Pamiętniki Gdzie jesteś, mój mały człowieczku?
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Gdzie jesteś, mój mały człowieczku?
O mnie: 31 lat
Czas starania się o dziecko: 5,5 roku
Moja historia: 5 lat cholernie nierównej walki z niepłodnością. 5 lat czekania na pozytywne testy i bety. 5 lat wyczekiwania na dzień testowania. 5 lat w nadziei i w tęsknocie. 5 lat bez konkretnej diagnozy. 5 lat słuchania, że jest z nami wszystko ok, że wystarczy trochę pobrać leków, suplementów i zaskoczy. 5 lat oszukiwania się samej siebie. 5 lat zabieranie nadziei mężowi. 5 lat pieprzonej pustki. 5 lat czekania na Ciebie moja mała myszko...
Moje emocje: Złość, ból, gniew, rozpacz, bezsilność, zazdrość, beznadziejność.

5 sierpnia 2021, 10:37

W życiu nie sądziłam, że odważę się otworzyć tutaj pamiętnik, ale...moja beznadziejność zaczyna mnie pożerać od wewnątrz. Zaczynam się dusić sama w sobie.
Moja niepłodność odarła mnie już ze wszystkiego. Z mojej kobiecości, seksualności. Czuję się mentalnie wrakiem.
Wczoraj byłam na badaniach w medycynie pracy. Lekarka musiała wyjść z gabinetu, zostawiając mnie samą w nim. Rozejrzałam się. A na tablicy korkowej wisiała ogromna laurka podpisana niezgrabnym, przedszkolnym pismem MAMA. Oczy mi się zaszkliły.
Bo ja też chcę powiesić sobie nad moim biurkiem laurkę od mojego dziecka. Moją laurkę od mojego dziecka....
W ciągu 5 lat test ciążowy oszukał mnie dwa razy. Drugi raz wczoraj. Blada kreska, ale kreska. Stopowałam się. Próbowałam dystansować. Powtarzalam w głowie: Pamiętasz 4 lata temu? W Dzień Matki? Pamiętasz tą piękną kreskę? A pamiętasz ból po negatywnej becie? Chcesz to znowu przechodzić?
Ale jak się dystansować kiedy jest ciut nadziei, że skończy się ten cholerny koszmar?
Powtórzyłam dziś test. Chajzer byłby dumny z tej bielości.
Próbuję nie płakać, chcę być silna, ale demony niepłodności ciągną mnie w czarną otchłań beznadziei.

Czuję ból, tęsknotę za moim człowieczkiem, którego nigdy nie miałam. I nie wiem czy będę mieć...

Jeżeli gdzieś jesteś mój mały, to chcę, abyś wiedział, że mama Cię kocha i czeka na Ciebie aż w końcu przybędziesz...

7 sierpnia 2021, 11:26

Biel wali po oczach. Nawet cień cienia.
Czuję niemoc, beznadzieję i to uczucie, że znowu zawiodłam męża.
Temperatura niby wysoko, ale jutro spadnie i to z takim impetem, że sąsiedzi usłyszą.
Wczoraj świrowałam na punkcie marynowanego imbiru, którego od lat nie znoszę. Musiałam iść i go kupić. W aucie dostałam takiego ślinotoku na samą myśl, że za kilka minut go zjem, że sama się sobie dziwiłam.
A jak się dziwił mąż i moje przyjaciółki, bo przecież nie znoszę imbiru.
Wczoraj to był najlepszy przysmak.
I chyba też dał nadzieję, że a nuż może jednak to nie stracony cykl.
Rano kolejna biel w moim życiu.
Dziś płaczę i nie mogę pojąć, dlaczego znowu przegrałam...

11 sierpnia 2021, 17:18

Pomimo mojego bólu i rozczarowania... chcę wykrzyczeć całemu światu, że...
ZAJDĘ W MOJĄ UPRAGNIONĄ I WYMARZONĄ CIĄŻĘ
Już niedługo się uda.
Zrobię teraz wszystko. Nawet wyjadę na drugi koniec Polski, jak będzie trzeba, zajdę w ciążę, obdarzę mojego męża wyczekanym dzieckiem.
Już niedługo.
Jeszcze w to wierzę....

