Pamiętniki Nie sądziłam, że mnie to spotka... 3 lata walki o 1 dziecko z Gravesem Basedowem i słabym nasieniem
Dodaj do ulubionych
1 2 3 4 5 ››
WSTĘP
Nie sądziłam, że mnie to spotka... 3 lata walki o 1 dziecko z Gravesem Basedowem i słabym nasieniem
O mnie: Mam na imię Ewa, mam 30 lat, zero ciąż na koncie. Od trzech lat szczęśliwa mężatka. Przed ślubem zaczęłam myśleć o powiększeniu rodziny, no nie moja wina, że na miłość życia trzeba mi było trochę poczekać i teraz mam już swoje lata kiedy staram się o pierwsze dziecko. Co jeszcze o mnie? Jestem trochę szalona i zarażam dobrym humorem :). Cenię sobie naturalność i zdroworozsądkowe podejście do życia :) *TSH styczeń 2,9, luty 1,7, marzec 2,3; lipiec mniej niż 0,05 (duża nadczynność, w trakcie diagnozy) *sierpien tsh 0,009, inne badania ponad normę= choroba Gravesa Basedowa, *wrzesień tsh 0,02, brak poprawy, zero pomocy. Marzec 19 tarczyca w miarę ogarnięta. Leczenie w klinice niepłodności Invicta Wrocław od listopad 2018. Kwiecień 2019 - nieudana inseminacja, podana mała ilości nasienia Czerwiec 2019 - badania kliniczne Angelius Provita Katowice, odrzucenie z badań ze względu na GB. Super postawa kliniki. Procedura: stymulacja menopur 150 + antagonista Cetrotide. Pobrano 12 komórek/ 7 wartościowych/ 5 prawidłowych zapłodnień/ 1 świeży transfer zarodka 2BB
Czas starania się o dziecko: 40 cykli rozrywających serce
Moja historia: Nigdy nie miałam ciśnienia na dziecko, nawet nie bardzo przepadam za dziećmi, nie czułam instynktu macierzyńskiego. W młodym wieku dobrze odrobiłam lekcje zabezpieczania przed ciążą bo niechciane dziecko było dla mnie jak wyrok dożywocia. Wiem to źle brzmi ale nie będę zakłamywać prawdy. Wiele lat brałam tabletki antykoncepcyjne, właściwie to od początku, od kiedy zaczęłam współżycie, jakby policzyć to z 12 lat bez żadnej przerwy. Kiedy odstawiłam tabletki, okres wrócił w normalnym terminie, ależ byłam szczęśliwa że wszystko jest ok a przecież mogłam wcale nie dostać miesiączki.. Czekałam jeszcze parę miesięcy aby organizm oczyścił się z tabletek zanim zaczęłam starania na dobre. Oczywiście myślałam, że zajdę od razu w 1 cyklu. Marzenia ulatywały z każdym cyklem aż w końcu pogodziłam się z tym, że to będzie trwało. Mimo początkowego braku parcia na ciążę na tą chwilę brak potomka doskwiera mi coraz bardziej. Czuje się gorsza i wykluczona, wszyscy dookoła już mają dzieci. Cykle w ostatnim roku od 26-30 dni. Nigdy nie sądziłam, że będę musiała stoczyć taką walkę o bycie mamą. Mam okropnego pecha do lekarzy, nie mogę znaleźć nikogo kto chciałby mi pomóc. Ja: Torbiel na lewym jajniku, komplikacje po HSG, brak owulacji??.. Nadczynność tarczycy. Choroba Gravesa Basedowa. W sumie to z miesiąca na miesiąc coraz lepsze rewelacje i nowe choroby, zbieram ja jak najklejki z biedry. W sierpniu 2018 tsh 0,009, wrzesień TSH TRAB 17. Na tą chwilę bujam się od lekarza do lekarza i szukam kogoś kto zechce mi pomóc. Dostałam na nadczynność lek thyrozl, dostałam pokrzywki, teraz jestem na metizol. Leczenie przeszło w zaawansowany etap pod opieką klinik niepłodności. Najpierw było IUI, później IMSI. Mąż: morfologia 5%, słaba ruchliwość i żywotność, brak upłynnienia. Po 6h żywe plemniki tylko 2%. Wszystkie parametry poniżej normy. Z każdym dniem dziecka pragnę coraz mocniej, a marzenie oddała się coraz bardziej...
Moje emocje: Rozgoryczenie, ból, strach, bezsilność, samotność, smutek, zwątpienie.

