Pamiętniki I niby wszystko jest ok...
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
I niby wszystko jest ok...
O mnie: Wiek 35+, astmatyczka, hormony w normie, kochajacy maz...
Czas starania się o dziecko: Ponad rok
Moja historia: Pierwsze miesiace byly takie normalne, pelne wyczekiwania ale bez niepokoju. Co prawda wiek juz zaawansowany, ale przeciez ja nigdy problemow z kobiecymi sprawami nie mialam. Potem coraz wieksze watpliwosci i w rezultacie wizyta u ginekologa (w Polsce), a potem skierowanie od GP do kliniki leczenia nieplodnosci - sama nazwa kliniki brzmi jak wyrok. Badania zrobione, wszystko wskazuje na razie, ze dobrze, i maz i ja....ale ciazy dalej nie ma.... Wyprowadzilam sie z L do NW i mieszkamy w takiej malej miejscowosci...znowu trzeba sie zapisac do lekarza i wywalczyc skierowanie do najblizszej kliniki leczenia nieplodnosci...
Moje emocje: Moje emocje to jedna wielka hustawka...od totalnej rozpaczy i zwatpienia do podekscytowania i tej cichej radosci oczekiwania...i tak kazdego miesiaca...

26 października 2015, 01:48

Znowu problemy z zasypianiem...musze poobserwowac czy to tak zawsze w okolicach owulacji?... Bo ponoc owulacja sie zaczela...maz juz nie narzeka na ten "plan zajec"... W sumie to nigdy nie narzekal, tylko stwierdzil, ze to naprawde ciezka praca tak z "kalendarzem w reku"... Zgadzam sie z nim...chyba nawet nie do konca rozumie jak ciezka dla mnie, ale i tak jest nieziemsko wyrozumialy:) i za to go kocham....oby tym razem zaowocowalo....

26 października 2015, 23:48

Nacharowalam sie dzis, to moze i lepiej bede spala....poszlam nawet na yoge.....jescze zostala randka z mezem....

27 października 2015, 19:09

Wydaje sie ze wszystko wskazuje na to, ze moze tym razem...wreszcie wyczekane....i znowu boje sie,ze za kilkanascie dni dostane okres i wszystkie nadzieje rozwieja sie w wielkim bolu...staram sie byc pozytywna, ale to takie trudne i ta ciagla hustawka nadzieji!...

30 października 2015, 22:51

Wolalabym sie dzis nie obudzic...lepiel byloby poprostu przespac dziasiejszy dzien i obudzis sie dopiero jutro...
A zaczelo sie jak jak kazdy inny dzien....sniadanie, smiech i przekomarzanie....a potem..nieudane wyprawa z mezem na zakupy (bo on "nienawidzi chodzenia na zakupy" i nie omieszka mnie o tym poinformowa za kazdym razem gdy robimy te cholerne zakupy zeby wypelnic NASZA lodowke!....etc.). Banalna i glupia klotnia, ale machina poszla w ruch...bo potem nieopatrznie przeszlam przez dzial dzieciecy w supermarkecie....najpierw ekstaza, jakie te ciuszki slodziutkie, a potem dol bo...no wlasnie, to "bo"! "Bo przeciez ja moge byc w sytuacji, ze nie bede miala wlasnego dziecka i nie bede miala okazji kupic tych slodkosci....wiem, wiem - mysli zakazane. Tak na marginesie, maz byl juz przy samochodzie i nie byl swiadkiem tego wszystkiego...Te wszystkie slodkie ciuszki wydaly mi sie w tym momencie tymi straconymi nadziejami z kazdego miesiaca minionego roku...taka glupia symbolika mi sie wlaczyla. Postanowilam zatem odczynic "czar" zazegnania tych "utraconych nadzieji" i kupilam przesliczna blekitna bluzeczke z brokatowym serduszkiem na przodzie...oczywiscie poryczalam sie przy tym,ale mam juz ustalona wersje (niestey plakanie w publicznym miejscu zdarzylo mi sie juz pare razy), tym razem dla kasjerki, czyli "reakcja alergiczna", jest idealnym wyjasnieniem dla spuchnietych i zaplakanych oczu.... Maz nie zauwazyl mojego wygladu, bo bylo ciemno, a on juz siedzial w aucie, a poza tym po naszej klotni traktowal mnie troche jak "zbucze jajo" - lepiej nie dotykac, bo sie jeszcze rozleje...ehhh faceci, niczego nie rozumieja, a ja w takim stanie ducha nie jestem zdolna do wyjasnien....oni nie sa w stanie zrozumiec tego bolu pustki i zawodu jaki czuje kobieta kazdego miesiaca gdy uswiadamia sobie, ze znowu sie nie udalo....
W tym calym szalenstwie, jakos tak podswiadomie wybralam rozmiar, ktory bedzie pasowal na moja bratanice...coz, bedzie prezent gwiazdkowy...a na razie ja sobie poplacze z policzkiem przytknietym do tego cudownego serduszkana na blekitnej bluzeczce....w koncu jutro jest nowy dzien...

31 października 2015, 11:18

Trudny ranek, zwlaszcza, ze poprzedni wieczor zakonczyl sie atakiem paniki i wplakaniem morza lez, ale zycie toczy sie dalej...
PS. Dziekuje za komentarze...bo tak naprawde nie chodzi o pocieszanie, tylko o te swiadomosc, ze istnieja ludzie, a wlasciwie kobiety, ktore rozumieja przez co przechodze....dziekuje....

13 listopada 2015, 02:18

....i znowu okres zakonczony i nowa nadzieja sie budzi....oby byla ta ostatnia....

13 listopada 2015, 21:11

Randka z mezem odwolana bo grypa mi sie przyplatala...ehhh...biednemu zawsze wiatr w oczy...ale nie poddaje sie i tak bede probowac, bo czas ucieka, aja nie robie sie mlodsza...

15 listopada 2015, 01:33

Dowiedzialam sie dzisiaj, ze moja kolezanka urodzila corke...nie mam sily nawet do niej zadzwonic i pogratulowc...wyslalam wiadomosc...ona niczemu nie jest winna, ale ja po prostu nie moge...

16 listopada 2015, 02:14

Nadzieja zawsze gdzies tam w srodku plonie...obecnie nawet jasnym i przepieknym plomieniem....obym sie tylko nie sparzyla...

17 listopada 2015, 01:38

Dzis jest dobry dzien...taki spokojny i nawet radosny, pomimo deszczowej pogody. I nawet w poludnie wyszlo slonce na pare minut, az wyszlam na taras zeby sie chwile wygrzac w tym przyjemnym cieple...Zawsze mnie zastanawia, ze w takich chwilach moge byc tak optymistyczna i pelna nadzieji, a chwile potem najczrniejsze mysli mi do glowy przychodza i rozpacz kiedy znowu zabraklo pozytywnego wyniku na tescie ciazowym...
PS. Zaserduszkowalismy z mezem drugi dzien...normalnie zyc sie chce:)

17 listopada 2015, 01:38

Dzis jest dobry dzien...taki spokojny i nawet radosny, pomimo deszczowej pogody. I nawet w poludnie wyszlo slonce na pare minut, az wyszlam na taras zeby sie chwile wygrzac w tym przyjemnym cieple...Zawsze mnie zastanawia, ze w takich chwilach moge byc tak optymistyczna i pelna nadzieji, a chwile potem najczrniejsze mysli mi do glowy przychodza i rozpacz kiedy znowu zabraklo pozytywnego wyniku na tescie ciazowym...
PS. Zaserduszkowalismy z mezem drugi dzien...normalnie zyc sie chce:)

29 listopada 2015, 11:04

No i znowu czekanie.....udalo sie czy nie? Staram sie o tym nie myslec za czesto, ale itak pewnie wychodzi 20 godzin na 24, bo nawet sni mi sie ten temat. Martwi mnie jeszcze jedna rzecz, od ponad miesiaca walcze z przeziebieniem, a w przypadku astmatyka to wieczna walka. Lekarz twierdzi, ze to normalne bo bedac astmatykiem jestem narazona na infekcje znacznie bardziej niz "normalni" ludzie...ja juz sama nie wiem, ale poltora miesiaca to troche za duzo, przynajmniej tak mi sie wydaje...moze wybiore sie do innego lekarza...

17 grudnia 2015, 01:22

Nie wiem co pisac...a wlasciwie to boje sie pisac....to tak jakby wstrzymywac oddech: uda sie , czy sie nie uda? Przy czym tylko ta pierwsza opcja sie liczy, ale zawsze mysle tez o tej drugiej - taki zimny prysznic, zeby byc przygotowanym na najgorsze..Serduszkujemy z mezem mniej wiecej co drugi-trzeci dzien i naprawde sprawia nam to przyjemnosc, staramy sie nie myslec/rozmawiac o dziecku, ale nie stanowi to tematu tabu....jestem szczesciara, bo moj maz jest takim cierpliwym czlowiekiem...zeby jeszcze mogla do nas dolaczyc ta mala istotka...bylibysmy taka cudowna rodzina....