go długo nie będzie.
A teraz wykąpać się serialu i pewnie po 23 spaciu. Jutro spie do 9 😁😁😁

Wiadomość wyedytowana przez autora 27 lipca, 21:39

1 sierpnia, 09:34

Jak nie urok to sraczka.
Po zębie dopadła mnie znóww grzybica. Przez 2 dni brałam tabletki ale nie pomagały, wybrałam się do lekarza rodzinnego po krem dopochwowy, taki co dali mi w klinice. Bez żadnego ale dokturka mi wypisała. Zmieniła mi też lek na cukier bo insulina mi strasznie w górę poszła zamiast 1000 xr będę brać 850 X2 zobaczymy jak teraz będzie.
Wczoraj zaaplikowalam krem a dziś czuje się jak nowo narodzona.
Ciekawe co mnie czeka w kolejnym tygodniu bo przecież co tydzień coś mnie łapie. Obym na 10 września była zdrowa bo moje plany pójdą.....
A to wina sterydów i tego że leukocyty mi po accofilu spadły. Plus tego że mój organizm nie jest taki silny jak kiedyś.
Wkurza mnie że muszę tempke mierzyć w tym cyklu. Muszę zobaczyć jak długi będzie cykl bo nie chce @ w górach. Bo gdzie się przebiorę a z publicznych toalet nie korzystam odkąd zaraziłam się grzybica po raz pierwszy. To jestem już na to uczulona. Kolejny cykl muszę mierzyć bo muszę w okolicach 7 dpo zrobić badania immuno. A jeszcze w kolejnym zapewne będzie screatching endometrium więc jestem zmuszona. Bo gdyby cykle były regularne a tak....... Do immuno jestem umówiona na 2 października. I muszę gina jeszcze gdzieś wszczelic. Mogłabym tego dnia ale nie przyjmuje. Więc muszę przemyśleć wszystko. I jednak zostawiam wszystko na spokojnie na listopad. Nie chcę się spieszyć.

W pracy jakiś daje radę, jutro będzie półmetek. Oby to przetrwać, nagroda będą wkrótce Pieniny. Już nie mogę doczekać się ostatniego wyjazdu.
Dziś kumpel mi zaproponował że załatwi mi tanio urlop zagraniczny i że mam Sue zgłosić na początku stycznia. Stwierdziłam że jak ivf się nie uda, to od tego rozpocznę moje nowe życie. Więc wiem co będę robić w przyszłości albo bawić dziecko albo zwiedzać świat. Tylko te 2 opcje mam.
A ostatnio czas miło spędzam codziennie ogląd serial, od piątku chce męża wciągnąć w telenowele. Wracam do korzeni z przeszłości.

3 sierpnia, 22:55

Coś mnie mąż w tym cyklu molestuje. Stwierdził że w tamtym cyklu było mało serduszek więc musi to nadrobić.
Grunt że grzyb wyleczony.
Z początku zaczęłam gryźć się z myślami że lepiej co 2 dzień że trzeba testy zrobić itd aż wkoncu mówię do siebie, czy nie rozumiesz że zakończyłam naturalne starania, co ci da co 3 czy 1 czy codziennie bo i tak wynik znasz. Moje rozmyślenia przerwał maz i stwierdziłam że mam w dupcie to wszystko. Chce się bawić jak kiedyś i tak było. Od kilku miesięcy mamy super sex, ale w 2 fazie już tak fajnie nie jest. To chce teraz nadrobić.
Po przytulanku zebrałam się na odwagę i zapytałam męża wprost.
Podchodzimy do ivf kiedy czy tego chce itd stawiamy bez pośpiechu na listopad punkcję , transfer może w grudniu albo od razu pod warunkiem że będą zarodki .
Dyskutowaliśmy nad terminem, bo z 1 strony wolałabym za rok, może dałoby mi umowę na czas nieokreślony. Ale pewnością nie mam czy dadzą mogą mnie wywalić. Teraz mam szanse na przedłużenie kierownik mi to powiedział, kiedy zapytałam się go czy mam szukać nowej pracy. To jazda mi niczego.nie sztuki bo jestem potrzebna.
No ale AMH niskie i mam dość tego wszystkiego. Mąż się wściekła że tabletki łyka że mu mówię, tego nie jedz a on kocha słodkie, widzę że chce to skończyć. Męczy go to wszystko bo ile można rok dwa ale nie 3.
Sama mam dość, chce ten rozdział całkowicie zamknąć.
Stwierdziłam że poświęcę się i zacznę pozytywnie myśleć. Postaram zmienić odżywianie. A jak się nie uda wracam do codzienności w żywności. Tak zrobię od poniedziałku. A dziś zrobiliśmy zimnego psa czyli herbatniki przekładane czekoladą. To moja ostatnia uczta. Może wkoncu cukier i insulinę unormuje. Przydałby się sport ale nie chce mi się