22 sierpnia 2021, 20:15

Łooo...
Dzisiejsza wizyta u doktora mnie zaskoczyła.
Nie sądziłam, że będzie miała taki przebieg.
Jestem tuż przed owulacją. Prawy jajnik przejął totalnie kontrolę i tylko on owuuluje.
Doktor zadecydował, że pęcherzyk jest tak duży, że trzeba podać na już , na teraz zastrzyk Ovitrelle.
Nie spodziewałam się, że to tak szybko się potoczy.
Na szczęście udało mi się dostać bez problemu ten zastrzyk.
Mąż podjął się zadania i będąc mega zestresowany elegancko się wbił w skórę. I poszło.
Jedynie jest mi niedobrze, ale nie wiem czy to że stresu, czy po tym zastrzyku, czy jeszcze z innego powodu.
Mamy jeszcze walczyć 4 dni. Może zdarzy się cud i tak po prostu się uda?

Za miesiąc mamy oboje zrobić badania na przeciwciała przeciwplemnikowe. Może w tym będzie odpowiedź?
Zobaczymy...

2 września 2021, 10:12

10 dpo Ovitrelle
Zrobiłam test o czułości 10mlU...
I zobaczyłam kreseczkę. Taką delikatna, lekko różową... Nie żaden cień. Nie muszę wspinać się po oknie, aby dojrzeć kreseczkę.
Ja wiem, że to jeszcze jest działanie Ovitrelle...ale piękna ta kreseczka.
Raczej nie ma szans na powodzenie, bo progesteron w 8dpo wyszedł 14,90...zbyt mało,aby mogło się coś zadziać.
Wszystkie do tej pory objawy znikają z każdym dniem.
Jedynie utrzymuje się ból piersi i ból miesiączkowy....
W sobotę idę sprawdzić betę...

Wracam dziś do pracy, do szkoły, do dzieci... Szczerze? Naprawdę tego nie chcę! Jestem zmęczona poświęcaniem się cudzym dzieciom. Niepłodność zabrała mi powera do pracy, chęć wykonywania mojego upragnionego zawodu...
Psychicznie jestem wykończona.

Druga kreseczko, zostań ze mną już na zawsze...
Boże, zgódź się na to moje dziecko, proszę....

6 września 2021, 22:43

W sobotę test wyszedł bielusieñki. Stwierdziłam, że nie ma po co iść na betę...
Przyjęłam to na spokojnie.
Dziś temperatura spadła, czuję ból okresowy i zaczęłam plamić...i zaczyna mnie rozwalać...
Spojrzałam na męża z załzawionymi oczami wychodząc z toalety.
Kolejny zawód...
...ile do cholery jeszcze?


Wiadomość wyedytowana przez autora 6 września 2021, 22:44

10 września 2021, 21:36

Tekst z pracy:
,, Proszę pani, wygląda pani identycznie jak moja mama! "

Cieszy i boli jednocześnie...

18 września 2021, 11:49

Udało się.
Zapisałam nas na badanie kariotypu. Było trudno, kryzysowo, bo mąż się zbuntował, nie chciał...
Na codzien jest bardzo skryty, nie wyraża często swojego zdania, ale takie sytuacje pokazują mi, że on też bardzo przeżywa brak dziecka, że też nasza niepłodność go przerasta.
Nie mógł uwierzyć, że teraz się nie udało, bo zrobiliśmy wszystko jak trzeba...i pewnie stąd ten bunt na kolejną, drogą diagnostykę.
Tydzień temu powiedział mi, że chyba chce to zrobic, ale muszę mu wszystko wytłumaczyć o co chodzi w tym badaniu.
W środę zgodził się, aby iść na to badanie.
Wczoraj dzwoniłam, aby umówić wizytę. 22.09 się kłujemy!
23.09- mamy 10 rocznicę naszego bycia razem. Kto by przypuszczał, że 10 lat temu walniemy sobie taki ,,prezent diagnostyczny"...
... wolałabym, aby to były rozrzucone zabawki po domu, śmiech dziecka, szczekanie psa i MY w tym wytęsknionym chaosie...tylko tyle albo aż tyle...

22 września 2021, 18:17

Jesteśmy po. Oddaliśmy krew do badań genetycznych. Oczywiście u mnie znowu dramat z pobieraniem krwi...Ale dobra, najważniejsze, że już po. Wystarczy teraz czekać 21 dni.
Gdy tylko wyszliśmy z przychodni to pocałowałam męża, a potem się popłakałam.
Chyba puściło mi to napięcie związane z tym badaniem...i ten zawód do losu,że innym od razu się udaje, a my musimy dalej walczyć i nie ma pewności, że wygramy tą wojnę...
Czas odliczać 21 dni...
...start.

24 października 2021, 20:33

Kariotypy przyszły wcześniej niż się spodziewałam. Oboje mamy prawidłowe kariotypy. Jedynie mąż ma inwersję chromosomu 9 - wg pani genetyk to w żaden sposób nie ingeruje w płodność.
Pani genetyk zaproponowała jeszcze zbadać immunologię- kiry i zespół antyfosfolipidowy. Przyjęłam do wiadomości, ale jakoś ciężko mi zadzwonić i umówić się, chociażby na te kiry...
Zrobiliśmy również p/c przeciwplemnikowe- ujemne.
W środę idziemy oddać nasienie męża do badania. Ostatni wynik chyba miał w 2018 a jeszcze w międzyczasie przeszliśmy covid...Cieszę się, że nawet , mogę chyba powiedzieć, mąż z ciekawością idzie na to badanie. Zobaczymy.
Byłam też ponad tydzień temu u ginekologa. Listopad zaczynam z aromkiem. Chwała Bogu, że odszedł od pomysłu, by przepisać mi sterydy... Zrobienie tych przeciwciał to był dobry pomysł.
Ale też podoba mi się plan na ten listopad. Będzie mnie lekarz obserwował dwa razy. Raz przed owulacją, drugi raz po niej.
Oczywiście znowu badam w listopadzie hormony. Tym razem lh i fsh i Amh.

Jestem już po owulacji. Naprawdę nie chcę się nakręcać na nic, ale po 5 latach to jest zbyt ciężko, aby nie myśleć czy się udało. Jeszcze w dodatku oboje z mężem mamy urodziny. Byłoby naprawdę cudowne dać mężowi ten najpiękniejszy prezent...
Ale próbuję nastawić się na to, że diagnostyka powinna być teraz na pierwszym miejscu....
Walka z myślami, z pragnieniami i tęsknotą...

31 października 2021, 14:09

Badania nasienia mamy za sobą. Myślałam, że będą troszkę słabe, bo chorowaliśmy na covid, mąż dużo stresu przeszedł przez śmierć swojego taty...Ale nie sądziłam, że będą aż tak słabe.
Jego ilość plemników wcześniej wychodziła ponad 21mln przy normie 15mln....a obecny wynik to 7,8 mln. Wynik spadł 3- krotnie.
Siadło mi to mocno na głowę, no bo aż taki zjazd? I co teraz?
Do mojego męża, może to i dobrze, chyba nie dociera, że to kiepska sytuacja.
Łapie się na oligospermię. Przy tylu dobrych badaniach przez tyle lat, nie sądziłam, że trzeba będzie nam się z tym zmierzyć...
Jeśli chodzi o mnie, we wtorek robię kiry. W końcu mam wolne, to wykorzystam dzień na coś sensownego.
Od owulacji bardzo boli mnie żołądek. Ciągle czuję, jakby mi coś na nim ,, siedziało". Ostatnio dużo mam stresów w pracy. I chyba to nie jest tego warte... Bo przecież to nie ułatwia sprawy w dążeniu do ciąży. Chciałabym mieć odwagę, pieprznąc robotą i cieszyć się każdym dniem...tak po prostu.

Wiadomość wyedytowana przez autora 31 października 2021, 14:10

4 listopada 2021, 20:43

Trzeci frajerski, fałszywy test od 5 lat...
A potem zbicie tyłka po otrzymaniu wyniku z krwi: 0,1...
Nie wiem, jak długo jeszcze uda mi się żyć w takiej pustce...Z miesiąca na miesiąca jest coraz ciężej.
Od wczoraj nie potrafię znaleźć sobie miejsca. Atakują mnie natrętne myśli, że moja, nasza walka jest na marne, bo nigdy nie zajdę w ciążę i nie urodzę własnego dziecka...
Czekam na wynik z kir... Czy to coś da? Pewnie nic...
Czekam na wyniki i na okres, aby zacząć stymulację Aromkiem...

Dziś śniło mi się, że mija kolejny , szósty, rok w niepłodności. I ten szósty rok jest niczym, bo...nigdy się nie uda, że ta walka to strata czasu. To uczucie strachu, beznadziei, bezradności było okropne, które przeciąga się po wybudzeniu się z tego snu...

Gdzie jesteś, mój mały człowieku? Czy w ogóle gdzieś jest? Czy tak samo mocno czekasz na nas jak my na Ciebie?

Daj mi jakikolwiek znak, czy trafisz do nas...

8 grudnia 2021, 00:27

Trochę mnie tu nie było. Czas zaktualizować informacje.
Wyniki z KIR dostałam dzień przed moimi urodzinami.
Okazało się, że nie mam żadnego czynnika odpowiedzialnego za implantację i utrzymanie ciąży.
Niepłodność immunologiczna? Tak , chyba czas najwyższy tak to nazwać.
Nie zdenerwowałam się. Nie rozpłakałam się po otrzymaniu wyników. Po prostu mi... ulżyło. W końcu jest jakiś puzzel brakujący, że to nie moja głowa nie pozwala mi zajść w ciążę, a po prostu układ odpornościowy.
Podczas wizyty u mojego ginekologa, aktualnie plan leczenia jest taki:
Mąż musi podleczyć nasienie. Jest to podstawowe badanie, które szwankuje i ono jest , wg lekarza- na ten moment, ważniejsze od KIR. Jednakże, aby nie tracić czasu , to ja przeszłam na streryd- Encorton plus oczywiście kontynuacja Aromka.
Jeśli nasienie się poprawi, a ja do tego czasu nie zajdę w ciążę, to włączymy Accofil.
Lekarz jasno powiedział, że nie będzie mi dawał leków ingerujących w szpik kostny, dopóki wyniki męża nie będą lepsze. Może i ma rację...
Trochę jakby nadzieja we mnie się obudziła, że w końcu jesteśmy coraz bliżej celu i że już za chwilę się uda.
Tak bardzo nie chcę się mylić...

Człowieczku, czuję, że już niedługo Cię znajdę....

26 grudnia 2021, 11:26

Dziewczynki, zdrowych, wesołych, rodzinnych i spokojnych świąt Bożego Narodzenia!
Te święta u mnie są dziwne, po prostu się pochorowałam i leżę w łóżku :(
Od początku grudnia przyjmuję Encorton.
I w sumie mój organizm jest bardzo słaby. Mój żołądek bardzo źle reagował na ten steryd. W rezultacie było tak źle, że wylądowałam na tygodniowym zwolnieniu lekarskim, bo wymiotowałam i miałam okropne biegunki i przy okazji wylądowałam na kwarantannie, bo podejrzewano wariant Delta 🙃. Na szczęście wynik negatywny. Pani doktor przepisała mi lek osłonowy na receptę i teraz naprawdę z żołądkiem jest ok.
I ledwo tydzień minął od powrotu do pracy, tak teraz siedzę pod kołdrą z okropnym katarem, łzawiącymi i spuchniętymi oczami i ze stanem podgorączkowym.
Wiem, że takie działanie ma Encorton- ma obniżyć odporność. Ja naprawdę w tym miejscu muszę oddać wielki respect, dla Was, dziewczyny, które przyjmujecie wyższe dawki niż od moich 5mg różnych sterydów i leków. Podziwiam ile kobiece ciało jest w stanie znieść, aby zajść w upragnione ciąże.
Ale i są pozytywne strony tego cyklu.
Tydzień temu w piątek na monitoringu, okazało się, że mam dwa , po 20mm , pęcherzyki. Jeden z prawego jajnika ( niestety, też pojawiły się w nim ogniska endomendy)...i uwaga, drugi Z LEWEGO! Lewy jajnik po takim czasie ożył i wyhodował pęcherzyk! No, ale musieliśmy sprawdzić po paru dniach, czy faktycznie, chociaż jeden pęknie.
We wtorek był drugi monitoring. Przez cały dzień chodziłam zestresowana, bo bałam się, że dupsko zbite z tego będzie.
I okazało się, że...oba pękły!
OBA!!!
Podwójna owulacja!
Nie chcę się nakręcać, bo nasienie męża jest jeszcze mocno do poprawienia, ale samo to, że ten ,,uśmiercony" lewy jajnik zaowulował jest dla mnie świetną wiadomością.
Taki prezent od Matki Natury.
Pozostaje tylko czekac na rozwój sytuacji.

2 stycznia, 21:29

Jeszcze do mnie nie dociera...

Od kilku dni zauważyłam, że nie uruchomił mi się PMS i paszcza jakas taka w dobrym stanie, bez żadnych wysypek i krostek. Obawiałam się, że skoro jest ok , to miesiączka będzie bardzo bolesna i krwista.
Zaczęłam robić testy ciążowe. Cień cienia, prześwity. Podejrzewalam, że to kreski fabryczne, a ja mam już konkretnie zrąbane oczy.
Jednak w nocy z czwartku na piątek zaczęłam mieć takie uderzania gorąca, że myślałam, że oszaleję.
W piątek rano zrobiłam kolejny test. Dzień spodziewanej miesiączki. He? Jakby kreska wyraźniejsza? Delikatnie zabarwiona? Poszłam na betę. Nie chcę mówić jakie emocje mną targały...
Mój świat zmienił się około 17...
Ludzie szykowali się do wyjść na imprezy sylwestrowe, a ja patrzyłam na wyniki i nie mogłam uwierzyć.
Poszłam do drugiego pokoju i po prostu padłam na kolana i się rozryczalam.
Wynik bety: 53,6
Wykorzystując, że mąż musiał wyjść na chwilę z domu, przygotowałam dla niego niespodziankę.
Przygotowałam eleganckie , czerwone pudełko z granatowa kokardka i na samo dno włożyłam maleńkie buciki, które już nawet nie wiem ile leżały na dnie szafy, dwa testy ciążowe i karteczki, które opisały historię rosnącej bety i na ostatniej kartce było napisane: MAMY NASZE WYCZEKANE DZIECKO. KOCHAM CIĘ.
Poprosiłam męża, aby po kolei brał karteczki. Oczywiście z rosnącej bety nic nie rozumiał :P :P.
A kiedy przeczytal kartkę o wyczekanym dziecku, to się zawiesił :P :P.
Patrzył na napis i na bety, z których nic nie rozumiał.
Poprosiłam, aby jeszcze podniósł pozostałe frędzle, które zasłaniały buciki.
Podniósł. I spytał: Jesteś w ciąży??? Przytaknąłam. Łzy mu napłynęły do oczu i zbladł. Wystraszyłam się, że zemdleje 😅 Po chwili do mnie podszedł i mnie wycałował.
❤️
Próbuję bardzo ostrożnie podchodzić do tego tematu. Mimo ogromnej radości, z tyłu głowy jest konkretny strach.
Mnóstwo myśli na sekundę.
Dziś powtórzyłam betę, wynik: 149,1 ❤️❤️❤️
To naprawdę się dzieje.

Pozostaje mi się modlić, aby ten cud już z nami na zawsze został ❤️
Człowieczku, znalazłeś mnie, a ja Ciebie❤️❤️❤️
Nareszcie jesteś ❤️

Wiadomość wyedytowana przez autora 5 stycznia, 21:32

13 stycznia, 21:26

Tydzień temu byłam na pierwszej wizycie u swojego lekarza w szpitalu. Bardziej wyszłam stamtąd zestresowana niż byłam przed samą wizytą. Lekarz mówił, że niby jest albo są dwa jakieś maleńkie pęcherzyki, ale równie dobrze mogą to być ,, prześwity" macicy. I mam zgłosić się za tydzień i zrobić jeszcze dwa razy betę.
Oczywiście zrobiłam 4 razy betę 🙈😅
Przyrosty ładne, w normie.
Progesteron w poniedziałek też był bardzo ładny: 77,7.
Wczorajsza ostatnia beta wynosiła: 7396,0.
Duża ulga.
Dziś, zgłosiłam się na drugie USG. I mamy!
Jest pęcherzyk ciążowy, a w nim pęcherzyk żółtkowy ❤️.
Jak to zobaczyłam, to łzy mi napłynęły do oczu.
Jajniki są bardzo ładne, Kropek idealnie w macicy.
25.01 idę na kolejną wizytę i wtedy zobaczymy zarodek i usłyszymy serce (oby!)
Jest to dla mnie takie wszystko niepewne i jednocześnie takie intrygujące.
Staram się zachować stoicki spokój, i w sumie w dużej części, nawet mi to wychodzi ( przy mojej nerwicy 🙈) .
Patrząc dziś na monitor i obecnie w domu na zdjęcie z USG, czuję przyjemne ukłucie w sercu.
Czuję, że się zakochuję. W moim człowieczku.
Wierzę, że będzie dobrze. Chcę w to wierzyć.
Rośnij zdrowo, maluszku!

Zostań już z nami na zawsze❤️
Kropeczek ❤️
https://naforum.zapodaj.net/b55c09c94488.jpg.html

25 stycznia, 21:53

Dziś usłyszałam Twoje bijące serduszko.
148 uderzeń na minutę.
Coś pięknego i wzruszającego. Usłyszeć bicie Twojego serduszka po 5,5 roku o Ciebie...
Mierzysz 0,75cm.
Troszkę wiekowo jesteś młodszy o tydzień, ale wierzę w Ciebie, że nadrobisz.

Rośnij, człowieczku!❤️