X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki Chcieć czy nie...
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Chcieć czy nie...
O mnie: Czasem zastanawiam się jak wyglądałoby moje życie gdybym przed laty podjęła inne decyzje... Poznałam mojego męża będąc nastolatką,był Właściwie moim pierwszym chłopakiem ogólnie i na poważnie. Co ciekawsze wcale nie była to miłość od pierwszego wejrzenia po prostu wydawal sie być ,,osobnikiem nieangazujacym sie w związki,, a ja słynęłam z specyficznego charakteru, w skrócie byłam zołza - ponoć tym go przyciągnęłam bo nie udawałam - a ja uznałam, że najwyżej nie będzie cierpiał Jak z nim zerwę. Nie była to zbyt pozytywna postawa do budowania związku..ale co ja o życiu wtedy wiedziałam... W tym roku mija nasza 16rocznica...
Czas starania się o dziecko:
Moja historia: Bywaly wzloty i upadki...bywalo różnie,ale nigdy się. Nie rozstaliśmy, nie robiliśmy sobie przerwy... Mieliśmy plany.. Marzenia.. Wzięliśmy ślub - nie było nam to jakoś szczególnie potrzebne,ale moi rodzice byli dosc konserwatywni twierdząc,, jak to wygląda mieszkać z chłopakiem bez ślubu,, a ja byłam ta która chcąc nie chcąc zawsze ulegała, rodzina męża była dość,, luźniejszych,, poglądów i byli pewni ze wpadliśmy ,ale nic z tych rzeczy - w ciążę zaszłam parę miesięcy po ślubie.. Mąż szalał ze szczęścia, nosil mnie na rękach, znosił humory zapowiadał, że na jednym się nie skonczy-to byl czas kiedy mieliśmy w planie 3dzieci... Wszystkie badania,wyniki, co miesieczne wizyty... Cały czas zapewnienia,ze wszystko jest w porządku. Nadszedl dzien porodu właściwie to podczas kąpieli zaczął mnie boleć brzuch,a przypadal akurat,,ten dzień,, ciężko to wyjaśnić ,ale porostu wiedxialam,ze to już... Mąż zawiozl mnie do szpitala. Była godz 24.. Byłam tak zestresowana i skupiona na tym, że zacznie mnie boleć tak jak te wszystkie kobiety na filmach, że lekarz był wręcz zdziwiony tym,ze na porodowke przyjechałam ,a rozmawiam z nim w tonie pogawędki o pogodzie - nie dawałam oznak bólu - wiec zmieszany pan doktor badając mnie,chyba w celu upewnienia zapytal: - a tak w skali 1:10 Jak panią boli....? Trochs mnie tyn zaskoczyl wiec spanikowalam i po szybkiej analizie rzuciłam bardziej pytajac niz odpowiadając .. - Yyy...no nie wiem....8? Pan doktor uznajac,ze z moją postawą gabarytowa nad ranem zrobią mi cesarke - za wąska w.biodrach Meza odeslal do domu,a mnie wysłał na sale.. Coz bylo robic,czekalam... Troche pooglądałam tv,co chwile wolały mnie Pielęgniarki na kontrole.. Tak minely dwie godziny.. Siedziałam akurat na korytarzu i rozwiazywalam krzyżówki Jak na oddział przyjechała kobieta - krzyczała tak,ze chyba cały szpital ja słyszał, przyznaje mnie też bolało, ale cały czas miałam s myślach, że nie będe krzyczeć bo to wstyd, ale mimo wszystko próbowałam pocieszyć jakos ta kobietę, jak kazali jej skakać na pilce siedziałam obok(miala wtedy rozw. Na 5) ... W międzyczasie pielęgniarka mnie zawołała -mimo że 10min wcześniej mnie badaly- - pani B. Jeszcze Probuje poskakać a pani G zapraszamy na łóżko rodzic Myślę sobie -zart w końcu miałobyc do rana, a poza tym miało mnie boleć tak jak tamta panią.. Uznałam ,że o to zapytam.... - Pielęgniarki były zdziwione bardziej ode mnie. Siedze zatem na łóżku i patrzę w tv ,a one: - pani G pani rodzi - słucham? A nie jeszcze nie, pan doktor mówił, że dopiero rano Pielęgniarki juz zesresowane Pol krzykiem - ale musi pani! - nie mogę czekam na męża bo miał być - a dzwonila Pani do niego? - No nie przecież zabralyscie mi telefon W pośpiechu szukały w której szafce, w międzyczasie na szybko przygotowywali sale pod cesarke. Dzwonie do męża : - hej co robisz? Nie spisz? -nie instaluje program na komputerze,a ty jak... - No panie Pielęgniarki stoją nade mną i krzycza, że masz przyjechać... -co?? ! Już?! Minely dwie godziny? Miało być do rana - też im tak mowilam,ale sie upierają.. -ok. Zaraz będę Rozłączyłam sie po czym czekałam patrząc w tv. Pielęgniarki nadal nie mogły wyjść z szoku...az jedna już dość mocno przerażona krzyczy -pani G!! Pani rodzi !! - przeciez mąż powiedział, że jedzie mieszkamy 6min drogi od szpitala... Mąż zjawil sie po 5min. Stanął obok po czym Pielęgniarki zapytaly - teraz już pani moze? -teraz już tak.. Nie całą minutę pozniej syn był na świecie a po kolejnych kilku wpadła inna salowa i w progu - sala na cesarke juz gotowa można jechać -ale...juz nie trzeba - Jak to...? Była dość niezreczna atmosfera więc schodząc z.lozka -czego robić nie należy, ale tego nie wiedziałam - - No już po, właściwie... Z żartem mówię do męża - wracamy do domu? Oczywiscie nikt mnie nie wyścil, więc poszłam Polozyc sie na łóżko,chwile później przeniesiono mi syna... Cóż...moja reakcja na jego widok była chyba inna niż pozostałych bo pierwsze słowa jak go zobaczyłam nie brzmiały miodowo.. -o ludzie jakiś ty brzydki Pielęgniarka która to słyszała stwierdziła - co też pani mówi śliczny Nie wiem czy myślała, że mam w planie go zostawić jak mi sie nie spodoba czy coś ,ale odparłam -jaki on sliczny.. Paskudny taki pomarszczony,ble... Oczywiscie kochałam go od początku i to były takie słowa na przywitanie ,był bardzo podobny do mojej siostry jak się udrodzila tylko,ze ona miała krótkie czarne włosy, a mój syn blond ,ale długie na 11cm.... Dostał 9pkt... Wtedy nie wiedziałam, że był to ostatni dzień naszego szczęścia.... Cdn..
Moje emocje: strach, smutek,zal...

