Czuję, że składając wypowiedzenie poczuję ulgę, a może i zwolnię blokadę jaką założył we mnie stres.
Wiadomość wyedytowana przez autora 28 czerwca 2021, 10:26
Mam mętlik w głowie, próbują namówić mnie do wycofania wypowiedzenia, mówią o podwyżce, zmianie miejsca i współpracowników jeżeli chcę... Zarabiałabym więcej... Ale z drugiej strony ten stres i zmęczenie. Mąż powiedział, że nie warto, szczególnie jak wiem, że nie chcę tego robić. Liczy na to, że zmiana i mniejsza presja wpłyną korzystnie na nasze starania (może coś w tym jest).
Jestem wśród 4 osób, które w tym miesiącu złożyło wypowiedzenie więc coś jest na rzeczy.
Boję się nowego. Ale wiem, że to dobra decyzja. Boję się starań ale wiem, że mogą jeszcze trwać latami więc nie mogę uzależniać od nich pracy. Muszę zapanować na strachem i zaufać, że wszystko ułoży się w odpowiedni sposób.
Tata... cóż zaczęłam o nim tu pisać ale odpuściłam... Do "codziennych" problemów doszły kolejne, jeżeli on nic nie zmieni prędzej niż nad kołyską stanę nad trumną. A zmienić siebie nie umie... Uzależnienia niszczą ludzi i rodzinę, nie wiem jak wychować kiedyś dzieci by je przed tym uchronić...
Praca.. czekam na @ bo złożyłam wypowiedzenie, a jej ani widu ani słychu, stresuje mnie to. Jak podejrzewałam chcą mnie zatrzymać więc może w razie co wycofam wypowiedzenie, ale wolałabym nie.
Chciałam wnosić tu nadzieję,
nabierać wiatru w żagle, na razie się to nie udaje... Obiecuję poprawę. Zacznę od zaraz
Z plusów, które naładowały mnie pozytywną energią na najbliższe dni - wyjazd z okazji rocznicy był bajeczny. Przepiękne miejsce z widokiem na Tatry, dużo rozmów. Jakoś mam dobre przeczucia co do kolejnych cykli, dużo nadziei na poprawę wyników i dwie kreski. Sporo pracy przede mną, muszę z uśpienia wejść w tryb działania.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2021, 09:19
Zaraz się wygnę, wejdę w swoją Bożenę i wyciągnę tego małpiszona!
Ten cykl ćwiczy moją cierpliwość.
Wiadomość wyedytowana przez autora 7 lipca 2021, 11:11
Odkopałam zapiski cyklów z 12.2014/08.2018 do tego, aż zaczęłam antykoncepcję zostawię je sobie tutaj (bo gdzie indziej), idę więc po rekord patrząc na cykle, które znam. Przyjmuję zakłady czy rekord zostanie pobity - obecny 49 dni!
Spowiedź z badań:
- zrobione hormony, tsh za wysokie, prolaktyna ponad normę, po tygodniu tsh o wiele niższe, lekarz każe więc olać to, że wyszło raz za wysokie, prolaktyna przy badaniu pod obciążeniem pierwszy wynik w normie, przyrost za duży. Lekarz każe olać bo pewnie gruczolak, bo jestem młoda i nie ma co się martwić, bo w końcu staramy się stosunkowo krótko (jasne, pomartwimy się za rok bo teraz te starania to taki fun i zabawa a za rok będę chciała na prawdę...). Robię więc toxoplasmę, różyczkę no i MUCHę i posiew, umawiam się na konsultacje online żeby wiedzieć co z wymazem. Lekarz potwierdza, że wymaz jest dobry, ale zwraca uwagę na konieczność powtórzenia tsh i prolaktyny bo być może będzie konieczność ich zbicia.
Czy ufam mojej ginekolog? Staram się ale nie posłucham "nie ma co robić badań", nie chcę po roku czy dwóch odkrywać, że tyle razy przeżywałam zawód widząc biały test czy @ bo nikt nie chciał mnie badać, bo zaufałam ślepo jednemu lekarzowi, gdy drugi radził powtórzyć badania. Pójdę więc do niej jeszcze, ale jak będę dalej czuła, że mnie olewa to zmienię lekarza...
Mój plan badaniowy? Taki mocno wstępny, o ile jakiś lekarz nie zaleci inaczej
Lipiec - powtórzyć prolaktynę i tsh (jeżeli @ się łaskawie pojawi, zapraszam kochana, ja już czekam), zrobić progesteron 7dpo, dorzucić coś spoza pakietu - krzywa glukozowa i insulinowa czy AMH?
Sierpień - a cóż zostanie AMH lub krzywe, niestaraniowo - testy alergiczne
Wrzesień - hm... wit. b12, d? homocysteina, niestaraniowo na jesieni kontrola po laserokoagulacji siatkówki, pamiętać!
Październik - białko s i białko c
Chociaż nieśmiało powiem, że czuję ciążę w sierpniu. Mąż mówi, że chciałby już, a ja odpowiadam pełna przekonania "spokojnie, poczekaj, w sierpniu pokażę Ci dwie kreski".