12 lipca 2018, 09:57

Staramy się o dziecko od dłuższego czasu ale jak to bywa na początku z myślą "co będzie to będzie". Życie płynie, jest wiele rzeczy do zrobienia po drodze: załatwianie kredytu, wieczny remont, planowanie wakacji i tak mija czas, który uciekł przez palce. Nawet nie wiem kiedy zleciały te miesiące starań, zaczynam pisać mój pamiętnik od badania drożności jajowodów, gdyż to był mój pierwszy poważny krok w kierunki diagnostyki dlaczego wciąż się nie udaje. Wcześniej nie wykonywałam większej ilości badań, chodziłam na wizyty do ginekologa, pęcherzyki były i rosły. Pełnego monitoringu nie miałam.
Lekarz powtarzał, że jestem płodna, a wina musi leżeć po stronie męża. Jakoś we wrześniu 2017 roku zrobiliśmy badanie nasienia, nie było dobre ale jakieś tragiczne też nie. Badanie powtarzaliśmy kilkukrotnie, mąż brał fertilman przez 3 miesiące, a wyniki się nie poprawiły. Samo badanie nasienia wskazuje problem z ilością (ale nie zawsze), z upłynnieniem, z lepkością, czasami wychodziły leukocyty. Mamy badań nasienia męża jakieś 6 szt. Morfologia 4-5% (czyli nie jest źle), główny problem: uszkodzenie główki plemnika w 95%.
Dwa cykle bratałam clostibegyt na stymulację owulacji ale lekarz nie zalecił wizyt tylko działanie w sypialni więc nie wiem jak zareagowałam na ten lek. Czułam senność i ogromny ból podbrzusza w okolicach dni płodnych (taki, że seks stawał się bardzo bolesny). Pierwszy cykl z clo trwał 26 dni, drugi 31 dni. Uparcie sikałam na testy ale pokazały biel i w końcu przyszła @. Nie udało się.

18.05.18 - HSG w 8 dc, potworność, szpital publiczny. Przyjęcie o 7 rano, ktoś musiał ze mną być bo zabronili prowadzić samochód po badaniu. Dostałam łózko na oddziale i cierpliwie czekałam, na czczo, nawet wody zabronili :/ Około 11 zamontowali wenflon. Dopiero o 14 wzięto mnie na badanie. Pokój rtg, dwóch lekarzy, kładę i rozkładam nogi 10 cm od twarzy jednego z nich. Dostaję zastrzyk z lekiem tzw "głupi jaś", miało mnie zamroczyć, nie działa, nic a nic. Wenflon źle założony, poszło poza żyłę. Szukanie nowego wenflonu, nowej strzykawki... 30 min leżę z rozłożonymi nogami, strach i przerażenie, oddycham głęboko, uspokajam się ale nogi dalej drżą jak galareta, nie mogę tego opanować. Dostaję pół dawki leki, znowu nie działa. Badanie będzie robione na żywca.
Lekarz montuje cewnik, 2 ukłucia do zniesienia. Podanie kontrastu... ból rozrywania od środka, bardzo boli, mocno... zaciskam ręce na stole... Już mam się odezwać, że bardzo boli ale nie mogę słowa wydusić... Lekarz mówi, że są drożne... ufff co za ulga, po paru sekundach ból zdaje się też odpuszczać. Lekarz mówi, że poda kontrast jeszcze raz żeby jajowody były drożniejsze. Drugi raz już boli mniej.
Wracam na łóżko szpitalne, mam spać 2 godziny po lekach, oczywiście nie śpię,bo leki nie działały. Czekam. Krwawię dość mocno, dobrze, że mam podpaskę ze sobą. Podbrzusze trochę boli ale to raczej uczucie, że tam grzebali więc musi boleć. Lekarz przychodzi do pokoju po inną pacjentkę, pytam o L4 za dzisiaj, mówi, że my jeszcze dzisiaj pogadamy, powie mi co i jak i wtedy załatwimy L4. Mijają 2 godziny a ja czekam, w końcu zaczynam krążyć po korytarzach, jak na złość nie ma nawet pielęgniarek. Godzina 18 w końcu trafiam na jedną z nich i pytam czy mi wyciągną te wenflony i kiedy lekarz ze mną porozmawia. Lekarza już nie ma, poszedł do domu. Jest inny na drugiej zmianie ale jest teraz poród, poza tym nic mi nie powie bo nic nie wie o mnie. Pielęgniarki każą iść do domu. Tyle. Zostawili mnie samą sobie. Jest piątek wieczór... w końcu coś jem :) Sobotę i niedziele spędzam w domu nie forsując się. Przestaję krwawić, także już w poniedziałek działamy z mężem :) W poniedziałek dzwonię w sprawie wypisu, dostaję go na następny tydzień. Napisano: jajowody drożne, pouczona co do dalszego postępowania.

Wiadomość wyedytowana przez autora 26 listopada 2018, 11:45

12 lipca 2018, 10:59

04.07.2018
W końcu dustałam się na wizytę do tego lekarza co mnie zostawił po HSG, ponoć jest dobry. Jak mi pomoże na ten męczący ból po prawe stronie to mu wybaczę.
Boli mnie cały prawy bok... nie wiem to to jajnik, czy jajowód, czy pachwina... a może biodro promieniuje.... no już głupieje, ale boli od tego hsg i łącze to z tym. Do tego naczytałam się, że przed tym badaniem powinno się mieć zrobione jakieś wyniki chociażby na czystość pochwy, ode mnie nie wymagano nic i nic nie miałam zrobione. Podobno jak się ma jakąś bakterię to wtłoczy się ją dalej i wtedy można sobie tylko zaszkodzić.

Lekarz spóźnił się 2,5 h. Dobrze, że spotkałam fajną babeczkę w poczekalni to nam czas zleciał na gadaniu o głupotach (mam nadzieję, że u niej wszystko ok) :)

Pomacał, posprawdzał, dał czopki przeciwbólowe. Nic nie wiem. Spróbuje jeszcze do niego iść za jakiś czas.

12 lipca 2018, 11:00

07.07.2018
Wczoraj na noc i dzisiaj rano wzięłam te czopki przeciwbólowe, diclofenac... o matko... jaki ból mnie dzisiaj dorwał... myślałam, że zejdę normalnie!!

Czopków już nie biorę, to chyba od nich.

Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2018, 11:01

12 lipca 2018, 11:01

09.07.2018
Wizyta w klinice we Wrocławiu, rządowy program diagnozy niepłodności na NFZ

Wizyta na 10.30. Najpóźniej koło 11.30 powinniśmy wyjechać w drogę powrotną żeby mąż zdążył do pracy. Ja wzięłam urlop. Przez telefon Pani mówiła, że to pierwsze spotkanie to tylko parę minut. Wyjechaliśmy 2 godziny prędzej i zdążyliśmy na styk. Żadnej tabliczki informującej gdzie się udać, nic... W końcu zadzwoniłam i wyszła po nas miła Pani z laboratorium. Zaprowadziła nas to gabineciku, świeżo po remoncie, klima chodzi, czuć zapach farby i nowości, meble puste, na niektórych jeszcze folia. Przychodzi Pani dr, daje papiery do wypełnienia i mówi, że zaraz wróci. Papiery: regulamin wzięcia udziału w projekcie, zgody, duperele. Wypełniamy w 5 min. Pani doktor wraca po godzinie 12. Już wiem, że poradnia działa do 12 więc albo nas spławią albo zaraz sama powiem, że wracamy bo już chłop ma problem z pracą bo się spóźni.
Rozmowa: kilka zdań o tym jak się oddaje nasienie. Jeśli mielibyśmy jakieś badania to już tego nie zrobią więc nie przyznaje się, że mam cokolwiek, mówię tylko o HSG no bo jak cierpię z tego powodu to uznaję że muszę powiedzieć. Pani informuje mnie, że w takim razie już na HSG liczyć nie mogę. Idę z nią założyć kartę pacjenta i mam iść na drugi koniec kliniki na badanie do pokoju patologii ciąży. Dochodzę minutkę po niej, drzwi zamknięte. Myślę pewnie kogoś bada i czekam. Na wprost gabinet z ginekologią dziecięcą. W kolejce czeka jakieś 15 dziewczynek. Tam ktoś przyjmuje. Czekam 15 min i w końcu przy wymianie pacjentek w tym dziecięcym zauważam moją lekarkę. 40 min czekałam aż mama z dziewczynką wyjdą. Wbijam do gabinetu. Badanie w 6dc. No nic mi Pani pomóc nie może bo jeszcze nic nie widać. Mówię jej o bólu i o nieszczęsnych czopkach. Przepisuje receptę na inne czopki (niestety takie drogie, że czekam na wypłatę żeby kupić). Proszę o skierowanie na badania, mówi tylko o progesteronie w 21 dc. Pytam czy inne hormony też badają, odpowiada, że tak. To proszę o skierowanie na inne od razu, mówię jej, że 2 godziny tu jechałam i nie bardzo opłaca mi się jechać i brać wolne żeby 1 hormon zrobić. Pani mówi, że najlepiej jak badania zrobię sama prywatnie. Super świetnie. Tego właśnie się spodziewałam po leczeniu. Dostałam propozycję monitoringu cyklu. Oczywiście tylko w pon i czw od 9-12. Myślę sobie, a nic, wezmę wolne czy coś albo mnie z roboty wyleją ale przyjadę, niech mnie sprawdzą. Wychodzę z gabinetu, mało mnie nie pobiły matki z dziećmi bo weszłam bez kolejki. Lekarka musiała interweniować, tłumaczyć, że działa w dwóch poradniach. Idę ustalać termin monitoringu... no w lipcu ta Pani ma tydzień wolnego, w sierpniu tez... no we wrześniu to ja akurat mam wesele w okolicach dni płodnych więc alkohol itd... odpada. Najbliższy monitoring może w październiku.
Wracając do czekania w nowiuśkim pokoiku. Na nowiuśkim biurku leżało pismo z NFZ z prośbą o przesłanie do 10.07 zostawienia leczonych pacjentów... no w końcu program działa od 2016 roku a jak telefonicznie się zapisywałam to dopiero uruchomili zapisy od 02.07.2018 i mają już 3 pary! Wow, rewelacja! Już wiem czemu Pani zależało żebyśmy przyszli jeszcze 9-tego. Czas oczekiwania umilali nam przychodzący lekarze i pielęgniarki podziwiające na co to poszła kaska z funduszu... ale fajna ta klima itd! Na drzwiach jest napisane: poradnia andrologiczna. Pytam pielęgniarki czy Pani dr to androlog. Nie, ginekolog a na drzwiach tak mają bo to laboratorium nowiusieńkie obsługuje właśnie męskie badania nasienia. No Pani sama przyznaje, że skoro dostali kasę na program niepłodności to tak powinno być napisane na drzwiach no ale cóż...
Ogólnie to wyjechaliśmy stamtąd koło 14... oczywiście bez niczego. No może oprócz zdruzgotanych nadziei, nerwów związanych ze spóźnieniem męża to pracy i mandatu bo oczywiście przekroczyliśmy czas parkowania o całe 5 min.

Podsumowując pieprze te ich wszystkie badania i tych lekarzy.
Za badania zapłacę sama a czy znajdę lekarza, który chociaż na nie spojrzy nie wiem...
Na tą chwilę nie mam już wolnego więc i tak się nie zbadam i nic nie sprawdzę.

Najgorsze jest to poczucie bezradności... chciałoby się spotkać lekarza któremu życie się odda w jego ręce... moje życie i upragnionego dziecka... a tu taki pech :(

Pani doktor była miła, pani laborantka też. obie to pewnie super babki... pewnie są dobrymi ludźmi, dobrymi lekarzami... może ten cały system jest po prosto do dupy i tyle i dlatego ciągle zostaję odprawiona z kwitkiem.

Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2018, 11:14

12 lipca 2018, 11:15

W końcu będę pisać na bieżąco :)Wczoraj wieczorem i dzisiaj wzięłam nowy przeciwbólowy czopek, jest na zapalenie śluzówki macicy i zapalenie przydatków, uparcie wierzę, że musi mi pomóc i w końcu pozbędę się bólu. Trochę jest mi niedobrze ale to pewnie jedzenie albo właśnie te leki... tragedii nie ma :)

Wiadomość wyedytowana przez autora 12 lipca 2018, 11:53

13 lipca 2018, 12:41

Poszalałam wczoraj z kumpelą,[%bimberek%] też ma problem z zajściem, obie walczymy o 1 dziecko. Tylko ona mi została z koleżanek bo inne patrzą z pogardą, że ja jeszcze nie mam dziecka. A te co zaliczyły wpadki lub faceta łapały na dziecko są najgorsze. Matki polki nr 1, najlepsze na świecie, świętojebliwe...

13 lipca 2018, 18:46

No to podsumowując, moje wnioski z dzisiaj i plan do zrealizowania:

1. Dzisiaj zaczynam bzykanie i nie odpuszczam aż do następnego piątku. Pisałam Wam kiedyś, że próbowaliśmy różnych sposobów, co 2 dni, co 3 dni, codziennie... ale codziennie przez 9-10 dni to nam chyba nie wyszło :) maraton! może przeżyję, nie wiem jak będę chodzić :)

2. W poniedziałek idę do mojego gienka dziadzia w 13 dc i później w czwartek lub piątek 16-17 dc. Przynajmniej jedną wizytę postaram się umówić tak żeby oddać od razu krew i zbadam anty tpo i anty tg... nie wiem jakie badania warto zrobić jeszcze w tych dniach?

3. W 21 dc lecę na progesteron.

4. Ciesze się urlopem i zapominam o wszystkim, staram się nie myśleć tylko o bezpłodności.

5. Żeby zrobić LH i FSH, prolaktynę w 3 dc muszę poczekać na koniec sierpnia, początek wrzesnia bo wtedy dostanę @.

6. Nie palę dalej !! :)

17 lipca 2018, 09:31

Byłam wczoraj u Gienka w 13 dc... mój punkt 2 z planu niestety musi ulec zmianie.
Wyniki wizyty:
1. Pęcherzyk który widzieliśmy na lewym jajniku w zeszłym cyklu to jednak torbiel.
2. Na prawym jajniku dalej stan zapalny po HSG, badanie bardzo bolało, zostało mi 3 czopki distreptazy, dalej nie wiem co będzie.
3. Całkowity brak owulacji.

Załamka...
ubeczałam się jak małe dziecko :(
Leżąc na usg marzyłam aby mi powiedział, że moje negatywne testy ciążowe i @ nie miały znaczenia bo ma dla mnie dobrą nowinę i jestem w ciąży... a jedyne co we mnie rośnie to guz.

Nie wiem czy nie zrezygnować z urlopu i tych pieniędzy przeznaczyć na kupkę na klinikę... a jednak tak bardzo potrzebuję się odciąć od tego wszystkiego...
brak dziecka doskwiera mi coraz bardziej... może sama się nakręcam na to wszystko... jakoś rok temu nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo :(
Mąż mi wczoraj powiedział, że my jesteśmy najważniejsi jako małżeństwo i zrobi wszystko żebyśmy byli szczęśliwi nawet bez dzieci... dzięki temu zasnęłam.

17 lipca 2018, 14:04

Właśnie dzwoniłam do Głogowskiego szpitala gdzie wykonywano u mnie HSG. Niech szlag trafi tego ordynatorka, który właśnie darł na mnie ryja.
Zadzwoniłam i grzecznie, potulnie przepraszam, że zawracam mu głowę ale nie mogłam się dodzwonić do rentgena ani do nikogo na oddział ginekologi więc może on mógłby mi udzielić informacji czy po badaniu HSG mogę otrzymać płytę ze zdjęciami.
Jak do mnie wyskoczył z morda, że co ja tu do niego dzwonię, co ja sobie wyobrażam?? Pyta kto mnie kierował na hsg?? /??wtf??/ mówię mu, że mój ginekolog z mojego miasta a ten wymienia nazwisko jakieś... mówię, że inny... to ten dalej się drze, że mam sobie iść do mojego lekarza... ale drze się i drze!! No pojebany! Mówię mu, że mam stan zapalny od maja, po tym badaniu i potrzebuję .... nie dokończyłam: Odpowiedział mi... "Niech se pani idzie do swojego lekarza" i trzasnął słuchawką.
To jest ordynator oddziału ginekologii? Jak dla mnie to cham i burak...

18 lipca 2018, 07:20

Porada
WARUNKI MIERZENIA PTC

Podstawową temperaturę ciała mierzymy:

1. po przynajmniej 3 godzinnym śnie (spoczynku),
2. bezpośrednio po przebudzeniu się,
3. przed wstaniem z łóżka,
4. przez 5 minut (lub krócej - zależnie od rodzaju termometru),
5. w ustach pod językiem lub w pochwie lub w odbycie,
6. przez cały cykl w tym samym miejscu,
7. przez cały cykl tym samym termometrem,
8. o tej samej porze (między 4.00, a 11.00),
9. temperaturę zapisujemy bezpośrednio po zmierzeniu - przy pomiarze termometrem rtęciowym,
9'. używając termometru elektronicznego (termometr elektroniczny ma pamięć pomiaru), po zmierzeniu ptc, można spać dalej :-)
10. każdy cykl zapisujemy na osobnej karcie.

CZYNNIKI, KTÓRE MOGĄ MIEĆ WPŁYW NA PTC

* zmiana godziny pomiaru PTC,
* zmiana termometru,
* dolegliwości chorobowe (katar, ból gardła itp.),
* zmiana klimatu,
* bezsenność,
* wypity poprzedniego dnia wieczorem alkohol,
* zdenerwowanie.

Korygowanie pomiaru podstawowej temperatury ciała ze względu na zmianę godziny pomiaru:

1) jeżeli pomiaru dokonujemy wcześniej od ustalonej przez siebie godziny
- to dodajemy 0,05°C do wyniku pomiaru za każde 30 min. przyspieszenia.

2) jeżeli pomiaru dokonujemy później od ustalonej przez siebie godziny
- to odejmujemy 0,05°C od wyniku pomiaru za każde 30 min. opóźnienia.

18 lipca 2018, 08:14

Dzisiaj uderzam do lekarza, który przyjmował mnie na oddział na to nieszczęsne HSG. Wbijam tam ze zdwojoną mocą bo biorę ze sobą mamuśkę a co dwie baby to nie jedna :)

Ostatni test owulacyjny robiłam w niedzielę 15 go, w poniedziałek olałam bo przecież nie mam owulacji, żadnego pęcherzyka dominującego. Wczoraj 17-go coś mnie podkusiło i około godz. 23 siknęłam na patyk... jest jakaś bladzina! To nowość bo wcześniej biel :) na przekór wszystkim obudziłam dzisiaj męża o 4 rano na seks :) na śpiochu mówił, że widział moją bladą kreseczkę i coś musi z tego być hehe. Jeszcze leżę po seksie i próbuję się zdrzemnąć bo do pracy wstaje o 6 i jak mnie coś zakuło w jajniku tym z zapaleniem to aż jęknęłam. M. się pyta co jest i mu mówię, że coś mnie zakuło w jajniku, to on na to, że to jego plemnik się wgryza w moje jajeczko hehe :) Wariat :)
Uwierzyłam, że mam owulację :) tzn wiem, że pewnie jej nie ma ale mam nadzieję a już zapomniałam co to jest mieć nadzieję!

18 lipca 2018, 10:36

Porada
Kochajcie się rano! Poranne współżycie może zwiększyć Wasze szanse na zajście w ciążę, gdyż ilość spermy rośnie w ciągu nocy.

Dzisiejsza porada z ovufriend :) oby się sprawdziła :) :)

18 lipca 2018, 18:45

Weszłam grzecznie do gabinetu z pacjentka i pytam czy Pan doktor mnie przyjmie bez rejestracji bo tak się umawialiśmy.
Lekarz: nie wiem co to ma być ze pani tu wchodzi z kimś innym, o co Pani chodzi?
Ja: byłam u Pana na wizycie 2 tyg temu i doktor miał ze jak nie będzie miejsca żeby się zarejsrrowac to mam podejść i zapytać.
L: Dzwi proszę za sobą zamykać! Czy Oani uważa ze ta wizyta jest Pani niezbędna do życia??
Ja: tak /to pytanie było dziwne No ale trudno/.

Zgodził się. Poczekalam aż wszystkie pacjentki przyjmie i weszłam.

Ja: dzień dobry raz jeszcze, dziękuje ślicznie za przyjęcie bla bla bla i opowiadam super grzecznie jak potulna myszka ze przyszłam po inne leki bo na tamte zareagowałam bólem brzucha, może mam jakieś uczulenie
L: a na co jest pani uczulona?
Ja: o żadnym uczuleniu mi nie wiadomo, to był mój pierwszy raz ze na jakiś lek zareagowałam w ten sposób.
Dopowiadam ze wtedy odwiedzałam rodzine i poszłam do innej lekarki i dała mi takie i takie leki ale nie bardzo mi pomogły, kończę je brać i nie wiem co dalej.
L: te leki nie miały Orawa pani uczulić, nie wiem co mi tu pani opowiada. Niech się pani rozbierze.
J: panie doktorze a czy moglibyśmy sprawdzić czy mam owulacje? Jest to mój 14 dc i jest szansa ze może się dowiem
L: żarty sobie pani robi? Ale sobie pani wymyśliła! To nie koncert życzeń!!
/już się darł i był na maksa chamski/ nawet mnie dobrze nie zbadał, włożył palec i wyciągnął. Bez słowa. Usg nie zrobił.
Ja: a czy jest szansa ze po tym zapaleniu mam drożne jajowody czy lepiej za jakiś czas powtórzyć to badanie?
L: co to za pytania mi oani zadaje? Niech oani idzie do kliniki i tam się dowiaduje takich rzeczy.
Ja: czy w takim razie pan doktor mógłby mi podpowiedzieć czy po tym hsg mogę uzyskać jakieś zdjęcia/płytę z badania?
L: a czy to badanie było nagrywane?
Ja: nie wiem
L: No to chyba pani powinna wiedzieć
Ja: ale kogo miałam o to pytać? Próbowałam dzwonić do szpitala ale bez skutku, pomyślałam ze może pan wie
L: to trzeba pytać i o siebie dbać a nie pani sobie jeździ do rodziny niewiadoma gdzie i po dwóch miesiącach pani ma jakieś pretensje.
Ja: przepraszam panie doktorze ale w szpitalu nikt ze mną nie rozmawiał i od razu pózniej zapisałam się do pana na wizytę.
L: przychodzi tu pani i ma jakieś roszczenia!! Zaraz mi oani powie ze przez hsg nie może pani zajść w ciąże
Ja: ja nie mogę zajść od 2 lat wiec wiem ze to nie wina hsg, chciałabym tylko wyleczyć to podrażnienie.
L: jak pani pójdzie do kliniki to tak pani powiedzą co i jak a nie pani tu do mnie z jakaś roszczeniowa postawa przychodzi.
Dziękuje dowodzenia. Prawie się poryczalam jak wyszłam ale dotrzymałam do Domu.
Cała rozmowa była dłuższa i jeszcze bardziej chamska ale napisałam tylko to co ważne. Próbowałam dać mu moje wyniki badań i męża ale powiedział ze go to nie obchodzi i to nie jemu oceniać nasze wyniki badań.

Ogólnie to jak wyszłam to przemyślałam sprawę co ten dziad się tak mnie czepił z ta roszczeniowa postawa jak ja taka milutka byłam. /No obiecałam walczyć o swoje ale jestem pizda i nie dałam rady/. No i tak mi wychodzi ze może mu pielęgniarki nagadały ze pacjentki nikt nie wypisał, nikt z nią nie porozmawiał, kazały iść do domu i już. Nikt oprócz pielęgniarki co mi ściągała wenflon nawet na mnie nie spojrzał po tym badaniu. I nie wiem czy się mści czy się boi czy próbuje mnie tak zrazić żeby umyć ręce i żebym poszła do kliniki żeby nie patrzeć na to co spierdolil. Coraz bardziej zastanawiam się nad napisaniem jakiejś skargi. Tylko jak? Walczyć o swoje nie umiem a już przelać to na papier to już całkiem nie dla mnie.

Z wykupieniem recepty chyba poczekam. W piątek idę do ostatniego lekarza.

Wiadomość wyedytowana przez autora 18 lipca 2018, 18:55

19 lipca 2018, 13:49

Dzisiaj mam zmułkę w pracy, złość ze wczoraj już mi przeszła. Jutro wizyta u kolejnego lekarza. Już się nasłuchałam od koleżanek opinii, że to gbur i cham, tej zepsuł cesarkę, tej nawet nie poznał w szpitalu itd... więc się nie nastawiam, pójdę, niech zerknie, może będzie miał coś do powiedzenia a jak nie to trudno. Po wyjściu na pewno nie będę ryczeć :)
W końcu po 5 tygodniach normalnie pogadam z mężem a nie, że się mijamy i mamy dla siebie 2 minuty. W niedziele jedziemy do Wrocka zawieźć znajomych na lotnisko, może wstąpię do ikei choć to grozi bankructwem :)
Kupiłam córeczce koleżanki czapeczkę handmade :) jest śliczna tylko wydaje mi się za duża... weszłaby na moją głowę a to miało być na 8 miesięczne dziecko... :/ sama nie wiem... dzieci mają duże główki, może będzie w miarę pasować :) Ostatni raz dziecięce ciuszki kupowałam parę lat temu dla kolegi, nawet nie myślałam wtedy o dzieciach. Raczej nie ma w moim otoczeniu zbyt dużo niemowląt więc doświadczenia mi brak :)

Tak mi jakoś dzisiaj smutno, że jest tu tyle fajnych kobiet jak ja, które muszą się martwić czy kiedykolwiek zostaną mamami... jest tak wiele różnych historii, tak dużo tych smutnych jak i tych szczęśliwych. Wszystkie powinny być szczęśliwe. Tak bardzo chciałabym żeby takie były.

Wiadomość wyedytowana przez autora 19 lipca 2018, 14:05

20 lipca 2018, 14:05

Wizyta u doktorka. W przeciągu 2 miesięcy to 5 ginekolog do którego trafiłam.
Wyszłam i nie płaczę! No kurde w końcu ktoś mnie potraktował jak człowieka :)
A więc tak:
1. Temat nr jeden: co z tą torbielą...
torbiel jest kiedy osiąga wymiar ponad 4 - 4,5 cm, jak ja mam 2 to mam się tym nawet nie przejmować, wtedy to się traktuje jak pęcherzyk i już. Teraz powiedział, że go nie widzi ale nie bardzo miałam widoczny ten jajnik. Trzymajmy się, że to nie była torbiel tylko owulacja :)
Ciągnęłam temat dalej... Panie ale skok temperatury to z 36,3 na maks 36,5 więc taka lipa i testy owu negatywne... powiedział, że wszystko jest ok i z pewnością mam owulację :) mówię mu cykle 26-31 dni... odpowiedz: Super! To są regularne cykle. Nieregularne byłyby 21 lub 40 dniowe i jakby się tak przeplatały to wtedy.
2. Hormony... jeśli ma Pani regularne cykle to muszą być oka nieznaczne odchyły ode normy mogą być zawsze ze względu na stres, na pogodę i na każdą inną pierdołę. Kobiety mają zmiany hormonalne w ciągu miesiąca ogromne więc też nie ma się czym martwic.
2. Temat nr 2. - zapalenie
Gdybym miała zapalenie przydatków to nie obeszłoby się bez gorączki. Nie mam zapalenia i tyle, może podrażnienie ale po takim czasie powinno samo się wygoić. Zalecił wziąć od ogólnego skierowanie na usg jamy brzusznej i szukać kamienia.... i teraz oświecenie!!! Bóle krzyża to może jednak bóle nerek a boli nie jajowód tylko moczowód bo nasila się jak chce mi się siku???? Hę???
3. Jeśli jajowody są drożne to z byle powodu się nie zatkają, zazwyczaj są już takie od początku. Mało jest przypadków, że nagle się zatykają więc żadne zapalenie czy podrażnienie nie zatka mi jajowodów.
4. Nie mam żadnego PCOS, mój wynik AMH jest ok
5. TSH 2,9 jest ok wynikiem. Jeśli miałabym wynik 6 to byłaby potrzeba zbić ją na max 2 ale jeśli mam taki wynik i jestem zaprzeczeniem wszystkich objawów problemów tarczycowych to też nie mam tu co szukać. Ten wynik jest w normie i koniec. [FUCK! dzisiaj zabuliłam 150 zł za badania których nie udało się zrobić :/]
5. Wyniki męża
5% prawidłowych, ruchome tylko 11% to kwalifikuje nas do inseminacji i powiedział, że tracimy czas na naturalnych staraniach. Powiedział też że jak 2-3 inseminacje nam się nie powiodą to invitro na pewno da nam maluszka bo przecież wystarczy tylko ten 1 plemnik a oni już tam go znajdą :)
Grzecznie i miło odesłał nas do kliniki gdzie zajmą się mężem jak należy.