Zapytałam się go ile próbujemy, przeznaczyliśmy max 30 tys. Nie wiem na ile prób to starczy ale do tej kwoty koniec.
Nie mamy pomocy znikąd, a w kredyty nie chce iść.
Co dalej adopcja komorek, nasienia, adoptowanie dziecka.
Ja nie chcę dawczyni z mój nie chce dawcy nasienia, oboje nie chcemy adopcji. Więc tu temat zamknięty.
Stwierdziliśmy że mamy 2 drogi i któraś z nich niedługo się otworzy, albo macierzyństwa albo wycieczki.
W rachubę wchodzi wyjazd do Poznania jak nie wywala z pracy. Jak zostawia to zostaje tu gdzie jestem. Zostawiam 17 dni urlopowych na klinikę. Oby starczyło.

5 sierpnia, 14:11

Wczoraj spędziliśmy dzień na oglądaniu zdjęć z urlopu. Znaleźliśmy nasze pierwsze wspólne wakacje z 2006 roku kilka zdjęć. Jacy wtedy byliśmy młodzi. Matko to 13 lat temu. Jak to zleciało. Nawet 5 lat temu lepiej wyglądaliśmy niż teraz. Coraz bliżej 40 tki ehhhh
Wkoncu uporządkowaliśmy zdjęcia i chce je zarchiwizować na dysku płytach i pen driver około 60 GB.
Żal by był aby wszystko któregoś dnia przepadło.
Miałam nasze wesele zmontować. Bo mój kolega nam nagrywał. I od 3 lat do tego się nie zebrałam nie wiem czy nie z lenistwa ale nie chciało mi się. Kiedy nie pracowałam miałam mnóstwo czasu teraz mniej.
Może kiedyś do tego zabiorę się, albo już nigdy, bo komu to dam po śmierci.

Dziś mnie zaczepił w pracy dobry znajomy. Zapytał się mnie gdzie byliśmy na urlopie.
Stwierdził że teraz to każdy wyjeżdża za granicę. Powiedział że jak będę chciała jechać za małe pieniądze nam się do niego zgłosić na początku stycznia. To wybierzemy gdzie i kiedy. A mi się marzy Hiszpania.
I pewnie nie będę wiedziała co robić bo styczeń to pewnie jeszcze z ivf będę wojować a jak się nie uda to wczasy mi prysną. Może lepiej zarezerwuje Hiszpanie lepiej mieć coś niż zostać z niczym.
Bo w razie co niepowodzenie ivf oplacze w Hiszpanii.....

