Pamiętniki Nie sądziłam, że mnie to spotka... 3 lata walki o 1 dziecko z Gravesem Basedowem i słabym nasieniem
Dodaj do ulubionych
‹‹ 2 3 4 5 6

26 czerwca, 13:00

Nasze pozostałe maleństwa niestety nie nadawały się do mrożenia :-( z całej procedury wyhodowałam tylko jeden zarodek, który zabrałam ze sobą. Nadzieja w nim. Myślałam, że wynik z jakim skończę i tak bedsie lepszy. Nie wiem co się podziało i dlaczego tak :-(

1 lipca, 12:22

Nie było mnie w pracy 3 tygodnie. Wracam, a od progu moja kierownik pyta: I co jest Pani w tej ciąży?
Mówię: nie i mam zdezo.
A ta wyjeżdża z gadka o wyluzowaniu i opowiada o znajomej co jak się zdecydowała na adopcje to dwójkę dzieci urodziła. Końcówkę jej wywodu słyszało dodatkowe 10 osób, które stały na korytarzu.
Zajebiscie! Moja rodzina nie wie ale w pracy zdążyły mnie obgadać baby z całego zakładu pracy. Tam gdzie pracują same kobiety to tylko zło. Jedna wielka wylęgarnia żmij. Poryczalam się.

Doszedł od rana ból brzucha i pleców jak na @ No i lekkie plamienie... :-(

2 lipca, 12:01

Beta 7 dpt 2.
To chyba pozostałość po ovitrelle... nie bez powodu mówią, że ten zastrzyk się utrzymuje nawet 14 dni. A ja głupia za wcześnie zrobiłam tą betę. Teraz jestem rozbita na kawałki. Z jednej strony wiem, że nic z tego, a z drugiej nadzieja się tli i serce tak bardzo pragnie żeby zdarzył się cud.
Plamienia są dalej i to coraz czerwieńsze :-(

Edit! Moz mąż nie wiem jak sprawdzał ten wynik bety bo tam było 4 a nie dwa!

Także wynik w 7dpt: beta hcg 4

9 dpt testy sikanie o czułości 10 białe jak śnieg :-(

Wiadomość wyedytowana przez autora 3 lipca, 07:14

4 lipca, 18:09

Już jest tak późno i dalej nic... tych wyników chyba dzisiaj nie będzie :-/ może dlatego, że zrobiłam proga? Krew oddałam o 7.30! Wyniki powinny być już dawno!
Ja nie wiem skąd się mnie przyczepił ten pech... ale ktoś kiedy mówił, że invitro uczy cierpliwości. Mnie nauczyło obgryzania paznokci i zajadania stresu słodyczami :-/ No i dostałam przykurczu kciuka od ciągłego odświeżania strony z wynikami :-)

Plamienia są coraz większe. Takie jak na końcówkę okresu... ale oczywiście staram się myśleć pozytywnie i powtarzam sobie, że plamienie w okolicy @ to normalna rzecz. Planowo okres ma przyjść jutro. Wczoraj plamien Orawie nie było, a dziś są największe jak do tej pory.

No i siła sugestii... jak sobie pomyśle, że jakimś cudem jestem w ciąży to nawet czuje mdłości ze stresu. Szczerze to chyba popłacze się ze szczęścia przy pierwszym ciążowym pawiu.

Wieczorny Edit: Obdzwoniłam pół miasta. Znalazłam laboratorium do którego wysyłają wyniki. Progesteron pojechał do innego miasta i bedzie jutro. Betę mam... wynik 10 :-( :-( ciąża biochemiczna... :-( 😢

Wiadomość wyedytowana przez autora 4 lipca, 21:17

5 lipca, 18:14

Wciąż nie ma wyniku progesteronu, mam wrażenie, że cały świat jest przeciwko mnie i mojej ciąży :( obdzwoniłam laboratorium i wynik może będzie dopiero w poniedziałek. Póki co nie jest zrealizowany, a nie jest to też badania zagrażające życiu... tłumaczenie, że tu możliwe, że właśnie o ŻYCIE chodzi nic nie pomogło.
Chciałam napisać do lekarki ale bez wyniku progesteronu to wciąż niepełne informacje...
okres się rozkręcił. Jeszcze może nie na maksa ale to pewnie wciąż wpływ końskiej dawki progesteronu. Odstawiam leki i niech się dzieje wola nieba...

