Pamiętniki Odpowiedni czas na dziecko istnieje!
Dodaj do ulubionych
WSTĘP
Odpowiedni czas na dziecko istnieje!
O mnie: Mam 27 lat. W zasadzie nigdy nie miałam jakiegoś większego parcia na dziecko. Właściwie to myślałam, że nigdy tego dziecka nie będę chciała mieć, wręcz bałam się tego, że tego czegoś nie poczuję. Ciągle coś mi wypadało, a to praca, a to zmiana stanowiska, a to dom, a to wakacje, a to psychika... tak psychika też. Chciałam najpierw popracować nad sobą..., pewnością siebie... itd. W moim planie nie było miejsca na dziecko. Do czasu... :)
Czas starania się o dziecko: 3 cs
Moja historia: Już w sumie pod koniec 2018 roku zaczęłam myśleć o dziecku. No ale tyle co zmienione stanowisko w pracy, plany budowy domu, a jeszcze podwyżka by się przydała... Mąż też tak zaczął myśleć o dziecku, bo też na początku roku 2019 (chociaż nic mu nie mówiłam o moich przemyśleniach) zagajał. Obydwoje byliśmy jednak bardzo niepewni, bardzo. Od maja 2019 r. kiedy to wyszło jak wyszło i spóźniał mi się okres (ponad tydzień!) jakby coś we mnie strzeliło. Najpierw wielkie modlitwy (Boże nie! Proszę jeszcze nie teraz!), poprzez hmm a może to już czas?! Mąż się nawet cieszył... powoli przyzwyczajaliśmy się do tej myśli. W czerwcu pełna mobilizacja. TSH 1,6, ogólne badania b. dobre. Gin. był już w marcu i też ok. No ja nigdy żadnych problemów ze sprawami kobiecymi nie miałam. No to do dzieła. I klapa. Płakałam cały tydzień, chociaż to był dopiero 1 cs. Wszystkie koleżanki matki nagle wyrosły do rangi obrazu kobiety idealnej nie do osiągnięcia. Wszędzie dziewczyny w ciąży albo niemowlaki. Przerobione wszystkie fora internetowa. Milion pojęć, hormonów, badań... Jezu! Tak też trafiłam na Ovufriend. Zobaczyłam, że nie każda dziewczyna zachodzi w ciążę w 1cs (moje koleżanki wszystkie mówią, że no tak im wyszło, albo że no w szoku są, że tak szybko). Zobaczyłam, że starają się miesiącami, latami, ale w końcu w tą ciążę prędzej czy później zachodzą. Lipiec był spokojny. Mąż się starał... było miło. Plany i marzenia o domku (z dzidziusiem :)) i tak wyszło, że w niedzielę (ok. 2 dni przed moim spodziewanym okresem) zrobiłam test. Bladzioch. Czekamy do wtorku, nie ma co. Wtorek - bladzioch, ale już wyraźniejszy! I po południu ból brzucha jak na okres i w końcu plamienie, a na drugi dzień okres. Nie robiłam bety. Nie wiem, czy to cb, czy nie. Testy były pozytywne (sprawdzałam z tymi tutaj :D), ale to tylko tyle. Teraz wizyta u gin. 29.08. Jestem przygotowana. Zobaczymy co powie. No i zaczęliśmy 3 cs (tym razem po porażce płakałam może jeden dzień, ale smutna byłam z tydzień). Oby było wszystko ok, a ciąża to tylko kwestia czasu!
Moje emocje: Złość, rozczarowanie, smutek, żal, nerwowość, strach, podekscytowanie, przeplatane jednak uśmiechem i nadzieją, wiarą; zazdrość

12 sierpnia, 21:57

3 cs - 12 dc

Jestem przeziębiona. Nos zatkany, gardło boli. Kuruję się. W pracy jednak byłam, aż tak źle ze mną nie jest no a teraz to nie jest odpowiednia pora na zwolnienia. Staram się nie brać jakichś bardzo mocnych tabletek. W zasadzie biorę tylko wit. C i mam taki spray na gardło. No i teraz wzięłam jakieś coś ziołowe na noc. Mam nadzieję, że szybko przejdzie. Muszę być za tydzień w formie - dni płodne. U mnie dni płodne wypadają dość późno bo ok. 19-21 dc. Ale mam też długie cykle >=35. Niby staram się nie myśleć o tym, że się staramy, no ale chyba każda z nas tutaj wie, że to niemożliwe. Już od tamtego cyklu mówię sobie, że muszę znaleźć sobie jakieś zajęcie. No i znalazłam - joga. Ogólnie już rok temu rozpoczęłam moją przygodę z jogą, ale jak na razie to tylko samodzielne ćwiczenia z youtubem. Chciałabym wypróbować ćwiczeń w grupie. Znalazłam już miejsce, no i są zajęcie próbne, ale czy poszłam? Od ponad miesiąca mam to na swojej liście... muszę, koniecznie muszę w końcu iść. Jak ten cykl pójdzie na stratę, to znów będę rozpaczać z tydzień i znów obiecam sobie, że zrobię coś dla siebie i znów nadejdą dni płodne a z nimi nowa nadzieja i tak w kółko, aż do ... ciąży :)! Ale nie można tak żyć... wiem o tym! Tylko jak przestać myśleć? Gdyby tylko ktoś zapewnił mnie, że prędzej czy później w tę ciążę zajdę... tyle wokół mnie ostatnio smutnych historii...i tyle negatywnych myśli...

13 sierpnia, 19:25

3 cs - 13 dc

Skąd ja mam wiedzieć, że jestem zdrowa? Niby nigdy nie miałam żadnych dolegliwości jeśli chodzi o sprawy kobiece. Miesiączki też w miarę regularnie. Oprócz przeziębień od czasu do czasu to naprawdę nigdy nic mi nie dolegiwało (odpukać w niemalowane :D), a mimo to martwię się, że może być ze mną coś nie tak... Mąż zaangażował się w starania pełną parą. Nawet sam z siebie za dietę się wziął! Pije soki świeżo wyciskane, które nawet sam sobie przygotowuje, z piwka przerzucił się na wino czerwone wytrawne, zakupił sok pomidorowy i mówi, że mu smakuje! A dzisiaj to już nawet obiad zrobił i na obiad na jutro mamy rybkę, bo twierdzi, że musi jeść dużo ryb :D Fajnie, miło, cieszy mnie to, ale też się boję... to jakaś panika powoli zaczyna się robić. 29.08 mam termin u gin., zobaczymy. Do tego czasu muszę jakoś żyć...
Jutro w pracy spotkanie służbowe z Amerykanami... Bosz... trochę mam stresa...rzadko przyjeżdżają i rzadko ja jestem proszona na spotkania no ale co zrobić. Idę. Niby angielski znam, ale co innego mówić z innymi obcokrajowcami po angielsku a co innego z ludźmi, dla których język ten jest językiem ojczystym... jakoś to będzie :D

30 września, 13:44

Po przerwie postanowiłam pisać dalej... dużo się w tym czasie zadziało...

2.09 ujrzałam "wyczekane" 2 kreski. Potem kolejny test, i kolejny test, i kolejny... i z każdym testem druga kreska była coraz mocniejsza. Cieszyłam się ale też bałam. Nie wiem, chyba coś przeczuwałam. Mieszkam w Niemczech i moja gin. powiedziała, że nie robi pierwszego USG szybciej niż w 8 tc. Jechałam jednak na urlop do Polski więc umówiłam się prywatnie na USG. Był to dokładnie 6 tydzień i 6 dzień. W Internecie naczytałam się, że w tym tyg. być może zobaczę już serduszko... bałam się i cieszyłam. Ogólnie jak już zaszłam w tą ciążę to nagle zaczęłam się bać, jak sobie poradzimy finansowo, jak to będzie z moją pracą, a co z budującym się domem. Zaczęłam mieć sama do siebie pretensje, że taka byłam niecierpliwa, że sobie tyle chorób wyszukiwałam, że się tak na mężu czasami wyżywałam, a w sumie wyszło, że ze mną jest wszystko ok i już w 3 cs zaszłam w ciążę. Miałam myśli, że może trzeba było jeszcze poczekać, że może to jednak za szybko ta ciąża...ehh... przy czym jak sobie pomyślałam, że mogę tę ciążę stracić to aż mnie brzuch bolał... takie jakieś nie wiem rozdwojenie czułam. Oprócz męża nikt nie wiedział, nikomu nic nie mówiłam, chciałam poczekać do końca 12 tyg...

Na pierwszym USG tylko pęcherzyk - 7 mm. Przyjść za tydzień. Powinien już być zarodek. Jeśli nie to niestety mamy puste jajo płodowe.

Drugie USG - tylko pęcherzyk - 12 mm. Diagnoza: puste jajo płodowe. Płacz. Niedowierzanie. Skierowanie do szpitala na tabletki i zabieg. Nigdzie nie pójdę. Chcę rozmawiać z innym lekarzem.

Trzecie USG u innego lekarza. Puste jajo płodowe. Lekarz mnie uspokoił (na chwilę). "To się bardzo często zdarza. Oj nawet nie wie pani jak często. To nie ma wpływu na pani płodność. Nie, to już się więcej nie wydarzy." No nie wiem... wyszłam z gabinetu ze łzami ale i z nadzieją..."Zobaczy pani, jeszcze w tym roku przyjdzie pani z nową ciążą." Uwierzyłam na 2 godziny. Lekarz kazał wstrzymać się ze szpitalem. Mówił, że pęcherzyk mały, że ciało się samo oczyści. Że szkoda ingerować. Posłuchałam i czekam... 4 dzień, narazie przy podcieraniu brązowy śluz...oby jak najszybciej przyszło krwawienie...

Dlaczego ja? Nie rozumiem....

24 listopada, 19:11

I już zaczął się nasz 5 cs...
Po poronieniu mogliśmy się od razu starać, więc tak też zrobiliśmy. Niestety nie wiedziałam, ani nie mogłam przypuszczać, kiedy będę mieć owulację. Staraliśmy kochać się jak najczęściej, niestety był to stresujący okres dla nas i wyszło tak o. No ale zrobiłam test i wyszedł pozytywny!!! 11 dp... Miałam nie mówić mężowi, ale nie wytrzymałam. Od razu strach i myśl, że nie, no nie, muszę komuś powiedzieć, ktoś mi będzie musiał pomóc w razie wu. Był w pracy. Zadzwoniłam. Radość. Tym razem musi się udać... radość, strach i stres. Zrobiłam chyba z 10 testów ciążowych. Kreski różne. Od cieni cienia do grubych mocnych (ehh testy ciążowe). Testy 25, czy 20 miały grubsze drugie kreski niż testy 10 i to już mi dało do myślenia... plus lekkie, baardzo lekkie plamienia, prawie że niewidoczne, dla mnie jednak widoczne, sprawdzałam dosłownie co 10 minut wydzielinę... ehh..

Nie wytrzymałam. Poszłam do gin. Macica rozpulchniona, ale pęcherzyka nie ma (wizyta była 16 dp wg ovu). Trzeba odczekać. Gin. mówi, że nie ma sensu mierzyć bety, bo to mogą być pozostałości z tamtej ciąży. Z tego samego powodu mogą też testy wychodzić pozytywne, ale może to też być ciąża... Ehhh.. na drugi dzień okres. Czemu nikt mi nie powiedział wtedy jak się dowiedziałam o poronieniu, że jeszcze długo mogą wychodzić testy pozytywne..?

3 dc i 3 dni płaczu, nerwów, stresu, żalu... strachu, że dlaczego nie ma? Dlaczego ja? Na dodatek Info od koleżanki - oczekują bliźniaków (jedno dziecko już mają). A więc i zazdrość. To się już przeradza w jakąś fobię, depresję... ciężko mi.
Fundusze Europejskie: Inteligentny Rozwój Narodowe Centrum Badań i Rozwoju Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego

Projekt OvuFriend: "Opracowanie nowych w skali światowej rozwiązań w obszarze uczenia maszynowego wspierających w planowaniu rodziny i pokonywaniu problemu niepłodności" współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Inteligentny Rozwój 2014-2020.

UTWÓRZ KONTO

Twoje dane są u nas bezpieczne. Nigdy nie udostępnimy nikomu Twojego adresu e-mail ani bez Twojego pozwolenia nie będziemy wysyłać do Ciebie wiadomości. My również nie lubimy spamu!

Twój adres e-mail: 
OK Anuluj
Dziękujemy za dołączenie do OvuFriend!

Wysłaliśmy do Ciebie wiadomość z linkiem aktywacyjnym.

Aby aktywować konto przejdź do swojej poczty email , a następnie kliknij na link aktywacyjny, który do Ciebie wysłaliśmy.

Jeśli nie widzisz naszej wiadomości, zajrzyj proszę do folderu Spam.

OK (15)