17 lutego, 04:08

I co dalej

17 lutego, 14:10

Było ok 7 kiedy usłyszałam, że Pielęgniarki,, rozdają,,dzieci po salach, usiadlam wiec i czekałam...
Myślami wyobrażałam sobie jak to będzie jak wrócimy do domu... Jak na syna zareaguje moja Missi( moja ukochana suczka rasy husky, nieodstepuje mnie na krok do dziś,byla obecna Jak przygotowywalismy pokój dla syna, leżała obok Jak skladaliamy łóżeczko by potem cały czas do niego zaglądać - wkładała nos miedzy szczebelki i zaglądała) ..z zadumy wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi... Ale zamiast Pielęgniarki z moim dzieckiem przyszła Pani doktor i zaczęła pytać o przebieg ciąży, co wiem na temat wad plodu.. Co ja mogła wiedzieć ,tyle co w filmach sie widziało, ale film to film przecież takie rzeczy nie dzieją się zwykłym ,młodym, zdrowym... Zaczęła mówić, że podejrzewają u syna zespół Downa... Wtedy świat zatrzymał się w miejscu... Nie rozpłakałam się...Jedyne co powiedziałam to :
-moja siostra też miała skośne oczy jak się urodziła,a jest zdrowa...
Lekarka odwróciła się do wyjścia mijając pielęgniarkę która bez słowa rzucila mi na łóżko stos gazet wszystkie w tematyce trosomii... Rzuciłam okiem na okładkę jednej z nich potem wszystkie wylądowały na podłodze... Jak gdyby fakt, że ich nie przeczytam miałby coś zmienić..
Nie przywiezli mojego dziecka, ja musiałam iść do niego gdyż włożyli go do inkubatora...
Nie mogłam go wziąć na ręce,przytulic...
Lekarka która nagle pojawiła się obok zaproponowała, że przekaże mężowi wiadomość o synku chyba,ze nie chce żeby wiedział..
- sama mu powiem..
Byłam pewna, że mąż zrozumie, przytuli mnie, zapewni, że damy sobie radę... Tymczasem... Kiedy przeszedł z kwiatami, uśmiechnięty, nie byłam w stanie nadal się powstrzymywać, łzy same naplywaly do oczu i wydusilam wszystko co wiedxialam jednym tchem - chciałam by tylko on wiedział, Poki nie dostaniemy wyników badań- kiedy powiedziałam już wszystko, jedyne czego chciałam to by mnie przytulil -czulam.sie beznadziejnie,tak długo czekał na niego,wymyslal co będą razem robić, a tu wszystko się skończyło... Bo na tamtą chwilę lekarze byli pewni,ze syn nie będzie chodził,siedzial ,mówił... - tymczasem mąż wstał -ostatni raz widziałam wtedy ten błysk w jego oczach,ten który dawał mi pewność o jego uczuciu... - i bez słowa wyszedl... Myślałam,ze poszedł do gabinetu albo na korytarz.. Ale on wyszedl ze szpitala... Zostawil mnie samą w pustej sali,ze swoimi myślami i decyzjami... - uznano, że syn bedzie miał lepszą opiekę w większym mieście i musiałam podpisać zgodę na jego przewiezienie.. W międzyczasie pielęgniarka Jak gdyby nigdy nic podeszla i zapytała :
- chce pani jakoś ochrzcic dziecko? -w końcu nigdy nie wiadomo co może się po drodze stac...
Bylam pod wpływem leków uspokajajacych więc chyba tylko dlatego odpowiedziałam jednym słowem
- Maxim...
Następna też wcale lepsza nie była ze swoim stwiwrdzeniem
- jest pani młoda urodzi sobie pani inne dzieci ....
Aż w końcu widząc mój brak reakcji bo to co wtedy czułam pamiętam do dziś...
- pod Wrocławiem siostry JEst Osrodek dla takich dzieci prowadzą go.siostry zakonne proszę tam zadzwonić...
Tego było za wiele .. Popatrzyłam na tą kobietę i wypaliłam
- ma pani dzieci
- mam
- to dlaczego ich pani nie oddała? Pewnie są zdrowe i miałyby szanse adopcję,chorych nikt nie chce... Więc Jesli myśli PANi, że pozbawie MOJE dziecko jedynej szansy na w miare normalne życie to się pani myli, choćbym miała zostać sama za nic go nie Porzuce nie potrzebuje takiej pomocy więc proszę poszukać kogoś innego Kto skorzysta z takiej rady...
Odeszła... Na szczęście bo to było ostatnie czego potrzebowałam...
Nie pozwolili mi wziąć syna na ręce,przytulic, nakarmić, przez szybę powiedziałam że go kocham i, że będę zaraz u niego...
W międzyczasie wrócił mój mąż który poszedł wyżalić się moim rodzicom -bylam wściekła bo nie chciałam im nic mówić, ale na to było za późno.. - zapytałam tylko czy może prowadzić i zaczęłam się zbierać -od porodu minelo dokładnie 9godz. Ponoć nie należy wtedy wstawać i takie tam, a już napewno Nie ma opcji wyjść ze szpitala... Nie mialo to dla mnie znaczenia... Dwie lekarki próbowały do mnie przemowic, ale jedyne co Usłyszały
- nie ma opcji, że zostanę, Nawet sila mnie nie zatrzymacie, zreszta nie macie takiego prawa.. Wzięłam torbe i wyszłam.
Przez 2tygodnie dzień w dzień jeździliśmy do szpitala,po 160km w dwie strony bym mogła postać przy inkubatorze i potrzymać synka za rączkę... Tylko tyle...lub aż tyle...
Nocami nie mogłam spać.. Razem z Missi siedziałyśmy w pokoju synka, przy jego łóżeczku,ja płakałam ona piszczala i tak w kółko...
Od tamtych chwil minelo 10lat...Max chodzi, biega skacze,jest rozpieszczony do granic możliwości, ,ale nie mówi...porozumiewa się wskazując palcem... znajomi i rodzina męża zerwala z nami kontakt - bali się chyba ze ich potencjalne dzieci się zaraza od Maxa, Tak przynajmniej to wygląda.... - dla moich rodziców JEst całym światem ,kochają go ponad wszystko, mąż także,ale wiem że nigdy nie pogodził się z tym ,że Max taki JEst.. Na drugie dziecko długo nie byłam gotowa..
Wzięłam natomiast drugiego psa, chyba po części po to by mieć argument na pytanie o,, rodzenstwie,, dla Maxa....
Od ponad 10lat trzymam się z daleka od szpitali i lekarzy...
Nie moglam pozwolić sobie na żadne choroby, Maxim potrzebował mnie 24h na dobe...
Do dnia w którym nauczycielka syna nie zapytała,, czy nie myśleliśmy o drugim dziecku,, od razu zaprzeczyłam, ale analizując na chłodno w głowie pojawiła się myśl.. Co będzie jak nas zabraknie.. Max zostanie zupełnie sam... Zaczęłam dostrzegać wokół siebie wszystkie ciężarne, maz po powrocie z pracy zawsze opowiadal o tym jak mu minąl dzień.. I dopiero zwróciłam uwagę,ze opowiadając o swoich losach kolegów okazało się, że każdy z nich w tym roku zostanie ojcem... Tyle, że któryś raz z rzędu...
Pomyślałam ....
Czas nie oszczędza nikogo.. Młodsza nie będę.. Może rzeczywiście to ostatnia szansa...
Z mężem zawsze w,, tych,, kwestiach dogadywaliśmy sie wręcz idealnie wiec poprostu którejś nocy zapytalam ,,co powiedziałby na drugie dziecko,, to była cała rozmowa...
I tak jak poprzednio tak i tym razem w prezencie urodzinowym dostał pozytywny test ciążowy...
Chyba do końca sama nie wierzyłam, że tak szybko się uda w końcu inni starają się przez całe lata bo nie byłam do końca pewna czy jestem gotowa przechodzic przez to samo - nie mam innego porównania - ale na wątpliwości było chyba za późno, choć myślałam ,ze może test był wadliwy ... I, że będę miała czas to jeszcze przemyśleć...
Dlugo odwlekalam wizyte u lekarza.. Musiałam chyba oswoić się z sytuacją, zebrać w sobie i zacisnąć zęby..
Dotychczas byłam badana przez kobiety wiec na widok pana doktora chciałam odwrócić się i uciec..
Pan doktor okazał się jednak złotym człowiekiem długo ze mną rozmawiał,probowal uspokoić ...
Mimo wszystko ze wstydu nie umiałam na niego spojrzeć, badanie trwało chyba wieki, potwierdzil ciążę.. 10tydzien... Kiedy przestał mówić, wiedzialam, że coś jest nie tak... Przez łzy spojrzałam na niego kiedy wpatrywał sie w monitor... Wiedzialam....ze jest źle... Okazało się, że serduszko nie bije... Dostałam skierowanie do szpitala... Poronienie....
Przyjął mnie tam inny lekarz który nie.zasluguje na to by nazywać się człowiekiem, a co dopiero lekarzem...
To co mnie tam spotkało można porównać do horroru...
Nikt nie był w stanie mi pomóc, dostawałam ataków paniki na myśl wizyty u lekarza... Z tamtego szpitala uciekłam Jak po zabiegu odzyskałam przytomnosc...