Poranny sobotni Edit:
Progesteron z 10 dpt wynosił 19,5
Mail do lekarki napisałam wczoraj wieczorem bez tego proga. Jest weekend to pewnie nie dostanę wiadomości ale może do poniedziałku da znać żebym wiedziała czy iść znowu na ta betę czy już nie ma sensu.

Wiadomość wyedytowana przez autora 6 lipca, 12:19

8 lipca, 16:01

Beta 1

11 lipca, 13:10

Sorry boys - absolutnie, absolutnie

Słucham... nie wiem czemu ale trafiam na piosenki tej kobiety zawsze gdy tego potrzebuje. Wyrażają moje emocje, o których nie umiem mówić.

Dalej krwawię. Już niedużo ale to mój najdłuższy okres. Ciagle zastanawiam się czy coś mogłam zrobić, coś zmienić, jakoś pomoc mojemu maleństwu...
No i ciagle zastanawiam się co mam robić dalej. Po głowie krążą mi opcje:
1. Wizyta. Laparo/histero. Pauza. Kolejne ivf
2. Wizyta. Większa diagnostyka, badania, immunologia, genetyka
3. Wizyta. Kolejne ivf

No i dopóki nie omówię planu działania z lekarzem to i tak nic nie zrobię. Po 3 tygodniach nieobecności nie mogę sobie pozwolić na jakieś wolne (a bez niego niestety nie dojadę 5h do kliniki) także i tak pozdostaje mi czekanie na... cokolwiek...

Poza tym psychicznie leżę na dnie. Nie sadzilam, że tak przeżyje ciaze biochemiczna ale nadzieja jaką rozbudziła w moim sercu rosła i rosła nie zważając na rzeczywistość. W końcu poczułam w sobie życie po czym je straciłam.
Dobija mnie tez fakt, że jestem już na końcu drogi i zostałam z niczym. Nie mamy żadnych zamrożonych zarodków. Nie wiem czy kolejna stymulacja nie skończy się gorzej niż ta pierwsza. Z roku na rok jestem ckraz starsza i mam wrażenie, że coraz bardziej się sypie.
No i to, że do tej pory miałam jakaś opcje. Zawsze zostawało to invitro jako ostatnia deska ratunku... a teraz już nie mam nic... przecież to już dawno miało się skończyć...

Wiadomość wyedytowana przez autora 11 lipca, 13:45

1 sierpnia, 09:52

Jestem po wizycie w klinice. Wróciłam do Angeliusa. Czułam się tam dobrze dlatego będę jeździć tak daleko bo dla komfortu psychicznego warto :) No i nie zawiodłam się. Miałam dużo pytań, Pani doktor na wszystkie cierpliwie odpowiadała, wizyta trwała 40 min, także przepraszam pacjentki, które przeze mnie miały opóźnienie w poniedziałek 29.07. popołudniu.

Ogólnie założenia są takie, że idę w kierunku laparo i histero. Nie mam jeszcze terminu bo Panie będą do mnie dzwoniły ale Pani doktor mówiła coś o listopadzie. Będę miała komplet laparo+histero+hsg ale to ostatnie jeszcze muszę omówić z endokrynologiem bo po poprzednim hsg uruchomiłam Gravesa. Pani doktor też ma się dowiedzieć czy kontrast jest jodowany. Samą operację będzie wykonywała moja Pani doktor. Super! To się nazywa kompleksowa opieka :)
Poprzednio miałam krótki protokół wiec teraz możemy iść długim ale decyzje co do kolejnych procedur będziemy podejmowały po wyniku laparoskopii i zobaczeniu co tam u mnie siedzi. Bo jak jest endometrioza to lepiej się sprawdza długi ale jak jej nie ma to teoretycznie krótki bo jest mniej obciążający dla organizmu.

