Pamiętniki Nie sądziłam, że mnie to spotka... 2 ivf,4 lata walki z G-Basedowem, endometriozą i słabym nasieniem
Dodaj do ulubionych
‹‹ 7 8 9 10 11

26 maja, 10:46

Dzień Matki.
Nasz pierwszy....

Oj tyle lat to byl tak strasznie chujowy dzień... Taki smutny... Najgorszy w roku, a zaraz po nim wigilia i te życzenia.

No ale dziś jest inaczej. Dziś ja świętuję. Czuję jakby to było tylko moje święto, jakbym była wyjątkowa i jedyna na świecie.

Dziwne, że jedyna rzeczą jakiej sobie dziś życzę to żeby mała przestała histerycznie płakać?
Mamy ostatnio ciężkie dni, nie wiem czy to kolki, skoki czy inne cuda. Popołudnie to jeden wielki ryk, zero drzemek. W końcu pada o 23 ale do tego czasu serce pęka i nie ma ukojenia.

5 czerwca, 09:02

Próbuję ten post napisać już chyba 4 raz. Oby tym razem się udało bo zapominam co wogole chciałam donieść i zapisać w pamięci.

Byliśmy z małą u neurologopedy, gdyż dziec ciągle ma otwarta buzię jak śpi i język na wierzchu co wydaje się niepokojace, a wszelkie info z wujka Google raczej to potwierdzają.
No i doktor powiedziała, że wędzidełko 3/4 st i do podcięcia. Ogólnie funkcje języka zachowane ale jeśli podetnieny to może uda nam się zejść z tych nakładek na sutki bo mała lepiej się przyssie. Inaczej nie umie złapać brodawki. Podczas jedzenia słychać klikanie. Wizyta była ok, pooglądala dobrze jej język, mięśnie policzków itd, poświęciła nam sporo czasu. Mówiła dużo o konsekwencjach jakie niesie za sobą krótkie wędzidełko itd.
Jednak ja jestem troszkę sceptyczna bo w dzisiejszych czasach to jednak trochę naciągają na te wędzidełko.
Tak czy siak poleciała nam dwóch specjalistów i mówiła, że warto czekać nawet jak to będzie trwało.
A więc spec nr 1 nie ma terminów na rok do przodu.
Do speca nr 2 mamy termin na wrzesień. Także lakatacji to już mi raczej nie uratuje. Będę dzwonić co jakiś czas i pytać czy coś się zwolniło.

Skonsultowałam mała jeszcze z laryngologiem. Tu wizyta na NFZ więc ogólnie jak. Się można spodziewać bez szału. Doktor jednak mówiła, że jak mała ciągnie smoka (a ciągnie jak zła) to musi oddychać przez nos, a nie otwarte usta. Język wystawia i mieli więc też wędzidełko nie jest krótkie. Dużo mówiła o tym właśnie, że w tych czasach to naciągnę i że napewno nie mamy krorktiego wędzidełka. Jednak ani do buzi ani nigdzie nie zajrzała. Sprawdziła tylko odruch zamykania buzi gdy się naciska na brodę. Mała ciągnie to góry brodę więc jest ok. To tyle z tej wizyty.

W ostatnim czasie sama też nalatalam się do lekarzy. Zrobiłam krzywą i byłam u diabetologa. Wyniki ok. Żegnaj cukrzyco. Z wytycznych jeśli będę w ciąży to od razu krzywa po pozytywnym teście. Marzenie! Poza tym oznaczenie cukru z krwi raz w roku i krzywa co 3 lata. Dorzuciła mi glukophage jakbym podchodziła do koljengo ivf bo kiedyś z nią rozmawiałam, że będę chciała na poprawę komórek jajowych. Teraz jej przypominałam i dała mi recepty na pół roku z góry. Wykupie... Może mnie to zmotywuje do działania 💪

Ropieje mi rana po cc. W jednym zaczęło się już jakieś 3 tyg temu. Ale ropa wyszła, zrobiła się dziura i wciąż podchodziło ropa. To pogrzebałam tam troszkę i udało mi się wyciągnąć wrosnietego włosa.

Byłam u ginekologa na wizycie popologowej. Na ropienie nic nie mówił, jakby było gorzej to do chirurga. Pół roku minimum zabezpieczania się... Chyba śni 🤦‍♀️ pokazał mi też bliznę na macicy, dziwnie to wyglądało. Mam dość duże rozejście kresy białej. Wieczorem wychodzi ma. Taka gula i widzę jak się treść jelitowa przesuwa. Mega dziwne uczucie, jakby wciąż dziecko w środku kopało.

Po paru dniach rana znowu podeszła ropa. Tym razem w kilku miejscach. Uruchomiłam znajomości i udało mi się dostać do chirurga,ktory uznał, że mam wrócić jak się zrobi wyraźny czubek 🙈 że to może być włos albo nierozpuszczony szew. Wyszłam z niczym.
Tak mnie to już bolało, że zacisnęłam zęby znowu, wzięłam igłę i zrobiłam 4 dziury. Z każdej trysnęła gęsta ropa. Razem byłoby tego łyżeczka od herbaty. Ulga... Dziś widzę że jest ładniej ale zobaczymy czy znowu podejdzie ropa.
Pojebane... Człowiek sam musi się bawić w chirurga. Nie pytajcie... Wiem, że to było głupie ale ciężko żyć jak nawet majtek nie można na dupe założyć, a specjalista odsyła z kwitkiem.
Pozistaje modlić się żeby to się wygoiło, a nie pogorszylo.

Tsh mi spadło na 0,5 (w dniu porodu było 2). Pytanie czy się unormuje czy leci na łeb na szyję i wpadam w Gravesa znowu... Kurwa oby nie. Mam dość latania po lekarzach. Naprawdę mam dość.

Z pozytywów. Jesteśmy już chyba 5 dzień bez nakładek. Mała darła się w niwboglosy pierwsze 3 dni ale je już ładnie choć wciąż marudzi przy jedzeniu. Chyba łapie więcej tego powietrza ale pocieszam się, że musi włożyć więcej pracy w jedzenie i może to wędzidełko wypracuje. Bo na nakładkach nie musiała się zasysać a na piersi to zupełnie inne ssanie.

Ogólnie wciąż mamy mega kupki, mega rzyganie i mega wysypkę. Przeciągam trochę szczepienie ale jak weekend będzie kiepski to chyba czeka nas wizyta u pediatry. Mam nadzieję, że to nie skaza czy nietolerancja laktozy bo tyle walczyłyśmy z tą laktacją, z nakładkami i byłoby strasznie chujowo gdybym musiała przejść na mm i butle.

Lece myć łeb póki mała słodko śpi.
Z pozytywów macierzyństwa informuje, że nawet zaczęłam czytać książkę 💪 jest moc!

27 czerwca, 08:56

No i mam nawrót Gravesa Basedowa. Tsh 0,009 a ft4 powyżej normy. Żelazo poniżej...jak zawsze.
Czułam już, że coś jest nie tak. Trochę ręce mi się trzęsą i spać nie mogę mimo zmęczenia. No i bach. Jest. Choroba.

Odstwilam oczywiście euthyroks i od razu weszłam na metizol, póki co 5 mg x 2 po karmieniu. To bezpieczna dawka ale i tak się boje o małą, że będzie miała przeze mnie niedoczynność. Jutro dzwonię do pediatry i umawiam się do jakiegoś endokrynologa, choćby na teleporade.
Tyle walki o to karmienie piersią, a możliwe, że będę musiała skończyć ta przygodę. Smutno trochę... No ale zdrowie dziecka najważniejsze, a później trochę moje też.

Dziś mamy chrzciny, w domu. Oby tylko przetrwać ten dzień bez kolek.

13 lipca, 08:49

Znowu mam dola...
Podpytałam na wszelkich możliwych grupach o karmienie piersią przy metizolu. Na tych od Gravesa, na tych od karmienia piersią... No i każdy pisał, że bezpiecznie jeść 30 mg leku (ja biorę 10) i nawet nie trzeba badać dziecka.

Ale ja Ize zbadałam. Jakoś ciągle mi chodziło po głowie, że nie chce jej wpędzić w niedoczynność.
No i bach.
Tsh 8,99 gdzie norma jest do 5.
Ft 3 4,72 gdzie norma jest do 4,44
Ft4 1,10 norma do 1,38

Takze tsh i ft3 do dupy. Jeszcze w morfologii też jakieś klocki. Dużo powyżej, część poniżej normy.

Martwię się w chuj. Teraz nie wiem czy karmić czy co. Jeśli to nie ten metizol to wychodzi na to, że urodziła się chora. Czyli to wszytko przeze mnie bo ja jestem chora. Kurwa, kurwa, kurwa.
Serce mi pęka, że jestem złem dla tego dziecka.

Póki co karmie dalej. Chciałabym dać jej mm ale dopiero od 3-4 dni widzę poprawę z jej kolkami i bólami brzuszka. Jak mam teraz eksperymentować z mlekiem? Znowu serwować jej bóle, kolki, sraczki, zatwardzenia?
Wciąż mam z tyłu głowy, że taka mini dawka nie powinna mieć wpływu więc karmie ale chyba że stresu samo mi się mleko skończy bo ciągle myślę o tej tarczycy jak mam ją przy cycku.

A pobranie krwi u takiego malucha? O masakra! Całe rączki poklute, ból i ryk w nieboglosy. Jeśli przyjdzie ja badać co miesiąc to też nie dam rady.

Uciekam szukać endokrynologa dziecięcego.

17 lipca, 15:06

Jesteśmy po konsultacji u endokrynologa i kolejnej u endokrynologa dziecięcego. Pediatra też rozeznał się w temacie.
Ogólnie każdy mówi coś innego, jednak najbardziej konkretną i zorientowana wydawała się ta pediatra dziecięca.

Wynik Izy jest za wysoki. Norma dla niej jest do 7,jej wynik to 9.
Jednak doktor kazała nie panikować bo mówiła, że to nie jest duże przekroczenie. Nie takie, które trzeba leczyć. Twierdzi, że mimo mojej małej dawki jest to polekowe.
Postępowanie aktualne mamy takie, że ja biorę 10 mg na noc. Pozniwj wstaje, mleko odciągam i wylewam, a podaje mm.

Niestety nie jest to rozwiązanie na długo bo na takiej małej dawce moje wyniki się pogarszają, aktualnie tsh 0,001. Czuję się coraz gorzej i nie wiem jak długo pociągnę. Muszę dorobić jeszcze traby i po ich wyniku podjąć decyzję co dalej. Endo mówili, że jak wynik będzie powyżej 5 to mam odstawić ją całkiem od piersi i zacząć się leczyć dużymi dawkami. Jeśli traby nie będą bardzo wysokie to ile dam radę mam spróbować być na dawce 10 mg.

Także zobaczymy. Troszkę się uspokoiłam bo bałam się, że takie przekroczenie u dziecka jest już niebezpieczne. Jednak doktor mówiła, że wierzy, że to samo się cofnie. Usg wyszło ok. Tarczyca u małej jest dobrych rozmiarów i nie ma stanu zapalnego.

Dziewczyny załączam zrzutkę koleżanki. Jest za nią tak długa i ciężka droga, że nie można przejść obojętnie.
Niektórzy od razu zaczynają od zrzutki, a ona tak długo dawała radę sama, a i tak nie prosi o wiele. Każdy grosz się liczy.
Pomóżcie, proszę 😘
https://zrzutka.pl/v9cc6c

3 sierpnia, 10:45

Byłam z maleńką u fizjoterapeuty. Ogólnie jest jakieś napięcie itd ale bez jakiejś tragedii. Dostałyśmy parę ćwiczeń i się bawimy na przewijaku.
Młoda w końcu zasnęła. Dwie noce spala do 4 i myślałam, że już tak będzie ale dała mi tylko złudna nadzieję. Wciąż wstaje na cycka o 23, 1, 4, 6 i już zazwyczaj szaleje. Czasem szaleje już od 4 więc chodzę wciąż jak zombie.

Dziś dostałam telefon z OA. Wciąż nie zrezygnowaliśmy z pomysłu adopcji. Teraz byłoby idealnie mieć dwójkę dzieciaków rodzina w komplecie. Serce aż mi zabiło szybciej gdy zadzwonili, że zapraszają na kurs... Już widziałam nasza 4 w wyobraźni... A tu co? Dupa! Dupa! Wielka dupa! Z kursu zrezygnowałam.
Bo wiecie jak to wygląda? Kurs byłby teraz przez 3,5 miesiąca we wtorki od 8 do 13.
No pięknie... Ja jestem na macierzyńskim to jeszcze bym ogarnęła opiekę dla małej ale co z mężem? Nie dostanie wolnego w każdy wtorek przez tyle czasu tym bardziej, że ma pracę na 3 zmiany. Ja mogłabym być zawsze ale niestety musi być oboje rodziców i można mieć tylko jedną nieobecność. Jak 1,5 roku temu składaliśmy papiery w OA to mówiliśmy o kursie w soboty,tym bardziej, że jesteśmy z innego miasta, do ośrodka mamy 80 km. Ponoć w tym roku już się taki weekendowy kurs nie odbędzie, a czy wogole w przyszłym będzie to też wielka niewiadoma. No i po ptakach. Można tylko raz odmówić kursu. Jak zadzwonią kolejny raz i odmówimy to trafimy do archiwum.
Chyba z tej adopcji nic nie będzie. No ale jak? Jak mają to robić pracujący ludzie? No wydaje mi się to organizacyjnie nie do ogarnięcia.
Rok temu mąż rozmawiał z kierownikiem, że będziemy chcieli robić kurs i że będzie potrzebował wolne ale kierownik od razu mowil, że to nie przejdzie. Musieliby go na 4 miechy przenieść tylko na 1 zmianę i dawać dzień wolny. Nie przejdzie. Jeszcze gdybyśmy wiedzieli to by się urlop uchowało a tak to nawet już chyba tyle dni by nie nazbierał.
Tyle czasu przez covid ośrodek był w uspieniu, a teraz i tak dupa z kursu. Jestem zła.
A byłabym jeszcze bardziej gdyby Izy nie było. Teraz chyba muszę się pogodzić, że z tej adopcji pewnie nic nie będzie. Ale jak mieliśmy to ogarnąć gdybyśmy oboje pracowali? Pokażcie mi pracodawcę który da tyle wolnego bo ja takiego nie znam.

13 sierpnia, 17:02

Zrobiłam ponownie tarczycę. Biorę leki już jakiś czas to myślałam, że choć troszkę się poprawi.
Tsh nieoznaczalne, a ft3 i ft4 poszło jeszcze bardziej w górę. Ft3 norma do 4,3 a mój wynik 20. Ft4 norma do 1,48 a u mnie 5.
Traby za to nie takie tragiczne bo 4,3 (norma do 1,2). Mialam wcześniej prawie 20.

No nic... Łatwo nie będzie 😟

Kurwa... Jeszcze za parę dni wyniki Izy. Jak u niej też dupa to kończę karmienie piersią. Jak u niej będzie ok to spróbuję jeszcze wytrzymać.
Jutro młoda kończy 4 miechy. Nawet nie wiem kiedy to zleciało. Jestem i tak z siebie dumna, że karmiłam tyle miesięcy. Brawo ja! Nie ma załamywania się!
Jak się uda to pociągnę jeszcze miesiąc.
Trochę dla wygody bo we wrześniu mamy urlop i nie wyobrażam sobie tej każdy z butelkami. Cycek jednak jest wygodny bo mleko zawsze dostępne w sekundę, w odpowiedniej temperaturze i smaku.
Zobaczymy. Nie nastawiam się na nic.

Ciągle myślę o tej adopcji... Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Chcę mieć jeszcze jedno dziecko. Tylko jak?

27 sierpnia, 15:05

Rundka po lekarzach trwa u nas dalej... Jednak wszystko wychodzi dobrze. Wyniki Izy tarczycy dalej za wysokie ale tah troszkę się obniżyło więc idzie to w dobrym kierunku, a nie złym.
Wciąż karmie... Ale już ostatnie tygodnie, obiecywałam już sobie to tyle razy, że tym razem muszę skończyć to cyckowanie. Po urlopie muszę zacząć ją odstawiać i uspokoić produkcję, zacząć brać leki i pomyśleć też o sobie. Ja to jednak żyła jestem... Jak patrzę, że to mleko na 3 dni mi wystarczy a kosztuje 60 zł to aż mi wąż w kieszeni syczy 🤣🤣 cycy były darmowe! Chyba szybko u nas wjedzie marchewka hehe.
Muszę zacząć ogarniać coś w kwestii rozszerzania diety bo jestem zielona.
Ciężko mi będzie teraz zrezygnować z tego kp... Niby takie nic a jednak ta bliskość... Ciumka tego cyca, ślepia się wpatrują z taką ufnościa, rączki mnie głaskają, paluszki smyrkają... Coś cudownego. Gorzej jak usteczka jedzą jednego cycyszka, a paluszki szczypią drugiego 🤣🤣

Zostajemy pod opieką fizjo, endo i neurologa.
Iza dostała odmowę przyznania grupy niepełnosprawności. Napisali w uzasadnieniu, że dziecko wymaga leczenia ale nie wyczerpuje znamion niepełnosprawności. No trudno. Myślałam, że z papierkiem chociaż jakieś wizyty zaliczymy na NFZ ale nie w tym kraju. Płacz i płać, pomocy zero.