10 sierpnia, 20:13

Cieszę się że 2 tygodnie w pracy sana wytrzymałam i dałam radę, choć w 1 tygodniu było ciężko. Jestem z siebie dumna.
W tym tygodniu jakiś nam dziwaczy okres, tu wysiedzieć nie mogę, tu chce mi się płakać tu mam dość wszystkiego ehhh te hormony.
Mężuś nie lepszy. Też ma swoje ja. Wczoraj Się pokłóciliśmy, karmię go tabletkami na lepsze nasienie. On nie chce brać twierdząc że mu wątroba spuchnie.
I powiedział mi wprost czy wierzysz w cuda że będziesz w ciąży bo ja nie. Po co to wszystko jak wiadomo jaki będzie wynik, daj spokój z lekami i z ivf. Kasę lepiej przeznacz na wycieczki, bo taki będzie finał że będziemy z niczym.
Niestety tego sama się obawiam, że zostaniemy z niczym.
Mężuś na teraz 3 nocki wraca w poniedziałek. Ja mam weekend dla siebie.
I co fajnego Gosiunia robi, odgrzebuje stare śmieci. Znalazła dysk przenośny i układa przekłada telenowele. Znów do moich łask wracają. Już listę zrobiłam co i jak. Wkrótce biorę się za oglądanie. Znalazłam dysk na który zgrywam zdjatka z naszych wycieczek ślubu itd. muszę dokupić jeszcze pen driver a bo chce mieć z 3 kopie.
Planuje te najfajniejsze wydrukować.
Wracając do telek wczoraj przypadku znalazłam po włosku telenowele z dzieciństwa pamiętam jak nie miałam jednego programu i chodziłam do cioci obejrzeć. Ehhh ta młodość i wspomnienia.
Co fajne kiedy nie mogłam znaleźć pracy rzuciłam się w wir telenowel poznałam wtedy wspaniałych ludzi z niektórymi mam kontakt do dziś a minęło już 19 lat. Wtedy uratowało mnie to wszystko przed depresja.
Teraz te zasoby znów wpadły w moje ręce, znów mnie ratują. Pewnie by zapomnieć o dziecku o macierzyństwie.
Znów jak bumerang to wraca, ale cieszę się z takiego obrotu spraw.
Postanowiłam iść w styczniu do kumpla aby zapisał mnie na wycieczkę kto wie czy nie do Hiszpanii nie chce potem żałować, ze nie ma dziecka i wyjazdu. Przynajmniej to jedno będzie.
We wtorek Pieniny. Jak to zleciało. Muszę po raz ostatni wypocząć na maksa jak to zrobiłam w Zakopcu.

13 sierpnia, 16:45

Nie ma to jak 13 w kalendarzu.
Przed naszym odjazdem w góry zorientowałam się że nie mam obrączki. Gdzieś mi się zsunęła i zginęła. Zadzwoniłam do mamy aby poszukała w domu. Ale nie znalazła masakra.
Ale kiedy i gdzie, nigdy mi się nie zesunela 😥😥😥😥
Dojechaliśmy o 13 pojechaliśmy do biedronki zrobić zakupy i o 13,30 byliśmy na miejscu o 15 wyszliśmy na zamek i musieliśmy się wrócić bo ulewa. Po prostu wymarzony urlop. Mój poszedł się myć, bo co tu robić kiedy leje.
Nigdzie więcej nie wyjeżdżam szkoda kasy.

19 sierpnia, 11:05

Urlop bardzo szybko minął. Pogoda od czwartku się poprawiła. Nawet w środę o 15 wyszliśmy. Bardzo dużo zwiedziliśmy. Byliśmy w zamku Niedzicy, czartoszynie. Splywalismy Dunajcem. Z gór zaliczyliśmy trzy korony, sokolnik i wysoką najwyższy szczyt Pienin, przy okazji wąwóz homole.
Do tego Krościenko i Szczawnice. Bardzo dużo się nachodzilismy. Miałam zakwasy wczoraj dopiero przeszły. Nawet piwo nie pomogło.
Dużo kasy się nie wydało jedzenie kupowaliśmy w Biedronce. W domu zrobiłam leczo i gołąbki więc na 3 dni było co jeść a potem spagetti. Na wycieczki kanapki.
Co dobrego mama mi znalazła obrączkę tak szukała że znalazła.
A dziś jestem ledwo żyjąca. Spałam 5 godzin teraz trzeba wrócić do żywych.
‹‹ 7 8 9 10 11
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)