Miesiąc w miesiąc, kiedy przychodzi okres przechodzę załamanie. Mam doła a Luby wciąż się dopytuje co mi jest.
Najgorzej było wczoraj. W tym cyklu okres spóźnił mi się 3 dni (co jest dla mnie całkowitą anomalią bo zawsze wszystko było jak w zegarku). No i myślałam, że może zaskoczyłam, zrobiłam kilka testów. Jeden miał dwie kreski (feler jakiś) ale myślałam, że ze szczęścia wyjdę z siebie i stanę obok. Nie trwało to długo, bo wczoraj zaczęłam krwawić...
Próbuję przygotować się do rozmowy z Lubym. Mam nadzieję, że wystarczy mi odwagi:)

Dzisiaj zrobiłam sobie wolne od pracy. Okres dokucza a i psyche nie za dobrze. Od jutra biorę się w garść. Idę na siłownię, bo od tygodnia prawie nie byłam. Wyładuję z siebie negatywne emocje i naładuje trochę baterie.
Wszystko będzie dobrze!
Wszystko dobrze jest!!!
U mnie nadal stan lenia. Złe myśli odpłynęły i jestem gotowa na nowe starania. A propos rozmowy z Lubym, to wciąż się zastanawiam, czy do niej doprowadzić? Może nie powinnam wywierać na nim presji? Może jeszcze poczekać, baczniej się sobie przyglądać... Już sama nie wiem... Szkoda tylko, że nie będę już mamą przed trzydziestka:(
Wczoraj wieczorem raz jeszcze przejrzałam wyniki badań z zeszłego roku i są ok. Po prostu nie trafiamy w dzień i zdecydowanie za mało serduszkujemy! I to trzeba zmienić! Natychmiast:) Małpa już sobie poszła, dzisiaj wolny wieczór to może jakaś rozgrzewka?
No tak rozmowa! Luby sam w czwartek zapytał kiedy będziemy mieć dzidziusia?!!! A ja na to "no nie wiem, zobaczymy, może jak wrócimy z Polski" WTF??? Sama nie wierzyłam, że to powiedziałam, ale spoko. Wieczorkiem cudna kąpiel i wspaniałe chwile we dwoje na kanapie ♥!
A po wszystkim sama wróciłam do tematu i powiedziałam Lubemu, że chcę, że już teraz, że najwyzsza pora... I wiecie co? Poczułam wielką ulgę, że nie jestem z tym już sama!

Trzymam kciuki :) oby rozmowa sie udała i w końcu była ta mała kruszynka...
Dziekuje:)