Pamiętniki Nie jest łatwo...
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Nie jest łatwo...
O mnie: Mężatka za moment od roku, z moim D. od 8 lat.
Czas starania się o dziecko: Staramy się już prawie od 12 miesięcy, leczymy 2 cykl.
Moja historia: Byliśmy razem długo zanim zdecydowaliśmy się na sformalizowanie naszego związku, na tyle długo, żeby nacieszyć się sobą i zaraz po ślubie czuć potrzebę powiększenia rodziny. Ostatni rok był najgorszym w moim prywatnym życiu, co mogło mieć wpływ na nasze kłopoty z zajściem w ciąże... ale mimo wszystko ja zawsze czułam, że problem leży we mnie. Wyniki badań D. zostały skomentowane prze lekarza jako przyzwoite, u mnie wyszła za duża prolaktyna, za niski progesteron i TSH na granicy normy. Naczytałam się wcześniej o możliwych problemach, wsłuchałam w swoje ciało i nie byłam zaskoczona wynikami. Modliłam się, żeby chociaż nie wyszło, że mam niedoczynność tarczycy.. na szczęście ta została wykluczona. Przystąpiłam zatem do leczenia: bromergon+luteina +kwas foliowy. Pierwszy cykl i już sukces, dwie kreski na teście ciążowym! Pierwszy raz w życiu widziałam taki obrazek. Nie mogliśmy uwierzyć, D. racjonalnie prosił, żeby się jeszcze nie cieszyć, ale już prawie kupował nosidełko do samochodu :) Po kilku dniach kreska zamiast się wzmacniać to słabła. W końcu po kilku dniach plamienie i poronienie... Ciąża biochemiczna, macica oczyściła się sama.
Moje emocje: Emocje są wszelkie. Czasami nawet sobie wmawiam, że tak będzie lepiej, łatwiej, wygodniej. Działa na chwilę.

16 kwietnia 2016, 21:30

Babcia się modli,żeby jeszcze zobaczyła prawnuka. Pyta wprost, czy jestem w ciąży - nie jestem. Następnego dnia rano test pozytywny. I ta myśl,że takie sytuacje naprawdę się przytrafiają ludziom, że nam się przytrafiła i to w pierwszym cyklu leczenia. Najszczęśliwsze zrządzenie losu. Radość nie trwa długo.

Nie wiem co czuć. Nie zdążyłam się zacząć cieszyć, że jestem w ciąży, a już ją straciłam. Czytam w internecie o ciąży biochemicznej. Piszą, że przydarza się w przypadku 50-60% ciąż, często jest wynikiem wad genetycznych. Na pewno doszło do zapłodnienia, ale nie wiadomo, czy udało się zagnieździć. Piszą to tak jakbyśmy nie mieli jeszcze do czynienia z dzieckiem, że to tak częste zjawisko, selekcjonujące wadliwe zarodki...Zastanawiam się więc czy ja właśnie straciłam dziecko? Czy wolno mi płakać, rozpaczać? Nie słyszałam bicia serca, nie widziałam plamki na badaniu USG. Czuję, że odebrano mi możliwość przeżywania dramatu straty dziecka, bo to co było we mnie, było niczym...

19 kwietnia 2016, 12:59

jeśli nie uda się w tym cyklu muszę kupić sobie termometr z dokładnością do 2 miejsc po przecinku i witaminy: b6,b12, żelazo.

21 kwietnia 2016, 11:35

Test słabo dodatni - blada kreseczka na dwóch testach, 10dpo
po południu - plamienie krwisto czerwone, 22dc

Wiadomość wyedytowana przez autora 21 kwietnia 2016, 16:29

24 kwietnia 2016, 14:27

Ciąża rozpoczęta 31 marca 2016
Przejdź do pamiętnika ciążowego i czytaj kontynuację mojej historii
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego