Słaba jakość komórek jajowych? To nie wyrok.

Poznaj autorski program poprawy jakości komórek dla pacjentek przed leczeniem in vitro, z niską rezerwą jajnikową i słabą odpowiedzią na stymulację hormonalną.
X

Pobierz aplikację OvuFriend

Zwiększ szanse na ciążę!
pobierz mam już apkę [X]
Pamiętniki starania Niekończąca się historia
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Niekończąca się historia
O mnie: Trudny przypadek. 4 procedury IVF. Dzieci brak.
Czas starania się o dziecko: Od 2018
Moja historia:
Moje emocje: Strach, przerażenie, zrezygnowanie

Dzisiaj, 10:11

Do pisania pamiętnika zbierałam się od dłuższego czasu. Chociaż tracę już nadzieję, to z tyłu głowy zawsze mam myśl „a może tym razem się uda?”. Jesteśmy weteranami in vitro - pierwszy raz w klinice niepłodności pojawiliśmy się w 2019 roku, jeszcze przed pandemią. Od tego czasu przerobiliśmy dwie różne kliniki i efekt jest taki sam - dwoje dorosłych ludzi, dwa psy, dzieci brak. Ostatnio śmiałam się że jesteśmy wręcz antyreklamą leczenia invitro, bo success rate w naszym przypadku wynosi okrągłe 0%. Co z tego że mamy zdrowe zarodki, włączone leczenie immuno, jak i tak beta jest 0. Jeden jedyny raz nieznacznie ruszyła, ale spadła po 2 dniach. Zrobiliśmy wszystkie możliwe badania, histeroskopie, biopsje, badania immuno i PGT-A. Rok temu mocno schudliśmy (bo ludzie z nadwagą podobno dzieci nie mają 🤡), wprowadziliśmy zdrowy tryb życia, dużo sportu, pojechaliśmy dwa razy na wakacje żeby się wyluzować. Nic to nie zmieniło. Nie mam już pomysłu co dalej, lekarze też rozkładają ręce i mówią żeby próbować dalej, bo może to kwestia szczęścia i okrutnej statystyki. Myślę że prędzej wygram w totolotka niż to wszystko się uda. Najgorsza jest ta niemoc - nie masz totalnie nad tym kontroli, wszystko jest niezależne od ciebie, nawet nie jest to kwestia ograniczonych finansów - nie da się więcej zapłacić żeby mieć gwarancję sukcesu. Wiele razy przez to płakałam, ale z drugiej strony mam z tyłu głowy wyrzuty sumienia, bo przecież jestem na uprzywilejowanej pozycji, jestem zdrowa, mam stabilną pracę i wspierająca rodzinę, a wiele ludzi ma w życiu gorzej, mają nieuleczalne choroby, nowotwory, patologicznych mężów alkoholików czy trudną sytuację finansową.
Zostały nam dwa zarodki, a mnie zaczyna ogarniać panika - za dobrze znam to uczucie porażki, zawodu że znowu nie wyszło. Przecież zawsze brałam sumiennie wszystkie leki, ostatnio wzięłam nawet zwolnienie po transferze żeby nie stresować się w pracy. Doskonale pamiętam jak 2 lata temu siedziałam pod gabinetem pielęgniarki w luxmedzie żeby zrobić betę w 10dpt i płakałam oglądając zdjęcia koleżanek na instagramie które chwaliły się ciążowymi brzuchami, baby shower czy zdjęciami z usg. Doktor na wizytach ma dobry humor, mówi że Endo rośnie super, że wszystko prawidłowo, zmienił mi zestaw leków. Czy to pomoże? Dowiemy się już za 2 tygodnie…

Wiadomość wyedytowana przez autora Dzisiaj, 10:13