Kolejnego cyklu.
Już nawet nie liczę, który to z kolei.
TSH zbite do 1,33.
W piątek wizyta u mojej ginekolog-endokrynolog, na którą czekam z niecierpliwością. Mam nadzieję dostać skierowanie na laparoskopię.
I powiem jej, że chcemy już kompletować dokumenty do in-vitro. Nie chcę się bawić w inseminacje. Ta jedna (nieudana... nie było owulacji) zupełnie wystarczy. A może po laparoskopii uda się naturalnie? Myślę o tym, ale boję się.
Kolejnego rozczarowania.
Kolejnych łez.
Kolejnego bólu.
A może w piątek dr przekona mnie, że jednak warto podejść do kolejnych IUI... Na ten moment mam mieszane uczucia. Najzwyczajniej w świecie szkoda mi czasu. Z drugiej strony - co nagle to po diable.