Pytałam też o nieudaną procedurę. Dlaczego z 5 zarodków aż 4 padły po 5 dobie? Niestety pierwsze co się nasuwa to słabe nasienie, ale był też problem z zagnieżdżeniem dlatego tak ważna jest diagnostyka po mojej stronie. Nasze pozostałe zarodki w 5 dobie wciąż były blastomerami, a nie blastocystami co oznacza, że i tak nic by z nich nie było.
Dużo pytałam też czy powinnam ruszyć w kierunku immunologii/genetyki (w końcu mam Gravesa i łuszczycę). No i co mi się podobało to to, że Pani dr od razu powiedziała, że sama tego ciągnąć nie chce bo się na tym nie zna. Jest to nowa dziedzina, ona w tym nie siedzi i jedyną osobą mającą jakiekolwiek pojęcie jest docent Paśnik z Łodzi. No i to rozumiem, a nie robienie z siebie alfy i omegi i wyroczni. Ja na immunologię nie jestem zdecydowana. W sumie to pytałam chyba tylko po to żeby mi ktoś to wyperswadował z główki. Tak więc co z badań wartych uwagi? Warto zrobić kariotypy. Tak, to podstawa ale na to leczenia nie ma więc też nie są konieczne. Ale to bym chciała zrobić. No i trombofilia! To jedyne badania, które w jakiś sposób są w stanie pomóc mi i Pani dr przy kolejnej procedurze. Profil immuno, komórki nk, kiry itd byłyby potrzebne przed wizytą u Paśnika, a skoro się nie wybieram to nie ma sensu.

Co jeszcze? Atmosfera na wizycie super. Jeśli miałam jakieś wątpliwości co do wybranego lekarza to już ich nie mam. Mąż jest oczarowany ale co się dziwić jak to super laska :) no i konkretna, rzeczowa, ludzka. Kawa na ławę, jak jest do dupy to ja wolę wiedzieć, że tak jest, a nie żeby mnie ktoś głaskał po główce i mówił, że w dupie też może być fajnie... o nie!

Także teraz czekam. Najpierw na telefon kiedy operacja, później na operację i na możliwość rozpoczęcia kolejnej procedury.
Podniosłam się! Dziś moja miesiąc od mojej pozytywnej nieszczęsnej bety. Po dwóch tygodniach rozchwiania emocjonalnego, płakania w każdym kącie i z byle powodu, dziś wróciłam już do normalności. Jest dobrze. I będzie dobrze :) Dziękuję wszystkim za wparcie i za to, że przeszłyście ze mną ten trudny okres. Mam nadzieję, że wspólnie doczekamy się naszych maleństw :)

Wiadomość wyedytowana przez autora 1 sierpnia, 09:53

13 sierpnia, 14:18

Mam jakiegoś mentalnego doła... wczoraj poryczałam się tuż przed snem. Mąż nie wiedział o co mi chodzi, a ja nie chciałam żeby mnie chociażby dotykał. Chciałam być sama. Tylko ja, mój ból i żal do całego świata. Patrzę na niego i widzę w nim nieszczęście które nas spotkało, patrzę w lustro i w sobie widzę to samo. Czuję się pusta w środku, czuję, że umieram. Taka nie-kobieta, niewartościowa, zła, ukarana za coś czego nie rozumiem.
Wciąż myślę o wszystkich badaniach, które powinnam zrobić, o lekach które powinnam brać... ostatnio mąż zapytał mnie: "Ile jeszcze mam tego żreć? Chcesz żeby mi wątroba wysiadła?" A ja wpadła w szał i krzyczałam: Tyle ile ku*wa będzie trzeba! Szok. Nie sądziłam, że jest między nami taka atmosfera. Jest coraz gorzej. Ze mną. Z nim. Z naszym małżeństwem. A może wychodzi, że jesteśmy za słabi i nie poradzimy sobie z tym problemem... że nie stać nas mentalnie na dalszą walkę... nie wiem Już nic nie wiem.