30, 32, 26, 34, 31, 27, 31, 29, 25, 31, 28, 49, 30, 33, 44, 30, 34, 33, 36, 33, 36, 41, 31, 36, 36, 30, 39, 33, 33, 33, 29, 33, 34, 40, 33, 29, 45, 33, 28, 31,
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2021, 09:20
po 49 dniach przyszła @.
W weekend zobaczyłam cień, ale wiedziałam, że to fabryczny, przecież w tym cyklu mało się kochaliśmy przez to, żebym na spokojnie złożyła wypowiedzenie. Tak się cieszę z tej @, wiem, że tu to rzadkość, ale wiedziałam, że przyjdzie i już irytował mnie ten cykl. Myślę, że to wina szczepienia, przesunęło mi owulację, oby następne były w miarę normlane.
Dobra energia na pokład! Za parę dni zaczynamy ligę łóżkowych figli!
Mam cudownego męża, którego bardzo kocham, bardzo o mnie dba i moim planem na ten cykl jest: dobrze się z nim bawić i cieszyć naszym związkiem. Podtrzymuję nie mierzenie temperatury, obserwować będę śluz może ale zasadzie jak coś będzie na bieliźnie to zobaczę jaki.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2021, 14:54
Ilość dzieci na weselu kosmiczna, cudowne dzieciaki, trochę się pobawiłam z nimi... Widziałam wzrok męża, w którym podziw dla młodych tatusiów mieszał się z zazdrością i nadzieją, że kiedyś też taki będzie. Podejrzewam, że mój był podobny.
Kilka względów technicznych i personalnych też sprawiło, że byłam skołowana. Mówimy, że przynajmniej mamy za sobą już oba wesela, na które szliśmy ze średnim zapałem.
W weekend zrobiłam tsh i prolaktynę i dopiero teraz do mnie dotarło, że nie wiem czy dobrze, że ją zrobiłam bo... Wstałam przed 7, byłam na czczo, ale zrobiłam ją dopiero około 10 (po fryzjerze i makijażu, więc byłam najbardziej wylaszczoną pacjentką)
I teraz do mnie dotarło, że w piątek się kochaliśmy - co raczej by podwyższyło prolaktynę prawda?
Wyniki są chyba zadawalające. Tsh 1,23 i prolaktyna, która jeszcze w kwietniu wynosiła 42,10 teraz jest 9,2 (czy to wynik niepokalanka, diety i rzucenia roboty = zredukowania stresu?)
Walczę o to by nadzieja nie gasła.
Jutro mąż ma wizytę u androloga, pierwszą. Stresuję się tym trochę, boję się, że mu nagada głupot, że nie ma co się martwić i trzeba to olać, albo w drugą stronę, że nie ma szans naturalnie na poczęcie, a mąż łyknie to jak rybka i się załamie. Staram się nie myśleć negatywnie, ale ostatnio zakładałam, że wyniki nasienia będą ok, a nie były.
Cieszę się jednak, że po dwóch miesiącach w końcu doczekamy się tej wizyty.
W tym tyodniu wypełnia mnie wdzięczność, za to, że mam tak wspaniałego męża. Pamiętajcie, żeby zawsze znaleźć powody do wdzięczności
Wiadomość wyedytowana przez autora 22 lipca 2021, 12:05
Wszystkie badania robimy w centrum leczenia niepłodności, wiedzieliśmy, że tam będziemy chcieli konsultować wyniki i wydało nam się to najwygodniejsze.
Po wizycie u androloga mąż odebrał mnie z pracy i podrzucił do fryzjera, zdążyliśmy się pokłócić po drodze, gdy ochłonęłam wiedziałam już o co chodzi. Próbował być dzielny ale się przejął i martwił. Naturalne. Zaczął martwić się, że zaczniemy wydawać więcej na jego leki, myślę, że już zrozumiał, że to nie problem ale chyba trochę walczy w nim to, że czemu mamy jakieś problemy, których inni nie mają. Widzi jak mocno w moim sercu tańczy powołanie do macierzyństwa, a ja widzę jak patrzy na każdego bobasa, który pojawia się na horyzoncie. W tym spojrzeniu widzę wielką tęsknotę, ale też wielką miłość jaką może wylać na tego małego człowieczka. Wiem, że to przepracuje, jest mądry i dzielny, po prostu potrzebuje czasu, jak każdy z nas. Zaproponowałam więc spacer, wiem, że to zawsze pomoże. Wielkim szczęściem jest to, że mamy siebie i możemy o wszystkim porozmawiać.
Nie jest źle, jest nadzieja, mogłoby być lepiej - takie przesłanie płynie z wizyty. Najprawdopodobniej jest przewlekłe zapalenie, które może wpływać na ilość spermy - a może ilość to taki urok męża, ważne, że liczba plemników ładna. Dostał antybiotyk, zalecenie brania nac, maca, ubichinol q10 i nadal fermentilu. Mamy popracować nad polepszeniem morfologii i lepkością, za 3 miesiące powtórzenie badań z testem mar i kilkoma czynnikami, już sama nie pamiętam. Jedyne co jeszcze to może w późniejszym etapie zajęcie się fsh ale narazie doktor nie chciał dawać mu za dużo rzeczy naraz żeby nie pogorszyć sytuacji. Oczywiście jedzenie, styl życia, ruch, bokserki i chłodzenie jąder okładami (to dopiero zacznę rozeznawać).
Walczymy i obiecuję, że się nie poddamy póki starczy mi sił.
Za siebie bardziej wezmę się niebawem. Najpierw zaczynam od głowy i myślenia.
Wiadomość wyedytowana przez autora 26 lipca 2021, 12:49
Nie śledziłam owulacji drugi cykl, w tym łykałam czasami niepokalanka, zaczęłam na noc bo jak brałam rano bolał mnie brzuch.
Odpuściłam bo zakładałam, że to musi u nas potrwać. Skupiłam się na nowej pracy, na poprawie wyników nasienia męża, dopiero co był u androloga, na naszym związku. Śluz pojawił się z tydzień wcześniej niż wyznaczana przez aplikację owulacja, ale nie zaznaczałam, przecież z moimi cudownymi cyklami to nie znaczy za wiele, już parę razy myślałam, że jestem po owulacji gdy byłam przed.. Więc nawet nie patrzyłam czy kochamy się wtedy czy nie, nie wiem. W czasie wyznaczonej przez aplikację owulacji raczej odpuściłam, może dwa razy? A może raz? Ten cykl miał trwać 39 dni, ale znowu na dwoje babka wróżyła, patrząc wstecz mógłby trwać 29 dni i 42 dni równie dobrze.
We wtorek coś zakuło w prawym jajniki - aha, idzie @, już są pryszcze to jeszcze z tydzień i będzie...
Coś mnie jednak podkusiło siknąć.
Wiecie z tyłu głowy ta wcześniejsza owulacja być może, sikałam tydzień temu dwa razy raz nic, a raz zapomniałam o teście więc się wyodbarwiał, no ale skoro mam testów jak szalona z allegro to co mi szkodzi.
Dwie kreski.
Śnię.
O kurcze.
Beta.
147,70
Ale jaja.
I jeszcze nie wierzę, wątpię w przyrost, w to, że będzie dobrze. Tak, ta, która stara się by nadzieja wciąż płonęła wątpi.
Jutro zobaczymy czy będzie przyrost.
Wiadomość wyedytowana przez autora 12 sierpnia 2021, 14:54
Witaj kruszynko, rozgość się, rośnij zdrowo i bądź silna.
No i nie dokuczaj za bardzo mamie, wiesz, że jej ciało jest troszkę słabe.
Będę się martwiła i troszczyła, już szukam lekarza, który za półtorej tygodnia mógłby pokazać mi Twoje serduszko żebym mogła upewnić się, że u Ciebie wszystko dobrze.
Zajmę się wszystkim obiecuję, a z pracą jakoś to będzie, Twój tata jest mądry i silny każe się nie przejmować bo teraz Ty jesteś dla nas najważniejsza i wie co mówi
Na razie zostanę tutaj bo fiolet mniej mi się podoba.
Wiadomość wyedytowana przez autora 13 sierpnia 2021, 14:50
Bezbronny przecinek. Maluszek. Moja kruszynka. Okruszek.
Jesteś młodszy kilka dni więc nie było serduszka, ani nie można stwierdzić jak się masz i czy będziesz grzecznie rosnąć. Od początku lubisz się droczyć co? Nie strasz mnie i na następnych wizytach bądź coraz większy.
Lekarz kazał mi się cieszyć po cichu, pamiętać, że wszystko może się zdarzyć przy tak młodej ciąży. Ale powiedział, że bez wątpienia jestem w ciąży. Widzisz, tak bardzo się baliśmy, że się nie uda ale jesteś.
Odpoczywaj i rośnij. Wierzę, że ze mną zostaniesz i będziesz zdrowy i silny ale jak każdej mamie towarzyszy mi niepokój o Ciebie. Teraz kiedy nie wiem co się z Tobą dzieje, czy się zobaczymy, co się wydarzy, ten niepokój jest większy. Gdy już się pojawisz nadal będę się martwiła ale obiecuję, że nie będę nadopiekuńcza.
Proszę nie wybrzydzaj z jedzeniem.
Dziś czuję się fatalnie.
Do tej pory mam mdłości, wymioty sporadycznie, ale odbija mi się, mam odruch wymiotny i poranne gazy. Wytrzymam tylko bądź zdrowy.
Jak zaczęłam czytać fragment „Moja historia” to jakbym czytała o sobie. Też mam 26 lat, też wzięliśmy ślub w 2020, też staramy się od stycznia 2021 (przynajmniej tak oficjalnie z wyliczeniami 😉) i też u nas jest czynnik męski, cały czas walczymy z wynikami. Oby zaraz do nas obu uśmiechnęło się trochę szczęścia 💚