X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki starania Moja droga do macierzyństwa
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Moja droga do macierzyństwa
O mnie: Najtrudniejsza część :-) O mnie? Jestem powiedzmy lekko po 30tce. Z moim ukochanym jesteśmy już 3 lata po ślubie, ale znamy się 10 lat. Poznaliśmy się młodo i razem dojrzewaliśmy, zmienialiśmy i na szczeście poszliśmy tą samą drogą. Generalnie jesteśmy zgodnym małżeństwem, od czasu do czasu drącym koty o drobiazgi. Impulsywni jesteśmy oboje. Dzieci jeszcze nie mamy, staramy się o pierwsze. Długo w moim życiu praca była na samej górze prioryterów życiowych - może stąd ten ironiczny tytuł? Idealnie chciałam urodzin około 30tych urodzin, ale zajście w ciąże naszym przypadku okazało się dość powolnym procesem. Nie potrafię czekać, jeśli coś zaplanuję, denerwuje się jeśli to nie wychodzi.Zła cecha - zgadza się, ale taka jestem i nad tym pracuję.
Czas starania się o dziecko: Staramy się o dziecko od około dwóch lat, cięzko określić dokładny termin.
Moja historia: Nasze starania rozpoczęliśmy na wiosnę. Na początku bardzo niepewnie, właściwie namawiał mnie do nich mój mąż (zupełnie nietypowo), starszy ode mnie o kilka lat. Nie odrzucałam pomysłu, ale z drugiej strony nie pałałam też entuzjazem. Im dłużej się staraliśmy, tym bardziej widziałam jakie to dla mnie ważne, żeby założyć rodzinę. Moje cykle nigdy nie były regularne i zawsze raczej dłuższe, około 35 dni. Miesiączki raczej skąpe, śluzu mało, a raczej nigdy nie zauważyłam żeby śluzu płodnego było sporo. Na początku staraliśmy się bez "celowania w owulację", po trzech miesiącach kupiłam testy owulacyjne i robiłam je. Raczej nie wychodziły pozytywnie, dwie kreski nigdy się naprawdę nie zrównały. Ale jak były mniej więcej takie same kochaliśmy się. Zaniepokoiło mnie to i po 6 miesięcy starań poszłam do lekarza, pierwszego lepszego - jak póżniej okazało się raczej gorszego. Lekarz zrobił USG, akruat byłam około 13 dnia cyklu i pęcherzyk był bardzo mały (8 mm), poinformował mnie, że w tym cyklu pewnie owulacji nie będzie ale żeby się nie przejmować bo tak od czasu do czasu się zdarza.powiedział żebym się nie przejmowała, współżyła regularnie i przyszła po roku starań. Nie zlecił żadnych badań, wszystkie moje niepokoje zbywał że potrzeba cierpliwości itp. Po tej wizycie poczułam się totalnie zignorowana i odesłana z kwitkiem. W tym samym momencie koleżanka zachęciła mnie do mierzenia temperatury. Zaczęłyśmy obydwie, podekscytowane jak wiele informacji możemy w ten sposób uzyskać. Moje wykresy wychodziły bardzo średnio, skoki temperatur nie były jednoznaczne, zazywczaj około 20 dnia cyklu. Śluzu było bardzo mało i raczej nie był to śluz typu kurze jajo. Troszkę naciągając zaznaczał owulację, a w drugiej części cyklu odczuwałam typowo ciążowe objawy (oczywiście wszystkie naciagane - hmm do teraz tak niestty robię). Za każdym razem wyszukuję sobie jakiś nowy objaw, który zwiastuje ciążę.. Po jakimś czasie znów trafiłam do lekarza, już lepszego, lekarza z polecenia. Lekarz anioł, wysłuchał mnie, był bardzo cierpliwy, wiele badań nie zlecił (tylko hormonalne) ale poprzez usg stwierdził policystyczne jajniki. Zapisał mi na to Metforminę, akord, witaminę D. Metformina wyregulowała mi cykle po około 3 miesiącach. Badania hormonalne wyszły poprawnie, tylko TSH miałam 2,26 - lekarz kazał zbić przepisując Euthyrox, bo przy staraniu o dziecko twierdził że powinno być poniżej 2. Owulacja na monitoringu wychodziła dość późno około 20 dnia cyklu, podobnie na wykresie. Lekarz stwierdził, że taka owulacja może być słabszej jakości i w tym cyklu przepisał mi Letrozole na stymulację wzrostu pęcherzyków.
Moje emocje: "Dzieko?! Nie dla mnie, może później" - tak mniej więcej brzmiałam jeszcze rok temu. Teraz? Nie mogę patrzeć na kobiety w ciąży, małe dzieci, niemowlaki w wózkach...Zazdrość zagościła w moim życiu - uczucie którego wcześniej nie znałam, a teraz nie polubiłam. Większość czasu jestem optymistką, choć zdarzają się słabsze chwile - od kilku miesięcy średnio co miesiąc. Smutek i rozżalenie pojawia sie wraz z nadejściem @. Staram się jednak pozytywnie myśleć.

24 sierpnia 2012, 15:13

Dziś rozpoczął mi się urlop, więc wykorzystałam okazję do pisania.

24 sierpnia 2012, 15:44

Porada
Moja pierwsza rada ze swojego doświadczenia - nie czekajcie zbyt długo z wizytą u lekarza jeśli coś Was niepokoi. Na wizytę, nawet monitoring cyklu radzę się też umówić do lekarza, który ma doświadczenie z parami starającymi się o dziecko. Inny może Was odesłać z kwitkiem. Myślę sobie, że jakbym od razu poszła do dobrego lekarza, może już bym była w ciąży?

26 sierpnia 2012, 15:21

Dziś jest mój 5 d.c. i wzięłam ostatnią tabetkę Letrozole. Ciekawa jestem czy ta stymulacja przyspieszy mi nadejście owulacji i czy skróci trochę cykl. W tym cykl będę mierzyć temperaturę i dodatkowo robić testy owulacyjne.
Lepiej się czuje, gdy mam plan - rozmawiałam z lekarzem co jeśli w tym cyklu się nie uda, co robimy dalej. Powiedział, że przez około 4 miesięcy będę brała Letrozole i zobaczymy jak moje ciało na to reaguje. Jesli ciężko, to zmienimy lek i spróbujemy z czymś innym. Jeśli będzie dobrze reagować czyli pęcherzyki będą rosły i owulacja będę ładna a mimo to nie zajdę w ciążę, możemy spróbować z inseminacją. Hmm nie wiem czy jestem już gotowa, żeby pójść dalej. Wolałabym oczywiście, żeby moje dziecko urodziło się w sposób sponatniczy, ale co jeśli się tak nie da? Myślę, że się zdecydujemy.
Czy jestem odosobniona z tym, że potrzebuję planu na kolejne miesiące, bo z tym czuję się lepiej? Może to chodzi o to, że czuje wtedy że jest jeszcze wiele opcji i któraś na pewno sprawi, że w końcu zostaniemy rodzicami..
Jutro odbieramy badania męża, mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku.

28 sierpnia 2012, 20:16

Odebrałam wyniki męża i ...załamałam się. Musiałam trochę odparować, żeby się tym podzielić. Lekarz ocenił je bardzo negatywnie, nie tylko ich ilość ale też ruchliwość. Powiedział, że nie ma sensu starać się przy cyklu naturalnym i właściwie wyniki są na pograniczu nadających się pod inseminację :-( Miałam plan, a teraz wszystko się pozmieniało. Właściwie to nie wiem nawet co mam dziś napisać...jest mi po postu smutno i źle.

Wiadomość wyedytowana przez autora 28 sierpnia 2012, 20:16

30 sierpnia 2012, 10:00

Jutro jesteśmy umówieni do kliniki z mężem. Prozmawiamy o tym cyklu, co robimy. Zapewne zdecydujemy się na inseminacje. Ale mumsimy też rozpocząć jakieś leczenie męża. Przez te dni poczytałam trochę i niestety nie jest różowo. Mężczyzn leczy się trudno i zazwyczaj to dlugo trwa. Bardzo bym nie chciała żeby mąż zaczął miec wyrzuty sumienia, że coś nie wychodzi przez niego. Staram się przed nim nie poakzywać, że tak mnie to załamało. A wrecz zaczęłam mówić więcej o moich problemach...zresztą co to za różnica kto? jedynie taka, że męska niepłodność jest bardziej permanenta od kobiecej...Jutro do razu zobacze na usg u lekarza czy pecherzyki rosną, to bedzie mój 10 d.c, trochę wcześnie, w szczególności jak na mnie. Ale może coś da się już zauważyć, moze Letrozole coś przyspieszy. Moja przyjaciółka urodziła wczoraj cudowną, zdrową córeczkę!

5 września 2012, 09:56

Byłam u lekarza pęcherzyki rosną, ale w niezbyt szybkim tempie, niestety. Dziś jest mój 15 d.c., owulacja wyliczyłam ze wzrostu pęcherzyków będzie pewnie za dwa dni. Temperatura jeszcze nie wzrosła i testy owulacyjne cały czas wychodzą negatywne (druga kreska jest, ale jeszcze nie równie intesnywna jak pierwsza).
Chyba jednak w tym cyklu zrezygnujemy z inseminacji, będziemy się jeszcze starać normalnie. Lekarz przed podejściem do IUI radzi zrobić HSG, żeby sprawdzić czy jajowody są drożne. Nie mam raczej wielkich oczekiwań względem tego cyklu. Przez ostatnie kilka dni miałam dużo pracy, konferencje z działem sprzedaży i dużo przygotowań, więc trochę zajęłam się myslami i skupiłam na czymś innym. Jutro mam wizytę u lekarza, ciekawe czy potwierdzi owulacje zgodnie z tym co sobie policzyłam, w 17 d.c. Już czuje trochę rozpierający ból w jajnika, więc myślę że nadchodzi.

Wiadomość wyedytowana przez autora 5 września 2012, 09:57

17 września 2012, 08:26

Dawno nie pisałam, bo ten cykl niestety poszedł na straty. Owulacji w tym cyklu nie było, temperatura nie wzrosła, lekarz też w pewnym momencie poddał się z monitoringiem, bo powiedział, że nie ma sensu już dalej śledzić cyklu, bo pęcherzyki już dalej nie urosną.
Jestem tuż przed @, według ovufriend zostało mi tylko dwa dni do miesiączki. Czuję już że nadchodzi, bo boli mnie już brzuch. W przyszłym cyklu jestem umówiona na HSG, trochę się boję, bo czytałam na internecie że ten zabieg boli.
Mąż regularnie bierze swoje lekarstwa, zobaczymy czy parametry nasienia poprawią się.
Wczoraj wieczorem sobie długo myślałam o naszej przyszłości - bydwoje z mężem jesteśmy słabo obdarzeni przez naturę do posiadania potomstwa......ale ja i tak cały czas wierzę, że zostaniemy rodzicami i że wszystko dobrze się skończy, że oprócz rzeczy materialnych, których nam nie brakuje, zostaniemy również rodzicami i stworzymy swoją rodzinę.
Ze względu na to, że w przyszłym cyklu robię HSG, insminację musimy przełożyć na za dwa cykle.