Chciałabym podzielić się swoimi odczuciami odnośnie świadomości, że coś z ciążą jest nie tak, że obumarła - ja to wiedziałam, nie potrafiłam tego wyjaśnić ale czułam, czułam po prostu, że nie jestem już w ciąży, coś mnie opuściło. To fatalne uczucie, człowiek tłumaczy sobie, że wszystko ok., piersi nabrzmiałe, brak plamienia, jednak ten podświadomy lęk drążący, kryjący się tam gdzieś w środku i na koniec potwierdzenie ciąża obumarła w ósmym tygodniu.
W całej mojej sytuacji znalazłam jednak jakiś pozytyw - dostałam zielone światełko gdzieś z góry i wiem, że jednak mogę jeszcze zajść w ciążę. Wiem, że nie mam już zbyt wiele czasu więc postaram się przyłożyć i porządnie powalczyć o moje małe szczęście. Kiedy przeglądam inne pamiętniki to jestem w szoku, że tyle badań i zaangażowania jest potrzebne do czegoś co za pierwszym razem przyszło u mnie zupełnie "naturalnie". Tak odpuściłam sobie temat, że teraz na nowo będę uczyć się własnego ciała - jego reakcji na poszczególne fazy cyklu. Nie daje mi spokoju myśl, że kiedy zaszłam w ciążę, którą straciłam nie pokusiłam się o jakieś dodatkowe badania bo przecież z jakiegoś powodu nie zachodziłam przez trzy lata, coś musi być na rzeczy i koniecznie muszę się dowiedzieć co. Zaczęłam od zbadania hormonów tarczycy TSH, ATPO,ATG,FT4, endokrynolog powiedziała, że wyniki mam dobre a wysoki poziom ATG (dwa razy za wysoki) też nie stanowi problemu. We wtorek idę do mojego gina na kontrolę i spróbuję wydusić od niego skierowanie na badanie hormonów. Dziewczyny jeśli uważacie, że możecie mi coś pomóc czy podpowiedzieć to z góry dziękuję. W tych wszystkich specyfikach (żelach, wiesiołkach) jestem kompletnie zielona.
przykro mi :( :( :(
Tule:(