Pamiętniki Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat. Cząstka siebie.
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat. Cząstka siebie.
O mnie: Mam na imię Magda, liczę sobie zalewie 22 lata. Mój narzeczony ma 34 lata i jest całym moim światem.
Czas starania się o dziecko: Staramy się o dziecko ponad rok, dokładnie od 04.2019r.
Moja historia: Na końcu wszystko będzie dobrze. Jeżeli nie jest dobrze, znaczy, że to jeszcze nie koniec. Wiem, pierwsze co rzuca się Wam w oczy to zapewne mój wiek. Tak, jestem młodą osobą, ale nie chciałbym żeby to wpłynęło na moją ocenę. Przeczytajcie moją historię bez żadnych uprzedzeń. Czas- kiedyś dla mnie nie istotny, teraz doceniam każdą sekundę mojego życia. Jestem osobą, która znalazła swoje szczęście w drugim człowieku, ale dziecko będzie dopełnieniem Nas i uwidoczni Naszą miłość. Pragnę dziecka, nie jest to moją obsesją.. jeszcze. W swoim krótkim życiu dostałam po dupie nie raz. Ale teraz chociaż mam twardą dupę. Na początku starań od razu zauważyłam, że coś jest nie tak. Pojechałam do jednego ginekologa i nie pomógł, usłyszałam tylko: Przecież Pani jest bardzo płodna, czyściutkie jajniki, piękna macica no tylko się kochać i zaraz będzie Pani w ciąży... Także same wiecie. W końcu mogłam wrócić do obczyzny (mieszkam chwilowo w Norwegii) i trafiłam na dobrego ginekologa, który postawił diagnozę po obserwowaniu! Nawet nie miałam pojęcia, że mam jakikolwiek tik nerwowy. Po prostu dotykałam się podczas rozmowy po nosie i doktor stwierdził, że jestem nerwuskiem i zapewne moim problemem jest hiperprolaktynemia. Dał skierowanie na podstawowe badania, prolaktynę z obciążeniem i AMH. Przez cały czas był ze mną mój świat czyli narzeczony (nie będę tego cały czas pisać, ale on jest ze mną wszędzie na każdej wizycie i wspiera mnie najmocniej jak się da). Badania robiłam na cito bo byłam tylko dwa tygodnie w Polsce. Juz po odebraniu wyników, wstępna diagnoza doktora została zakończona sukcesem. Po pół roku niewiedzy jest i ona, hiperprolaktynemia! Miałam przeogromne pozytywne nastawienie. Po wprowadzeniu leczenia po półtora miesiąca zaszłam w upragnioną ciąże. Kiedy świat mówi: „poddaj się”, nadzieja szepcze: „spróbuj jeszcze raz” Niestety... Uważałam, że nigdy nie dotknie mnie problem z zajściem w ciąże a tym bardziej nie dotknie mnie strata dziecka. Straciłam cząstkę siebie, kiedy straciłam Ciebie moja kruszynko. Dokładnie 5 lutego 2020 roku załamał mi się świat. Byłam w 12 tyg ciąży od ostatniej miesiączki, ale wiem, że owulacja się przesunęła i tak naprawdę byłam w 10 tygodniu ciąży. Szczerze? Myślałam, że w życiu już moja miarka przeciwności losu się przebrała, a jednak... Ból pozostanie do końca życia. Ale pocieszam, że inni mają gorzej. Widocznie tak miało być. Ponownie staramy się o dziecko. Jestem gotowa psychicznie i fizycznie, czas ruszyć do przodu. Na razie bezskutecznie, ale liczę na przychylność losu i w końcu uda mi się w życiu. Walczę z moją przyjaciółką- hiperprolaktynemią czynnościowa. Zaczęłam ćwiczyć, jem zdrowo. Kocham swojego narzeczonego i uskuteczniamy to dosyć często. Dziękuję, że przebrnęłyście przez moją litnie. Tak naprawdę mogłabym pisac i pisac. Napiszę tutaj kilka słów o sobie. Zdaję sobie sprawę, że jestem na tyle młoda, że "mam czas" i nie powinnam sie tak martwić staraniami. Ale mój wiek nie uchronił mnie przed stratą. Po prostu jest to mylne założenie. Uważam, że jestem gotowa na powiększenie rodziny, mam obawy czy sobie poradzę, ale jestem gotowa. Chcę być jak najlepszym rodzicem na świecie. Już od kilku lat jestem samodzielna. Mieszkam w Norwegii i odkładam pieniądze aby nie żyć na "kredycie" w Polsce. Jestem jaka jestem, nie zmienię tego.
Moje emocje: Złość, stres, smutek, brak wiary w siebie, przygnębienie
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego