Nasze starania rozpoczęliśmy zaraz na początku lipca 2010 roku. To było w tym samym czasie kiedy mój mąż mi się oświadczył. Oboje stwierdziliśmy wtedy ze fajnie by było mieć bobaska! Jednak w zasadzie nie nazwałabym tego staraniami… ot tak postanowiliśmy „poszaleć”. Los był bardzo zaskakujący gdyż pod koniec lipca ujrzałam dwie kreseczki na teście ciążowym! Byłam taka szczęśliwa… rozpowiedziałam radosną wiadomość wśród znajomych i w rodzinie. Jednak moja radość nie trwała długo… dokładnie 25 sierpnia zaczęłam krwawić… nie było to jednak jakieś bardzo duże krwawienie więc pojechałam do ginekologa następnego dnia – diagnoza – samoistne poronienie… oj wiele łez wtedy wraz z moim mężem – a wtedy narzeczonym wylaliśmy…
Dostaliśmy od razu zielone światło na starania więc zaraz we wrześniu ruszyliśmy ze staraniami! Ślub był zaplanowany na Listopad 2010 roku a w Październiku dostałam pracę na pełen etat w przedszkolu. Miesiące mijały… w Grudniu udałam się do ginekologa na konsultację ponieważ miałam bardzo nieregularne cykle. Dostałam duphaston na ich wyrównanie i ruszyliśmy dalej w naszą podróż pełną oczekiwań i niepewności…. W Marcu 2011 roku lekarz przypisał mi dodatkowo CLO na wzrost pęcherzyków jednak mijały kolejne miesiące… pod koniec Kwietnia dowiedziałam się ze moja praca w przedszkolu jest niepewna i szefowa debatuję z gminą o dotację by nie musieć mnie zwalniać. W maju sytuacja w pracy zaczynała być coraz bardziej niepewna więc by nie zostać bez pracy skupiłam się na szukaniu nowej. Dokładnie 15 czerwca coś mnie tknęło że termin @ minął mi prawie dwa tygodnie temu i od niechcenia kupiłam test dla pewności (cykle miałam nieregularne więc wcale nie nastawiałam się na ciąże) a tu proszę!!!! MOJE UPRAGNIONE DWIE KRESECZKI! Mąż oszalał z radości a ja długo nie mogłam uwierzyć że to prawda!!!
Ciąża minęła dość niespokojnie przez problemy z donoszeniem… ale w Styczniu 2012 roku doczekałam się mojego ukochanego syna!!!
Jeszcze w ciąży mówiłam ze zaraz rozpoczniemy starania o drugie dziecko i tak jak powiedziałam od samego początku „nie uważaliśmy”. Karmiłam jednak piersią i wiedziałam ze to może dość mocno zaburzać moją płodność. I tak jak mały miał troszkę ponad 5 miesięcy zaczęły się problemy z laktacją postanowiłam wraz z mężem wznowić działania! Dokarmiłam małego piersią do pół roczku i tak zaczęła się nasza kolejna podróż!
Jednak tak jak przy staraniach o synka nie jest ona prosta, choć muszę przyznać lżejsza pod względem emocjonalnym. Obecnie przyjmuję Duphaston na wyrównanie cykli (problem powrócił) a od Marca 2013 roku zostanie mi na nowo przypisane CLO (czy tylko ja mam wrażenie ze historia się powtarza?) Mam ogromną nadzieję ze tak jak przy pierwszym dziecku coś w końcu ruszy! Nie wiem tylko czy pierwsza ciąża jest zasługą CLO czy zwykłego „odłączenia się” od myślenia o dziecku.
Proszę kochane! Trzymajcie za mnie kciuki żebym mogła na nowo cieszyć się ciążowymi dolegliwościami a mój synek rodzeństwem!
- w sensie na samym duhastonie

zobaczysz będzie dobrze oczywiście trzymam kciuki
Ja również trzymam kciuki!
Udało się z synkiem to i teraz też sie uda!!! trzymamy kciuki :)
Fifka Masz cudownego synka i zobaczysz że będziesz miała jeszcze drugie maleństwo..trzymam kciuki bardzo mocno
Fifka Masz cudownego synka i zobaczysz że będziesz miała jeszcze drugie maleństwo..trzymam kciuki bardzo mocno
Trzymam kciuki,żebys szybko znowu zobaczyła II kreseczki na teście.