Izunia jest już spokojniejsza, wiadomo trafiają się gorsze dni ale 2h hiaterie zamieniły się w 20 minutowe. Najgorzej jak nie śpi, a niestety to dziecko potrafi spać w nocy max 6h z przerwami, a w dzień zrobić 2 drzemki po 15 minut. Wtedy jest armagedon.
Dziś będzie lepszy dzień. W końcu o 14 udało mi się ją uśpić i śpi już 40 minut więc całkiem spoko drzemeczka. W tle lecą stare hity... Robotę na sen robi Audrey i moon River ❤️

Przepraszam, że nie mam czasu odpisać na wszytkie komentarze, po prostu jestem nieogarnięta totalnie 🤦‍♀️ ale co do adopcji poprosiliśmy o zapisanie nas na kurs weekendowy jednak Pani powiedziała, że może go nie być nawet w przyszłym roku, poczekamy. Ale jeśli dalej to nie wypali to rezygnujemy. Trochę mam żal, że system jest taki, że serio nie ma nawet jak podejść do takiego kursu, a idealnie byłoby mieć taką cudowna rodzinkę 2+2. Ktoś by nas pokochał, a my jego! No cudo!
Ktoś mnie pokochał, świat nagle zawirował, bo ktoś mnie pokochał na dobre i na złe... na na na...
Myślę, że jak mi zdrowie pozwoli i spokojnie odłożymy pieniążki to spróbuję jeszcze jednego invitro. Mąż mówi, że jestem walnięta, że po tym wszytkim wogole o tym myślę, ale cóż... jestem walnięta! Uparta jak osioł i zdeterminowana jak wygłodniały tygrys! Patrzę na ten mój cud i pragnę żeby nie była sama na tym świecie. Czy się uda kiedyś? Chyba powątpiewam ale chciałabym jeszcze zawalczyć.

Wiadomość wyedytowana przez autora 27 sierpnia, 15:09

22 września, 10:15

Iza jest cudowna. Nie mogę się napatrzeć jak pięknie się rozwija. Najpierw były zmartwienia, że będzie wolniejsza ale teraz już boję się, że idzie jej za szybko.

Ostatnio uczę ja chodzić spać wczensiej bo sen nocny 6h z 5 pobudkami mnie wukonczal, teraz śpimy już 8h ale minimum 4 pobudki na jedzenie są wciąż także mnej więcej co 2h.
Dakej karmie piersią... Miałam zrobić ciach i basta ale wcale mi to nie wychodzi. Nawet nie schodzę z liczby. JU jadła co 2h a teraz w ciągu dnia co 1,5.
Ale ostatnio miała kilka dni osrego rzygania i to nie taki mleczny pawik tylko rzyg śmierdzący na całą chatę jak po imprezie zakrapianej wódą. Super było spać w takim obrzyganym łóżku... Ale jakie to spanie... Po takim pawiu to 5h na rękach z płaczem co 20 minut i godzinnej histerii. 3 noce praktycznie nie spałam ale dziś było w końcu lepiej. Widzę światełko w tunelu.
Ach... Izunia jest trudna... Wymagająca... Bardzo potrzebuje bliskości. No ale nie jest źle. Zaczyna rano koncert po takiej nieprzespanej nocy, a mnie łeb pęka, oczy jak cegły ciężkie nie chcą się otworzyć... Ten moment jest najgorszy... Ale ona zaczyna jęczeć coraz głośniej, już wiem, że 2 sekundy i będzie płacz. Zrywam się i patrzę na nią... A ona wtedy serwuje mi uśmiech od ucha do ucha. Wykrzywiam gębę z szerokim uśmiechem i mówię: hej hej księżniczki, jak się spało? A tu ręce i nogi szaleją, dostaje kopa w twarz. Buzia jej się śmieje tak, że serce się raduje... Wtedy wiem, że nie zamieniłabym tego na noc innego. Każda nieprzespana noc jest warta tej pobudki i tych uśmiechów.
Jest cudownie,l ❤️ macierzyństwo jest trudne ale wyjątkowe...