Przeszłam rozmowę z rodzicami, a później nawet z teściami. Poinformowaliśmy, że chcemy zrobić invitro (teściowie nie wiedzą nic o pierwszym). Rozmawialiśmy o ich możliwościach dofinansowania nas w tej kwestii. Żadne kwoty nie padły ale obie strony zadeklarowały się, że w miarę możliwości pomogą. Jejku jakie to było upodlające... wolałabym tego uniknąć ale nie wiem czy dostaniemy kredyt. Rozmawiałam z doradcą, który nam ogarniał kredyt hipoteczny i szanse mamy marne. W grę wchodzą jeszcze raty w klinice 15 tysięcy moglibyśmy rozłożyć na 3 lata i rata wynosiłaby około 600 zł.

Badania, badania... wiem, że podpowiadacie żeby je zrobić ale boję się! Kurde boję się jak nie wiem co... a czego? Że wtedy już całkiem stracę nadzieję na cokolwiek. Wciąż podziwiam osoby, którym udaje się po 1 transferze. Jak one to robią? Jak im się udaje mieć 4 mrozaki? Kosmos... a jeszcze dwa miesiące temu też myślałam ,że będę miała czworo maluchów i zapomnę co to starania. Transfer=ciąża=poród. Tak miało być. Tylko x 4. I rodzina w pełni... jaka rodzina? Ale do rzeczy... chodzi o to, że większość ludzi tych badań nie robi. Immunologia jest tak obszernym tematem, dla mnie zbyt niezrozumiałym, zbyt niepewnym, zbyt naciąganym i zbyt obarczonym ryzykiem abym w to poszła. Nawet na badania musiałabym jechać 100 km bo nigdzie w okolicy się tego nie robi. Nie mam już nawet wolnego dnia żeby jechać na te badania. Kurde to nie takie proste. W tym momencie wydaje mi się niemożliwe. Albo trzymam ostatni dzień urlopu na wizytę u anestezjologa albo jadę na badania z krwi, a później i tak nie będę miała wolnego, żeby jechać na wizytę do lekarza żeby je omówić.
Jest jeszcze jeden temat który mi krąży po główce... mieliśmy już zapłodnienie IMSI czyli przy słabym nasieniu najlepsza opcja. Musze jeszcze ogarnąć czym różni się IMSI, od PICSI i innych metod. Może zmiana w tej kwestii by się u nas sprawdziła.

22 sierpnia, 12:39

Dziś ostatni dzień w pracy i jutro rano wyjeżdżam na weekend w góry, Szklarska Porębo, nadchodzę! Będziemy świętować 3 rocznicę ślubu, oj kiedy o zleciało?? A starania zaczęliśmy przed ślubem :) w końcu coś miłego w tym szarym, smutnym życiu... oby więcej takich chwil :)

28 sierpnia, 21:03

Wróciłam do smutnej rzeczywistości. W pracy koszmar. Najchętniej już bym szukała czegoś nowego ale skoro planuje laparoskopię to lepiej żeby był ktoś kto mi zapłaci za 2 tygodnie zwolnienia. Także zaciskam zęby i tyram.

Góry były cudne! Pogoda dopisała, można było cały dzień śmigać w krótkich spodenkach. Bosko... fajny pensjonat z widokiem na szczyty, śniadania i kawka podczas zamglonych poranków. Zwiedzanie, spacerowanie, długie rozmowy. A wieczory? Co tu dużo mówić... ognisko, kiełbaski, pieczone ziemniaki i winko :-) nie mogło być lepiej :-)

9 września, 20:02

Urlop! Znikam! Lecę! Odpoczywam! Zaciążam?!?! Hmmm z pewnością będę próbować :-) i to nie raz, nie dwa!
‹‹ 2 3 4 5 6
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)