Mija rok od tamtych chwil..


22 lutego, 20:07

Porada
Myśleliśmy... Ale boję się... Do tego do dziś korzystam z pomocy terapeuty po ,,przezyciach,, z ostatniego pobytu w szpitalu,a mimo to nadal nie pozwolę aby jakikolwiek lekarz sie do mnie zbliżył...
I to nieustanne uczucie beznadziejności... Jedno dziecko urodzilam chore,a drugiego nie umiałam donosic....=(

14 marca, 22:56

Ostatni wpis...mimo, że nie było ich za wiele musze to z siebie wyrzucić...
Czas oswoić się z brutalną prawdą z którą przyszło mi się dziś zmierzyć... Czas odpuścić i pogodzić się z tym,ze swoją drugą szansę zmarnowałam...
Ze względu na chorobę synka obiecałam sobie, że choćby nie wiem co nie zdecyduję się na dziecko mając 34lata ,a zachodząc w ciążę za miesiąc, poród wypadal by po.... Nie przezylabym drugi raz tego gdyby okazało się ,że jest chore..
Chcąc trafić w,, te,, dni robiłam dzien w dzień testy, byłam na dietach które ponoć sprzyjają poczęciu, jakieś ćwiczenia, starałam się unikać stresu itp....
Tylko zapomniałam o jednym... I dzis zostalam sprowadzona na ziemię...
Mój mąż niby to mówił ,że chcialby miec więcej dzieci.. Wydawało się, że trochę przemawia trochę zazdrość przez niego opowiadając jak to kolejni koledzy zostają ojcami... I byc moze tak było.. Byc może chciał mieć dziecko... Tylko jak się okazało nie ze mną... =(
Drobna sprzeczka sprawila,ze rozwinął mu się język i gdy poszlam do niego mówiąc,ze mamy ostatnią szansę dziś - głupia ja myślałam,ze to będzie dla niego motywacja - w odpowiedzi usłyszałam cos czego bym się nigdy nie spodziewała....cyt.,,ostatnia szanse ty masz,ale nie znaczy,ze ja,, na chwile mnie zamurowało,nie umknęło mu to oczywiście wiec dodal cyt.,, no co to, że ty nie będziesz mogła to nie znaczy, że młody nie będzie miał rodzeństwa,a ja więcej dzieci,, poczułam się jakbym dostała w twarz....
Mimowoli do oczu napłynęły mi łzy,a on najzwyczajniej w świecie odwrócił się i poszedl spać...
Nie wiem czy tylko ja odebrałam to w sposób, że dał mi do zrozumienia, że dziecko może i chce ,ale napewno nie ze mną...
Oszukiwał mnie przez tyle czasu, jakby specjalnie czekał na moment żeby pozbawić mnie nadziei..
Bardzo pomyliłam się w stosunku do niego....jest mi tak przykro, że chętnie nie wychodziłabym z łóżka...
Najtrudniej bedzie pogodzić się z tymi wszystkimi kobietami spacerujacymi z dziećmi, wózkami... Będącymi w ciąży... Trudno jest nie patrzec i ciągle komuś zazdrościc bo żeby był komplet moja siostra też zaszła w ciążę... Te wszystkie ciuszki, kocyki ,rozmowy, wiadomo, że się cieszy,ale ciężko mi się cieszyć jej szczęściem... Podła ze mnie siostra i mam z tego powodu wyrzuty sumienia... =(
Tak czy siak rozpisałam się ,a mialo byc krotko...
Nic tu już po mnie, moje starania właśnie się definitywnie zakończyły..choc nie w sposób w jaki miały...
Życzę Wam ze szczerego serca udanego początku i rozwiązania, trzymam za Was kciuki =**

Wiadomość wyedytowana przez autora 14 marca, 22:58