SUPLEMENT DIETY

💜 KWAS FOLIOWY POD LUPĄ 💜

Zaczynacie starania o dziecko? Sprawdźcie, kiedy zacząć suplementację folianów i co naprawdę ma znaczenie.
X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki starania › Nie moja droga
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Nie moja droga
O mnie: Za parę miesięcy kończę 33 lata. Odkąd staram się o dziecko nic mnie tak nie przeraża jak upływ czasu.
Czas starania się o dziecko: 1,5 roku.
Moja historia: Męża poznałam dobijając powoli do 30. Oboje zdrowi, z dobrą pracą, bez nałogów i ze zdrową dietą. Czerpiąc ogromną satysfakcję z pozornej kontroli nad życiem zaplanowaliśmy ślub, kupno domu, moją strategiczną zmianę pracy i rok po niej, żebym miała do czego wracać po czekającym mnie niewątpliwe, już wkrótce, macierzyńskim. Podstawowe badania zrobione, zęby wyleczone, gin z uśmiechem życzy owocnych starań. Pierwszy miesiąc wypada na początek remontu domu, jesteśmy przekonani że się udało. Od owulacji nie dźwigam pudeł, oszczędzam się, uciekam na druga stronę ulicy gdy ktoś przede mną pali. Wmawiam sobie ciążę do tego stopnia, ze okres się spóźnia, a ja czuje mdłości. Test jednak wychodzi negatywny i @ przychodzi, wtedy oboje zdajemy sobie sprawę jak bardzo chcieliśmy, żeby się udało. Od tej naiwnej wiary, ekscytacji, zupełnej nieświadomości nadchodzących miesięcy mija już 1,5 roku. Po 10 miesiącach ciąża biochemiczna. Krwawienie zaczęło się w drodze na Wigilię. Po roku mąż w końcu bada nasienie - lekarka w klinice chwali bardzo dobre wyniki. Po 13 miesiącach diagnoza endometriozy 2/3 stopnia. Po 15 miesiącach drożność jajowodów - oba drożne. Jestem tutaj.
Moje emocje: Nadal nie umiem zaakceptować tego, że zmagamy się z niepłodnością.

16 sierpnia, 22:19

Wszyscy polecają wyjazdy, wakacje i urlopy na wietrzenie głowy. Bardzo potrzebuję wytchnienia, bo presja związana z trzema magicznymi cyklami po drożności daje mi się we znaki. Jednocześnie bardzo mocno przeczuwam, że to nie w tym problem - w końcu już raz zaszłam w ciążę, a w badaniu nie było żadnych problemów z przepływem pianki. Głowa podpowiada, że nasze szanse nie uległy poprawie, jednak tak trudno pozbyć się tej nadziei w każdym cyklu. Wolałabym jej nie mieć.

Jesteśmy nad Bałtykiem, pogoda jest piękna, piasek złocisty, a morze spokojne i mieni się wyciszającym błękitem. Razem z nami przebywa tu tłum wczasowiczów, ale to wcale nie ich liczba wpływa na moje kiepskie samopoczucie w tych pięknych okolicznościach przyrody. Nie sposób nie zauważyć, jak wielu ludzi ma rodzinę. Dzieci. Dwójkę, trójkę, szóstkę (!) dzieci. Rodzice prowadzą je powoli za małe rączki, upominają za bieganie po piasku przy czyimś ręczniku, budują wspólnie zamki otoczone fosą, szukają muszelek, pompują kolorowe koła i flamingi, tłumaczą, że trzeba wrócić na obiadek. Te wszystkie czynności w wykonaniu innych ludzi wyglądają tak naturalnie, że czuję jakbym należała do innego gatunku. Nie ma mowy o wytchnieniu czy odpoczynku kiedy serce zamienia mi się w sopel lodu, kiedy my rozkładamy swój cichy koc, czytamy książki i zupełnie nikt nie zakłóca nam tego smutku.

Każda pizza, szklanka coli wypita raz na rok, pominięta dawka suplementów, bo oglądaliśmy zachód słońca na plaży, kończy się wyrzutami sumienia i rozmyślaniem, czy to właśnie przez to dzisiaj 12 dpo kolejny raz widzę biel? Czy ja za mało się staram? Onieśmiela mnie siła dziewczyn na forum. Badania, zastrzyki, procedury. Bez chwili do stracenia, prześwietlają swoje zdrowie od a do z, jakby te wizyty, telefony, załatwienie i myślenie o tym, co trzeba zrobić i wziąć, nie kosztowało energii. Ja jej nie mam. Czuję, jakbym toczyła ciężki głaz, ręce mam zajęte.

Psycholog? Odbębniłam 6 miesięcy, ale w temacie niepłodności nie ruszyłam ani o krok. Te wizyty to była kolejna rzecz do załatwiania i zaplanowania, zżerały moje skąpe zasoby energii i nie przynosiły ulgi. Odetchnęłam, gdy zrezygnowałam. W moim życiu, w mojej pracy, robię minimum, a mimo to nie mam sił na drążenie i sprawną diagnostykę.

Dzisiaj bardzo boli mnie lewy jajnik. Ciałko żółte zanika, bo nie ma czego utrzymywać, moje ciało jest puste.

30 sierpnia, 00:29

Wraz z ochłodzeniem wróciła mi chęć do życia. Spędziłam parę wieczorów na bieżni, zainteresowałam się nawet nowymi ubraniami na jesień, zaplanowałam dokończenie paru spraw, które odkładam od miesięcy ze względu na starania. Było taki tydzień, gdzie naprawdę psychicznie poczułam się lepiej. Dzisiaj spadek.

Za nami bardzo rodzinny początek weekendu, którego nie mogłam się doczekać. Było wesoło, rano z bliskimi czułam się szczęśliwa. Potem w rozmowie ktoś wspomniał, że osobie z mojej przeszłości urodziło się właśnie dziecko. Niby nic, ot zwykła informacja. Tej osoby nie ma już w moim życiu, więc bardzo starałam się żeby to na mnie nie wpłynęło. A jednak, polepszenie nastroju okazało się bardzo kruche i chwilowe. Uświadomiłam sobie, że gdyby ta grudniowa ciąża biochemiczna wtedy się udała, to właśnie w sierpniu urodziłoby sie nasze dziecko. Jakoś ciężko mi z tą myślą, a pociągnęła za sobą kolejne.

Pamiętam sytuację sprzed lat, jedną z pierwszych, gdy usłyszałam o endometriozie. Byłam wtedy może w gimnazjum. Na ślubie kuzyna poznaliśmy dziewczynę jego świadka, przyjaciela rodziny. Dziewczyna zrobiła na nas świetne wrażenie, miała w sobie tyle ciepła, uroku i luzu. Mieliśmy nadzieję, że niedługo będziemy się bawić na ich weselu. Jakiś czas później kuzyn poinformował nas, że jego świadek rozstał się z tą dziewczyną - okazało się, że nie mogła mieć dzieci, bo choruje na endometriozę, a on nie mógł tego zaakceptować.

Mimo że byłam wtedy bardzo daleko od planowania rodziny, coś w tej historii uderzyło mnie na tyle, że zapamiętałam ten moment do dziś.

Wiadomość wyedytowana przez autora 25 września, 22:35

25 września, 22:59

Ten piątek trwa chyba ze sto lat. Czasem zdarzają mi się bezsenne noce, a po dzisiejszej czekał mnie naprawdę wymagający dzień w pracy, a potem spotkanie z koleżankami.

Jestem w takim niewygodnym miejscu pomiędzy moimi bliskimi kobietami, które już mają dzieci i ich droga do ciąży była szybka i przyjemna, a tymi, które dzieci świadomie nie planują. Nie mam w swoim otoczeniu bliskiej koleżanki, z którą mogłabym dzielić doświadczenie starań i niepłodności. Forum jest wspaniałe, ale nie zastąpi żywego człowieka, z którym można byłoby wypłakać wspólnie smutki.

Dziś widziałam się akurat z tymi koleżankami, które nie planują macierzyństwa. W teorii powinno być łatwiej - nie będzie rozmowy o dzieciach. A jednak, gdy zaczęły opowiadać o swoich przygodach, podróżach, awansach, nowych hobby, poczułam stres. Zaczęłam nerwowo poszukiwać w głowie czegoś O MNIE; co ja ostatnio robiłam? gdzie byłam? O czym mogłabym opowiedzieć? O klinice, drożności, suplementach, czekaniu? To uświadomienie sobie, że moje życie od ponad roku kręci się wokół jednego tematu, i gdzieś po drodze stałam się nieciekawą osobą, było trudne.
Pewnie mogłam opowiedzieć o niepłodności, ale znów ta sama blokada... Jak wytłumaczyć komuś kto nie chce dziecka, że można tak bardzo się temu poświęcić, stracić ochotę na podróże, na wyjścia, a nawet na awans w pracy, żeby tylko nie dokładać sobie dodatkowego stresu. Nadal nie potrafię i nie chcę o tym opowiadać kiedy wiem, że nie zostanę zrozumiana.

Mnóstwo energii kosztowało mnie wytrwanie na tym spotkaniu z uśmiechem na twarzy. Kiedyś tak bardzo lubiłam z nimi rozmawiać, mimo że jesteśmy różne, zawsze udawało się znaleźć wspólny mianownik i kobiecą więź. Ale dziś wiedziałam, że nie potrafię przekazać tego, co czuję.

Wiadomość wyedytowana przez autora 25 września, 23:04