Choć docenia się też ten czas bez dziecka. Wtedy wydawało mi się, że moje życie jest puste, niepełne. Było inne ale napewno nie mniej wartościowe. Tylko spojrzenie było złe jak się za czymś goni.
Nie to żebym żałowała czy coś ale po prostu więc, że moja depresja i spojrzenie na życie bez sensu było błędne, sama się zatrzasnęłam w takim nieszczęściu.
Spotykam dużo dużo kobiet w parku, dziewczyn z dzieciakami w wieku przedszkolnym, które otwarcie mówią, że to nie dla nich, że się nie nadaja... Coś pewnie w tym jest. Jeśli nastawiały się na rodzicielstwo z instagrama to jednak zderzenie z rzeczywistością jest druzgocące. Sama miałam wyidealizowane spojrzenie na coś czego tak zawzięcie pragnęłam ale jednak w tym całym chaosie wciąż widzę, że jest idealnie. Jednak rozumiem, że inne kobiety nie muszą na to patrzeć w ten sposób.

29 września, 09:32

Bach! Kolejny rok w metryce! Ale cóż to? Nie mam życzenia 🙈 przecież to jedno powtarzane od lat przy każdej możliwej okazji, znienawidzone gdy ktoś je głośno wypowiadał lecz po cichu składane przed losem i Bogiem... Ono już jest! Mam moje największe marzenie obok.
Kurwa! Błagam! Niech nic się nie spierdoli to będzie idealnie! Takie to moje życzenie na dziś 🎂

2 października, 13:57

U Izy pogorszenie wyników tarczycy. Dalej ma niedoczynność. Było lepiej ale brałam 10 mg thyrozolu, weszłam na 20 mg i jest gorzej.

O nie ma zmiłuj. Kończyny karmienie piersią. Teraz tylko muszę to mądrze zrobić żeby nie porobiły mi się zastoje i stany zapalne. Ciężko będzie wyciszyć tak rozhulaną produkcję. Daje sobie kilka dni picia szkawii, ściągania do uczucia ulgi i wychladzania piersi. Jak to nie pomoże to idę do gienka po bromergon.

Mała dziś nie dała się odłożyć nawet na 10 minut. Spala tylko raz 15 minut więc cały dzień ja noszę. Na szczęście daje się też trochę nosić w chuscie więc idzie cokolwiek ogarnąć i plecy wtedy ciut mniej bolą... Ale i tak bolą 😭
Moja biedna Izunia... Może zaraz zaśnie bo powoli oczy się ciężkie robia 😴😴 oby... Bo jak się wyśpi to zawsze inne dziecko, a dziś mamy gości.

14 października, 11:48

Próba zatrzymania laktacji na tym etapie to jakaś totalna masakra. Cycki wciąż myślą, że dostaną nagrodę przodownika pracy za wyrabianie normy ponad stan. 2 tygodnie picia szałwii, chłodzenia cyckow i ograniczania karmień to był koszmar. Młoda darła ryja cała dobę. Chyba jej nie pasowało, że raz cycek raz butelka. Jadła głównie w nocy ale nie spala i nosiłam je całymi dniami. Na domiar złego pożyczyłam moja chustę więc kręgosłup dostał w kość podwójnie, a stary oczywiście maraton nocek 🤦‍♀️
W końcu zgłosiłam się do lekarza, dostałam bromergon na 2 tygodnie. O cholera co to jest za szajs?! Pierwszej nocy po wzięciu 1/2 tabletki łeb mi pękał 5 godzin, kolejnej nocy było lepiej, taki mega kac więc pokusiłam się i rano wzięłam znowu 1/2 tabletki (docelowo po 2 dziennie), a tu taka bomba, że na przemian myślałam, że zasnę albo się porzygam aż w końcu wisiałam nad kiblem i miałam rzyganie roku.
3 ginekologów nie chciało mi przepisać dostineksu. Proponowali parloder co jest takim samym gownem jak bromek albo uwaga, wiązanie piersi bandażem elastycznym... Litości.
Dziś idę po dosinex do apteki bo mam zamówiony. To tylko 2 dni brania leku, a nie jak w przypadku bromergonu 2 tygodnie.

W sobotę odpalam wino. Niech te męki zostaną wynagrodzone.

P. S. Iza kończy dziś pół roku 🎂. Właśnie śpi mi na rękach, nie daje się odłożyć, a ja zaraz się zesikam. Jestem tu gdzie powinnam być 💜
‹‹ 7 8 9 10 11
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego