Pamiętniki By nie stracić nadziei ....
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
By nie stracić nadziei ....
O mnie: Mówili mi "mała ciałem - duchem wielka". Potrafiłam wiele zdziałać i pomóc innym. Kiedy przychodzi radzić sobie z własnymi problemami jest już gorzej. Zwłaszcza jeśli świat wywraca się do góry nogami i okazuje się, że największe pragnienie i marzenie o macierzyństwie ma małe szanse by się ziścić...
Czas starania się o dziecko: Od Listopada 2013 (ponad 2 lata)
Moja historia: Nie sądziłam, że mi się to przytrafi. Dzieci chciałam mieć od zawsze i wiedziałam że pragnienie zostania mamą i założenia rodziny jest ważniejsze niż praca i kariera. Mimo to udało mi się osiągać sukcesy na polu zawodowym. W 2013 roku wyszłam za mąż i nie od razu chcieliśmy się starać, nie śpieszyliśmy się z tym jeszcze, chcieliśmy nacieszyć się małżeństwem. Ale byliśmy też otwarci i gdyby się to zdarzyło to bylibyśmy szczęśliwi. 3 miesiące po ślubie i szczęśliwej podróży poślubnej poszłam na kontrolne USG. Lekarz stwierdził torbiel endometrialną, niedrożny jajowód (wodniak) i zalecił jak najszybsze intensywne starania ("bo może być problem"). Rozpoczęły się poszukiwania specjalistów, konsultacje, research z Google i od razu staraliśmy się. Zrobiłam badania hormonalne - wyszła wysoka prolaktyna i zaczęłam brać leki na jej obniżenie. Zanim trafiłam do ostatniego lekarza, odwiedziłam wielu (pewnie łącznie z 10) i słyszałam różne opinie. Ostatni lekarz miał profesjonalną wiedzę i doświadczenie - zalecił laparoskopię. Laparoskopię miałam po roku odkąd się dowiedziałam o chorobie, czyli w listopadzie 2014. Stwierdzono III stopień zaawansowania endo, usunięto torbiel endometrialną, lewy jajowód był nie do odratowania. Miałam też liczne zrosty i ogniska w miednicy mniejszej. Zrobiono HSG, prawy jajowód był drożny. Zastosowałam profilaktykę przeciwzrostową płynem Adept. Krótko po operacji staraliśmy się. Mąż zrobił też w tym czasie badania. Wyszły ok, w normie, chociaż morfologia nie była szczególnie wysoka - 6% ale norma to 4%. Liczebność i ruchliwość były w porządku. Próbowaliśmy monitorowanej owulacji. Lekarz podpowiedział żeby powtórzyć badanie męża - i wtedy wyszło że mąż ma 1% prawidłowej morfologii. Znów coś, kolejny "problem do kolekcji" jakby to co ja przechodziłam było mało. Staraliśmy się bezskutecznie. Teraz mijają 2 lata od początku tej trudnej drogi. Przygotowujemy się do prób inseminacji.
Moje emocje: Bezsilność, żal.... powoli tracę siły i czasami wątpię już w szanse na zostanie mamą.

14 grudnia 2015, 23:30

Nie wiem czy pisanie pomoże uporać mi się z ciężarem doświadczeń ale mam taką nadzieję.
Ostatnie dwa lata były bardzo ciężkie, nie wiem skąd czerpać siły na dalszą walkę.
Kilka miesięcy temu przeprowadziliśmy się do U.S., niedawno pierwszy raz skorzystaliśmy z porady tutejszego specjalisty. Od razu zalecił nam in-vitro, której z powodów sumienia nie jesteśmy w stanie w pełni zaakceptować. In-vitro wiedzie prym nad innymi metodami które wspierają poczęcie.
W pełni rozumiem pragnienie wszystkich tych którzy borykają się z problemem niepłodności. Ja do końca nie mogę tej metody zaakceptować, mam moralne wątpliwości, których nie umiem przeskoczyć.
Zdecydowaliśmy się w końcu na próby inseminacji. Jestem po pierwszym cyklu stymulacji Clo.
Lekarz zalecił stymulowanie mimo że USG i badania hormonalne, moje temperatury wykazywały występowanie owulacji. Zwiększa to szanse co w moim przypadku jest kluczowe o tyle że mam jeden jajowód i celem jest to aby rozwinęło się więcej pęcherzyków, również po prawej stronie.
Na stymulację zareagowałam dobrze, rozwinęło się 5 ale najbardziej dominujące 23 i 24 mm w lewym jajniku. Nie było sensu podchodzić do inseminacji zdaniem lekarza.
Samopoczucie po Clo jest okropne - zawroty głowy, uderzenia gorąca, zaburzenia snu, od kilku dni również boli mnie brzuch. Staraliśmy się normalnie, przez współżycie ale nie mam wielkich nadziei i oczekuję @ za jakiś tydzień. Znów będę przechodzić przez gehenne, bo niestety okres jest bardzo bolesny. Ból miesiączkowy nie zmniejszył mi się po operacji więc wydaje się że endometrioza nie miała tu wpływu ale od kilku miesięcy boli bardziej niż kiedyś i leki przestały już pomagać. . Nie wiem czy teraz ból w środku cyklu (17dc) to wynik po stymulacji Clo czy powrót endometriozy. Chociaż z drugiej strony przed operacją nie miałam żadnych dolegliwości bólowych, typowych dla tej choroby, nie licząc bolesnego miesiączkowania, z którym wcześniej sobie radziłam bo leki jeszcze pomagały.
Straszne rozterki mną targają... cała mieszanka uczuć.
Nadchodzą święta. Czas nadziei i radości... chciałabym ją wskrzesić u siebie i znów mocno uwierzyć, że w końcu się uda. Boże dodaj mi siły....

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 grudnia 2015, 23:31