Powiedział, że nie mam co szukać u siebie bo jestem zdrowa jak koń :)
Kamień spadł mi z serca... czułam się zdrowa a jak zaczęłam szukać przyczyn to podupadłam na duchu i widziałam niedołężną kalekę w lustrze.
Aha! I pytałam o te wszystkie suplementy... powiedział, że nie zaszkodzą ale mogą poprawić ilość i może tą ruchomość ale ona może się zmieniać z bardzo wielu przyczyn... tak więc wyniki M prawidłowo są takie różne. Dał nam duże szanse na inseminacje bo właśnie w takim przypadku jak nasz to jest bardzo pomocne :)

Pierwszy raz wyszłam happy od lekarza mimo, że mój M. strzela ślepakami leniuszkami

23 lipca 2018, 08:33

Dzisiaj mam zamiar iść na komplecik badań tarczycowych, zobaczę co będzie i najwyżej poszukam endokrynologa.
Cały weekendy siedziałam z butelką wody lub piwa i leczyłam moje nereczki :) Może to nie kamień ale tylko lekki piaseczek bo dzisiaj jest lepiej. Obiecuję dużo pić i sikać! na zdrowie! :) USG jamy brzusznej prywatnie dopiero na 16.08. więc do tego czasu muszę się kurować po swojemu.

23 lipca 2018, 13:21

Moje wyniki TSH 2018: (zaznaczam, że nigdy nie brałam żadnych leków na tarczycę)

Styczeń:
TSH 2,9

Luty:
TSH 1,72 (norma 0,27-4,2);
ft3 6,39 [norma 3,10 -6,8]
ft4 1,46 (norma 0,93-1,7)

Marzec:
TSH 2,36
ft3 5,97
ft4 1,32

Wiadomość wyedytowana przez autora 24 lipca 2018, 14:26

24 lipca 2018, 13:31

Dzisiaj już drugi raz złapał mnie mega ból... brzucha na dole i pleców... a może nerek, no już sama nie wiem. Złapało, że nie mogłam się ruszyć, trzymało parę minut i zaczęło puszczać... piję i piję i sikam non stop. O dziwo mam wrażenie, że ten ból kłujący co myślałam, że to jajnik tak jakby trochę mniej teraz... za to zaczyna mocniej boleć coś innego. No kurde jak stara babka jakaś a na usg jeszcze tak długo muszę czekać :/

24 lipca 2018, 18:31

Zajebiste odebrałam wyniki z laboratorium. Gdybym nie miała tych wcześniejszych to chyba bym miała załamka ale o ile nie mam raka to chyba ktoś mnie tu w chuja robi.

Wyniki:
TSH mniej niż 0,05 [norma 0,5-4,0]
FT3 15,6 [norma 4,0-8,3]
FT4 38,9 [norma 10,6-19,4]
anty TPO 70 [norma poniżej 8]

Wiadomość wyedytowana przez autora 25 lipca 2018, 12:30

25 lipca 2018, 09:53

Dzwoniłam do labo. Panie po podaniu mojego peselu od razu wiedziały o co chodzi. powiedziały, że jak pracują 30 lat to tak złych wyników w tą stronę na nadczynność nigdy nie widziały... zaczęły pytać o leki na tarczycę itd... mówię, że jestem zdrowa jak koń, w marcu wyniki super itd. Kazały przyjechać na powtórkę badań, byłam, krew upuścili, czekam do 18 na wynik. Na miejscu powiedziały mi, że takie wyniki świadczą o nowotworze i jeśli dzisiejsze będą podobne to mam uprzeć się na szpital u lekarza. Czekamy....
1 2 3 4 5 ››
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)