X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki starania Marze­nie o czymś niep­rawdo­podob­nym ma swoją nazwę. Na­zywa­my je nadzieją.
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Marze­nie o czymś niep­rawdo­podob­nym ma swoją nazwę. Na­zywa­my je nadzieją.
O mnie: Wiek: 27 lat Uparta jak osioł, z wielkimi huśtawkami nastrojów, nie potrafiąca się poddać.
Czas starania się o dziecko: Minęły już 2 lata
Moja historia: Od roku staramy się o pierwsze dziecko z pomocą lekarza, na początku zwykły gin, teraz pod opieką kliniki niepłodności. W zeszłym roku udało mi się zajść w ciąże, wesołą nowiną nacieszyłam się aż 2 dni. Ciąża obumarła w 5tygodniu. Potem już cała akcja łyżeczkowanie, miesiąc później laparoskopia po której jajniki poszły spać.
Moje emocje: Ko­go Bóg darzy wielką miłością, w kim pokłada wiel­kie nadzieje, na te­go zsyła wiel­kie cier­pienie, doświad­cza go nieszczęściem. Fiodor Dostojewski

24 sierpnia 2016, 14:51

Miałam ogromne nadzieje na ten cykl, i akurat teraz muszę się wstrzymać. Życie zawsze pogmatwa moje plany, od października nowa praca, i przez pierwsze pół roku mogę zapomnieć o ciąży.
Po Nowym Roku wielkie plany, pierwsze IUI, ale co z tego wyjdzie to inna historia. Na razie jestem zła na siebie, na męża, na wszystkich. Z jednej strony zależało mi na tej pracy, a z drugiej mam wrażenie że przekładam karierę nad dziecko.
Mam nadzieję że od stycznia będzie łatwiej. Że minie stres nowej pracy, i wszystko się powoli zacznie układać.

29 sierpnia 2016, 09:49

Jak nigdy w tym miesiącu trafiliśmy w owulację sami z siebie. Teraz akurat jak nie mogę zajść. Mam nadzieję że @ przyjdzie w terminie. Choć jeden stres mniej.

29 października 2016, 12:46

no i mamy piździernik ;/ nowa praca nowa choroba. Do mojego Dream team`u doszła insulinooporność, teraz mniej więcej wiem dlaczego wyglądam jak dorodna foka. Ciąży jak nie było tak nie ma, i raczej się nie zapowiada na zmiany w tej materii. W tym cyklu faszerowałam się jak indyk na święta, acardem, milionem cudownych witamin, hodowałam dzielnie pęcherzyki na clo. I co? I dupa, wielka dupa, mimo ovitrelle te małe dziadostwa postanowiły się zamienić na torbiele, i tak zamiast pękniętych pęcherzyków, mam kolejne sflaczałe dziadostwa na jajnikach. Coraz częściej rozmawianie o dzieciach doprowadza mnie do szału- tzn nie że się rzucam i obrażam albo zanoszę szlochem, raczej w środku mam wrażenie że się rozpadam na coraz mniejsze kawałki.
Mój na początku związku, tudzież małżeństwa nie chciał mieć dzieci, i teraz cały czas świdruję mnie ta myśl. Chciałeś to masz, jedyna ciąża w jakiej mnie zobaczysz to ta spożywcza. Lekarz odradził następne stymulację, bo i tak jest wystarczająco dużo torbieli, więc po co dodawać nowe. Wyleciał z piękna propozycją in vitro. Jasne urwa, nie ma sprawy. Tylko sprzedam nerkę, moją i mojego małża wtedy jak najbardziej podejdziemy. Kredyt? Nawet rat na pralkę mi nie chcą dać, no chyba że się przejdę do bocianów, skoczków czy innych lichwiarzy- tam to nawet 50 000 mi dadzą na dowód.
Mogłabym też pożyczyć kasę od rodziców, ale nie- mój ojciec jest za dobrą zmianą. Poza tym jak to stwierdził "jak bóg Ci dziecka nie dał to lekarz Ci nie pomoże". Takie piedrolone średniowiecze. Więc godzę się z myślą że skończę jako stara baba w moim przypadku w otoczeniu miliona psów. Gadająca pod nosem do siebie- ta na widok której dzieci dostają spazmów w wózkach.